Reklama

Wiadomości

Dwie twarze Polski

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Wytyczono już nawet granicę. Nie ma jej co prawda na mapie, ale dostrzegalna jest z bliższej perspektywy, najlepiej w małych miasteczkach czy popegeerowskich wsiach. Granicę między Polską biedną i tą zamożniejszą. Wyrysowano ją na linii Elbląg – Krosno. Na prawo rozciąga się tzw. ściana wschodnia, w której dochód na jednego mieszkańca jest znacznie mniejszy niż po drugiej stronie granicy. Różne ważne instytucje, z Głównym Urzędem Statystycznym na czele, co jakiś czas przypominają, że te dwie Polski coraz bardziej się od siebie oddalają. Problem w tym, że jak się żyje w dużym mieście, to tej różnicy tak wyraźnie nie widać, podobnie jak na malutkiej wsi gdzieś na Roztoczu. Te dwie rzeczywistości widać dopiero w szerszej perspektywie. Ktoś już nawet zauważył, że najbardziej obrazowo opisują to zjawisko dwa popularne seriale – ta miejsko-proeuropejska, zasobna Polska to „Rodzinka.pl”, a ta gorsza, z krzywą gębą, to „Świat według Kiepskich”.

Czy rzeczywiście tak jest?

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Swojska bieda

Reklama

Niedawno w mediach podano, że najbiedniejsza miejscowość w Polsce to Pieszyce w województwie dolnośląskim. Na jednego mieszkańca przypada tam dochód w wysokości 1590 zł brutto. W Warszawie średni zarobek wynosi ok. 6 tys. zł. Polak zamożny wydaje średnio 1/5 swoich dochodów na dobra luksusowe, podczas gdy Polak średniak kombinuje, jak opłacić rachunki, by starczyło jeszcze na jedzenie. Specjaliści od rynku pracy zauważają, że najmniejsze „wahnięcie” w gospodarce niemal natychmiast powoduje zwiększenie się liczby tych drugich. Mimo że wiele się mówi o niedojadających i mieszkających w zimnie Polakach, praktycznie państwo nie robi nic, by ulżyć ich losowi. System pomocy społecznej kuleje. Dla przykładu – w ubiegłym roku na wsparcie dla wielodzietnych, zagrożonych ubóstwem rodzin wydano zaledwie 30 mln zł.

Polska bieda co jakiś czas znajduje się w centrum naszego zainteresowania, jak choćby przy okazji opublikowanego niedawno raportu GUS na temat źle odżywionych i zaniedbanych dzieci. Niestety, wzruszenie trwało krótko – news o klepiących biedę malcach zepchnęły igrzyska olimpijskie w Soczi. Problemu nie da się jednak spychać ciągle na dalszy plan. Ta wstydliwa prawda o biednych dzieciakach hańbi równo wszystkich. Ostatni raport GUS podaje, że na 8,9 mln dzieci i młodzieży w Polsce aż 1,4 mln chodzi głodnych. 90 proc. małych Polaków ma próchnicę, 600 tys. nie było nigdy u dentysty, a 530 tys. nie obejrzał ani jeden lekarz specjalista.

Próchniejące zęby najmłodszych to także wynik tego, co jedzą. A według GUS, pół miliona z nich nie dojada regularnie. „Nie dojada” – znaczy, że tylko raz na dwa dni dziecko je porządny posiłek, czyli taki, w którego skład wchodzi mięso albo ryba. Rodzice nie kupują im świeżych owoców czy warzyw, bo są dla nich za drogie.

Reklama

Z edukacją rzecz ma się podobnie. 450 tys. dzieciaków w wieku szkolnym nie ma podręczników, bo rodziców nie stać na ich zakup. 1,4 mln dzieci nie wyjeżdża w ciągu roku nigdzie – nawet na tygodniowy wypoczynek, z tego samego powodu – bo rodziców nie stać. Nie stać ich także na jakiekolwiek zajęcia dodatkowe – nie tylko korepetycje, ale także na posłanie dziecka na zajęcia rozwijające talenty, np. sportowe czy muzyczne. Po ulicach polskich miast i miasteczek krąży tysiące dzieciaków, które marnują czas i swoje zdolności. Narzekania, że nie ma z kogo zbudować kadry narodowej, mają swoje dalekie echo właśnie tam – w miejscach, gdzie orlika się nie uświadczy, a gdy już jest, to nie ma trenera... i tak w kółko.

Biedne polskie dziecko dorasta w biednej polskiej rodzinie. Ma równie ubogich dziadków i krewnych. W niektórych regionach jest to bieda dziedziczna, wielopokoleniowa. Jeśli nikt nie poda dzieciakowi pomocnej dłoni, wyląduje ono w tym samym miejscu, co ojciec i dziadek.

Główny Urząd Statystyczny monitoruje i bada zjawisko biedy. Przygląda się mu i klasyfikuje. Okazuje się, że najgorzej mają bezrobotni na zasiłku. Zaraz za nimi są rodziny wielodzietne – 25 proc. z nich nie zaspokaja nawet podstawowych potrzeb. Trzecie miejsce zajmują polscy rolnicy – 60 proc. żyje na granicy skrajnego ubóstwa. Potem kolejno: renciści, rodziny z jednym bezrobotnym, mieszkańcy ściany wschodniej, wreszcie rodziny z niepełnosprawnym dzieckiem.

Reklama

Najtrudniej jest w małych miasteczkach. Na wsiach ludzie jakoś wyżywią się z tego, co urodzi ziemia. Z kolei w dużych miastach łatwiej o jakiekolwiek zajęcie i sporo jest – zwłaszcza w dużych aglomeracjach – organizacji pomagających niezamożnym. Natomiast w miasteczkach – katastrofa. Dawno już upadłość ogłosiły zakłady, które dawały zatrudnienie całej okolicy. Pracy nie ma i nic nie wskazuje na to, że będzie. Komu starczyło odwagi, wyjechał szukać szczęścia w bogatej zjednoczonej Europie. Ale nie wyjadą wszyscy. Bywają regiony z bezrobociem sięgającym nawet 30 proc. W takich miejscach spotyka się najczęściej tzw. skrajną nędzę – czyli życie na granicy minimum socjalnego. Najlepiej widać to we wspomnianych już rodzinach wielodzietnych. Blisko granicy wytrzymałości egzystuje w Polsce 10 proc. rodzin z trójką dzieci i blisko 27 proc. z czwórką potomstwa. Wsparcie, jakie oferuje im państwo, nie daje praktycznie szansy na jakiekolwiek godne życie. Pracownicy pomocy społecznej twierdzą, że takim rodzinom potrzebna jest pomoc podstawowa – w zakupie butów, odzieży i żywności.

Zamożni po polsku

Kim jest zamożny Polak? Analitycy Ministerstwa Finansów oceniają, że nad Wisłą mieszka ok. 50 tys. ludzi bardzo bogatych, czyli takich, których dochód miesięczny wynosi powyżej 20 tys. zł. Trochę gorzej wiedzie się blisko 550 tys. Polaków, którzy zarabiają od 7 do 20 tys. zł. Do grupy żyjących w dobrobycie zaliczono także osoby o miesięcznym dochodzie brutto między 4 a 7 tys. zł – jest ich według analityków ok. 2 mln. Od kilku lat Polska jest krajem, w którym nieustannie rośnie popyt na dobra luksusowe. Szacuje się, że w 2015 r. Polacy wydadzą na luksusy 1,8 mld zł.

Nie narzekają na brak klientów dilerzy znanych marek samochodowych. W 2013 r. z salonów wyjechało ponad 300 tys. „nówek”, o 5 proc. więcej niż w 2012 r.

Deweloperzy mówią, że kryzys branża ma już za sobą. Tak dobrze nie było od 5 lat. Mieszkania nowe, więc najdroższe, kupują nie tylko ludzie zamożni, ale także ci, których stać na taki zakup wyłącznie za bankowy kredyt. Ludzie obciążają się kredytami na wiele lat, bo widocznie mają albo poczucie bezpieczeństwa finansowego, czyli stałości dochodów, albo uprawiają filozofię „kupą, mości panowie, i jakoś to będzie”.

Reklama

Zamożność widać w biurach podróży. Po dekadach, gdy szczytem luksusu były wczasy w Bułgarii, Polacy są głodni świata. Wybieramy egzotykę – najpopularniejsze w 2013 r. były wczasy w Dubaju, na Malediwach i w Sri Lance. Najtaniej doleci się tam za 3 tys. zł od osoby...

Najlepiej żyje się w trójkącie, którego podstawę stanowi południe Polski, a wierzchołek – Trójmiasto. Polska jest też usiana wyspami, gdzie żyje się na znacznie wyższym poziomie niż np. na Roztoczu. Wyspami są wielkie aglomeracje: Warszawa, Łódź, Poznań, Wrocław, Trójmiasto, Kraków. Przysłowiowa „galicyjska bieda” powędrowała bardziej na wschód. Małopolska ma się bowiem nieźle, chociaż i tak nikt nie prześcignie Mazowsza.

Nie dzielić, a pomagać

Nie ma niczego złego w zamożności, zwłaszcza gdy jest efektem ciężkiej pracy, kreatywności i wykształcenia. A tak najczęściej bywa. Bogaci są motorem napędowym dobrze funkcjonującej gospodarki. Bogacą się, ale dają także zarobić innym. Niepokoić musi jednak rozdźwięk, który coraz widoczniej rozdziela zamożnych od biednych. A gdy spojrzeć szerzej – widać, że między nimi jest coraz bardziej pusta przestrzeń.

To, że w Polsce sprzedaje się coraz więcej jachtów o długości 25 m, samochodów kosztujących powyżej 100 tys. zł, a w Warszawie metr mieszkania potrafi kosztować i 30 tys. zł, nie świadczy o tym, że Polakom żyje się lepiej. Oznacza to, że małemu procentowi Polaków żyje się lepiej. Reszta musi szukać dodatkowego zajęcia, zostawać po godzinach, bo inaczej usłyszy: „Ciesz się, że w ogóle masz pracę”, kombinować, jak spłacić jedną pożyczkę i wziąć kolejną... Wreszcie, jak gotując obiad za 5 zł, dotrwać do pierwszego.

2014-02-25 14:32

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Smok spod pachy

Niedziela warszawska 27/2013, str. 8

[ TEMATY ]

rodzina

społeczeństwo

człowiek

Shannon Archuleta / Foter / CC BY-ND

Przyszło lato i odsłoniło. Brzuchy, biusty, pośladki. A na nich coraz częściej twórczość plastyczną. Idzie człowiek ulicą i patrzy: tej dziewczynie wypełza smok spod pachy, tamtej wystają ze spodni znaki runiczne, ten nobliwie wyglądający pan nosi na ramieniu biuściastą heroinę, ten młodzian ogłasza coś po chińsku albo japońsku. Najpierw mnie to dziwi. Dlaczego człowiek każe sobie wymalować na skórze coś, z czym będzie chodził do końca życia, także wtedy, kiedy mu się to znudzi? Potem się zastanawiam, dlaczego niektórzy ludzie uważają tatuaże za atrakcyjne. Nawet „coś ładnego”, np. kwiat albo motyl, przeniesione z papieru na skórę wyglądają tandetnie i po prostu głupio. Najgorsze jednak jest to, że tatuaże to często motywy związane ze złem, takie jak trupie czaszki, węże, potwory; albo z wulgarną erotyką. Czasem można zobaczyć niezawoalowane symbole szatana, np. pentagram albo diabelskie rogi. To chyba nie przypadek, że z salonów, w których wykonuje się tatuaże, wieje grozą. Mieszkaliśmy kiedyś obok jednego. Kiedy trzyletnia wówczas Weronika przechodziła obok tego miejsca, mówiła, że się boi. Widziałam też kiedyś zdjęcia z festiwalu tatuażu w USA. Wielu uczestnikom z ludzkiego wyglądu zostały tylko oczy. Mieli nie tylko obrazki na skórze, ale również kolczyki i ćwieki wystające z różnych części ciała, rozdwojone języki, implanty wszczepione w skórę na czole w taki sposób, żeby udawały rogi. Wyglądało to jak festiwal twórczości satanistycznej. Wśród najbardziej zaangażowanych fanów tatuażu popularne są inne metody samookaleczeń, np. rozciąganie małżowin usznych za pomocą kolczyków do absurdalnych rozmiarów, tworzenie na ciele wzorów ze specjalnie wykonanych blizn, a nawet mocowanie pod skórą klamer, do których potem przyczepia się sznury, żeby na nich powiesić człowieka na jego własnej skórze (celem rytuału jest doświadczenie skrajnych stanów poprzez ból). Najbardziej znana na świecie wytatuowana osoba to Meksykanka Maria Jose Cristerna, znana jako Mujer Vampiro, czyli Kobieta Wampir, która po setkach zabiegów ma „zrobione” nawet zęby.
CZYTAJ DALEJ

Genazzano oczekuje na Papieża „pielgrzyma”. Znamy program uroczystości

2026-09-07 13:51

[ TEMATY ]

uroczystość

program

Genazzano

oczekuje

papież pielgrzym

Vatican Media

Papież Leon XIV z wizytą w Genazzano w 2025 r.

Papież Leon XIV z wizytą w Genazzano w 2025 r.

W przeddzień uroczystości Narodzenia Najświętszej Maryi Panny, 7 września Leon XIV powraca do sanktuarium szczególnie bliskiego augustianom, aby odprawić Mszę Świętą. Biskup Tivoli, bp Mauro Parmeggiani mówi Vatican News, że wizyta jest zachętą, abyśmy odpowiedzieli na dar Matki, która wskazuje Chrystusa jako drogę, którą należy podążać.

W Genazzano panuje atmosfera radosnego oczekiwania. To średniowieczna miejscowość położona około 40 kilometrów od Rzymu, w dolinie Sacco, pomiędzy Castelli Romani a górami Prenestini. Mieszkańcy oczekują na przybycie papieża Leona, który powraca do miejsca szczególnie drogiego rodzinie augustiańskiej: Bazyliki-Sanktuarium Matki Bożej Dobrej Rady.
CZYTAJ DALEJ

Leon XIV jako pierwszy papież uczci relikwię Świętej Tuniki Chrystusa

2026-09-08 07:22

[ TEMATY ]

Leon XIV

pierwszy papież

uczci

relikwia

Święta Tunika Chrystusa

Vatican Media

Święta Tunika Chrystusa z bazyliki w Argenteuil

Święta Tunika Chrystusa z bazyliki w Argenteuil

Podczas czuwania na stadionie Stade de France, w którym wraz z Ojcem Świętym weźmie udział ok. 80 tys. młodych ludzi, zostanie wystawiona Święta Tunika Chrystusa, przywieziona z bazyliki w pobliskim Argenteuil. Leon XIV będzie pierwszym papieżem, który będzie modlił się przy tej relikwii Męki Pańskiej, o którą – jak czytamy na kartach Pisma Świętego, rzucali losy żołnierze pod krzyżem Chrystusa – podaje Vatican News,

Wystawienie Świętej Tuniki podczas czuwania modlitewnego 25 września z dwóch powodów będzie wydarzeniem wyjątkowym. Po pierwsze dlatego, że na co dzień nie jest ona wystawiona na widok publiczny. Wierni, modlący się w bazylice w Argenteuil,gdzie jest przechowywana, mogą zobaczyć jedynie jej niewielki fragment, zaś wystawienie relikwii odbywa się zwyczajowo co 50 lat – choć w ostatnich latach była ona też wystawiana z okazji Nadzwyczajnego Jubileuszu Miłosierdzia, Roku Świętego 2025 oraz 1700. rocznicy Soboru Nicejskiego.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję