Reklama

Wiara

Aż na koniec świata

Z ks. Krystianem Bółkowskim, misjonarzem pracującym w Peru, a pochodzącym z Torunia, rozmawia Joanna Kruczyńska

Niedziela toruńska 1/2015, str. 4-5

[ TEMATY ]

misje

misjonarz

Archiwum ks. Krystiana

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

JOANNA KRUCZYŃSKA: – Dlaczego Peru?

KS. KRYSTIAN BÓŁKOWSKI: – Po 7 latach pracy duszpasterskiej w naszej diecezji poprosiłem bp. Andrzeja Suskiego o zgodę na wyjazd na misje. W trakcie pracy wikariuszowskiej poznałem misjonarza ks. Antoniego Konkela, który opowiedział mi o misjach w Brazylii. Zawsze myślałem, że Afryka to nie dla mnie, ale czemu nie Ameryka Południowa? Po długich rozważaniach i podpowiedziach ze strony ośrodka formacji dla misjonarzy w Warszawie wybrałem Peru. Najpierw jednak był rok przygotowań w Warszawie: nauka języka, podstawy medycyny tropikalnej, poznawanie kultury Ameryki Łacińskiej. Było to w 2011 / 2012 r.

– Peru to dla nas faktycznie koniec świata. Jak tam jest?

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Reklama

– Peru nie jest krajem misyjnym w całości, ale miejsca, w których pracujemy, już tak, choć ludność mówi do nas „padre”, czyli ojcze. Pracuję w wikariacie apostolskim, a więc to jeszcze nie diecezja, bo nie ma struktur (systemu parafii, dekanatów, brakuje kapłanów itd.). Teren tego wikariatu ma wielkość ok. 1/3 Polski; pracuje tam 35 księży, w tym 7 Polaków. Moja parafia San Juan Bautista, czyli św. Jana Chrzciciela, w Iscozacin leży w dolinie między dwoma pasmami gór, obejmuje ok. 80 wiosek, co daje ok. 10 tys. mieszkańców na powierzchni ok. 3 tys. km2. Ze względu na klimat, w którym żyjemy (dżungla tropikalna), system łączności i podróżowania jest bardzo ograniczony. Na terenie całej parafii nie ma ani jednego kilometra asfaltu. Można posługiwać się samochodem terenowym (jeśli ktoś ma szczęście i go ma), ale w większości to wędrówki piesze lub poruszanie się po rzekach.

– Na czym polega praca misjonarza w parafii Iscozacin?

Reklama

– W głównej wiosce gminnej są kościół i dom parafialny, to stanowi centrum pracy duszpasterskiej. Dopiero od 3 lat mamy tu prąd, co jest niezwykłym luksusem, więc przy parafii prowadzimy rozgłośnię radiową, dzięki której głosimy katechezy, transmitujemy niedzielną Mszę św. i informujemy, kiedy będziemy odwiedzać poszczególne wioski. Prowadzimy też aptekę, chociaż zdobywanie lekarstw nie jest proste. Bieda jest tam straszna, więc większość osób dostaje leki bezpłatnie, a ci, których na to stać, płacą tyle, ile mogą, na zasadzie: „Dla ciebie to kosztuje tyle i tyle”. Taka forma płatności jest tam zupełnie normalna. Przy tej okazji zajmujemy się też rozprowadzaniem środków z peruwiańskiej Caritas: odzieży, żywności, środków czystości, książek do szkoły dla dzieci.
Niekiedy cały tydzień jestem na plebanii w głównej wiosce. Wtedy zajmuję się apteką, szkołą parafialną, budową szkoły i domu dziecka czy rozgłośnią, codziennie wieczorem też sprawuję Mszę św. W zależności od pory deszczowej odwiedzam pozostałe wioski i funkcjonujące w nich małe szkółki. Głoszę katechezy dla dzieci, udzielam sakramentów, rozdzielam pomoc Caritas. Wyjazdy do wiosek to często 1-2 godz. jazdy samochodem, potem 1-3 godz. marszu przez dżunglę, więc niektóre wioski odwiedza się tylko 1 w miesiącu, a nawet 2 razy w roku.

– Parafia prowadzi też szkołę?

– Tak. W Peru jest obowiązek posyłania dzieci do szkoły, ale wiele pozostaje w domach, aby pracować, a jeśli dziecko zaczyna chodzić do szkoły, to może mieć 6 czy nawet 12 lat. Uzależnione to jest od ubóstwa i ogromnych odległości, które nieraz trzeba pokonać, by dostać się do szkoły. W mojej wiosce gminnej jest ok. 500 dzieci i młodzieży, z czego ok. 80 jest w naszej szkole. To jest szkoła podstawowa oraz przedszkole. Szkoła parafialna działa dzięki współpracy parafii i Ministerstwa Edukacji, które powinno wypłacać pensje dla nauczycieli. Dzięki temu, że jestem promotorem szkoły, mam prawo wybierać nauczycieli i dyrekcję. Szkoła cieszy się dużym zainteresowaniem ze względu na wysoki poziom nauki, formację chrześcijańską i obywatelską. W tym roku udało mi się uzyskać pomoc z Ministerstwa Spraw Zagranicznych, dzięki czemu w kolejny rok szkolny (od 1 marca) wchodzimy z nowymi łazienkami i ławkami przygotowanymi na 200 dzieci.

– Działalność misyjna zatem to także poprawa i zmiana warunków życia miejscowej ludności…

Reklama

– Wioska ma pewną przyszłość i my, jako misjonarze, czekamy bardzo na zmianę. Jeśli w mojej wiosce zacznie się wydobywać ropę naftową, wówczas na pewno zagości tu cywilizacja, to znaczy np. zacznie się budowa dróg, mostów. Jest to kraj rozwijający się, ale odgórnie, bo ci zwykli ludzie nie chcą się rozwijać. To, że będzie asfalt czy łączność, tych ludzi za bardzo nie interesuje. To ja na to czekam, bo moja praca dzięki temu będzie łatwiejsza. A mieszkańcy wiosek takich jak ta, w której pracuję, prowadzą odmienny od naszego styl życia. Ich domy wyglądają jak drewutnie, to jedna izba, która służy tylko do spania. Często nie ma tam okien, przy czym nie mam na myśli szyb, ale jakichkolwiek otworów okiennych. Życie tych ludzi toczy się na ulicy. Siedzą w ciągu dnia przed domem albo na placu centralnym – czymś, co w Polsce nazwalibyśmy rynkiem. Siedzą, rozmawiają, spożywają posiłki i tak jest im chyba dobrze.

– Co charakterystycznego jest w mentalności Peruwiańczyków?

– O, przede wszystkim oni na wszystko mają czas. Co ma zrobić dzisiaj, to zrobi w ciągu tygodnia, a co ma zrobić przez tydzień, zrobi przez miesiąc. Ich stałą odpowiedzią jest: „Tak, tak, to się zrobi, ale jutro”, czyli tzw. „maňana” oznacza właśnie jutro. Przy czym należy podkreślić, że jutro jest czasem bliżej nieokreślonym. Nie można umówić się z Peruwiańczykiem, że pojutrze przyjdzie i coś zrobi. Trzeba 2-3 razy powrócić do rozmowy, przypomnieć. Często też taki potencjalny pracownik chce zaliczkę, ale jak ją dostanie, to już więcej nie przychodzi. Na wszystko mają czas, więc nie denerwują się, są raczej spokojni i nie stresują się.
Drugą ciekawą cechą tego narodu są zachowania, które nazwałbym kłamaniem czy oszukiwaniem, a oni mi tłumaczą, że to nie jest kłamstwo. Jeśli o coś się prosi, oni zawsze odpowiadają: „Tak, oczywiście, nie ma sprawy”. Tak się dzieje w urzędach, ale i w relacjach prywatnych. Wszyscy zawsze będą przytakiwać, będą się uśmiechać, ale potem z tego nic nie wynika. W ich pojęciu oni nie oszukują, tylko są uprzejmi i dają nadzieję, bo to niegrzecznie, jeśli ktoś przychodzi do urzędu pełen energii załatwić jakaś sprawę i tak od razu słyszy „nie”.

– Wygląda więc na to, że niektórym urzędnikom w Polsce przydałyby się lekcje uprzejmości w Ameryce Południowej. A jak można pomóc misjonarzowi pracującemu w Peru?

– Pomóc można w dwojaki sposób. Poprzez patronat misyjny, a więc coś w rodzaju „adopcji misjonarza”. Zgłasza się taką gotowość w Komisji Episkopatu Polski, przy czym mogę z tych pieniędzy skorzystać dopiero, kiedy przyjadę do Polski. Prostszą formą jest bezpośredni kontakt e-mailowy ze mną. Przydaje się i cieszy każdy grosz. Perspektywy rozwoju misji daje współpraca z firmą, fundacją czy inną instytucją, która zdeklarowałaby się do objęcia patronatem jakiegoś elementu dzieła misyjnego i stałej, comiesięcznej pomocy. Kończę już ostatnie przygotowania do otwarcia domu dziecka. W planach mam otwarcie tego domu w marcu, niestety, teraz brakuje stałych funduszy na utrzymanie dzieci. Aby móc zaprosić sieroty, muszę mieć zapewnione utrzymanie dla nich na przynajmniej rok. Proszę więc ludzi lub instytucje o adopcję na odległość. W tej chwili mam zdeklarowaną pomoc dla 5 dzieci, a warunki mieszkalne są przygotowane nawet na 50. Jest tu mowa o sumie 4 tys. zł na rok na jedno dziecko (wyżywienie, ubrania, opieka wychowawców itp). Dla misjonarza to suma nieosiągalna, ale przy współpracy z ludźmi dobrej woli wszystko jest możliwe.

Jeśli ktoś chciałby wesprzeć materialnie misjonarza ks. Krystiana, prosimy o kontakt e-mailowy: krystian.bolkowski2@wp.pl

2014-12-22 16:02

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Śladami kard. Adama Kozłowieckiego

Niedziela toruńska 2/2013, str. 1, 6

[ TEMATY ]

misje

kard. Adam Kozłowiecki

Ks. Wojciech Miszeski

Przygotowanie posiłku w tradycyjnym afrykańskim domu

Przygotowanie posiłku w tradycyjnym afrykańskim domu
Podróżując po Zambii i odwiedzając tamtejsze katolickie misje, spotykamy się z pamięcią o niezwykłym człowieku, jakim był kard. Adam Kozłowiecki SJ. W wielu miejscach i sercach wielu osób pozostaje jego żywy obraz, mimo iż od jego śmierci minęło kilka lat. Kard. Adama miałem okazję spotkać osobiście, kiedy pełniłem posługę przy ołtarzu papieskim w Toruniu podczas wizyty bł. Jana Pawła II. Już wtedy czuło się, że jest to postać niezwykła. Toruńska wizyta Papieża była związana m.in. z beatyfikacją ks. Stefana Wincentego Frelichowskiego, a kard. Kozłowiecki SJ odprawiał Mszę św. przed papieskimi odwiedzinami. W czasie II wojny światowej w obozie w Dachau był również młody wtedy jezuita ks. Adam Kozłowiecki, chociaż z Błogosławionym nie spotkał się osobiście. Wydarzenia obozowe, cierpienie, prześladowanie i głód, który przeżył ks. Adam, były chyba najlepszym przygotowaniem do trudów, jakie potem musiał znosić w Afryce.
CZYTAJ DALEJ

Nowenna do Ducha Świętego

[ TEMATY ]

nowenna

Duch Święty

Karol Porwich/Niedziela

Jak co roku w oczekiwaniu na to Święto Kościół katolicki będzie odprawiał nowennę do Ducha Świętego i tym samym trwał we wspólnej modlitwie, podobnie jak apostołowie, którzy modlili się jednomyślnie po wniebowstąpieniu Pana Jezusa czekając w Jerozolimie na zapowiedziane przez Niego zesłanie Ducha Świętego.

1. Po wystawieniu Najświętszego Sakramentu można zaśpiewać hymn: "O Stworzycielu, Duchu, przyjdź" lub sekwencję: "Przybądź, Duchu Święty" czy też inną pieśń do Ducha Świętego.
CZYTAJ DALEJ

Marsz pojednania w Jerozolimie: miasto słyszało zbyt wiele krzyku, teraz niech usłyszy kroki nadziei

2026-05-21 13:39

[ TEMATY ]

marsz

Jerozolima

Adobe Stock

Jerozolima, Stare Miasto

Jerozolima, Stare Miasto

Międzyreligijny marsz na rzecz praw człowieka i pokoju przeszedł ulicami Jerozolimy. Jego uczestnicy opowiedzieli się przeciwko nienawiści i przemocy oraz nawoływali do wzajemnego szacunku i pojednania między mieszkańcami tego Świętego Miasta. Pokojowa inicjatywa odbyła się cztery dni po tym, jak w klimacie przemocy i nienawiści, izraelscy nacjonaliści przeszli przez palestyńskie dzielnice Jerozolimy w tak zwanym Marszu Flagi.

Marsz pojednania odbył się w Jerozolimie już po raz czwarty. Ramię w ramię szli w nim 18 maja przedstawiciele różnych wspólnot religijnych i społeczeństwa obywatelskiego. Inicjatywa została zorganizowana przez Międzyreligijne Forum na rzecz Praw Człowieka i Pokoju wraz z siecią ponad trzydziestu organizacji, w tym Rabbis for Human Rights. Obecni byli przedstawiciele Patriarchatu Łacińskiego Jerozolimy, Kustodii Ziemi Świętej oraz Wikariatu św. Jakuba dla katolików jązyka hebrajskiego.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję