Reklama

Niedziela Łódzka

Kobieta z misją

Można mieć trudno i być szczęśliwym. W każdym czasie Bóg stawia nam przykłady świętego życia ludzi obok nas. Taką postacią była Feliksa Żurawik, która przeszło 60 lat temu żyła i pracowała w Łodzi

Niedziela łódzka 6/2017, str. 4-5

[ TEMATY ]

Łódź

Archiwum

Feliksa Żurawik

Feliksa Żurawik

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Przybyła do „ziemi obiecanej”, jak wtedy określano to miasto, gdzie setki ludzi szło tu po pracę i lepszy byt. Miała wtedy 14 lat. Cóż mogła wiedzieć o kapitalizmie, o molochach fabrycznych z dymiącymi kominami, o kamienicach czynszowych, o pośpiechu i konkurencji fabrykantów? Ona widziała brudne dzieci, cuchnące rynsztoki, snujących się nędzarzy i znużone śpieszące się kobiety.

Znalazła szczęście w miłości do Jezusa

Feliksa Żurawik urodziła się w 1881 r. w Grzegorzwie. Rodzice – Marcin i Elżbieta z domu Borzęcka – mieli dużo dzieci, z których kilkoro zmarło. Feliksie zapewnili tylko podstawowe wykształcenie w wiejskiej szkole powszechnej. Żeby ulżyć rodzinie, Feliksa postanowiła zapracować na swoje życie (1895 r.). Znalazła pracę w Łodzi jako służąca u jakiegoś fabrykanta, ale nie trwało to długo. Wreszcie udało się jej dostać pracę w fabryce włókienniczej. Nie wiedziała, że przez 40 lat będzie łódzką „włókniarką”.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Reklama

Feliksa przeżyła w Łodzi czasy rewolucji 1905 r. i bunty robotników łódzkich; także kryzys gospodarczy i bezrobocie; głód w czasie I wojny światowej; czasy odbudowy przemysłu i później niemieckie represje w czasie drugiej wojny. „Gdyby nie Bóg – nie dałabym rady” – mówiła Feliksa o tych najpiękniejszych latach swej młodości i dorosłego życia. Nie wyszła za mąż. Być może myślała o jakimś zakonie... a może po prostu nie miała czasu, bo tak była pochłonięta służbą bliźnim. Mieszkała przy ul. Kilińskiego 104 (róg ul. Nawrot), więc blisko kościoła Podwyższenia Świętego Krzyża. Znalazła swoje szczęście w miłości do Jezusa. Można było ją spotkać na codziennej modlitwie; a potem u siebie w domu miała klęcznik i kącik do modlitwy. Jej życie stało się pracą i modlitwą.

W parafii spotkała gorliwych duszpasterzy, którzy angażowali setki ludzi do pomocy potrzebującym. Parafia prowadziła 14 instytucji charytatywnych i opiekuńczych dla łódzkiej biedoty. Feliksa znalazła dla siebie miejsce: zaangażowała się w życie wspólnot prowadzonych przy parafii, a później sama organizowała nowe grupy. W 1910 r. założyła Stowarzyszenie Straży Honorowej Najświętszego Serca Jezusowego. Cieszyła się ogromną sympatią środowiska robotniczego, zjednywała sobie koleżanki wrażliwością i wyczuleniem na potrzeby każdego człowieka. Chętnie więc inni przy niej angażowali się w akcje zbierania datków dla biednych i loterie fantowe. Gdy powstała myśl, by zakupić do bocznego ołtarza figurę Najświętszego Serca Jezusowego, zorganizowała przedstawienie, by zebrać fundusze na tę figurę. Także swoje oszczędności przeznaczała na szerzenie kultu Serca Jezusowego. Przed tym ołtarzem po wojnie przez wiele lat widziano ją klęczącą i rozmodloną.

Troskliwa samarytanka

Reklama

Gdy zakończyła się II wojna światowa, proboszczem został bp Kazimierz Tomczak. Zaraz powołał przy parafii zespół Caritas, by otoczyć opieką dzieci, młodzież i biedne rodziny. Prowadzono rozdawnictwo darów, a nawet ciepłe posiłki. W latach 60. ks. prał. Wacław Borowski rozbudował akcję „Dobroczynność” i wtedy zapamiętał Feliksę Żurawik pracującą w tym zespole z ogromnym poświęceniem. Była wśród 13 wolontariuszek, które miały pod opieką ok. 200 osób, w tym 110 ciężko chorych. S. Elżbieta Stadnik, służebniczka NMP wspomina: „Feliksa to niezwykle piękna postać. Pracowała ze mną w akcji charytatywnej: skromna, niezwykle obowiązkowa, głęboko wierząca, zawsze uśmiechnięta, nigdy o nic dla siebie nie prosiła, nie mówiła też nigdy o swoich dolegliwościach (...) tylko o „swoich” chorych, ubolewała nad ich cierpieniem i samotnością; choć sama była już staruszką zniszczoną ciężką pracą. Próbowałam jej tłumaczyć, że wystarczy jej opieka nad jedną chorą. Usłyszałam wtedy: – Tylko jedną? Za mało. Uległam i zgodziłam się dać jej opiekę nad dwiema chorymi. Pomyślała chwilę i zapytała z niepokojem. – Czy na pewno siostra wyśle inne opiekunki do pozostałych chorych?”.

Feliksa była osobą nieprzeciętną. Gdy była młodsza, tryskała energią w posługiwaniu chorym. Ale w starszym wieku też zapamiętano ją jako samarytankę śpieszącą pod różne adresy do ludzi obłożnie chorych. Pocieszała, modliła się z chorymi, kupowała lekarstwa za swoje pieniądze, przynosiła jedzenie, a jak trzeba, to przyprowadzała lekarza czy księdza.

Apostołka modlitwy

W 1969 r. ks. prał. Ludwik Ziętek ustanowił w kościele Podwyższenia Świętego Krzyża wieczystą adorację Najświętszego Sakramentu – była to pierwsza taka inicjatywa w Łodzi. Mówił, że w tej parafii jest klimat duchowy wytworzony przez osoby i grupy modlitewne. Ks. Stanisław Świerczek wspominał: „Od wielu lat, jeszcze w okresie międzywojennym, rozwijało się tu Apostolstwo Modlitwy, które uczyło ludzi bogatego życia eucharystycznego. Duszą tego ruchu była Feliksa Żurawik współpracująca z księżmi – kolejnymi opiekunami Apostolstwa. Ona przygotowywała zebrania, czuwała nad terminami, podawała aktualne intencje modlitw wyznaczane przez Ojca Świętego”.

Reklama

Umiłowanym jej nabożeństwem była Droga Krzyżowa, którą często odprawiała z intencją wynagradzania Sercu Bożemu za grzechy świata. W 1970 r. w środę po Wielkanocy, właśnie gdy modliła się Drogą Krzyżową, przy XII stacji upadła na skutek zawrotu głowy. Nastąpiło złamanie nogi w biodrze i duży ból. „Dobrze, że chociaż tyle mogę pocierpieć” – powiedziała Feliksa. Została zabrana do Szpitala im. Świętej Rodziny w Łodzi, gdzie po 10 dniach zmarła na zapalenie płuc, zostawiając świetlany przykład cierpliwości w chorobie.

S. Janina Miksiewicz pracująca w „Dobroczynności” wspomina: „Pamiętam dobrze ten pogrzeb. Tłumy ludzi w kościele, 5 księży przy ołtarzu, kilkanaście sióstr zakonnych i mnóstwo kwiatów. Nie było nekrologu w prasie ani klepsydry przy kościele, a jednak rzesze wiernych przybyły na Mszę św. za tę świętą kobietę”. Samotna – ale spełniona w swojej misji, szczęśliwa w swojej posłudze bliźnim.

Feliksa Żurawik chyba nie spotkała nigdy Helenki Kowalskiej, późniejszej Siostry Faustyny. Chociaż w latach 1922-24 w Łodzi chodziły tymi samymi ulicami, i tak samo zaczynały swój „start” w dorosłe życie. W tym wielkim mieście z pewnością było więcej tak krystalicznych postaci świętych, które warto poznawać i naśladować.

2017-02-01 13:32

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Uczelnia dla seniorów

Niedziela łódzka 47/2012, str. 6-7

[ TEMATY ]

senior

Łódź

Henryk Tomczyk

Eucharystia zgromadziła słuchaczy, organizatorów i wykładowców Uniwersytetu Trzeciego Wieku

Eucharystia zgromadziła słuchaczy, organizatorów i wykładowców Uniwersytetu Trzeciego Wieku
Fundacja Katolickiego Gimnazjum i Liceum Ogólnokształcącego im. Jana Pawła II w Łodzi powołała kolejne swoje dzieło - Uniwersytet Trzeciego Wieku. W ten sposób Fundacja wyszła naprzeciw potrzebom mieszkańców łódzkiego Teofilowa i sąsiednich dzielnic, a także miast położonych w pobliżu Łodzi: Aleksandrowa, Konstantynowa, Zgierza, Ozorkowa, Pabianic i innych.
CZYTAJ DALEJ

Rzym: lekarz wyjaśnia, czym jest guzek płuca

2026-10-11 17:42

[ TEMATY ]

zdrowie

lekarz

diagnoza

Adobe Stock

Wykrycie guzka w płucu nie oznacza automatycznie choroby nowotworowej - podkreśla w wypowiedzi dla włoskiej agencji ANSA prof. Federico Venuta, chirurg klatki piersiowej z rzymskiego uniwersytetu La Sapienza.

„Obecność guzka w płucach wymaga dokładnej oceny medycznej, ale nie należy jej automatycznie kojarzyć z chorobą nowotworową. Zmiana sama w sobie nie pozwala na postawienie takiej diagnozy” - wyjaśnia prof. Federico Venuta, kierownik Oddziału Chirurgii Klatki Piersiowej w rzymskiej Poliklinice Umberto I.
CZYTAJ DALEJ

Papież wobec choroby. Jan Paweł II: to dar konieczny

2026-10-11 19:45

[ TEMATY ]

zdrowie

Jan Paweł II

Leon XIV

Vatican Media

Zamach na Jana Pawła II

Zamach na Jana Pawła II

Choroba zmienia papieski kalendarz, ale może też stać się częścią papieskiej misji. Gdy Leon XIV przygotowuje się do pobytu w szpitalu, powracają niezwykłe słowa Jana Pawła II wypowiedziane po czterech tygodniach spędzonych w Poliklinice Gemelli: „Zrozumiałem, że jest to dar konieczny”. Papież Polak był przekonany, że Kościół w trzecie tysiąclecie ma wprowadzić nie tylko modlitwą i działaniem. „To nie wystarczy: trzeba było wprowadzić go cierpieniem” - wyznał.

12 lipca 1992 r. Jan Paweł II podczas modlitwy Anioł Pański podzielił się z wiernymi osobistą wiadomością. Tego samego wieczoru miał udać się do Polikliniki Gemelli na badania diagnostyczne.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję