Reklama

Kościół

Ks. Sławomir Marek wezwany w trybie pilnym ws. wypowiedzi na Twitterze

W związku z wypowiedziami na Twitterze ks. Sławomir Marek został wezwany do Świdnickiej Kurii Biskupiej w trybie pilnym. O podjętych decyzjach zostanie także poinformowana opinia publiczna - brzmi komunikat świdnickiej kurii w odniesieniu do komentarza ks. Marka, który skrytykował wypowiedź przewodniczącego Episkopatu Polski na temat osób LGBT.

[ TEMATY ]

Kuria Diecezjalna

PRZEMYSŁAW AWDANKIEWICZ

Proboszcz z parafii Najświętszego Serca Pana Jezusa w Stanowicach na Dolnym Śląsku zabrał głos po zamieszkach, do jakich doszło podczas Marszu Równości w Białymstoku. Skrytykował stanowisko przewodniczącego Episkopatu Polski abp. Stanisława Gądeckiego, stwierdzając, że "członkowie LGBT nie są wcale naszymi braćmi i siostrami, a wrogami, szerzącymi antykulturę".

Wcześniej abp Gądecki w niedawnym wywiadzie dla tygodnika katolickiego "Niedziela" powiedział: "Osoby te nie są w pierwszym rzędzie gejami, lesbijkami, biseksualistami czy transseksualistami – one są przede wszystkim naszymi braćmi i siostrami, za których Chrystus oddał swoje życie i które chce On doprowadzić do zbawienia”.

Reklama

Przewodniczący Episkopatu dodał, że "w imię wierności naszemu Zbawicielowi i w imię miłości do naszych sióstr i braci musimy jednak głosić całą Ewangelię – nie unikając wymagań, które ona niesie, i nie przestając nazywać śmiertelnym grzechem tego, co nim w istocie jest. Gdybyśmy tak nie czynili, okradalibyśmy naszych bliźnich z prawdy, która także im się należy”.

Wypowiedź przewodniczącego KEP przypomniał kilka dni później rzecznik Episkopatu ks. Paweł Rytel-Andrianik w oświadczeniu po wydarzeniach w Białymstoku.

2019-07-25 09:50

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Papież wiary, pokoju i nadziei

Z ks. Markiem Storym, wicekanclerzem Kurii Diecezjalnej w Rzeszowie rozmawia Natalia Janowiec

Natalia Janowiec: Rok 2020 poświęcony został osobie św. Jana Pawła II. Wspominamy jego życie, wyjątkowy pontyfikat i spotkania. Papież Polak zapamiętany został jako człowiek głębokiej wiary, pokoju i nadziei.

Ks. Marek Story: Przyszedłem na świat, kiedy Karol Wojtyła był już papieżem, stąd też odkąd sięgam pamięcią, jego osoba była obecna w moim życiu. „Spotykałem się” z nim w domu rodzinnym, bo obok obrazu Jezusa w Ogrodzie Oliwnym, przed którym się codziennie modliłem, umieszczony był obraz Jana Pawła II. Spotykałem się z nim także na katechezie. Miejscem, w którym bardzo dużo mówiło się o nim, był oczywiście kościół parafialny. A różnych okazji nie brakowało: rekolekcje parafialne, szkolne, pielgrzymki papieża do Polski.

Pontyfikat papieża przyciągał miliony ludzi z całego świata. Przeszedł do historii jako przełomowy dla Kościoła i ludzkości. Co Księdza najbardziej ujęło w tym pontyfikacie?

Jan Paweł II, pierwszy papież w najnowszej historii będący Słowianinem, na trwale zapisał się w historii Kościoła i świata. Jego pogrzeb na placu św. Piotra w Rzymie zgromadził tysiące osób, w tym najważniejsze osobistości z całego świata, które nie miały wątpliwości, że uczestniczą w pożegnaniu kogoś wyjątkowego, świętego. Myślę, że był to pontyfikat papieża, który w każdy momencie swojego życia był bardzo blisko Boga, ale był także blisko drugiego człowieka. To pontyfikat, w którym wybrzmiewało bardzo mocno wezwanie: „Otwórzcie, na oścież drzwi Chrystusowi. Dla Jego zbawczej władzy otwórzcie granice państw, systemów ekonomicznych i politycznych, szerokie dziedziny kultury, cywilizacji, rozwoju! Nie bójcie się!”. Był to więc nie tylko pontyfikat, w którym runął Mur Berliński, w którym papież odwiedził setki miast i państw niosąc Dobrą Nowinę o zmartwychwstałym Chrystusie, czy też wyniesiono do chwały nieba wielu błogosławionych i świętych.

Wierni mieli okazję spotkać Jana Pawła II w Rzeszowie 2 czerwca 1991 r. Wcześniej, jeszcze jako kardynał, 8 marca 1970 r. witał wraz z mieszkańcami Jasła symbole cudownego obrazu Matki Bożej Częstochowskiej – Świecę i Ewangeliarz. Z kolei w 1972 r. Dębowcu., wraz z Prymasem Polski kard. Stefanem Wyszyńskim celebrowali uroczystą Mszę św. Czy Ksiądz miał okazję spotkać się z papieżem Polakiem?

Niestety, nigdy nie miałem sposobności, aby spotkać się osobiście z Janem Pawłem II. Natomiast kilka razy uczestniczyłem w Eucharystii, której on przewodniczył i mogłem wsłuchać się w jego słowa. W Rzeszowie, jako uczeń szkoły podstawowej wraz z rodziną i tysiącami wiernych, uczestniczyłem we Mszy św., której przewodniczył papież. Wówczas to wypowiedział znamienne słowa: „Bądź chrześcijaninem naprawdę, nie tylko z nazwy, nie bądź chrześcijaninem byle jakim”. Jako uczeń szkoły średniej, pamiętam zwłaszcza 1998 r., kiedy w Rzymie na placu św. Piotra uczestniczyłem we Mszy św. z okazji jego XX-tej rocznicy pontyfikatu oraz 1999 r., kiedy to przez całą noc oczekiwaliśmy na krakowskich Błoniach na spotkanie z Janem Pawłem, który z powodu choroby nie mógł przewodniczyć Mszy św. Pamiętam padający wówczas deszcz, pusty fotel i modlitwę o zdrowie papieża. Natomiast jako alumn seminarium pamiętam wyjazd do Rzymu, na kanonizację patrona naszej diecezji św. Józefa Sebastiana Pelczara.

Za co Ksiądz jest dziś osobiście najbardziej wdzięczny św. Janowi Pawłowi II?

Uważam, że, używając przenośni, jest latarnią, która w tym niełatwym świecie, wskazuje drogę do Chrystusa i przypomina, że wszyscy jesteśmy dziećmi Bożymi. Jego życie naznaczone tak wieloma doświadczeniami, uczy, że trzeba zaufać Bogu, który nigdy nie pozostawia nas samych, ale troszczy się o nas. Papież Polak, uczy nas także ciągle pochylenia się nad losem każdego człowieka, bycia szczodrym w czynieniu dobra i wzajemnym szacunku. Jestem wdzięczny, że przyszło mi wzrastać w czasach pontyfikatu Jana Pawła II, który ukazał całemu światu, że Ewangelia, jest wciąż żywa i życiodajna.

CZYTAJ DALEJ

Chrzestny czy sponsor?

Chrzestny elegancki, chrzestna zrobiona na bóstwo. Stoją szykowni tuż obok malucha przy kościelnej chrzcielnicy. Ale czy naprawdę wiedzą, że podejmują właśnie zadanie pilnowania ognia, który ma się palić na wieki?

Święty Grzegorz napisał, że chrzest jest najpiękniejszym i najwspanialszym darem Boga: „Nazywamy go darem, łaską, namaszczeniem, oświeceniem, szatą niezniszczalności, obmyciem odradzającym, pieczęcią i wszystkim, co może być najcenniejsze”. Ale czy my to wszystko rozumiemy, gdy stajemy w roli rodziców chrzestnych obok rodziców dziecka?

Podczas chrztu św. kapłan wypowiada m.in. słowa: „Podtrzymywanie tego światła powierza się wam, rodzice i chrzestni, aby wasze dzieci, (...) trwając w wierze, mogły wyjść na spotkanie przychodzącego Pana razem z wszystkimi Świętymi w niebie”.

Czy mamy świadomość, gdy odpalamy świecę chrzcielną od paschału, że ten obowiązek spoczywa na nas, chrzestnych? Czy wiemy, że jeśli płomień wiary zgaśnie, to nie tylko będzie to nasza wina, ale też że dusza powierzonego nam na chrzcie nie wyjdzie w niebie na spotkanie przychodzącego Boga, bo bez płomienia nie trafi w ciemności?! Duszpasterze alarmują, że świadomość kandydatów na chrzestnych, mimo katechez chrzcielnych, wcale nie wzrasta. Co rusz przychodzą bowiem do parafialnych kancelarii ludzie, którzy żyją w konkubinatach i tego nie ukrywają, ale chcą zostać matką chrzestną lub ojcem chrzestnym, mimo że Kodeks prawa kanonicznego mówi wyraźnie, iż „chrzestnym może zostać katolik, który prowadzi życie zgodne z wiarą”. (Więcej na ten temat na str. 59 – przyp. red.) Wydaje się, że teoria o naszym życiu wiarą i praktykowanie cnót wynikających z wiary coraz bardziej się od siebie oddalają. Uważamy, że wymagania są za trudne, albo po prostu grzech tak nam plącze życie, że nie potrafimy już sobie poradzić...

W patchworkowej rodzinie

Ewa z Markiem mają dwoje dzieci. Gdy urodziło się drugie, Zosia, o zostanie ojcem chrzestnym poprosili męża siostry Marka. Tomasz chętnie się zgodził, ale 2 lata później jego małżeństwo się rozpadło – przestał być szwagrem, nie przestał być chrzestnym. I zaczęły się prawdziwe trudności, ponieważ z dnia na dzień przestał być traktowany jak członek rodziny, mimo że to nie on złożył wniosek o rozwód. Zależało mu na kontakcie zarówno z własnymi dziećmi, jak i z chrześniakami w rodzinie byłej żony. O ile kontakt z własnymi dziećmi zagwarantował mu sąd, o tyle do chrześniaków nie miał żadnego dostępu.

Na początku o spotkaniach w gronie rodzinnym, np. na urodzinach chrześnicy, w ogóle nie było mowy. Próbował dzwonić, prosił o spotkanie, ale za każdym razem, pod różnymi pretekstami, spotykał się z odmową. Aż przyszedł czas, gdy Zosia miała przystąpić do Pierwszej Komunii św. – Zadzwonił do mnie były szwagier i spytał, na jaki adres może wysłać zaproszenie, bo zbliża się Komunia i chrzestny powinien być – opowiada Tomasz. – Co ciekawe, przez kilka poprzednich lat nie byłem w ogóle potrzebny i kontakt z Zosią całkowicie się urwał. Gdy przyszedłem do kościoła, a potem na proszony obiad, czułem się jak intruz i szczerze mówiąc, do dziś nie jestem pewien, czy nie chodziło tylko o prezent od chrzestnego. Potem założyłem nową rodzinę, zresztą moja była żona też, i teraz odwiedzam chrześnicę z okazji urodzin, ale nigdy w tym samym czasie, co reszta rodziny. Widzę, że rodzice Zosi dbają o to, by tak było. Czy mam im to za złe? Nie, obydwie strony noszą jakieś rany, uprzedzenia, trudno razem siadać do stołu. Ale Zosia wyrosła na świetną dziewczynę i staram się, choć kontakt jest rzadki, jakoś ją wspierać – zwierza się Tomasz.

Idealny, bo jeden z nas...

Rozpad rodziny nie jest jedyną sytuacją, w której trudno być aktywnym chrzestnym. Znam rodzinę, która przez kilka lat należała do katolickiej wspólnoty małżeństw. Coraz większe społeczność, zażyłości, a w tym gronie – zdaniem wielu praktykujących – idealni kandydaci na chrzestnych co rusz rodzących się dzieci! Bo przecież są świadomi, chcą czegoś więcej, należą do wspólnoty... I rzeczywiście, moja znajoma przyjęła obowiązek zostania matką chrzestną. Tyle że okazało się, iż w tej wspólnocie działa mechanizm podobny jak w małżeństwie po rozwodzie: jesteś chciany, gdy jesteś jednym z nas, gdy jednak odchodzisz ze wspólnoty, przestajesz być dla nas wiarygodny, także jako chrzestny. Rzeczywiście, gdy małżonkowie opuścili wspólnotę (katolicką!), byli pomawiani i oczerniani, ale przede wszystkim rodzice dziecka, którzy poprosili moją znajomą o zostanie matką chrzestną, zabronili jej kontaktu z chrześnicą pod kilkoma warunkami ściśle związanymi z rzeczywistością tej wspólnoty.

Na 100 małżeństw rozpadają się 33, wielu z małżonków to chrzestni. Po rozwodzie trudno utrzymywać kontakt z chrześniakami z rodziny byłej żony czy byłego męża.

Mimo że moralność, obyczaje i praktyki moich znajomych nie zmieniły się po opuszczeniu wspólnoty, zostali wręcz potępieni przez grupę ludzi, z którymi kiedyś wspólnie przeżyli niejedną Eucharystię. Małżeństwo, któremu kobieta zechciała służyć, zostając matką chrzestną ich dziecka, posunęło się dalej niż była rodzina Tomasza: nie zaprosili jej na Pierwszą Komunię św. chrześnicy.

Łaska woła o pomoc

Trudnych sytuacji jest w rodzinach coraz więcej. Rozpady sakramentalnych małżeństw są plagą, a chrzestnymi zwykle zostają osoby z kręgu najbliższych krewnych, dlatego po rozwodzie, niemal z automatu, są traktowani jak wrogowie. Dlaczego tak się dzieje w katolickich rodzinach, które, według wszystkich obietnic składanych w czasie przyjmowania sakramentów, powinny rozumieć sens tego, w czym zdecydowali się mieć udział? W 1255. kanonie Katechizmu Kościoła Katolickiego czytamy: „Aby mogła rozwijać się łaska chrztu, potrzebna jest pomoc rodziców. Na tym polega także rola rodziców chrzestnych, którzy powinni być głęboko wierzący, a także zdolni i gotowi służyć pomocą nowo ochrzczonemu, zarówno dziecku, jak dorosłemu, na drodze życia chrześcijańskiego. (...)

Rodzice chrzestni powinni być strażnikami ognia. A czasem to są strażacy

Cała wspólnota eklezjalna ponosi częściowo odpowiedzialność za rozwój i zachowywanie łaski otrzymanej na chrzcie”. A więc jeśli cała, to i dziadkowie, i ciocie, i wujkowie, i poranieni rozwodem małżonkowie, którzy kiedyś zostali rodziną, a teraz, z dnia na dzień, rozwodowym dokumentem próbują zerwać wszystkie relacje, które w ciągu lat małżeństwa udało się zbudować w rodzinie. Psychologowie mówią, że rozwód, poza złamaniem życia dwojga ludzi i ich dzieci, uderza w całą rodzinę, rykoszetem – to jest rozrywanie ogromnego koca, który daje ciepło wielu ludziom, i nagle dwoje z nich zaczyna ten koc szarpać, tarmosić, ciąć nożycami, nożami i czym tylko się da. Nagle wszyscy są poranieni, odsłonięci i zaczynają marznąć. Jak po rozwodzie wypełniać obowiązki rodzica chrzestnego? Duszpasterze radzą, że w sytuacjach, gdy spotkania nie są możliwe, trzeba nieustannie otaczać chrześniaka modlitwą. W dniu urodzin, gdy spotkanie nie jest możliwe, można pójść na Mszę św. w intencji dziecka. Lepiej być blisko, ale gdy się nie da, płomienia wiary można strzec na odległość – modlitwa podsyca każde gasnące ognisko.

CZYTAJ DALEJ

"Rz": Kredyt prosto z komputera

2020-08-05 07:38

[ TEMATY ]

kredyt

Adobe.Stock

Wprowadzenie zdalnego pożyczania na zakup mieszkań pozwoli bankom przyspieszyć zamykanie oddziałów - pisze w środę w "Rzeczpospolita".

Jak czytamy, polskie banki od lat są w światowej czołówce nowoczesnych rozwiązań technologicznych, ale jeszcze nie wszystko da się załatwić w pełni online. "Jednym z ostatnich takich produktów były kredyty mieszkaniowe. Teraz także one przechodzą do internetu" - podaje gazeta.

Wyjaśnia, że dotychczas załatwianie hipoteki wymagało przyjścia do banku: klient podpisywał wniosek kredytowy i przynosił kolejne dokumenty, co czasami wymagało kilku spotkań. "Teraz niemal wszystkie czołowe banki umożliwiają zdalne wnioskowanie o kredyt mieszkaniowy, a dokumenty są przesyłane pocztą lub drogą elektroniczną. Zmiany przyśpieszyła pandemia. Wizyta w oddziale jest konieczna, tylko aby podpisać umowę. Ale i to ma się zmienić" - podkreśla.

Cyfryzacja kredytów mieszkaniowych - podkreśla dziennik - byłaby korzystna dla klientów, a bankom przyniosłaby oszczędności. "Może w większym stopniu umożliwić zmniejszanie sieci oddziałów" - ocenia analityk Haitong Banku Marta Czajkowska-Bałdyga.

Jak czytamy w dzienniku, zamykanie oddziałów i w konsekwencji zwalnianie zatrudnionych w nich pracowników trwa od lat. Koronawirus ten proces przyspiesza. Dodano, że banki wskazują, że w końcu czerwca klienci odwiedzali placówki o 20–30 proc. rzadziej niż przed pandemią. "Zamykanie oddziałów przyspiesza też z powodu spadku rentowności banków, co jest skutkiem niemal zerowych stóp procentowych i dużego wzrostu odpisów na niespłacane kredyty" - napisała "Rz".(PAP)

agzi/ amac/

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję