Reklama

Niedziela Wrocławska

Czyściec to też dzieło Miłosierdzia Bożego

O tym czym jest czyściec i dlaczego powinniśmy się modlić za dusze w nim przebywające mówi o. Wiesław Krupiński SJ, spowiednik oraz duszpasterz Grupy Modlitewnej św. O. Pio w Parafii Najświętszego Serca Pana Jezusa w Nowym Sączu.

2020-11-20 18:00

gideon_wright / Foter / CC BY

JJ: Czym jest czyściec? Jak by Ojciec opisał to miejsce?

o. WK: Czyściec jest dziełem Bożego Miłosierdzia. Dlaczego? Ponieważ jest dalszą szansą daną tym duszom, które nie zdążyły się oczyścić na ziemi z tego, co nie jest miłością. Czyli inaczej mówiąc jest to dalsza nauka miłości po drugiej stronie życia po to, żeby człowiek pozbył się pychy i egoizmu, gdyż nie zrobił tego na ziemi. Tam, gdzie jest miłość i pokora, tam nie ma już pychy. Taka czysta dusza ma otwartą bramę Nieba. Jednak nie jest dobrze, by myśleć o tamtym czyśćcu dlatego, że tam cierpienie jest o wiele większe niż największe na ziemi. Tutaj ciało ułatwia nam cierpienie. Tam już fizycznego ciała nie ma ale pozostaje wielka tęsknota za Bogiem i jest ona nieporównywalnie większa niż jakakolwiek ludzka i ziemska tęsknota. Tutaj np. są dwie osoby, które się kochają nawzajem. Załóżmy, że jedna z nich wyjechała i obie osoby tęsknią za sobą. Ale na ziemi są różne zajęcia, trzeba coś zrobić, starać się o pożywienie, załatwić wiele spraw, pracować itd. więc te wszystkie ziemskie zajęcia zabierają ból tęsknoty, gdyż przychodzi ulga w postaci zapomnienia. Człowiek nie myśli już tak intensywnie o tym rozstaniu. Natomiast po tamtej stronie, w czyśćcu, dusza myśli tylko o jednym i pragnie tylko jednego: - być już z Bogiem! Tam nie ma innych zajęć, dlatego to cierpienie tęsknoty za Bogiem jest o wiele większe, tutaj na ziemi ludzie aż tak tego nie przeżywają. Tak jak mówię, czyściec to dzieło Bożego Miłosierdzia, gdyż jest dana szansa wszystkim duszom, które tu na ziemi zaniedbały się, nie uczyły się miłości i stąd po tamtej stronie życia dzięki Bożemu miłosierdziu można to odrobić.

Reklama

JJ: Czy mógłby zatem Ojciec opisać co przeżywają dusze będące w czyśćcu? Mamy świadectwa, że to coś na wzór piekła, tyle że ono kiedyś przeminie i te dusze zamieszkają w Królestwie Bożym.

o. WK: Nie wolno klasyfikować w ten sposób, że ktoś sobie zasłużył na takie cierpienie, a ktoś inny na większe. Tylko Bóg zna serce każdego człowieka i On jest Bogiem miłosierdzia. Tu na ziemi ktoś został przez ludzi potępiony, a on po śmierci poszedł prosto do nieba. Inny tu na ziemi był prawie święty, a po drugiej stronie jeszcze długo męczył się w czyśćcu. Owszem, są różne stopnie cierpienia, tak jak tu na ziemi. Bo jeżeli ktoś nie dbał o rozwój miłości tylko własnej pychy, to wtedy oczyszczenie będzie trudniejsze, ale jest szansa, w czyśćcu jest nadzieja. Po tamtej stronie są też czyśćcowe męki, które nawet można nazwać piekielnymi. Jeśli ktoś bardzo skrzywdził wiele ludzi i na ziemi nie zdążył tego odpokutować, musi to zrobić po drugiej stronie życia. To nie jest tak, jak wielu myśli, że tu na ziemi mogło się coś udać, bo na przykład nikt go nie złapał na złodziejstwie, korupcji, zabójstwie, dorabianiu się na krzywdzie ludzi itp., bo nikt nie złapał, nikt się nie dowiedział. W momencie śmierci każdy zobaczy siebie w prawdzie i będzie wiedział, gdzie jest jego miejsce po tamtej stronie życia. A tam trzeba będzie wszystko odpokutować. Jeśli człowiek żył dobrze nie musi się niczego obawiać, co prawda czasami mógł upaść i w czym zawinił, bo każdy jest słabym, grzesznym człowiekiem, ale żałował za to, przeprosił Boga i ludzi, odrobił wszystko na ziemi, dlatego może być bardzo szybko w niebie, a jeżeli tego nie zrobił musi to odcierpieć w czyśćcu. Ale po czasie – bo w czyśćcu też jest czas – idzie do nieba.

JJ: Kościół często zachęca wiernych, by modlili się za dusze cierpiące w czyśćcu. Co daje im ta modlitwa?

Reklama

o. WK: Szczególnie teraz w listopadzie, gdyż jest to ich miesiąc. Ja staram się pamiętać o nich każdego dnia, ponieważ to jest również wyraz naszej miłości do tych dusz. One tam cierpią. A gdy tu na ziemi ktoś kogoś kocha, to czy chciałby, aby ta osoba cierpiała? Nikt tego dla kochanej osoby nie chce! Tak samo, gdy się modlimy za dusze czyśćcowe, coś im ofiarujemy, czynimy tak po to, aby te dusze dłużej nie cierpiały, skracamy im czyśćcową mękę, na którą się sami skazali. Jak możemy to zrobić? Np. ofiarować za nich Mszę Świętą, wielką pomocą są Msze św. Gregoriańskie, odmówić w ich intencjach Różaniec święty lub Drogę Krzyżową, ale jest też wiele innych modlitw nawet najkrótsza „Wieczne odpoczywanie, racz im dać Panie… taka modlitwa jest jak szklana wody podana komuś na pustyni. Duszom można ofiarować nie tylko modlitwę. Można im ofiarować własne cierpienia; zmęczenie pracą lub nauką; można ofiarować przykrości doznane od ludzi; to, że pójdę czy pojadę na cmentarz, zapalę znicz nad grobem, pomodlę się. Tak naprawdę wszystko co nas trochę kosztuje, można ofiarować za dusze i jakże one są bardzo wdzięczne za wszelką pomoc i o swoich „dobroczyńcach” nie zapominają modląc się za nich.

JJ: Możemy zatem podsumować, że czyściec to jest jednocześnie wyraz Bożego Miłosierdzia, ale też Bożej Sprawiedliwości.

o. WK: Nie ma na ziemi takiego człowieka do którego serca Bóg by nie zapukał, ponieważ każdy człowiek jest Jego ukochanym dzieckiem. Bóg wybiera dla człowieka tylko dobro i je proponuje, ale człowiek ma wolną wolę i wybiera albo to, co zaoferuje mu Bóg, albo to, do czego kusi diabeł. Jeżeli człowiek idzie za szatanem, idzie w grzech i przez to niszczy też innych ludzi, krzywdząc ich - bo każdy grzech jest przeciwko Miłości - wówczas tą sprawiedliwością daną przez Boga jest możliwość odpokutowania tych krzywd w czyśćcu. Jednak to nie Pan Bóg skazał kogoś na takie czy inne czyśćcowe cierpienia, chociaż jest Sędzią Sprawiedliwym, to jednak jest przede wszystkim Bogiem Miłości Miłosiernej. Przykazania Boże nie są takie, jak prawa ustanawiane przez ludzi. Ludzie wymyślają je w ten sposób, że jak zrobisz to czy tamto, przekroczysz to prawo, wówczas dostaniesz taki a nie inny wyrok. na przykład karę więzienia, zapłacenie grzywny itp. Przykazania Boże nie są prawem, lecz propozycją Pana Boga dla dobra człowieka i stoją one na straży miłości. Gdyby ludzie je zachowywali, nikt nikogo by nie krzywdził. Bóg nie powiedział, że za przekroczenie Przykazania czeka kogoś tyle a tyle lat więzienia czy innej pokuty. Bóg nikogo nie karze, to ludzie sami siebie karzą, gdy nie zachowują Jego przykazań, które są propozycją dla dobra człowieka. Dobry Bóg jedynie proponuje, Jego Przykazania są jak znaki drogowe, ostrzegają. Jeżeli człowiek pójdzie za tym, co proponuje Pan Bóg, a Jego przykazania są wielką pomocą w nauce miłości, to wówczas będzie umiał kochać i nikogo nie będzie krzywdził, bo miłość nie rani, nie niszczy, nie krzywdzi. Natomiast jeżeli człowiek łamie te Przykazania notorycznie, nie podnosi się z upadku, to wtedy wiadomo, że jego pycha będzie rosła i przez nią będzie krzywdził innych ludzi i za jakiś czas sam doświadczy bolesnych skutków swoich zachowań. Dlatego, tu na ziemi nauka miłości jest taka ważna, gdyż miłość do Boga i do bliźnich gwarantuje Niebo, które jest celem życia. Jeśli ktoś w swoim egoizmie tej miłości - którą objawił światu Jezus Chrystus - się nie uczył i zmarnował wiele czasu, idzie na dalszą naukę po tamtej stronie życia. W zależności od stopnia oczyszczenia duszy nauka będzie lżejsza lub cięższa. Człowiek po śmierci dobrze wie, na co sobie zasłużył i wie, że sam siebie skazał na czyśćcowe cierpienie. Ale jest nadzieja, że ono się skończy i będzie radość oraz szczęście na całą wieczność. Czego wszystkim życzę!

Ocena: +3 -2

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Trzy wielkie postaci Adwentu

Zazwyczaj każdy człowiek, któremu przypadło choćby przez jeden rok służyć przy organach Panu Bogu, ma wyraźne pojęcie o roku kościelnym oraz liturgicznym. Podczas gdy "przeciętny" katolik wyobraża go sobie mniej więcej tak. Na początku mamy Adwent, po którym następuje Boże Narodzenie, czyli czas kolęd, no i niekiedy wędrówki "po kolędzie" . Potem przychodzi krótka przerwa, w sam raz na tyle, aby nabrać mocy do Gorzkich Żali i do Rezurekcji. Po odpoczynku znów wielki zryw: Boże Ciało, dodać jeszcze nabożeństwa majowe i czerwcowe, po których następuje trzymiesięczne wytchnienie aż do października, zakończonego Zaduszkami z miesięcznymi wypominkami. Cały ten cykl powtarza się rokrocznie i znowu Adwent, który przypomina nam trzy wielkie postaci: proroka Izajasza, św. Jana Chrzciciela i Matkę Bożą Niepokalaną.

Wyraz "adwent" będący spolszczeniem łacińskiego "adventus" - przyjście, przez skojarzenie fonetyczne przywodzi na pamięć słowo Modlitwy Pańskiej wypowiadane w języku liturgicznym przed Soborem Watykańskim II, a więc po łacinie - adveniat regnum tuum. Związek pomiędzy tymi słowami wykracza daleko poza podobieństwo dźwiękowe. Adwent to czas narastającego wciąż wołania ludzkości o przyjście królestwa Bożego, o przyjście samego Boga.

W dziejach ludzkości przyjście Syna Bożego na ziemię jest podwójne: przez łaskę narodził się On w ubogiej grocie w Betlejem, przez łaskę także ma się Bóg narodzić w naszych duszach - aby je uświęcić, abyśmy mogli skorzystać z owoców Jego pierwszego przyjścia na ziemię i aby dane nam było usłyszeć przepełniający wielką radością Jego wyrok, gdy na końcu wieków jako Sędzia po raz drugi przyjdzie na ziemię. Ale z łaską trzeba nam współpracować i owo narodzenie Boga w nas nie nastąpi, jeżeli nie przygotujemy na nie naszych dusz. Aby nam w tym niełatwym dziele dopomóc, liturgia stawia przed nami trzy wielkie postaci adwentowe.

Pierwsza z nich to Izajasz, mąż na wielką miarę urodzony i żyjący w Jerozolimie za panowania królów: Ozjasza, Jotama, Achaza, Ezechiasza i Manassesa. Pochodził podobno z rodu arystokratycznego i był spokrewniony z domem panujących. W czasach dla ojczyzny swojej bardzo trudnych, za panowania Achaza, miał Izajasz znaczne wpływy polityczne, a wzrosły one bardziej jeszcze, gdy stał się bliskim doradcą Ezechiasza. Jednak gdy berło Judy dostało się w ręce króla Manassesa, Izajasz znikł ze sceny politycznej i jakiś czas potem - jak głosi tradycja - na rozkaz tegoż króla poniósł męczeńską śmierć ok. 696 r. przed Chrystusem. Ale nie za zasługi polityczne, nie za bohaterstwo męczeństwa zdobył tak ważne miejsce wśród autorów ksiąg Starego Testamentu i w Liturgii Adwentowej. Izajasz był przede wszystkim prorokiem.

Termin "prorok" odpowiada łacińskiemu "propheta" i w potocznej mowie stosuje się do ludzi obdarzonych zdolnością przepowiadania przyszłości. We wszystkich czasach i we wszystkich krajach trafiali się ludzie widzący rzeczy przyszłe. "Propheta" znaczy właściwie tyle, co "rzecznik", ktoś przemawiający w imieniu kogoś innego, można powiedzieć: rzecznik Boży, człowiek mówiący w imieniu Boga. Od VIII wieku przed Chrystusem, gdy nauki proroków kierować się poczęły nie tylko do współczesnych, ale i do potomnych zaczęto je spisywać. Prorocy występowali w obronie moralności, wyjaśniali Stary Testament, zapowiadali Nowy Testament.

Przedmiotem pism prorockich są zazwyczaj: grzech Izraela, ukaranie tego narodu, nawrócenie i królestwo mesjańskie. Izajasz, który młodo, bo między 20 a 30 rokiem życia, rozpoczął swoją działalność prorocką, choć nie był chronologicznie pierwszy, zajmuje w kanonie ksiąg świętych pierwsze miejsce wśród proroków, on bowiem, według słów św. Hieronima, mówi o Chrystusie, jakby nie był prorokiem, lecz ewangelistą. Najpełniej prorok Izajasz staje przed nami w Adwencie, kiedy to przez cztery tygodnie czyta się jego proroctwa w Liturgii Słowa w czasie Eucharystii, jak i w Liturgii Godzin. Z jego słów zaczerpnięty jest werset: "Rorate coeli desuper et nubes pluant iustum: Aperiatur terra et germinet Salvatorem", który tak często powtarza się w Liturgii Adwentowej Mszalnej i brewiarzu.

Druga postać, która dominuje w Adwencie, to św. Jan Chrzciciel. Sam Chrystus świadczy o wielkości tego męża. Kościół poświęca mu co roku dwie uroczystości, 24 czerwca wspomina jego narodzenie i 29 sierpnia jego ścięcie. Jest to jeden jedyny święty, którego Kościół tak wspomina. Hymn, który wyśpiewał Zachariasz, ojciec jego, gdy nadano mu imię, stanowi w Jutrzni codzienny fragment modlitwy liturgicznej Kościoła. Rola św. Jana Chrzciciela w Adwencie polega na daniu świadectwa, zbliżającemu się Chrystusowi i na przygotowaniu nas na Jego przyjście. Słyszymy też słowa Janowego świadectwa, ilekroć przyjmujemy Komunię św.: Oto Baranek Boży...

Ale najbliżej Chrystusa stoi trzecia postać Adwentu. To Maryja, ta żywa monstrancja dająca nam Syna Bożego Jezusa Chrystusa. " Witaj, Jezu, Synu Maryi" śpiewamy w pieśni eucharystycznej. Wśród świąt Adwentu na pierwszy plan występuje Niepokalane Poczęcie Najświętszej Maryi Panny. Obchodzimy to święto 8 grudnia. Bądź pozdrowiona, pełna łaski. Cud, który się w Tobie spełnił, przewyższa wszystko i nic nie dorówna łasce, jaką Maryja otrzymała. Wydała na świat Boga. " Błogosławiona jesteś między niewiastami", bo przez Maryję Bóg pobłogosławił ludziom i wyzwolił ich z ciążącej nad nimi niełaski. Nosiła Boga, który wziął z Niej ludzkie ciało i przyniósł radość, wszystkich oświecił blaskiem swego Bóstwa. Matka Boga, Matka nasza dająca nam życie. Pismo Święte mówi: "Chwalcie Pana w świętych Jego". Jeżeli Pana chwalić należy w Jego świętych, przez których działa cuda i czyni wielkie rzeczy, to o ile bardziej trzeba Go chwalić w Tej, z której wziął ciało. Z Ciebie bowiem wzeszło nam słońce sprawiedliwości, Chrystus nasz Bóg, przez którego zostaliśmy zbawieni i odkupieni. Pan z Tobą, Maryjo, bo On sprawił, że Jemu wszelkie stworzenie tak wiele będzie zawdzięczać, a razem z Nim i Tobie.

W Adwencie każdego dnia, gdy odprawiamy Roraty, czcimy Matkę Boga. Król Polski Zygmunt Stary wyjednał sobie w Stolicy Apostolskiej przywilej, aby w jego kaplicy na Wawelu przez cały Adwent mogła być odprawiana Msza św. do Matki Bożej. Przywilej ten został później rozszerzony na cały kraj i tak zapoczątkowały się tak bardzo popularne w Polsce Roraty.

Tak - w bardzo szkicowym ujęciu - przedstawia się Adwent, czas oczekiwania na przyjście Boga, czas pragnienia Boga, czas przyzywania Boga całą pełnią człowieczeństwa. Ale nawet największy traktat nie wyczerpie głębi tej treści, której zakosztować może czytelnik, skupiając myśli swoje na jakimś fragmencie tekstów adwentowych. To pragnienie jednoczy nas z prorokami Starego Testamentu, z największymi umysłami starożytności, ze świętymi wszystkich czasów, z ludźmi żyjącymi pełnią człowieczeństwa.

CZYTAJ DALEJ

W rodzinnym domu wszystko się zaczyna. W nim wychowują się heroiczni obrońcy Ojczyzny.

2020-12-01 20:57

[ TEMATY ]

ojczyzna

Armia Krajowa

WOT

Pożegnaliśmy Panią ppłk Lidię Markiewicz - Ziental ps. „Lidka”, żołnierza batalionu AK "Zośka", sanitariuszkę Powstania Warszawskiego, wielką Przyjaciółkę WOT. Wojska Obrony Terytorialnej, jako swoją tożsamość, przejęły tradycje Armii Krajowej, pożegnania są tą smutną stroną zaszczytu Przyjaźni z żołnierzami AK.

„Kolor oliwkowy Jej urny, to symbol miłości i szacunku dla żołnierzy WOT, jaki Ona do Was miała, a od których tak wiele pomocy i współczucia otrzymaliśmy my jako rodzina w tych smutnych chwilach” mówił syn pani Lidii podczas Mszy św. pogrzebowej w Katedrze Polowej Wojska Polskiego w Warszawie. „Żegnamy żołnierza Armii Krajowej batalionu „Zośka”, niezwykła postawa Rodziny Lidii, jest okazją aby uświadomić sobie, że (…) w rodzinnym domu wszystko się zaczyna, w nim wychowują się święci duchowni, wspaniali urzędnicy państwowi, a także heroiczni obrońcy Ojczyzny”, mówił ks. biskup polowy Józef Guzdek.

We wtorek, 1 grudnia w Katedrze Polowej Wojska Polskiego pw. Najświętszej Maryi Panny Królowej Polski, punktualnie o godzinie 11.00 rozbrzmiał sygnał wojskowy „Słuchajcie wszyscy”. Po wybrzmieniu echa trąbki odczytano Decyzję Ministra Obrony Narodowej Mariusza Błaszczaka. Zgodnie z tekstem rozkazu „(…) w uznaniu szczególnych zasług z tytułu zasług w walkach o niepodległość Państwa Polskiego (…) Minister Obrony Narodowej pośmiertnie mianował na stopień podpułkownika Panią major Lidię Markiewicz-Zielntal”.

Minister osobiście przekazał akt mianowania rodzinie śp. Pani pułkownik. W ten sposób ś.p. płk. Lidia Markiewicz-Zielntal, pseudonim „Lidka”, żołnierz Armii Krajowej Batalionu „Zośka” została oficjalnie uhonorowana. Eucharystia pogrzebowa dopełniła aktu pożegnania.

Msza święta rozpoczęła się homilią skierowaną do rodziny oraz osób biorących udział w ostatnim pożegnaniu. „Dzisiejszy pogrzeb (…) jest okazją aby uświadomić sobie, że przyszłość narodu zależy od Świętych Matek, i Świętych Ojców” – tymi słowy rozpoczęto liturgię pożegnania. „W rodzinnym domu wszystko się zaczyna. W nim wychowują się święci duchowni, święci i wspaniali urzędnicy państwowi, ale także heroiczni obrońcy Ojczyzny. Dlatego żegnając śp. Lidię, wspominając jej rodziców i rodzeństwo, prośmy o święte rodziny – wszak wszystko co dobre, zaczyna się w rodzinie”.

Podczas eucharystii pogrzebowej celebrant wyraził współczucie wszystkim tym, których śmierć śp. Pani pułkownik dotknęła, oraz przypomniał obecnym o życiu zmarłej: „Kładziemy na ołtarzu naszego Pana całe jej życie. Dobro, które uczyniła każdego dnia żyjąc i wypełniając swoje obowiązki – w czasie wojny i w czasie pokoju”. Wyraził wiarę, że dobro, które uczyniła śp. Pani pułkownik okazana zostanie przed tronem Pana Boga, aby się za nią wstawiać. Z potrzeby serca i wielkiej wdzięczności zebranych wiernych dziękował Panu za życie zmarłej, „która jest niezwykle dobrym ziarnem Rzeczypospolitej, z którego wyrósł dar wolności nas wszystkich. Dzisiaj, to piękne ziarno Ojczyzny złożymy do gleby ojczyźnianej” – dodał.

W homilii poświęconej historii życia zmarłej ksiądz podkreślił, że „śp. Lidia miała tę niezwykłą zdolność wypatrywania sytuacji, gdzie była potrzebna jej pomoc, czy obecność”, że posiadała „ten niezwykły talent słuchania wezwań do wielkich zadań i ogromnego poświęcenia, nawet w bardzo trudnych okolicznościach swojego życia”. Jak podkreślił duchowny, śp. Pani pułkownik „zdolności tej nauczyła się w domu rodzinnym, gdzie ojciec legionista który walczył i odniósł rany w wojnie z Bolszewikami miał stałe poglądy religijne i polityczne oddany do końca Rzeczypospolitej. Matka zaś niosła pomoc ofiarom, żołnierzom przebywającym w niewoli w łagrach i obozach, organizując zbiórki żywności i rzeczy oraz wysyłając paczki z pomocą charytatywną”. Wspominając zmarłą cytował jej słowa, w których sama przyznawała, jak była nieszczęśliwa „obserwując całe oddanie swojej rodziny potrzebującym i walczącym, że nie mogła nic robić w 1939 roku” – mając wówczas niespełna lat 10. „Nie wytrzymała długo w tej bezczynności – słyszymy w homilii – albowiem słysząc głos Ojczyzny, w wieku 12 lat wstępuje do konspiracji, gdzie przeszła przeszkolenie na sanitariuszkę i podejmuje akcję tzw. małego sabotażu. W dniu wybuchu Powstania Warszawskiego, mając ukończone 14 lat mówi do rodziców, że idzie zobaczyć co się tam dzieje, i zostaje w Powstaniu do końca”.

Historia śp. Pani pułkownik przypomniana z ust osoby duchowej, długo jeszcze echem się niosła w murach Kościoła. Obraz młodej sanitariuszki przyjętej do Batalionu „Zośka”, która przeszła cały szlak bojowy zgrupowania „Radosław” – niezwykle trudny i ciężki wymagający ogromnego poświęcenia. Sceny ran, które odniosła. Dni, w których została odznaczona Krzyżem Walecznych. Obrazy te w pamięci zebranych zapewne pozostaną na długo.

Podczas eucharystii wspominano i upamiętniono brata śp. Lidii – lekarza, który zostając z rannymi żołnierzami bestialsko został zamordowany oraz siostrę, która będąc ciężko ranna w Powstaniu została w szpitalu polowym żywcem spalona. Upamiętniono i rodziców, którzy wywiezieni zostali do obozu. Zabrano tym samym wszystkich obecnych we mszy do czasu, gdy śp. Lidii została całkowicie sama, po to by pokazać, że jej osobiste nieszczęście nie załamało jej, ponieważ cała oddała się Ojczyźnie. Jej służyła całym sercem, ze wszystkich swoich młodych sił.

„Mimo tak ciężkich doświadczeń w szpitalu na Miodowej opatruje i karmi powstańców, ale opatruje i karmi również niemieckich żołnierzy” wspominał na mszy ksiądz. Odniósł tym samym życie śp. Pani Pułkownik do słów Pana Jezusa z ewangelii, który mówił do apostołów: szczęśliwe Wasze oczy że widzą, to co Wy widzicie, i wasze uszy że słyszą, to, co Wy słyszycie. „Choć słowa Mistrza z Nazaretu odnoszą się do sytuacji rozpoznania w nim Syna Bożego, a w jego słowach słowa, które daje życie wieczne, to śmiało również możemy odnieść te słowa do współczesnej sytuacji w historii narodu, oraz do ludzi, takich jak śp. płk. Lidia Markiewicz-Zielntal.

„Czy swoimi wrażliwymi oczami widziała we wrogach i przyjaciołach samego Chrystusa?” – pytał zebranych duchowny, a w swojej refleksji od razu na zadanie pytanie odpowiedział: „Raczej nie. Ale widziała człowieka, który akurat w danej chwili potrzebuje pomocy. Jakże wiele ta postawa ze szpitala przy Miodowej 23 nas nieustannie uczy. Po pierwsze – cokolwiek uczyniliście braciom najmniejszym mnieście tu uczynili, nawet wówczas gdy nie jesteśmy tego zupełnie świadomi. Po drugie – zło zwycięża się tylko dobrem. Mogła się mścić się na rannych niemieckich żołnierzach, o których mówiła, że są potulni i liczą na pomoc i miłosierdzie. Mogła nic nie robić, ale to nie było w jej naturze”. Na koniec dodał, co sama zmarła na ten temat myślała, odpowiadając o tych zdarzeniach w jakimś z wcześniejszych wywiadów: „Nie możemy robić tak jak oni, i choć z ciężkim sercem, niosłam im pomoc”.

Wspominane przez księdza dobro, jakie niosła śp. Pani pułkownik powinno stanowić dla ludzi wskazówkę – jak godnie żyć. „To prawda, że dobro okazane nie zawsze wraca do nas, ale zawsze wraca tam, gdzie go akurat najbardziej potrzeba – podkreślił w kazaniu ksiądz, ale wspomniał również o tym, że dobro okazana przez śp. Pani pułkownik „przyniosło piękny owoc, gdy Niemcy weszli do szpitala na Miodowej i chcieli zabić wszystkich powstańców to właśnie niemiecki major opatrywany i karmiony między innymi przez śp. Lidię, zaopiekowany jak trzeba, wstawił się za nimi wszystkimi i dzięki temu ocaleli”.

Na koniec ewangelii ksiądz prowadzący kazanie podziękował i pożegnał śp. Lidię, mówiąc: „Tak bardzo doświadczona przez życie, i tak bardzo wówczas młoda uczy nas jak warto mieć wrażliwe oczy i uszy na wyzwania danej chwili. Jej hasłem było wezwanie wyuczone jeszcze w szkole podstawowej: dziś, jutro, pojutrze – czyli dzisiaj nauka, jutro walka, a pojutrze trzeba stanąć do pracy. Dziękujemy za to dziś, że nas uczysz dobrego życia i za jutro, ze pokazałaś jak walczyć ze złem, oraz za pojutrze, że nawet w najtrudniejszej chwili zawsze jest nadzieja na przyszłość, kiedy ma się takich ludzi wokół siebie służących dobru, kochających, a nawet opiekujących się tymi, którzy czynią zło. Niech Pan otuli Cię swoją miłością, zaspokoi Twoją nadzieję, i pozwoli odpoczywać w szczęściu. Albowiem tak jak mówiłaś, ludzie wówczas bardzo szybko dorastali. Niech Pan przyniesie Ci pokój wieczny”.

Po eucharystii oraz wezwaniu do modlitwy o zbawienie duszy zmarłej, podczas obrzędu Ostatniego Pożegnania głos zabrał uczestniczący w mszy świętej Minister Obrony Narodowej – Mariusz Błaszczak, a także przedstawicieli rodziny – syn ś.p. Pani pułkownik – Pan Jan Ziental.

W swojej przemowie pogrzebowej Minister Obrony Narodowej – Pan Mariusz Błaszczak wspominał „osobę niezwykłą, niewątpliwie bohatera”. Podobnie, jak ksiądz celebrans nawiązał do wczesno młodzieńczych lat zmarłej, która mając tylko 14 lat stawiła w szeregi warszawskich powstańców, jak i do tradycji rodzinnych, które ukształtowały jej charakter. „Tak została wychowana” – pokreślił Minister, a „Ojczyzna była w potrzebie”. Wspominając tylko czas zmarłej na szlaku bojowym, Minister odniósł się do czasów powojennych, podkreślając, ze mimo zakończenia wojny śp. Pani pułkownik stale była aktywna, „aktywna do ostatnich dni (…)zarówno w środowisku byłych żołnierzy Armii Krajowej, jak i (…) aktywna społecznie”. Aktywność śp. Pani Pułkownik dla środowiska byłych żołnierzy AK w ustach Pana Ministra była znacząca. Przywołał własne wspomnienia z czasu, gdy rozmawiał na ten temat ze zmarłą. „(…) Pamiętam, jak wspominała śp. Prezydenta prof. Lecha Kaczyńskiego i jego historyczną zasługę wśród wielu, ale tą związaną z przywróceniem godności powstańcom warszawskim i żołnierzom Armii Krajowej”. W mowie pożegnalnej, aby oddać jaka była śp. Pani Lidiia – jako człowiek, ale również jako żołnierz, zacytował Minister słowa jej dowódcy, płk. Ryszarda Białołusa, ps. „Jerzy,” który o swoich żołnierzach powiedział w ten sposób: „Ludzie którymi miałem zaszczyt dowodzić, to nie wyspa oderwana od społeczeństwa, ani cierpiętnicy dla których ideałem było polec za Ojczyznę, lecz świadomi swych obowiązków młodzi obywatele Rzeczypospolitej, dla których było żyć dla niej i pracą przyczynić się do jej świetności”. „Tacy byli właśnie oni, żołnierze Armii Krajowej, taka była – we wspomnieniach Pana Ministra – śp. Pani Pułkownik”. W tym uroczystym przemówieniu żegnającym zmarłą, nie zapomniał Minister wspomnieć o wystąpieniu śp. Pani Pułkownik w przeddzień 75. rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego na warszawskich Powązkach: „kiedy odbywał się ponowny pogrzeb jej dowódcy (…) ile było w tym wystąpieniu emocji, pozytywnych emocji, ileż było przekazu polskiego kodu kulturowego, przekazu, który był czymś najcenniejszym, który stanowiło o tym, że Polska przetrwała te trudne czasy, i który też daje nam gwarancję tego, że pokonamy też wyzwania które przed nami dziś stoją. To jest niezwykle ważne, żebyśmy byli wierni tym ideałom którym wierna była Pani Lidia”.

W mowie pożegnalnej Ministra nie mogło zabraknąć wzmianki o zaangażowaniu żołnierzy Wojsk Obrony Terytorialnej, którzy byli bliscy sercu śp. Pani Lidii ponieważ przejęli tradycje Armii Krajowej. Nie zabrakło również dygresji dotyczącej odczytanego na początku mszy aktu mianowania. „Swego czasu Pani Lidia powiedziała mi, że nie wypada żeby miała wyższy stopień wojskowy niż jej dowódca – przytoczył słowa zmarłej Minister – więc dziś pośmiertnie została awansowana na stopień podpułkownika”. Decyzja o awansie, to nie tylko historia, której bohaterką jest śp. Pani Pułkownik, to również „duch którym odznaczała się, jej postawa życiowa jest silny, i ten duch stanowi o tym że kolejne pokolenia będą równie silne, będą równie wierne w przesłaniu ideału”.

Na zakończenie Pan Minister odniósł się do prośby śp. płk. Lidii Markiewicz-Zielntal, pseudonim „Lidka”, która do powiedziała: „ (…) mam prośbę, pamiętajcie o nas, jak my odejdziemy na Wieczną Wartę”. „Pani Lidio – obiecał w imieniu nas wszystkich Minister – pamiętamy, i będziemy pamiętać. Cześć i chwała bohaterom!”

Syn ś.p. Lidii – Pan Jacek Ziental, w mowie pożegnalnej podziękował za słowa o życiu i zasługach zmarłej mamy oraz wyraził szczególne podziękowania za pamięć, przybycie i pomoc. W pierwszej kolejności podziękował Panu ministrowi Błaszczakowi, nie tylko za udział w uroczystości pogrzebu mojej mamy, ale i za awans na podpułkownika, „(…) który ją na pewno bardzo ucieszy, i na który oczekiwała”. Wspominając mamę odniósł się do spotkania sprzed roku, gdy „(…) Pan Minister gościł w naszym domu, z okazji 90. rocznicy urodzin mojej mamy, Wizyta ta była wielką niespodzianką, (…)sprawiła mamie wiele radości, oraz pozostanie w pamięci naszej rodziny na pewno na wiele, wiele lat”. Z kolei podziękował Generałowi Wiesławowi Kukule „oraz dowodzonymi przez niego jednostkami WOT za wieloletnią opiekę nad mamą oraz okazaną pomoc w czasie choroby. Panie Generale – powiedział Pan Jacek – słowa wsparcia kierowane w pierwszych chwilach po informacji o śmierci mojej mamy były dla mnie ogromnym wsparciem. Dziękuję”. Szczególne podziękowania skierowane zostały do Pana płk. Arturowi Ochalowi – „Pan pułkownik od pierwszej chwili udzielił mi ogromnej pomocy która bardzo przyczyniła się do organizacji dzisiejszej uroczystości. Jego pomoc jest nieoceniona. Kolejne podziękowania skierowane były do przybyłych komandosów z Lublińca, jednostki która na swoich mundurach nosi emblemat Batalionu „Zośka”, „która kilkakrotnie gościła mamę i mama te wizyty na terenie jednostki często bardzo miło wspominała”. Podziękowania skierowane zostały również do Pani Burmistrz Łomianek, do grupy historycznej „Radosław”, oraz do Pani Edyty Mikołajczyk, redaktor, która tworzyła wspaniałe reportaże o śp. Pani Lidii. Na zakończenie mowy pożegnalnej syn Pani Lidii dodał: „(…) kolor urny jest nieprzypadkowy. Kolor symbolizuje kolory mundurów wojska, z którymi mama była emocjonalnie związana, szczególnie z jednostkami Wojsk Obrony Terytorialnej. Symbolizuje również moją wdzięczność za pomoc i współczucie udzielone przez wojsko w tych smutnych chwilach”. Dodać należy, że urna, w której złożono prochy śp. płk. Lidii Markiewicz-Zielntal, pseudonim „Lidka”, miała kolor oliwkowy, jak berety żołnierzy OT.

Ostatnie pożegnanie miało bardzo podniosły charakter. W ostatniej drodze śp. Pani Pułkownik towarzyszyła rodzina, Mariusz Błaszczak, minister obrony narodowej oraz gen. dyw. Wiesław Kukuła, Dowódca Wojsk Obrony Terytorialnej, przyjaciele i znajomi zmarłej i jej rodziny. Refleksyjny charakter mszy podkreśliły Sygnały Wojska Polskiego – wykorzystywane w chwilach bardziej podniosłych, zaś lektorem czytań biblijnych był żołnierz OT.

Relację ze Mszy Świętej można obejrzeć pod adresem: bit.ly/LidkaMsza

CZYTAJ DALEJ
Przejdź teraz
REKLAMA: Artykuł wyświetli się za 15 sekund

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję