Reklama

Mieszkańcy Góry

Świadkowie rodzącej się niepodległej Polski

2018-11-07 08:52

Anna Majowicz
Edycja wrocławska 45/2018, str. VI

Ks. Paweł Borowski

Z okazji 100. rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości zaprosiliśmy najstarszych mieszkańców Góry, by opowiedzieli nam historię swojego życia. Naszym pragnieniem było, by dotrzeć do osób, które urodziły się w 1918 r. bądź wcześniej, ale niestety na terenie miasta żyje ich niewielu. Jeszcze w tym roku mieszkały tu 4 osoby, a konkretniej kobiety, które ukończyły setny rok życia. Obecnie jest ich o połowę mniej – jedna z kobiet kilka miesięcy temu zmarła, kolejną zabrała do siebie rodzina, która mieszka poza granicami miasta

Rówieśniczki Niepodległej

Najstarszą mieszkanką Góry (i jedną z najstarszych w kraju) jest Stanisława Papierowska, która 19 listopada obchodzić będzie 106. urodziny! Niestety, nie udało nam się spotkać z panią Stanisławą, która, co należy zaznaczyć, mimo swojego sędziwego wieku jest w pełni świadoma i doskonale pamięta czasy rodzącej się niepodległej Polski. Z rozmowy z córką najstarszej górowianki dowiedzieliśmy się, że przyszła na świat w 1912 r. w Obale. W 1943 r., mając 31 lat wyszła za mąż za Nikodema Papierowskiego. Po wojnie przybyła do Wronowa (miejscowości położonej ok. 13 km od Góry), gdzie spędziła kolejne 46 lat swojego życia. W 1991 r. przeniosła się do Góry. Pani Stanisława urodziła troje dzieci – syna Józefa oraz dwie córki: Barbarę i Ewę. Najstarsza mieszkanka Góry doczekała się także 6 wnuków i 8 prawnuków.

Drugą mieszkanką miasta, która pamięta czasy odzyskania przez Polskę niepodległości jest Zofia Pacak. Górowianka w maju tego roku obchodziła 101. urodziny. Panią Zofię odwiedziliśmy w mieszkaniu jej syna Mieczysława i synowej Elżbiety w Górze, gdzie mieszka od śmierci męża, czyli od 1996 r. Kobieta kilka lat temu dostała udaru mózgu, przez co niestety nie jest w stanie się komunikować. – Mama urodziła się 10 maja 1917 r. w miejscowości Berga, która obecnie należy do Niemiec. Za mojego ojca, Piotra Pacaka wyszła za mąż 18 lutego 1939 r. Pierwsze 7 lat małżeńskiego życia spędzili w miejscowości Pieradła, gdzie urodzili się moi dwaj bracia: Wiesław i Zenon. W 1946 r. rodzice przenieśli się do położonego nieopodal Góry Ślubowa. Rok później na świat przyszedłem ja – opowiada Mieczysław Pacak, dodając, że jego mama całe swoje życie poświęciła wychowywaniem synów i pracą na gospodarce.

Łapanki, praca w Niemczech i amerykańskie wesele

Franciszka Torchała może „rówieśniczką Niepodległej” nie jest, ale urodziła się niewiele później – 25 kwietnia 1925 r. Przyszła na świat w Perczynie – nieistniejącej dziś miejscowości na Wołyniu – jako córka Maksymiliana i Janiny Buchar. To tu wychowywała się razem z rodzeństwem – Antonim, Sabiną, Reginą, Wandą i Piotrem. Z sentymentem wspomina najmłodsze lata. – Perczyn choć niewielki, był naprawdę piękną miejscowością. Pamiętam, jak po obu stronach drogi rosły dorodne czereśnie. Pamiętam także położony 5 km od Perczyna drewniany kościółek, w którym modliliśmy się całą rodziną. We wsi była wtedy tylko jedna studnia, z której korzystało każde z 21 gospodarstw. Z czasem, gdy miejscowość zaczęła się rozbudowywać, z jednej studni zrobiło się pięć. Wydobywano z nich biały grys wapniowy, dzięki czemu przez środek zabudowań prowadziła utwardzona droga – mówi Franciszka Torchała. Niestety sielanka mieszkańców Perczyna zakończyła się w 1942 r., kiedy Niemcy rozpoczęli łapanki. – Zatrzymali mojego tatę. Wiedziałam, że nie damy sobie bez niego rady, bo był jedynym żywicielem naszej rodziny. Zgłosiłam się więc na ochotniczkę – wspomina. 17-latka nie wiedziała co ją czeka. Pożegnawszy się z rodziną spodziewała się najgorszego. Nie było jednak aż tak źle, jak sądziła. – Po zatrzymaniu trafiłam do Dubna, gdzie przetrzymywano mnie w jednym z wagonów pociągu. Był prawie pusty i miałam czekać, aż zapełni się kolejnymi osobami z łapanki. Na moje szczęście w Dubnie mieszkała ciocia Marysia, która znała język niemiecki i dogadała się z przetrzymującymi mnie żołnierzami, że przez ten czas, zanim zapełnią wagon, zatrzyma mnie u siebie. Żołnierze zgodzili się pod warunkiem, że będziemy stawiać się codziennie rano, na znak, że nie planujemy ucieczki. Tak też czyniłyśmy. Mieszkałam u cioci tydzień. Gdy z żalem w sercu wchodziłam do wagonu, niepewna swojej przyszłości, mile się zaskoczyłam. Zobaczyłam w nim Oleńkę, moją koleżankę, która mieszkała obok kościoła. Wiem, że nie powinnam cieszyć się z tego, że ją także złapano, ale jej obecność dodawała mi otuchy, wiedziałam, że nie jestem sama – dodaje. Z Dubna więźniów przewieziono do Warszawy, gdzie spędzili dwa tygodnie. Podawano im tylko żurek i dwa kartofle dziennie. Z Warszawy wyruszono na Berlin. Stamtąd do Hanoweru. – Pamiętam jak wreszcie wypuszczono nas z wagonów. Byłam jedną z szóstki Polaków. Na miejscu były baraki, a w nich prycze, na których spaliśmy. Chociaż słabo nas karmiono, to nie głód doskwierał mi najbardziej. Najgorsze było robactwo... pełno robactwa. Kąpali nas w łaźni, po czym wracaliśmy do zawszonych baraków – opowiada pani Franciszka. Po dwóch tygodniach spędzonych w Hanowerze, wyruszyli do Hameln – jak się okazało, był to ich ostatni przystanek. – W Hameln przydzielano nas do niemieckich rodzin. Mnie wybrała rodzina mieszkająca w Gross Berkel. Bardzo nie chciałam rozłąki z Oleńką, dlatego uporczywie trzymałam ją za rękę. Widząc to, ulitował się nad nami jeden z policjantów, który wziął do siebie Oleńkę, a jak się później okazało, mieszkał naprzeciwko rodziny, u której pracowałam. Dzięki niemu, daleko od rodzinnych stron wciąż pozostawałyśmy sąsiadkami – dodaje z uśmiechem. Pani Franciszka trafiła do 4-osobowej rodziny, w której poza nią pracowali: Tadeusz Zubrzycki, Lucyna Małewska i jej tato Jan oraz jej przyszły mąż Antoni Torchała. – Pracy było sporo. Rodzina posiadała ok. 100 ha ziemi, 12 krów i 4 konie. Początkowo pracowałam z Lucyną w kuchni. Antoni zajmował się bydłem, Tadeusz końmi, a Jan polem. Dobrze nam się mieszkało, ponieważ rodzina traktowała nas z szacunkiem – pozwalali jeść wspólne obiady i nocować w ich domu, co nie było takie oczywiste, ponieważ były dla nas przydzielone baraki. Po roku pracy w kuchni zajmowałam się pracami w ogrodzie i w polu. Tak minęły mi 3 lata, aż w 1945 r. nastąpiła okupacja aliancka Niemiec. Najpierw przybyli Anglicy, którzy nie byli dla nas zbyt uprzejmi, później Amerykanie, którym jestem do dziś wdzięczna za organizację mojego wesela, które 4 czerwca 1945 r. wyprawili na 80 osób! Dwa lata później otrzymałam list od brata

Reklama

Antoniego, że rodzina po zamordowaniu babci wyjechała z Perczyna i osiedliła się w Osetnie. Od października 1947 r. mieszkaliśmy tam razem z nimi – ja, mój mąż Antoni i syn Mieczysław. Z czasem na świat przyszła moja córka Leokadia i kolejny syn Bogdan. Dziś niestety moje najmłodsze dzieci już nie żyją. Najstarszy syn ożenił się i mieszka na wschodzie Polski, a ja razem z wnuczką i jej mężem w Górze – puentuje.

Uciekli przed bandą UPA

Helena Szopa podobnie jak Franciszka Torchała pochodzi z Wołynia. Jest nieco młodsza – urodziła się w Łucku 12 lutego 1927 r. Żyła tam razem z rodzicami i rodzeństwem – siostrą Stanisławą (która zmarła w tym roku, w wieku 99 lat), siostrą Bronisławą i bratem Zdzisławem. Wiedli tam spokojne życie do czasu, aż okoliczne miejscowości napadły bandy UPA, mordując w okrutny sposób bezbronną ludność i paląc ich zabudowania. Rodzina uciekła do Torczyna, skąd ewakuowali się do Hrubieszowa.

– Z Hrubieszowa dostaliśmy się do Konina, później Poznania, aż trafiliśmy do Dzierżoniowa. Tam poznałam krawca Edwarda, który został moim mężem – wspomina Helena Szopa. Jak dodaje, w Dzierżoniowie razem z bratem i rodzicami pracowali na gospodarce. Nie było z nimi sióstr – rozdzielili się w trakcie ucieczki. – Okazało się, że siostry mieszkają koło Góry, jedna w Borszynie Wielkim, druga w położonym niedaleko Bronowie. W 1952 r. ściągnęły nas do siebie i już na stałe osiedliliśmy się na gospodarce w Borszynie Małym – dodaje. Pani Helena i jej mąż Edward doczekali się siedmiorga dzieci.

Tagi:
100‑lecie niepodległości

Reklama

Niepodległa 2019

2019-03-08 12:07

Anna Majowicz

Wojewoda Dolnośląski Paweł Hreniak informuje, że ruszył nabór w programie dotacyjnym "Niepodległa 2019", którego celem jest szerokie włączanie się mieszkańców Polski w świętowanie 100. rocznicy odzyskania niepodległości oraz zwiększenie świadomości na temat wydarzeń związanych z odbudową naszej państwowości. Beneficjentami konkursu mogą być organizacje pozarządowe i samorządowe instytucje kultury.

Archiwum DUW we Wrocławiu
Spotkanie informacyjne ws naboru wniosków do programu dotacyjnego "Niepodległa 2019"

Wnioski składać można do 26 marca, a dofinansowane zadania będą mogły być realizowane od 17 maja do 20 listopada 2019 r. Instytucje mogą skorzystać z dofinansowania do 100 tys. zł na projekt, a w budżecie zarezerwowano 8 mln zł na cały program.

Szczegóły dotyczące naboru wniosków dostępne są na stronie www.niepodlegla.gov.pl

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Tajemnica Trzech dni

2019-04-10 10:24

Oprac. Jolanta Marszałek
Niedziela Ogólnopolska 15/2019, str. 18-19

Czy wiemy, kiedy tak naprawdę obchodzimy Triduum Paschalne? Co oznaczają gesty i symbole wykonywane w tym czasie w liturgii? Wyjaśniamy tajemnicę tych dni

Święta Paschalne rozpoczynają się Mszą Wieczerzy Pańskiej w Wielki Czwartek (tak naprawdę ta Msza należy już do piątku), a kończą drugimi Nieszporami w Niedzielę Zmartwychwstania Pańskiego. Triduum to piątek, sobota i niedziela (a nie czwartek, piątek i sobota). Święto, choć składa się z trzech dni, a każdy z nich ma inny charakter i świętujemy go w odmienny sposób, to jednak mamy do czynienia z jedną uroczystością – jedną tajemnicą: męką, śmiercią i zmartwychwstaniem naszego Pana.

Rozpoczynająca Święte Triduum Paschalne Msza Wieczerzy Pańskiej, która jest sprawowana w czwartek wieczorem (według tradycji żydowskiej, a także kościelnej, mówiącej o tym, że dzień zaczyna się po zachodzie słońca), należy już tak naprawdę do Wielkiego Piątku.

Po Mszy Wieczerzy nie ma błogosławieństwa, nie kończymy liturgii, bo ona jest kontynuowana w Liturgii Wielkiego Piątku (zwróćmy uwagę, że liturgii w Wielki Piątek nie zaczyna się znakiem krzyża).

Podczas Liturgii Wielkiego Piątku spożywamy przeistoczone Ciało Chrystusa. Przeistoczone kiedy? Właśnie podczas Mszy Wieczerzy. Podczas obydwu liturgii czyta się tę samą Ewangelię wg św. Jana. To tak naprawdę ta sama Eucharystia.

Mandatum, czyli umycie nóg

Obrzęd charakterystyczny dla Mszy Wieczerzy Pańskiej w Wielki Czwartek jest nawiązaniem do gestu Pana Jezusa, opisanego przez św. Jana Ewangelistę: „I zaczął obmywać uczniom nogi i ocierać prześcieradłem, którym był przepasany” (13, 5). Obrzęd ten przypomina wszystkim sprawującym jakąkolwiek władzę w Kościele, w jaki sposób winni sprawować swój urząd – służąc i miażdżąc nieustannie swoją pychę.

Obnażenie ołtarza

Na koniec Mszy Wieczerzy Pańskiej, gdy Najświętszy Sakrament przenosi się do kaplicy przechowania, ołtarz zostaje obnażony. Nie ma obrusów, nie ma świeczników. Ten znak jest czyniony na pamiątkę obnażenia Jezusa z szat. Odbywa się on w milczeniu. Dawniej recytowano podczas tej czynności słowa psalmu: „Moje szaty dzielą między siebie i losy rzucają o moją suknię” (Ps 22,19).

Prostracja

To symboliczny gest padnięcia na twarz, rozpoczynający Liturgię Męki Pańskiej w Wielki Piątek. Biskup (lub przewodniczący liturgii) pada na twarz – jest to bardzo przejmujący znak, który odnosi nas również do momentu święceń prezbiteratu. Liturgia przypomina kapłanom, że kapłaństwo to tajemnica krzyża.

Adoracja Krzyża

Jest to kulminacyjny moment wielkopiątkowej liturgii.

Krzyż jest przysłonięty fioletową zasłoną. Adoracja Krzyża jest poprzedzona trzykrotnym wezwaniem: „Oto drzewo krzyża”, któremu towarzyszy stopniowe odsłanianie belek krzyża.

Zgodnie z tradycją Kościoła podchodzący do adoracji biskup w geście pokory ściąga ornat i buty.

Czuwanie na cześć Pana

Wszystkie obrzędy Wigilii Paschalnej odbywają się w nocy, nie wolno ich rozpocząć, zanim nie zapadnie zmrok, a należy je zakończyć przed świtem niedzieli. Charakter czuwania nawiązuje do istotnych wydarzeń w historii zbawienia, jak również jest wyrazem czujności chrześcijanina – oznacza gotowość na przyjście Pana.

Ogień

Na rozpoczęcie Liturgii Wigilii Paschalnej poza kościołem w odpowiednim miejscu przygotowuje się ognisko w celu pobłogosławienia nowego ognia. Jego płomień powinien być taki, aby rozproszyć ciemności i rozjaśnić noc. Duże znaczenie w tym obrzędzie ma zestawienie ciemności i światła, aby doświadczyć, z czego wyprowadził nas Chrystus. Światło Chrystusa wkracza w życie, aby rozproszyć ciemności. W historii zbawienia światło towarzyszy ukazywaniu się Boga (krzak gorejący, słup ognia, który prowadził Izraelitów).

Paschał

Od ogniska zapalamy świecę paschalną. To duża, bogato zdobiona woskowa świeca przygotowana na początku Wigilii Paschalnej. Wnoszona do nieoświetlonego kościoła staje się pierwszą zwiastunką Zmartwychwstania. Po wezwaniu: „światło Chrystusa” jej płomień zostaje przekazany wiernym i po chwili cała świątynia zostaje opromieniona blaskiem świec.

Na świecy umieszczone są symbole: cyfry bieżącego roku oraz pierwsza i ostatnia litera greckiego alfabetu – odnoszą się one do Chrystusa Zmartwychwstałego, który jest Panem czasu. Natomiast przez pięć „gwoździ” wspomina się zbawczy wymiar Męki Jezusa i poniesionych przez Niego ran.

Liturgia chrzcielna

Wielka Noc Zmartwychwstania jest najbardziej odpowiednim czasem do udzielania chrztu. Woda staje się symbolem obmycia z grzechu pierworodnego, co dokonuje się w chrzcie. Chrzest lub odnowienie przyrzeczeń chrzcielnych stają się centrum Paschy. Po chrzcie następuje wyrzeczenie się zła i wyznanie wiary. Jest ono złączone z tajemnicą chrztu i stanowi jego integralną część. Co raz dokonało się w chrzcie, Bóg będzie powtarzał przez różne wydarzenia w całym naszym życiu.

Procesja rezurekcyjna

To uroczyste ogłoszenie zmartwychwstania Chrystusa i wezwanie całego stworzenia do udziału w Jego triumfie. Procesja może się odbyć na zakończenie Wigilii Paschalnej, w nocy z soboty na niedzielę lub o świcie w wielkanocny poranek przed tradycyjną Rezurekcją. Na czele procesji niesie się krzyż przyozdobiony czerwoną stułą lub figurę Zmartwychwstałego – oba znaki symbolizują zwycięstwo Chrystusa nad śmiercią, piekłem i szatanem.

Wykorzystano treści katechez Wspólnoty Miłości Ukrzyżowanej

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Ks. dr Jarosław Grabowski, redaktor naczelny „Niedzieli” w Polskim Radiu Katowice

2019-04-20 17:37

AP

AP
Ks. dr. Jarosław Grabowski w rozmowie z red. Zdzisławem Maklesem

W Niedzielę Zmartwychwstania Pańskiego (21 kwietnia br.) Radio Katowice proponuje wielkanocne spotkanie z ks. dr. Jarosławem Grabowskim - nowym redaktorem naczelnym Tygodnika Katolickiego „Niedziela". Kilka minut po 12:00, na 98.4 FM w rozmowie z red. Zdzisławem Maklesem ks. redaktor opowie o nowych wyzwaniach „Niedzieli”. W rozmowie nie zabraknie także myśli związanych z przeżywaniem Wielkanocy.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem