Reklama

Edukacja

Jak wybrać liceum, żeby nie zgubić siebie? – między rankingiem a powołaniem

Wiosna. Czas, w którym przyroda budzi się do życia, a uczniowie klas ósmych… zaczynają powoli tracić sen. W teorii to moment nadziei i nowych początków. W praktyce – sezon rekrutacyjny. Słowo brzmi niewinnie, ale kryje w sobie napięcie, presję i pytanie, które – choć zadawane czternastolatkom – brzmi niemal jak egzystencjalny wybór dorosłego człowieka: jakie liceum wybrać?

[ TEMATY ]

szkoła

edukacja

liceum

wybór

Red.

Andrzej Sosnowski

Andrzej Sosnowski

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Można by odpowiedzieć krótko: takie, które najlepiej przygotuje do matury. Albo takie, które ma najwyższe miejsce w rankingu Perspektywy. Albo takie, do którego chodzą „najlepsi”. Problem w tym, że każda z tych odpowiedzi jest wygodna, lecz niekoniecznie prawdziwa.

Statystyki są dość stabilne i mówią wiele o społecznych aspiracjach. W ostatnich latach około:

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

• 50–55% uczniów wybiera liceum ogólnokształcące,

• 35–40% technikum,

• 5–10% szkołę branżową I stopnia.

To pokazuje jasno: liceum wciąż pozostaje najczęstszym wyborem. Czy jednak oznacza to, że jest najlepsze?

Liceum – wciąż synonim prestiżu?

Nie ma co udawać – w świadomości wielu rodziców i uczniów liceum nadal uchodzi za ścieżkę „bardziej ambitną”. To droga do matury, studiów, „lepszego życia”.

Ale rzeczywistość zaczyna się zmieniać. Dobre technika oferują dziś konkretne kwalifikacje, a ich absolwenci często szybciej odnajdują się na rynku pracy. Szkoły branżowe – choć wciąż niedoceniane – wracają do łask w świecie, który coraz bardziej potrzebuje fachowców, a nie tylko dyplomów.

Prestiż liceum bywa więc… bardziej kulturowy niż realny.

Ranking jako wyrocznia. Wybór liceum czy wyścig szczurów?

Reklama

Współczesna szkoła średnia coraz częściej przypomina rynek. Są marki, są produkty i są klienci – choć tych ostatnich wciąż nazywamy uczniami. Licea ścigają się o miejsca w rankingach, a rodzice analizują zestawienia z dokładnością godną inwestorów giełdowych. „Top 10”, „najwyższa zdawalność”, „olimpijczycy” – to słowa-klucze, które mają zapewnić poczucie bezpieczeństwa.

Ranking ważniejszy niż człowiek?

Ale ranking, choć użyteczny, nie odpowiada na najważniejsze pytanie: kim stanie się młody człowiek po czterech latach spędzonych w danej szkole?

Bo szkoła to nie tylko wyniki egzaminów. To także atmosfera, relacje, wymagania, sposób traktowania ucznia. To miejsce, w którym człowiek nie tylko się uczy, ale też – a może przede wszystkim – kształtuje.

Presja, która zaczyna się za wcześnie

Niepokoi coś jeszcze. Wybór liceum coraz częściej staje się pierwszym etapem wyścigu, który – jeśli raz się zacznie – trudno zatrzymać. Korepetycje, dodatkowe zajęcia, konkursy, certyfikaty. Dzieci, które jeszcze niedawno bawiły się na podwórku, dziś planują „profil pod studia”.

Czy zatem edukacja ma być ciągiem strategicznych decyzji podejmowanych pod presją punktów i progów? Czy czternastolatek musi już wiedzieć, kim chce być za dziesięć lat?

Między ambicją a tożsamością

Nie chodzi o to, by deprecjonować ambicję. Dobra szkoła, wysoki poziom, wymagający nauczyciele – to wartości, których nie należy lekceważyć. Problem zaczyna się wtedy, gdy ambicja przestaje służyć rozwojowi, a zaczyna go ograniczać.

Bo można trafić do „najlepszego liceum” i przez cztery lata żyć w poczuciu ciągłego niedopasowania. Można też wybrać szkołę mniej prestiżową, ale taką, która pozwala rozwijać pasje, budować relacje i – co najważniejsze – nie zgubić siebie.

Reklama

W tym sensie wybór liceum jest czymś więcej niż decyzją edukacyjną. Jest decyzją o środowisku, w którym młody człowiek będzie dojrzewał.

Szkoła jako wspólnota czy fabryka wyników? Szkoła bez korzeni?

W tle tych rozważań pojawia się pytanie bardziej zasadnicze: czym właściwie ma być szkoła?

Czy miejscem formowania człowieka – jego charakteru, wrażliwości, odpowiedzialności? Czy raczej instytucją produkującą wyniki egzaminacyjne?

W wielu przypadkach odpowiedź zdaje się niepokojąco jednoznaczna. Wynik staje się celem samym w sobie. Uczeń – nośnikiem punktów. Nauczyciel – trenerem przygotowującym do testu.

A przecież edukacja to coś więcej.

To spotkanie z drugim człowiekiem. To odkrywanie świata – także tego, którego nie da się zmierzyć testem. To wreszcie przestrzeń, w której młody człowiek uczy się rozumieć siebie.

Jak więc wybierać?

Może warto odwrócić perspektywę. Zamiast pytać: „które liceum jest najlepsze?”, zapytać: „które liceum będzie dobre dla mnie?”.

To drobna zmiana, ale o poważnych konsekwencjach. Bo nagle okazuje się, że liczy się nie tylko poziom nauczania, ale też klimat szkoły. Nie tylko oferta przedmiotowa, ale też sposób traktowania ucznia. Nie tylko opinia innych, ale własne odczucie. Może warto pójść do szkoły, porozmawiać z uczniami, zobaczyć, jak wygląda zwykły dzień. Może warto posłuchać intuicji, a nie tylko rankingów.

Wybór szkoły często zaczyna się od wizyty na dniu otwartym. Uśmiechnięci uczniowie, dekoracje, prezentacje, nauczyciele w najlepszej formie. Wszystko wygląda idealnie.

Reklama

Ale warto pamiętać: to moment pokazowy. Prawdziwa szkoła zaczyna się później – na zwykłej lekcji, w codzienności, w relacji z nauczycielem.

Dlatego dzień otwarty to dobry początek, ale nie powinien być jedynym źródłem decyzji.

Internet pełen jest rankingów i opinii. Fora uczniowskie, grupy w mediach społecznościowych, komentarze absolwentów.

Problem w tym, że:

• jedni chwalą z entuzjazmem,

• inni krytykują z rozgoryczeniem.

Prawda – jak zwykle – leży pośrodku. Warto czytać, ale jeszcze bardziej warto… pytać konkretnych ludzi.

Najbardziej wiarygodne okazuje się coś, co marketingowcy nazywają „marketingiem szeptanym”. Czyli, m.in.:

• co mówi kolega, który już tam chodzi,

• co mówi starsza siostra,

• co mówią znajomi z osiedla.

To nie jest raport ani ranking – to doświadczenie. A doświadczenie rzadko bywa marketingiem.

Odpowiedzialność dorosłych

W tym wszystkim jest jeszcze jedna kwestia – rola dorosłych. Rodziców, nauczycieli, doradców. To oni często – w dobrej wierze – kierują młodych ludzi na „najlepsze ścieżki”. Problem w tym, że te ścieżki nie zawsze są najlepsze dla konkretnego człowieka. Odpowiedzialność dorosłych polega nie tylko na wskazywaniu kierunku, ale też na pozostawieniu przestrzeni. Na zaufaniu. Na uznaniu, że rozwój nie zawsze przebiega według planu.

Wybór liceum nie musi być pierwszym krokiem w wyścigu. Może być początkiem drogi – niekoniecznie najprostszej, ale własnej.

Między rankingiem a powołaniem istnieje napięcie. Ranking daje bezpieczeństwo, powołanie – sens. Jedno i drugie jest ważne, ale jeśli trzeba wybierać, warto pamiętać, że sens ma dłuższy termin ważności. Bo ostatecznie nie chodzi o to, do jakiego liceum ktoś poszedł. Chodzi o to, kim się stał.

A tego nie da się wpisać w żadną tabelę.

2026-04-17 20:50

Ocena: +45 -2

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Rocznica wyboru Benedykta XVI

[ TEMATY ]

Benedykt XVI

wybór

Grzegorz Gałązka

Był pierwszym Niemcem na papieskim urzędzie od czasów Wiktora II (1055-57). W przeciwieństwie do poprzednika z Polski Jana Pawła II w 1978 roku i swojego następcy Franciszka z Argentyny w 2013 r., wynik konklawe w 2005 roku nie był dużą niespodzianką. Kard. Joseph Ratzinger był uważany za faworyta. Już w czwartym głosowaniu, 19 kwietnia 2005 r., 115 kardynałów wybrało wieloletniego prefekta watykańskiej Kongregacji Nauki Wiary, aby stanął na czele liczącego 1,2 mld wiernych Kościoła katolickiego.

Gdy tylko padło łacińskie imię „Iosephum” z loggi Bazyliki św. Piotra, na placu rozległy się oklaski. Kiedy dalej wybrzmiało nazwisko „Ratzinger” i imię papieża Benedykta XVI, aplauz był jeszcze gorętszy, powiewały flagi, a u wielu na twarzach pojawiły się łzy radości.
CZYTAJ DALEJ

Św. Iwo - mniej znany święty

Iwo Hélory żył w latach 1253 -1303 we Francji, w Bretanii. Urodził się w Kermartin, w pobliżu Tréguier. Po ukończeniu 14. roku życia studiował w Paryżu na Wydziale Sztuk Wyzwolonych, później na Wydziale Prawa Kanonicznego i Teologii, a w Orleanie na Wydziale Prawa Cywilnego.

Po trwających 10 lat studiach powrócił do rodzinnej Bretanii. Do 30. roku życia pozostawał - jako człowiek świecki - na stanowisku oficjała diecezjalnego w Rennes, sprawując w imieniu biskupa funkcje sędziowskie. Zasłynął jako człowiek sprawiedliwy i nieprzekupny, obrońca interesów biedaków, za których nieraz sam opłacał koszty postępowania, a także - jako doskonały mediator w sporach. Później poszedł za głosem powołania i po przyjęciu święceń kapłańskich skupił się na pracy w przydzielonej mu parafii. Biskup powierzył mu niewielką parafię Trédrez, a po roku 1293 nieco większą - Louannec. Iwo od razu zjednał sobie parafian, dając przykład ubóstwa i modlitwy. W czasach, kiedy kapłani obowiązani byli odprawiać Mszę św. tylko w niedziele i święta, Iwo czynił to codziennie, niezależnie od tego, gdzie się znajdował. Często, chcąc pogodzić zwaśnionych, zanim zajął się sprawą jako sędzia, odprawiał w ich intencji Mszę św. - po niej serca skłóconych w jakiś cudowny sposób ulegały przemianie i jednali się bez rozprawy. Nadal chętnie służył wiedzą prawniczą wszystkim potrzebującym, sam żyjąc bardzo skromnie. Był doskonałym kaznodzieją. Iwo Hélory zmarł 19 maja 1303 r. W 1347 r. papież Klemens VI ogłosił go świętym. Jego kult rozpoczął się zaraz po jego śmierci i bardzo szybko rozprzestrzenił się poza granice Bretanii. Kościoły i kaplice jemu dedykowane zbudowano m.in. w Paryżu i w Rzymie. Wiele wydziałów prawa i uniwersytetów obrało go za patrona, m.in. w Nantes, Bazylei, Fryburgu, Wittenberdze, Salamance i Louvain. Został pochowany w Treguier we Francji, które jest odtąd miejscem corocznych pielgrzymek adwokatów w dniu 19 maja. Warto też dodać, że do Polski kult św. Iwona dotarł stosunkowo wcześnie. Już 25 lat po jego kanonizacji, w 1372 r. jeden z kanoników wrocławskiej kolegiaty św. Idziego, Bertold, ze swej pielgrzymki do Tréguier przywiózł relikwie świętego. Umieszczono je w jednym z bocznych ołtarzy kościoła św. Idziego. Również po relikwie św. Iwona pojechał opat Kanoników Regularnych Henricus Gallici. Na jego koszt do budującego się wówczas kościoła Najświętszej Maryi Panny na Piasku dobudowano kaplicę św. Iwona, w której umieszczono ołtarzyk szafkowy z relikwiami. Niestety, nie dotrwały one do naszych czasów, w przeciwieństwie do kultu, który, przerwany na początku XIX wieku, ożył w 1981 r. Od tego czasu w każdą pierwszą sobotę miesiąca w kaplicy św. Iwona zbierają się prawnicy wrocławscy na Mszy św. specjalnie dla nich sprawowanej. Drugim ważnym miejscem kultu św. Iwona w Polsce jest Iwonicz Zdrój, gdzie znajduje się jedyny w Polsce, jak się wydaje, kościół pw. św. Iwona, z przepiękną rzeźbioną w drewnie lipowym statuą Świętego. Warto też wspomnieć o zakładanych w XVII i XVIII wieku bractwach św. Iwona, gromadzących w swych szeregach środowiska prawnicze, a mających przyczynić się do ich odnowy moralnej. Bractwa te istniały przede wszystkim w miastach, gdzie zbierał się Trybunał Koronny: w Piotrkowie Trybunalskim (zał. w 1726 r.) i w Lublinie (1743 r.). W obydwu do dziś zachowały się obrazy przedstawiające Świętego: w Piotrkowie - w kościele Ojców Jezuitów, w Lublinie - w kościele parafialnym pw. Nawrócenia św. Pawła. Istniały też bractwa w Przemyślu (XVII w.), prawdopodobnie w Krakowie (zachował się XVIII-wieczny obraz św. Iwona w zakrystii kościoła Ojców Pijarów), w Warszawie i we Lwowie. W diecezji krakowskiej czczono św. Iwona w Nowym Korczynie (w 1715 r. w kościele Ojców Franciszkanów konsekrowano ołtarz św. Iwona) oraz w Nowym Sączu, w kręgach związanych z Bractwem Przemienienia Pańskiego. Natomiast we Wrocławiu, w kaplicy kościoła pw. Najświętszej Marii Panny na Piasku, znajduje się witraż wyobrażający św. Iwo. Został on ufundowany w 1996 r. przez adwokatów dolnośląskich z okazji 50-lecia tamtejszej adwokatury.
CZYTAJ DALEJ

Oświęcim: powstał SOR, czyli... Specjalny Oddział Różańcowy

2026-05-19 18:56

[ TEMATY ]

modlitwa

Karol Porwich/Niedziela

W parafii św. Maksymiliana Męczennika w Oświęcimiu trwają intensywne przygotowania do uroczystości podniesienia świątyni do rangi sanktuarium, zaplanowanej na 4 października 2026 roku. W centrum tych działań znalazła się inicjatywa SOR - Specjalnego Oddziału Różańcowego, powołanego z inspiracji ks. Kamila Kaczora. Jej celem jest 20-tygodniowa, nieustanna modlitwa różańcowa w intencji dobrego przygotowania parafii i wiernych do tego historycznego wydarzenia.

Jak wspominają inicjatorzy przedsięwzięcia, początkowo pomysł zakładał stworzenie jednej 20-osobowej grupy modlitewnej, która codziennie odmawiałaby jedną dziesiątkę różańca. Szybko jednak okazało się, że inicjatywa przerosła pierwotne założenia - do SOR zgłosiło się ponad 120 osób, od dzieci po seniorów, tworząc rozbudowaną wspólnotę duchowej „osłony” dla przyszłego sanktuarium.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję