Po pierwsze, warto przy tej okazji zdementować od razu pogląd, że Pan Bóg to tylko Ojciec. “Czyż może niewiasta zapomnieć o swym niemowlęciu, ta, która kocha syna swego łona? A nawet gdyby ona zapomniała, Ja nie zapomnę o tobie” (por. Iz 49,15). Fragment ten, dość powszechnie znany, dobitnie ukazuje nam “matczyność” Boga. Co więcej, od Boga pochodzi zarówno męskość, jak i kobiecość. Gdzie więc szukać wzoru męskości i ojcostwa? Warto pójść za tropem Pana Boga, który, przyjmując na siebie ludzką naturę, wybrał sobie na ojca św. Józefa. Dlaczego? Skoro sam Bóg uznał, że ten mężczyzna „się nada”, należałoby przyznać Mu rację i zastanowić się, dlaczego właśnie św. Józef jest w tej materii tak szczególnym wzorem?
Czy Jezus chciał być jak jego ziemski tata?
Reklama
Misja, jaką przyjął od Boga św. Józef, była misją bodaj najtrudniejszą w historii ludzkości. Oto bowiem skromny cieśla, mieszkający w szerzej nieznanej galilejskiej wiosce, otrzymał za zadanie być ojcem dla Tego, od którego pochodzi wszelkie ojcostwo. Kwadratura koła! – chciałoby się rzec. Istotnie, zadanie niełatwe. Ale komu zazwyczaj zleca się najważniejsze sprawy do załatwienia? Komu powierza się własne życie? Komuś, kto jest najbardziej zaufany. Komuś, na kim można polegać bez reszty. A to oznacza, że Józef, choć był zwykłym cieślą, musiał być Bogu znany. Abstrahując od faktu, że spełniał kryterium przynależności do rodu Dawida, musiał mieć z Bogiem jakąś szczególną relację. Musiał być Jego pilnym i dobrym uczniem.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Schemat, w którym zaufany uczeń dostaje ważną misję do spełnienia, jest nam dobrze znany: po śmierci krzyżowej i zmartwychwstaniu Jezusa św. Jan bierze Maryję do siebie, a św. Piotr pasie Boże baranki. Gdy jestem uczniem znanym Mistrzowi, czerpiącym od Niego pełnymi garściami, wtedy (i tylko wtedy!) mogę podjąć się zleconej mi przez Niego misji. Papież Franciszek w trakcie swojego pontyfikatu jak refren powtarzał prawdę o tym, że schemat uczeń-mistrz stanowi sedno bycia chrześcijaninem. Stanowił też sedno ojcostwa św. Józefa.
Ojcostwo bowiem polega na towarzyszeniu dzieciom w ich wzrastaniu. Aktywna obecność ojca to dla dziecka źródło bezpieczeństwa, oparcia, siły i determinacji. Ale ojciec odpowiada też za inny, ważny aspekt, który dla młodego człowieka stanowi fundament osobowości: tożsamość. Syn będzie synem tylko wtedy, gdy ojciec będzie go traktował jak syna. Córka będzie córką tylko wtedy, gdy ojciec będzie ją traktował jak córkę. Najlepszy komplement, jaki ojciec może usłyszeć od syna, to: „Tato, chcę być taki, jak ty!”, od córki zaś: „Tato, chciałabym mieć takiego męża, jak ty!”. Czujemy, że takie słowa są ważne; słysząc je możemy nawet uronić łezkę wzruszenia.
Reklama
Warto w tym miejscu wprowadzić w postawę czytelnika nieco dyskomfortu. Należy bowiem przyjąć, że Jezus (ten sam, Który zbawił każdego i każdą z nas przez swoją śmierć krzyżową oraz zmartwychwstanie) wspomniane wyżej słowa mógł skierować do św. Józefa! Zazwyczaj jako o ojcu Jezusa myślimy o Bogu. A tu niespodzianka! Co więcej, Józef był zapewne dla Jezusa wzorem do naśladowania.
Jak św. Józef wpłynął na Jezusa?
Śladów św. Józefa i jego ojcostwa możemy doszukiwać się w postawach, zachowaniu, słowach i przypowieściach dorosłego już Jezusa, którego znamy z kart czterech Ewangelii. To głównie Józef ukształtował Jezusa na takiego mężczyznę, na jakiego Syn Boży wyrósł. Weźmy za przykład przypowieść o domach na skale i piasku (por. Mt 7,24-27). Ona nie wzięła się znikąd. Łatwo wysnuć przypuszczenie, że wiedzę o stawianiu fundamentu domu na odpowiednim gruncie Jezus zaczerpnął właśnie od Józefa. Pójdźmy jednak dalej. Kogo jako ojca widział Jezus w przypowieści o miłosiernym ojcu (por. Łk 15,11-32)? Józefa właśnie! Na pewno takiego miłosierdzia ojca Jezus w Nazarecie doświadczył. Możemy nawet pójść jeszcze dalej: obraz Boga jako ojca Jezus miał ukształtowany poprzez relację ze swoim ziemskim tatą, czyli Józefem właśnie.
Reklama
Ktoś może teraz zadać pytanie: czy Jezus nie wiedział, że jest Bogiem? Czy to nie Bóg Ojciec bezpośrednio był dla Niego wzorem i punktem odniesienia? W pewnym momencie na pewno Jezus zaczął rozpoznawać, że w jakiś sposób różni się od innych ludzi. Na pewno znał też historię swego narodzenia. Ale od św. Pawła wiemy także, że stał się do nas podobny we wszystkim, oprócz grzechu. We wszystkim! Przyjął na siebie całą ludzką naturę, czyli potrzebę nauki również. Potrzebę jedzenia i picia także. Potrzebę relacji z rodzicami oczywiście też. Jezus to człowiek z krwi i kości. Różnica jest taka, że w Jego osobie obecne są dwie natury: boska i ludzka. Nad tym niesamowitym faktem od wieków pochylają się chrześcijańscy teologowie, „łamiąc pióra” i zużywając stosy pergaminów i papieru.
W powyższej perspektywie jeszcze większy podziw budzi w nas św. Józef. Mężczyzna, który wychował i ukształtował Jezusa Chrystusa, Zbawiciela człowieka. A kształtował Go w zwykłej, nazarejskiej codzienności, wśród hałasu narzędzi ciesielskich i śpiewu Maryi. Jezus swoją potrzebę modlitwy w odosobnieniu mógł wynieść z domu. Kto wie, czy wraz z Maryją nie obserwował wieczorem, jak Józef po całym dniu pracy wspina się na pobliski pagórek, by w odosobnieniu przeżyć intymne sam-na-sam z Bogiem? Kto wie, czy nie był kiedyś świadkiem tego, jak św. Józef opatruje rany człowieka, którego napadli zbójcy? Czy nie podawał Józefowi wina, oliwy i bandaży? Ewangelie milczą na ten temat, podobnie jak w Ewangeliach milczy św. Józef, uczeń Boga i mistrz kształtujący osobowość Syna Bożego. Możemy w tej materii jedynie snuć przypuszczenia. Ale przypuszczenia, które mają racjonalną podstawę.
Reklama
Dlaczego św. Józef stał się patronem ojców? Dlatego właśnie, że z jego ojcostwa ukształtował się dorosły Jezus. I dlatego warto uczyć się od niego sztuki ojcostwa, ponieważ odpowiedzialność za tożsamość dzieci spoczywa nie tylko na matkach, ale także, a może nawet przede wszystkim, na ojcach. Aspekt macierzyństwa pomijam tu nie dlatego, że jest nieważny, lecz by uwypuklić rolę naszych ojców. Jezus stał się taki, jaki był, dlatego że wzorował się na Józefie. A jakie będą nasze dzieci, jeśli będą wzorować się na nas, drodzy ojcowie?
Michał Borek
Michał Borek (ur. 1992) – mąż, ojciec, zafascynowany Biblią i jej historią, teolog. Pasjonat życia w rodzinie i we wspólnocie Kościoła.
Więcej: kjb24.pl.
