Reklama

Niedziela w Warszawie

Szedł wiernie śladami Jezusa

Jego wrogowie potrzebowali bardzo dużo czasu, aby zorientować się, że z nim nie można wygrać, bo jest osobą, która na co dzień żyje Bogiem i przesłaniem Ewangelii – mówił o kard. Stefanie Wyszyńskim w homilii w archikatedrze warszawskiej ks. prał. Bogdan Bartołd.

2020-09-28 23:50

[ TEMATY ]

kard. Stefan Wyszyński

beatyfikacja kard. Wyszyńskiego

Archikatedra św.Jana Chrzciciela

Łukasz Krzysztofka/Niedziela

W czasie wieczornej Mszy św., jak każdego 28. dnia miesiąca, modlono się o dobre owoce beatyfikacji Prymasa Tysiąclecia. W koncelebrowanej Eucharystii uczestniczyły członkinie Instytutu Prymasa Wyszyńskiego, Rycerze Jana Pawła II, przedstawiciele Archikonfraterni Literackiej oraz wiele osób, które co miesiąc wytrwale przychodzą prosić Boga o dar rychłej beatyfikacji kard. Wyszyńskiego.

W homilii proboszcz parafii archikatedralnej podkreślił, że Prymas Wyszyński zasłużył sobie jak mało kto na wszystkie zaszczytne tytuły, jakimi go jeszcze za życia obdarowywano, co potwierdzają wszyscy, którzy pamiętają jeszcze czasy reżimu komunistycznego. - Kim był Prymas Wyszyński dla wszystkich ludzi, żyjących w Polsce, pozbawionych godności, nadziei, perspektyw, tych, o których mówiono, że są pracującymi miast i wsi? Był przede wszystkim ojcem – zauważył ks. Bartołd. Odwołał się do dramatycznego okresu trzyletniego uwięzienie Prymasa i entuzjastycznego powitania po powrocie z więzienia do Warszawy, przez co kard. Wyszyński stał się ojcem narodu i najwyższym autorytetem. - To był punkt odniesienia, nasz przewodnik na drogach wiary. Komuniści już wtedy nie stosowali tak krwawych represji, ale wciąż używali całego wachlarza prześladowań i trzeba było przestawić się na długofalowy sprzeciw – przypomniał ks. Bartołd i przytoczył wielkie programy i akcje duszpasterskie Prymasa, jak Wielka Nowenna, Tysiąclecie Chrztu Polski czy peregrynacja Matki Bożej w Obrazie Nawiedzenia. Kard. Wyszyński w tamtym czasie, nie zważając na trudności walczył o budowę nowych kościołów, erygował nowe parafie, organizował katechizację dzieci i młodzieży, opiekował się rodzinami.

Reklama

- Czyż nie byliśmy dumni, że mamy takiego pasterza? Mimo różnych przeciwności czuliśmy się bezpieczni – zaznaczył proboszcz archikatedry i przywołał swoje osobiste wspomnienia z momentu, gdy kard. Wyszyński przyjmował go do seminarium. - Wyprostowana sylwetka, twarz pięknie rozświetlona blaskiem, myśl bardzo logiczna, spokojna i wierność Prawdzie. To budziło respekt. Jak się pojawił Ksiądz Prymas Wyszyński, to od razu czuło się Boży pokój. On swoją obecnością dodawał sił do codziennych zmagań - wspominał.

- Jego wrogowie potrzebowali bardzo dużo czasu, aby się zorientować, że z nim nie można wygrać, bo jest to osoba, która na co dzień żyje Bogiem, przesłaniem Ewangelii. Ileż na Prymasa Wyszyńskiego nasyłano agentów, szpiegów. Naprzeciwko Pałacu Prymasowskiego na Miodowej zainstalowano komórkę Służby Bezpieczeństwa, która inwigilowała go 24 godziny na dobę i nic kompromitującego nie odkryli. Nic nie wskórali. W końcu wynieśli się stamtąd, uznali, że przegrali. Sami przyznali: przegraliśmy z człowiekiem Bożym – mówił ks. Bartołd.

Podkreślił, że Prymas Wyszyński, choć był pozornie człowiekiem słabym, wątłym, słabo uzbrojonym, jednak rozpoczął walkę z Goliatem, jakim był komunizm, wykazując się przy tym wielką odwagą. Wynikała ona z bezgranicznego zaufania Bogu. Nigdy nie cofnął się ani nie zdradził Chrystusa. - Ci, którzy go znają mówią, że źródłem jego siły była niezłomna wiara, wielkie zaufanie Bogu. Tajemnica zwycięstwa Prymasa Tysiąclecia tkwi w tym, że szedł wiernie śladami Mistrza – Jezusa. Był synem i niewolnikiem Matki Bożej. Gdy miał jakieś wątpliwości, gdy nieraz potrzebował jasnego światła, by podjąć dobrą decyzję, szedł do Maryi po radę, nie zważając na krytykę nawet sobie najbliższych bardzo mocno stawiał na każdego człowieka – zaznaczył ks. Bartołd i dodał, że ludzie prowadzeni przez kard. Wyszyńskiego nie zawiedli go. - W tych trudnych czasach pozostawali wierni, modlili się po domach, odmawiali różaniec. Mimo różnego rodzaju szykan uczestniczyli we Mszach św. w kościele. Wychowali dzieci wbrew koniunkturze i zakazom władz. A po nocach ludzie wychowani przez Prymasa Wyszyńskiego bez pozwolenia budowali świątynie, stawiali się na wszystkie uroczystości kościelne i tłumnie wypełniali kościoły – powiedział kaznodzieja.

Reklama

Przypomniał, że gdy kard. Wojtyła został papieżem, to ci ludzie wyszli, policzyli się i przestali się bać. Założyli „Solidarność” i rozpoczęli swoją niesłychaną wędrówkę z niewoli do obiecanej ziemi wolności. – Kiedy umierał tuż po zamachu na Jana Pawła II Prymas Wyszyński, mieliśmy przekonanie, że umierał święty człowiek, który dzięki niezwykłej wierze i przymierzu z Matką Bożą i Jezusem stał się opoką i ocalił swój lud mieszkający na polskiej ziemi.

Po Komunii tradycyjnie fragment nauczania kard. Wyszyńskiego – tym razem poświęcony ochronie życia dzieci nienarodzonych – odczytała Barbara Dobrzyńska. Po Mszy św. celebransi i wierni przeszli do kaplicy, w której znajduje się grób Sługi Bożego. Tam modlitwę poprowadził ks. prał. Tadeusz Sowa, moderator wydziałów duszpasterskich Kurii Archidiecezji Warszawskiej i dyrektor Wydziału Duszpasterstwa Ogólnego. Na zakończenie odśpiewano Apel Jasnogórski.

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Z wdzięczności za Cud nad Wisłą

Tak jak przed najważniejszą bitwą wojny polsko-bolszewickiej, dokładnie 100 lat później na pl. Zamkowy z archikatedry św. Jana Chrzciciela przeszła błagalna procesja z Najświętszym Sakramentem.

Na pamiątkę pokutnych modlitw i procesji mieszkańców Warszawy, które zmierzały na plac Zamkowy w niedzielę 8 sierpnia 1920 r. przed decydującą bitwą wojny polsko-bolszewickiej, równo 100 lat po tamtej pamiętnej dacie warszawiacy znów oddali publicznie hołd Jezusowi w Najświętszym Sakramencie i Matce Bożej Łaskawej. Modląc się i śpiewając pieśni eucharystyczne i maryjne, niosąc figurę Matki Bożej Łaskawej i biało-czerwone flagi oraz relikwie polskich świętych i błogosławionych przeszli z archikatedry w uroczystej procesji pod kolumnę Zygmunta na pl. Zamkowym. Tam odbyło się nabożeństwo dziękczynno-błagalne.

Poprzedziła je Msza św. w archikatedrze pod przewodnictwem ks. prał. Bogdana Bartołda, proboszcza parafii archikatedralnej. W kazaniu podkreślił, że sierpień jest w Polsce miesiącem Matki Bożej. - Jak Maryja nas, Polaków, umiłowała! Jak wpisała się w dzieje naszego narodu! W iluż polskich sanktuariach jest obecna! Gdy patrzymy na Maryję, widzimy Jej oczy, płaszcz nad całym naszym narodem. Jak ciągle wyprasza nam łaski. Tak bardzo nas umiłowała, że ciągle do Niej pielgrzymujemy i przychodzimy, ciągle przed Nią stajemy. Mimo pandemii pielgrzymują pątnicy, żeby spotkać się z Maryją w Jej domu Jasnogórskim – przypomniał kaznodzieja.

Ks. Bartołd zwrócił również uwagę, że od najdawniejszych czasów polski naród wznosi modlitwy do Maryi. - Tak było przed Bitwą Warszawską z 1920 r., która nosi miano Cudu nad Wisłą. Dzisiaj gromadzi nas Matka Boża. Modlimy się za wszystkich poległych na polach chwały, ale również chcemy dziękować Maryi za to ocalenie polskiej niepodległości tak przecież dopiero kruchuteńkiej. Chcemy Ci dziękować, Matko Boża, za uchronienie całej Europy przed niewolą, wprowadzeniem sowieckiego totalitaryzmu - podkreślał. Dodał, że z wdzięcznością stajemy na Eucharystii, składając Bogu dziękczynienie za dar wolności.

- Bogu wszechmogącemu zawdzięczamy Cud nad Wisłą. To co się wydarzyło na przedpolach Warszawy było wpisane w Jego Opatrzność. Bóg pokierował tym wszystkim, postawił odpowiednie osoby. Marszałek Józef Piłsudski miał pełną świadomość, że wola Boga Najwyższego o wszystkim decyduje i że to od Niego zależy, jaki będzie dalszy rozwój sytuacji – zaznaczył proboszcz stołecznej archikatedry.

Przypomniał też postać ks. Ignacego Skorupki, który w czasie kazania do żołnierzy powiedział: Czekają nas jeszcze ciężkie ofiary, ale nie bójcie się, bo 15 sierpnia – w dzień naszej Królowej – losy odwrócą się w naszą stronę. - Jakże te słowa budziły w sercach słuchaczy, młodych chłopaków, otuchę i ufność w pomoc Matki Bożej. Sam gen. Józef Haller wołał wówczas do swoich żołnierzy: Bracia, bronimy naszych najświętszych praw, dlatego z Bożego wyroku zwyciężymy! – mówił ks. Bartołd.

Kaznodzieja odniósł się do wydarzeń z 15 sierpnia 1920 r. podkreślając, że wtedy dokonał się cud, ponieważ ofiary krwi polskiej i polskich ziaren zostały przyjęte. Polska obroniła swoją wolność. Ks. Bartołd przypomniał, że ówczesny nuncjusz apostolski w Polsce abp Achilles Ratti podczas Bitwy Warszawskiej pozostał w Warszawie. Porównał to zwycięstwo do Odsieczy Wiedeńskiej z 1683 r. Powiedział, że ciężar tego zwycięstwa jest tak samo wielki.

- Przypominamy sobie tamte wydarzenia po to, aby dziękować Bogu za to zwycięstwo, że możemy żyć w wolnej i niepodległej Polsce. Dziękujemy Bogu za tych, którzy z miłości do Ojczyzny stanęli wówczas w jej obronie i oddali swoje życie. To bohaterscy synowie i córki polskiej ziemi, patrioci wychowani w pięknej polskiej tradycji, która zamykała się w trzech słowach: Bóg, honor, Ojczyzna. Dla nich to nie były puste hasła, ale najwyższe wartości – podkreślił ks. Bartołd.

Zwrócił uwagę, że świętowanie tych wydarzeń to nie tylko wspominanie tego, co było kiedyś, ponieważ historia nabiera znaczenia i wartości wtedy, kiedy jest rozważana w perspektywie teraźniejszości i przyszłości. - Społeczeństwo bez historii jest społeczeństwem bez korzeni i tożsamości. Historia zawsze jest bardzo wymagająca – bo jest surowa. Ale przez to, że potrafi nas napominać, uczy nas i przestrzega, że największe klęski przychodziły nas nasz naród wtedy, gdy nie potrafiliśmy z tych wydarzeń wyciągać właściwych, pouczających wniosków. Kiedy stawaliśmy jako ci, którzy ciągle się kłócą, prowadzą dysputy, walki polityczne, wnoszą różnego rodzaju niepokój w życie polityczne, społeczne, różnymi pomysłami, które chcą zmienić naszą cywilizację opartą na przykazaniu miłości – zaznaczył proboszcz archikatedry i dodał, że dzisiaj mamy uczyć się z tamtych wydarzeń, iż powinniśmy opierać się na najważniejszym przykazaniu miłości Boga i bliźniego. Podkreślił także, że nie wolno nam zapomnieć o ofierze, jaką ponieśli nasi przodkowie walcząc o wolność Ojczyzny i cenić wartości, które były dla nich najważniejsze, a za które poświęcali swoje życie.

Wtedy, 100 lat temu, niedziela 8 sierpnia była w stolicy dniem publicznych modlitw z generalnym rozgrzeszeniem i Komunią Świętą. Wieczorem, po zakończonej całodziennej adoracji, z kościołów Warszawy ruszyły do serca stolicy, na plac Zamkowy, uroczyste procesje pokutno-błagalne. Pod kolumną Zygmunta, na ołtarzu polowym, wystawiono dla publicznej adoracji relikwie błogosławionych Andrzeja Boboli i Władysława z Gielniowa. Również przez ich przyczynę warszawianie błagali dobrego Boga o zmiłowanie dla Ojczyzny i jej stolicy, znajdujących się w przededniu tragedii. W pobliskiej katedrze św. Jana i przylegającej do niej świątyni Patronki Warszawy czuwania modlitewne trwały cały dzień. W tym czasie zza Wisły dochodziły odgłosy wystrzałów, a nocą widać było łuny od strony Pragi. Nieustannie wzywano Najświętszą Maryję, Patronkę Warszawy i Strażniczkę Polski, na pomoc. Jak bardzo gorliwa była to modlitwa mogą świadczyć słowa generała Maxima Weyganda, członka misji francuskiej w Polsce, który napisał: „Podziwiałem, w owym sierpniowym 1920 r., z jaką żarliwością naród polski padał na kolana w kościołach i szedł w procesjach po ulicach Warszawy. Ja nigdy w życiu nie widziałem takiej modlitwy jak w Warszawie”.

CZYTAJ DALEJ

Osobliwości kuchni klasztornej i seminaryjnej

2020-10-24 09:47

Archiwum

Tak brzmi tytuł nowej książki prof. dr hab. Anny Szylar i ks. Piotra Tylca, powstałej z racji jubileuszu 200 - lecia Wyższego Seminarium Duchownego w Sandomierzu.

Autorzy na łamach pozycji zagłębiają się w świat dawnej kuchni klasztoru sióstr benedyktynek i sandomierskiego seminarium. Piszą o specjałach, które podawano na stołach. Przekazują kilka przepisów z zaznaczeniem kiedy na stole zakonnym i kleryckim mogły być podawane dane potrawy, a kiedy nie.

Publikacja składa się z dwóch części. Pierwsza skupia uwagę na kuchni klasztornej, na różnych regulacjach prawa kanonicznego oraz reguł zakonnych, do których dostosowane były podawane pokarmy. Został w niej szczegółowo podany opis organizacji kuchni klasztornej w zakresie sprzętów, miejsc przechowywania produktów oraz przygotowywania posiłków. Autorzy opisują również sposoby pozyskiwania produktów do posiłków oraz ogrody klasztorne, do których zaliczał się ogród zimowy nazywany pomarańczarnią lub oranżerią. Podobnie jak przy niektórych klasztorach XVIII w., sandomierskie siostry benedyktynki posiadały takowy. Był to oddzielny budynek składający się z trzech pomieszczeń. W jednym uprawiane były pomarańcze, w drugim rozmaryn, natomiast trzecie pomieszczenie było mieszkaniem ogrodnika. Oranżeria spłonęła w 1757 r., jednak bardzo szybko ją odbudowano. Już w 1804 r. rosły w niej 4 drzewka migdałowe, 1 cytrynowe, 3 cytrusowe oraz 35 sadzonek rozmarynu. Autorzy książki zaznajamiają również czytelników z zasadami obowiązującymi w refektarzu klasztornym w trakcie posiłków.

Druga część opisuje stół klerycki do roku 1939. Poświęcono w niej sporo miejsca na opis jadłospisu kleryków seminarium duchownego oraz zaopatrzeniu spiżarni. Dokładne zapoznanie się z produktami pozwoliło odtworzyć spis seminaryjnych przepisów kuchennych. Autorzy podają przepisy na: zupy, dania jarskie, ryby, dania mięsne oraz jarzyny. Wiele z nich znamy z domowej kuchni, bo pod nazwami z tamtych czasów kryją się potrawy spożywane do dziś. Jednak na uwagę zasługuje przepis na zupę migdałową: „Do pół funta (ok. 20 dkg) słodkich migdałów dodać kilka gorzkich, sparzyć je gorącą wodą, obrać z łupin i drobno w młynku zemleć: przy tym skropić ją trochę wodą, aby tłuszczu czyli olejku z siebie nie puszczały. To wszystko włożyć na miskę i wlać w tę masę dwie kwarty (ok. 2 litry) gotowanej wody, po czym przecedzić przez gęste sito lub serwetkę. Pozostałą masę można jeszcze raz zalać gotującą wodą i jeszcze raz przecisnąć przez serwetę. Płyn ten należy osłodzić ćwierć funtem (ok. 10 dkg) kakao. Do podobnej zupy gotuje się ćwierć funta ryżu na sypko. Można go ugotować na mleku z cukrem, jak również można na wodzie z solą i masłem. Trochę rodzynek bez pestek można dorzucić. Zupy takie podaje się na ciepło, ale również i ostudzone podczas upałów”.

Uzupełnieniem książki jest bogaty zasób fotografii ukazujący wygląd kuchni kleryckiej, jak również zachowane przedmioty po siostrach benedyktynkach znajdujące się w Muzeum Diecezjalnym.

Jak pisze w recenzji książki prof. dr hab. Jolanta M. Marszalska: „Prowadzona wartko narracja obu części tej niewielkiej, lecz jakże ciekawej i ważnej publikacji ukazuje jeden z aspektów codziennego życia jakim było pożywienie i jego przygotowanie, obok modlitwy i umartwienia jakże ważnego dla zdrowego funkcjonowania”.

Pomysłodawcą wydania książki jest bp Krzysztof Nitkiewicz, a wydrukowało ją Wydawnictwo Diecezjalne i Drukarnia w Sandomierzu.

CZYTAJ DALEJ

Ida Nowakowska i Tomasz Wolny za życiem!

2020-10-24 20:33

[ TEMATY ]

życie

Tomasz Wolny/Ida Nowakowska / autor: YT/Stowarzyszenie Aktywnie Przeciwko Depresji/Fratria

Ida Nowakowska i Tomasz Wolny za życiem! "Nie można go zlikwidować, bo się chce". "Kocham ferajnę z Chromosomem Miłości!"

Sędziowie Trybunału Konstytucyjnego wydali komunikat w którym podkreślają, że iż fakt, iż dziecko poczęte jest chore nie może być samodzielną przesłanką dla przerwania ciąży.

Orzeczenie TK wywołało histerię środowisk liberalno-lewicowych. W medialnym szumie nie może nam jednak umknąć to co najważniejsze, czyli prawo do życia i miłość. Zwracają na to uwagę znani i lubiani prezenterzy Ida Nowakowska i Tomasz Wolny.

Ida Nowakowska w rozmowie z „Jastrząb Post” odniosła się do wyroku Trybunału Konstytucyjnego, który orzekł, że przepis zezwalający na dopuszczalność aborcji w przypadku dużego prawdopodobieństwa ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu jest niezgodny z konstytucją.

Ten temat jest niezwykle trudny, wrażliwy. Dotyka wielu osób i w różnym stopniu każdy inaczej przeżywa tę historię — podkreśliła prezenterka TVP, która wielokrotnie podkreślała, że jest osobą wierzącą.

Ja podchodzę do tego indywidualnie, sama nie miałam takiej sytuacji, więc staram się gdzieś otworzyć swoje serce i zrozumieć. Ale jestem wychowana tak, że wiem, że życie to jest coś, czego nie można po prostu zlikwidować, bo się chce, ma się taką zachciankę. Wszystko jest po coś — podkreśliła.

Ida Nowakowska zaapelowała też do celebrytów o rozwagę przy publicznym zabieraniu głosu w tak delikatnej i ważnej sprawie jaką jest życie nienarodzonych jeszcze dzieci.

Tomasz Wolny z TVP stwierdził natomiast krótko: kocham te moją ferajnę z 21 Chromosomem Miłości!

To właśnie dzieci z zespołem Downa są wyjątkowo często skazywane na aborcję. Mówił o tym chociażby europoseł PiS Patryk Jaki.

Tomasz Wolny podkreślił, że dzięki dzieciom z „Chromosomem miłości” świat jest lepszy.

Dzięki nim świat jest nie tylko piękniejszy, ale i lepszy! Oni pokazują nam jacy sami powinniśmy być na co dzień i dokładnie tak jak my, chcą i mają prawo by żyć — napisał.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Przejdź teraz
REKLAMA: Artykuł wyświetli się za 15 sekund

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję