Reklama

Aspekty

Jesteśmy powołani do misji

Niedzielą 23 października rozpoczynamy Tydzień Misyjny. Takich dużych akcji na rzecz misji jest w ciągu roku kilka. Dla jednych są okazją do jednorazowej pomocy, dla innych inspiracją do przeprowadzenia zupełnie nowej akcji misyjnej, a jeszcze dla innych motywacją do pomagania misjom przez okrągły rok

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Tegoroczny Tydzień Misyjny obchodzimy pod hasłem: „Ochrzczony to znaczy posłany”. Do parafii trafiły już materiały liturgiczne pt. „Tydzień Misyjny 2016”, a w nich propozycje homilii, rozważań, czytanek różańcowych i dodatek dla dzieci. W naszej diecezji naprawdę wiele osób decyduje się na pomoc misjonarzom. W szkołach i przy parafiach prowadzone są koła misyjne dzieci, podobne grupy zrzeszają też osoby dorosłe. Organizowane są kiermasze, koncerty i inne akcje służące zebraniu funduszy. Wielu naszych diecezjan wspiera misjonarzy swoją modlitwą.

Mnożenie przez dzielenie

Reklama

Trzeba pamiętać, że misje to nie czyjś kaprys, ale zadanie, które stoi przed całym Kościołem. – Misje są głównie po to, żeby nieść Ewangelię. Kościół ze swojej natury jest misyjny. Jezus kazał iść i nauczać wszystkie narody. Nie można Ewangelii zachować dla siebie, nie można chować światła pod korcem. A z wiarą jest tak, że się mnoży, kiedy się ją dzieli. Dlatego trzeba wychodzić z Ewangelią – wyjaśnia ks. Łukasz Żołubak z parafii pw. Podwyższenia Krzyża Świętego w Torzymiu. Ks. Żołubak już teraz wraz z uczniami Zespołu Szkół w Torzymiu planuje zimową akcję na rzecz misji. – U nas w parafii mamy scholę. Zaproponowałem dziewczynom, żebyśmy przygotowali jasełka i w przebraniach przeszli się po domach, kolędując i zbierając pieniądze na misje. To jest na razie w fazie przygotowań, bo muszę jeszcze wszystko uzgodnić z rodzicami. Ale dzieci już są chętne i cieszą się na te jasełka. Chcą się przebrać, iść i śpiewać. Myślę, że to ważne, żeby mówić dzieciom o misjach. Pokazywać im, że nie jesteśmy najważniejsi. Że w krajach misyjnych ludzie, też ich rówieśnicy, żyją w cięższych warunkach niż my i jest im dużo trudniej wyznawać wiarę. Nasi bracia i siostry w wierze potrzebują naszej pomocy. Mówiąc dzieciom o misjach i angażując je w pomoc, bardzo konkretnie uczymy je uczynków miłosierdzia.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Żeby wspólnota się nie rozleciała

A co jeszcze można zrobić, żeby nieść Chrystusa tam, gdzie Go jeszcze nie znają? Okazuje się, że nie będąc wcale księdzem ani osobą zakonną, można zostać prawdziwym misjonarzem i po prostu pojechać. Na przykład do Afryki. Jeszcze w październiku do Kenii leci ekipa Ruchu Światło-Życie, a w jej składzie – również ludzie z naszej diecezji. – To już ostatnie przygotowania do naszego wyjazdu do Kenii. Będziemy tam prowadzić ORD, czyli Oazę Rekolekcyjną Diakonii dla kenijskich księży. Mamy na miejscu swojego człowieka, który już od kilku ładnych miesięcy zbiera chętnych. Nasza ekipa przyjeżdża, żeby poprowadzić te rekolekcje, po to, aby nie obciążać jeszcze bardziej tamtejszych misjonarzy. Oni są wystarczająco zawaleni robotą. Rekolekcje odbędą się w narodowym sanktuarium, w miejscowości Subukia – można to sanktuarium porównać z naszą Jasną Górą. Potrwają kilka dni – mówi Paweł Rudzki z diakonii misyjnej Ruchu Światło-Życie.

Reklama

Po co organizować rekolekcje dla księży? Czy nie lepiej zająć się ludźmi świeckimi, zwłaszcza tymi, którzy jeszcze nie przyjęli chrztu? – ORD dla księży jest po to, żeby zapoznać ich z Ruchem Światło-Życie, żeby wiedzieli, o co w tym chodzi. To ważne, bo już odbyły się w Kenii oazy i mamy w sumie ok. 200 uczestników, a nie powinno być tak, że w wakacje przyjeżdża ekipa, coś zrobi, a potem przez resztę roku nie ma komu się tymi uczestnikami zająć – tłumaczy Paweł. – Nie można puścić uczestników samopas, zwłaszcza w kraju, gdzie dostęp do księży jest, delikatnie mówiąc, słaby. Część ludzi mieszka tam w wioskach, gdzie w niedzielę nie ma Mszy św., tylko nabożeństwo prowadzone przez katechetę, bo księży jest tak mało, że mogą w jednej miejscowości pojawić się raz na miesiąc albo rzadziej. Więc podsumowując – jeśli uczestnicy nie będą mieli na miejscu księży i katechetów, którzy będą rozumieli Ruch Światło-Życie, to wspólnota siłą rzeczy się rozleci.

A może adopcja?

Zdarza się nam przeczytać albo usłyszeć o gwiazdach, które adoptują dzieci z krajów Trzeciego Świata, z rejonów ogarniętych wojną lub pogrążonych w wielkiej biedzie. Ale nie każdy przecież może pozwolić sobie na taki gest. Natomiast większość Europejczyków zdecydowanie może włączyć się w adopcję serca i roztoczyć opiekę nad dzieckiem, które nadal będzie mieszkać w swoim ojczystym kraju, ale dzięki rodzicowi adopcyjnemu będzie mogło się uczyć. Dlaczego akurat edukacja jest tak bardzo ważna? Otóż okazuje się, że np. afrykańskie dziecko, które ma możliwość skończyć szkołę i zdobyć zawód, ma dużą szansę na dostanie pracy, dzięki której będzie w stanie utrzymać dużą rodzinę.

Reklama

W adopcję na odległość włączył się Michał Piętosa, katecheta z Zielonej Góry, założyciel i koordynator ogólnopolskiego projektu Młodzi dla Kamerunu, autor videobloga „Wypis z religii”. – Adopcja serca, adopcja na odległość, to o tyle fajne dzieło, że moja pomoc skierowana jest do konkretnej osoby. Adoptując dziecko, nie wybieramy go sobie, ale zostaje nam dane. Zapewniamy mu z jednej strony duchowe wsparcie – można to porównać do relacji rodziców chrzestnych do chrześniaka. A z drugiej strony jest wsparcie materialne – opowiada. – W ramach projektu Młodzi dla Kamerunu wspieramy adopcje misji pallotyńskich, sióstr pallotynek, które pracują w Rwandzie i Kamerunie, i tam właśnie mieszka moje adoptowane dziecko.

Odmienić czyjeś życie

Zostać rodzicem adopcyjnym jest szalenie prosto. Wystarczy napisać e-maila do sióstr i wyrazić chęć pomocy. Następnie siostry przysyłają informacje o dziecku – jak się nazywa, ile ma lat, jak wygląda jego sytuacja rodzinna. I numer konta, na które dokonuje się wpłat. – Dzieło polega na tym, że raz w roku wpłacam określoną kwotę na konto sióstr. To jedyne 200 zł. Dzięki temu dziecko będące pod moją opieką ma możliwość chodzenia do szkoły, ma kupione przybory szkolne, zwykle starcza jeszcze na jakiś mundurek. Jeżeli w danym miejscu adoptowanych jest kilkadziesiąt dzieci, to ze środków, które zostają, remontuje się na przykład dach szkoły albo kupuje się nową tablicę. Wiem, że tak jest na pewno, ponieważ w ramach projektu jeżdżę do tych szkół i na własne oczy widzę, na co są przeznaczane pieniądze. Te fundusze nigdzie po drodze nie giną – zapewnia Michał. – W ogóle bardzo wspieram tego typu dzieła prowadzone przez zakony. Działa to tak, że pieniądze trafiają na konto w Polsce, a następnie są przekazywane siostrom, które pracują na misjach. Sam przewoziłem te pieniądze w gotówce, lecąc do Kamerunu, i na miejscu przekazywałem je misjonarzom. Również misjonarze, którzy przylatują do Polski na urlop, zabierają gotówkę w drogę powrotną, bo tam na miejscu przecież nie wypłacą sobie z bankomatu. Tak jak mówiłem, te pieniądze nie gubią się po drodze, nie są też obciążone żadnymi kosztami administracyjnymi.

Roczny koszt takiej adopcji może zadziwić swoją niskością. – Przez wiele lat roczna kwota adopcji wynosiła 150 zł, teraz jest to 200 zł. Podniesienie kwoty o 50 zł stało się na prośbę osób adoptujących. Po prostu dla przeciętnego Europejczyka jest to niewyobrażalne, że za tak śmieszne pieniądze dziecko w Afryce może się uczyć przez cały rok. Oczywiście ofiarodawcy wpłacają też – jeśli chcą – dodatkowe kwoty, na przykład w ramach prezentu urodzinowego albo na święta. W tej sytuacji trzeba się jednak wykazać zrozumieniem i delikatnością. W krajach Trzeciego Świata nie jest tak, że kupuje się dziecku zabawkę na urodziny i ono się cieszy. Tam te prezenty wyglądają inaczej, bo są ważniejsze potrzeby. Poza tym nie można też faworyzować jednego dziecka – ono nagle dostanie fantastyczny prezent, a pozostałe dzieci z wioski nic. Siostry pomagają w sposób mądry, więc te dodatkowe pieniądze również są mądrze wykorzystywane. Nie na zasadzie: „Masz prezent i odczep się”, tylko właśnie dbając o edukację tego małego człowieka i jego całościowe potrzeby – mówi Michał. – Zachęcam do adopcji na odległość, bo to najprostszy sposób na włączenie się w zwalczanie biedy na świecie. Tej biedy jest tak dużo, że dla każdego wystarczy. To konkretna pomoc. Niby drobna kwota, ale odmienia czyjeś życie.

2016-10-20 08:07

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Odbyły się warsztaty misyjne w Roku Wiary

[ TEMATY ]

misje

„Wiara wzmacnia się gdy jest przekazywana”- to temat warsztatów misyjnych, które z racji Roku Wiary i Tygodnia Misyjnego, odbyły się 20 października w Kurii Metropolitalnej w Częstochowie.
CZYTAJ DALEJ

Setki wiernych w Gemelli. Przybyli wesprzeć Leona XIV

2026-10-13 14:59

Vatican Media

Wierni oczekiwali na Papieża przed kliniką

Wierni oczekiwali na Papieża przed kliniką

Ojciec Święty jest już w Poliklinice Gemelli w Rzymie. Papież przybył do szpitala dziś o godz. 13.07, a jeszcze po południu przejdzie operację usunięcia guzka w płucu. Przed placówką zgromadziły się setki wiernych, którzy powitali Papieża oklaskami i zapewnieniami o modlitwie. O godz. 18.00 w szpitalnej kaplicy św. Jana Pawła II odbędzie się Różaniec w jego intencji.

Od wczesnych godzin porannych przed Polikliniką Gemelli gromadzili się mieszkańcy Rzymu, studenci pobliskiego Uniwersytetu Katolickiego Najświętszego Serca Pana Jezusa, osoby starsze oraz chorzy. Wielu z nich przyszło, aby osobiście wyrazić solidarność z Ojcem Świętym przed zaplanowaną operacją.
CZYTAJ DALEJ

Bp Lityński do kleryków: Wzrastajcie, pomimo przeszkód – łaski Pana wam nie zabraknie!

2026-10-13 17:48

[ TEMATY ]

inauguracja roku akademickeigo

Wyższe Seminarium Duchowne w Gorzowie Wlkp.

Karolina Krasowska

Na pierwszym roku formację do kapłaństwa podejmuje 6 kleryków

Na pierwszym roku formację do kapłaństwa podejmuje 6 kleryków

W Wyższym Seminarium Duchownym w Gorzowie Wlkp. 13 października odbyła się uroczysta inauguracja roku akademickiego. Na pierwszym roku formację do kapłaństwa podejmuje 6 kleryków.

Tegoroczna inauguracja odbyła się po raz 80. w historii Zielonogórsko-Gorzowskiego Wyższego Seminarium Duchownego. Rozpoczęła się w seminaryjnej kaplicy od Mszy św., której przewodniczył bp Tadeusz Lityński. Homilię wygłosił bp Adrian Put, który podkreślił, że decyzja o kapłaństwie musi dokonać się w wolności kandydata. - 6 lat tego czasu tutaj jest po to, żeby dojrzeć do tej wolności, którą przynosi nam Ewangelia. "Czy chcesz?" Nie czy będziesz dobry księdzem, nie czy będziesz duże grupy prowadził formacyjne, nie czy będziesz piękne kościoły budował albo świetne grupy Caritas prowadził. Na początku będzie ciebie biskup pytał: "czy chcesz?", "czy jest w tobie tyle wolności, która płynie z Ewangelii, aby podjąć się tego zadania?" – mówił bp Adrian Put. - Wiecie, że czasami są bracia, którzy z różnych powodów mówią: "A jednak nie". To ja dzisiaj was proszę i dzisiaj do was kieruję to słowo. To zanim będziesz odpowiadał biskupowi w katedrze i będziesz słyszał ten głos pełen ufności, wiary, nadziei, ale i trochę lęku, to dojrzyj do tego, żeby odpowiadać w wolności: "tak, chcę". Bo dzisiaj nikt ci nie zagwarantuje, co będziesz robił – kontynuował biskup. - Z biskupem diecezjalnym mamy takie doświadczenia, jak jeździmy po wizytacji szczególnie w tym okresie albo w okresie zimowym, ilu naszych braci w tym okresie tak naprawdę stać tylko na to, żeby ogrzać sypialnię i trochę łazienki, ale są wśród tych ludzi. Ilu naszych braci zmaga się z wieloma remontami, różnymi trudnościami, ale są, bo odpowiedzieli sobie na pytanie, dlaczego chcę, jaka jest moja wolność. Są takie wioski ciągle na naszym terenie, gdzie państwa polskiego już dawno nie ma. Nie ma policji, nie ma szkoły, nie ma poczty, nie ma nawet przystanku autobusowego, ale jest kościół, do którego systematycznie przyjeżdża ksiądz. Tam nawet młodych już nie ma, ale przyjeżdża ksiądz, który głosi Ewangelię Bożą i ile razy było słychać, że tylko ksiądz nam tutaj został – zauważył bp Put. - Więc ja wam nie zagwarantuje, biskup diecezjalny wam nie zagwarantuje tego czy będziecie pracowali na wielkiej parafii i mieli sukcesy, czy będziecie na małej wspólnocie parafialnej, gdzie trzeba będzie troszkę walczyć też o byt. Niczego wam zagwarantować nie możemy poza Ewangelią Jezusa Chrystusa i poza wolnością, do której wzywa nas Chrystus. Więc bardzo pokornie was proszę, abyście ten czas seminaryjny wykorzystali na to, aby dojrzeć w wolności do odpowiedzi na pytanie: "czy chcesz?". Nikt ciebie do święceń nie będzie popychał. To musi być twoja i tylko wyłącznie twoja wolna wola. Chcę, bo wiem, że skoro chcę, to Pan ma dla mnie jakiś plan. I czy będę tam, czy będę gdzie indziej. Czy będę w takiej wspólnocie, czy innej, czy będę miał takie zadanie czy inne, to będzie to moje miejsce zbawienia w wolności – podkreślił biskup.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję