Reklama

Niedziela Wrocławska

Pandemia trwa. Czy zostaliśmy ukarani?

- Temat kary Bożej, czy też gniewu Bożego, coraz częściej pojawia się na portalach katolickich czy w czasopismach i to w ujęciu, które przeciwstawia je Bożej miłości, dlatego chciałbym odpowiedzieć obszerniej – mówi jezuita z parafii p.w. św. Ignacego Loyoli we Wrocławiu, o. Jan Konior.

z arch. o. Jana Koniora SJ

- Pojęcie kary Bożej, czy kar Bożych, pojawia się Piśmie świętym wielokrotnie. Słownik teologiczny pod red. X. Leon-Dufoura wyróżnia trzy znaczenia tego pojęcia, tj. karę Bożą jako „znak grzechu”, jako „owoc grzechu”, wreszcie jako „objawienie Boże”. Jak podaje Słownik: „Swoją wewnętrzną logiką kara objawia Boga samego”. I dalej, „kara ukazuje całą głębię serca Bożego”: Jego zazdrość już od chwili zawarcia przymierza - (Wj 20, 50, Jego gniew (Iz 9,1 nn), Jego sprawiedliwość (Ez 18,31), miłosierdzie (Oz 11,9) i wreszcie przynaglającą miłość ku nam: „A wy nie powróciliście do mnie!” (Am 4, 6-11; Iż 9,12; Jer 5,3)” – wyjaśnia o. Jan.

Z kolei kard. G. Müller wyjaśnia nam w swej wspaniałej Dogmatyce sens pojęcia gniewu Bożego: „Paweł w Liście do Rzymian przedstawia następstwo pragrzechu jako „utratę Bożej chwały” (Rz 1,22-24; 3,3). Dlatego wszyscy ściągnęli na siebie „gniew Boży” (Rz 1,18; 2,5), to znaczy Jego słuszny wyrok za grzechy.

- Gniew Boga nie oznacza jednak, że Bogiem miotają nawałnice emocji, pragnienie zemsty i chęć rewanżu. W „gniewie” Bóg objawia potrzebę i pragnienie wszystkich ludzi otrzymania przebaczenia swych grzechów. „Gniew” Boga jest objawieniem Jego świętości przeciwko grzechowi i dlatego jest pierwszym wezwaniem do nawrócenia i skruchy (metanoia) – mówi jezuita.

Reklama

Błędem jest przeciwstawianie kary Bożej i/lub gniewu Bożego Bożej miłości.

- Oczywiście, nie każde zło, nie każde cierpienie należy traktować w ten sposób. Nie żyjemy jeszcze w „nowej ziemi”, przemienionej, przebóstwionej przez Trójjedynego Boga. Trzeba jednak postawić pytanie, jakie ma znaczenie pandemia z punktu widzenia Bożej woli dla nas? Czym jest, jak powinna być rozumiana przez ludzi wierzących? I wreszcie pytanie chyba najważniejsze; Jeżeli pandemia koronawirusa nie jest karą Bożą, to czym jest? Jak należy ją rozumieć?! Bardzo chciałbym, żeby ktoś odpowiedział na te pytania – mówi o. Konior. - Moim zdaniem, jest dopustem samego Boga – dodaje.

W obliczu zagrożenia pojawiają się różnego rodzaju reakcje. Część z nich jest zabobonna czy nawet magiczna i pokazuje słabości naszej wiary.

Reklama

- Uleganie „internetom”, uleganie patologiom współczesnej kultury i technik psychomanipulacyjnych, niewłaściwym a nawet krzywdzącym nadinterpretacjom. Trzeba dodać, że ulegają jej również ludzie innych światopoglądów i religii. Oni też nie są od nich wolni, uleganie nie dotyczy tylko katolików – tłumaczy jezuita.

- Pojawią się jednak reakcje lękowe (i to jest gorsze), czy lepiej: nadmiernie lękowe, czasem nawet histeryczne, kładące nadmierny nacisk na bezpieczeństwo. Czym innym jest przecież stosowanie surowych reguł bezpieczeństwa, a czym innym – dla przykładu – krzyki, że nawet pięć osób w kościele to za dużo (wspominali o tym świeccy: np. p. red. Lisicki w „Do Rzeczy”, czy były minister Obrony Narodowej Antoni Macierewicz) – mówi o. Konior.

- W katedrze na kilka tysięcy osób też? – dodaje. - Muszę powiedzieć, że mam ogromne wątpliwości nawet co do tej reguły o pięciu osobach. Przecież w tramwajach i autobusach, sklepach i aptekach reguły są znacznie łagodniejsze. Czy ponoszenie pewnego ryzyka, aby skorzystać z sakramentów, nie jest dopuszczalne a nawet potrzebne? Oczywiście, po rozważeniu każdorazowej sytuacji w sumieniu wspartym łaską dzięki modlitwie Moim zdaniem, w niektórych przynajmniej przypadkach dopuszczalne, a nawet potrzebne.

Z tym wiąże się ściśle kwestia sakramentów.

- Pisanie o wymogach bezpieczeństwa, o tym, co może dać korzystanie z transmisji Mszy św., itd. jest ważne i potrzebne. Ale czy ktoś np. na Deonie, chociaż raz po prostu westchnął, że brakuje mu sakramentów, a zwłaszcza tej szczególnej, intymnej, życiodajnej, bezcennej bliskości, jaką daje Eucharystia...?. Moi wierzący, katoliccy przyjaciele odkrywają - na nowo, nie po raz pierwszy - piękno Domowego Kościoła, ale też – zacytuję wiernie: „po prostu tęsknią za sakramentami” – mówi wrocławski jezuita.

Księża w różnych krajach wychodzą do potrzebujących w różny sposób. Najpierw trzeba wspomnieć o tych kapłanach, którzy wychodząc do chorych i umierających poświecili swoje własne życie. O księdzu w zaawansowanym wieku, który oddał swój respirator młodszemu choremu i zmarł. O dwóch księżach, a pewnie jest ich już więcej, polskim i amerykańskim, którzy spowiadają w samochodach, z zachowaniem stosowanych reguł bezpieczeństwa. O siostrach, które opiekowały się wiernymi przed epidemią i opiekują się nimi również teraz, zarażając się koronawirusem i umierając. O ojcach, braciach i siostrach z zakonów kontemplacyjnych, modlących się nieustannie za świat. Za wielu wiernych świeckich, którzy służą Bogu w chorych; wielu z nich choruje, niektórzy umierają. O wszystkich tych, począwszy od papieża Franciszka, którzy wspierają nas na duchu i uczą, że nawet jeśli „uciekniemy” od koronawirusa, to i tak umrzemy – i uczą nas przygotowania do śmierci z ufnością do Zbawiciela, który pokonał śmierć i zmartwychwstał, musimy pamiętać.

- Według mnie obecna sytuacja jest dopustem samego Boga i dobrze byłoby odczytać dlaczego – mówi o. Konior

O. Jan Konior SJ - jezuita, filozof, teolog, sinolog, rekolekcjonista i kierownik duchowy, autor wielu publikacji naukowych i popularnonaukowych w Polsce i za granicą, głównie z obszaru świata wschodniego oraz duchowości i mistyki. Wykładowca filozofii i kultury. Znawca zła, grzechu i cierpienia w chrześcijaństwie i w religiach niechrześcijańskich.

2020-04-09 10:47

Ocena: +5 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Kapłan oddany Bogu i ludziom

2020-06-05 18:36

ks. Wojciech Kania

W kościele parafialnym pw. Trójcy Świętej w Rudniku nad Sanem pożegnano śp. ks. inf. Czesława Walę.

Duchowieństwo, siostry zakonne i wierni świeccy pożegnali wybitnego duszpasterza i patriotę ks. Czesława Walę w jego rodzinnym mieście Rudniku nad Sanem. Mszy św. przewodniczył metropolita częstochowski abp Wacław Depo. Koncelebrowali bp Krzysztof Nitkiewicz, Ordynariusz Diecezji Sandomierskiej oraz biskup pomocniczy Diecezji Radomskiej Piotr Turzyński.

ks. Wojciech Kania

– Wasze miasto, w którym urodził się ten charyzmatyczny kapłan i do którego wrócił na emeryturę po przeszło 50 latach niezwykle owocnej pracy duszpasterskiej, miało być miejscem wytchnienia i oczekiwania na ostateczne spotkanie z Panem. Tymczasem, pomimo choroby i słabnących sił, ks. Wala dalej pielęgnował zapoczątkowane przez siebie dzieła, koncentrując się na pracy z głuchoniemymi i budowie dla nich, jakże potrzebnego ośrodka. Nic dla siebie, wszystko dla Chrystusa i drugiego człowieka. Taki był do ostatniego tchnienia – powiedział na początku liturgii bp Nitkiewicz.

ks. Wojciech Kania

Abp Wacław Depo nakreślił w homilii kilka obrazów z życia zmarłego, którego poznał jeszcze jako kleryk sandomierskiego seminarium. Opowiedział, że pierwszy raz zobaczył księdza Walę modlącego się na kolanach przy wiejskiej kapliczce razem z grupką dzieci. W tym miejscu wybudował później kałkowskie sanktuarium. Metropolita Częstochowski podkreślił pobożność maryjną zmarłego i otwartość serca, która sprawiała, że dzielił się dosłownie ostatnią kromką chleba. Jego głęboka pobożność szła w parze z przejrzystością życia, do tego stopnia, że nie miał nawet w domu firanek.

Abp Depo wspominał również o największych osiągnięciach ks. inf. Czesława Wali, w tym o budowie Sanktuarium Maryjnego w Kałkowie – Godowie.

– Wszyscy dziwili się skąd taki plan, nawet zarzucano mu, że wymyślił sobie sanktuarium. On zawsze mówił, że to jest sprawa Maryi, zawierzył jej i powstało miejsce, które gromadzi pielgrzymów i to jest cudowne – mówił abp Depo. Hierarcha podkreślał również, że ks. Wala kierował się wielką miłością do Ojczyzny, której uczył innych. – Jego umiłowanie ojczyzny i odpowiedzialność za nią jest dla nas zobowiązaniem. Dlatego dziękujemy Bogu za jego osobę, jego dzieła niech będą zawsze wdzięczną pamięcią o jego postawie i jego zawierzeniu Panu Bogu we wszystkim – powiedział abp Wacław Depo.

ks. Wojciech Kania

Do uczestników uroczystości pogrzebowych ks. inf. Czesława Wali specjalny list skierował Prezydent RP Andrzej Duda, w którym zaznaczył, że Ksiądz Infułat dawał wszystkim wspaniałe świadectwo życia Ewangelią. – W ciągu przeszło 55 lat posługi duszpasterskiej Ksiądz Infułat dał wspaniałe świadectwo, że dla człowieka kierującego się wskazaniami Ewangelii nie ma rzeczy niemożliwych. Dzięki swojej serdeczności i determinacji potrafił pokonywać największe przeciwności – napisał Prezydent.

Na zakończenie Eucharystii za posługę ks. inf. Czesława Wali dziękował bp pomocniczy z Radomia Piotr Turzyński, który reprezentował bpa Henryka Tomasika. Odczytany został również list od Przełożonej Generalnej Sióstr Pallotynek Ivete Garlet, a ks. Stanisław Gurba odczytał list od Matki Generalnej Zgromadzenia Sióstr Salezjanek Najświętszych Serc s. Ines De Giorgi. Słowa wdzięczności i pożegnania wypowiedział również w imieniu samorządowców Burmistrz Miasta Rudnik nad Sanem Waldemar Grochowski oraz współpracownicy śp. Ks. Wali.


Po Mszy św., ciało ks. inf. Czesława Wali zostało przewiezione do Kałkowa, gdzie odbędzie się dalsza część uroczystości pogrzebowych.

Ks. inf. Czesław Wala urodził się 23 października 1936 r. w Rudniku nad Sanem. Był absolwentem miejscowego liceum ogólnokształcącego. Po maturze przez rok pracował w Urzędzie Gminy. Następnie wstąpił do Wyższego Seminarium Duchownego w Sandomierzu. Święcenia kapłańskie otrzymał z rąk Sługi Bożego bp. Piotra Gołębiowskiego 7 czerwca 1964 r. Jako wikariusz pracował w Sławnie, a od 1967 r. rozpoczął pracę w Krynkach koło Starachowic. Często pełnił posługę w oddalonej o 9 kilometrów od Krynek wsi Kałków. Dzięki jego staraniom w miejscowości tej powstał punkt katechetyczny oraz kaplica. Dnia 17 października 1971 r., na beatyfikację o. Maksymiliana Kolbego, skromna kaplica przemieniła się w nieduży kościół pod jego wezwaniem. Parafia w Kałkowie została erygowana 1 października 1981 r., a ks. Wala został jej pierwszym proboszczem. W 1982 r. zrodziła się idea budowy sanktuarium Maryjnego. Mimo przeszkód czynionych przez władze, 22 maja 1983 r. do budującego się kościoła sprowadzono kopię obrazu Matki Bożej z Lichenia. Maryjną świątynię poświęcił w 1988 r. bp Marian Zimałek. Na przełomie lat 1985 i 1986 ks. Wala wybudował Golgotę Martyrologii Narodu Polskiego. Po przejściu na emeryturę zamieszkał w Rudniku nad Sanem, gdzie rozpoczął budowę domu opieki i formacji dla głuchoniemych.

CZYTAJ DALEJ

Zmarł płk Marian Tomaszewski - żołnierz Armii Andersa, zdobywca Monte Casino

2020-06-05 20:34

[ TEMATY ]

zmarły

armia Andersa

Monte Cassino

żołnierz polski

Beudin/Wikipedia

Marian Bronislaw Tomaszewski; Monte Cassino 2011

W Wielkiej Brytanii na Wieczną Wartę odszedł płk Marian Tomaszewski, sybirak, żołnierz 2 Korpusu, waleczny pancerniak 6 Pułku Dzieci Lwowskich, zdobywca Monte Cassino, Piedimonte, Ankony i Bolonii - poinformował w piątek na Twitterze szef UdSKiOR Jan Józef Kasprzyk.

Płk Marian Tomaszewski urodził się w 1922 r. w Przemyślu. W listopadzie 1939 r. został aresztowany przez NKWD, następnie został zesłany do Kazachstanu. Po amnestii, w sierpniu 1941 r. wstąpił do Armii Andersa. Służył w 6. Pułku Pancernym "Dzieci Lwowskich". Walczył o Monte Cassino, Piedimonte San Germano, Ankonę i Bolonię.

Podczas uroczystości z okazji rocznicy wyzwolenia Bolonii opowiadał PAP, że "największą przeszkodą były liczne i głębokie kanały, które utrudniały przejście czołgom". "Wrzucaliśmy do nich faszyny, czyli takie powiązane ze sobą gałęzie drzew, by przejechać. A Niemcy ostrzeliwali nas, mieli ściągniętą na północ artylerię, były też wypady ich komandosów" - wspominał.

Dodał, że mieszkańcy Bolonii byli wobec wchodzących do ich miasta Polaków niezwykle serdeczni. "W oknach wywieszano flagi polskie, napisy +Viva Polonia+ były wszędzie"
- opowiadał. Dodał też, że entuzjazm części ludności przygasł dopiero wtedy, gdy Polacy rozbrajali oddziały partyzantki komunistycznej, wobec której - po doświadczeniach w sowieckiej Rosji - byli niechętni. "Komuniści rozprawiali się z faszystami, mordowali ich, a my staraliśmy się temu zapobiegać. Uważaliśmy, że takimi sprawami powinien zająć się sąd" - zaznaczył Tomaszewski.

Płk Marian Tomaszewski, który walczył o Ankonę wspominał, że najtrudniejsze walki z Niemcami dla jego pułku toczyły się w Piedimonte San Germano. Do zdobycia włoskiego miasteczka, którego niemieckie umocnienia przypominały "mały Stalingrad", doszło 25 maja 1944 r. po walkach o Monte Cassino. "Nad Adriatykiem Niemcy nie stawiali już większego oporu. Z ich strony to już była raczej walka opóźniająca, starali się nas zatrzymać, zakładali miny na drogach" - wspominał kombatant.

Podczas II wojny światowej został odznaczony Krzyżem Walecznych, Złotym Krzyżem Zasługi, Srebrnym Krzyżem Zasługi i Krzyżem Monte Cassino.

Zmarł w wieku 98 lat w Wielkiej Brytanii. (PAP)

Autor: Olga Łozińska

oloz/ pat/

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

Wspierają nas

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję