Reklama

Jesteś najdroższym kamieniem w koronie Maryi

2019-09-08 18:54

Agnieszka Bugała

Agnieszka Bugała

- Wasza rodzina parafialna, wspólnota parafialna, od początku gromadziła się wokół Matki. I nich tak pozostanie! Bo w rzeczywistości każdy z was jest najdroższym kamieniem w Jej koronie – mówił abp Józef Kupny w Sanktuarium Opiekunki Małżeństw i Rodzin przy Kruczej.

Reklama

Dziś (8 września) franciszkańska parafia p.w. Św. Karola Boromeusza przy ul. Kruczej we Wrocławiu świętowała jubileusz 25 – lecia koronacji obrazu Matki Bożej Łaskawej. Eucharystii, w której licznie wzięli udział ojcowie franciszkanie a także dziekan ks. Jan Suchecki i o. Mirosław Bijata OSPPE, proboszcz parafii paulińskiej, przewodniczył wrocławski metropolita abp Józef Kupny.

Proboszcz, o. Marek Augustyn OFMConv podziękował parafianom za gorliwą, wspólną modlitwę, którą już od czwartku przygotowywano się do niedzielnych uroczystości

- Przez cztery dni uczestniczyliśmy we Mszach św., słuchaliśmy koncertów pieśni maryjnych i wykładów. Zrobiły nam się z tego rekolekcje maryjne – mówił w podsumowaniu. Rzeczywiście, program duchowego przygotowania do jubileuszu, był imponujący. Wierni mieli szansę nie tylko przypomnieć sobie historię obrazu Matki Bożej Łaskawej (w sobotę), ale wysłuchali konferencji o „Poświęceniu się Najświętszemu Sercu Pana Jezusa i Niepokalanemu Sercu Maryi” (w piątek) i o „Matce Kościoła orędowniczce powołań” (w czwartek). W czasie przygotowań każdego dnia Eucharystię sprawował inny z wrocławskich biskupów – w piątek o. bp Jacek Kiciński CMF, a w sobotę bp. Andrzej Siemieniewski. Każdy z nich podkreślał rolę Maryi nie tylko w życiu człowieka, ale również samego Boga, Jezusa Chrystusa. Bp Jacek wskazywał, że to Maryja najlepiej uczy wierności, a wierność jest gwarantem przetrwania małżeństwa. Bp Andrzej mówił, że Maryja uczy nas, jak zwycięsko przejść przez życie, jak nie przegrać codzienności i przyszłości, którą jest wieczność.

relacja z czwartku:

Zobacz zdjęcia: Jubileusz 25-lecia koronacji obrazu Matki Bożej Łaskawej na Kruczej - pierwszy dzień świętowania

relacja z piątku:

Zobacz zdjęcia: O. bp Jacek Kiciński CMF: Maryja uczy nas dotrzymywać wierności

relacja z soboty:

Zobacz zdjęcia: Maryja uczy nas, jak zwycięsko przejść przez życie

relacja z niedzieli:

Zobacz zdjęcia: Abp Józef Kupny: To wy jesteście drogimi kamieniami w koronie Maryi


W czasie niedzielnej Mszy św. jubileuszowej homilię wygłosił abp Józef Kupny. Słowo skierowane do zebranych było poruszające, pełne głębokich myśli i wskazówek, które każdy powinien mieć szansę usłyszeć, lub przeczytać, dlatego zamieszczamy pełną treść homilii metropolity:

Często możemy spotkać się ze spostrzeżeniami, że Słowo Boże jest dla współczesnego człowieka niezrozumiałe, za trudne, zbyt wymagające. Wezwania Chrystusa są przedstawione jako nieżyciowe i niemożliwe do zrealizowania, zaś te osoby, które chcą żyć Słowem Bożym, nim się kierować w podejmowaniu swoich decyzji, szybko otrzymują miano fanatyków, czy radykałów. Być może sami czytając Pismo święte ulegliśmy przekonaniu, że wezwania Pana Jezusa, chociażby te z dzisiejszej Ewangelii – choć być może brzmią atrakcyjnie, być może nam się podobają – ale są nie na nasze siły. Niewątpliwie do takich trudnych fragmentów Biblii należy czytany dziś fragment z Ewangelii św. Łukasza.

Jezus wzywa do wyrzeczeń a ludzie, z reguły, nie chcą się wyrzekać tego, co zrobili swoja pracą, co ułatwia im życie, co zapewnia zabezpieczenie ich przyszłości. Dlatego pobieżne spojrzenie na tę Ewangelię może nawet zniechęcać, może sprawić, że człowiek będzie raczej unikał Pisma świętego, niż przyjmował je jako Dobrą Nowinę o zbawieniu.

Zwróćmy uwagę do kogo Pan Jezus wypowiada te wymagające słowa. Są tu tłumy ludzi, które za Nim idą, idą, bo widzieli jak uzdrowił kobietę w szabat, idą, bo podoba im się to, co Jezus mówił, są w jakiś sposób zaciekawieni Osobą Chrystusa. Ale pewnie są i tacy, którzy są niesieni przez tłum, idą, bo wszyscy za Nim podążają – tego nie wiemy, możemy się tylko domyślać, że tych intencji pójścia za Jezusem było tyle, ile osób liczył opisywany przez ewangelistę tłum.

Pan Jezus nikogo nie odrzuca, każdy ma prawo za Nim iść, każdy ma prawo Go słuchać. Zwraca jednak uwagę, że jeśli ktoś z tego tłumu chciałby stać się Jego uczniem, musi niejako oczyścić swoją motywację. Aby być uczniem Jezusa nie wystarczy być blisko Niego – bo tak wypada, bo wielu idzie za Nim. Uczeń Jezusa nie idzie za Nim z ciekawości, albo dlatego, że liczy na konkretne korzyści. Uczeń Jezusa chce być blisko swojego Mistrza, tylko dla Niego samego.

Papież Benedykt XVI często w swoich wystąpieniach mówił o tym, czym jest wiara i tłumaczył, że wiara to nie jest teoria, to nie jest światopogląd, to nie jest zbiór takich, czy innych obrzędów, zwyczajów, tradycji. Wiara jest relacją z Osobą Jezusa Chrystusa. Postawmy sobie pytanie, czy myśmy już dzisiaj spotkali się z Chrystusem, czy żyjemy z Nim w bliskiej relacji? Jesteśmy w kościele, ale czy spotkaliśmy się z Chrystusem? Czy z Nim już rozmawialiśmy? Czy po przebudzeniu się pierwsze słowa skierowaliśmy do Jezusa?

Łatwiej nam będzie zrozumieć tę Ewangelię, kiedy uświadomimy sobie, że z podobną relacją mamy do czynienia między ludźmi. Weźmy na przykład osoby żyjące w małżeństwie, czy przygotowujące się do małżeństwa, a wiem, że ta grupa ludzi szczególnie sobie upodobała to wrocławskie sanktuarium i tutaj prosi o wstawiennictwo Matkę Bożą Łaskawą Opiekunkę małżeństw i rodzin. Otóż ci ludzie z całą pewnością nie wyobrażają sobie, aby serce osoby, którą kochają było podzielone. Żaden mąż i żadna żona, żaden narzeczony i żadna narzeczona nie chcieliby, aby ich współmałżonek, albo kandydat na współmałżonka, kochał ich za coś, albo tylko częścią swojego serca, a pozostałą oddając innej osobie. To zrozumiałe, że każdy chce mieć pewność, że ten drugi kocha go całym swoim sercem, że jest szczery w tej miłości, że bez względu na to, co się wydarzy, ten człowiek przy nim będzie, taki ma być ten związek, takie chcą żony mieć mężów, a mężowie żony. Jezusowi wcale nie chodzi o to, byśmy się odwracali od tego świata, byśmy pozbyli się tego, co posiadamy. Jezus nie pyta, kto dla nas jest ważny, nie jest zazdrosny o naszych przyjaciół, ani o to co posiadamy. Boga nie interesują te rzeczy. Jego interesuje to, do kogo należy nasze serce. Czy całym sercem jesteśmy blisko Niego? Czy idziemy za Nim dla Niego, czy może bardziej dla siebie, przekonani, że przy Bogu zawsze możemy coś uzyskać?

Warto zauważyć, że gdy Jezus uzdrawiał, wskrzeszał, rozmnażał chleb, to szły za Nim tłumy. Ale kiedy Jego Ciało zdjęto z krzyża, został złożony w rękach Matki. Gdzie były te tłumy? Gdzie byli ci ludzie?

Dopóki mogli coś zyskać, byli blisko. Ale Jezus, który nie mógł im nic dać, stał się dla nich mało atrakcyjny. I kto przy Nim pozostał? Jedynie Maryja była przy swoim Synu, do samego końca, do krzyża. Bo była przy Nim dla Niego… Nie dla siebie. Oddała Mu całe swoje serce. Pod tym sercem Go nosiła, całe swoje życie oddała właśnie dla Niego, niczego sobie nie zostawiając. I gdy tak spojrzymy na Ewangelię, to okaże się, że chociaż jest trudna i wymagająca, to jednak jest nam potrzebna, to jednak jest w nie coś, co nas przyciąga, co nam się podoba, podpowiada jakimi chcielibyśmy być i jacy możemy być.

Chrystus dawał różne rady swoim uczniom. Na pewno pamiętamy jak ich posyłał i mówił: Idźcie, jak owce między wilki i głoście: przybliżyło się do was Królestwo Boże. I dodał: nie bierzcie ze sobą trzosa, torby, ani sandałów. Nikogo też w drodze nie pozdrawiajcie, tzn. nie szukajcie też lepszych warunków, tzn. nie przechodźcie z domu do domu.

Jak się przyjrzymy tym radom, to zobaczymy pewną dysproporcję. Pan Jezus w jednym zdaniu zamknął co uczniowie mają głosić. Powiedział bardzo krótko jaką treść mają przekazywać. Natomiast wiele razy mówił jakimi mają być, jak mają postępować, w jaki sposób mają gościć Jego orędzie. I dlatego dziś musimy wrócić do rad Chrystusa, bo człowiek może swoją postawą zablokować orędzie, które głosi, może swoim stylem życia sprawić, że słowa Pisma świętego staną się niewiarygodne. Co z tego, że będzie głosił i pięknie mówił, skoro jego życie będzie dalekie od tego, co wypowiadają usta?

Papież Franciszek często powtarza, że ludzie nie mają dziś problemów z przyjęciem Ewangelii, większy problem jest w wiarygodności współczesnych świadków. Człowiek może zamknąć innych na Słowo, z którym został posłany.

Drodzy Bracia i Siostry! Dobrze się stało, że akurat ten fragment Pisma świętego został przewidziany na dzisiejszą niedzielę, kiedy świętujemy 25 rocznicę koronacji obrazu Matki Bożej Łaskawej, lub – jak mówiono o nim wcześniej – Matki Bożej Radosnej, czy też Łagodnej. Te tytuły Maryi nie są przypadkowe, one nam wyraźnie wskazują jaką postawę powinien przyjąć uczeń Jezusa, by nie blokować orędzia Ewangelii – ma być łagodny, łaskawy a przy tym radosny. To nie jest teoria, to nie jest utopia, tak można żyć! Takim sposobem życia jesteśmy w stanie prowokować innych do pytania o Boga. Łagodność zamiast złośliwości, przemocy i hejtu.

Łaskawość, czyli otwartość na człowieka potrzebującego, gotowość pójścia mu z pomocą, zamiast chciwości i myślenia jedynie o sobie, a przy tym radość z faktu, że właśnie w taki sposób żyję.

Papież Franciszek wzywa często chrześcijan do pełnienia uczynków miłosierdzia. One zawsze wiążą się z pewnym wysiłkiem, z dawaniem, z dawaniem siebie. Co mówią? Nakarmić głodnych, dać pić spragnionych, ubrać nagich, przyjąć podróżnych, ofiarować jałmużnę. To wszystko nas w jakiś sposób kosztuje, ale papież zauważa, że nie tylko czyny są ważne, ale także nastawienie z jakim te czyny podejmujemy, motywy. Można rzucić ubogiemu pieniądze, żeby zbierał i schylił się przed nami, ale to nie jest właściwa postawa. Musimy zawsze pytać siebie o to, co nosimy w naszym sercu, jaka jest motywacja tych czynów, które powinniśmy podejmować.

Dobrze by było, abyśmy dziś zapatrzyli się w Maryję, w to, w jaki sposób Ona przeżywała relację z Bogiem, w jaki sposób Ona objawiała co oznacza konkretna miłość i byśmy przejmowali Jej postawy, tak, jak przejmujemy pewne postawy od naszych matek. To w rodzinie się uczymy, tam się przyglądamy. Kochani, jesteście rodzicami, wychowywaliście, wychowujecie swoje dzieci, wiecie, jak ważna jest dla waszych dzieci wasza postawa, wszystko to, co mówicie, co czynicie. Jakie to jest ważne! My bierzemy to od naszych rodziców, rodzicom to zawdzięczamy – i miłość do Pana Boga i świat wartości, który nam przekazują. Ileż to razy rodzice mówili swoim dzieciom: podziel się z bratem, z siostrą, poczęstuj kolegę, koleżankę i to w trudnych czasach, w czasach mojego dzieciństwa, kiedy nie było tego wszystkiego, co dziś. Rodzice uczyli dawania, dzielenia się, pokazywali co oznacza konkretna miłość i przyjmowaliśmy ich postawy – naszych mam, ojców, dziadków. My, wpatrując się dzisiaj w oblicze Matki Bożej, chcemy uczyć się od Niej miłości do Syna. Chcemy się uczyć od Niej dawania, czynienia ze swojego życia daru dla Pana Boga i dla drugiego człowieka.

Ten wizerunek Maryi został ukoronowany w 1994 r., ale pojawił się w tym miejscu znacznie wcześniej. Jak podają źródła, kiedy ojcowie franciszkanie przybyli do powojennego Wrocławia, wybrali sobie zniszczony, przeznaczony do rozbiórki kościół św. Karola Boromeusza. Po kilku latach udało się im odbudować małą kaplicę, podobną do Porcjunkuli i wówczas pojawił się pomysł, aby poświęcić ją szczególnej czci Matki Bożej. To było w 1950 r., sprowadzono ten właśnie obraz i można powiedzieć, że przy nim organizowało się życie, zarówno klasztorne, zakonne jak i duszpasterskie. Ten obraz był u początków tworzenia się tej wspólnoty parafialnej, później dopiero został odbudowany kościół.

Wasza rodzina parafialna, wspólnota parafialna, od początku gromadziła się wokół Matki. I nich tak pozostanie! Bo w rzeczywistości każdy z was jest najdroższym kamieniem w Jej koronie. I dziś nie tyle chcemy świętować jubileusz nałożenia koron ze złota na ten wizerunek Matki Bożej. Bardziej chcemy świętować to, że jako wspólnota parafialna wy jesteście częścią tej korony, a to zobowiązuje. Pozostańcie całym sercem przy Matce i przy Jej Synu. Amen.

Reklama

Katecheci na medal

2019-09-03 13:09

Jolanta Marszałek
Niedziela Ogólnopolska 36/2019, str. 13-16

Katechizacja dzieci i młodzieży w dzisiejszych czasach nie jest sprawą prostą, a oni na tym polu osiągają sukcesy. Lubią szkołę, lubią uczyć, lubią swoich uczniów. Jak to robią?

©BillionPhotos.com – stock.adobe.com

Agnieszka Furtacz
Katechetka w Szkole Podstawowej nr 40 w Sosnowcu, zwyciężczyni plebiscytu Bohater Katechezy diecezji sosnowieckiej w 2018 r.

Archiwum Agnieszki Furtacz
Agnieszka Furtacz

– Co trzeba robić, by być dobrą i lubianą katechetką?

– W pracy z dziećmi i młodzieżą najważniejszy jest dobry kontakt z nimi. Katecheta musi być otwarty na swoich uczniów, musi się starać zrozumieć ich sytuacje. Niestety, sporo ludzi młodych jest poranionych, nie zawsze są otwarci na przyjęcie prawd ewangelicznych. Oczywiście, trzeba też dawać świadectwo, o czym przypomina stara maksyma: „Słowa uczą, przykłady pociągają”. Dzieci bardzo szybko wyczują najdrobniejszy fałsz, dlatego trzeba być autentycznym, pokazywać, że to, czego uczymy, w naszym życiu jest bardzo ważne.

– Czy katechezę można ograniczyć tylko do lekcji w szkole?

– Dobrze, że katecheza jest w szkole, bo w ten sposób mamy możliwość dotarcia niemal do wszystkich uczniów, ale nie może się ona ograniczać jedynie do szkoły. Spotykamy się też na terenie parafii. Organizuję festyn Święty Florian Dzieciom, imprezę środowiskową Spotkania ze św. Mikołajem, a w czasie wakacji kolonie parafialne Wakacje z Bogiem. Jestem zelatorką dwóch dziecięcych róż Żywego Różańca, gramy i śpiewamy w naszym kościele na dziecięcych Mszach św., rekolekcjach i nabożeństwach. Spotykamy się z dziećmi i młodzieżą również na pielgrzymkach, rajdach, wycieczkach, przygotowaniach do apeli, wieczornic, przedstawień, podczas akcji charytatywnych, takich jak coroczny kiermasz na rzecz Hospicjum Sosnowieckiego im. św. Tomasza Apostoła. Uczniowie potrafią to docenić, czują się też zaangażowani i bardziej odpowiedzialni niż podczas lekcji. Każdy, kto robi coś z pasją, wie, że to się nie może ograniczać do czasu spędzonego w pracy, trzeba go poświęcić o wiele więcej.

– Niełatwo dziś budować dobre relacje z młodymi ludźmi. Jak sobie radzić z uczniami bardzo trudnymi?

– Nic na siłę. Przede wszystkim trzeba katechizować. Jak się nie da katechizować, to trzeba ewangelizować. Nie można kogoś zmusić do przyjęcia prawd wiary, ale staram się, żeby uczniowie je poznali, poczuli i zrozumieli, że Bóg nas bardzo kocha pomimo naszych błędów i grzechów. Jeśli ktoś jest usposobiony bardzo wrogo, nam jako katechetom zawsze pozostają modlitwa i wiara w Boże Miłosierdzie, że może kiedyś przez kogoś innego to dziecko wejdzie na właściwą drogę.

– Czy w Pani szkole są uczniowie, którzy nie chcą chodzić na katechezę, wypisują się z zajęć?

– Niestety, tak – na szczęście zdarza się to rzadko. Zawsze dręczą mnie przy tym wątpliwości, czy zrobiłam wszystko, aby to dziecko zachęcić do religii. Ale na takie decyzje wpływają różne czynniki. Boleję, że coraz częściej zdarza się to po I Komunii św. Rodzice chcą, żeby dziecko przystąpiło do tego sakramentu, a potem rezygnują z katechezy. Nie rozumieją, że sama uroczystość nie jest najważniejsza.

– Jakie są przyczyny rezygnowania dzieci z katechezy?

– To m.in. brak pogłębionej wiary w rodzinie, wdzierający się z mass mediów liberalizm. Z różnych stron młodzież dostaje komunikaty wręcz zachęcające do rezygnacji z wiary. W ostatnim czasie nagonka przez filmy i różnego rodzaju programy wprowadza niepokój, niepewność. Młody człowiek jest przekorny, więc gdy coś mu się proponuje, woli wybrać własną drogę.

– Czy często młodzież przychodzi do Pani z różnymi problemami, by porozmawiać, doradzić się lub coś wyjaśnić?

– Bardzo często. I oczywiście, na ile potrafię, wyjaśniam. Jeśli jakiś problem wymaga interwencji psychologa czy pedagoga lub poradni, to odsyłam ucznia po bardziej kompetentną pomoc. Jeśli są to sprawy duchowe, polecam spowiednika, który potrafi rozeznać sytuację. Z dziećmi i z młodzieżą trzeba rozmawiać, bo bardzo potrzebują indywidualnej rozmowy, troszczenia się o ich sprawy. Mają wiele problemów, których my w czasach naszego dzieciństwa nie mieliśmy. Ale mają też takie problemy, jakie były zawsze – z rodziną, z rówieśnikami.

– Łatwiej jest katechizować w młodszych czy w starszych klasach?

– To zależy od indywidualnego podejścia. Młodsze dzieci wymagają więcej zaangażowania w formę lekcji, metody nauczania. One nie lubią się nudzić, trzeba je cały czas zaskakiwać, coś nowego proponować, żeby były w ciągłym ruchu. Starsze dzieci potrzebują innego rodzaju aktywności – mnie osobiście jakoś rozwijają, bo zmuszają do ciągłego dokształcania się, szukania nowych treści. Chcą rozmawiać, dyskutować. Same czasem rzucają jakieś pomysły czy tematy do dyskusji. Treści i formy pracy muszą być dostosowane do nich i oczywiście, nie mogą być nudne.

– Co sprawia Pani największą radość w katechizowaniu?

– Lubię katechizować, lubię mieć kontakt z dziećmi. Cieszę się, że one też czerpią z tego radość. Widzę je zaangażowane czy to w szkole, czy w kościele. Ciszę się, gdy po latach moi uczniowie przystępują do sakramentu bierzmowania czy sakramentu małżeństwa. Cieszę się, gdy zgłaszają się do konkursów, bo to oznacza, że chce im się poświęcić więcej czasu na zgłębianie Pisma Świętego, zaangażowanie w akcje charytatywne, że to nie są tylko puste słowa o miłości bliźniego.

* * *

Ks. Robert Uflant, salwatorianin
Katecheta w Zespole Szkół Technicznych w Mikołowie, zwycięzca plebiscytu Bohater Katechezy archidiecezji katowickiej w 2019 r.

Archiwum prywatne
Ks. Robert Uflant

– Czy praca katechety to wymarzona praca?

– Już w seminarium myślałem, że chciałbym uczyć religii dzieci i młodzież. Gdy zostałem posłany do Trzebnicy i rozpocząłem pracę w Zespole Szkół nr 1, bardzo mi się to spodobało. Później miałem rok przerwy w nauczaniu, bo wyjechałem na salwatoriańską placówkę do Kanady. Po powrocie trafiłem do Mikołowa, do Zespołu Szkół Technicznych. Zastanawiałem się, jak sobie poradzę, bo zdecydowaną większość uczniów tej szkoły stanowi młodzież męska. Dość szybko jednak odnalazłem się w tym środowisku, a uczniowie dobrze mnie przyjęli i obdarzyli zaufaniem. Świadczy o tym fakt, że już trzeci rok z rzędu zostałem wybrany na rzecznika praw ucznia. Staram się znajdować czas i szukam okazji, aby uczniowie mogli do mnie przyjść, by porozmawiać czy to o życiu prywatnym, czy o problemach szkolnych. Bardzo cenię sobie ich zaufanie i jestem wdzięczny – także za to, że głosowali na mnie w plebiscycie.

– Czy dobrze, że katecheza jest w szkołach?

– Dobrze, bo być może dziś młodzież do salek by nie przyszła. Dla wielu katecheza w szkole to jedyna możliwość poznawania Boga, spotykania się z Jego słowem, zgłębiania nauczania Kościoła; uczenia się miłości, szacunku i dobroci oraz postawy pomocy w relacjach międzyludzkich. Po lekcjach uczniowie mają wiele różnych zajęć dodatkowych, rozwijają zainteresowania i obawiam się, że na katechezę przy parafii nie znaleźliby już czasu.

– Czy katecheza może się ograniczyć tylko do szkoły?

– Absolutnie nie. Organizuję wyjścia pozaszkolne, podczas których uczniowie mają okazję do dawania świadectwa swojej wiary. To tzw. wypady ewangelizacyjne do miejsc publicznych, gdzie np. przed posiłkiem i po nim głośno się modlimy, co wzbudza niemałe zainteresowanie. Zabieram młodzież z mojej szkoły na Salwatoriańskie Spotkania Młodych w Trzebini i na pielgrzymki dla maturzystów do Kalwarii Zebrzydowskiej oraz Wadowic. Zainicjowałem współpracę uczniów z domem seniora Salwator Park, wspólną lekturę książek, kolędowanie, a także zwykłą pomoc. Organizuję Maraton Czytania Pisma Świętego, wyjazdy do kina na filmy religijne. Młodzi lubią się angażować w wolontariat, pomoc osobom starszym, a w parafii – w grupę biblijną czy służbę ołtarza, i często oddają się temu całym sercem. Wystarczy ich tylko odpowiednio zachęcić i być z nimi.

– Ale chyba nie wszyscy się tak angażują... Czy ma Ksiądz uczniów, do których trudno trafić?

– Są klasy, z którymi można coś fajnego zrobić, ale są też takie, z którymi pracuje się trudniej. Zdarzają się uczniowie, którzy chcą się wypisać z katechezy, ale gdy nie są pełnoletni, to rodzice decydują o ich uczestnictwie w lekcjach. Dla mnie sukcesem jest, że gdy tę pełnoletniość osiągają, nadal chcą przychodzić na katechezę. Ja też staram się ich do tego zachęcać.

– Jakie, zdaniem Księdza, są przyczyny wypisywania się młodzieży z lekcji religii?

– Często przyczyny są bardzo prozaiczne, np. bo to ostatnia lub pierwsza lekcja i można wcześniej skończyć lub później zacząć zajęcia szkolne. Zdarza się, że z katechezy wypisują dzieci sami rodzice, by zaprezentować lekceważącą postawę wobec nauczania religii; w efekcie przyzwalają na zaniedbanie rozwoju religijnego i duchowego swych dzieci oraz wartości, którymi powinny się one kierować w życiu. Mam klasy, w których obecność na katechezie jest stuprocentowa, i takie, w których odsetek uczestniczących w niej jest nieco niższy.

– Czy, zdaniem Księdza, osoba katechety ma wpływ na frekwencję na zajęciach?

– Myślę, że tak. Nie bez znaczenia są sposób prowadzenia katechezy, umiejętność zainteresowania przekazywanymi treściami, atmosfera na lekcji, stosowane metody, a przede wszystkim szacunek i życzliwość ze strony samego katechety. Zdarzają się uczniowie, którzy są innego wyznania, ale przychodzą na religię jako wolni słuchacze – nawet na ostatniej lekcji. Nie są oceniani, ja ich nie angażuję, ale fakt, że przychodzą, jest świadectwem dla innych, że widocznie jest coś ważnego w tym, co chcę im przekazać. Są też uczniowie zbuntowani, którzy deklarują się jako ateiści, ale w moich lekcjach uczestniczą. Zaangażowanie 30 chłopaków w przedstawienie jasełkowe niejednokrotnie graniczy z cudem, a mnie się to udało. To jest kwestia odpowiedniej motywacji i pokazania, jak ważne jest świadectwo wiary w zwyczajnym szkolnym życiu.

– Po owocach ich poznacie...

– Sukcesem jest dla mnie widok uczniów, którzy czynią znak krzyża przed posiłkiem i po posiłku na szkolnej stołówce lub gdy wsiadają na motocykl czy do samochodu.
Czasem mam poczucie, że lekcja nie poszła tak, jak bym chciał, czasem wydaje mi się, że było zupełnie źle – a tu nagle ktoś podchodzi i mówi: Bardzo mi pomogło to, co ksiądz powiedział, fajna katecheza.

– Co sprawia Księdzu najwięcej radości w katechizacji?

– Lubię szkołę, lubię uczyć, lubię moich uczniów. Młodzież czuje, czy ksiądz jest z powołania, czy nauczyciel jest z powołania, czy tylko wykonuje swoją pracę. Ja idę do szkoły z uśmiechem i wracam z uśmiechem. Nawet kiedy się wydarzy coś złego, nie zrażam się, tylko idę dalej. Idę, bo chcę. Gdy spotykam moich uczniów czy nawet absolwentów poza szkołą, na ulicy, nie przechodzą na drugą stronę, nie odwracają się, ale podchodzą, aby się przywitać, zamienić słowo. To bardzo miłe.
Uczę też w klasach branżowych i choć wydaje się, że ta praca jest trudniejsza, to daje mi ona wiele satysfakcji. Młodzież jest autentycznie wdzięczna i serdeczna. Słowo „dziękuję” ma tam naprawdę wielką wartość. Miło jest usłyszeć: „Dobrze, że ksiądz jest”.
Ziarno rzucone zawsze wyda plon, trzydziestokrotny lub stukrotny, ale wyda.

* * *

O. Jakub Zawadzki, cysters
Katecheta w Szkole Podstawowej nr 3 w Jędrzejowie, wybierany na Belfra Roku w latach 2015 i 2016, Nauczyciel na Medal 2018 r.

Archiwum prywatne
o. Jakub Zawadzki

– Na wiosnę został Ojciec proboszczem 7-tysięcznej parafii Cystersów w Jędrzejowie. To bardzo odpowiedzialna i czasochłonna funkcja – ale nie rezygnuje Ojciec z katechizowania dzieci i młodzieży, choć to wydawałoby się w tej sytuacji oczywiste. Dlaczego?

– Katechizację w szkole traktuję jako ważny element misji apostolskiej. Dziś dla wielu dzieci lekcje religii w szkole są jedyną szansą spotkania z Panem Bogiem. Nie mają kontaktu z Kościołem, nie ma ich na Eucharystii – i dzieje się tak nie z ich winy. Często to sprawa rodziców, którzy z różnych względów nie praktykują wiary. A przez te lata, gdy uczę, doświadczyłem, że przez dzieci można dotrzeć również do rodziców. Czyli tak naprawdę może to być także katecheza dorosłych. Dzieci są bardzo ciekawe świata i pytają rodziców choćby o to, dlaczego ich nie ma w kościele.

– Organizuje Ojciec spotkania także poza szkołą?

– W ciągu roku organizujemy w klasztorze dwie serie spotkań pn. „Porozmawiajmy o wierze przy kominku”, podczas których poruszane są kwestie dotyczące wiary. Mogą w nich uczestniczyć dzieci i młodzież z rodzicami. Spotkało się to z dużym odzewem. Prowadzimy też cieszące się dużą popularnością lekcje muzealne, związane z najstarszym klasztorem cysterskim i bł. Wincentym, pierwszym kronikarzem Polakiem. W ramach koła Caritas organizujemy np. kiermasze charytatywne. Te działania wymagają zaangażowania nie tylko dzieci czy młodzieży, ale też dorosłych. I muszę powiedzieć, że spotyka się to z bardzo dobrą odpowiedzią.

– Czy miał Ojciec przypadki wypisania się młodzieży z katechezy?

– Jędrzejów nie jest dużym miastem. W szkole, w której pracuję, na ponad pięćset uczniów na religię nie chodzi jedno dziecko, które jest świadkiem Jehowy. Nie spotkałem się z tym, żeby ktoś się wypisał z lekcji religii.

– Jak się to Ojcu udaje? Może jest jakiś sposób na skuteczną katechezę?

– Katecheza to nie może być tylko suchy wykład. Ciągle poszukuję nowych metod edukacyjnych, żeby dzieci zaciekawić. Jeżeli się je zaciekawi, to nic im nie przeszkodzi w dalszym zdobywaniu wiedzy. Poza tym katecheta musi być do zajęć bardzo dobrze przygotowany, i to na każdym etapie edukacyjnym. Język musimy dopasować do poziomu dziecka – inaczej mówi się do dzieci w przedszkolu, inaczej do młodego człowieka w szkole średniej. Ja akurat odnajduję się na każdym etapie edukacyjnym, ale wiem, że katechetów w przedszkolach brakuje ze względu na nieumiejętność porozumienia się z małymi dziećmi.

– Które spośród stosowanych przez Ojca metod są najciekawsze?

– Przedszkolne dzieci nieustannie trzeba aktywizować przez gry, zabawy, piosenki z pokazywaniem. W starszych klasach najlepiej stosować metody aktywizujące całą grupę. Uczniowie bardzo lubią rywalizację. Czekają, co ciekawego katecheta wymyśli, i są bardzo chętni do współpracy. Wszystko może być pomocą dydaktyczną, choćby zwykła butelka. Zatytułowaliśmy ją „SOS od bł. Wincentego Kadłubka”. Gdy zdarzają się jakieś trudne wyrażenia, pojawia się odpowiedź od bł. Wincentego. Działa to też w drugą stronę. Dla zainteresowanych prowadzę zajęcia dodatkowe pn. „Porozmawiajmy o Kościele”, podczas których rozmawiamy na trudne tematy, oglądamy filmy religijne, a później dyskutujemy.

– Ile lat Ojciec już uczy?

– Siódmy rok, ale już po pierwszym roku pracy dostrzegłem, że te wszystkie wysiłki mają sens. Dzieci przyznały mi nagrodę Szeryfa Praw Dziecka UNICEF-u.
Dwukrotnie zostałem Belfrem Roku, byłem w złotej dziesiątce plebiscytu Nauczyciel na Medal w województwie. Nagrody, oczywiście, nie są najważniejsze, ale one pokazują, że to, co robię, ma sens. Dzieci, które kończą szkołę, gdy spotykają mnie na ulicy, mówią: „Szczęść Boże”, pytają, co słychać. To bardzo miłe.
Nieraz dzieci mają trudności w dogadaniu się z katechetami, ale wydaje mi się, że to jest kwestia rozmowy. Trzeba uczniów wysłuchać i zrozumieć ich problemy, których nie brakuje.

– Ale katecheta może też zniechęcić...

– Katecheta powinien się zainteresować każdym dzieckiem, do każdego podejść, zapytać, czy wszystko rozumie. Najgorzej jest postawić komuś jedynkę i z góry go wykluczyć. Miałem ucznia z orzeczonymi wieloma dysfunkcjami, który w ogólnopolskim konkursie o Janie Pawle II zajął 11. miejsce. Rodzice byli w szoku, był to jego wielki sukces. Test był wielokrotnego wyboru, nie mógł strzelić, żeby odpowiedzieć. Zapytany, jak to zrobił, odpowiedział, że on po prostu lubi religię. Moimi sukcesami są sukcesy moich uczniów. To dotyczy nie tylko katechetów. Każdy nauczyciel, który będzie chciał zainteresować uczniów swoim przedmiotem przez stosowanie różnych metod, osiągnie sukces i będzie się czuł spełniony.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Porto: po śmierci zakonnicy biskup krytykuje wymiar sprawiedliwości i feministki

2019-09-19 20:29

mz (KAI/JS/P) / Porto

Biskup diecezji Porto Manuel Linda skrytykował portugalską klasę polityczną za stworzenie źle funkcjonującego wymiaru sprawiedliwości w Portugalii. Krytyka ze strony hierarchy ma związek z zamordowaniem 8 września siostry Antonii Pinho. Zakonnica zginęła w miejscowości São João da Madeira podczas próby gwałtu ze strony uzależnionego od narkotyków kryminalisty.

Adam Bujak/Biały Kruk

Siostra Antonia opiekowała matką agresora. Portugalski biskup nazwał zabójcę popularnej w diecezji Porto 61-letniej zakonnicy “prawdziwym potworem”, zaznaczając, że agresor pozostawał na wolności z powodu źle funkcjonującego wymiaru sprawiedliwości. - W tym przypadku zawiódł on w dotkliwy sposób. Żadna instytucja, twierdząca, że stoi na straży praw człowieka, też nie zareagowała w przypadku morderstwa siostry Antonii – napisał w komunikacie bp Manuel Linda, przypominając, że 44-letni morderca wielokrotnie był oskarżany o gwałty.

Hierarcha skrytykował też działanie systemu więziennictwa w Portugalii. Stwierdził, że jest on nieskuteczny i nie resocjalizuje osadzonych. Wyraził wątpliwość czy zakłady karne są w “Portugalii ośrodkami poprawiania ludzi, czy raczej szkołami nauki wysublimowanej przestępczości”.

Biskup Linda skrytykował też organizacje feministyczne, które “nie zabrały głosu” po bestialskim mordzie na zakonnicy. Stwierdził, że zrobiły to prawdopodobnie w związku z tym, że siostra Antonia była osobą konsekrowaną.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem