Reklama

Rozmowy z niedzielą

A jaka jest Twoja misja?

2018-12-05 11:10

Małgorzata Trawka
Edycja wrocławska 49/2018, str. V

Agnieszka Bugała
Ks. Dariusz Amrogowicz rozdaje paczki Caritas w czasie wigilii dla bezdomnych

Do wyboru, do koloru. We wrocławskiej Caritas dzieje się tak wiele, że każdy może tu odnaleźć swoją własną misję. O akcjach przewidzianych na zimowe dni i radosnym przeżywaniu Bożego Narodzenia opowiada Małgorzacie Trawce dyrektor Caritas Archidiecezji Wrocławskiej, ks. Dariusz Amrogowicz

MAŁGORZATA TRAWKA: – Przed świętami Bożego Narodzenia wyraźnie widać, jak zewsząd płynie pomoc dla ubogich. Dlaczego ten adwentowy czas jest tak uprzywilejowany i pełen znaków chrześcijańskiej miłości?

KS. DARIUSZ AMROGOWICZ: – Na pewno okres Adwentu, czas liturgicznego przygotowania do świąt Bożego Narodzenia, zwraca uwagę człowieka nie tylko zewnętrznymi walorami: pięknie ubraną choinką, przystrojonym stołem, ale domaga się również duchowego przygotowania poprzez rekolekcje, spowiedź, a także przez dobre uczynki. Tyle dobra otrzymujemy od Boga, zwłaszcza w święta Bożego Narodzenia, że człowiek, który nie potrafi się tym dobrem podzielić, może wewnętrznie eksplodować i wtedy nie przeżyje prawdziwej radości ze świąt. A jeżeli potrafi przekazać chociaż odrobinę siebie drugiemu człowiekowi, w różnej postaci: czy to swego czasu jako wolontariusz, czy złożenia ofiary, czy przyniesienia ciasta czy jakiegoś posiłku, to wtedy inaczej smakuje wigilia, inaczej są przeżywane święta. Wtedy ta radość przychodzi do tego, który pomógł, i do tego, który otrzymał wsparcie. Caritas jest takim miejscem, to taka płaszczyzna, w której spotykają się ludzie pragnący nieść pomoc i ludzie, którzy tej pomocy potrzebują. My pomagamy te relacje nawiązać poprzez platformę Caritas.

– Widzimy rozwój różnych akcji Caritas, zaangażowanie coraz większej liczby wolontariuszy. Czy to oznacza, że jest też coraz więcej osób potrzebujących?

– Tak, ale te potrzeby troszkę się zmieniają. To już często nie są potrzeby na poziomie egzystencjalnym, ale na poziomie emocjonalnym. Te osoby potrzebują kogoś, kto poświęci im chwilę uwagi, z kim porozmawiają, z kim pobędą, kto się nimi zainteresuje. Często są to osoby starsze, osamotnione ze względu na to, że rodzina wyemigrowała za pracą bądź już są ostatnimi z rodziny na ziemi. Często przeżywają różnego rodzaju wewnętrzne załamania. Dla nich wolontariusz jest jak skarb, z którym mogą się dzielić i radościami, i smutkami, a przede wszystkim pobyć z drugim człowiekiem.

– Sztandarowa akcja bożonarodzeniowa Caritas to Wigilijne Dzieło Pomocy Dzieciom. Symbolizuje ją świeca, która ma już 25 lat. Czy jej formuła już się przypadkiem nie wyczerpała?

– Dzieci to jest przyszłość Polski, przyszłość Kościoła, nasza przyszłość. Jeżeli nie będziemy w nie inwestować, pomagać w ich rozwoju i wzroście, to my nie będziemy mieli pomocy od nich kiedyś w przyszłości. Wigilijne Dzieło Pomocy Dzieciom cieszy się ogromną popularnością od 25 lat i przynosi bardzo dobre owoce. Wielu ludzi skorzystało z kolonii, na które przeznaczane są środki ze sprzedaży świec. Czasami spotykam osoby dorosłe, które są już w związkach małżeńskich i mówią: „Byłem kiedyś na kolonii Caritas, dobrze to wspominam, to było fajne wydarzenie i jestem za to wdzięczny”. Coś dobrego zostało w tej osobie po tych koloniach. Może na poziomie bycia dzieckiem ona tego nie rozumie, ale będąc dorosłym docenia wartość tego wydarzenia i to dobro wprowadza w swojej rodzinie.

– Caritas coraz bardziej zajmuje się wychowaniem i edukacją młodego pokolenia. W szkołach zbierane były termosy dla ludzi bezdomnych, plecaki, a teraz przygotowywana jest akcja „Nasza Paka”. Po co to wszystko?

– Z jednej strony, żeby człowiek miał poczucie wartości i świadomość, po co jest na tej ziemi. Bo bycie tylko dla siebie to jest dopiero ubóstwo, ogranicza człowieka, nie wykształca w nim właściwych wartości i nie buduje relacji społecznych. Natomiast uwrażliwianie, a przede wszystkim dawanie pola możliwości, na którym dzieci i młodzież mogą się realizować, pomaga im odkryć potencjał, którego wcześniej nie widzieli, odnaleźć radość, której do tej pory nie doświadczyli.

– Caritas ma ciągle nowe pomysły na pomaganie. Jaki jest najnowszy?

– To „Misja Zupa”, program pilotażowy. Projekt zakłada, żeby przy współpracy policji, straży miejskiej, dotrzeć z gorącą zupą – zwłaszcza w dniach kryzysowych, kiedy spada mocno temperatura – do potrzebujących, którzy nie mają siły i możliwości ruszyć się ze swojego miejsca bytowania, by po tę zupę do jadłodajni podejść. Wtedy straż czy policja, odwiedzając takiego człowieka, dotrze do niego z gorącą zupą, z chlebem i z dobrym słowem. To jest taki pomysł, który realizują już inne diecezje. My także powoli chcemy się przygotować do tego projektu i zrealizować go.

– Czy pełniąc dzieła miłosierdzia, można dobrze przygotować się do świąt Bożego Narodzenia?

– Na pewno. Jeżeli człowiek myśli tylko o sobie, skupia się na swojej karierze, na swojej przyszłości, na swoim świętowaniu, to są to wtedy tylko jego święta Bożego Narodzenia – smutne, bez duchowej radości. Natomiast jeżeli człowiek koncentruje się na drugim człowieku i pragnie wzbudzić radość w jego sercu, nawet do tego stopnia, że nie ma czasu, żeby pomyśleć o sobie, to wtedy Pan Bóg o nim pomyśli i tę radość w jego sercu na pewno rozpali.

Tagi:
wywiad

Ks. Studnicki: kryzys Kościoła powinniśmy przeżywać we wspólnocie

2019-05-22 10:28

rozmawiała Maria Czerska / Warszawa (KAI)

- Nikt w Kościele nie może powiedzieć: to nie moja sprawa, to mnie nie dotyczy – podkreśla ks. Piotr Studnicki, koordynator medialny Centrum Ochrony Dziecka w rozmowie z KAI. Odnosząc się do problemu wykorzystywania małoletnich przez duchownych podkreśla, że czyny przestępców w sutannach rzucają cień na całą wspólnotę, dlatego wiernym tak bardzo potrzebne jest wyjaśnienie i głos ze strony duszpasterzy. Zwraca też uwagę, że potężny kryzys, w jakim znalazł się Kościół, to szansa na wspólnotowe i osobiste nawrócenie.

Eliza Bartkiewicz/episkopat.pl

Ks. Piotr Studnicki: – To bardzo trudny film. Bolesne są świadectwa ofiar, a sceny konfrontacji głęboko przeszywające. Jest on także zawstydzający ponieważ sprawcami tych przestępstw są księża, a wszystko działo się we wspólnocie Kościoła. Zawstydza również odpowiedź Kościoła, która - jak boleśnie obnaża film - jest niewystarczająca.

W filmie widzimy np. jak są przyjmowane przez delegatów osoby pokrzywdzone. Chociaż zgodnie z kościelnymi procedurami osoba pokrzywdzona ma prawo, aby podczas rozmowy z delegatem towarzyszył jej ktoś bliski, członek rodziny, psycholog lub prawnik, osoba towarzysząca zostaje wyproszona. Widać więc, jaki ogrom pracy przed nami, przede wszystkim, aby zmieniać świadomość i wrażliwość, i to zaczynając od pierwszego kroku, jakim jest wysłuchiwanie ofiar.

- Film wywołał ogromną dyskusję. Czy będzie ona miała przełożenie na konkretne działania Kościoła?

- – Mam wielką nadzieję, że okażą się elementami mobilizującymi nas i przyspieszającymi nasze działania na rzecz ochrony dzieci i młodzieży. Liczę, że publiczna debata wywołana filmem braci Sekielskich uwrażliwi nas na temat wykorzystania seksualnego małoletnich w Kościele i społeczeństwie.
Dyskusja wokół filmu ma ogromną wartość. Czasem pojawiają się głosy, że pokazanie zła w Kościele jest atakiem na Kościół. Przeciwnie. W kontekście skandalu wykorzystania seksualnego małoletnich przez duchownych papież Benedykt XVI powiedział, że największe prześladowania i cierpienia Kościoła nie pochodzą z zewnątrz, ale z wnętrza Kościoła. Atakiem na Kościół są przede wszystkim grzechy i przestępstwa ludzi Kościoła. Moment ujawnienia tego zła jest jakimś rodzajem błogosławieństwa. Gdy to straszne zło zostaje nazwane i potępione, mamy szanse się z nim zmierzyć i je odrzucić.
Zdaję sobie równocześnie sprawę, jak niełatwy jest to czas dla wielu osób w ten sposób skrzywdzonych. Tocząca się debata na ten temat – choć tak bardzo potrzebna – u wielu z nich boleśnie otwiera głębokie rany, które w sobie noszą. Musimy mieć tego świadomość i szukać takiego języka, by nie dodawać bólu osobom poranionym.

- Czy film i debata nie jest też szansą, pozytywnym bodźcem dla tych osób?

- – Osobom pokrzywdzonym, które swej historii nie zgłosiły jeszcze organom ścigania lub Kościołowi, może dodać odwagi, aby to uczyniły. Z wyników kwerendy przeprowadzonej przez ISKK jasno widać, że z roku na rok tych zgłoszeń jest więcej, ale dotychczas nie odnotowano jakiejś fali ujawnień, charakterystycznej przy przebiegu tego kryzysu w Kościele w innych krajach. Możemy się spodziewać, że taka bolesna fala jest dopiero przed nami.
Dlatego bardzo potrzebujemy uczyć się słuchać pokrzywdzonych, przyjmować z wdzięcznością i wspierać tych, którzy odważają się mówić o swoim cierpieniu. To wyzwanie dotyczy każdego. Szczególna odpowiedzialność spoczywa na spowiednikach, którzy są często powiernikami najgłębszych i najboleśniejszych ludzkich tajemnic. Choć sami są związani tajemnicą spowiedzi, powinni robić wszystko aby poprzez posługę sakramentalną wzmocnić i zachęcić osobę pokrzywdzoną do zgłaszania swojej krzywdy organom ścigania i Kościołowi. Przykładem może być ks. Jan Kaczkowski. Umiał dostrzec cierpienie osoby, która początkowo wcale nie miała zamiaru ujawniać swojej historii i pomógł jej opowiedzieć o swoim cierpieniu. To jest często konieczne dla rozpoczęcia procesu wewnętrznego uzdrowienia, podobnie zresztą jak fakt ukarania sprawcy.
Myślę, że w tym kontekście konieczne jest rozliczenie tych przypadków, w których pokrzywdzeni nie czuli się wysłuchani. Zgłaszali nadużycie, ale nie zostali przyjęci lub też przełożeni kościelni nie zareagowali w sposób właściwy. W filmie padają też takie zarzuty i wszystkie te sprawy muszą zostać wyjaśnione.

- Przełożeni kościelni będą musieli ponieść konsekwencje?

- – Już w 2002 r. papież Jan Paweł II wskazał, że kryzys ma dwie przyczyny. Pierwszą są przestępcze czyny duchownych względem małoletnich, a drugą – zaniedbania lub błędne decyzje przełożonych. Za opatrznościowy można uznać fakt, że ukazanie się filmu zbiega się w czasie z „Motu Proprio” papieża Franciszka. Dokument ten ustanawia precyzyjne procedury pociągania do odpowiedzialności przełożonych kościelnych, którzy wykazali się rażącymi zaniedbaniami w sprawie przypadków wykorzystywania seksualnego małoletnich przez duchownych. Papież dał więc całemu Kościołowi odpowiednie narzędzia do rozwiązania tego problemu. To będzie wymagało wielkiej mobilizacji, ale Kościół – także w Polsce – będzie się musiał do tego zastosować.

- Co myśli Ksiądz o projekcie powołania niezależnej komisji, która mogłaby się zająć zbadaniem zjawiska wykorzystywania seksualnego dzieci w Kościele?

- – Nie mam wątpliwości, że potrzebne jest otwarcie na kompetentnych ludzi świeckich, do czego zresztą zobowiązuje papież Franciszek w najnowszym dokumencie. Konieczne są też badania historyczne, wyjaśnienie spraw z przeszłości, które do dziś bulwersują opinie publiczną. To wyjaśnianie powinno być maksymalnie transparentne. Trzeba się na to zdobyć ze względu na ewentualnych pokrzywdzonych lub, jeśli oskarżenia są bezpodstawne, z uwagi na dobre imię oskarżanego. Jeśli nie zmierzymy się z niewyjaśnioną przeszłością, będzie ona rzucała cień na teraźniejszość i konsekwentnie podważała naszą wiarygodność.

- Jak wygląda obecnie w Polsce pomoc dla ofiar wykorzystania seksualnego przez duchownych? Czy Kościół ma w tym względzie jakieś systemowe rozwiązania?

- – Wytyczne przyjęte przez Kościół przewidują pomoc prawną, psychologiczna i, o ile osoba sobie tego życzy, także duchową. Musimy jednak uderzyć się w pierś i przyznać, że z realizacją bywa bardzo różnie. Są diecezje, które są lepiej do tego przygotowane, inne zdecydowanie słabiej. Nie mam wątpliwości, że potrzeba w tym względzie o wiele więcej naszej inicjatywy i zbudowania systemu bardziej kompleksowej pomocy.

- Czy możemy mówić, że Kościół znalazł się w kryzysie?

- – Zdecydowanie tak i bardzo ważne, abyśmy w Kościele nauczyli się na ten temat rozmawiać, na różnych poziomach – począwszy od hierarchii, poprzez szeregowych księży i zgromadzenia zakonne, po wiernych świeckich, których przecież obecny kryzys głęboko dotyka. Duszpasterze nie mogą ich zostawić samych. Musimy się zastanawiać, jak przejść to doświadczenie razem, we wspólnocie Kościoła. Widzę tu też rolę do odegrania dla mediów katolickich.
Prowadzone są cykle szkoleń dla księży, kleryków, katechetów, które uwrażliwiają na problem wykorzystania seksualnego nieletnich. Ta tematyka powinna być też podejmowana w parafiach, tak, by wierni mieli szansę usłyszeć podczas kazania w kościele, na czym polega problem, jak należy właściwie reagować i na czym naprawdę polega w tym kontekście dobro wspólnoty.
Otwarta rozmowa jest szczególnie potrzebna, wręcz niezbędna, w parafiach, w których doszło do dramatu wykorzystania nieletnich. Nie może być tak, że wszyscy o tym wiedzą ale panuje milczenie. Transparentna komunikacja jest niezbędna na odbudowanie zaufania. W przeciwnym przypadku ojcowie i matki będą się słusznie obawiać powierzać swe dzieci duszpasterstwu parafialnemu. I to będzie w pełni zrozumiałe. Rodzice musza wiedzieć, że ich dziecko jest bezpieczne.

- Jak my, chrześcijanie, powinniśmy przeżywać ten kryzys?

- – W obecnym kryzysie powinniśmy widzieć szansę na spotkanie z Jezusem. W historii każdego pokrzywdzonego człowiek wierzący winien dostrzec cierpienie samego Jezusa. Chrystus utożsamia się ze skrzywdzonym dzieckiem, mówiąc: „Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych braci Moich najmniejszych, Mnieście uczynili”. Papież Franciszek wzywa nas, abyśmy w gniewie osób pokrzywdzonych dostrzegali gniew samego Boga – zranionego i sprofanowanego. Takie spojrzenie wiary służy naszemu nawróceniu.
Ten kryzys jest również szansą na oczyszczenie i umocnienie wspólnoty Kościoła. Przestępcze czyny niektórych rzuciły cień na całą wspólnotę. Nie ma się co dziwić, że to nas wszystkich dotyka i zawstydza. Nikt w Kościele nie może powiedzieć: to nie moja sprawa, mnie to nie dotyczy. W ten sposób z całym realizmem i bólem odczuwamy jak bardzo jesteśmy jednym organizmem.
W tym także powinniśmy widzieć możliwość naśladowanie Jezusa. Przecież on nie cierpiał za własne grzechy ale za grzechy nas wszystkich. Każdy uczeń Jezusa jest też powołany do takiego noszenia grzechów innych. „Jedni drugich brzemiona noście, a tak wypełnicie prawo Chrystusowe”. Do pokutowania za grzechy innych wzywa nas też Matka Boża z Fatimy. Przyjmując i nosząc z godnością osobiście niezasłużone cierpienie wstydu, mam szansę spotkać i naśladować Chrystusa.
Wreszcie, ten kryzys jest też szansą na powszechne przeoranie świadomości i wrażliwości ludzi w kwestii wykorzystania seksualnego małoletnich. Jeśli nie zwyciężą w nas mechanizmy wyparcia i nauczymy się otwarcie rozmawiać na te tematy i odważnie i bezkompromisowo zwalczać wszelkie tego rodzaju patologie, to nasze wspólnoty staną się bardziej bezpieczne dla dzieci i młodzieży. Jeśli nie zabraknie zdrowego rozsądku i dobrej woli do współpracy, to te zmiany będą dotyczyły nie tylko Kościoła, ale także całego społeczeństwa.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Polska katolicka w liczbach

2016-04-20 17:53

Tomasz Wiścicki / Warszawa / KAI

W ostatnich latach wyraźnie wzrósł odsetek ludzi deklarujących się jako głęboko wierzące – z 10 do 20%. Równocześnie zwiększył się procent ludzi deklarujących się jako niezdecydowani - z 6,0 do 10,3%. Mimo to Polska jest - w sensie praktyk - najbardziej religijnym krajem Europy.

blvdone/pl.fotolia.com

Ogólna struktura wyznaniowa

Polska jest krajem wyjątkowo jednolitym wyznaniowo. Procent katolików (osób ochrzczonych w Kościele katolickim) jest bardzo wysoki. W 2014 r. katolicy stanowili 91,9% ludności (32,9 mln z 35,8 mln ogółem). Spadek liczby katolików w latach 1983-2011 wyniósł ok. 4%.

W spisie powszechnym z roku 2011 ogromna większość – 87,58% – zadeklarowała przynależność do Kościoła katolickiego obrządku łacińskiego. Według deklaracji spisowych, prawosławni stanowią 0,41%, świadkowie Jehowy – 0,36%, luteranie – 0,18%, grekokatolicy – 0,09%, zielonoświątkowcy – 0,07%, mariawici – 0,03%, inni – 0,15%, nienależący do żadnego wyznania – 2,41%. Odpowiedzi na pytanie o wyznanie odmówiło 7,10%.

Biskupi, księża, zakonnicy i zakonnice

Katolicki Episkopat Polski stanowi 153 biskupów (łącznie z biskupami seniorami, czyli emerytowanymi), w tym 4 kardynałów. W 1990 r. było 106 biskupów, w tym 3 kardynałów. Wzrost liczby biskupów wynika przede wszystkim ze zwiększenia liczby diecezji bullą Jana Pawła II „Totus Tuus Poloniae Populus” z 1992 r., której celem było zbliżenie Kościoła hierarchicznego do wiernych.

Liczba księży katolickich w Polsce wynosiła w 2014 r. 31 tys. W 2010 r. jeden ksiądz przypadał na 1236 wiernych. W ciągu ostatnich lat księży w Polsce – inaczej niż w innych krajach europejskich – systematycznie przybywało: w 1990 r. było ich 23 099, w 1998 – 26 879, w 2008 – 29 928. Przeciwna jest tendencja zmian liczby alumnów w seminariach – ich liczba maleje, w ostatnich latach dość szybko. W 2015 do kapłaństwa przygotowywało się 3571 seminarzystów, natomiast w roku 1990 – 8122, w 1998 – 6673, w 2002 – 6737, a w 2006 – 6038. W roku 2015/2016 do seminariów wstąpiło 748 kandydatów – w seminariach diecezjalnych o 7% mniej niż rok wcześniej, w zakonnych o 2%. Największa względna liczba alumnów na 100 tys. katolików przypada na regiony tradycyjnie religijne, jak Małopolska i Podlasie, czyli południowo-wschodnia i wschodnia część Polski. Najgorzej pod tym względem jest w metropolii łódzkiej oraz na północnym zachodzie Polski. W związku z malejącą liczbą powołań kapłańskich maleje liczba wyświęcanych rocznie księży. W 1992 r. było ich 768, w 1996 – 627, w 2004 – 588, a w 2011 – 481.

Polscy księża są stosunkowo młodzi, zwłaszcza na tle innych krajów Europy – w 2010 r. ponad połowa (57,7%) miała mniej niż 50 lat. W ostatnich latach, w związku ze spadkiem liczby powołań, wiek księży powoli rośnie – w 2005 r. kapłanów do 50 lat było 61,4%.

Zakonników było w 2013 r. 12 291. Ich liczba przez wiele lat rosła (1980 – 9327, 1991 – 12 39, 1885 – 13 182), potem się ustabilizowała (2000 – 13 096, 2005 – 13 197), aby następnie ulec pewnemu zmniejszeniu. Najliczniejsze zakony w Polsce to franciszkanie, salezjanie, franciszkanie konwentualni, pallotyni i jezuici. Najwięcej alumnów jest także u franciszkanów, salezjanów i jezuitów.

Liczba sióstr zakonnych systematycznie, choć powoli maleje. W roku 2013 było ich w Polsce 19 037, podczas gdy w 1990 – 26 081, w 1994 – 24 985, w 1998 – 25 424, a w 2006 – 23 039. W 2013 r. do złożenia ślubów przygotowywało się 501 kandydatek. W latach 1991-2005 ubyło 200 żeńskich domów zakonnych. Spadek ten nie dotyczy klasztorów klauzurowych, których w tym okresie przybyło 17.

Struktura Kościoła katolickiego

Kościół katolicki w Polsce dzieli się organizacyjnie na 14 metropolii łacińskich, w których skład wchodzi 41 diecezji i Ordynariat Polowy Wojska Polskiego oraz jedną metropolię greckokatolicką, dzielącą się na dwie diecezje. W 2011 r. w Polsce było 11 019 parafii katolickich. Na jedną przypadało średnio 3162 wiernych. Dwadzieścia lat wcześniej parafii było 9883, w jednej było średnio 3682 katolików.

Kościół greckokatolicki szacuje liczbę swych wiernych w Polsce na 55 tys. W spisie powszechnym z roku 2011 przynależność do tego Kościoła zadeklarowało 33 tys. osób. W 2011 r. w 135 parafiach pracowało łącznie 77 księży, 5 alumnów uczyło się w seminariach. Liczba sióstr zakonnych wynosiła 91.

W Polsce istnieje też nieliczna, szacowana na 600-650 osób, grupa katolików obrządku ormiańskiego. Trzech księży posługuje w trzech ormiańskich parafiach katolickich. Około 300 wyznawców na Kościół neounicki obrządku bizantyjsko-słowiańskiego w jedynej w Polsce parafii.

Sakramenty i inne praktyki w Kościele katolickim

W Kościele katolickim w Polsce stopniowo maleje liczba udzielanych chrztów – z 569 tys. w roku 1990 do 370 tys. w 2014, a więc prawie o jedną trzecią. Wynika to w dużej mierze z ogólnego spadku liczby dzieci – chrzczone są niemal wszystkie dzieci. Maleje też liczba pierwszych komunii. W 1990 r. było ich 610 tys., w 2014 – ok. 210 tys.

Zmalała liczba zawieranych katolickich małżeństw. Na początku ostatniej dekady XX w. było ich ponad 200 tys. rocznie, w oku 2014 132 tys.

Względnie stały, mimo okresowych fluktuacji, i bardzo wysoki pozostaje procent przystępujących do spowiedzi przynajmniej raz w roku. W 1991 r. wynosił on 76,2%, w 2012 – 76,9%. Wobec powszechnego w Europie zaniku indywidualnej spowiedzi jest to fenomen wyróżniający Kościół w Polsce.

W ostatnich latach wyraźnie wzrósł odsetek ludzi deklarujących się jako głęboko wierzące – w latach 1991-2012 dwukrotnie, z 10 do 20%. Równocześnie zwiększył się procent ludzi deklarujących się jako niezdecydowani, ale przywiązani do tradycji religijnej (z 6,0 do 10,3%), obojętni (z 2,4 do 5,4%) i niewierzący (z 1,3 do 2,9%). W tym samy czasie spadł odsetek deklarujących praktyki religijne systematyczne (z 52,4 na 47,5%) i niesystematyczne (z 31,6 na 26,5%), wzrósł natomiast procent ludzi praktykujących rzadko (z 11,2 do 14,5%) i wcale (z 3,9 do 10,1%).

Podobny proces widoczny jest w deklaracjach dotyczących modlitwy. W okresie 1991-2012 odsetek ludzi deklarujących codzienną modlitwę zmalał z 62,0% na 53,2%, pozostając jednak na wysokim poziomie. Wyraźnie wzrósł procent ludzi niemodlących się wcale (z 2,1 do 6,6%), modlących się raz w roku i rzadziej (z 2,1 do 6,6%), kilka razy w roku (z 2,5 do 4,5%), kilka razy w roku (z 6,8 do 9,1%) i raz w miesiącu (z 3,4 do 5,7%), Tyle samo – 18,9% – deklaruje modlitwę raz w tygodniu.

W ciągu kilku ostatnich lat odsetek tzw. "dominicantes", czyli osób obecnych na niedzielnej Mszy św., i "communicantes", to znaczy przystępujących do Komunii św., pozostaje niezmienny. W latach 2008-2014 regularnie na Mszy bywa co niedziela ok. 40% katolików, a 16% przystępuje do Komunii św. W roku 2014 te wskaźniki wyniosły odpowiednio 39,1% i 16,3%.

Najwięcej katolików uczestniczy w niedzielnej Mszy w diecezjach południowo-wschodnich – tarnowskiej (70,1%), rzeszowskiej (64%) i przemyskiej (59,6%); najmniej w łódzkiej (24,8%) oraz północno-zachodnich: szczecińsko-kamieńskiej (24,9%) i koszalińsko-kołobrzeskiej (25,8%). Wcześniej stopniowemu, choć nieregularnemu spadkowi odsetka dominicantes towarzyszył wyraźnie rosnący procent communicantes. Ta ostatnia tendencja jeszcze się nasila, jeśli uwzględnimy spadek liczby uczestników Mszy. Oznacza to, że coraz większy procent uczestników Mszy przystępuje do Eucharystii.

Dla porównania, w 1980 r. we Mszy uczestniczyło ponad 50% zobowiązanych, a do Komunii św. przystępowało ok. 8%. Jeśli odniesiemy to do liczby uczestników Mszy – do Komunii przystępowało w 1980 r. 15%, a w 2010 – 40% obecnych. I w tym przypadku widać więc wyraźną zmianę: coraz mniej ludzi chodzi do kościoła, ale ci, którzy w nim pozostają, czynią to coraz pełniej.

W kościelnych organizacjach wspólnotowych uczestniczyło w 2014 r. 8% wiernych. Wskaźnik ten w ostatnich latach powoli rósł – w 1993 r. wynosił nieco ponad 4%. Procent ten w różnych diecezjach różni się bardzo znacznie, w związku – co oczywiste – z ogólnym poziomem religijności. Najwyższy był na tradycyjnie religijnym południowym wschodzie Polski, w diecezjach przemyskiej (17,9%) i tarnowskiej (17,0%), oraz na wschodzie, najniższy – na terenach najbardziej zlaicyzowanych, w diecezji szczecińsko-kamieńskiej i łódzkiej (po 4,3%).

Jak można sądzić, maleje religijny „środek”, który przynależność do Kościoła odziedziczył, nie poświęcając jej więcej uwagi, na rzecz obu końców skali – świadomych wierzących, dla których wiara stanowi istotny układ odniesienia, i tych, którzy powoli od wiary i Kościoła się oddalają. Trzeba jednak podkreślić, że wskaźniki religijności pozostają wciąż – jak na dzisiejszą Europę – bardzo wysokie, a liczba zdeklarowanych niewierzących jest znikoma.

Akceptacja moralności katolickiej

W Polsce, jak w wielu innych krajach, znaczny odsetek ludzi deklarujących się jako katolicy nie akceptuje wskazań moralności, której naucza Kościół. Na uwagę zasługuje jednak fakt, że w przypadku kilku istotnych kwestii odsetek ludzi przyjmujących nauczanie Kościoła wyraźnie rośnie. W latach 1991-2012 wzrósł procent ludzi odrzucających: przerywanie ciąży – z 36,7 do 64,6%, zdradę małżeńską – z 72,9 do 82,5%, seks przed ślubem kościelnym – z 21,7 do 30,9%, stosowanie środków antykoncepcyjnych – z 17,7 do 27,1%. Rozwody odrzucało poniżej połowy osób (1991 – 43,7, 2012 – 43,3%). Spośród kwestii moralnych, przed którymi Polacy stanęli w ostatnich latach, brak jest więc skali porównawczej umożliwiającej zbadanie długofalowej tendencji, eutanazję odrzuca 53,7%, a in vitro – 32,1% pytanych. Z drugiej strony, wyraźnie rośnie procent przekonanych o tym, że do założenia rodziny nie jest potrzebny ślub kościelny ani nawet cywilny. Pogląd ten w 1991 r. podzielało 2,7% ludzi, w 2012 – 8,8%.

Widać, że – tak jak w innych krajach europejskich – odrzucenie istotnych prawd moralności katolickiej jest dość częste, jednak pozostaje ono słabsze, nie tak powszechne jak gdzie indziej. Świadczy to o podleganiu tym samym prądom kulturowym właściwym dla współczesnej Europy, tyle że w znacznie słabszym stopniu. Zmiany w kierunku większej akceptacji zasad moralnych głoszonych przez Kościół przypisać można zapewne toczącym się w ostatnich latach burzliwym nieraz publicznym dyskusjom, w którym Kościół miał szansę zaprezentować swe nauczanie.

Działalność charytatywna Kościoła katolickiego

Kościół katolicki prowadzi w Polsce działalność charytatywną na największą skalę. W 2014 r. działało 835 kościelnych instytucji charytatywnych, prowadzących ok. 5 tys. dzieł. Najwięcej, bo 1372, zajmuje się pomocą dzieciom i młodzieży (kluby, świetlice), 897 – pomocą bezdomnym, 861 – pomocą doraźną (noclegownie, jadłodajnie).

Z pomocy charytatywnej Kościoła w 2014 r. skorzystało ok. 2,9 mln beneficjentów. Największy zasięg miała pomoc doraźna – prawie 1,2 mln beneficjentów, następnie pomoc żywnościowa – 650 tys., usługi medyczne – 442 tys.

Pomocą charytatywną zajmują się także organizacje parafialne. 12% działalności podejmowanej przez 60 tys. takich organizacji stanowi dobroczynność. Beneficjentami tej działalności w największym stopniu stanowią dzieci i młodzież (17%), ubodzy (16%), osoby w wieku emerytalnym (14%), niesamodzielne i chore (12%).

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Ks. Studnicki: kryzys Kościoła powinniśmy przeżywać we wspólnocie

2019-05-22 10:28

rozmawiała Maria Czerska / Warszawa (KAI)

- Nikt w Kościele nie może powiedzieć: to nie moja sprawa, to mnie nie dotyczy – podkreśla ks. Piotr Studnicki, koordynator medialny Centrum Ochrony Dziecka w rozmowie z KAI. Odnosząc się do problemu wykorzystywania małoletnich przez duchownych podkreśla, że czyny przestępców w sutannach rzucają cień na całą wspólnotę, dlatego wiernym tak bardzo potrzebne jest wyjaśnienie i głos ze strony duszpasterzy. Zwraca też uwagę, że potężny kryzys, w jakim znalazł się Kościół, to szansa na wspólnotowe i osobiste nawrócenie.

Eliza Bartkiewicz/episkopat.pl

Ks. Piotr Studnicki: – To bardzo trudny film. Bolesne są świadectwa ofiar, a sceny konfrontacji głęboko przeszywające. Jest on także zawstydzający ponieważ sprawcami tych przestępstw są księża, a wszystko działo się we wspólnocie Kościoła. Zawstydza również odpowiedź Kościoła, która - jak boleśnie obnaża film - jest niewystarczająca.

W filmie widzimy np. jak są przyjmowane przez delegatów osoby pokrzywdzone. Chociaż zgodnie z kościelnymi procedurami osoba pokrzywdzona ma prawo, aby podczas rozmowy z delegatem towarzyszył jej ktoś bliski, członek rodziny, psycholog lub prawnik, osoba towarzysząca zostaje wyproszona. Widać więc, jaki ogrom pracy przed nami, przede wszystkim, aby zmieniać świadomość i wrażliwość, i to zaczynając od pierwszego kroku, jakim jest wysłuchiwanie ofiar.

- Film wywołał ogromną dyskusję. Czy będzie ona miała przełożenie na konkretne działania Kościoła?

- – Mam wielką nadzieję, że okażą się elementami mobilizującymi nas i przyspieszającymi nasze działania na rzecz ochrony dzieci i młodzieży. Liczę, że publiczna debata wywołana filmem braci Sekielskich uwrażliwi nas na temat wykorzystania seksualnego małoletnich w Kościele i społeczeństwie.
Dyskusja wokół filmu ma ogromną wartość. Czasem pojawiają się głosy, że pokazanie zła w Kościele jest atakiem na Kościół. Przeciwnie. W kontekście skandalu wykorzystania seksualnego małoletnich przez duchownych papież Benedykt XVI powiedział, że największe prześladowania i cierpienia Kościoła nie pochodzą z zewnątrz, ale z wnętrza Kościoła. Atakiem na Kościół są przede wszystkim grzechy i przestępstwa ludzi Kościoła. Moment ujawnienia tego zła jest jakimś rodzajem błogosławieństwa. Gdy to straszne zło zostaje nazwane i potępione, mamy szanse się z nim zmierzyć i je odrzucić.
Zdaję sobie równocześnie sprawę, jak niełatwy jest to czas dla wielu osób w ten sposób skrzywdzonych. Tocząca się debata na ten temat – choć tak bardzo potrzebna – u wielu z nich boleśnie otwiera głębokie rany, które w sobie noszą. Musimy mieć tego świadomość i szukać takiego języka, by nie dodawać bólu osobom poranionym.

- Czy film i debata nie jest też szansą, pozytywnym bodźcem dla tych osób?

- – Osobom pokrzywdzonym, które swej historii nie zgłosiły jeszcze organom ścigania lub Kościołowi, może dodać odwagi, aby to uczyniły. Z wyników kwerendy przeprowadzonej przez ISKK jasno widać, że z roku na rok tych zgłoszeń jest więcej, ale dotychczas nie odnotowano jakiejś fali ujawnień, charakterystycznej przy przebiegu tego kryzysu w Kościele w innych krajach. Możemy się spodziewać, że taka bolesna fala jest dopiero przed nami.
Dlatego bardzo potrzebujemy uczyć się słuchać pokrzywdzonych, przyjmować z wdzięcznością i wspierać tych, którzy odważają się mówić o swoim cierpieniu. To wyzwanie dotyczy każdego. Szczególna odpowiedzialność spoczywa na spowiednikach, którzy są często powiernikami najgłębszych i najboleśniejszych ludzkich tajemnic. Choć sami są związani tajemnicą spowiedzi, powinni robić wszystko aby poprzez posługę sakramentalną wzmocnić i zachęcić osobę pokrzywdzoną do zgłaszania swojej krzywdy organom ścigania i Kościołowi. Przykładem może być ks. Jan Kaczkowski. Umiał dostrzec cierpienie osoby, która początkowo wcale nie miała zamiaru ujawniać swojej historii i pomógł jej opowiedzieć o swoim cierpieniu. To jest często konieczne dla rozpoczęcia procesu wewnętrznego uzdrowienia, podobnie zresztą jak fakt ukarania sprawcy.
Myślę, że w tym kontekście konieczne jest rozliczenie tych przypadków, w których pokrzywdzeni nie czuli się wysłuchani. Zgłaszali nadużycie, ale nie zostali przyjęci lub też przełożeni kościelni nie zareagowali w sposób właściwy. W filmie padają też takie zarzuty i wszystkie te sprawy muszą zostać wyjaśnione.

- Przełożeni kościelni będą musieli ponieść konsekwencje?

- – Już w 2002 r. papież Jan Paweł II wskazał, że kryzys ma dwie przyczyny. Pierwszą są przestępcze czyny duchownych względem małoletnich, a drugą – zaniedbania lub błędne decyzje przełożonych. Za opatrznościowy można uznać fakt, że ukazanie się filmu zbiega się w czasie z „Motu Proprio” papieża Franciszka. Dokument ten ustanawia precyzyjne procedury pociągania do odpowiedzialności przełożonych kościelnych, którzy wykazali się rażącymi zaniedbaniami w sprawie przypadków wykorzystywania seksualnego małoletnich przez duchownych. Papież dał więc całemu Kościołowi odpowiednie narzędzia do rozwiązania tego problemu. To będzie wymagało wielkiej mobilizacji, ale Kościół – także w Polsce – będzie się musiał do tego zastosować.

- Co myśli Ksiądz o projekcie powołania niezależnej komisji, która mogłaby się zająć zbadaniem zjawiska wykorzystywania seksualnego dzieci w Kościele?

- – Nie mam wątpliwości, że potrzebne jest otwarcie na kompetentnych ludzi świeckich, do czego zresztą zobowiązuje papież Franciszek w najnowszym dokumencie. Konieczne są też badania historyczne, wyjaśnienie spraw z przeszłości, które do dziś bulwersują opinie publiczną. To wyjaśnianie powinno być maksymalnie transparentne. Trzeba się na to zdobyć ze względu na ewentualnych pokrzywdzonych lub, jeśli oskarżenia są bezpodstawne, z uwagi na dobre imię oskarżanego. Jeśli nie zmierzymy się z niewyjaśnioną przeszłością, będzie ona rzucała cień na teraźniejszość i konsekwentnie podważała naszą wiarygodność.

- Jak wygląda obecnie w Polsce pomoc dla ofiar wykorzystania seksualnego przez duchownych? Czy Kościół ma w tym względzie jakieś systemowe rozwiązania?

- – Wytyczne przyjęte przez Kościół przewidują pomoc prawną, psychologiczna i, o ile osoba sobie tego życzy, także duchową. Musimy jednak uderzyć się w pierś i przyznać, że z realizacją bywa bardzo różnie. Są diecezje, które są lepiej do tego przygotowane, inne zdecydowanie słabiej. Nie mam wątpliwości, że potrzeba w tym względzie o wiele więcej naszej inicjatywy i zbudowania systemu bardziej kompleksowej pomocy.

- Czy możemy mówić, że Kościół znalazł się w kryzysie?

- – Zdecydowanie tak i bardzo ważne, abyśmy w Kościele nauczyli się na ten temat rozmawiać, na różnych poziomach – począwszy od hierarchii, poprzez szeregowych księży i zgromadzenia zakonne, po wiernych świeckich, których przecież obecny kryzys głęboko dotyka. Duszpasterze nie mogą ich zostawić samych. Musimy się zastanawiać, jak przejść to doświadczenie razem, we wspólnocie Kościoła. Widzę tu też rolę do odegrania dla mediów katolickich.
Prowadzone są cykle szkoleń dla księży, kleryków, katechetów, które uwrażliwiają na problem wykorzystania seksualnego nieletnich. Ta tematyka powinna być też podejmowana w parafiach, tak, by wierni mieli szansę usłyszeć podczas kazania w kościele, na czym polega problem, jak należy właściwie reagować i na czym naprawdę polega w tym kontekście dobro wspólnoty.
Otwarta rozmowa jest szczególnie potrzebna, wręcz niezbędna, w parafiach, w których doszło do dramatu wykorzystania nieletnich. Nie może być tak, że wszyscy o tym wiedzą ale panuje milczenie. Transparentna komunikacja jest niezbędna na odbudowanie zaufania. W przeciwnym przypadku ojcowie i matki będą się słusznie obawiać powierzać swe dzieci duszpasterstwu parafialnemu. I to będzie w pełni zrozumiałe. Rodzice musza wiedzieć, że ich dziecko jest bezpieczne.

- Jak my, chrześcijanie, powinniśmy przeżywać ten kryzys?

- – W obecnym kryzysie powinniśmy widzieć szansę na spotkanie z Jezusem. W historii każdego pokrzywdzonego człowiek wierzący winien dostrzec cierpienie samego Jezusa. Chrystus utożsamia się ze skrzywdzonym dzieckiem, mówiąc: „Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych braci Moich najmniejszych, Mnieście uczynili”. Papież Franciszek wzywa nas, abyśmy w gniewie osób pokrzywdzonych dostrzegali gniew samego Boga – zranionego i sprofanowanego. Takie spojrzenie wiary służy naszemu nawróceniu.
Ten kryzys jest również szansą na oczyszczenie i umocnienie wspólnoty Kościoła. Przestępcze czyny niektórych rzuciły cień na całą wspólnotę. Nie ma się co dziwić, że to nas wszystkich dotyka i zawstydza. Nikt w Kościele nie może powiedzieć: to nie moja sprawa, mnie to nie dotyczy. W ten sposób z całym realizmem i bólem odczuwamy jak bardzo jesteśmy jednym organizmem.
W tym także powinniśmy widzieć możliwość naśladowanie Jezusa. Przecież on nie cierpiał za własne grzechy ale za grzechy nas wszystkich. Każdy uczeń Jezusa jest też powołany do takiego noszenia grzechów innych. „Jedni drugich brzemiona noście, a tak wypełnicie prawo Chrystusowe”. Do pokutowania za grzechy innych wzywa nas też Matka Boża z Fatimy. Przyjmując i nosząc z godnością osobiście niezasłużone cierpienie wstydu, mam szansę spotkać i naśladować Chrystusa.
Wreszcie, ten kryzys jest też szansą na powszechne przeoranie świadomości i wrażliwości ludzi w kwestii wykorzystania seksualnego małoletnich. Jeśli nie zwyciężą w nas mechanizmy wyparcia i nauczymy się otwarcie rozmawiać na te tematy i odważnie i bezkompromisowo zwalczać wszelkie tego rodzaju patologie, to nasze wspólnoty staną się bardziej bezpieczne dla dzieci i młodzieży. Jeśli nie zabraknie zdrowego rozsądku i dobrej woli do współpracy, to te zmiany będą dotyczyły nie tylko Kościoła, ale także całego społeczeństwa.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem