Reklama

40 milionów dla Kobiet Gospodarnych i Wyjątkowych

Pani Minister, gdy rozmawiałyśmy w zeszłym roku o wprowadzonych dla KGW rozwiązaniach, podkreślała Pani, że na tym nie koniec, że to dopiero początek. Od kilku dni Koła Gospodyń Wiejskich mają kolejne możliwości. Od kiedy będą one obowiązywały?

Już obowiązują – dokładnie od 30 kwietnia br. Po wprowadzeniu w zeszłym roku po raz pierwszy nowych rozwiązań dla Kobiet Gospodarnych i Wyjątkowych odbyłam niezliczoną liczbę spotkań z Paniami (przed wprowadzeniem, w jego trakcie i po nim). Te zawsze wzruszające spotkania z niezwykle aktywnymi i zaangażowanymi Paniami zaowocowały już na początku roku kolejnymi pomysłami oraz szansami, które odkrywają się przed Kołami. Szybko przygotowałyśmy zakres nowelizacji, którą pod koniec 1. kwartału przyjęły Sejm i Senat, a na początku kwietnia podpisał Pan Prezydent. Dzięki temu kilka tysięcy zarejestrowanych w zeszłym roku Kół otrzymuje zgodnie z obietnicą kolejne możliwości.

Co zyskują dzięki tej nowelizacji nowe i obecne Koła Gospodyń Wiejskich?

Jak zauważyły Panie, z którymi już się spotkałam, pojawia się wiele nowych możliwości. Po pierwsze – wszystkie Koła znów mają możliwość pozyskania od 3 do 5 tys. zł na działalność i rozwój. Dotyczy to zarówno tych Kół, które będą rejestrowały się w tym roku, jak i tych Kół, które zarejestrowały się w ubiegłym roku i wówczas otrzymały dofinansowanie. Jeśli takie Koło wykorzystało otrzymane środki i je rozliczyło, znów może się ubiegać o ich przyznanie. W zeszłym roku przekazaliśmy w ten sposób do Kół ponad 16 mln zł, a w tym mamy przygotowanych 40 mln zł – blisko 3 razy więcej.
Po drugie – Koła Gospodyń Wiejskich będą mogły być zakładane zarówno na terenach sołectw położonych w granicach administracyjnych miast, jak i w miastach do 5000 mieszkańców. Chcę w ten sposób wyrównać szanse w tych miejscach, które na podstawie decyzji administracyjnej zostały włączone w granice miast albo otrzymały prawa miejskie – od dziś nie ma to już znaczenia, w każdej z tych sytuacji KGW zyskuje.
Po trzecie – członkiem KGW będą mogły zostać wszystkie osoby pełnoletnie, bez względu na to, czy zamieszkują na terenie działalności Koła, czy nie. Dzięki temu będziemy mogli być członkinią albo członkiem Koła w innej miejscowości niż ta, w której mieszkamy.
Po czwarte – otrzymane pieniądze będziemy mogły wykorzystać do końca roku – do 31 grudnia 2019, natomiast rozliczenie przyznanej pomocy – do 31 stycznia 2020!

A czy Koła, które otrzymały dofinansowanie pod koniec zeszłego roku, też będą mogły skorzystać z tej pomocy w tym roku?

Tak, jak najbardziej. Mało tego, jeśli np. w zeszłym roku podczas rejestracji mniejsze KGW otrzymały 3000 zł, to w tym roku, jeśli zwiększyły liczbę swoich członków, mogą się ubiegać o wyższe kwoty! Panie, z którymi się spotykam, wskazują, że to bardzo dobre rozwiązanie, ponieważ motywuje to do prężnego i czynnego działania Koła, a także włączania w to działanie kolejnych członkiń. Tak jak wspominałam w ubiegłym roku, moim zamierzeniem jest uruchamianie takich programów co roku, tak aby KGW mogło wspierać się w ten sposób w swoich codziennych działaniach.

Do kiedy należy złożyć wniosek o dofinansowanie?

Jak najszybciej. Wprawdzie termin składania wniosków upływa dopiero 31 października 2019 r., ale musimy pamiętać, że całkowita kwota pomocy została ustalona na 40 mln zł. To bardzo dużo, bo prawie 3 razy tyle, ile przeznaczyliśmy w ubiegłym roku, ale warto się pośpieszyć i zrobić to jak najszybciej.

Czy Pani Minister może nam zdradzić kolejne swoje pomysły dla Kobiet Gospodarnych i Wyjątkowych?

Na wszystkie nie starczyłoby miejsca w tym artykule, ale najważniejsze to zwiększenie udziału KGW w pozyskiwaniu i wykorzystywaniu funduszy europejskich, przygotowanie Karty KGW, uruchomienie Krajowej Rady Kół Gospodyń Wiejskich oraz uruchomienie międzynarodowej platformy współpracy z KGW.

Sercem z KGW
Andżelika Możdżanowska
Ekonomista, przedsiębiorca i polityk. Pełnomocnik Rządu ds. MŚR, posłanka na Sejm RP, sekretarz stanu w Ministerstwie Inwestycji i Rozwoju, patronka rozwiązań dla KG

* * *

Co daje nowelizacja ustawy i rozporządzenia:

• 3-5 tys. zł dla każdego KGW, które już ma lub uzyska osobowość prawną – wpis do Krajowego Rejestru KGW w ARiMR

• 40 mln zł w 2019 r.

Reklama

• środki finansowe można wydatkować do 31 grudnia 2019 r.

• sprawozdanie z wydatkowania środków do 31 stycznia 2020 r.

• w każdym powiatowym biurze ARiMR-u pełnomocnik ds. KGW

Reklama

• KGW także w sołectwach gmin miejskich

• KGW także w miastach do 5 tys. mieszkańców

Zapraszamy do składania wniosków. Decyduje kolejność zgłoszeń

Więcej informacji: www.KobietyGospodarneWyjatkowe.pl

2019-05-15 08:05

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

"Czy my walczymy o każdą Eucharystię? - (2. dzień 40. PPW)

2020-08-04 09:59

Drugi dzień pielgrzymowania na Jasną Górę, rozpoczął się od Mszy św. w Międzynarodowym Sanktuarium św. Jadwigi Śląskiej w Trzebnicy. Przewodniczył jej ks. bp Jacek Kiciński, który także wędruje do tronu Matki Bożej.

Na początku homilii, bp Jacek zaakcentował moment rozpoczęcia Mszy św, na tegorocznej pielgrzymce. - W tym roku każdy rozpoczynamy Eucharystią, wielką tajemnicą wiary - zaznaczył. Nawiązując do tego sakramentu, kaznodzieja wspomniał osobę św. Jana Marii Vianneya, proboszcza z Ars, który umiłował Mszę św.

W homilii położony został akcent na obecność Jezusa Chrystusa. - Jeżeli mamy w sercu Chrystusa Eucharystycznego, to nic nam nie grozi - powiedział bp Jacek.

W dalszej części, nawiązując do proroka Jeremiasza, dodał - Słowo Boże czasem jest bolesne, ale zawsze jest słowem prawdy.

-My musimy sobie postawić pytanie, czy my do końca walczymy o każdą Eucharystię, czy my walczymy o sakrament pokuty i pojednania ? - pytał bp Kiciński, naprowadzając pielgrzymów, aby uzmysłowić im pragnienie sakramentów.

Poruszony został także temat poświęcenia czasu dla Pana Boga i konsekwencji przeniesienia tego na życie rodzinne i relacje z drugim człowiekiem.

- Każde odejście od Boga, jest tak naprawdę odejściem od człowieka, odejściem od wspólnoty - mówił bp Jacek

Brak miłości i przebaczenia może mieć duże konsekwencje w naszych wyborach i relacjach. Doświadczenie Bożego Miłosierdzia jest drogą do przemiany serca. Otrzymać je możemy poprzez sakrament pokuty i pojednania.

- Niech św. Jan Vianneya uczy nas pokuty i pojednania. Niech św. Jadwiga uczy nas miłości, a Maryja Matka nasza niech prowadzi nas do niebieskich bram i otoczy nas płaszczem swojej macierzyńskiej miłości.

CZYTAJ DALEJ

105 lat temu do Warszawy wkroczyły wojska Cesarstwa Niemieckiego

2020-08-05 07:29

[ TEMATY ]

historia

105 lat temu, 5 sierpnia 1915 r., do Warszawy wkroczyły wojska Cesarstwa Niemieckiego. Dzień ten oznaczał koniec rosyjskiego panowania, a jednocześnie początek nowej okupacji. Mieszkańcy miasta z niepewnością spoglądali w przyszłość.

O poranku 5 sierpnia 1915 r. mieszkańców Warszawy zbudził huk, którego miasto nie słyszało w swojej dotychczasowej historii. Wojska rosyjskie w odstępie kilkudziesięciu minut wysadziły wszystkie warszawskie mosty na Wiśle. Pierwszy zniszczony został oddany do użytku dwa lata wcześniej Most im. Cesarza Mikołaja II, nazywany przez warszawian „trzecim mostem” lub „mostem Poniatowskiego” (w 1913 przypadała setna rocznica śmierci księcia Józefa). Godzinę później, tuż po siódmej rano, eksplodowały ładunki wybuchowe na Moście Aleksandryjskim (Kierbedzia). Na koniec wybuchł most kolejowy przy Cytadeli – jedyne tego typu połączenie zachodniej i wschodniej części miasta.

W tym czasie niemal całość sił rosyjskich była już na Pradze. Świadkowie wydarzeń z 5 sierpnia wspominają, że eksplozje obudziły garstkę rosyjskich oficerów, którzy ostatnią noc w Warszawie spędzali w luksusowych hotelach. Prawdopodobnie wpadli w ręce Niemców. Ich obecność była już tylko obiektem żartów warszawskiej ulicy, która zapomniała, że dokładnie rok wcześniej Rosjanie wyruszający na front żegnani byli kwiatami i postrzegano ich jako „naszych”, którzy idą walczyć z niemieckim barbarzyństwem.

Po raz pierwszy od kapitulacji wojsk powstańczych w 1831 r. Warszawa była wolna. Już w nocy z 4 na 5 sierpnia władzę w lewobrzeżnej stolicy przejął Komitet Obywatelski Warszawy pod przewodnictwem księcia Zdzisława Lubomirskiego. Ulice patrolowała Straż Obywatelska. Po głównych arteriach jawnie defilowali członkowie tajnej Polskiej Organizacji Wojskowej. W kontekście brutalności tej wojny może zaskakiwać oburzenie, z jakim „Tygodnik Ilustrowany” informował, że ostatni rosyjski prezydent miasta Aleksander Müller pozostawił Lubomirskiemu środki na zaledwie dwa miesiące funkcjonowania stolicy. Prawdopodobnie dzięki wpływom Lubomirskiego Rosjanie zrezygnowali z zastosowania taktyki spalonej ziemi w pełnej skali. Wbrew planom nie zniszczyli gazowni, elektrowni ani centrali telefonicznych. Ich łupem padało jednak wyposażenie fabryk i ich robotnicy, których tysiące przymusowo ewakuowano na wschód.

Niewielkie straty przyniosły cztery niespokojne dni, które nastąpiły po 5 sierpnia. Rosjanie opuścili tylko lewobrzeżną Warszawę i z Pragi prowadzili ostrzał drugiego brzegu. Pociski wybuchały m.in. na Krakowskim Przedmieściu i placu Zamkowym. Miasto atakowały również rosyjskie samoloty. Mieszkańcy znali już niebezpieczeństwo ataku z powietrza. W minionych miesiącach niemieckie samoloty i sterowce bombardowały strategiczne punkty miasta, m.in. dworce kolejowe oraz Cytadelę.

Wszystkie wspomniane znienawidzone nazwy rosyjskie, nadawane na cześć monarchów mieniących się w swojej tytulaturze „królami Polski”, niemal natychmiast odeszły w niepamięć. W kolejnych miesiącach i latach podobny los miał spotkać inne symbole rosyjskiego panowania – nazwy ulic, pomniki, szyldy, niemal wszystkie prawosławne świątynie i bizantyńską architekturę. Z miasta zniknęły też tysiące jego mieszkańców – wojskowych, urzędników, nauczycieli, profesorów ewakuowanych uczelni i duchownych prawosławnych. „Popłoch między Rosjanami umykającymi na Pragę był tak wielki, że furgony, na których uciekali, nie mogły pomieścić wszystkich zbiegów. Obok dygnitarzy sądowych, częstokroć bez czapek na głowach, sadowili się ich woźni, sołdaci bez broni, żony czynowników z dziećmi. Nierzadko na tych furgonach spostrzegano trzodę chlewną, stosy bochenków razowego chleba, sprzęty domowe, malowidła świętych dźwigane przez popów. Wszystko to przedstawiało groteskowy obraz strwożonej, tchórzliwej gromady, szukającej ratunku w ucieczce przed groźnym, żądnym zemsty i łupów wrogiem” – opisywał publicysta i historyk Aleksander Kraushar w krótkim dziele „Warszawa podczas okupacji niemieckiej 1915–1918. Notatki naocznego świadka”.

Początek okupacji wcale nie przypominał dumnego zajęcia przez zwarte i niepokonane siły armii słynącej z dyscypliny. Około południa przy rogatkach Warszawy pojawiły się pierwsze patrole niemieckie. „Miało się przed sobą gromady niezgrabnych, zgłodniałych, brudnych, w zabłoconych butach i szarawarach żołdaków, którym z oddalenia przypatrywały się liczne rzesze mieszkańców, niepewne losu, jaki miał spotkać zajętą bez walki stolicę” – pisał Kraushar. Niemcy dostrzegając fatalny stan higieny rosyjskich żołnierzy, spodziewali się, że mieszkańcy do spraw czystości przykładają równie niewielką wagę. W pierwszych dniach na murach Warszawy pojawiły się nawet skierowane do niemieckich żołnierzy informacje, w których ostrzegano przed takimi zagrożeniami jak choroby weneryczne. Jak pisał Kraushar, po kilku dniach niemieccy oficerowie „odłożyli szpicruty” i nieco przyjaźniej patrzyli na zajęte miasto i jego mieszkańców. Doceniali także warszawskie restauracje, kawiarnie i domy publiczne.

W ciągu kolejnych trzech lat Niemcy nie wzbudzili zbyt wielkiej sympatii. Dominowały nieufność i dystans. Jednak w przeciwieństwie do wielu zakątków Królestwa Polskiego nie posuwali się do represji wobec ludności cywilnej lub grabieży własności prywatnej. Jednak do ostatnich dni okupacji prowadzili rabunkową politykę gospodarczą.

Warszawa pod rosyjskim panowaniem była miastem bogacącym się i coraz bardziej dostatnim. Pierwsze miesiące wojny wzbogaciły wielu robiących interesy na dostawach dla armii rosyjskiej. Tuż po wkroczeniu wojsk niemieckich przed sklepami pojawiły się kolejki, szalała inflacja i spekulacja cenami podstawowych produktów. Na ulicach przebywało również wielu żebraków, często byłych robotników pozbawionych zatrudnienia. Spadł także ruch uliczny. Nowi okupanci rekwirowali wozy, konie i nieliczne samochody. Ku zadowoleniu mieszkańców rozpoczęli też zacieranie śladów rosyjskiego panowania. Ich łupem padł pozłacany, miedziany dach Soboru św. Aleksandra na placu Saskim. Do jesieni 1917 r. zburzono rosyjskie pomniki – m.in. Iwana Paskiewicza, który stał przed Pałacem Namiestnikowskim, i wyjątkowo znienawidzony pomnik oficerów-lojalistów poległych w Noc Listopadową na placu Jana Henryka Dąbrowskiego (wówczas plac Zielony). Niemcy uważali, że likwidacja carskich monumentów zapewni im sympatię Polaków. Złom z pomników i cerkwi zasilał zaś ich przemysł wojenny.

W 1915 r. w Niemczech ukazała się książka politologa Friedricha Naumanna „Mitteleuropa”. Jej myślą przewodnią było stworzenie wielkiej strefy państw Europy Środkowej uzależnionych gospodarczo i militarnie od zwycięskich państw centralnych. Polska, Ukraina i kraje bałtyckie miały się cieszyć niezależnością kulturową i administracyjną. Koncepcja Naumanna szybko zyskała przychylność niemieckich kręgów politycznych. Szybko zdali sobie sprawę, że przepędzenie Rosjan nie przysporzy im sympatii Polaków i konieczne są kolejne kroki mające przygotować grunt pod powołanie uzależnionego od Berlina i Wiednia państewka polskiego.

Już 15 listopada 1915 r. w obecności niemieckiego gubernatora gen. Hansa von Beselera zainaugurowano rok akademicki na odrodzonym Uniwersytecie Warszawskim. W tym samym roku miejsce Warszawskiego Instytutu Politechnicznego Cesarza Mikołaja II zajęła Politechnika Warszawska. 3 maja 1916 r., w 125. rocznicę uchwalenia Konstytucji 3 maja, ulicami stolicy przeszła gigantyczna manifestacja patriotyczna. Była to pierwsza legalna uroczystość tego rodzaju od upadku Powstania Listopadowego. W sierpniu tego samego roku pod murami Cytadeli odsłonięto kamień i krzyż upamiętniające Romualda Traugutta i pozostałych członków Rządu Narodowego. W teatrach wystawiano dramaty zakazane pod panowaniem rosyjskim. Wielką popularnością cieszyła się m.in. „Noc listopadowa” Stanisława Wyspiańskiego. Każdy spektakl poprzedzało odśpiewanie „Boże, coś Polskę”. W kinach pojawiały się sensacyjne romanse, takie jak „Ochrana warszawska i jej tajemnice”. Warszawianie wykorzystywali te gesty okupantów, ale wciąż patrzyli na nich z ogromną nieufnością. O tej postawie decydowała nie tylko „tradycyjna” niechęć wobec Niemców, ale również przeświadczenie, że ewentualny pokój może oznaczać powrót Rosjan i zemstę na zwolennikach współpracy z Niemcami. Dopiero pod koniec 1917 r. zagrożenie to przestało być realne.

Zaufania nie wzbudzały też pełne obłudy przemówienia niemieckich polityków. W sierpniu 1915 r. kanclerz Rzeszy Theobald von Bethmann Hollweg w przemówieniu przed Reichstagiem powiedział, że okupacja Warszawy zwiastuje początek nowej ery współpracy polsko-niemieckiej. Podkreślał również swój szacunek wobec polskiej walki z rusyfikacją. Tymczasem warszawianie i pozostali mieszkańcy ziem polskich okupowanych przez Niemców mieli w świeżej pamięci zniszczenie Kalisza oraz prześladowania polskich uczniów w zaborze niemieckim.

Nieco lepiej w kontaktach z polskimi elitami radził sobie generał-gubernator warszawski von Beseler. Udało mu się wynegocjować powstanie Tymczasowej Rady Stanu i Rady Regencyjnej w składach reprezentujących stosunkowo duży autorytet społeczny. Wbrew naciskom niemieckiego dowództwa, głównie niechętnych mu Paula von Hindenburga i Ericha Ludendorffa, nie widział jednak większych szans na powołanie polskiej armii, która mogłaby odegrać w tej wojnie jakąkolwiek rolę. W liście do kanclerza Rzeszy stwierdził, że Polacy mogą być jedynie siłą policyjną odciążającą wojsko niemieckie.

Symbolem polsko-niemieckiej nieufności była zorganizowana przez Beselera uroczystość ogłoszenia Aktu 5 listopada na Zamku Królewskim w Warszawie. Niemcy musieli wykonać ogromy wysiłek, aby polska prasa poddana cenzurze pisała o „wskrzeszeniu Polski” z entuzjazmem, a sama koncepcja odbudowy państwa pod skrzydłami Niemiec cieszyła się choćby ograniczonym poparciem polskich elit. Aleksander Kraushar wyraził opinię przytłaczającej większości obserwatorów tej uroczystości – Beseler był postrzegany tylko jako nieco „lepsza wersja” rosyjskich urzędników, którzy wykorzystywali sale Zamku Królewskiego od prawie stu lat. „Ukryta w kącie sali niemiecka orkiestra wojskowa odegrała +Boże, coś Polskę+ i „Jeszcze Polska nie zginęła”. Ogarnęło nas wszystkich dziwne uczucie. Byliśmy świadkami aktu o doniosłym znaczeniu pierwszego kroku w stronę wolności. Przywracano nam część naszej ojcowizny […] jednakże pod czujną strażą, która mogła przemienić się w najgroźniejsze jarzmo, jakie nam nałożono. Cała ta scena, historyczna sala, tłum polskich notabli, aroganckie postaci teutońskich najeźdźców, ukochane pieśni narodowe grane przez niemieckich maruderów – czyż nie był to jakiś koszmar senny” – opisywał jeden z uczestników uroczystości.

Co ciekawe, także w Niemczech Akt 5 listopada, mimo że w krótkiej perspektywie nie niósł istotnych konsekwencji politycznych, wywołał ogromną krytykę i zmasowany atak konserwatywnych polityków na Beselera. Powtarzano, że Niemcy powinni walczyć wyłącznie we własnym interesie, a nie oddawać zdobyte ziemie Polakom. Beseler zdawał sobie sprawę, że jego polityka ustępstw przysparza mu wrogów i nie daje gwarancji powodzenia. „Mój Boże, jak ci ludzie są podejrzliwi! Ale trudno się temu dziwić po stuletniej niewoli” – zapisał, tłumacząc swoje stosunki z polskimi politykami. W prywatnych rozmowach z Polakami dodawał: „Wszyscy jesteście poetami”. Wyrażał w ten sposób swój dystans wobec polskiego romantyzmu i rzekomego braku umiejętności skutecznego zarządzania państwem.

Zimą 1916 r. Niemcy zdobyli się na kolejny symboliczny gest. 1 grudnia do Warszawy wkroczyły Legiony Polskie. Miały to być potwierdzenie realizacji zamiaru powołania armii polskiej i kolejna manifestacja mająca zjednać mieszkańców miasta i całego Królestwa Polskiego do idei współpracy z Niemcami. Mimo że Legioniści byli pierwszą od 85 lat polską formacją wojskową defilującą na ulicach Warszawy, to nie wzbudzili spodziewanego entuzjazmu. Dominowały obojętność lub ostrożne zaciekawienie. „Coś chwytało za gardło i oczy przesłaniało chmurą. Czyli to przeszłość zmartwychwstaje i błyska, aby znów zgasnąć, czyli to zwiastuny wolności, ci nasi spod innego znaku, niegdyś tak potępieni” – zapisała Maria Lubomirska, żona prezydenta stolicy ks. Zdzisława Lubomirskiego.

W roku 1917 uwagę mieszkańców przyciągały kryzys przysięgowy i strajk studentów uczelni warszawskich, którzy domagali się zapewnienia przez władze pełnej autonomii Uniwersytetu i Politechniki. Dla niemal wszystkich głównym celem było jednak przetrwanie. Warunki życia w mieście pogarszały się z każdym miesiącem przybliżającym koniec wojny.

Pokój brzeski z lutego 1918 r., który oddawał część ziem wschodnich Królestwa Polskiego Ukrainie, ostatecznie skompromitował ideę odbudowy państwa w oparciu o porozumienie z Niemcami. Polacy nie zaprzepaścili jednak kolejnych kilku miesięcy i kontynuowali budowę instytucji państwowych . Gdy w listopadzie 1918 r. kończyła się trwająca trzy lata okupacja niemiecka, w Warszawie funkcjonowały polskie szkolnictwo, organizacje polityczne, rząd, sądy, zaczątki administracji państwowej, samorządowej i armii. Postawa zupełnie załamanego Beselera, a także niemal wszystkich zrewoltowanych niemieckich żołnierzy i oficerów, którzy pragnęli tylko powrotu do domów, zadecydowały o niemal bezkrwawym końcu niemieckiego panowania w stolicy. Niewiele ponad dwie dekady później część mieszkańców miasta spodziewała się, że nowa okupacja niemiecka będzie co najwyżej nieco surowsza od tej, której symbolem był generał- gubernator Beseler. Z perspektywy doświadczeń lat I wojny światowej niemiecki terror lat 1939–1944 był jednak niewyobrażalny.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję