Reklama

Aspekty

Ks. prał. Zbigniew Kobus: Gorzowska katedra jest prawie gotowa na przyjęcie uczestników Liturgii

Kilka dni temu miało się odbyć oficjalne otwarcie gorzowskiej Katedry. Ze względu na stan pandemii i wzrost liczby zachorowań ten termin został przełożony. Jednak postanowiliśmy sprawdzić jak postępują prace i co zmieniło się w światyni, która jest matką wszystkich kościołów diecezji.

[ TEMATY ]

katedra

gorzów

Karolina Krasowska

- Ze względu na czas pandemii i wzrost liczby zachorowań musieliśmy przełożyć termin jej otwarcia, jednak myślę, że w najbliższym czasie uda się nam to zrobić - mówi ks. prał Zbigniew Kobus

- Ze względu na czas pandemii i wzrost liczby zachorowań musieliśmy przełożyć termin jej otwarcia, jednak myślę, że w najbliższym czasie uda się nam to zrobić - mówi ks. prał Zbigniew Kobus

Pierwsze co ukazało się moim oczom po przekroczeniu progów katedry, to zupełnie ocieplone i pojaśniałe wnętrze. W świątyni widać już ustawione nowe ławki, i zupełnie nową posadzkę. W tle trwają jeszcze drobne prace remontowe związane ze spoinowaniem czy elektryką. W okolicach prezbiterium stoi już wyposażenie katedry, jednak jeszcze zabezpieczeone i pokryte folią, czekajace na ten odpowiedni, ostateczny moment, by je rozpieczętować. Już niebawem, jak mówi proboszcz ks. prał. Zbigniew Kobus, znikną też rusztowania ustawione na zewnątrz katedry.

Zobacz zdjęcia: Jak prezentuje się odnowiona gorzowska ketedra?

- Gorzowska katedra jest prawie gotowa na przyjęcie uczestników Liturgii. Ze względu na czas pandemii i wzrost liczby zachorowań musieliśmy przełożyć termin jej otwarcia, jednak myślę, że w najbliższym czasie uda się nam to zrobić - mówi ks. prał Zbigniew Kobus, proboszcz gorzowskiej katedry.

Cały obszerny artykuł na temat tego, jakie dokładnie zmiany zaszły w gorzowskiej katedrze przeczytacie w Niedzieli zielonogórsko-gorzowskiej 8 listopada. Tymczasem zapraszamy do obejrzenia naszej fotogalerii. 

2020-10-27 12:10

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Z tej katedry, naszej dawnej kolegiaty

2020-11-10 10:08

Niedziela zamojsko-lubaczowska 46/2020, str. IV

[ TEMATY ]

katedra

Zamość

Ks. Krzysztof Hawro

Zamojska katedra

Zamojska katedra

Trudno sobie wyobrazić spacer po zamojskim Starym Mieście bez odwiedzenia pięknej katedry, która dumnie wznosi się nad jego uliczkami.

Nie tylko kroki turystów zwiedzających Hetmański Gród, ale także mieszkańców miasta i okolicznych wsi, kierują się często do tej wyjątkowej, bogatej w historię i zabytki świątyni. Nie ma się co dziwić, wszak to dawna kolegiata a dziś katedra – matka kościołów diecezji. Zamojska katedra została konsekrowana przed trzystu osiemdziesięciu trzema laty, 18 listopada 1637 r. przez bp. Jana Chrzciciela Zamoyskiego.

Powstanie świątyni

Katedrę ufundował założyciel miasta, Jan Zamoyski według projektu włoskiego architekta Bernardo Morando na przełomie XVI i XVII w. Prace przy jej budowie rozpoczęto w 1587 r. Styl architektoniczny katedry jest związany z tzw. renesansem lubelskim. Świątynia wybudowana jest w wymiarach 45 m długości i 30 m szerokości. Nawiązują one do wymiarów ówczesnego Zamościa i są równe jego 15-krotnemu pomniejszeniu. Jest to katedra o typie bazylikowym, z wyższą nawą główną ze sklepieniami kolebkowymi oraz lunetami, sięgającą 20 m oraz niższymi nawami bocznymi. Dziś prowadzą do niej 3 wejścia – poza głównym od zachodu, również 2 boczne przez dawne kaplice (od północy i południa). Wewnątrz znajduje się 9 kaplic, po 4 w obu niższych nawach bocznych oraz jedna przy prezbiterium (po jego prawej stronie). Poszczególne kaplice, bogate w cenne obiekty, ołtarze, obrazy, poświęcone są różnym osobom. Papież Klemens VIII 5 grudnia 1594 r., na prośbę ordynata Jana Zamoyskiego, zatwierdził przywileje kolegiaty i ustanowił przy niej Kapitułę Zamojską, a wcześniej, 29 października 1594 r. – akademię (trzecią w Polsce wyższą uczelnię). Już od roku 1600 odbywały się nabożeństwa w kościele św. Tomasza, chociaż kościół nie był jeszcze ukończony. W tym też roku biskup chełmski Stanisław Gomoliński przeniósł do niego parafię. Świątynia stanowi wotum wdzięczności za zwycięskie bitwy w obronie Rzeczypospolitej, którym przewodził hetman Jan Zamoyski (żadnej z nich nie przegrał, a zwycięstwa odnosił przeważnie w niedzielę – dzień Zmartwychwstania Pańskiego).

Katedra obecnie

Obecnie kościół katedralny pw. Zmartwychwstania Pańskiego i św. Tomasza Apostoła zajmuje specjalne miejsce wśród niezliczonych dzieł sztuki i architektury sakralnej, które są wyrazem wiary naszego narodu. Jest ona jednym z najcenniejszych zabytkowych kościołów w Polsce, zaś w historii była wiodącym ośrodkiem życia religijnego Ordynacji Zamojskiej, w której odgrywała tę samą rolę, co katedra wawelska w Rzeczypospolitej.

Wśród kaplic usytuowanych w nawach bocznych na szczególną uwagę pielgrzymów i turystów zasługuje kaplica Matki Bożej Opieki, zwanej Łaskawą lub Odwachowską. To tutaj znajduje się otoczony czcią wiernych obraz Matki Bożej z Dzieciątkiem. Obraz ten przeniesiony w 1803 r. z odwachu – wartowni straży garnizonowej, 9 września 2000 r. został uroczyście ukoronowany przez Prymasa Polski, kard. Józefa Glempa, koronami papieskimi, które poświęcił św. Jan Paweł II w Zamościu 12 czerwca 1999 r. Po przeciwnej stronie katedry, po lewej stronie prezbiterium znajduje się nosząca wezwanie Przemienienia Pańskiego Kaplica Zamoyskich, zwana też Ordynacką. Nawiedzając tę kaplicę, możemy zobaczyć, wykonaną z czarnego marmuru, płytę nagrobną hetmana Jana Zamoyskiego. W jej ołtarzu głównym znajduje się obraz przedstawiający Przemienienie Pańskie, zaś po bokach – mniejsze portrety założyciela miasta i jego syna Tomasza oraz nagrobek z rzeźbami XIV ordynata – Tomasza F. Zamoyskiego.

Tu spoczywają Zamoyscy

Pod nawą główną znajdują się krypty z trumnami oraz prochami Zamoyskich. Wejście do krypt jest zamknięte żelaznymi drzwiami z herbami tej rodziny, ułożonymi poziomo w posadzce koło kaplicy różańcowej. W jednej z krypt spoczywa założyciel i fundator Zamościa oraz katedry. Tu pochowany jest także bp Jan Chrzciciel Zamoyski, biskup bakowski, który z upoważnienia Remigiusza Koniecpolskiego, biskupa chełmskiego dokonał poświęcenia świątyni.

Ślady papieża

Podczas wizyty apostolskiej w Zamościu, w progi katedry wszedł Następca św. Piotra, papież Jan Paweł II. Miejsce, w którym się modlił, upamiętnia płyta, zaś klęcznik, który służył mu podczas osobistej rozmowy z Bogiem, wyeksponowany jest w Kaplicy Ordynackiej. Ważną pamiątką po świętym papieżu jest świeca, którą ofiarował pielgrzymom z Zamościa w 1981 r., a która umieszczona jest w Kaplicy Matki Bożej Łaskawej. Oprócz tych widocznych śladów, szczególnego znaczenia nabierają słowa Ojca Świętego o katedrze, które wypowiedział 12 czerwca 1999 r.: „Niemym, ale jakże wymownym świadkiem spuścizny wieków jest zamojska kolegiata, którą dane mi było podnieść do godności katedry. Kryje ona w sobie nie tylko wspaniałe zabytki architektury i sztuki religijnej, ale również prochy tych, którzy tę wielką tradycję tworzyli. Cieszę się, że dziś, nawiedzając to piękne miasto i ziemię zamojską, mogę powracać do tego wielowiekowego skarbca naszej wiary i kultury”.

Łaskawa Matko Boska!

W murach katedry, gdzie czczona jest Matka Boża Łaskawa, wierni śpiewają taką pieśń:

1. O Zamojska

Dobra Najłaskawsza Pani

Jesteś z nami już od prawie

trzystu laty.

Patrzysz na nas swym łagodnym,

czułym wzrokiem

Z naszej pięknej,

historycznej Kolegiaty!

Ref. Łaskawa Matko Boska

Zlej na nas łask swych cud!

Pokornie Ciebie błaga

Wierny zamojski lud!

2. Przodkom naszym pomagałaś

w czas zaborów!

Łagodziłaś wszystkie klęski,

ciosy, blizny.

Srogie męki i katusze wycierpiałaś,

Patrząc na tragedię

Dzieci Zamojszczyzny!

3. W każdych bardzo

trudnych czasach dla Kościoła

Matko pomóż znosić nam

wszystkie ofiary.

Tylko Ty nas możesz ustrzec

o Łaskawa,

Byśmy nigdy nie tracili

Ducha Wiary!

Niech i dla nas stanie się ona modlitwą w tych trudnych i niespokojnych czasach. Warto też przybyć do „Matki kościołów naszej diecezji” i wspominając dzień jej poświęcenia, uklęknąć przed obrazem Matki Bożej Odwachowskiej i zawierzyć swoje życie.

CZYTAJ DALEJ

A może jednak rozgrzeszy? [FELIETON]

2020-11-30 21:41

Bożena Sztajner/Niedziela

Zawsze, gdy czytam o sprawach związanych z wiarą w niekatolickich mediach to albo jestem zmartwiony albo rozbawiony. I nie wynika to z tego, że treści tam zawarte są dotykające moje serce, ale najczęściej sprzeczne z duchem wiary.

Kilka dni temu na Onecie ukazał się artykuł, który już z nagłówka krzyczał “Za te grzechy nie dostaniesz rozgrzeszenia. Sprawdź czy znasz je wszystkie”. Kliknąłem, z prostej przyczyny, trzeba wiedzieć, co ludzie czytają, bo później pytają o te sprawy. Na początku dowiaduję się, że tekst przeczyta się w… 1 minutę, więc szybko obstawiłem, że tekst ten nie wyczerpuje tematu, a mówi o takich tematach jak konkubinat czy aborcja. Nie pomyliłem się, a autor zahaczył jeszcze o apostazję i świętokradztwo. Czyli zgodnie z tym, co się w Polsce działo i dzieje.

Dewastacje kościołów były, choć teraz niektórzy próbują temu zaprzeczyć. Tłumy domagające się aborcji też. Nawoływanie do apostazji ciągle żywe. Można stwierdzić, że artykuł podejmuje próbę kolejnego “podgrzania” atmosfery.

To tyle na wstępie. Przejdźmy do konkretów.

Sakrament Pokuty i Pojednania (spowiedź) to jeden z piękniejszych darów, jaki pozostawił nam Pan Jezus. Ten sam Pan Jezus powiedział, że “Każdy grzech i bluźnierstwo będą odpuszczone ludziom, ale bluźnierstwo przeciwko Duchowi nie będzie odpuszczone.” (Mt 12, 31).

Jako świadomy katolik już na starcie czytania omawianego artykułu powinna zapalić się czerwona lampka (uważnie czytaj).

Teza stawiana w tytule ma rację bytu w przypadku, gdy ktoś trwa w grzechu i nie chce się poprawić. Dlaczego? Wróćmy na chwilę do materiału z katechezy z kl. III. Pięć warunków dobrej spowiedzi: (1. Rachunek Sumienia, 2. Żal za grzechy. 3. Mocne postanowienie poprawy, 4. Spowiedź szczera, 5. Zadośćuczynienie Panu Bogu i bliźniemu).

Zatem, gdy nie żałuję za swoje grzechy i chce w nim trwać, to tak naprawdę niezależnie co by autorka wpisała na listę “grzechów nierozgrzeszalnych” byłaby w punkt. Warto pamiętać, że udzielenie rozgrzeszenia nie zależy od ciężaru grzechu, ale żalu za niego. 

Zatem jeśli ktoś przyczynił się do aborcji, żałuje za ten czyn, uświadomił sobie, jak wielkie zło uczynił i chce zadośćuczynić, może otrzymać rozgrzeszenie zgodnie z przewidzianymi warunkami.

Autorka tekstu wymienia cztery grzechy. Apostazja, Aborcja, Konkubinat i Świętokradztwo. Warto tu zaznaczyć, że wszystkie oprócz konkubinatu pociągają za sobą karę ekskomuniki. To może demotywować do podjęcia próby przystąpienia do spowiedzi. Jednak dla osoby żałującej za grzechy i chcącej przyjmować Chrystusa w Eucharystii to nie może być wielka trudność. Zrozumie to ten, kto doświadczył miłosierdzia w sakramencie Pokuty.

I gdy często czyta się komentarze pod takimi artykułami, słychać oburzenie, że księża są bez serca, że Chrystus postąpiłby inaczej. Przypuszczam, że piszą je osoby, albo niezwiązane z Kościołem, albo nieznające Chrystusa. Jest tylko jeden mały problem w tych wypowiedziach. Sam Chrystus. To on ustalił zasady, uczył jak żyć, a nam księżom nie pozostaje nic innego, jak Go słuchać. Sakramenty nie są prywatnym folwarkiem moim, ani innego księdza. Dlatego najpierw poznaj Chrystusa, a później osądzaj.

A same artykuły, dotyczące wiary, Kościoła, religii, umieszczane na tego typu portalach? Czytam, bo muszę wiedzieć, z jakimi błędami trzeba się zmierzyć. Dlatego zachęcam, aby o sprawach wiary, Kościoła i religii czytać w sprawdzonych miejscach jak np: “Niedziela” czy www.niedziela.pl, aby nie zostać wprowadzonym w błąd.

CZYTAJ DALEJ

W rodzinnym domu wszystko się zaczyna. W nim wychowują się heroiczni obrońcy Ojczyzny.

2020-12-01 20:57

[ TEMATY ]

ojczyzna

Armia Krajowa

WOT

Pożegnaliśmy Panią ppłk Lidię Markiewicz - Ziental ps. „Lidka”, żołnierza batalionu AK "Zośka", sanitariuszkę Powstania Warszawskiego, wielką Przyjaciółkę WOT. Wojska Obrony Terytorialnej, jako swoją tożsamość, przejęły tradycje Armii Krajowej, pożegnania są tą smutną stroną zaszczytu Przyjaźni z żołnierzami AK.

„Kolor oliwkowy Jej urny, to symbol miłości i szacunku dla żołnierzy WOT, jaki Ona do Was miała, a od których tak wiele pomocy i współczucia otrzymaliśmy my jako rodzina w tych smutnych chwilach” mówił syn pani Lidii podczas Mszy św. pogrzebowej w Katedrze Polowej Wojska Polskiego w Warszawie. „Żegnamy żołnierza Armii Krajowej batalionu „Zośka”, niezwykła postawa Rodziny Lidii, jest okazją aby uświadomić sobie, że (…) w rodzinnym domu wszystko się zaczyna, w nim wychowują się święci duchowni, wspaniali urzędnicy państwowi, a także heroiczni obrońcy Ojczyzny”, mówił ks. biskup polowy Józef Guzdek.

We wtorek, 1 grudnia w Katedrze Polowej Wojska Polskiego pw. Najświętszej Maryi Panny Królowej Polski, punktualnie o godzinie 11.00 rozbrzmiał sygnał wojskowy „Słuchajcie wszyscy”. Po wybrzmieniu echa trąbki odczytano Decyzję Ministra Obrony Narodowej Mariusza Błaszczaka. Zgodnie z tekstem rozkazu „(…) w uznaniu szczególnych zasług z tytułu zasług w walkach o niepodległość Państwa Polskiego (…) Minister Obrony Narodowej pośmiertnie mianował na stopień podpułkownika Panią major Lidię Markiewicz-Zielntal”.

Minister osobiście przekazał akt mianowania rodzinie śp. Pani pułkownik. W ten sposób ś.p. płk. Lidia Markiewicz-Zielntal, pseudonim „Lidka”, żołnierz Armii Krajowej Batalionu „Zośka” została oficjalnie uhonorowana. Eucharystia pogrzebowa dopełniła aktu pożegnania.

Msza święta rozpoczęła się homilią skierowaną do rodziny oraz osób biorących udział w ostatnim pożegnaniu. „Dzisiejszy pogrzeb (…) jest okazją aby uświadomić sobie, że przyszłość narodu zależy od Świętych Matek, i Świętych Ojców” – tymi słowy rozpoczęto liturgię pożegnania. „W rodzinnym domu wszystko się zaczyna. W nim wychowują się święci duchowni, święci i wspaniali urzędnicy państwowi, ale także heroiczni obrońcy Ojczyzny. Dlatego żegnając śp. Lidię, wspominając jej rodziców i rodzeństwo, prośmy o święte rodziny – wszak wszystko co dobre, zaczyna się w rodzinie”.

Podczas eucharystii pogrzebowej celebrant wyraził współczucie wszystkim tym, których śmierć śp. Pani pułkownik dotknęła, oraz przypomniał obecnym o życiu zmarłej: „Kładziemy na ołtarzu naszego Pana całe jej życie. Dobro, które uczyniła każdego dnia żyjąc i wypełniając swoje obowiązki – w czasie wojny i w czasie pokoju”. Wyraził wiarę, że dobro, które uczyniła śp. Pani pułkownik okazana zostanie przed tronem Pana Boga, aby się za nią wstawiać. Z potrzeby serca i wielkiej wdzięczności zebranych wiernych dziękował Panu za życie zmarłej, „która jest niezwykle dobrym ziarnem Rzeczypospolitej, z którego wyrósł dar wolności nas wszystkich. Dzisiaj, to piękne ziarno Ojczyzny złożymy do gleby ojczyźnianej” – dodał.

W homilii poświęconej historii życia zmarłej ksiądz podkreślił, że „śp. Lidia miała tę niezwykłą zdolność wypatrywania sytuacji, gdzie była potrzebna jej pomoc, czy obecność”, że posiadała „ten niezwykły talent słuchania wezwań do wielkich zadań i ogromnego poświęcenia, nawet w bardzo trudnych okolicznościach swojego życia”. Jak podkreślił duchowny, śp. Pani pułkownik „zdolności tej nauczyła się w domu rodzinnym, gdzie ojciec legionista który walczył i odniósł rany w wojnie z Bolszewikami miał stałe poglądy religijne i polityczne oddany do końca Rzeczypospolitej. Matka zaś niosła pomoc ofiarom, żołnierzom przebywającym w niewoli w łagrach i obozach, organizując zbiórki żywności i rzeczy oraz wysyłając paczki z pomocą charytatywną”. Wspominając zmarłą cytował jej słowa, w których sama przyznawała, jak była nieszczęśliwa „obserwując całe oddanie swojej rodziny potrzebującym i walczącym, że nie mogła nic robić w 1939 roku” – mając wówczas niespełna lat 10. „Nie wytrzymała długo w tej bezczynności – słyszymy w homilii – albowiem słysząc głos Ojczyzny, w wieku 12 lat wstępuje do konspiracji, gdzie przeszła przeszkolenie na sanitariuszkę i podejmuje akcję tzw. małego sabotażu. W dniu wybuchu Powstania Warszawskiego, mając ukończone 14 lat mówi do rodziców, że idzie zobaczyć co się tam dzieje, i zostaje w Powstaniu do końca”.

Historia śp. Pani pułkownik przypomniana z ust osoby duchowej, długo jeszcze echem się niosła w murach Kościoła. Obraz młodej sanitariuszki przyjętej do Batalionu „Zośka”, która przeszła cały szlak bojowy zgrupowania „Radosław” – niezwykle trudny i ciężki wymagający ogromnego poświęcenia. Sceny ran, które odniosła. Dni, w których została odznaczona Krzyżem Walecznych. Obrazy te w pamięci zebranych zapewne pozostaną na długo.

Podczas eucharystii wspominano i upamiętniono brata śp. Lidii – lekarza, który zostając z rannymi żołnierzami bestialsko został zamordowany oraz siostrę, która będąc ciężko ranna w Powstaniu została w szpitalu polowym żywcem spalona. Upamiętniono i rodziców, którzy wywiezieni zostali do obozu. Zabrano tym samym wszystkich obecnych we mszy do czasu, gdy śp. Lidii została całkowicie sama, po to by pokazać, że jej osobiste nieszczęście nie załamało jej, ponieważ cała oddała się Ojczyźnie. Jej służyła całym sercem, ze wszystkich swoich młodych sił.

„Mimo tak ciężkich doświadczeń w szpitalu na Miodowej opatruje i karmi powstańców, ale opatruje i karmi również niemieckich żołnierzy” wspominał na mszy ksiądz. Odniósł tym samym życie śp. Pani Pułkownik do słów Pana Jezusa z ewangelii, który mówił do apostołów: szczęśliwe Wasze oczy że widzą, to co Wy widzicie, i wasze uszy że słyszą, to, co Wy słyszycie. „Choć słowa Mistrza z Nazaretu odnoszą się do sytuacji rozpoznania w nim Syna Bożego, a w jego słowach słowa, które daje życie wieczne, to śmiało również możemy odnieść te słowa do współczesnej sytuacji w historii narodu, oraz do ludzi, takich jak śp. płk. Lidia Markiewicz-Zielntal.

„Czy swoimi wrażliwymi oczami widziała we wrogach i przyjaciołach samego Chrystusa?” – pytał zebranych duchowny, a w swojej refleksji od razu na zadanie pytanie odpowiedział: „Raczej nie. Ale widziała człowieka, który akurat w danej chwili potrzebuje pomocy. Jakże wiele ta postawa ze szpitala przy Miodowej 23 nas nieustannie uczy. Po pierwsze – cokolwiek uczyniliście braciom najmniejszym mnieście tu uczynili, nawet wówczas gdy nie jesteśmy tego zupełnie świadomi. Po drugie – zło zwycięża się tylko dobrem. Mogła się mścić się na rannych niemieckich żołnierzach, o których mówiła, że są potulni i liczą na pomoc i miłosierdzie. Mogła nic nie robić, ale to nie było w jej naturze”. Na koniec dodał, co sama zmarła na ten temat myślała, odpowiadając o tych zdarzeniach w jakimś z wcześniejszych wywiadów: „Nie możemy robić tak jak oni, i choć z ciężkim sercem, niosłam im pomoc”.

Wspominane przez księdza dobro, jakie niosła śp. Pani pułkownik powinno stanowić dla ludzi wskazówkę – jak godnie żyć. „To prawda, że dobro okazane nie zawsze wraca do nas, ale zawsze wraca tam, gdzie go akurat najbardziej potrzeba – podkreślił w kazaniu ksiądz, ale wspomniał również o tym, że dobro okazana przez śp. Pani pułkownik „przyniosło piękny owoc, gdy Niemcy weszli do szpitala na Miodowej i chcieli zabić wszystkich powstańców to właśnie niemiecki major opatrywany i karmiony między innymi przez śp. Lidię, zaopiekowany jak trzeba, wstawił się za nimi wszystkimi i dzięki temu ocaleli”.

Na koniec ewangelii ksiądz prowadzący kazanie podziękował i pożegnał śp. Lidię, mówiąc: „Tak bardzo doświadczona przez życie, i tak bardzo wówczas młoda uczy nas jak warto mieć wrażliwe oczy i uszy na wyzwania danej chwili. Jej hasłem było wezwanie wyuczone jeszcze w szkole podstawowej: dziś, jutro, pojutrze – czyli dzisiaj nauka, jutro walka, a pojutrze trzeba stanąć do pracy. Dziękujemy za to dziś, że nas uczysz dobrego życia i za jutro, ze pokazałaś jak walczyć ze złem, oraz za pojutrze, że nawet w najtrudniejszej chwili zawsze jest nadzieja na przyszłość, kiedy ma się takich ludzi wokół siebie służących dobru, kochających, a nawet opiekujących się tymi, którzy czynią zło. Niech Pan otuli Cię swoją miłością, zaspokoi Twoją nadzieję, i pozwoli odpoczywać w szczęściu. Albowiem tak jak mówiłaś, ludzie wówczas bardzo szybko dorastali. Niech Pan przyniesie Ci pokój wieczny”.

Po eucharystii oraz wezwaniu do modlitwy o zbawienie duszy zmarłej, podczas obrzędu Ostatniego Pożegnania głos zabrał uczestniczący w mszy świętej Minister Obrony Narodowej – Mariusz Błaszczak, a także przedstawicieli rodziny – syn ś.p. Pani pułkownik – Pan Jan Ziental.

W swojej przemowie pogrzebowej Minister Obrony Narodowej – Pan Mariusz Błaszczak wspominał „osobę niezwykłą, niewątpliwie bohatera”. Podobnie, jak ksiądz celebrans nawiązał do wczesno młodzieńczych lat zmarłej, która mając tylko 14 lat stawiła w szeregi warszawskich powstańców, jak i do tradycji rodzinnych, które ukształtowały jej charakter. „Tak została wychowana” – pokreślił Minister, a „Ojczyzna była w potrzebie”. Wspominając tylko czas zmarłej na szlaku bojowym, Minister odniósł się do czasów powojennych, podkreślając, ze mimo zakończenia wojny śp. Pani pułkownik stale była aktywna, „aktywna do ostatnich dni (…)zarówno w środowisku byłych żołnierzy Armii Krajowej, jak i (…) aktywna społecznie”. Aktywność śp. Pani Pułkownik dla środowiska byłych żołnierzy AK w ustach Pana Ministra była znacząca. Przywołał własne wspomnienia z czasu, gdy rozmawiał na ten temat ze zmarłą. „(…) Pamiętam, jak wspominała śp. Prezydenta prof. Lecha Kaczyńskiego i jego historyczną zasługę wśród wielu, ale tą związaną z przywróceniem godności powstańcom warszawskim i żołnierzom Armii Krajowej”. W mowie pożegnalnej, aby oddać jaka była śp. Pani Lidiia – jako człowiek, ale również jako żołnierz, zacytował Minister słowa jej dowódcy, płk. Ryszarda Białołusa, ps. „Jerzy,” który o swoich żołnierzach powiedział w ten sposób: „Ludzie którymi miałem zaszczyt dowodzić, to nie wyspa oderwana od społeczeństwa, ani cierpiętnicy dla których ideałem było polec za Ojczyznę, lecz świadomi swych obowiązków młodzi obywatele Rzeczypospolitej, dla których było żyć dla niej i pracą przyczynić się do jej świetności”. „Tacy byli właśnie oni, żołnierze Armii Krajowej, taka była – we wspomnieniach Pana Ministra – śp. Pani Pułkownik”. W tym uroczystym przemówieniu żegnającym zmarłą, nie zapomniał Minister wspomnieć o wystąpieniu śp. Pani Pułkownik w przeddzień 75. rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego na warszawskich Powązkach: „kiedy odbywał się ponowny pogrzeb jej dowódcy (…) ile było w tym wystąpieniu emocji, pozytywnych emocji, ileż było przekazu polskiego kodu kulturowego, przekazu, który był czymś najcenniejszym, który stanowiło o tym, że Polska przetrwała te trudne czasy, i który też daje nam gwarancję tego, że pokonamy też wyzwania które przed nami dziś stoją. To jest niezwykle ważne, żebyśmy byli wierni tym ideałom którym wierna była Pani Lidia”.

W mowie pożegnalnej Ministra nie mogło zabraknąć wzmianki o zaangażowaniu żołnierzy Wojsk Obrony Terytorialnej, którzy byli bliscy sercu śp. Pani Lidii ponieważ przejęli tradycje Armii Krajowej. Nie zabrakło również dygresji dotyczącej odczytanego na początku mszy aktu mianowania. „Swego czasu Pani Lidia powiedziała mi, że nie wypada żeby miała wyższy stopień wojskowy niż jej dowódca – przytoczył słowa zmarłej Minister – więc dziś pośmiertnie została awansowana na stopień podpułkownika”. Decyzja o awansie, to nie tylko historia, której bohaterką jest śp. Pani Pułkownik, to również „duch którym odznaczała się, jej postawa życiowa jest silny, i ten duch stanowi o tym że kolejne pokolenia będą równie silne, będą równie wierne w przesłaniu ideału”.

Na zakończenie Pan Minister odniósł się do prośby śp. płk. Lidii Markiewicz-Zielntal, pseudonim „Lidka”, która do powiedziała: „ (…) mam prośbę, pamiętajcie o nas, jak my odejdziemy na Wieczną Wartę”. „Pani Lidio – obiecał w imieniu nas wszystkich Minister – pamiętamy, i będziemy pamiętać. Cześć i chwała bohaterom!”

Syn ś.p. Lidii – Pan Jacek Ziental, w mowie pożegnalnej podziękował za słowa o życiu i zasługach zmarłej mamy oraz wyraził szczególne podziękowania za pamięć, przybycie i pomoc. W pierwszej kolejności podziękował Panu ministrowi Błaszczakowi, nie tylko za udział w uroczystości pogrzebu mojej mamy, ale i za awans na podpułkownika, „(…) który ją na pewno bardzo ucieszy, i na który oczekiwała”. Wspominając mamę odniósł się do spotkania sprzed roku, gdy „(…) Pan Minister gościł w naszym domu, z okazji 90. rocznicy urodzin mojej mamy, Wizyta ta była wielką niespodzianką, (…)sprawiła mamie wiele radości, oraz pozostanie w pamięci naszej rodziny na pewno na wiele, wiele lat”. Z kolei podziękował Generałowi Wiesławowi Kukule „oraz dowodzonymi przez niego jednostkami WOT za wieloletnią opiekę nad mamą oraz okazaną pomoc w czasie choroby. Panie Generale – powiedział Pan Jacek – słowa wsparcia kierowane w pierwszych chwilach po informacji o śmierci mojej mamy były dla mnie ogromnym wsparciem. Dziękuję”. Szczególne podziękowania skierowane zostały do Pana płk. Arturowi Ochalowi – „Pan pułkownik od pierwszej chwili udzielił mi ogromnej pomocy która bardzo przyczyniła się do organizacji dzisiejszej uroczystości. Jego pomoc jest nieoceniona. Kolejne podziękowania skierowane były do przybyłych komandosów z Lublińca, jednostki która na swoich mundurach nosi emblemat Batalionu „Zośka”, „która kilkakrotnie gościła mamę i mama te wizyty na terenie jednostki często bardzo miło wspominała”. Podziękowania skierowane zostały również do Pani Burmistrz Łomianek, do grupy historycznej „Radosław”, oraz do Pani Edyty Mikołajczyk, redaktor, która tworzyła wspaniałe reportaże o śp. Pani Lidii. Na zakończenie mowy pożegnalnej syn Pani Lidii dodał: „(…) kolor urny jest nieprzypadkowy. Kolor symbolizuje kolory mundurów wojska, z którymi mama była emocjonalnie związana, szczególnie z jednostkami Wojsk Obrony Terytorialnej. Symbolizuje również moją wdzięczność za pomoc i współczucie udzielone przez wojsko w tych smutnych chwilach”. Dodać należy, że urna, w której złożono prochy śp. płk. Lidii Markiewicz-Zielntal, pseudonim „Lidka”, miała kolor oliwkowy, jak berety żołnierzy OT.

Ostatnie pożegnanie miało bardzo podniosły charakter. W ostatniej drodze śp. Pani Pułkownik towarzyszyła rodzina, Mariusz Błaszczak, minister obrony narodowej oraz gen. dyw. Wiesław Kukuła, Dowódca Wojsk Obrony Terytorialnej, przyjaciele i znajomi zmarłej i jej rodziny. Refleksyjny charakter mszy podkreśliły Sygnały Wojska Polskiego – wykorzystywane w chwilach bardziej podniosłych, zaś lektorem czytań biblijnych był żołnierz OT.

Relację ze Mszy Świętej można obejrzeć pod adresem: bit.ly/LidkaMsza

CZYTAJ DALEJ
Przejdź teraz
REKLAMA: Artykuł wyświetli się za 15 sekund

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję