CZYTAJ WIĘCEJ: Leon XIV w Turcji i Libanie
Papież, przemawiając przy ruinach dawnej bazyliki w Nicei, przypomniał, że Sobór z 325 roku „nie przestał mówić” – także dziś stawia Kościołowi zasadnicze pytanie: kim jest dla nas Chrystus. Leon XIV ostrzegł przed sprowadzaniem Jezusa do roli charyzmatycznego lidera czy „superczłowieka”, jak na początku IV wieku czynił to aleksandryjski kapłan Ariusz, który odrzucił tajemnicę Wcielenia i boskość Chrystusa, redukując Go do funkcji zwykłego pośrednika między Bogiem a ludźmi. „Ale jeśli Bóg nie stał się człowiekiem, to w jaki sposób śmiertelnicy mogą uczestniczyć w Jego nieśmiertelnym życiu? To właśnie było przedmiotem dyskusji w Nicei i jest przedmiotem dyskusji dzisiaj” – wskazywał papież.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Dzień wcześniej, w Stambule, papież mówił, że ariańska pokusa powraca w kulturze współczesnej, a niekiedy także wśród samych wierzących. Widać ją tam, gdzie na Jezusa patrzy się z ludzkim podziwem – nawet z religijnym respektem – ale nie uznaje się Go w praktyce za żywego i prawdziwego Boga obecnego pośród nas. Wtedy Jego boskość, Jego panowanie nad historią, ulega zatarciu: Chrystus zostaje zredukowany do wielkiej postaci historycznej, mądrego nauczyciela, proroka walczącego o sprawiedliwość – i nic więcej.
Dlatego Nicea wciąż przypomina, że Jezus nie jest bohaterem z przeszłości, lecz Synem Bożym, który prowadzi dzieje ku obiecanej przyszłości.
Reklama
W papieskich słowach brzmiało przekonanie, że głos Nicei nie jest echem minionej epoki, lecz trwającym wezwaniem do jedności rozumianej nie jako jednolitość, ale jako wspólne, cierpliwe poszukiwanie prawdy. Wierność temu słuchaniu, zapoczątkowanemu przed 1700 laty, papież wskazuje jako najgłębszą drogę odnowy.
Same uroczystości rocznicy Soboru Nicejskiego - w ujęciu Leona XIV – jawią się jako doświadczenie liturgiczne i duchowe, w którym Kościół na nowo dotyka swoich źródeł: wspólnoty, gdzie spór nie niszczy, lecz oczyszcza. Ruiny nicejskiej bazyliki i pobliskiego pałacu cesarskiego, w którym Konstantyn Wielki zjednoczył biskupów w obronie wiary w Chrystusa jako prawdziwego Boga – stały się teraz tłem liturgii z modlitwą po grecku, łacinie, ormiańsku i turecku. Gest wspólnego błogosławieństwa papieża i patriarchy Konstantynopola miał wymiar wykraczający poza kurtuazję: przypominał, że fundamentem jedności Kościoła nie jest triumf jednej strony w sporze, ale wspólne wołanie o prawdę objawioną w miłości. Wspólna recytacja Credo była więc zarówno donośnym wyznaniem wiary, jak i znakiem nadziei, że to, co kiedyś dzieliło, może dziś stać się miejscem pojednania.
W epoce, która wierzy niemal wyłącznie w teraźniejszość, papież pokazuje, że pamięć może być twórcza. Nicea nie jest muzeum, lecz przestrzenią dialogu, w której przeszłość i przyszłość spotykają się w modlitwie i nawróceniu, a dawne formuły wiary stają się językiem współczesnych pytań. Historia Kościoła uczy, że właśnie w takich powrotach do źródeł, przeżywanych nie nostalgicznie, lecz w perspektywie wspólnego słuchania Słowa, rodzi się prawdziwa odnowa – także ta, której dziś tak bardzo potrzeba chrześcijanom różnych tradycji.
