Reklama

Portret z Twoich słów, Eminencjo…

2018-10-10 11:21

Agnieszka Bugała
Edycja wrocławska 41/2018, str. V

Agnieszka Bugała
Msza św. w Kaplicy Ostrobramskiej – najważniejszy punkt podróży na Litwę

Próbuję od lat, bo zapisuję wszystkie rozmowy z nim, ale nie da się opisać 95 lat życia człowieka na kilku stronach gazety. Na opis życia takiego człowieka, jakim jest kard. Henryk Gulbinowicz, potrzeba tomów ksiąg. Odznaczony Orderem Orła Białego, honorowy obywatel 13 miast, doktor honoris causa kilku uniwersytetów, doceniony nawet przez dzieci – laureat Orderu Uśmiechu. Aby uczcić Jubilata, kreślimy dla Państwa ledwie szkic portretu Eminencji, czerpiąc z palety rozmów i opowieści, które w ciągu lat miałam zaszczyt od niego usłyszeć, nagrać i zapisać

Niezłomny

„Pierwszy Orzeł Biały przyszedł na Dolny Śląsk istotnie późno. Ale trafił w wyjątkowo godne ręce” – mówił w wystąpieniu po dekoracji Orderem w 2008 r. prezydent RP Lech Kaczyński. Słowa te wywołały burzę kilkuminutowych oklasków. Prezydent RP przypomniał kilka faktów z wieloletniej posługi Kardynała we wrocławskiej metropolii. „Przez wiele dni w 1981 r. z «kołchoźnika» w innej części Polski słuchaliśmy informacji o tym, jak dobrze jest w tym, czy w innym regionie, ale na temat Wrocławia milczano. Wyciągnęliśmy stąd wniosek, że Wrocław szczególnie twardo walczy. I tak było, a w tej walce był z wami Eminencja, kard. Henryk Gulbinowicz” – mówił.

Początek zawsze jest w domu

Szukiszki na Wileńszczyźnie – tu wszystko się zaczęło. W domu nazywano go Niukiem, Heniem, sąsiedzi wołali Heniuk, a serdeczne ciotki – Heniutek. Ale gdy się rodził 17 października 1923 r. w szpitalu św. Jakuba w Wilnie, kto mógł przypuszczać, że wiele lat później na zachodzie Polski będą o nim mówić książę Kościoła? O rodzinnym domu zawsze mówi z nostalgią i wdzięcznością. To było miejsce, w którym kochano i mądrze kształtowano charakter. Rodzina była znana. Gulbinowicze uprawiali rolę, hodowali bydło i konie. Rodowe zawołanie brzmi „Frangas non flectes”, czyli „Złamiesz, ale nie zegniesz”. Poczucie humoru kardynał odziedziczył po mamie. Ojciec Antoni był człowiekiem poważnym i mówił swej żonie: „Tobie wystarczy pokazać palec i już się śmiejesz”. Młodość mamy, Walerii z domu Gajewskiej herbu Sulima, była naznaczona historią. Tradycje w domu państwa Gajewskich były staropolskie: trzymano krótko, wymagano dużo, kształcono, na miarę możliwości. „Nie była surowa, była raczej taktowna i pogodna. Gdy się wstało z łóżka, trzeba było od razu biec do mamy, do taty, jeszcze w koszuli, i mówić: Mamo, krzyżyk, tato, krzyżyk. Przywiązywano bardzo dużą wagę do błogosławienia dzieci. Dlatego, gdy dziecko wychodziło na dwór się bawić – prosiło o błogosławieństwo. Potem, gdy chodziliśmy do szkoły, też czekaliśmy na błogosławieństwo rodziców. Bez tego nie dało się żyć.

Dziecko można uczyć w różnych miejscach, trochę jakby mimochodem. Nie tylko: pacierza w kościele, a liczenia w szkole. Kiedyś poszliśmy na grzyby, na Wileńszczyźnie okres borowików to bardzo ważna rzecz. Tam mama spytała mnie, czy umiem Psalm 91. Ja mówię, że nie. Ona mi na to, że codziennie ten psalm odmawia za nas wszystkich, i że powinienem go umieć. Chodziliśmy za grzybami, a ona głośno mówiła: Kto się w opiekę odda Panu swemu, i próbowała mnie tego psalmu nauczyć. Musiałem głośno za nią powtarzać. Wiele lat później pytała mnie znów, czy umiem. Umiałem, to było od niej”.

Reklama

Mówcie młodym, że czystość istnieje

„Dziś cnota czystości została wyśmiana, ale to nie zmienia faktu, że ona naprawdę istnieje. W Polsce żadne zgromadzenie żeńskie nie wymarło, ja bym nie rozdzierał szat. Natomiast boli mnie, że kolorowe czasopisma pokazują młodzież jako grupę, która niczym się nie interesuje, tylko swoją seksualnością. A to nie jest prawda. Ja bym jednak ufał młodzieży. Ważne jest natomiast to, czy matka spotka się z córką, czy ojciec spotka się z synem i czy porozmawiają z nimi, zanim świat kolorowych pism sprzeda ich sercom swoją wersję. Jak to było u mnie? Rok 1942, okupacja niemiecka, przestaję być dzieckiem. Pewnego dnia ojciec mówi: Przyjdź do mojego pokoju. Gdy wszedłem, siedział na myśliwskim taborecie. Popatrzył na mnie, atmosfera poważna i mówi: Synu. A zawsze mówił: Heniu... I dalej: Przestałeś być dzieckiem, wszedłeś w czas młodości. Ale żyj tak, żeby cię nikt nie przeklinał. I postępuj tak, aby nikt przez ciebie nie płakał. I nie splam naszego nazwiska. I co? Ja do dziś, choć jestem stary kardynał, w rachunku sumienia odpowiadam na te wytyczne ojca”.

Święty spowiednik z rodzinnych stron

„Poznałem ks. Sopoćkę z okazji Wielkiego Tygodnia. Była Wielka Sobota, a ja byłem z kolegą oglądać groby. Byliśmy w kościele garnizonowym – to dawny kościół jezuicki, św. Ignacego, i tam nie było żadnych skał, tylko wysoki, kilkumetrowy tron przykryty czerwonym suknem. Na nim, wysoko, stała monstrancja. Zastanawialiśmy się obydwaj, skąd pomysł na taki grób? Nagle przyszedł ksiądz i mówi, że śmierć Chrystusa to tak naprawdę wielki triumf Jego zmartwychwstania. Przyszedłem do domu i opowiadałem o księdzu, który pojawił się znikąd i wyjaśnił nam, zadziwionym istotą tego dziwnego grobu. Powiedziano mi wtedy, że to jest ks. Michał Sopoćko. To było spotkanie pierwsze, jeszcze wtedy małego chłopca. Potem usłyszałem o nim w czasie II wojny światowej. Wstąpiłem do seminarium w 1944 r., a 20 lutego 1945 r. seminarium rozpędzono. Wtedy poproszono, aby prowadzić katechezę dla dzieci przed Pierwszą Komunią Świętą. Jechaliśmy z parafii Rudomino, przejeżdżaliśmy przez Czarny Bór. Tu urszulanki szare miały swój klasztor. To był lipiec, gorąco, nagle z ogrodu słychać «Ave Maria gratiae plena...». Pytam: Co to? A proboszcz mówi: Zakonnice plewią grzędy i mówią po łacinie Różaniec. A jakie to zakonnice? – pytam. Urszulanki szare. Tu u nich się przechowywał ks. Sopoćko i dlatego nie był wywieziony do obozu.

Wiele lat później wybrałem go na swojego spowiednika, ale to było dopiero wtedy, gdy wrócił szczęśliwie na Białostocczyznę. Był człowiekiem bardzo spokojnym i taktownym. On też dopuścił mnie do diakonatu, a wtedy trzeba było się wyspowiadać z całego życia. To on podpowiedział mi, w jaki sposób świętować każdego roku rocznicę przyjęcia biskupiej sakry: «Odprawiaj dzień skupienia, to przybliża do Chrystusa»”.

Kapłan rodzi się z modlitwy

„Osobą, która miała na mnie duży wpływ była koleżanka mojej mamy, s. Wanda Boniszewska, która była w Zakonie Sióstr Anielskich, bezhabitowych. Była osobą niezwykle pobożną, można by ją porównać ze św. Ojcem Pio, była ona także stygmatyczką, ale abp Romuald Jałbrzykowski nakazał jej ukrycie stygmatów. Wspominam s. Wandę, jak nosiła zawsze długie rękawy – tylko czubki palców było jaj widać. Jako dziecko myślałem, że to skromność zakonna, dopiero w seminarium dowiedziałem się szczegółów na ten temat. Otóż myślę, że oprócz moich rodziców, to chyba jej modlitwa i cierpienie (a cierpienie zawsze potrafi wyprosić u Boga nadzwyczajne dary) przyczyniły się do tego, że otrzymałem ten wielki dar powołania kapłańskiego”.

Blisko Maryi

„Dziecko, gdy się urodzi – niosą do chrztu. Ale następna uroczystość dopiero za 8 lat! Stąd na Wileńszczyźnie błogosławiono pięciolatki. Było to uroczyste ofiarowanie dziecka – szlachta niosła je do Matki Bożej Ostrobramskiej. Rodzice musieli być u spowiedzi i Komunii św., dziecko musiało być ubrane na biało, taką uroczystość zamawiano u Karmelitów. Ja miałem niecałe 5 lat, gdy byłem ofiarowany Matce Najświętszej. Ha, i jak widać, dobrze na tym wyszedłem... To było wielkie przeżycie. Pamiętam, że szliśmy po ciemnych schodach. Ja, cały przestraszony, trzymałem kurczowo dłoń taty. A potem zobaczyłem Obraz. Matka Boża z bliska ma tam dużą twarz, promienie okalające głowę też są duże, zwłaszcza dla małego chłopca. Podobno zaniemówiłem z wrażenia. Kiedy wyszedł karmelita i odmówił po łacinie wszystkie nakazane formuły, podniósł moją buźkę do góry i powiedział: Popatrz, widzisz? To jest Matka Boska Ostrobramska. A tu kto stoi? Odpowiedziałem z przejęciem: mama. I wtedy usłyszałem: Od dziś masz też tę Matkę, to Ona wzięła cię pod swoją opiekę.

Na dole mama zapytała mnie: I jak ci się to wszystko podobało? A ja, niestety, popełniłem wtedy straszną gafę, bo spytałem: Proszę mamusi, a co ten ksiądz mamrotał nade mną? Nie rozumiałem łaciny... Można by tę tradycję wileńską przeszczepić na ziemie polskie, i «Niedziela» mogłaby w tym pomóc”.

Młodzi są dobrzy

„Przez kilka lat pracowałem w Duszpasterstwie Akademickim w Białymstoku. Wtedy przekonałem się, że młodzież jest dobra. Pamiętam Staszka z łomżyńskiego. Wysoki, pół roku przed absolutorium, z dużo niższą od siebie narzeczoną. Przychodzi do mnie, a ja mówię: Stachu, co ty? A on, że na zapowiedzi. Mówię mu: Poczekaj, za pół roku będziesz miał dyplom. A on, patrząc mi w oczy, odpowiada przytomnie: A ja nie chcę bez sakramentu, chcę tak, jak powinno być. O czym to świadczy? Że oni wynieśli z rodzin bardzo zdrowe zasady. Pamiętam też innych dobrych ludzi, którzy przychodzili i dzielili się tym, jak przeżywają swoje narzeczeństwo. Z tego nasuwał mi się jeden wniosek, że oni nie tylko mają zaufanie do swego duszpasterza, ale przede wszystkim do siebie. Mają świadomość mechanizmów, reakcji. Ale wiedzą też, że pewnej granicy przekroczyć nie wolno. Wiedzą też, że nie chcą jej przekroczyć. Gdy patrzę na naszą młodzież dziś, mam pewność, że tam są nie tylko ci słabeusze, o których się tak dużo i głośno mówi, ale że są tam ludzie piękni, o twardym kręgosłupie – i to o nich trzeba mówić. Słabeuszy trzeba zostawić miłosierdziu Bożemu”.

Blisko ludzi

„Pamiętam jedną z wielu prób. W 1957 r. usunięto ze szkoły mojego kolegę i ja miałem zająć jego miejsce. Technikum ogrodnicze, klasa maturalna. Zobaczyłem wyrośniętych mężczyzn. Jeden z nich wstaje i mówi tak: Czy ksiądz chce z nami dobrze żyć? Odpowiadam z całym spokojem, na jaki było mnie stać: Ja tu zostałem przysłany przez władzę kościelną nie tylko po to, aby z wami dobrze żyć, ale żeby się od was czegoś nauczyć, a i wy może ode mnie. Ale dryblas był przygotowany i pada pytanie numer dwa: A czy ksiądz będzie odpowiadał na nasze pytania, bo my mamy problemy? Trochę już się zląkłem, ale mówię niewzruszony: Naturalnie, jeśli tylko potrafię. Trzecie pytanie już było pytaniem-problemem, więc mi uszy zwiędły. Jednak szybko myślę: Cóż, to jest przewodnik stada. Gdy polegnę, przegrałem wszystko. Na szczęście Duch Święty nie opuszcza słabego w potrzebie. W tej ciążącej ciszy przemówiłem: Dotknąłeś najświętszej tajemnicy w życiu człowieka. To dobrze, masz do tego prawo, twój wiek domaga się, abyś szukał odpowiedzi. Ale dlaczego użyłeś takich wulgarnych słów? A on, patrząc mi w oczy, mówi: Proszę księdza, bo ja innych nie znam”.

Rzymskie zobowiązanie

„Był rok 2007 r., chodziła za mną taka myśl: Słuchaj, ty niedługo pójdziesz do domu Ojca, tam będą cię pytać o wszystko i postawią ci zarzut, że byłeś już na emeryturze, a ani jeden raz nie przeżyłeś Wielkiego Tygodnia na Watykanie, z papieżem. I to zdecydowało, że się zmobilizowałem. Bilet można było dostać tyko na 1 kwietnia, a więc trochę primaaprilisowo, ale miało to wielką zaletę: zacząłem pobyt w Rzymie od obchodów 2. rocznicy śmierci Jana Pawła II. O 12.00 na Lateranie kard. Ruini zamykał proces beatyfikacyjny Jana Pawła II przeprowadzony na terenie archidiecezji rzymskiej. Było wielu Polaków, zwłaszcza świeckich, co jest bardzo wymowne. Ja po raz pierwszy widziałem uroczystość zamykania procesu. Oczywiście, wymagało to wielu formalności prawnych, ale potem przyszedł moment zalakowania skrzyń z dokumentami. I myślałem po cichu, jak to sprawy duchowe zamyka się w pudełku i lakuje pieczęcią. W Wielki Piątek pierwszy raz widziałem papieża leżącego krzyżem, w tym akcie pokuty i uniżenia. To szczególne przeżycie. Ale Wielka Sobota to już nie po mojemu. Jestem przyzwyczajony do rezurekcyjnej procesji, bijących dzwonów, gromkiego Alleluja, a tam nic z tego. Dni mijały, przyszedł dzień powrotu, ale pragnienie spełniłem. Mogą mnie więc już teraz w domu Ojca pytać, a ja im spokojnie odpowiem”.

Kardynał, który zorganizował kongres

„Wspomnienie pierwsze: Sewilla, w loży siedzi królewska rodzina, episkopat, mało świeckich. I co się dzieje? Papież mówi, że następny kongres, w 1997 r. odbędzie się we Wrocławiu. Cisza. Kto w Hiszpanii wiedział, gdzie Wrocław, zwłaszcza, że on powiedział po polsku? Ale wciąż cisza. Zorientował się papież, że nie chwycili i mówi jeszcze raz: In Breslau. I nadal cisza! Patrzy papież, a ja miałem wstać, gdy ogłosi nazwę naszego miasta, i mówi wreszcie: in Polonia! Zerwały się oklaski, wstałem, i ukłoniłem się głęboko królowej matce. Innym trochę mniej, bo skoro nie wiedzą, gdzie jest Wrocław...

Ale tak naprawdę, kiedy Ojciec Święty zakomunikował, że obowiązek zorganizowania 46. Międzynarodowego Kongresu Eucharystycznego spada na archidiecezję wrocławską, poczuliśmy się bardzo zaszczyceni. Bo pierwszy Kongres w Polsce i właśnie u nas. Dlaczego został wybrany Wrocław? Ja sam się nad tym zastanawiałem, ale Ojcu Świętemu takiego pytania nie postawiłem, bo to nie uchodzi”.

Moje miasto Wrocław

„Ludzie, którzy przyjechali tutaj po II wojnie światowej i nie mieli dokąd wracać, wnieśli swój trud, swój pot i ponieśli wiele wyrzeczeń, aby to miasto wyglądało tak, jak dziś. Przecież było zrujnowane, a sceptycy mówili: zaorać, posiać trawę i postawić tablicę «Tu był Wrocław». Jednak na szczęście zrobiono zupełnie inaczej. Jestem wdzięczny administratorowi apostolskiemu ks. inf. Milikowi, że zdecydował się na odbudowywanie katedry w takim kształcie, w jakim była. Jestem wdzięczny kard. Kominkowi za dbałość o przywracanie wystroju wnętrza katedry, biskupowi Urbanowi za pokrycie katedry miedzianą blachą. I ze swojej śmiałej decyzji odbudowywania wież katedry wrocławskiej wraz z hełmami też bardzo się cieszę. To miasto przyjmuje do siebie i otwiera możliwości do działania tym, którzy chcą działać, a aktywność ludzka jest przecież współpracą z Bogiem. Wrocław chętnie podaje rękę tym, którzy chcą pracować i tworzyć. Jest coś takiego w ludziach, we wrocławianach, że są otwarci. Może to młodość? Przecież otwartość i ciekawość drugiego, nowego, szczególnie młodość wyróżnia. Życzyłbym, aby dzisiejsi wrocławianie czerpali z tych możliwości, które tu są, chcieli dzielić się swoim potencjałem, i w ten sposób, połączonymi siłami, wznosić, budować i zmieniać. Cały świat stoi dziś otworem, to prawda, ale poszukiwanie ananasów też może się znudzić. Najlepiej człowiek może się rozwijać w aurze swoich tradycji i obyczajów. Dzisiejszy Wrocław różni się od miasta, które poznałem przybywając tu w 1976 r. Wcześniej pokutowało jakieś nieradzenie sobie władz z Ziemiami Odzyskanymi. Widziałem to zwłaszcza podczas podróży zagranicznych. Mówiono mi wtedy o Warszawie, Krakowie, a Wrocław był jakoś nie po drodze. Dziś to się całkowicie zmieniło. Często przyjeżdżając do naszego kraju zaczynają zwiedzanie właśnie od Wrocławia. Moje ulubione miejsce? To które najlepiej znam, Ostrów Tumski”.

Tagi:
kard. Henryk Gulbinowicz

Matce Bożej zawdzięczam wszystko…

2018-11-21 10:49

Agnieszka Bugała
Edycja wrocławska 47/2018, str. II

Agnieszka Bugała
Błogosławieństwa na zakończenie Mszy św. udzielił Jubilat

Najpierw wzruszył mnie ornat Jubilata. Na samym środku biała Hostia otoczona złotymi promieniami, adorowana przez dwóch cherubinów. I ręka kardynała, która co rusz dotykała właśnie tego miejsca. A potem jego słowo podziękowania Matce Bożej Ostrobramskiej za to, że dotrzymała zobowiązania, które przyjęła na siebie, gdy go Jej 90 lat temu powierzono w Ostrej Bramie...

Eucharystia sprawowana 10 listopada w intencji kard. Henryka Gulbinowicza z okazji jego 95. urodzin to była modlitwa przyjaciół. Abp Sławoj Leszek Głódź, bp Edward Janiak, bp Adam Dyczkowski i bp Ignacy Dec. W koncelebrze pod przewodnictwem abp Józefa Kupnego, metropolity wrocławskiego, wzięli też udział abp senior Marian Gołębiewski, bp Stefan Regmunt, bp Marek Mendyk, bp Łukasz Buzun OSPPE, bp Adam Bałabuch i bp Jacek Kiciński oraz rektorzy PWT, rektor i ojcowie duchowni MWSD oraz kapłani Kapituły Katedralnej. W katedralnych ławach spotkali się prezydent i wiceprezydent Wrocławia z żonami, minister Beata Kempa, przedstawiciele Dolnośląskiej Izby Rzemieślniczej i członkowie Polskiego Zwierzchnictwa Zakonu Rycerskiego Świętego Grobu Bożego w Jerozolimie. Licznie obecne były siostry zakonne i ci, którzy chcieli w modlitwie podziękować Kardynałowi za długie lata jego służby.

Homilię – na zaproszenie Jubilata – wygłosił abp Sławoj Leszek Głódź. Przyjechał z Gdańska i ze wzruszeniem przypomniał najważniejsze chwile i wydarzenia z życia Kardynała. „Błogosławiony człowiek, który służy Panu” – nawiązał do słów Psalmu 112, który dziś czytamy w odniesieniu do naszego Jubilata. – To szlachetny syn swojej Ojczyzny – mówił przypominając odległe od Wrocławia miejsce urodzenia, litewskie Szukiszki i dom Gulbinowiczów, pełen wzorowych zasad i rodzinnego ciepła. Abp Głódź podkreślał ogromne zasługi kard. Gulbinowicza na rzecz wolności. I pytał gdzie dziś są ci, którzy wtedy korzystali z jego gościnności. – Gdzie są ci, którzy w Gdańsku, skąd przybywam, korzystali z gościnności i schronienia w domu ks. Jankowskiego? Niektórzy z nich wolą dziś dbać o interesy za Odrą – mówił Arcybiskup. Zakończył homilię fragmentem Inwokacji z „Pana Tadeusza”, opisującej znane Jubilatowi tak jak Mickiewiczowi, krajobrazy, kojarzone z sielskim dzieciństwem: „Tymczasem przenoś moją duszę utęsknioną, Do tych pagórków leśnych, do tych łąk zielonych, Szeroko nad błękitnym Niemnem rozciągnionych; Do tych pól malowanych zbożem rozmaitem, Wyzłacanych pszenicą, posrebrzanych żytem; A wszystko przepasane jakby wstęgą, miedzą Zieloną, na niej z rzadka ciche grusze siedzą” – cytował wyraźnie wzruszony abp Głódź.

W części podziękowań, już po Komunii św., głos zabrali: Zbigniew Ładziński – prezes Dolnośląskiej Izby Rzemieślniczej, Beata Kempa – minister ds. pomocy humanitarnej, Rafał Dutkiewicz – prezydent Wrocławia i ks. Adam Łuźniak, który dziękował za wiele lat posługi duchowieństwu i świeckim archidiecezji wrocławskiej. Pasterskie słowo wygłosił abp Józef Kupny. – Składam Eminencji najserdeczniejsze życzenia w imieniu całego Kościoła wrocławskiego. Niech Duch Święty oświeca, a Matka Boża Ostrobramska prowadzi i ochrania. Życzymy, aby patronowie naszej archidiecezji mieli w swej opiece. Bóg zapłać za wszelkie dobro.

Wcześniej Metropolita Wrocławski odczytał list skierowany do kard. Henryka Gulbinowicza przez papieża Franciszka, sygnowany przez sekretarza stanu Stolicy Apostolskiej kard. Pietro Parolina, a bp Ignacy Dec odczytał życzenia i gratulacje od pary prezydenckiej, Agaty Kornhauser-Dudy i Andrzeja Dudy. Tuż przed błogosławieństwem, na prośbę Kardynała, wspomniane już słowo dziękczynne Jubilata odczytał bp Edward Janiak. Kardynał podziękował za liczne gesty życzliwości. „Ja, stary emeryt z Wrocławia, składam podziękowanie Bogu Wszechmogącemu, że dał mi rodziców, którzy podarowali synowi dobre geny. Wszystkim z rodziny, nauczycielom, życzliwym ludziom, księżom, którzy pomagali mi być dobrym człowiekiem – bardzo dziękuję. Dziękuję Matce Boskiej Ostrobramskiej. Kiedy zostałem 14 lipca w 1928 r. jako pięcioletni chłopak, ofiarowany Jej w Ostrej Bramie w Wilnie, wówczas ojciec karmelita, który prowadził uroczystości, powiedział: Ona ciebie nie opuści w całym twoim życiu. Matce Bożej zawdzięczam wszystko...” – napisał Kardynał.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Cudowny Obraz Matki Bożej w nowej perłowej sukience

2018-12-08 22:06

Marian Florek

W dniu 8 grudnia 2018 r. w uroczystośc Niepokalanego Poczęcia NMP o godz. 16.15 odsłonięto Cudowny Obraz Matki Bożej w nowej perłowej sukience. Poświęcenia nowej sukienki dokonał abp Wacław Depo, metropolita częstochowski. Wcześniej wszystkich przywitał i wygłosił słowo o. Marian Waligóra, przeor klasztoru paulinów. Szczególne słowa skierował do twórcy i fundatora perłowej sukienki, pochodzącego z Gorzowa Wielkopolskiego, a mieszkającego obecnie w Szwecji artysty malarza i hafciarza Andrzeja Majewskiego. Artysta przyjechał na Jasną Górę razem z rodziną i publicznie wyjaśnił powody wykonania sukienki dla Matki Bożej Częstochowskiej. Przed procesją światła odśpiewano Nieszpory i wyruszono w asyście setek ludzi ze światłami ku figurze Niepokalanej, usytuowanej na placu przed klasztorem. Modlitwie przed Niepokalaną przewodniczył abp Wacław Depo, metropolita częstochowski i o. Marian Waligóra, przeor Jasnej Góry. Niezwykle widowiskowe było złozenie kwiatów przez arcypasterza, który dokonał tego z pomocą strażackiego wysięgnika.

Biuro Prasowe Jasnej Góry

Andrzej Majewski - artysta malarz i hafciarz, wykonał sukienkę na Cudowny Obraz Matki Bożej Częstochowskiej na wzór tej skradzionej w 1909 r. Twórca i ofiarodawca repliki sukienki perłowej zwierzył się, że jest to wotum jego życia. Andrzej Majewski ur. się w 1953 r. w Gorzowie Wlkp. W 1983 r. za działalność opozycyjną w NSZZ „Solidarność” zmuszony został do opuszczenia kraju.

Z wykształcenia jest poligrafem, pracował w Gorzowskiej Drukarni Akcydensowej. Wyjechał z rodziną do Szwecji. Tam rozpoczął działalność artystyczną. Swoich prac nie sprzedaje, tylko rozdaje, twierdząc, że to będzie milsza ofiara dla Pana Boga niż ich sprzedawanie. Wykonał ponad 700 wizerunków Matki Bożej. Majewski maluje na deskach, ale w wyniku astmy musiał ograniczyć używanie farb i wtedy zaczął haftować. Po pewnym czasie choroba ustąpiła. Twierdzi, że cierpiał na wiele chorób, ale został cudownie uzdrowiony. Najwięcej jego obrazów znajduje się w Szwecji, m.in. w Sztokholmie. Obok prac sakralnych artysta maluje również kwiaty i pejzaże. W roku 2008 jego obrazy drukowane były na okładkach „Rycerza Niepokalanej”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kalendarz pielgrzyma 2019

Pokochać Ojczyznę - XIX Konkurs Literacki im. Zofii Martusewicz

2018-12-12 08:49

Anna Cichobłazińska

Anna Cichobłazińska
Laureaci konkursu literackiego z opiekunami i organizatorami

„Obowiązkiem patrioty jest dbać o dobre imię swojego kraju. Nie można pozwolić, żeby Polska była postrzegana przez pryzmat płaczliwych narzekań i wybuchających skandali. Sami obywatele zapracowali na taki wizerunek biernością i zaniechaniem, a teraz nowe pokolenie, aby odbudować myśl patriotyczną, musi stanąć przed wyzwaniem gruntownej naprawy wizerunku kraju oraz zrozumieć, że to od niego zależy przyszłość Polski. ‹‹Ojczyznę kocha się nie dlatego, że wielka, ale dlatego, że własna›› (Seneka Młodszy). Dopiero kiedy się ją naprawdę pokocha, można z powodzeniem budować jej wielkość”. Tą dojrzałą refleksją zakończyła swoją pracę Zuzanna Rakowska - uczennica częstochowskiego Liceum Ogólnokształcącego im. Cypriana Kamila Norwida, laureatka I nagrody w XIX Konkursie Literackim im. Zofii Martusewicz.

Organizatorem Konkursu, którego imienniczką jest znana częstochowska polonistka, jest Stowarzyszenie Wspólnota Gaude Mater. Tematem tegorocznej edycji, odwołującej się do przeżywanego 100-lecia odzyskania niepodległości, były słowa z „Poemy Piasta Dantyszka” Juliusza Słowackiego: „Polsko ty moja! (…)/ Wszak myśmy z twego zrobili nazwiska/ Pacierz, co płacze, i piorun, co błyska”. Młodzi ludzie mieli zmierzyć się z refleksją, w czym dziś powinien się przejawiać, jakie wobec Ojczyzny kształtować postawy oraz jakie efekty może przynosić współczesny patriotyzm Polaków.

Młodzi bardzo poważnie potraktowali poetycką syntezę umiłowania i poświęcenia dla Polski. Odwoływali się do chlubnej historii Ojczyzny, ale skupiali się przede wszystkim na współczesnym rozumieniu postaw patriotycznych. Składali hołd bohaterom, ale nie szczędzili też gorzkich słów współczesnym. Słuchanie tych pięknych, choć czasami trudnych rozważań młodych ludzi o postawach Polaków wobec Ojczyzny, budzi nadzieję, że młode pokolenia wyrosłe w wolnym już kraju odrobią niełatwe lekcje doświadczeń rodziców i dziadków.

Komisja nagrodziła prace trojga uczniów: oprócz wspomnianej laureatki I miejsca Zuzanny Rakowskiej, II miejsce przyznano pracy Tymoteusza Bajerlajna - ucznia V LO im. Adama Mickiewicza w Częstochowie, a III miejsce pracy Dominika Pileckiego - ucznia III LO im. Władysława Biegańskiego w Częstochowie. Wyróżnione zostały prace: Aleksandry Kokoszki, uczennicy V LO im. Adama Mickiewicza w Częstochowie, Josephiny Viscio z Zespołu Szkół Ekonomicznych w Częstochowie i Anny Dryndy z IX LO im. C. K. Norwida w Częstochowie. Wraz z uczniami zostali nagrodzeni nauczyciele, pod kierunkiem których powstawały prace.

Tegorocznej edycji Konkursu Literackiego im. Zofii Martusewicz towarzyszył Konkurs Plastyczny zorganizowany w Liceum Plastycznym im. Jacka Malczewskiego w Częstochowie. Komisja przyznała pierwsze miejsce pracy Weroniki Nawojskiej, drugie miejsce pracy Natalii Kuśmierz, trzecie pracy Kacpra Wąska oraz wyróżnienia dla pracy Joanny Suchańskiej i pracy Marleny Gieleckiej. Wyróżnieni zostali również nauczyciele, opiekunowie prac.

Anna Cichobłazińska
Laureaci konkursu plastycznego z opiekunami i organizatorami

Oba konkursy odbywały się pod patronatem posła do Parlamentu Europejskiego Jadwigi Wiśniewskiej. Pani Poseł na łączach internetowych pogratulowała laureatom konkursów i ich nauczycielom udziału w świętowaniu w ten właśnie sposób 100-lecia odzyskania niepodległości. Słowa uznania skierowała również do organizatorów, którzy podtrzymują tradycję doceniania misji nauczyciela-mistrza, jakim bez wątpienia była imienniczka konkursu. Zaprosiła również laureatów I miejsc w obu konkursach i opiekunów ich prac do odwiedzenia siedziby Parlamentu Europejskiego w Brukseli.

Na uroczystość wręczenia nagród laureatom i ich nauczycielom przybyli 10 grudnia do Muzeum Częstochowskiego uczniowie, wychowankowie i przyjaciele śp. prof. Zofii Martusewicz. Wśród nich Włodzimierz Chwalba i Stefan Rybicki, którzy podzielili się wspomnieniami o Pani Profesor. „Została zapamiętana jako nauczyciel niezwykle wymagający, ale najbardziej wymagała od siebie” – mówił Włodzimierz Chwalba. Wyraził również podziękowanie panu Janowi Szymie za kultywowanie pamięci częstochowskiej polonistki. Dzięki jego staraniom w przyszłym roku Konkurs Literacki im. Zofii Martusewicz będzie miał XX., jubileuszową edycję, w Częstochowie jedna z ulic nosi jej imię, a na cmentarzu św. Rocha ze składek wychowanków postawiony został pomnik na grobie Pani Profesor. „Kłaniają mi się często na ulicy młodzi ludzie. Nie poznaję ich, ale oni mnie tak. Sądzę, że to laureaci tego właśnie konkursu – śmieje się pan Szyma. – W przyszłym roku w gmachu Liceum im. Henryka Sienkiewicza postawione zostaną figury dwojga polonistów częstochowskich: prof. Zofii Martusewicz i prof. Stanisława Wieruszewskiego, ufundowane przez wychowanków”.

Wychowankowie Pani Profesor są też sponsorami nagród w konkursach. Wyjazd do Brukseli funduje laureatom głównych nagród poseł PE Jadwiga Wiśniewska. Dotychczasowe edycje konkursu organizowane były z prywatnych środków wychowanków Pani Profesor, w tym roku w grono organizatorów włączyło się Muzeum Częstochowskie z jego dyrektorem Tadeuszem Piersiakiem, również wychowankiem prof. Martusewicz. Uroczystość wręczenia nagród laureatom świetniły pieśni patriotyczne w wykonaniu chóru Coralmente. Patronami medialnymi konkursu są Tygodnik Katolicki „Niedziela” i „Gazeta Częstochowska”.

Laureaci konkursów i opiekunowie ich prac:

XIX Konkurs Literacki im. Zofii Martusewicz:

I nagroda - Zuzanna Rakowska, opiekun Małgorzata Świerczyńska, IX LO im. C. K. Norwida w Częstochowie

II nagroda - Tymoteusz Bajerlajn, opiekun Krystyna Kosel, V LO im. Adama Mickiewicza w Częstochowie

III nagroda - Dominik Pilecki, opiekun Magdalena Pluskota, III LO im. Władysława Biegańskiego

Wyróżnienie - Aleksandra Kokoszka, opiekun Małgorzata Witek, V LO im. Adama Mickiewicza w Częstochowie

Wyróżnienie - Josephin Viscio, opiekun Maciej Trzmiel Zespół Szkół Ekonomicznych w Częstochowie

Wyróżnienie - Anna Drynda, opiekun Małgorzata Świerczyńska, IX LO im. C. K. Norwida w Częstochowie.

Konkurs plastyczny towarzyszący XIX Konkursowi Literackiemu im. Zofii Martusewicz:

I miejsce - praca graficzna Weroniki Nawojskiej - uczennicy kl. III g wykonana pod opieką p. Agnieszki Tyrman

II miejsce - praca Natalii Kuśmierz – uczennicy kl. Ig wykonana pod opieką p. Elżbiety Siwik i p. Anny Trojanowskiej

III miejsce - praca Kacpra Wąska – ucznia kl. IV a wykonana pod opieką p. Elżbiety Siwik i p. Anny Trojanowskiej

wyróżnienie dla pracy Joanny Suchańskiej - uczennicy kl. Ig wykonanej pod opieką p. Elżbiety Siwik i p. Anny Trojanowskiej

wyróżnienie dla pracy malarskiej Marleny Gieleckiej – uczennicy kl. 3jcm wykonanej pod opieką p. Justyny Olszewskiej-Budzik.

Autor zdjęć: Anna Cichobłazińska

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem