Reklama

Jesteśmy Kościołem wojującym

2019-01-14 00:42

Agnieszka Bugała

Agnieszka Bugała
o. Dariusz Gaczyński OFMConv

Zamieszczamy pełny tekst homilii wygłoszonej przez o. Dariusza Gaczyńskiego, asystenta prowincjalnego ds. misji. z Sekretariatu Misyjnego Franciszkanów, w parafii św. Jerzego, męczennika i Podwyższenia Krzyża Świętego na wrocławskim Brochowie w czasie Mszy św. z instalacją relikwii bł. Michała Tomaszka i bł. Zbigniewa Strzałkowskiego:

- Patrząc na Pana Jezusa, który dziś w wodach Jordanu przyjmuje chrzest, możemy podziękować za łaskę zaprzyjaźniania się ze świętymi – to dzięki temu, że i my przyjęliśmy chrzest, możemy żyć z nimi w przyjaźni – ani żydzi, ani muzułmanie, ani protestanci, którzy nie wierzą w świętych obcowanie, nie mogą doświadczyć przyjaźni ze świętymi. My wierzymy i widzimy, że to działa: doświadczamy ich pomocy i ich troski.

Przybyliśmy do Was z naszymi Braćmi – to pierwsi franciszkańscy błogosławieni męczennicy, polscy misjonarze, zamordowani 9 sierpnia 1991r. w Pariacoto, w Peru.

Śmierć męczeńska, w przypadku Zbyszka i Michała, to nie było coś, co spadło, nagle, z powietrza, to było konsekwencja wcześniejszych wyborów – tak zawsze jest w życiu. Rzeczy piękne, zwłaszcza rzeczy Boże, to jest konsekwencja pewnych wyborów i życia, konkretnego działania, często również w cierpieniu.

Reklama

Wyjechali na misje jako młodzi chłopcy, świeżo upieczeni kapłani. Pierwszą decyzją, którą podjęli wiele lat wcześniej, gdy zgłosili się do naszego zgromadzenia była ta, że chcą zostać misjonarzami, chcą pojechać na misje. Drugą – na wzór św. Franciszka i św. Maksymiliana – że chcą służyć Niepokalanej. To byli ojcowie, którzy mieli ogromną miłość dla naszej Matki. Michał całe życie wędrował z figurką Maryi, z nią wyjechał na misje, ona do dziś stoi w celi, w której mieszkał do śmierci.

Kolejną, ważną decyzja, którą podjęli, to tą o wyjeździe do Peru - sprawa nie była prosta. biskup poprosił nas o przejęcie trudnej placówki misyjnej, w bardzo trudnej sytuacji politycznej. W tamtym okresie w Peru działała już organizacja terrorystyczna „Świetlisty szlak”, werbując chłopców, którzy nie umieli pisać i czytać, przeprowadzała tzw. pranie mózgu, sącząc im ideologie marksistowskie.

Oprócz tego placówka, o której przejęcie prosił nas biskup, była pozbawiona wody i prądu. Parafia rozciągała się w promieniu 200 km, w górach, 74 wioski, w tym niektóre na wysokości 4 tys. m n.p.m. Bracia podejmują wezwanie i wyrażają gotowość, by tam pojechać.

Już wtedy koledzy zadawali proste pytanie: Zbyszek, po co tam się pchasz? Czy mało pracy jest w Polsce? Jesteś rok po święceniach, zobacz, ilu tu ludzi czeka na twoją pracę. A on odpowiadał krótko: Jeśli służy się Bogu, trzeba być gotowym na wszystko i wszędzie. Chcę służyć tamtym ludziom i Niepokalanej.

Ojciec Michał w odpowiedzi na to pytanie powiedział kiedyś tak: Jeśli Bóg zażąda ofiary najwyższej, z życia – nie zawaham się.

Z takim nastawieniem wyjeżdżają, zaczynają organizować życie misyjne, duszpasterskie. Doprowadzają wodę do wioski, powstaje projekt doprowadzenia prądu. Uruchamiają machinę, aby tamtym ludziom pomóc. To teren, gdzie ciągle jest susza, ludzie cierpią głód, dlatego ojcowie sprowadzają żywność, głównie ze Stanów.

Po półtorej roku pracy, w Wielki Czwartek, o. Michał znajduje w kościele na ołtarzu list. Jest to pierwsze ostrzeżenie od terrorystów: jeśli nie zaprzestaniecie odprawiania Mszy św., mówienia ludziom o Bogu, odmawiania różańca – zginiecie.

Aby potwierdzić wagę tych słów już za miesiąc do wioski wpada grupa terrorystów. Na ludzi pada strach… Namawiają ojców, aby opuścili wioskę, ale oni decydują się zostać. Wielu świadków potwierdza, że ta decyzja nie była łatwa. Tydzień przed 9 sierpnia przyjechał biskup i powiedział: Uciekajcie stąd.

Wtedy o. Zbyszek odpowiedział, że jako misjonarze, z zagranicy, mogą przecież spakować się i wyjechać, ale gdzie wyjadą ci ludzie? Przecież oni nie mają gdzie uciec… To właśnie teraz najbardziej nas potrzebują, to teraz w nas mają wsparcie – zostajemy.

Kolejna odważna decyzja w kierunku nieba.

9 sierpnia ok. godz. 19.00, kiedy w zakrystii szykowali się na Mszę św., przebiegała siostra, która pomagała w pracy duszpasterskiej. Była Peruwianką, znała język keczua, przerażona krzyczała: Są terroryści, porwali sołtysa, za chwilę tu będą, uciekajcie! Macie ostatnią szansę, by ratować swoje życie!

Wtedy położyli na nią ręce i spytali: Przyszłaś krzyczeć, czy się modlić? Idź do ławki, za chwilę zaczynamy Mszę św., przyjdą, to będziemy z nimi rozmawiać. I w czasie tej Mszy św., która była ostatnią w życiu Męczenników, o. Michał odczytał fragment Ewangelii, która przypadła właśnie na 9 sierpnia, a była to Ewangelia wg św. Marka, gdy Jezus mówi do Apostołów te słowa: „Jeśli ktoś straci swoje życie dla mnie i dla Ewangelii, ten je zyska. Kto chce zyskać swoje życie, ten je straci.”

To jest niesamowita rzecz, że dwie godziny przed śmiercią Bóg przychodzi do tych młodych ojców z takim Słowem… Jakby chciał powiedzieć: Dobrze żeście wybrali, potwierdzam waszą decyzję, bo kto straci swoje życie dla mnie i dla Ewangelii i dla sprawy Bożej – ten je zyska.

Krew męczenników mocno i głośno krzyczy do każdego z nas – abyśmy się przebudzili, otworzyli oczy i zaczęli trzeźwo myśleć, bo jesteśmy w wielkim niebezpieczeństwie. Świat, w którym żyjemy, to jest świat pogański – nie ma co do tego żadnych wątpliwości. Diabeł, przez wielkie tuby internetu, telewizji, reklam, uczy, krzyczy, wydziera się, chce wszystkich nas przekonać, że prawidłowa postawa, to jest zyskać swoje życie – wydłużyć je, ulepszyć, uprzyjemnić, uatrakcyjnić. Do czego nas zachęcają? Bądź zdrowy, młody, silny, żyj długo – dobrze i szczęśliwie, najdłużej, jak się da. Każdy z nas tego doświadcza – remontujemy nasze domy, wybieramy większe mieszkania, szukamy lepszych potraw, itd.

Wiemy jednak dobrze, choć żyjemy coraz dłużej, że nie oszukamy czasu. Jedyna, najpewniejsza rzecz, jaka nas spotka w życiu, to śmierć. I to nie jest problem – ona po prostu przyjdzie. Jednak ani zdrowie, ani życie, ani rodzina, ani praca, ani kasa nie są ważne. Najważniejsze jest co stanie się ze mną po śmierci, w życiu wiecznym. Czy pójdę do nieba? Jeśli tutaj zawiodę, to będzie katastrofa! Bo gdy mówimy o wieczności, to nie mówimy o stu latach, milionach lat, mówimy o stanie rzeczy, który się nigdy nie skończy… I teraz: przegrać, zawalić, zmarnować swoje życie wieczne – to jest niewyobrażalny dramat! Wieczność, w zestawieniu ze zdrowiem, z rodziną, z tym co jest przemijające – przecież tu nie ma żadnego porównania…

Jesteśmy Kościołem Wojującym. O tym dziś mówi się mało, ale tak jest. Kościół Chwalebny to są świeci, błogosławieni – ale my wciąż wojujemy. Czy Ty, w swoim życiu, wiesz, o co masz walczyć jako człowiek wierzący? O nic innego, jak tylko o zbawienie! Jako człowiek wierzący mam tak postępować i pomagać innym, których kocham, aby mogli się zbawić. To jest najwyższa stawka życia, stawka większa niż życie – dostać się do nieba.

Mówiąc o naszych Braciach wielu załamuje ręce: Tacy młodzi chłopcy… Jeden 33 lata, drugi 32, przystojni faceci…

A Jezus mówi: Tak, oni wygrali życie, bo zrozumieli, dzięki łasce Bożej, że trzeba walczyć, bić się i wygrać bitwę o niebo. Walka o niebo to nie jest prosta sprawa. Dlaczego? Bo się wiąże z umieraniem. Nie wszyscy z nas przelejemy krew za Chrystusa, ale jeśli chcemy dojść do nieba, to każdy z nas musi codziennie umierać. Droga do nieba to jest codzienne umieranie – rezygnowanie z czegoś, co mnie ciągnie ku piekłu i ku potępieniu, na rzecz nieba.

Nie jest prosto wylogować się z facebooka, zgasić telewizor i na kolanach pól godziny modlić się na różańcu.

To nie jest prosta sprawa, aby w zimny dzień wcisnąć na głowę czapkę, wyjść z domu do kościoła tylko po to, aby Go adorować i rano, gdy jest szum, dzieci krzyczą, znaleźć choć pięć minut, aby oddać Bogu ten dzień, który właśnie się zaczyna. Albo wieczorem, gdy jesteście zmęczeni, przemaglowali pracą, zamiast chwycić „browara”, to z rodziną przez dziesięć minut podziękować Bogu za mijający dzień. To jest właśnie umieranie…

Ale, jeśli ja wiem, że tu chodzi o wieczność, o niebo – to nie ma rady, trzeba umierać. I lepiej – jak mówi Jezus – umierać na rzecz nieba, niż doprowadzać w swym życiu śmierć duszy z powodu paru chwil przyjemnych na naszym łez padole.

Krótko mówiąc: nie dajmy się wkręcić przez podstępy diabelskie. Męczennicy i inni święci, pokazują nam drogę. Musimy też prosić, bo bez Bożej łaski, pomocy, nie jesteśmy w stanie sobie poradzić. Prośmy, zwłaszcza Matkę Bożą – zawierzając Jej swoje sprawy.

Nie boj się zawierzyć Maryi swojej rodziny, dzieci – Ona jest Królową Świętych, Męczenników. Chwytaj za różaniec, bo z różańcem w ręku możesz pokonać demony, które atakują Twoją rodzinę i Ciebie samego. Trzeba chlastać diabłu po pysku właśnie różańcem…i nieustannie się modlić, by nie stracić z oczu celu życiowego, jakim jest zbawienie moje i moich bliskich. Amen.

"Szczęść Boże" czy... "Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus"?

Ks. Paweł Staniszewski
Edycja łowicka 6/2003

Piotr Drzewiecki

Ostatnio jedna z kobiet zapytała mnie jakby z pewnym wyrzutem: "Proszę księdza, zauważam z niepokojem, że ostatnimi laty coraz modniejsze w ustach duchownych, kleryków, sióstr duchownych jest pozdrowienie: «Szczęść Boże» zamiast «Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus». Nawet ksiądz, który przyszedł do mnie po kolędzie, pozdrowił nas słowami «Szczęść Boże». To nie jest przywitanie chwalące Boga. Kiedyś w taki sposób pozdrawiano osoby pracujące: «Szczęść Boże w pracy» i wówczas padała odpowiedź: «Bóg zapłać». Dzisiaj kiedy słyszę «Szczęść Boże», od razu ciśnie mi się na usta pytanie: do czego, skoro nikt nie pracuje w tej chwili? Nie wiem, co o tym myśleć. Według mnie to nie jest w pełni chrześcijańskie pozdrowienie".
No cóż, wydaje się, że powyższa interpretacja pozdrowień chrześcijańskich jest uzasadniona. Ale chyba może za bardzo widać tutaj przyzwyczajenie do tego, co jest tradycją wyniesioną z dziecinnych lat z domu rodzinnego. Pamiętajmy jednak o jednym: to, co jest krótsze, a mam tu na myśli zwrot "Szczęść Boże", niekoniecznie musi być gorsze.
Owszem, pozdrowienie "Szczęść Boże" jest krótsze i z tego powodu częściej stosowane. Ale ono ma swoją głęboką treść, która nie tylko odnosi się do ciężkiej, fizycznej pracy. To w naszej tradycji związano to pozdrowienie z pracą. A przecież życzenie szczęścia jest związane z tak wieloma okolicznościami. Bo jest to ludzkie życzenie skierowane do Boga, stanowiące odpowiedź na całe bogactwo życia człowieka. I jest tu wyznanie wiary w Boga i Jego Opatrzność; wyznanie wiary, że to, co jest ludzkim życzeniem, spełnić może tylko Bóg. To szczęście ma pochodzić od Niego. Mamy tu więc skierowanie uwagi na Boga i naszą od Niego zależność. Zależność, w którą wpisana jest Boża życzliwość dla człowieka. Tak oto odsłania się nam głębia tego skromnego pozdrowienia "Szczęść Boże". Czyż to mało?
Poza tym życzyć szczęścia od Boga, to znaczy życzyć Bożego błogosławieństwa. A jak jest ono cenne, świadczy opisana w Księdze Rodzaju nocna walka patriarchy Jakuba z aniołem, której celem jest m.in. uzyskanie błogosławieństwa w imię Boga: "Nie puszczę cię, dopóki mi nie pobłogosławisz" (por. Rdz 32, 25-32). I tu znów odsłania się znaczenie naszego pozdrowienia "Szczęść Boże". Jest to prośba o udzielenie przez Boga błogosławieństwa, czyli prośba o uszczęśliwienie człowieka, a więc ogarnięcie go Bożą łaską. Z tym łączy się życzenie osiągnięcia szczęścia wiecznego, którego wszelkie szczęście doczesne jest zapowiedzią i obrazem.
Nie chciałbym jednak być źle zrozumiany. To, że piszę tak wiele o pozdrowieniu "Szczęść Boże", nie znaczy automatycznie, iż chcę przez to podważać pierwszeństwo pozdrowienia "Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus". Moją intencją jest jedynie odkrycie głębokiej wartości wypowiedzenia słów "Szczęść Boże" przy spotkaniu dwóch osób.
A na koniec pragnę przytoczyć - niejako w formie argumentu na poparcie moich rozważań - słowa Ojca Świętego Jana Pawła II, które wypowiedział 10 czerwca 1997 r. w czasie wizyty w Krośnie: "Niech z ust polskiego rolnika nie znika to piękne pozdrowienie «Szczęść Boże» i «Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus». Pozdrawiajcie się tymi słowami, przekazując w ten sposób najlepsze życzenia (bliźnim). W nich zawarta jest wasza chrześcijańska godność. Nie dopuście, aby ją wam odebrano".

CZYTAJ DALEJ

Reklama

"40. Rocznica Pierwszej Pielgrzymki Jana Pawła II do Polski" - konkurs edukacyjny

2019-01-22 20:35

aa, aw / Warszawa (KAI)

Konkurs edukacyjny Muzeum Jana Pawła II i Prymasa Wyszyńskiego "40. Rocznica Pierwszej Pielgrzymki Jana Pawła II do Polski – Czy pamiętasz? Czy wiesz?" - ogłasza Muzeum Jana Pawła II i Prymasa Wyszyńskiego.

Biały Kruk/Adam Bujak, Arturo Mari

Konkurs jest projektem edukacyjnym, skierowanym do uczniów ze szkół gimnazjalnych i dwóch ostatnich klas szkoły podstawowej oraz do uczniów szkół średnich. Głównym celem Konkursu jest odkrywanie, przypomnienie i upamiętnienie przełomowego wydarzenia w najnowszej historii Polski, jakim była Pierwsza Pielgrzymka Jana Pawła II do Ojczyzny. Prace zgłaszane na Konkurs mają prezentować relacje ze wspomnień o Pierwszej Pielgrzymce, zachowanych w rodzinach i środowiskach lokalnych w formie nagrań audio, video lub relacji pisemnych.

Celami Konkursu są: uświadomienie młodzieży przełomowego znaczenia Pierwszej Pielgrzymki Jana Pawła II do Polski, tworzenia relacji z ważnych wydarzeń historycznych, wzmacnianie relacji ze środowiskami lokalnymi, wagi i znaczenia dokumentów, pamiątek i wspomnień oraz promowanie odmiennych od tradycyjnych form edukacji historycznej.

Więcej: http://muzeumjp2.pl/artykuly/aktualnosci/41-konkurs-edukacyjny

Do Konkursu można zgłaszać wyłącznie prace dotychczas niepublikowane i nie zgłoszone do innych konkursów. Konkurs realizowany przez Muzeum Jana Pawła II i Prymasa Wyszyńskiego w ramach Programu Wieloletniego NIEPODLEGŁA na lata 2017-2022

Ogłoszenie wyników Konkursu nastąpi do dnia 7 czerwca 2019 roku, poprzez opublikowanie werdyktu Jury na stronie internetowej Muzeum.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 1/2 2019

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem