Reklama

Niedziela Kielecka

Sanktuarium św. Wincentego w Bobinie

Herold Słowa Bożego

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

W podkrakowskiej ziemi pod Proszowicami/Ziemia urodzajna tu szumi kłosami/W Bobinie...”. Słowa tej maryjnej, ludowej pieśni mówią o Bobinie i znajdującym się w kościele obrazie Matki Bożej. Jednak kościół w Bobinie jest znany w okolicy nie ze szczególnego kultu Matki Bożej, lecz kultu św. Wincentego Ferreriusza. To bardzo mało znany święty. – A kto to jest? Skąd taki Święty? – zapytałem, dowiedziawszy się, że niedługo przypada odpust ku jego czci w parafii – wspomina Ksiądz Proboszcz czasy przybycia na parafię po raz pierwszy po nominacji.

Nie wiadomo, kto był inicjatorem zapoczątkowania kultu Świętego w tej miejscowości i sprowadzenia relikwii św. Wincentego do kościoła w Bobinie. Pewnym jest, że działające w tej miejscowości 300 lat temu Bractwo Różańcowe krzewiło kult świętego dominikanina, więc wydaje się, iż z inicjatywy któregoś z opiekunów Bractwa relikwie świętego kaznodziei zostało sprowadzone do tej małej miejscowości.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Reklama

Do dziś zachowała się Książka Bractwa Różańca Świętego w Bobinie. Czytamy w niej: „Bractwo Różańca Świętego ustanowione zostało przy kościele w Bobinie roku 1724, z zapisu Stanisława Józefa Borka, dziedzica dóbr Gabułtów (obecnie parafia Kazimierza Mała). Zapis był uczyniony przed aktami grodu Nowego Miasta (Korczyna) w piątek nazajutrz po święcie św. Andrzeja Apostoła 1719 r. na sumę dwa tys. zł”. Ofiarowana kwota została ulokowana w banku na procent. Według informacji zawartych w księdze Bractwa, w 1898 r. lokata przynosiła rocznie „11 rubli, 90 kopiejek procentu”. Kwotę tę członkowie Bractwa wypłacali z przeznaczeniem na swoją działalność. Zamawiali Msze święte za żyjących i zmarłych członków Bractwa, wyrabiali świece, które służyły do oświetlania świątyni oraz uświetniania uroczystych procesji czy Eucharystii. Każdy mógł się zapisać w szeregi Bractwa, nikomu nie zabraniano. Członkami mogli być dziedzice, osoby zamożne, jak również zwykli chłopi, którzy nawet nie potrafili pisać i czytać, dlatego: „Bractwo Różańca Świętego w kościele parafialnym w Bobinie dla większej chwały Boga w Trójcy Jedynego, czci Najświętszej Panny Maryi i Wszystkich Świętych Pańskich, jako też dla pożytku zbawiennego w tem w Bractwie będących i dla ozdoby Kościoła urządza się w sposób następujący: Kto sobie życzy choćby był z innej parafii, do tego Bractwa należeć może. Włościanie do bractwa wpisywani będą w Książkę Bracką u proboszcza, państwo zaś i inni piszący sami się w tę książkę wpiszą”. W Księdze Bractwa zapisane były obowiązki członków: wielkość składek, wybór starszyzny, jej zadania oraz zadania „brackiego” – zwierzchnika Bractwa.

Członkowie Bractwa mieli obowiązek „świecić w kościele”, czyli zapewnić świece do oświetlenia świątyni i poszczególnych ołtarzy. „Ołtarz Najświętszej Maryi Panny, św. Jana i św. Tekli oświetlać ma Bractwo. W niedzielę każdą zwyczajną w czasie Sumy wyjdzie sześciu z bractwa ze świecami zapalonemi na Sanctus i klęczeć będą przed wielkim ołtarzem aż do Baranka Bożego. W święta uroczyste, ile razy będą nabożeństwa z wystawieniem Najświętszego Sakramentu, wszyscy obecni w kościele należący do Bractwa świecić będą. W odpusty św. Wincentego i św. Anny Bractwo dawać będzie na wielki ołtarz po sześć świec. Światło brackie ze skrzyni wydaje zawsze Starszy Bractwa lub jego zastępca”. Świece należące do Bractwa rozświetlały kościół, a jego członkowie ściśle przestrzegali przepisów, które określały, kto może korzystać ze świec i w jakich okolicznościach. „W pogrzeb któregokolwiek z braci Bractwo obowiązane będzie dać światło do rąk jego rodzinie i przy trumnie bezpłatnie, w żadnym innym razie światła brackiego użyć nie wolno. Proboszcz jednak do jakiego obrzędu religijnego w kościele, jeżeli tego będzie uważał potrzebę, może zażądać i użyć światła brackiego”.

Z Wenecji do Bobina

Reklama

Bractwo rozwijało się. W jego szeregi zapisywali się włościanie i ludzie zamożni. Liczba członków była tak duża, że można przypuszczać, iż większość mieszkańców parafii Bobin należała do Bractwa, co świadczy o ich dużej świadomości religijnej oraz kultywowaniu tradycji. Trzynaście lat po założeniu Bractwa, z Wenecji zostały sprowadzone relikwie św. Wincentego Ferreriusza. Nie wiemy, czy w tym celu została wysłana do Wenecji specjalna delegacja, czy też jakiś dostojnik przebywający we Włoszech z jakąś misją został poproszony o sprowadzenie relikwii. Wiadomym jest natomiast, że relikwie te 2 stycznia 1739 r. zostały dopuszczone i zatwierdzone przez Kurię Krakowską, co oznacza, że potwierdzona została autentyczność relikwii. Odpust ku czci św. Wincentego został wyznaczony na drugą niedzielę po Wielkanocy. Ołtarz Świętego znajduje się w bocznej kaplicy po południowej stronie świątyni. O kulcie św. Wincentego świadczy bogato zdobiona srebrna sukienka, która obecnie przechowywana jest w gablocie znajdującej się po lewej stronie ołtarza. Wraz z nią przechowywane są nieliczne wota, które przetrwały do naszych czasów. Świadczą one o kulcie Świętego oraz o otrzymanych za jego pośrednictwem łaskach.

Aż trudno uwierzyć, że bobiński kościół bez uszczerbku przetrwał obydwie wojny światowe. W parafialnym wykazie strat czytamy, że „szyby były pobite na plebanii i zabrana bielizna kielichowa (zapewne do opatrywania rannych)”. Wdzięczni za cudowne ocalenie(sąsiednie parafie były bardzo zniszczone) mieszkańcy wioski wybudowali stojącą w środku wsi kapliczkę dziękczynną. Wojny jednak pozostawiły po sobie ślady, na parafialnym cmentarzu pochowane są ciała 152 żołnierzy austriackich i 144 rosyjskich. Są też groby z II wojny światowej.

Święty ze skrzydłami

Oglądając obraz św. Wincentego w bocznym ołtarzu, można poczuć się nieswojo. Płótno przedstawia Świętego, który przytrzymuje pokrojone dziecko. Obok stoi kobieta – prawdopodobnie matka dziecka. Ten nieco budzący grozę obraz przedstawia jeden z licznych i niewiarygodnych cudów Świętego, który przywraca do życia rozczłonkowane ciało dziecka. Św. Wincenty Ferreriusz, mało znany przez ludzi XXI wieku, w czasach, których żył, był znany w całej Europie. Znali i podziwiali go możnowładcy, a także zwykli mieszkańcy miast i wsi zachodniej Europy. Kim był ten niesamowity kaznodzieja, którego sława i liczne cuda rozsławiły tak, że jego relikwie sprowadzone zostały do małej podkrakowskiej miejscowości?

Reklama

Urodził się około 1350 r. w Walencji w południowej Hiszpanii. Jego ojciec był notariuszem. W 1367 r. Wincenty wstępuje do zakonu dominikanów, rok później składa śluby zakonne. Studiuje filozofię, teologię i logikę w Walencji, Barcelonie i Leridzie, gdzie zdobył tytuł doktora, mając zaledwie 18 lat. W wieku 25 lat otrzymał święcenia kapłańskie.

Reklama

Świetnie wykształcony, wykładał filozofię i teologię, a także, w latach 1380-1390, zajmował się sprawami państwowymi i kościelnymi na polecenie kardynała legata Piotra de Luna oraz Jana I, króla Aragonii. Sprawy urzędowe nie przerwały jego „pasji” kaznodziejstwa, oddawał się jej i na dworze papieża w Awinionie, i w południowych regionach Francji, a także we Włoszech. Gwałtowny zwrot w życiu Wincentego nastąpił w 1399 r. W czasie choroby, wydawałoby się nieuleczalnej, gdy lekarze opuścili ręce, miał wizję św. Dominika i św. Franciszka, którzy uzdrawiając go, polecili mu głosić Ewangelię na całym świecie. Po uzyskaniu odpowiedniego upoważnienia od papieża Benedykta XIII, rozpoczął swoją życiową misję: głosił Ewangelię, przemierzając Europę i wzywając do pokuty. Swoją charyzmą budził zachwyt, nazywany był aniołem, dlatego często w ikonografii przedstawiany jest ze skrzydłami. Życie poświęcił na rzecz jedności podzielonego przez schizmę Kościoła. Zmarł w Wielką Środę, 5 kwietnia 1419 r. w Vannes we Francji, wracając z misji podjętej w Anglii, gdzie przebywał na zaproszenie króla. Jego pogrzeb był wielką manifestacją. Niezwykle szybko odbył się proces kanoniczny sługi Bożego. Komisja papieska przebadała blisko dziewięćset cudów, które wydarzyły się za sprawą Świętego. Papież Kalikst III 29 czerwca 1455 zezwolił na jego kult, a papież Pius II w trzy lata potem dokonał jego kanonizacji.

Cuda św. Wincentego

Św. Wincenty zasłynął licznymi cudami, które sprawiały, że setki osób będących ich świadkami nawracały się i umacniały w wierze. Trudno było nie zauważyć Świętego z Walencji, który podróżował z licznym orszakiem. Św. Wincentemu jadącemu na ośle towarzyszyli liczni kapłani, którzy spowiadali penitentów i odprawiali Msze święte. Podróżowali z nim także notariusze, którzy spisywali akty zgody osób pojednanych za jego przyczyną. Sława Świętego była tak wielka, że gdy tylko się pojawił w jakimś mieście, robotnicy porzucali swoją pracę, kupcy zamykali sklepy, nauczyciele przerywali wykłady, a „chorych nawet trudno było w łóżku utrzymać”. Nawrócił tysiące osób, zarówno schizmatyków, Żydów, jak i muzułmanów. W Hiszpanii po jego homilii do Żydów, ci ochrzcili się, zamieniając synagogę na kościół, który przetrwał do naszych czasów, świadcząc o potędze świętego kaznodziei. Św. Wincenty jest patronem Walencji, dobrego małżeństwa, dobrej śmierci, budowniczych, murarzy oraz producentów dachówek i kafli.

Święty na nasze czasy

Reklama

Kościół w Bobinie wprawdzie jest pod wezwaniem św. Anny, jednak postać św. Wincentego nadal jest wspominana i propagowana. Obecny proboszcz ks. Czesław Parkita czyni wiele, by postać Świętego wciąż przypominać, starając się o przywrócenie kultu tego szczególnego głosiciela Ewangelii. Ku czci Świętego śpiewane są pieśni. Odmawia się też Litanię ku jego czci, w której wspomina się jego cechy: „Heroldzie słowa Bożego…, Spowiedniku Papieży…, Apostole Modlitwy Różańcowej…, Aniele Sądu Bożego…, Żarliwy Kaznodziejo Pokutny…, Wędrowny Misjonarzu Europy…, Prowadzący do jedności Wyznawców Chrystusa… Módl się za nami.

Co roku w drugą niedzielę po Wielkanocy – w odpust ku czci Świętego – śpiewem „Witaj nam, witaj, święty Wincenty, Witaj świątyni naszej patronie…” rozpoczynają się Msze święte, podczas których kazania głoszą dominikanie, przypominając postać i dzieło życia swojego współbrata. – W tym dniu do kościoła przychodzi bardzo dużo osób – mówi Ksiądz Proboszcz. Jest uroczysta Suma, po niej procesja z całą asystą i z udziałem pocztów sztandarowych Ochotniczych Straży Pożarnych z Bobina, Dalechowic, Kuchar i Koczanowa. Przyjeżdża dużo gości, kapłanów z sąsiednich parafii. To niezwykle uroczysty dzień. W ubiegłym roku Sumie odpustowej przewodniczył bp Kazimierz Gurda, a w bieżącym dziekan ks. Antoni Sokołowski, proboszcz z Proszowic. – Modlimy się do św. Wincentego, pamiętając, że żył w trudnych czasach dla Kościoła, szerzyły się herezje, odstępstwa od wiary i wiele osób było obojętnych religijnie. Dzisiaj jest podobnie. Może przykład życia tego Świętego uświadomi nam, czym naprawdę jest wiara i Boże Miłosierdzie – mówi Ksiądz Proboszcz. W małym bobińskim kościele wspaniale prezentują się odrestaurowane ołtarze, obrazy i świątynne mury. Dobrze, że oprócz remontów, nie zapomina się o prawdziwych fundamentach Kościoła – świętych, którzy podtrzymywali i podtrzymują Kościół w trudnych czasach.

* * *

Relikwie Świętego w bobińskim kościele znajdują się w zabytkowym, srebrnym relikwiarzu. Przedstawia on św. Wincentego w dominikańskim habicie ze wzniesioną do góry prawą ręką, lewą zaś trzyma księgę oraz jego atrybut – trąbę. W środku korpusu Świętego znajduje się relikwia ex ossibus (z kości) osłonięta owalną szybką otoczoną wyobrażeniem słońca. U stóp Świętego po lewej stronie przedstawiony jest jeden z jego licznych cudów: kościół, z dachu którego spada pracownik uratowany za wstawiennictwem dominikanina.

2014-05-22 10:35

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Niewidzialni obrońcy

Niedziela świdnicka 40/2012

[ TEMATY ]

święty

anioł

DANI SANDRINI

Już małemu dziecku mówi się o Aniele Stróżu, wskazując na obrazek wiszący nad jego łóżeczkiem - i słusznie, bo Anioła Stróża ma każdy człowiek. Anioł to nie „gratis” od Pana Boga dany na nową drogę życia na ziemi, ale przede wszystkim stróż, duchowy doradca i obrońca tego, co najcenniejsze, a o co toczy się odwieczna walka dobra i zła - duszy człowieka. Perfekcyjnie przekazał to amerykański pisarz Frank E. Peretti w powieści „Władcy ciemności”, ukazując niewidzialny bój demonów i aniołów o umysły, serca i dusze ludzi. „Nie toczymy bowiem walki przeciw krwi i ciału, lecz przeciw Zwierzchnościom, przeciw Władzom, przeciw rządcom świata tych ciemności, przeciw pierwiastkom duchowym zła na wyżynach niebieskich (Ef 6, 12). Pismo Święte mówi, że aniołowie, czyli byty duchowe stworzone przez Boga jeszcze przed człowiekiem, a których jest niezliczona rzesza, wysławiają Boga w niebie. Spełniają także rolę posłańców, o czym mówi choćby fragment o zwiastowaniu Najświętszej Maryi Pannie. Aniołowie byli obecni od chwili stworzenia (por. Hi 38, 7), gdzie są nazwani „synami Bożymi” i w ciągu całej historii zbawienia, zwiastują z daleka i z bliska zbawienie oraz służą wypełnieniu zamysłu Bożego (zob. KKK 332). „Chrystus stanowi centrum świata anielskiego - informuje nas Katechizm Kościoła Katolickiego (nr 331). - Aniołowie należą do Niego: «Gdy Syn Człowieczy przyjdzie w swej chwale i wszyscy aniołowie z Nim...» (Mt 25, 31). Należą do Niego, ponieważ zostali stworzeni przez Niego i dla Niego: «Bo w Nim zostało wszystko stworzone: i to, co w niebiosach, i to, co na ziemi, byty widzialne i niewidzialne, czy Trony, czy Panowania, czy Zwierzchności, czy Władze. Wszystko przez Niego i dla Niego zostało stworzone» (Kol 1, 16). W jeszcze większym stopniu należą do Niego, ponieważ uczynił ich posłańcami swojego zamysłu zbawienia: «Czyż nie są oni wszyscy duchami przeznaczonymi do usług, posyłanymi na pomoc tym, którzy mają posiąść zbawienie?» (Hbr 1, 14). Niestety, nie każdy anioł chce służyć Panu Bogu i ludziom. Tradycja mówi, że najpiękniejszy z nich, niosący przed Stwórcą światło, powiedział Bogu, „nie będę służył”, wraz z nim zbuntowała się jedna trzecia duchów niebieskich. Odtąd Lucyfer pragnie zniszczyć człowieka i unieszczęśliwić go tak, jak unieszczęśliwił siebie. Największym szczęściem jest możliwość życia z Bogiem i w Bogu. Zbuntowane anioły straciły tę szansę bezpowrotnie i od stworzenia świata próbują odebrać ją także ludziom. Jezus powiedział: „Strzeżcie się, żebyście nie gardzili żadnym z tych małych; albowiem powiadam wam: Aniołowie ich w niebie wpatrują się zawsze w oblicze Ojca mojego, który jest w niebie” (Mt 18, 10). Każdy człowiek bez wyjątku - chrześcijanin, muzułmanin, buddysta, ateista etc. - ma Anioła Stróża, żeby ten dawał mu dobre natchnienia i bronił w nim dziecka Bożego. Misją Anioła Stróża jest doprowadzić powierzonego mu człowieka do zbawienia. Anioł zanosi także nasze modlitwy przed Tron Boga. Kościół w Katechizmie naucza (nr 336): „Życie ludzkie od początku (por. Mt 18, 10) aż do śmierci (por. Łk 16, 22) jest otoczone opieką (por. Ps 34, 8; 91, 10-13.) i wstawiennictwem (por. Hi 33, 23-24; Za 1, 12; Tb 12, 12) aniołów. «Każdy wierny ma u swego boku anioła jako opiekuna i stróża, by prowadził go do życia» (Św. Bazyli Wielki, «Adversus Eunomium», 3, 1: PG 29, 656 B.). Już na ziemi życie chrześcijańskie uczestniczy - przez wiarę - w błogosławionej wspólnocie aniołów i ludzi, zjednoczonych w Bogu”. Jeden z największych teologów - św. Tomasz z Akwinu - mówił, że „Aniołowie współdziałają we wszystkim, co dla nas dobre”. 2 października obchodzimy wspomnienie Świętych Aniołów Stróżów, 29 września - Świętych Archaniołów - Michała, Rafała i Gabriela, to jedyne imiona aniołów, o jakich mówi nam Biblia. Możemy podziękować im za opiekę, którą nas darzą, a największą radość sprawimy im, żyjąc według zamysłu Bożego. Jednak „Kościół czci aniołów, którzy pomagają mu w jego ziemskiej pielgrzymce i opiekują się wszystkimi ludźmi” (KKK 352). Wałbrzyska świątynia położona na Starówce nosi wezwanie Świętych Aniołów Stróżów. Piękna neogotycka budowla z 1904 r. nosi tytuł kolegiaty i jest największą świątynią w mieście. Dzięki czerwonej cegle potocznie jest nazywana czerwonym kościołem. Odbywają się tu najważniejsze uroczystości w mieście, a proboszcz parafii, ks. prał. Bogusław Wermiński, jest jednocześnie prepozytem kapituły kolegiackiej. Kościół swoją strzelistą wieżą góruje nad centrum miasta i wskazując niebo, niejako po drodze kieruje wzrok ludzi ku górze Chełmiec, na szczycie której stoi jubileuszowy krzyż. - Przepraszam, leżę w gorączce - słabym głosem przez telefon wyjaśniał ks. Wermiński, który wcześniej umawiał się na rozmowę. - Nie jestem w stanie się spotkać - z żalem dodał. Księże Bogusławie, życzymy powrotu do zdrowia, ufając, że kiedy będziesz czytał te słowa, to już będziesz w pełni sił. - Jestem tutejszym parafianinem od urodzenia - dzieli się w rozmowie z nami pan Andrzej. - Każdego ranka odkąd pamiętam, w mojej modlitwie odmawiam również „Aniele Boży Stróżu mój…”, nauczyłem tego również swoje dzieci, wierzę w obecność i opiekę mojego Anioła Stróża. Kiedyś doświadczyłem jego pomocy, jadąc autostradą wystrzeliła mi opona w samochodzie, oprócz mnie było jeszcze trzech pasażerów. Jadąc z prędkością około 140 km/h, straciłem panowanie nad samochodem, rzucało nami przez kilkaset metrów na dwóch pasach. Wystarczyłoby, że z naprzeciwka jechał jakikolwiek samochód, a przecież na autostradzie natężenie ruchu jest dość spore, doszłoby do strasznej kraksy. Kiedy udało się zatrzymać pojazd, przez uchylone okno wleciało małe biało piórko, kolega półżartem powiedział: „doleciał twój Anioł Stróż”. Wtedy sobie uświadomiłem, że cały czas czuwał nade mną. W duchu podziękowałem mu za opiekę i od tamtej pory „rozmawiam” z moim Aniołem Stróżem. Kiedy się modlę, proszę Pana Boga, by wysyłał swoich Aniołów, aby strzegły moje dzieci, które same skądś wracają, zwłaszcza późną porą. Proszę często o opiekę Anioła, kiedy udaję się w trudną zawodową misję - dodaje pan Andrzej. Jego historia jest jedną z wielu. Parafianie wałbrzyskiej kolegiaty przyznają, że odczuwają opiekę swoich szczególnych patronów. Sam ksiądz proboszcz często zatroskany licznymi potrzebami remontowymi, poleca opiece i trosce Aniołom Stróżom. Kiedy przybędziemy do wałbrzyskiej kolegiaty, stańmy pośrodku i rozejrzyjmy się po wnętrzu tej pięknej świątyni, spróbujmy dostrzec ślady niewidocznych obrońców, postarajmy się w tym miejscu wzbudzić wdzięczność za wszystkie lata ich wiernej służby. Jesteśmy słabymi ludźmi, gdyby nie ich pomoc, byłoby krucho z nami. Postarajmy się współpracować z Aniołami, jak? Poprzez modlitwę i życie w zgodzie z Bożymi Przykazaniami. To jest najpiękniejsze podziękowanie, jakie możemy ofiarować naszym niewidzialnym przyjaciołom. - Aniołowie to najlepsza polisa ubezpieczeniowa „na rynku” - pół żartem podkreślał jeden z kaznodziejów w odpustowej homilii - polisa nie tylko na życie ziemskie, ale również na życie w Królestwie Ojca - dodał. We wspomnianej książce pt. „Władcy ciemności” autor wskazuje na sytuację, w której modlący się ludzie dodają siły Zastępom Anielskim w walce z demonami, a nawet to, że ich modlitwa stanowi o zwycięstwie Zastępów. Jedno trzeba pamiętać, Pan Bóg daje nam tych niezwykłych pomocników, módlmy się więc do Boga, starajmy się prostować swoje ścieżki, niech nasze kolana zginają się do modlitwy. Aniołowie Stróżowie z Wałbrzycha mają mnóstwo pracy, strzegli górników zjeżdżających pod ziemię, ich rodziny. Wciąż unoszą się nad miastem, niewidoczni, cały czas obecni, skuteczni obrońcy. Dzięki ich pomocy to miasto za patronkę ma Matkę Bożą Bolesną, która w wizerunku drewnianej Piety odbiera cześć w małym kościółku, wałbrzyskim sanktuarium położonym blisko kolegiaty. Aniołowie strzegą nas, nie lękajmy się więc, odważnie pokonujmy słabości, módlmy się i nie ustawajmy w podziękowaniach Panu Bogu.
CZYTAJ DALEJ

Jurków: W wypadku samochodowym zginął kapłan

2026-10-08 09:21

[ TEMATY ]

śmierć

Karol Porwich/Niedziela

Krajowy duszpasterz Romów ks. Stanisław Opocki zginął 7 października w wypadku samochodowym w Jurkowie w powiecie brzeskim. Wczoraj przed południem auto osobowe marki Dacia zderzyło się czołowo z samochodem ciężarowym. Na miejsce wezwano śmigłowiec lotniczego pogotowia ratunkowego, jednak kapłana nie udało się uratować.

Ks. Stanisław Opocki od wielu lat odpowiadał za duszpasterstwo Romów, przygotowywał ich do sakramentów świętych, organizował pielgrzymki do Limanowej i Wał-Rudy.
CZYTAJ DALEJ

Święto wdzięczności

2026-10-09 23:32

Marzena Cyfert

Msza św. w 10. rocznicę konsekracji kościoła pw. św. Faustyny Kowalskiej we Wrocławiu

Msza św. w 10. rocznicę konsekracji kościoła pw. św. Faustyny Kowalskiej we Wrocławiu

Dziesięć lat temu abp Józef Kupny konsekrował kościół św. Faustyny Kowalskiej we Wrocławiu. Podczas jubileuszowej Eucharystii metropolita udzielił bierzmowania młodzieży i odznaczył Medalem św. Jadwigi Śląskiej zasłużonych parafian.

W homilii przypomniał, że dziś nie tylko wspominamy tamto wydarzenie. – Dzisiaj gromadzimy się, aby zapytać samych siebie: czy świątynia, która została konsekrowana przed dziesięciu laty, rzeczywiście staje się coraz bardziej domem Boga? I czy my sami stajemy się coraz bardziej żywą świątynią Boga? – pytał metropolita wrocławski.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję