Reklama

Biblijnie o Eucharystii

2019-05-14 15:39

Agnieszka Bugała

Agnieszka Bugała

Sprawdziliśmy – w Tygodniu Biblijnym propozycji dla fascynatów Słowem Bożym było w archidiecezji niewiele. Nasza redakcja wybrała spotkanie w Smolcu. Tam, 10 maja, w parafii p.w. Narodzenia NMP – na zaproszenie Klubu Książki Chrześcijańskiej „Siloe” i działającego od sześciu lat Kręgu Biblijnego – odbyło się spotkanie z biblistą ks. prof. Mariuszem Rosikiem. Wzięli w nim udział nie tylko mieszkańcy Smolca, ale też proboszcz parafii ks. Waldemar Kontek i wikariusz - ks. Grzegorz Pazdro.

Wrocławski biblista jest częstym gościem parafii. – Zapraszamy go chętnie, bo chcemy pogłębiać wiedzę na temat Pisma świętego i Ziemi Świętej – mówią przed spotkaniem.

Duża grupa parafian bierze też udział w pielgrzymkach do Izraela i Jordanii, których przewodnikiem jest ks. Rosik. W spotkaniu zaplanowanym w Tygodniu Biblijnym w wypełnionej po brzegi sali parafialnej wsłuchiwano się w rozważania na temat Eucharystii.

Reklama

Ksiądz podzielił wykład na trzy części. Najpierw przedstawił biblijne zapowiedzi Eucharystii, później omówił ustanowienie a na końcu skupił się na jej znaczeniu. W prawie godzinnej refleksji nie zabrakło odniesień do konkretnych miejsc opisywanych na kartach Biblii – poza porcją wiedzy teologicznej słuchacze otrzymali też kompendium wiedzy na temat historii i geografii biblijnej.

Spotkanie rozpoczęła opowieść o irlandzkiej klarysce siostrze Briege McKenna, która najpierw doświadczyła ataku nieuleczalnej choroby, a później przeżyła cud uzdrowienia i wstała z wózka inwalidzkiego. Cud dokonał się w czasie modlitwy ekumenicznej.

- Miałem okazję ją poznać, gdy kilka lat temu pojawiła się w Polsce, by głosić rekolekcje dla kapłanów – mówił ks. Rosik. - Uzdrowienie fizyczne siostry było całkowite. Zapalenie stawów nigdy nie powróciło. Paradoksalnie, Briege cieszyła się zdrowiem ciała, ale bardziej fascynowało ją to, co dokonało się w jej sercu – mówił. Opowiedział też o innym doświadczeniu działania Boga obecnego w Eucharystii. Znana jest historia Briege z pobytu w Meksyku, gdy przed Mszą św. jakaś kobieta składa przed ołtarzem zawinięte w chusty dziecko z rozległymi ranami po oparzeniu. W czasie Mszy św. dokonuje się cud całkowitego uzdrowienia i po jej zakończeniu dziecko biega z rówieśnikami nie budząc żadnej sensacji – ludzie wiedzą i wierzą, że Eucharystia uzdrawia.

Ks. Rosik podkreślał, że w Bożym planie Eucharystia była obecna od zawsze.

- Zanim Bóg podarował Kościołowi Eucharystię z ogromną pieczołowitością przygotowywał ludzi do przyjęcia tego daru i czynił to przez wieki. Za pierwszą zapowiedź Eucharystii należy uznać dar manny, którą Izraelici otrzymali podczas swej wędrówki przez pustynię do Ziemi Obiecanej po wyjściu z Egiptu. Był to najprawdopodobniej XIII wiek przed Chrystusem.

- Sam termin „manna” – tłumaczył – pochodzi od hebrajskiego pytania man-hu? , czyli „co to jest?”, które Izraelici zadawali sobie, gdy po raz pierwszy zobaczyli tę jadalną roślinę. Co więcej, jeśli dołączyć do tej zapowiedzi tradycję mówiącą o tym, że Bóg karmił Izraelitów przepiórkami, to staje się jasne, że podczas wyjścia dał On swemu narodowi chleb z nieba i mięso z nieba. To dokładna zapowiedź chleba, który stał się Ciałem Chrystusa. Jak Izraelici karmili się manną po wyjściu z Egiptu, a przed zdobyciem Ziemi Obiecanej, tak chrześcijanie karmią się Eucharystią po przyjściu Mesjasza – nowego Mojżesza, a przed osiągnięciem chwały nieba.

- Bardziej bezpośrednie zapowiedzi Eucharystii zapisano na kartach Nowego Testamentu – tłumaczył biblista. W pierwszej kolejności należy za nie uznać cuda rozmnożenia chleba. Skąd o tym wiemy? Z Jezusowej lekcji gramatyki, bo ona w tym opisie jest niezwykle ważna. Opowiadanie o nakarmieniu tysięcy na pustkowiu i o ustanowieniu Eucharystii zawiera tę samą sekwencję czasowników: „A wziąwszy siedem chlebów, odmówił dziękczynienie, połamał i dawał uczniom, aby je rozdzielali”. Jezusowe gesty nad chlebem dokonane później w Wieczerniku opisane zostały przez Łukasza przez ciąg tych samych słów: wziąć – czynić dzięki – łamać – dawać. Ich następstwo zapewne odzwierciedla praktykę liturgiczną pierwotnego Kościoła – mówił ks. Rosik. Jezus – poprzez rozmnożenie chleba – świadomie przygotowywał uczniów na dar Eucharystii.

Obszerny fragment wykładu stanowiła analiza zapowiedzi Eucharystii w Ewangelii św. Jana. Włączono ją do mowy eucharystycznej, którą Jezus wygłosił w Kafarnaum: „Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Jeżeli nie będziecie spożywali Ciała Syna Człowieczego i nie będziecie pili Krwi Jego, nie będziecie mieli życia w sobie”.

- Dla Żydów, którzy słuchali Jezusa, słowa te okazały się gorszące, stały w jawnej sprzeczności z zakazem zapisanym w Prawie: „Nie wolno wam tylko jeść mięsa z krwią życia”. Tę samą myśl zawiera zakaz zapisany w tradycji kapłańskiej: „Nikt z was nie będzie spożywał krwi”. Właśnie dlatego wielu z uczniów Jezusa odeszło wówczas od Niego. Święty Jan w swojej Ewangelii często stosuje zabieg literacki, który bibliści nazwali metodologicznym nieporozumieniem – mówił ks. Rosik. – Polega on na tym, że w narracji Jezus jest ukazywany jako nierozumiany przez swoich rozmówców, a ten brak zrozumienia buduje napięcie, które Jezus rozładowuje, wyjaśniając trudną kwestię. Tak było w Kanie Galilejskiej. Jezus wydaje się nie rozumieć Maryi. Podobnie przebiegała rozmowa z Nikodemem, który zdziwiony pyta Jezusa: „Jakżeż może się człowiek narodzić, będąc starcem? Czyż może powtórnie wejść do łona swej matki i narodzić się?” Nie rozumie Jezusa także Samarytanka, gdy słyszy o wodzie żywej. Jezus jednak za każdym razem wyjaśnia swoje słowa i napięcie znika. Dzieje się tak poza jednym wypadkiem – nauczaniem o chlebie życia. Jezus nie tylko nie łagodzi sytuacji, ale niemal prowokuje słuchaczy, używając słów sarks i fagein. Sarks oznacza nie tylko „ciało”, ale także „mięso”, fagein natomiast to nie zwykłe „jeść”, ale raczej „gryźć”, „przeżuwać”. I to właśnie doskonale rozumieli to pierwsi słuchacze Jezusa – mówił biblista. – Odczytali Jego zapowiedź dosłownie, a nie symbolicznie. Właśnie dlatego zaczęli odchodzić. Oczywiste jest, że gdyby Jezus nie miał na myśli rzeczywistej obecności swego Ciała w chlebie eucharystycznym, a Krwi w przemienionym winie, zatrzymałby odchodzących. On jednak nie tylko nie zatrzymał zgorszonych, choć doskonale rozumiejących Jego słowa Żydów, ale w mowie eucharystycznej aż pięć razy podkreślił, że Jego Ciało jest prawdziwym pokarmem, a Krew prawdziwym napojem – mówił.

Kolejna część wykładu dotyczyła wieczerzy paschalnej, która miała bardzo jasno określony przebieg i formę w żydowskiej tradycji. Biblista poprowadził słuchaczy przez kolejne etapy wieczerzy. Ważnym punktem był komentarz do kolejnych kielichów wychylanych w czasie celebracji.

– Wieczerzę rozpoczyna się modlitwą, którą Żydzi nazywają kiduszem – mówił ks. Rosik. Jej celem jest wprowadzenie do posiłku. Po odmówieniu wychyla się pierwszy kielich wina, zwany kielichem uświęcenia. Później następuje tak zwana hagada paschalna, opowiadanie o tym, dlaczego ta noc jest taka ważna. Jeden z najmłodszych uczestników uczty pyta o znaczenie celebracji a ojciec rodziny snuje refleksję o wyjściu Izraelitów z Egiptu. Niezwykle ważne jest to, aby opowiadanie przybrało formę świadectwa. Oznacza to, że każdy z zasiadających przy stole winien poczuć się uczestnikiem opowiadanych wydarzeń. Hagada dotyczy wydarzeń, które dopiero co miały miejsce, jakby właśnie zakończyły się w chwili obecnej. Wygłaszający ją może powiedzieć: „Ta noc jest taka ważna, bo dzisiaj Bóg wyprowadził nas z Egiptu, dzisiaj przeszliśmy przez Morze Czerwone, dziś Pan przeprowadził nas przez pustynię i dziś weszliśmy do Kanaanu”. Po hagadzie wychyla się drugi kielich wina, zwany kielichem proklamacji i rozpoczyna się spożycie przygotowanych pokarmów. Wiemy, że tym najważniejszym pokarmem w czasie uczty paschalnej był baranek, ale zwróćmy uwagę, że żaden z ewangelistów nie wspomina o tym, by w czasie Ostatniej Wieczerzy Jezus z apostołami go spożywał – mówił. - Z dużym prawdopodobieństwem baranina była jednym z pokarmów, jednak ewangeliści pisali o ustanowieniu Eucharystii już po zmartwychwstaniu Jezusa, kiedy zdali sobie sprawę, że przecież to On sam jest barankiem paschalnym. Na uczcie paschalnej Jezusa to On był Barankiem, który miał zostać ukrzyżowany. Właśnie dlatego ani ewangeliści, ani Paweł Apostoł nie wspominają o spożyciu mięsa baranka, mówią natomiast o spożyciu przaśnego chleba. To właśnie wtedy Jezus wziął do rąk przaśny chleb, zwany macą, mówiąc: „Bierzcie i jedzcie. To jest ciało Moje”. Chwilę później Jezus wziął do ręki trzeci kielich, zwany „kielichem dziękczynienia”, bądź „błogosławieństwa”. Gdy apostołowie wychylili trzeci kielich, Jezus wezwał ich słowami: „To czyńcie na Moją pamiątkę”. To niezwykle istotny moment, który bardzo wpływa na nasze rozumienie Eucharystii. Trzeba się przez chwilę zastanowić nad znaczeniem słowa „pamiątka” – wyjaśnił biblista.

W języku hebrajskim dosłownie przetłumaczony termin zikkaron należałoby oddać rzeczownikiem „uobecnienie”. „Pamiątka” odsyła nas do dawnych wydarzeń, „uobecnienie” czyni obecnym tu i teraz to, co wydarzyło się w historii.

- Uczestnicząc w Eucharystii, włączamy się w ponadczasowość Boga, dla którego czas nie istnieje. W mentalności żydowskiej pamiętać o jakimś wydarzeniu to przenieść je myślą z przeszłości do chwili obecnej. Sprawić, że to, co stało się dawniej, jest żywo obecne hic et nunc, tu i teraz. Właśnie dlatego Żydzi, spożywając dziś wieczerzę paschalną i upamiętniając wyjście z Egiptu sprzed ponad trzech tysięcy lat, mówią w hagadzie: dziś – mówił ks. Rosik.

Intrygującą częścią wykładu było rozważanie na temat czwartego kielicha wieczerzy paschalnej. Biblista przytoczył różne interpretacje wśród teologów na temat słów Jezusa i ich rzeczywistego znaczenia.

- Po wychyleniu trzeciego kielicha wina przychodzi czas na śpiew psalmów Hallelu. Ewangeliści poświadczają, że Jezus odśpiewał je z apostołami. Na zakończenie natomiast należało wypić czwarty, ostatni kielich wina, zwany kielichem chwały. Był to integralny element uczty paschalnej, znak jej zakończenia – i tego Jezus nie zrobił w Wieczerniku – stwierdził ks. Rosik.

Gdy wieczerza doszła do końca, Jezus mówi tak: „Odtąd nie będę już pił z tego owocu winnego krzewu aż do owego dnia, kiedy pić go będę z wami nowy, w królestwie Ojca mojego”. Dlaczego tak się stało?

- Jezus przerwał wieczerzę paschalną, by dokończyć ją w królestwie Ojca – mówił ks. Rosik. - Ostatnia wieczerza rozpoczęła się w Wieczerniku i wciąż trwa. Rozgrywa się codziennie na ołtarzach świata, a ukończona zostanie dopiero wtedy, gdy Jezus w królestwie Ojca wychyli z tymi, którzy w Niego wierzą, czwarty, kończący ucztę paschalną kielich wina – wyjaśnił w wykładzie. - Umierając, Jezus wychyla swój trzeci kielich i czyni to zawsze, gdziekolwiek na świecie sprawowana jest Eucharystia. Dokończy rytuał wtedy, gdy razem ze wszystkimi zbawionymi zasiądzie do uczty mesjańskiej w królestwie niebieskim. Po swoim zmartwychwstaniu Jezus odszedł do nieba. Tam wciąż pije swój czwarty kielich Ostatniej Wieczerzy, która była ucztą paschalną. To tam kończy się Jego pascha – po przejściu do domu Ojca – mówił w podsumowaniu.

Spotkanie w Smolcu zakończyły pytania uczestników i podpisywanie publikacji książkowych autora, które dzięki Klubowi „Siloe” mogli kupić biorący udział w wykładzie.

Reklama

Św. Ojciec Pio – czciciel Maryi

2018-05-09 10:18

Biuro Prasowe Zakonu Braci Mniejszych Kapucynów Prowincja Krakowska
Niedziela Ogólnopolska 19/2018, str. 8-9

Synowskie oddanie św. Ojca Pio Matce Bożej jest znane. Święty Stygmatyk już w dzieciństwie codziennie odwiedzał „Matkę Bożej Wolności”, Patronkę Pietrelciny – miasta jego urodzenia. Tkliwą pamięć o Matce Bożej pielęgnował aż do czasu swojego odejścia do domu Ojca. 23 września 2018 r. przypada 50. rocznica jego śmierci

Biuro Prasowe OFMCap-Krka
Ojciec Pio miał swoje osobiste, pełne czułości zwroty, którymi odnosił się do swojej „Mateczki”, „Mateńki”, „Kochanej Matki”, „Pięknej Matki”, „Najbardziej Świętej Matki”

Ojciec Pio miał swoje osobiste, pełne czułości zwroty, którymi odnosił się do swojej „Mateczki” , „Mateńki”, „Kochanej Matki”, „Pięknej Matki”, „Najbardziej Świętej Matki”. Wspaniałym przykładem przeżywania bliskiej zażyłości z Matką Bożą jest ekstaza 30 listopada 1911 r., zanotowana przez o. Agostino, w której św. Ojciec Pio zwraca się do niebieskiej Matki: „Twoje oczy są wspanialsze od słońca..., jesteś piękna, kochana Matko, jestem dumny, że Cię kocham..., a więc pomóż mi...”. Nieco później w tym samym uniesieniu duchowym dodaje: „Och, jesteś piękna... śmiejesz się? Nie szkodzi... Jesteś piękna!...”.

Miłość do Maryi – drogowskaz, siła i lek

Być może trudno nam sobie wyobrazić śmiejącą się Matkę Bożą, lecz Jej uśmiech był wyrazem szczęścia i radości ze spotkania z kochającym synem. Jak wielka to była miłość i jakże pokorna, świadczą słowa świętego: „Chciałbym kochać Maryję tak, jak na to zasługuje. Pamiętajmy jednak i o tym, że wszyscy święci i Aniołowie razem wzięci nie potrafią godnie kochać i czcić Matki Bożej”.

Miłość Ojca Pio do Maryi naznaczyła jego duchowość – zarówno kapłańską, jak i zakonną, była wtopiona w całe życie świętego, była jego drogowskazem, siłą, radością, wsparciem, lekiem i uzdrowieniem w chorobie, a także Towarzyszką w umieraniu. Św. Ojciec Pio zachęcał wszystkich, aby podążali za Matką Kościoła, dlatego radził: „Niech Najświętsza Dziewica, która była pierwsza w zachowaniu Ewangelii w całej jej doskonałości i w całej jej surowości, zanim została napisana, otrzyma dla nas tę łaskę i pobudzi nas, abyśmy chodzili w Jej bezpośredniej bliskości. Musimy czynić wielki wysiłek, aby naśladować niezmiennie tę błogosławioną Matkę, aby iść blisko Niej, od czasu gdy nie ma innej drogi życia, z wyjątkiem drogi, którą szła nasza Matka. Nie odmawiajmy przyjęcia tej drogi my, którzy chcemy dojść do jej końca”.

Biuro Prasowe OFMCap-Krka

Miłosierdzie dla dusz czyśćcowych

Doświadczenia bliskości Maryi i zażyłości z Nią znajdujemy w świadectwach spisanych przez współbraci Ojca Pio z Zakonu Braci Mniejszych Kapucynów. Brat Carmelo da San Giovanni in Galdo wspominał: „Podczas wieczornego oficjum, gdy czytał modlitwę do Matki Bożej, wzruszał się do łez. Tego wieczoru jego głos, w czasie przerywanej wciąż modlitwy, był niezwykły. Był tak wyraźnie poruszony, że z trudem kontynuował modlitwę, a jego wzruszenie udzieliło się obecnym na uroczystości. Na nic się zdały jego starania, by rzekomymi atakami kaszlu ukryć swoją żarliwą miłość do Matki Bożej, która wiele razy, jak twierdził, «ratowała go od piekła, na które zasługiwał».

Wieczorem 15 lipca 1959 r. św. Ojciec Pio był chory i znajdował się w swojej celi klasztornej, podczas gdy w kościele zgromadzili się jego synowie i córki duchowe. Przemówił do nich przez megafon: «Pamiętajmy o tym, że jutro jest święto Matki Bożej Szkaplerznej, będącej szczególną opiekunką dusz czyśćcowych. Polecajmy tej drogiej Matce święte dusze w czyśćcu. Któż z nas nie ma tam swoich bliskich i kto wie, jak wielu z nich cierpi tam może – a nawet z pewnością – także przez nas... Prośmy Mamę, aby przyszła im z pomocą, łagodząc ich cierpienia i chłodząc dręczący ich płomień. Jeżeli my będziemy miłosierni w stosunku do nich, jeżeli – nie daj Bóg! – i my będziemy musieli pójść do czyśćca, Pan Bóg sprawi, iż pojawią się inni, którzy pomogą z kolei nam»”.

Matka, która nigdy nie opuszcza

Jest wiele opowieści, w których widzimy potęgę orędownictwa Matki Bożej oraz powierzania Jej macierzyńskiej opiece wszystkich proszących Ojca Pio o wstawiennictwo. Święty Stygmatyk zawsze pukał do Serca Maryi, aby otrzymać łaskę, o którą prosił. Zwykle też odpowiadał tym, którzy prosili go o modlitwę: „Będę prosić Matkę Bożą” i zachęcał: „Módlmy się żarliwie, zgodnie i ufnie, cierpliwie czekając, aby Pan Bóg i Najświętsza Panna, Jego Matka, odpowiedzieli na nasze modlitwy (...). Bądźmy wierni i wytrwali, a Najświętsza Panienka nie będzie mogła pozostać głucha na modlitwy swoich dzieci (...). Jeśli wytrwamy, to Matka nie pozostanie nieczuła na nasze lamenty”.

Doświadczenie orędownictwa Matki Bożej starał się przekazywać wszystkim, którzy stali się jego duchowymi synami i córkami. Do Józefiny Morgery napisał: „Pamiętaj, że oprócz tego nieodłącznego towarzysza jest również Ta, która kształtuje całą radość naszego serca. Jest Maryja, Matka Jezusa i Matka nasza. Pan Bóg dobroci zechciał dać nam – w porządku duchowym – tak bardzo czułą Matkę, która ciągle czuwa nad naszym zbawieniem. Tak, moja dobra Córko, rozszerzaj coraz bardziej Twe serce na zaufanie tej najukochańszej Matce, która służy nam nie tylko jako więź zjednoczenia z Panem Bogiem, jako więź dobroci, ale także jeszcze jako Pośredniczka, która stała się jakby Środkiem obrony przed wrogami naszego zbawienia. Odwagi więc i ciągle do przodu, ponieważ jeśli wróg nie śpi, aby nas zgubić, to ta błogosławiona Matka nie opuszcza nas ani na moment”.

Święty od Różańców

We fragmencie dziennika z 1929 r. św. Ojciec Pio wymienia swoje codzienne pacierze. W zapisie o medytacjach i nowennach jest także taka notatka: „Codziennie nie mniej niż całych pięć Różańców”. Św. Ojciec Pio wyrażał swoją wielką, czułą miłość do Matki Bożej przez odmawianie Różańca. Z różańcem w dłoniach i z imieniem Maryi na ustach odszedł po wiekuistą nagrodę. Był określany jako „żyjący różaniec”, to znaczy, że każdy dzień jego życia oplatało niekończące się odmawianie „Zdrowaś Maryjo”. Na pytanie swego przełożonego, ile Różańców odmówił w ciągu dnia, odpowiedział: „Muszę powiedzieć prawdę mojemu superiorowi. Odmówiłem mniej więcej trzydzieści; raczej więcej”.

Ktoś zwrócił się do świętego z prośbą: „Ojcze, daj nam jakąś radę, podaj wskazania”. Św. Ojciec Pio odpowiedział: „Kochajcie Maryję i starajcie się, by Ją kochano. Odmawiajcie zawsze Jej Różaniec i czyńcie dobro. Dzięki tej modlitwie szatan spudłuje swe ataki i będzie pokonany, i to zawsze. Jest to modlitwa do Tej, która odnosi triumf nad wszystkim i nad wszystkimi”.

Dwa dni przed śmiercią św. Ojciec Pio powtórzył jeszcze raz tę myśl: „Kochajcie Matkę Najświętszą; czyńcie wszystko, by Ją kochano. Odmawiajcie Różaniec, odmawiajcie go zawsze, róbcie to tak często, jak tylko to jest możliwe”.

Ojciec Pio podjął zaproszenie Pana Jezusa, by być człowiekiem nieustannej modlitwy, dlatego jego Różaniec nigdy nie ustawał. Święty od Różańców, święty naznaczony stygmatami, święty od cudów, święty naszych czasów, święty przez krew, święty, dla którego Msza św. była największym przeżyciem: oto Ojciec Pio.

To dlatego posiał Różaniec w sercach swoich dzieci duchowych, a tym, którzy go dziś szukają, ukazuje się z różańcem w ręku. Takiego zapamiętali go najbliżsi: siedzącego w chórze zakonnym naprzeciw mozaiki głównego ołtarza sanktuarium, niezmiennie z różańcem w ręku; lekko się kołysząc, przesuwał jego paciorki palcami. Jeśli zaś chodzi o czas potrzebny do odmówienia tylu Różańców dziennie, to odpowiedź jest prosta. Ojciec Pio nieraz się zwierzał, że może wykonywać trzy czynności naraz: modlić się, spowiadać i odbywać podróże.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

15 tysięcy żołnierzy modliło się w Lourdes o pokój na świecie!

2019-05-25 21:12

Agata Pieszko

Zakończyła się 61. Międzynarodowa Pielgrzymka Wojskowa do Lourdes, podczas której 15 tysięcy żołnierzy modliło się o pokój na świecie. Pielgrzymka trwała od 17 do 19 maja, jednak grupa polskich żołnierzy, licząca 180 osób, rozpoczęła swoją podróż już 12 maja. Wśród pielgrzymów z Polski znalazła się 30-osobowa reprezentacja podchorążych z Duszpasterstwa Akademickiego „Nieśmiertelni” Akademii Wojsk Lądowych na czele z kapelanem ks. kpt. Maksymilianem Jezierskim. Żołnierze z Wrocławia połączyli się z resztą pielgrzymów w koszarach 23 Śląskiego Pułku Artylerii w Bolesławcu, skąd wyruszyli autokarem w stronę Lourdes.

Archiwum DA Nieśmiertelni

Hasem tegorocznej 61. Międzynarodowej Pielgrzymki Wojskowej były słowa „Szukaj pokoju i dąż do niego” (Ps 34, 15), przypominające o darze zgody jako bożym błogosławieństwie.

– Celem pielgrzymki była modlitwa o pokój na świecie. W tej niezwykłej modlitwie wzięło udział ok. 15 tys. żołnierzy z całego świata. Oprócz fenomenalnych duchowych przeżyć doświadczyliśmy niezapomnianej przygody związanej z poznaniem żołnierzy z innych krajów. Mogliśmy zwiedzić także wiele ciekawych miejsc. Wróciliśmy do Wrocławia umocnieni w wierze oraz z pogłębioną świadomością odpowiedzialności za utrzymanie pokoju na świecie. Zobaczyliśmy, że armie są w stanie rozmawiać ze sobą w zgodzie i walczyć razem w słusznej sprawie. Po tym wyjeździe możemy z pełnym przekonaniem powiedzieć, że jesteśmy dumni z tego, że jesteśmy żołnierzami Wojska Polskiego – mówi ks. kpt. Maksymilian Jezierski, kapelan Akademii Wojsk Lądowych

Podchorąży z Duszpasterstwa Akademickiego „Nieśmiertelni” wrócili do Wrocławia 23 maja.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem