Reklama

Niedziela Łódzka

By cierpienie się nie zmarnowało

23 stycznia 2017 r. minęła pierwsza rocznica śmierci o. Wojciecha Kowalczyka ze Zgromadzenia Męki Jezusa Chrystusa (pasjoniści), posługującego w parafii pw. Matki Boskiej Bolesnej w Łodzi-Teofilowie

Niedziela łódzka 7/2017, str. 4-5

[ TEMATY ]

rocznica

sylwetka

Kl. Kamil Gregorczyk

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Ojciec Wojciech przez kilkanaście miesięcy mężnie niósł swój krzyż, zmagając się z chorobą nowotworową. W kontekście obchodzonego 11 lutego Światowego Dnia Chorego warto przypomnieć postawę zmarłego pasjonisty w tej chwili próby, jaką zawsze niesie ze sobą cierpienie – fizyczne czy psychiczne. Warto ją przypomnieć, bo trwanie ojca Wojciecha w godzinach jego próby, było piękną egzemplifikacją słów św. Jana Pawła II: „Cierpienie jest na świecie po to, aby wyzwalało miłość i rodziło uczynki miłości bliźniego. Aby nie zmarnowało się cierpienie!” (Audiencja generalna, 15.11.1978). Ojciec Wojciech zaakceptował i nadał głęboki sens swej chorobie, dał przykład świadomego umierania dla Pana i z Panem.

Od samego początku swoich problemów zdrowotnych w każdej rozmowie, gdy słyszał życzenia powrotu do zdrowia, ojciec Wojciech odpowiadał, że wszystko jest w rękach Boga i że całkowicie oddaje się Panu w tym doświadczeniu. Gdy słyszał zapewnienia o modlitwie czy o odprawianych Mszach św. w intencji jego uzdrowienia, cały czas pokreślał, żeby nie prosić Boga o zdrowie, ale o wypełnienie się woli Bożej, że tylko tego pragnie.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Przez dni mojej choroby doświadczyłem, że obecność i miłość Boga Ojca wystarczała mi za wszystko

Ojciec Wojciech często mówił, że cierpienie jest łaską, darem, który trzeba umieć przyjąć; i to przyjąć z wdzięcznością, bo ono – cierpienie – zbawia świat. Patrząc na pasjonistę, każdy wiedział, że to nie są puste słowa, lecz rzeczywistość, którą żyje. Zaświadcza o tym m.in. br. Franciszek Salezy Chmiel – przeor łódzkiego konwentu bonifratrów prowadzącego szpital: „Spotkałem go bardzo cierpiącego. Przejęty do bólu tą chorobą, tym cierpieniem, natomiast na zewnątrz w ogóle tego nie pokazywał, to były jakby dwa różne światy. Cały ten balans cierpienia był w nim, natomiast na zewnątrz, na jego twarzy, w jego usposobieniu – nie, nawet był w stanie się uśmiechnąć, co mnie wtedy zaskoczyło, bo przecież znałem jego wyniki i wiedziałem, jak sytuacja jest poważna”.

Reklama

Ojciec Wojciech chorował na nowotwór żołądka. W tej chorobie ból często jest nie do opanowania, siły fizyczne słabną, rak wyniszcza cały organizm. A mimo to, jak zaświadcza siostra zakonna, pielęgniarka Oddziału Medycyny Paliatywnej, „za każdym razem, gdy wchodziłam na salę do ojca Wojciecha, ogarniało mnie wrażenie, że za chwilę spotkam się z kimś wyjątkowym. Był to człowiek niezwykle rozmodlony, zawsze z różańcem. Ten pokój tchnący z modlitwy, z bliskości bycia z Jezusem dało się widzieć u ojca Wojciecha. Na jego twarzy nie było widać cierpienia, bo zawsze zasłaniał je uśmiech. Jedynie to wyniszczone, wychudzone ciało mówiło o strasznej chorobie”.

Jeśli kochasz – cierpienie staje się słodkie

Wiele osób podkreśla fakt, iż zmarły pasjonista nie był cierpiętnikiem, nie absorbował sobą innych, nie koncentrował się na swojej chorobie, a wręcz – w miarę swych skromnych możliwości fizycznych – jeszcze służył innym. Przykładem może tu być opieka nad chorym 85-letnim pasjonistą – ojcem Romualdem, któremu podawał leki, towarzyszył przy posiłkach, wychodził na wspólne spacery, pielęgnował go. Służył bliźnim nawet podczas pobytów w szpitalu, gdzie zawsze wyrażał gotowość do przyjmowania i wysłuchiwania ich. A gdy widząc nieraz już skrajne zmęczenie ojca Wojciecha, próbowano ograniczyć ilość tych wizyt, protestował: „Nie zabraniajcie, widocznie ludzie tego potrzebują”. Realizował swój charyzmat kapłaństwa do końca – nawet gdy nie miał sił mówić, imponował przez umiejętność słuchania.

Póki było to możliwe, posługiwał także jako kapłan, przy ołtarzu. Kiedy już nie mógł o własnych siłach, to był zawożony do szpitalnej kaplicy na wózku i „odprawiał Mszę św., modlił się bardzo głęboko, dużo wcześniej przed Mszą, ale potem jeszcze po Mszy św.” (br. Franciszek S. Chmiel). To modlitewne przygotowanie przed i dziękczynienie sprawowane po Eucharystii wyróżniało pasjonistę przez wszystkie lata kapłaństwa, a przeżył ich tylko niecałe sześć... Pismo Swięte, brewiarz, „Dzienniczek” św. Siostry Faustyny – to były jego codzienne lektury.

Reklama

Poruszające świadectwo rozmodlenia ojca Wojciecha aż po ostatnie dni życia daje kapelan Szpitala Ojców Bonifratrów: „Leżał przykryty poszwą i w rękach miał Krzyż, bardzo mocno ściskał ten Krzyż. (...) Zapytałem go: – Modlisz się, prawda?. On tylko kiwnął głową, że tak (...) i to pokazywało, że cały czas był jakby na tym Krzyżu, ale i blisko tego Krzyża. (...) Jeśli chodzi o te zewnętrzne znaki, modlitwa, brewiarz i to świadectwo, jakie dał, wyróżniał się od wszystkich innych, nawet kapłanów, którzy są w szpitalu”. Tym samym ojciec Wojciech w sposób heroiczny wypełniał zalecenia założyciela pasjonistów św. Pawła od Krzyża: „Całe życie Jezusa było Krzyżem. Całe życie tego, kto służy Bogu, winno być więc takie, by zostać na Krzyżu z Jezusem”.

Mam być nieustanną ofiarą wynagradzania Bogu Ojcu za obojętność, niewiarę i grzechy – mogę wynagradzać, ofiarowując cierpienia Pana Jezusa i z Nim współcierpiąc

Ojciec Wojciech nie tylko sprawował Msze święte, ale sam stanowił ofiarę złożoną Bogu. Swej choroby nie traktował bowiem jako dopustu Bożego, ale jako okazję, by wynagradzać Panu i wstawiać się u Niego w sobie wiadomych intencjach. Znosił ból z pokorą i z radością, że może cierpieć dla Chrystusa. Często mawiał, że Chrystus cierpiał o wiele więcej, a nasz ból przy tym, co On dla nas wycierpiał, to nic. Ojciec Wojciech nigdy nie skarżył na uciążliwość swojej choroby, że ma jej dosyć. Choć kiedyś przyznał, że chemia tak bardzo go fizycznie obciąża i kosztuje, iż zgadza się na nią tylko w duchu posłuszeństwa. Ale nigdy nie zgłaszał personelowi medycznemu, że cierpi i oczekuje jakichś leków uśmierzających ból.

Reklama

Wręcz przeciwnie – zainspirowany postawą chorującej na raka kości bł. Chiary Badano, do której miał nabożeństwo – postanowił odmawiać przyjmowania morfiny, bo mu stępiała zmysły, zmniejszała świadomość: świadomość potrzebną, by sprawować Eucharystię, odmawiać brewiarz, modlić się oraz świadomość bólu, a przecież chciał go ofiarowywać jako akt ekspiacji. Na słowa pewnej siostry zakonnej, że ona nie umiałaby tak wytrzymać bez leków przeciwbólowych, ojciec Wojciech odpowiedział: „To jest możliwe... Jak się ukocha cierpienie, to wszystko jest prostsze”. A poza tym – dodawał – że idzie razem z Jezusem, że nie jest sam.

Jeśli w ciągu naszego życia będziemy dbać o tę bliską relację z Bogiem Ojcem przez wiarę, to będziemy przygotowani na moment śmierci, który będzie dla nas radosnym momentem spotkania się z naszym kochającym Ojcem w wieczności, już „twarzą w twarz”

Ta postawa dzięcięcej ufności i oddania się w pełni w ręce Dobrego Pasterza szczególnie była widoczna podczas rozmów o śmierci i pytań, czy jest na nią gotów, czy jej się nie boi. Z rozbrajającym uśmiechem, pogodą ducha i całkowitym zdaniem się na łaskę dobrego Stwórcy mówił: „Jestem dzieckiem, a Bóg kochanym Ojcem – czego dziecko ma się bać?”.

O. Wojciech Kowalczyk był pasjonistą, czyli zakonnikiem zgromadzenia, w którym składa się dodatkowy czwarty ślub mówiący o rozważaniu i głoszeniu Męki Pańskiej. Ojciec Wojciech swoim sposobem przeżywania choroby i umierania wypełnił ten ślub w sposób doskonały. Jak to ujął abp Władysław Ziółek podczas Mszy św. pogrzebowej 28 stycznia 2016 r.: „To była dla mnie, mogę to wyznać, wzruszająca katecheza o chrześcijańskim sensie ludzkiego cierpienia”. Zmarły pasjonista przez wszystkie lata swej posługi zakonnej był katechetą w szkole, zresztą bardzo lubianym przez dzieci, które na przerwach nie odstępowały go na krok. Można jednak zaryzykować stwierdzenie, że najważniejszą katechezą ojca Wojciecha było jego powolne odchodzenie do Domu Ojca. Takie odchodzenie, które „wyzwalało miłość” i sprawiało, że to cierpienie z pewnością „nie zmarnowało się”. Na wieść o śmierci ojca Wojciecha abp Marek Jędraszewski powiedział: „Bo trzeba mieć również łaskę odchodzenia i umierania”.

Reklama

Śródtytuły to wypowiedzi ojca Wojciecha

* * *

Blisko Nieba

Oddział medycyny paliatywnej. Ten sam, na którym rok temu umierał ojciec Wojtek, młody pasjonista. Sale pełne chorych. Ludzi, którym zostało już niewiele czasu, wyniszczonych postępującą chorobą, cierpiących, z ciałami zmienionymi przez nowotwór, z oczyma często wpatrującymi się w jeden punkt. Z bliskimi, obok którzy przez oczy zaszklone nie bardzo wiedzą, co mówić, czy cokolwiek, czy pocieszać, czy udawać, czy tylko trwać.

I pośród tego cierpienia kilka osób – lekarze, pielęgniarki, bracia bonifratrzy. Ci, którzy tak wspaniale dają siebie drugiemu człowiekowi.

Ci, dla których praca tutaj nie jest tylko pracą. Ci, którzy potrzymają, pogłaszczą za rękę. Którzy odwzajemnią nieśmiały, często nieudolny uśmiech. Dobrze, że są. Że w tym umieraniu, pełnym łez i bólu odchodzeniu, w szpitalu, nie w domu, towarzyszą modlitwą, dobrym słowem, gestem pełnym miłości. Że są takimi aniołami dla tych, którzy już nie wstaną z łóżek, nie pobiegną, nie wrócą do normalnego życia. Że dają tym ciężko chorym ludziom w swoich osobach taki spokój, Boży. I pewnie też poczucie pewnego bezpieczeństwa. Że stąd do Nieba już tak blisko. Może wtedy łatwiej odchodzić...?

AS

2017-02-08 14:25

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Rocznica powstania papieskiego państwa

[ TEMATY ]

Watykan

rocznica

Włodzimierz Rędzioch

11 lutego przypada 94 rocznica powstania papieskiego państwa. W starożytności nazwa „Watykan” oznaczała obszar położony na prawym brzegu Tybru, obejmujący Wzgórze Watykańskie i sąsiadującą z nim bagnistą nizinę.

Samo słowo pochodzi prawdopodobnie od etruskiego wyrażenia „vatica” lub „vaticum”, oznaczającego miejsce, gdzie uprawiano wróżbiarstwo. W epoce republikańskiej rejon ten nazywano „Ager Vaticanus”, natomiast począwszy od II wieku po Chrystusie przyjęła się nazwa „Vaticanum”. W epoce rzymskiej ten niegościnny teren został poddany melioryzacji, powstały wtedy podmiejskie rezydencje arystokracji, jak słynna willa Agrypiny, matki cesarza Kaliguli, oraz rozległe cmentarze, które ówczesnym zwyczajem ciągnęły się wzdłuż arterii komunikacyjnych wychodzących z Rzymu - via Trionfale i via Cornelia. Kaligula wybudował tu olbrzymi cyrk, dla ozdoby którego sprowadził z Egiptu gigantyczny obelisk. Budowę zakończył Neron; historyk Tacyt wspomina, że cesarz „urządzał w Dolinie Watykańskiej wyścigi konne”. Według tradycji, apostoł Piotr zginął w cyrku na Watykanie w 64 lub 67 r. w czasie prześladowań chrześcijan rozpętanych przez cesarza po pożarze Rzymu, o którego spowodowanie oskarżono wyznawców Chrystusa. Apostoła pochowano na cmentarzu przy cyrku, a jego grób stał się miejscem pielgrzymowania wiernych. Na tym prostym grobie pierwszego biskupa Rzymu cesarz Konstantyn (306-337 r. po Chr.) kazał wznieść monumentalną bazylikę. Z czasem przy bazylice powstała dzielnica, którą papież Leon IV (847-855) otoczył murem obronnym - od jego imienia nazywano ją „miasto Leona” („cittŕ Leonina”). W owym czasie papieże rezydowali w Pałacu Laterańskim, tuż obok Bazyliki św. Jana - katedry Rzymu. Pierwsza siedziba papieska przy grobie apostoła Piotra została wzniesiona za pontyfikatów Eugeniusza III (1145-53) i Innocentego III (1198-1216). W latach 1309-77 papieże rezydowali w Awinionie. Gdy Grzegorz XI powrócił do Rzymu, postanowił zamieszkać przy Bazylice św. Piotra i od tego momentu historia papiestwa była już nierozerwalnie związana z Watykanem.

CZYTAJ DALEJ

Warszawska Pielgrzymka Piesza na Jasną Górę wpisana na listę niematerialnego dziedzictwa kulturowego

2024-04-25 11:34

[ TEMATY ]

Lista niematerialnego dziedzictwa kulturowego

Karol Porwich/Niedziela

Zabawkarstwo drewniane ośrodka Łączna-Ostojów, oklejanka kurpiowska z Puszczy Białej, tradycja wykonywania palm wielkanocnych Kurpiów Puszczy Zielonej, Warszawska Pielgrzymka Piesza na Jasną Górę oraz pokłony feretronów podczas pielgrzymek na Kalwarię Wejherowską to nowe wpisy na Krajowej liście niematerialnego dziedzictwa kulturowego. Tworzona od 2013 roku lista liczy już 93 pozycje. Kolejnym wpisem do Krajowego rejestru dobrych praktyk w ochronie niematerialnego dziedzictwa kulturowego został natomiast konkurs „Palma Kurpiowska” w Łysych.

Na Krajową listę niematerialnego dziedzictwa kulturowego zostały wpisane:

CZYTAJ DALEJ

Mokrsko. Maryja przywitana wierszem

2024-04-25 15:27

[ TEMATY ]

peregrynacja

parafia św. Stanisława BM

Mokrsko

Maciej Orman/Niedziela

Kolejnym etapem peregrynacji kopii obrazu Matki Bożej Częstochowskiej była parafia św. Stanisława Biskupa i Męczennika w Mokrsku.

W imieniu wspólnoty Maryję w kopii jasnogórskiego wizerunku powitał proboszcz ks. Zbigniew Bigaj. Duszpasterz jest poetą, wydał cztery tomiki ze swoimi utworami: „Po życia drogach”; „Aniele, przy mnie stój”; „Po drogach wspomnień” i „Mojej Mamie”. Do Matki Bożej zwrócił się słowami wiersza pt. „Mama”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję