Reklama

Rodzina

Obrońmy „okna życia”!

Komitet Praw Dziecka ONZ chce namówić Parlament Europejski, by ten wydał zakaz funkcjonowania tzw. okien życia. Z jakiego powodu? Ponieważ pozostawiane tam niemowlaki pozbawione są prawa poznania swoich rodziców...

Niedziela Ogólnopolska 14/2013, str. 42

[ TEMATY ]

rodzina

Okno Życia

Archiwum „Aspektów”

Dziecko oczekuje na przyjazd karetki w bezpiecznym otoczeniu

Dziecko oczekuje na przyjazd karetki w bezpiecznym otoczeniu

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Tylko jednej zimowej nocy, w sylwestra 2012 r., „okna życia” ocaliły dwójkę maluchów. Gdy na placach i ulicach Krakowa i Wrocławia trwała szampańska zabawa, w dwóch „oknach” odezwały się dzwonki alarmujące, że w środku jest dziecko. Jednego malucha zostawiono w krakowskim „oknie” przy ul. Przybyszewskiego, drugiego - we Wrocławiu - w budynku Kongregacji Sióstr Miłosierdzia św. Karola Boromeusza przy ul. Rydygiera. W Krakowie matka przypięła do ubranka synka kartkę: „Serce mi pęka, ale muszę to zrobić. Proszę Was, znajdźcie mu dobrych rodziców”.

„Sylwestrowy” chłopczyk jest 15. dzieckiem, które ocalało dzięki krakowskiemu „oknu”, we Wrocławiu to 5. maluch.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Ratują i ratunku wymagają

W tej chwili „okien życia” jest w Polsce ponad 50. Przez kilka lat funkcjonowania pozostawiono w nich 50 noworodków. Niemal wszystkie mają już nowe rodziny. Ten - naszym zdaniem - sukces jest w oczach przeciwników „okien” dowodem na małą skuteczność społeczną. 50 istnień przez 6 lat to, zdaniem ONZ, zbyt mało. Urzędnicy uważają, że skoro w Polsce można bezkarnie zostawić dziecko w szpitalu, to po co je podrzucać w jakichś „oknach”. A co, jeśli osoba trzecia, obecna przy porodzie, zabierze półprzytomnej matce dziecko i bez jej zgody zaniesie do „okna”? - pytają. Wydaje się, że te wydumane argumenty zupełnie nie przystają do realiów życia w Polsce.

Reklama

Pierwsze „okno życia” w Polsce powstało w XVIII wieku w Warszawie, w domu podrzutków ks. Piotra Baudouina. Od niepamiętnych czasów niechciane dzieci trafiały w Polsce do takich miejsc, najczęściej prowadzonych przez Kościół. Tylko tam miały szanse na przeżycie, bowiem los dzieci z nieprawego łoża, podrzutków i bękartów, był okrutny, obarczony grzechem rodziców, jak się wówczas mówiło. Społeczeństwo, nie tylko w Polsce, ale w całej Europie, na tyle nie tolerowało podrzutków, że w pewnym momencie nakazano zamknięcie owych domów jako miejsc wstydliwych i niemoralnych. Mimo że corocznie trafiały tam setki dzieci, np. we Francji, liczby te szły w tysiące.

Do idei miejsc, w których można dyskretnie i bezpiecznie zostawić dziecko, powrócił w XXI wieku kard. Stanisław Dziwisz. Bo choć nikt już dzieci nie nazywa podrzutkami, a tym bardziej bękartami, problem pozostał. Odpowiedzią na apel krakowskiego Metropolity było pierwsze - krakowskie „okno życia”. Następne otwarto w Warszawie, a potem uruchamiano je niemal w każdym większym polskim mieście. W tej chwili, choć działa ich 50, naszym zdaniem, ciągle jest to za mało. Nie zaszkodzi, jak takie „okna” znajdą się w każdym polskim miasteczku.

Dyskretnie i bezpiecznie

Reklama

Dyskretnie dla kobiety, bezpiecznie dla dziecka. „Okno życia” to bowiem najczęściej ostatnia deska ratunku dla zrozpaczonej kobiety, która nie może dziecka pozostawić przy sobie. Jedna z nich włożyła do becika odręcznie napisaną karteczkę: „Przepraszam. Kocham Cię. Mama”. To nie są zwyrodniałe istoty, którym chodzi tylko o pozbycie się kłopotu. Matka pozostawiająca swoje dziecko to ofiara naszej społecznej obojętności, żeby nie rzec - wrogości, i fatalnego systemu, który zamiast opiekować się ciężarną kobietą, zostawia ją samą sobie. Nie zawsze, choć pewnie w większości, powodem jest bieda, brak nadziei i ludzi, którzy wyciągną pomocną dłoń. Dzieci pozostawiane w „oknach” nie są zaniedbane i głodne, przeciwnie - czasem mają na sobie czyste nowe ubranka. Należy przypuszczać, że inne niż materialne powody zmusiły matkę do oddania dziecka. Wiele spośród tych kobiet zadaje sobie pytanie, co dalej dzieje się z ich potomstwem.

Dzieci z „okna”

Dziecko pozostawione w „oknie życia” zostaje natychmiast przewiezione do szpitala, by stwierdzić, w jakim jest stanie. Policja rozpoczyna procedurę mającą na celu sprawdzenie, czy nikt nie zgłosił porwania lub zaginięcia niemowlaka. Malec otrzymuje status NN - nieznany z imienia i nazwiska. Jego losem zajmuje się sąd, który ustala tożsamość dziecka i wskazuje jego tymczasowych opiekunów. Ten proces trwa ok. 14 dni. Potem dziecko trafia do rodziny zastępczej. Jest to tzw. preadopcja - jak sama nazwa wskazuje, trwa do czasu znalezienia przez tymczasowego opiekuna rodziny adopcyjnej.

Przeciwnicy „okien życia” w Polsce argumentują, że więcej edukacji seksualnej i znajomości środków antykoncepcyjnych spowoduje, iż „okna” nie będą potrzebne. Nieprawda. „Okna życia” to instytucja znana w całej współczesnej Europie. Działają one m.in. we Francji, Niemczech, we Włoszech. W Czechach jest ich ok. 30.

Nie tylko niemowlaki

Rok temu w Stargardzie Szczecińskim pracownicy tamtejszej Caritas znaleźli zadbanego chłopca, jak się okazało ze znalezionego przy nim listu - 2,5-letniego Przemka. Zdesperowana matka tłumaczyła, że chce w ten sposób zapewnić dziecku lepszy byt. Po tym, jak jej mąż stracił pracę, rodzinę wyeksmitowano z mieszkania, a w domu miała jeszcze do wykarmienia starsze dzieci, nie znalazła innego wyjścia z sytuacji.

Reklama

Na początku tego roku w Piotrkowie Trybunalskim młody człowiek wyniósł z meliny 1,5-rocznego chłopczyka i zaniósł go do „okna życia” u sióstr salezjanek. Tłumaczył potem policji, że nie może patrzeć na los zaniedbanych i skazanych na gorsze życie dzieci. Nie był ojcem dziecka, więc odpowie za swój czyn przed sądem. Przepisy w Polsce określają, że jeśli rodzice - i tylko oni - pozostawiają swoje dziecko do 15. roku życia w miejscu bezpiecznym, gdzie otrzyma pomoc instytucji lub osób trzecich, nie dokonują przestępstwa.

Obie opisane wyżej sytuacje ukazują skalę problemu i dowodzą, że „okna życia” są potrzebne, i to nie tylko noworodkom. Kobiecie w ciąży ustępuje się w Polsce miejsca w komunikacji miejskiej i przepuszcza w kolejce, ale niewiele więcej. Nie ma systemu, który zapewni całościową opiekę - a nawet nadopiekę - zwłaszcza kobietom w trudnej sytuacji rodzinnej czy finansowej. W zasadzie samotnej matce pomoże tylko Kościół. To zakony prowadzą domy samotnej matki, schroniska dla kobiet doznających przemocy czy wyrzucanych z domu. Miejsca, gdzie znajdą nie tylko pożywienie, ale i opiekę medyczną, socjalną, i wsparcie w szukaniu nowego miejsca w życiu.

„Okna życia” pełnią istotną rolę, nikomu nie czynią krzywdy, wręcz przeciwnie - dają szansę na życie. Nigdy bowiem nie będziemy mieć pewności, jak postąpi zdesperowana kobieta. Zapewne tych 50 dzieci pozostawionych w „oknach” to 50 tragedii mniej…

2013-04-03 07:24

Ocena: +2 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Niech Tatuś w niebie działa

Oli i Marcinowi w lipcu rodzi się dziewiąte dziecko – Benedykt. Przyjmują je z ogromną radością i wdzięcznością. Ale ich mieszkanie we Wrocławiu z przyjściem na świat kolejnej osoby znowu się kurczy

Ogromnym wsparciem dla nich jest 500+, jednak z oczywistych względów na całą rodzinę pracuje jedna osoba – Marcin. Nie stać ich na wynajęcie czegoś odpowiedniego. Do tej pory zajmowali mieszkanie przyznane im przez miasto. Od dwóch lat, bezskutecznie, starali się o nowe. Dziesiątki pism wysłanych do rzecznika ds. rodziny przy prezydencie Wrocławia oraz próba spotkania z prezydentem nie przynosiły rezultatu.
CZYTAJ DALEJ

Świadectwo Dominiki Chorosińskiej: „Wiara jest łaską”

2026-05-29 19:10

[ TEMATY ]

wiara

świadectwo

Dominika Chorosińska

jest łaską

gotowi na dobro

Agata Kowalska

Dominika Chorosińska

Dominika Chorosińska

Podczas konferencji "Gotowi na Dobro" w panelu poświęconym wierze i empatii posłanka Dominika Chorosińska, znana aktorka i matka sześciorga dzieci, podzieliła się osobistym świadectwem. Z prostotą i głębią opowiedziała, jak wiara kształtuje jej życie, daje pokój w świecie pełnym niepewności i pomaga pełniej realizować powołanie żony, matki i kobiety publicznej.

Pytana na samym początku o to, czym dla niej jest wiara, Dominika Chorosińska nie szukała efektownych słów:
CZYTAJ DALEJ

Michał Listkiewicz, były prezes PZPN: Spotkanie z Janem Pawłem II jak finał mistrzostw

2026-05-31 22:50

[ TEMATY ]

św. Jan Paweł II

PZPN

Autorstwa Roger Gorączniak/commons.wikimedia.org

Michał Listkiewicz

Michał Listkiewicz

Wiedziałem, że to jest jeden z najważniejszych momentów w moim życiu. Spotkanie z Papieżem Janem Pawłem II mogę porównać tylko do sędziowania finału mistrzostw świata w piłce nożnej – mówi Michał Listkiewicz, były prezes PZPN i pierwszy Polak, który wystąpił w finale mundialu. W rozmowie z Vatican News wspomina on audiencje u Ojca Świętego, w których brał udział.

Zanim Michał Listkiewicz został prezesem Polskiego Związku Piłki Nożnej, był jednym z najlepszych polskich sędziów piłkarskich. W 1990 roku wyznaczono go do sędziowania spotkań podczas mistrzostw świata, które odbywały się we Włoszech.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję