Reklama

Ostatni wrzesień w Breslau

2018-09-13 22:43

Agnieszka Bugała

Ze zbiorów portalu www.wroclaw.fotopolska.eu
Wrocławska archikatedra na pocztówce z 1939 r.

Lekceważone sygnały

Tamtego lata wieczory w Breslau zachęcały do długich spacerów po nużącym upale dnia. Mieszkańcy chętnie zajmowali stoliki przy eleganckiej Schweidnitzer Strasse (dziś ul. Świdnicka) i ucinali sobie pogawędki w smugach zachodzącego słońca. Ale nie wszyscy. Od pamiętnej nocy z 9 na 10 listopada 1938 r., nocy mordu Żydów i pożarów synagog, coraz częściej można było trafić na wyraźne napisy: „Für Juden verboten”. Niemcy, rządzone twardą ręką Hitlera, szykowały się do wojny. Widzę groźne objawy bliskiej nowej wojny światowej, która wybuchnąć musi najdalej we wrześniu (pragnie jej Trzecia Rzesza, ale przyczyniają się do tego „demokratyczne” kraje oraz międzynarodowe żydostwo). Widzę całkowitą ruinę i upadek Trzeciej Rzeszy, która nieuchronnie dąży do swojej katastrofy* – notuje 24 czerwca 1939 r. mieszkaniec Breslau, urodzony w 1890 r. w Trzebnicy, Żyd, Walter Tausk, który od 1925 do 1940 r. prowadzi codzienne zapiski nt. sytuacji w mieście. Przedstawia w nich tragiczne losy Żydów w opanowanym przez brunatny reżim Wrocławiu. Siedem woluminów dzienników Tauska ocalało i znajduje się w Bibliotece Uniwersyteckiej we Wrocławiu. Fragmenty ukazały się w 1973 r. jako „Dżuma w mieście Breslau”. Dziś to jeden z niewielu dokumentów opisujących realia tamtych dni.

W 1939 r. Tausk przez kilka miesięcy stara się wyjechać, próbuje opuścić Niemcy – planuje emigrację do Londynu – ale na skutek zamieszania jego dokumenty nie trafiają na czas tam, gdzie powinny i wyjazd przestaje być możliwy.

8 sierpnia notuje, dużymi literami: A NOWA WOJNA JEST JUŻ U DRZWI. Obok wielu innych jej objawów dwa są szczególnie znaczące: od 17 bm. zostaną zarekwirowane wszystkie prywatne samochody osobowe oraz omnibusy, do 25 bm. wszystkie pola i ogródki działkowe należy opróżnić z plonów. Ostatnio nie ma wołowiny, nie ma wieprzowiny, są natomiast tylko przygotowania wojenne, krzątanina o charakterze agresywnym przeciwko Gdańskowi i Polsce.

Reklama

Co będzie z Żydami?

W okolicy Scheitnig (Szczytniki) widok, jak z czasów wojny. Przez Scheitniger Stern (Rondo Reagana) przejechała właśnie kolumna samochodów – pisze w dzienniku pod datą 22 sierpnia 1939 r. inny niemiecki Żyd, Willy Cohn, historyk i nauczyciel, który urodził się w 1888 r. w zasymilowanej rodzinie niemieckich Żydów. Spadkobierca fortuny – jego odważni rodzice przebojem weszli do elity Breslau, w 1902 r. przypieczętowując sukces budową w Rynku domu handlowego – też pisze dziennik. Dziś na murze kamiennicy pod numerem 49 wisi w Rynku tablica wspominająca Cohna, którego staranne zapiski również należą do najważniejszych kronik przedwojennego Wrocławia.

Na Hindenburgplatz (pl. Powstańców Śląskich) nie wolno nam już usiąść – pisze Cohn. Na wszystkich ławkach jest napisane „Für Juden verboten”. Mimo to historyk ocenia kroki podejmowane przez rząd jako Niemiec, nie widzi zagrożenia, jakie decyzje Hitlera ściągają na Europę, ma nadzieję na lokalny wymiar konfliktu. 22 sierpnia pisze o gwałtownym zwrocie w polityce, odnosi się do zawartego paktu między Niemcami i Związkiem Radzieckim. Tak więc Polska będzie musiała się ugiąć pod żądaniami Niemiec. Być może w ten sposób pokój na świecie zrobi jakieś postępy – notuje krótkowzrocznie i naiwnie.

Od około połowy czerwca wszystkie ławki na skwerach i w parkach wrocławskich zaczęto zaopatrywać w szablonowe napisy „ŻYDOM ZAKAZANE” – pisze oburzony Tausk. Ponieważ litery są czarne i umieszczone na środku oparcia – napis ma wymiary 5 x 35 cm –często się zdarza, że tekst bywa nie zauważony. Szczególnie wtedy, gdy ktoś go zasłania, albo kiedy ławka jest brudna i zniszczona. Pechowi Żydzi, którzy przez pomyłkę usiądą na „aryjskiej” ławce (a są nimi głównie starsze panie i krótkowidze), są natychmiast aresztowani.

Ostatni sierpień w niemieckim mieście

Ostatnie dni sierpnia w notatkach Cohna są bardzo niepokojące. Ogłoszono nakaz znoszenia rzeczy osobistych do piwnic: płynów, amoniaku, waty, słodyczy dla dzieci. Szkoły są zamieniane w koszary. Mówi się o wydawaniu kartek na żywność. 28 sierpnia do miasta nie dotarła żadna poczta zamiejscowa i zagraniczna. Cohn ocenia, że przyczyną jest redukcja do minimum ruchu na kolei.

Informacje notowane przez Waltera Tauska są podobne. Pod datą 8 sierpnia pisze: Dzisiaj podano w porannych wiadomościach radiowych, że od jutra wszystkie tutejsze szkoły zostaną zamknięte na okres 5. tygodni i zajęte przez wojsko (80 tys. ludzi). Oprócz tego zapełnia się żołnierzami kwatery prywatne. Już w poprzednim tygodniu wiedziano, że w północnej i wschodniej części Wrocławia wszystkie szkoły podstawowe zostały zajęte przez wojsko, a kwatermistrze udawali się nawet do prywatnych domów. To wszystko są przygotowania do wojny! 20 sierpnia opisuje sytuację: Z mojego wyjazdu za granicę nic już chyba nie będzie, bo według dzisiejszych gazet wojna z Polską wybuchnie na pewno jeszcze w tym tygodniu. I będzie to wojna totalna.

Tausk mieszka przy dzisiejszej ul. Zielińskiego, od początku lipca dzień i noc obserwuje przemarsz wojska. Jeszcze w sierpniu, wciąż niepogodzony z odmową wyjazdu, pisze: A co słychać we Wrocławiu? Na naszej ulicy wyciągano dzisiaj w nocy z łóżek rezerwistów, którzy mieli się zgłosić do wojska dopiero podczas mobilizacji. Na własne oczy widziałem w trakcie krótkiego wieczornego spaceru w bocznych ulicach, na promenadach, ale i na głównych ulicach, pijanych żołnierzy służby czynnej i rezerwistów w grupach po trzech i czterech, wszyscy z zachodnich Niemiec, którzy interesowali się oczywiście każdą „dziewczynką” i wszystkimi ładnymi kobietami spacerującymi bez męskiego towarzystwa. Tausk zanotował też, że w ostatnim tygodniu przed wybuchem wojny odbył się szturm na banki i kasy oszczędnościowe i wprowadzono zakaz sprzedaży wódki.

W ostatnim dniu sierpnia, w czwartek, ewakuowano żydowski szpital. Wyrzucono pacjentki z oddziału ginekologii, zlikwidowano przytułek dla kalek i starców, 380 łóżek stoi wolnych. Taki los spotkał też inne szpitale. Gestapo i wojsko zachowywały się wręcz nieludzko – pisze Tausk. Niemcy usuwali Niemców – z ich domów, szkół, szpitali, z miejsc pracy. Nastroje antysemickie tężeją, podsycane przez Niemców. „Żydzi muszą się wynieść” – notuje Willy Cohn antysemicką uwagę, którą usłyszał przechodząc ulicą. Była powiedziana po niemiecku, do niemieckiego Żyda, w niemieckim mieście…

Ogłaszają nakaz zaciemniania mieszkań. Rodzina Cohnów, która od 1934 r. mieszka przy Opitzstrasse 28 (dziś ul. Żelazna) zakleiła szyby od wewnątrz czarnym papierem i dzięki temu wieczorem odważnie zapalają lampę nad stołem. Ale Willy co wieczór staje pod oknami sprawdzić, czy aby na pewno nic nie widać.

31 sierpnia po południu na wyrzucanych ze szpitali chorych psychicznie, świeżo zoperowanych pacjentów i wszystkich, którzy opuścili zajmowane łóżka, lunął deszcz a przez miasto przetoczyła się gwałtowana burza.

Początek piekła

To był piątek, świtało, gdy 1. września Niemcy uderzyły na Polskę z zachodu, północy i południa. O godz. 4.02 z niemieckiego lotniska Nieder Ellguth leżącego między Wrocławiem a Opolem wystartowały bombowce nurkujące Ju-87B z 4. Floty Powietrznej Luftwaffe. Ich celem był Wieluń. O 4.35 pierwsze bomby spadają na miasto. Historycy są zgodni, że Wieluń nie miał znaczenia militarnego, nalot był sposobem na sianie terroru wśród Polaków. – Zniszczenie Polski jest naszym pierwszym zadaniem. Bądźcie bez litości, bądźcie brutalni – brzmiało polecenie Hitlera. Dzisiaj rano od godziny 4.45 do godziny 7.00 bez przerwy ciągnęły nad miastem na wschód bombowce, myśliwce i inne samoloty. O godzinie wpół do 9 zjawiła się u nas administratorka domu z obwieszczeniem policji nakazującym przygotować się do zaciemniania okien, zadbać o wodę na wypadek nalotu nieprzyjacielskiego, utrzymywać schron przeciwlotniczy w dobrym stanie itd. – notował Tausk. Dziś, około godziny piątej, kilka ciężkich eskadr leciało na dużej wysokości w kierunku Górnego Śląska. Ciągle słychać odgłos silników w powietrzu – notował, niemal identycznie, Willy Cohn.

Począwszy od godziny 10.00 słychać przez głośniki zainstalowane w pobliżu nas JEGO przemówienie transmitowane z Reichstagu. Od lat nic nowego: żaden naród i żaden mąż stanu nie jest tak niewinny, źle rozumiany, zdradzany i oczerniany jak ON i jego „naród”, żaden naród i żaden mąż stanu nie miłuje tak pokoju itd. I głos: gardłowy, rzężący, zachłystujący się, trzęsący, skomlący, modlący, potem znowu rozszalały, żeby ponownie przygasnąć. I wszystkiemu winien jest, oczywiście, Polak… – notował dotknięty do żywego przemówieniami Führera Walter Tausk, Żyd, w niemieckim Breslau.

***

Kilka lat temu widziałam film udostępniony przez niemieckiego dokumentalistę Karla Hoeffkesa pt. „Polarfilm – Farbaufnahmen Breslau 1939”. Prywatny, nakręcony pod koniec lata 1939 r. przez Komendanta Fortyfikacji Wrocławia płk. Edwina Graf von Rothkircha, podczas wojny awansowanego do stopnia generała, na potrzeby domowego archiwum. Bohaterami filmu był chłopiec o imieniu Poldi i jego ojciec, oficer Wehrmachtu. Kolejne kadry pokazywały rodzinę mieszkającą na wrocławskich Krzykach przy Eichendorff Strasse (dzisiaj ul. Sokola), chłopca pędzącego na rowerze wśród zieleni Charlotten Strasse (dziś ul. Krucza), chłopca na łódce kołyszącej się leniwie na Odrze i słońce między wieżami katedry na Ostrowie Tumskim. Nikt niczego nie przeczuwa. Nikt się nie boi. Słońce, jak zawsze, świeci nad dobrymi i złymi zamiarami dobrych i złych ludzi.

Nikt nie wie, że sześć lat później, „kiedy się wypełniły dni”, zniszczone we Wrocławiu budynki obrócą się w 18 milionów metrów sześciennych gruzu. I słońce nie znajdzie już dwóch strzelistych wież katedry w drodze ze wschodu na zachód.

Choć „lato było piękne tego roku…”

*pisownia oryginalna – zarówno Tauska jak i Cohna

Materiały, z których korzystałam:

„Żadnego prawa - nigdzie. Dziennik z Breslau 1933-1941”, Willy Cohn, przeł. Viktor Grotowicz, Wyd. Via Nova, Wrocław 2010.

„Dżuma w mieście Breslau”, Walter Tausk, przekł. Ryszard Kincel, Wyd. Książka i Wiedza, Warszawa 1973 r.

Reklama

Abp Ryś o kard. Dziwiszu: zawsze mogłem na niego liczyć

2019-04-26 14:22

maj / Łódź (KAI)

- Jako krakowski biskup pomocniczy, wiedziałem, że zawsze mogę na niego liczyć, że w każdej sytuacji znajdę w nim oparcie– tak o współpracy z kard. Dziwiszem w Krakowie mówi abp Grzegorz Ryś. Zwraca też uwagę, że kard. Dziwisz jest nieocenionym źródłem wiedzy o Janie Pawle II i jak nikt inny potrafi mówić o tym, jaki był i jak przeżywał wiarę. Jutro, 27 kwietnia, kard. Stanisław Dziwisz kończy 80 lat.

BP KEP

- Ten rodzaj wiedzy, jaki Ksiądz Kardynał ma o Ojcu Świętym Janie Pawle II jest jakimś niezwykłym bogactwem. 40 lat spędzili ze sobą. Kard. Dziwisz potrafi, jak nikt inny, pokazywać papieża jako osobę, od strony jego prywatnie przeżywanej wiary, modlitwy osobistej – zwraca uwagę abp Ryś.

W tym kontekście wspomina, że to, co ze świadectw kard. Dziwisza najbardziej zapadło mu w pamięć to relacja, że Jan Paweł II przez całe życie nie opuścił Godziny Świętej, czyli, że w każdy czwartkowy wieczór spędzał godzinę na modlitwie myślnej przy Panu Jezusie.

Metropolita łódzki wyraża nadzieję, że kard. Dziwisz jeśli chodzi o wspomnienia o Janie Pawle II nie powiedział jeszcze ostatniego słowa. Przypomniał o oczekiwanej, obiecanej przez niego publikacji Dzienników 27 lat pontyfikatu.

Apb. Ryś wspomina też kard. Dziwisza jako jego współpracownik – mianowany przez niego na rektora seminarium w Krakowie a następnie z jego inicjatywy – na biskupa pomocniczego krakowskiego.

- „Wierność Księdza Kardynała” – to pierwsze słowa, które przychodzą mi na myśl na opisanie tej współpracy. Miałem pewność, że zawsze mogę na niego liczyć, ze zawsze znajdę w nim oparcie. To dla biskupa pomocniczego, zwłaszcza początkującego – jest niesłychanie ważne – mówi abp Ryś.

- Robiliśmy w Krakowie różne rzeczy. Nie wszystkie były jakoś powszechnie akceptowane, jak np. Echo Asyżu, mocno krytykowane przez wielu publicystów katolickich. – Wielu z nich „harcowało” wtedy po mnie. Pamiętam wtedy taką wypowiedź Księdza Kardynała: „proszę nie harcować po biskupie Rysiu. Ja jestem biskupem w Krakowie i to ja jestem patronem Echa Asyżu. Beze mnie to się nie dzieje” – wspomina abp Ryś.

- Tak było zawsze. Jako biskup miałem ogromne poczucie oparcia o biskupa diecezji . Co nie oznacza, że nie było między nami jakichś różnic zdań, czy nawet czasami sporów. Tym bardziej budzi mój ogromny szacunek, że przy tych różnicach mieliśmy absolutne poczucie wspólnej pracy i jedności w działaniu. A ja miałem poczucie takiego oparcia, jakiego każdemu życzę – podkreśla metropolita łódzki.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Papież: Biblia jest żywym Słowem, chce być między ludźmi

2019-04-26 16:50

vaticannews.va / Watykan (KAI)

Biblia nie jest pięknym zbiorem świętych ksiąg do studiowania, jest Słowem do zasiewu, darem, który Zmartwychwstały prosi, aby wziąć i dzielić się nim, by w Jego imię rodziło się życie. Słowa te papież skierował do uczestników międzynarodowego kongresu Katolickiej Federacji Biblijnej. Wygłoszone przemówienie oparł o temat: „Biblia i życie”.

Grzegorz Gałązka

Franciszek przypomniał, że dla Kościoła zastrzykiem ożywiającym jest Słowo. Stąd wielkie znaczenie głoszonych homilii, które nie mogą być retorycznym ćwiczeniem, ani mądrym zbiorem różnych teorii. Słowo Boże powinno bowiem dotykać serca i być głoszone z entuzjazmem oraz namaszczeniem.

„Byłoby piękną rzeczą zobaczyć, jak rozkwita nowy czas większej miłości do Pisma Świętego wszystkich członków Ludu Bożego, tak, aby pogłębiała się relacja z osobą Jezusa. Byłoby czymś pięknym, gdyby Słowo Boże było coraz bardziej obecne w sercu każdej działalności Kościoła; sercu bijącym, które ożywia członki Ciała – apelował Ojciec Święty. - Jest pragnieniem Ducha Świętego, aby uformować nas jako Kościół na kształt Słowa: Kościół, który nie mówi do siebie ani o sobie, ale który ma w sercu oraz na ustach Pana i każdego dnia czerpie z Jego Słowa. Natomiast ciągłą pokusą jest głoszenie samych siebie i mówienie o naszym działaniu, ale tak nie daje się światu życia”.

Papież wskazał, że Słowo Boże, które ożywia jednocześnie wzywa, aby zapominać o sobie, a głosić Pana. Dlatego jest jak szpada, która wchodząc w głąb pozwala rozeznać myśli i uczucia, prowadzi do prawdy, czasami rani, aby potem uleczyć.

„Słowo Boże ożywia, ofiarując konkretne dary życia. Nie pozostawia obojętnymi, ale zachęca do dyskusji. Kościół, który żyje słuchając Słowa nigdy nie zabiega o własne bezpieczeństwo. Jest otwarty na nieprzewidywalne nowości Ducha – stwierdził Franciszek. - Nie męczy się głoszeniem, nie poddaje się rozczarowaniom, nie męczy się w promowaniu na każdym poziomie komunii, ponieważ Słowo wzywa do jedności i zaprasza każdego do słuchania drugiej osoby, przezwyciężając partykularyzmy. (...) Nie zabezpiecza wygodnego komfortu, gdyż jest ogniem i wiatrem: jest Duchem, który zapala serce i otwiera horyzonty, poszerzone o Jego kreatywność”.

Na zakończenie Franciszek zachęcił uczestników kongresu do modlitwy i zaangażowania, aby Biblia nie była tylko książką w bibliotece, wśród wielu innych, które ją przybliżają, ale szła ulicami w świat i przebywała tam, gdzie mieszkają ludzie.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem