Reklama

Czy widziałeś, jak On na ciebie patrzy?

2019-02-06 11:52

Agnieszka Bugała
Edycja wrocławska 6/2019, str. VI

©Mapi - stock.adobe.com

Dla kogoś, kto nie wierzy w Boga, adorowanie Jezusa w Najświętszym Sakramencie może wydawać się bez sensu. Cisza, bezruch, nic się nie dzieje. Ludzie z pochylonymi głowami, schowani, smutni, skuleni w sobie. Tkwią przed pozłacaną monstrancją z kawałkiem białego chleba w środku. O co tu chodzi?

Adoracja Chrystusa Eucharystycznego praktykowana jest w Kościele już od wielu wieków. Jej korzenie sięgają wczesnochrześcijańskiej praktyki przechowywania Ciała Chrystusa z myślą o chorych. Kolejnym etapem było przedłużone wznoszenie Hostii podczas sprawowania Mszy św., skąd już niedaleka droga do pojawienia się monstrancji. Do szczególnego rozwoju kultu eucharystycznego przyczynił się Sobór Trydencki, który w dokumencie z 1551 r. zalecił adorację publiczną, z wyjściem poza mury kościoła.

Ja patrzę na Niego, a On patrzy na mnie

Św. Jan Paweł II mówił, że całe zło na świecie mogłoby zostać przezwyciężone poprzez ogromną moc nieustającej adoracji eucharystycznej. Jedną z jego pierwszych inicjatyw po zamachu w 1981 r. było ustanowienie codziennej adoracji w Bazylice św. Piotra.

O. Raniero Cantalamessa, wieloletni kaznodzieja Domu Papieskiego, pisząc o kontemplacji eucharystycznej przywołuje wielu mistrzów duchowych i ich próby zdefiniowania, czym kontemplacja Eucharystii jest. I tak Hugo od św. Wiktora mówi, że to „spojrzenie wolne, przenikające i nieruchome”. Św. Bonawentura nazywa kontemplację „uczuciowym spojrzeniem na Boga”. Św. Jan Maria Vianney opowiada o kontemplacji wieśniaka z Ars, który całe godziny spędzał nieruchomy w kościele ze wzrokiem utkwionym w tabernakulum, a pytany przez Świętego Proboszcza, co robi przez cały dzień, odpowiedział: „Nic, ja patrzę na Niego, a On patrzy na mnie”.

Reklama

Stracone chwile?

O 15.00 w kościele św. Maksymiliana na wrocławskim Gądowie ławki w kaplicy adoracji są już zajęte. Czasem trudno znaleźć kawałek miejsca. Codziennie grupa ludzi przychodzi tutaj, przed Najświętszy Sakrament i w Godzinie Miłosierdzia patrzą na Niego, a On patrzy na nich. O innych porach dnia zawsze ktoś jest. Wiem, że panie i panowie czuwają, aby Jezus nie zostawał sam. Wychodzą dopiero wtedy, gdy w kaplicy pojawi się ktoś inny. Wiele osób praktykuje systematyczną adorację eucharystyczną. Przechodząc przez pl. Dominikański we Wrocławiu, obok kościoła Paulinów na św. Antoniego, przez ul. Sudecką, Kruczą – wstępują do kaplicy adoracji, siadają w ławce i nic nie robią. Patrząc na nich z boku, można pomyśleć, że tracą czas. Mogliby wrócić wcześniej do domu. Mogliby wyjść później do pracy. Mogliby przez kwadrans przeczytać kilka stron pobożnej lektury, a jednak wybierają spotkanie z ukrytym i niewidzialnym Bogiem w Eucharystii. Czy to coś daje? Hans Urs von Balthasar, jeden z największych teologów naszych czasów i zarazem człowiek kontemplacji tłumaczy, że „sekret adoracji należy do Boga, a nie do nas”.

– Jak często przychodzi pani do tej kaplicy? – pytam ubraną w granatowy płaszcz starszą panią pod gądowskim kościołem. – Codziennie – mówi. – Ale dlaczego? – pytam. – Bo mam Mu tyle do powiedzenia...

Dlaczego warto?

Wielu kapłanów zaświadcza, że od kiedy tylko ustanowili w swych parafiach nieustanną adorację, to wszystko zaczęło się zmieniać. Szatan wyrzucany jest z każdego miejsca, gdzie adoruje się nieustannie Chrystusa w Najświętszym Sakramencie. Trzeba wreszcie uwierzyć w to, że Jezus w Hostii jest Panem, który wyrzuca demony i działa z mocą oraz skutecznością nieskończenie większą, niż wszystkie siły bezpieczeństwa na ziemi.

Słodkie owoce krótkich spotkań

Pierwszym owocem adoracji jest najpierw wzrost nadprzyrodzonej wiary. Aby adorować, trzeba czynić akty wiary. Nie czujemy Jego obecności, nie widzimy Go. Aby adorować biały, okrągły kawałek chleba, trzeba naprawdę oprzeć się na słowie Chrystusa, które jest prawdą i nie oszukuje nas, mówiąc: To jest Ciało Moje. Potem dzieją się cuda, słodkie owoce tych cichych spotkań. Św. Matka Teresa wielokrotnie świadczyła o przedziwnej mocy adoracji: „Jeśli pragniecie mieć nowe powołania do waszych wspólnot – mówiła – to ustanówcie codzienną adorację. Od kiedy uczyniły to Misjonarki Miłości, liczba powołań podwoiła się”. Ale nie zawsze jest na to zgoda i chęci. Tłumaczymy się trudnościami lokalowymi: kościół zbyt mały, brak dodatkowych zabezpieczeń dla Najświętszego Sakramentu, ludzi to nie interesuje, nie mają potrzeby itd.

Chrystus, choć zostawił się nam w chlebie, jest tak bardzo od nas zależny, że nie może sam wyjść w Eucharystii do ludzi, jeśli Go nie wyniesie kapłan. Mówimy o trudnościach duszpasterskich, narzekamy na rozwody, rozbite rodziny, brak powołań, kłopoty z młodzieżą, na brak zaangażowania parafian. A może ratunek jest w zasięgu ręki? Może częstsza, stała adoracja Najświętszego Sakramentu w parafiach to sposób na panoszące się jak u siebie zło i słabość ducha?

On nie ma telefonu

Te spotkania adoracyjne mogą nam się wydawać zupełnie bez sensu. Jednak dzwonimy do przyjaciół, daleko mieszkających rodziców. Opowiadamy im o naszej pracy, problemach ze zdrowiem, o sukcesach, dzieciach, złym szefie i nowych meblach. Wykupujemy specjalne pakiety, aby taniej, więcej, dłużej mówić. O czym opowiadamy Bogu? Czy w czasie jednej niedzielnej Mszy, rozproszeni i czasem znudzeni, jesteśmy w stanie o czymś Mu powiedzieć? Omówić z Nim ważne sprawy? Bóg nie ma telefonu, a Jego tęsknota za nami jest większa, niż każdego z ludzkich przyjaciół. Czy adoracja to krótkie zatrzymanie przed Nim, oczekującym, nie jest dobrym i przystępnym sposobem, aby Go naprawdę spotkać?

Na czym to polega, skoro On milczy?

– Kontemplować to intuicyjnie skupiać się na rzeczywistości Bożej – mówi o. Cantalamessa – i radować się jej obecnością. Są tutaj zawsze dwa spojrzenia, które się spotykają: nasze spojrzenie na Boga i Boże spojrzenie na nas. Jeśli czasem nasze spojrzenie obniża się i słabnie, to jednak nigdy nie słabnie Boże spojrzenie. Kontemplacja eucharystyczna sprowadza się niekiedy po prostu do towarzyszenia Jezusowi, do pozostawania w zasięgu Jego spojrzenia, dając także Jemu radość kontemplowania nas, bo chociaż stworzenia nic nie znaczące i grzeszne, to jednak jesteśmy owocem Jego Męki, tymi, za których On oddał życie – tłumaczy zakonnik.

Jest w adoracji tajemnica spotkania z Bogiem. I dla każdego człowieka to spotkanie jest inne. W każdym sercu Bóg objawia się inaczej.

Oczy zakochanych

Zakochani siedzą na sofie, na podłodze w kącie pokoju, na ławce w parku, i często nic nie robią, tylko patrzą w swoje oczy. Znamy zresztą takie powiedzenie: Czy widziałeś, jak on na nią patrzy? I wiemy, że to znaczy, że pokochał.

Adoracja jest takim patrzeniem dwojga zakochanych. Jednego – do szaleństwa, aż po krzyż. I drugiego, który nawet jeśli jeszcze nie umie kochać, to przynajmniej pozwala na siebie patrzeć.

Adoracja jest nie tylko wystawieniem Najświętszego Sakramentu. Ona jest też wystawieniem całego człowieka na spojrzenie Boga. Czy spojrzenie Kogoś, kto tak kocha, nie koi wszystkich bolączek, nie leczy wszystkich zranień?

Szczere rozmowy

Mały chłopiec, ciągnąc za rękaw próbującą modlić się kobietę, pytał: Mamusiu, a czy temu Panu Bogu to nie jest zimno w tym złotym domku?

A czy temu Panu Bogu, który tak kocha, że dał się za nas zabić, to nie jest smutno czekać na człowieka w pustych kościołach, w tylu tabernakulach świata? – moglibyśmy spytać.

Jeśli jeszcze nigdy nie próbowałeś spotykać się z Panem Bogiem w adoracji, jeśli monstrancja i Hostia kojarzą ci się tylko z procesjami Bożego Ciała, to ta propozycja jest dla ciebie: Przyjdź, niekoniecznie od razu codziennie, niekoniecznie na godzinę, niekoniecznie z dobrym humorem. Przyjdź taki, jakim jesteś. Jutro po pracy. Albo rano, zatrzymując się przed mijanym po drodze kościołem. Wejdź do środka. Uklęknij przed tabernakulum i patrząc we własne serce powiedz: On patrzy na mnie teraz... A ja znów pokłóciłem się z żoną, brakło mi pieniędzy, aby zapłacić rachunki, nie dam rady z terminami w pracy, dzieci mnie złoszczą, nie mam dla nich cierpliwości, wypiłem z kumplami kilka piw za dużo... Źle mi, trudno, ale On patrzy na mnie. I takiego mnie chce. Teraz.

Tagi:
adoracja

Cicha adoracja w centrach miast

2019-04-03 10:09

Ks. Mieczysław Puzewicz
Edycja lubelska 14/2019, str. VI

W ostatnich latach w naszej archidiecezji przybywa miejsc, gdzie odbywa się cicha adoracja Najświętszego Sakramentu

Ks. Mieczysław Puzewicz
Adoracja w kościele Ojców Kapucynów w Lublinie

Rosnący nawał informacji i bodźców nieustannie płynących z urządzeń cyfrowych często powoduje rozproszenie i zagubienie. Wielu ludzi poszukuje miejsc ciszy, w których mogliby spokojnie pomyśleć i zwrócić się do Boga. Jak ważne są takie miejsca, przekonuje choćby historia nawrócenia Andre Frossarda, biografa św. Jana Pawła II, który jako agnostyk wszedł na chwilę do kaplicy z Najświętszym Sakramentem, a wyszedł jako człowiek spragniony Boga. Jak sam pisał, zatrzymał wzrok „na drugiej z rzędu świecy palącej się na lewo od krzyża”, w pobliżu monstrancji.

Dni przy monstrancji

Adoracja kojarzy się przede wszystkim z Triduum Paschalnym. We wszystkich kościołach w Wielki Piątek i Wielką Sobotę przygotowywane są specjalne miejsca, gdzie w ciszy można rozważać największe tajemnice wiary. Od Mszy Wieczerzy Pańskiej w Wielki Czwartek do liturgii Męki Pańskiej w Wielki Piątek jest to tzw. ciemnica, potem do Wigilii Paschalnej symboliczny grób Pański. W niektórych parafiach adoracja trwa nieprzerwanie od wieczoru w Wielki Czwartek do rezurekcji w Wielkanoc. Szczególna mobilizacja dotyczy nocy po Wigilii Paschalnej. W parafiach wiejskich, praktycznie w całej archidiecezji, w całonocne czuwania włączają się zastępy Ochotniczej Straży Pożarnej, członkowie ruchów i wspólnot, harcerze i ministranci.

Najbardziej znanym miejscem całodniowej adoracji Najświętszego Sakramentu w Lublinie jest kaplica w kościele Ojców Kapucynów przy Krakowskim Przedmieściu. Adoracja zaczyna się po pierwszej Mszy św. o godz. 6 i trwa do późnego wieczoru. Położenie kościoła w centrum miasta, w pobliżu ważnych instytucji i urzędów, sprzyja częstym odwiedzinom przez wiernych. Nawiedzają oni Najświętszy Sakrament przed i po nabożeństwach; odosobnione miejsce zachęca do zatopienia się w cichej modlitwie. Adoracja bywa często przygotowaniem do spowiedzi odbywającej się również cały dzień po przeciwnej stronie świątyni. Drugim licznie odwiedzanym kościołem z całodzienną adoracją jest lubelska archikatedra. Kaplica sąsiaduje z cudownym obrazem Matki Bożej Płaczącej; wierni łączą często czuwanie przed obliczem Maryi z modlitwą do Chrystusa Eucharystycznego przed monstrancją. Mogą także skorzystać z sakramentu pojednania.

Więź z Chrystusem Eucharystycznym

Ważnym wydarzeniem ożywiającym kult adoracji Najświętszego Sakramentu był w archidiecezji lubelskiej Kongres Eucharystyczny w 2005 r. Abp Józef Życiński wskazywał w liście przed kongresem, że „potrzeba nam postawy adoracji i głębokiej modlitewnej więzi z Chrystusem ukrytym w postaci chleba”. Zachęcał także, aby rozwojowi techniki i postępowi w dziedzinie komputeryzacji towarzyszył wzrost liczby miejsc wieczystej adoracji.

Obecnie w Lublinie znajdziemy kilka kościołów, w których otwarte są kaplice z Najświętszym Sakramentem, dostępne powszechnie i często w ciągu całego dnia. W parafii pw. Świętej Rodziny na Czubach kaplica adoracji usytuowana jest w lewej nawie kościoła; po odnowieniu w ubiegłym roku została poświęcona przez abp. Stanisława Budzika. Proboszcz ks. prał. Tadeusz Pajurek przekonuje, że kaplica to „odpowiedź na nasze codzienne zabieganie i pośpiech. On zabiera nam medytacyjne przeżywanie życia. By odzyskać potrzebny pokój duszy i wewnętrzną harmonię, takie kaplice z adoracją eucharystyczną z pewnością mogą tu pomóc”.

Czciciele Najświętszego Sakramentu

Kaplica wieczystej adoracji funkcjonuje również w kruchcie kościoła Świętego Krzyża na Majdanku. Wnętrze zostało zaprojektowane i wykonane na wzór kaplicy w kościele św. Piotra – In Gallicantu w Jerozolimie. W ścianach wmurowane są kamienie z Ziemi Świętej. Dużą rolę przy ożywieniu kultu eucharystycznego w tej parafii odegrali świeccy zrzeszeni w Bractwie Czcicieli Najświętszego Sakramentu, przekształconego później w Honorową Straż. Ich członkowie podejmują często adoracje całonocne. Wśród kilkuset wiernych zapisujących się do czuwań widnieją małżeństwa i całe rodziny. Wspólnota objęta jest także regularną formacją duszpasterską. W dawnej robotniczej części Lublina monstrancja z Najświętszym Sakramentem wystawiana jest codziennie także w kościele św. Michała Archanioła przy ul. Fabrycznej.

Na Czechowie, w kolejnej dużej dzielnicy Lublina, adoracja odbywa się w kościele Księży Sercanów pw. Dobrego Pasterza; połączona jest z posługą w konfesjonale. Do adoracji przeznaczona jest kaplica Miłosierdzia Bożego, w której znajdują się obrazy Jezusa Miłosiernego, Matki Bożej Miłosierdzia (Ostrobramskiej), a także wizerunki i relikwie św. Faustyny i św. Jana Pawła II.

Długą tradycję całodniowej adoracji we wszystkie piątki ma kościół akademicki KUL, prowadzony przez Jezuitów. To miejsce chętnie odwiedzane jest przez studentów zamieszkujących pobliskie miasteczko akademickie. Od niedawna w niedzielne popołudnia adoracja animowana jest w języku angielskim (razem ze spowiedzią w tym języku), co wychodzi naprzeciw potrzebom coraz liczniejszych studentów obcokrajowców. Przy kościele Ojców Bernardynów na Sławinie kult eucharystyczny podjęła akademicka wspólnota Najświętszego Imienia Jezus, posiadająca specjalną diakonię adoracyjną.

W archidiecezji

Poza Lublinem kaplice z całodzienną adoracją Najświętszego Sakramentu znajdziemy w większych miastach. W Kraśniku Fabrycznym modlitwa w ciszy odbywa się w kaplicy przy kościele św. Józefa Robotnika. W Chełmie w parafii pw. Chrystusa Odkupiciela tej modlitwie dedykowana jest kaplica adoracyjna pw. św. Ojca Pio. W Puławach adoracje odbywają się w kościołach pw. Miłosierdzia Bożego (kaplica św. Faustyny) i pw. Matki Bożej Różańcowej. W Świdniku w dolnym kościele pw. Matki Kościoła adoracja trwa w każdy czwartek i pierwsze piątki miesiąca od Mszy porannej do wieczornej, często prowadzona jest przez proboszcza ks. Andrzeja Krasowskiego. Lubartów ma swoją kaplicę adoracji w bazylice św. Anny. Liczne zgromadzenia zakonne, szczególnie żeńskie, prowadzą także adoracje wewnątrz klasztorów, wpisane w charyzmat swoich wspólnot. Powszechnie dostępna jest kaplica z Najświętszym Sakramentem u Sióstr Karmelitanek w Dysie.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Mężczyzna z kanistrami benzyny zatrzymany w katedrze

2019-04-18 11:24

PAP

Mężczyzna z dwoma kanistrami benzyny został zatrzymany w środę wieczorem po wejściu do nowojorskiej katedy św. Patryka na Manhattanie - poinformowała policja.

Ks. Cezary Chwilczyński

37-letni mężczyzna, mieszkaniec stanu New Jersey, został zatrzymany przez ochronę po wejściu do katedry, jednej z najbardziej charakterystycznych budowli w Nowym Jorku.

Pracownicy ochrony zawiadomili policję, która - po wstępnym przesłuchaniu - przewiozła mężczyznę do aresztu.

Według policji, mężczyzna miał przy sobie ponad 4 galony (ponad 15 litrów) benzyny, dwie butelki innego palnego płynu oraz dwie zapalniczki. Nie wiadomo jakie były jego zamiary.

Mężczyzna tłumaczył, że skończyło mu się paliwo w samochodzie. Nie wiadomo jednak, po co wszedł z kanistrami do katedry.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Abp Dzięga: Szatan nie da nam odpocząć

2019-04-22 14:20

pk / Szczecin (KAI)

Wojna ideologiczna zaczęła się w raju, a szatan ma jeden cel. Chce walczyć z człowiekiem - mówił abp Andrzej Dzięga. Metropolita szczecińsko-kamieński był gościem audycji katolickiej "Religia na fali" w Radiu Szczecin.

M. Paszun

Hierarcha odpowiedziała na pytanie o to, czy Europa i Polska staje dziś na skraju wojny ideologicznej i czy mamy do czynienia z frontalnym atakiem na Kościół. - Szatan nie chce walczyć z Bogiem, bo wie, że nie jest w stanie z nim walczyć. Jest zainteresowany pozyskaniem każdej ludzkiej duszy - dodał arcybiskup.

Metropolita szczecińsko-kamieński przyznał, że "doświadczamy kolejnego etapu zmagania duchowego w dziejach świata".

- Jest to zmaganie o każdą ludzką duszę. Szatan nie ustanie w tym zmaganiu. On nam nie da odpocząć. Co najwyżej będzie szukał innych metod. Zmieni metody i nam się będzie wydawało, że mamy więcej odpoczynku, a to już jest atak prowadzony z innej strony, subtelnie, ale często skutecznie. I żebyśmy wiedzieli, że nie jesteśmy w stanie z nim po ludzku wygrać i dlatego modlimy się przez przyczynę Michała Archanioła, żeby pomógł nam, byśmy mocą Bożą w tej walce mogli być zwycięzcami - mówi abp Dzięga.

Metropolita dodaje, że "zawołanie Michała Archanioła „Któż jak Bóg” w dzisiejszych kontekstach językowych znaczyłoby tylko Bóg, tylko po Bożemu, tylko z Bogiem".

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem