Reklama

Wiara

Świętość z sąsiedztwa

Głębokie życie duchowe połączone z pasją zawodową, zaangażowaniem społecznym i stałą troską o innych – to wszystko zaprowadziło świecką kobietę na ołtarze. Guadalupe Ortiz de Landázuri jest dla ludzi XXI wieku inspirującym przykładem tego, jak być przyjacielem Boga w codziennym życiu

Niedziela Ogólnopolska 20/2019, str. 24-25

[ TEMATY ]

beatyfikacja

Archiwum Opus Dei

Guadalupe Ortiz de Landázuri

Święci i błogosławieni wydają się nam czasem ludźmi odległymi, których trudno jest naśladować. Współczesna służebnica Boża Guadalupe Ortiz de Landázuri przełamuje ten stereotyp. Jest przykładem „świętości z sąsiedztwa”, o której pisze papież Franciszek w adhortacji „Gaudete et exsultate” (nr 7). Ta hiszpańska nauczycielka chemii i naukowiec, zmarła w 1975 r., zostanie ogłoszona błogosławioną 18 maja 2019 r.

Kobieta pionierka

Była kobietą, która przecierała nowe szlaki. W 1933 r. rozpoczęła studia chemiczne na madryckim uniwersytecie jako jedna z 5 kobiet pośród 70 studentów na tym kierunku. Nie była jednak nastawiona na robienie kariery, gdyż potrafiła pozostawić swoją pasję, by zająć się czymś zupełnie innym, o czym za chwilę…

Przyszła na świat w 1916 r. w rodzinie z czwórką dzieci (jedno zmarło) jako córka Eulogii i Manuela – wojskowego. Z powodu pracy jej ojca część dzieciństwa i wczesnej młodości Guadalupe spędziła w Afryce. Po powrocie do Madrytu zaczęła studia, przerwane wybuchem krwawej wojny domowej, która przetoczyła się przez Hiszpanię w latach 1936-39. Jej ojciec jako wojskowy zginął już na początku wojny. Miał możliwość uzyskania ułaskawienia, ale zdecydował się nie opuszczać swoich podwładnych. W noc poprzedzającą wykonanie wyroku modlił się z rodziną w kaplicy, a niespełna 20-letnia Guadalupe wykazała wtedy wielki spokój i hart ducha, pocieszając matkę i brata.

Reklama

Po wojnie zakończyła studia i zaczęła doktorat. Pracowała jako nauczycielka chemii w madryckich szkołach, kiedy nastąpił zwrot w jej życiu. Do tego czasu była osobą wierzącą, ale nie nazbyt pobożną. Pewnego dnia w czasie niedzielnej Mszy św. poczuła duchowy niepokój. Przez swojego kolegę trafiła do – dzisiaj świętego, wówczas młodego – księdza prowadzącego pracę duszpasterską ze studentami i posługującego chorym – Josemaríi Escrivy de Balaguera. Już wkrótce odkryła swoje powołanie do dzieła apostolskiego prowadzonego przez tegoż kapłana, które dopiero w 1982 r. uzyskało swoje ostateczne miejsce w Kościele katolickim w postaci prałatury personalnej Opus Dei (łac. Dzieło Boże). Główną misją tej instytucji Kościoła jest głoszenie powszechnego powołania do świętości przez pracę zawodową i wypełnianie codziennych obowiązków chrześcijanina – przypominanie wszystkim wiernym, że każdego z nas Bóg zaprasza do bliskiej przyjaźni z Nim, ludzi wszystkich stanów i zawodów.

Guadalupe spotykała się z kolegami i planowała małżeństwo, jednak rozeznała, że plany Boże wobec niej są inne, i dołączyła do Opus Dei. Pozostała osobą świecką, ale żyła w celibacie.

Nowe horyzonty

Założyciel Opus Dei widział dużą potrzebę pracy ze studentami, by stworzyć dla nich warunki sprzyjające ludzkiemu i duchowemu rozwojowi. Na jego prośbę przyszła błogosławiona wraz z grupą kobiet zaangażowała się w prowadzenie akademika dla studentek w Madrycie. Guadalupe odłożyła na dalszy plan swoją rozwijającą się karierę naukową i zajęła się pracami domowymi w domu studenckim, mimo że nie miała do nich wielkiego talentu. Następnie kierowała akademikiem w innym hiszpańskim mieście – Bilbao. Nawiązała głębokie przyjaźnie ze studentkami, pomagała im stawać się dojrzalszymi ludźmi i żyć w przyjaźni z Bogiem. Warto dodać, że zarządzanie takim przedsięwzięciem w czasach powojennych, gdy brakowało podstawowych produktów, było nie lada wyzwaniem.

Reklama

Kolejny zwrot w życiu Guadalupe nastąpił, gdy miała niespełna 34 lata. Znowu na prośbę ks. Escrivy z kilkoma młodszymi kobietami przeprowadziła się do... Meksyku, aby tam zacząć pracę apostolską Opus Dei. To ogromne wyzwanie przyjęła z entuzjazmem i z ufnością. W stolicy Meksyku z dużym wysiłkiem i przy skromnych środkach powstał akademik, w którym studentki mieszkały, uczyły się i korzystały z chrześcijańskiej formacji duchowej. Guadalupe szybko przystosowała się do lokalnych zwyczajów i mentalności, zaczęła się ubierać i mówić jak Meksykanie. Była osobą zawsze radosną, otwartą na wszystkich i budzącą pełne zaufanie. Studentki ułożyły piosenkę o tym, że jej „śmiech jest bardziej zaraźliwy od ciężkiej choroby” i że „o każdego się troszczy”.

W swojej aktywności nie skupiała się wyłącznie na życiu domu studenckiego, lecz miała dużo szerszy zasięg. Działalność Opus Dei szybko dotarła do kolejnych miejscowości, w tym do trudno dostępnych rejonów wiejskich, do których Guadalupe jeździła na mule. Ponieważ te wyprawy nie zawsze były bezpieczne, zaproponowano jej, by nosiła przy sobie pistolet, ale wolała sztylet, żeby w razie paniki nie strzelić do kogoś za szybko. Prowadziła spotkania na temat wiary i życia chrześcijańskiego oraz spraw kulturalnych i zawodowych dla kobiet z różnych rejonów Meksyku.

Brała również aktywny udział w odbudowie zrujnowanej posiadłości Santa Clara de Montefalco na terenie wiejskiej prowincji Morelos, w której 40 proc. ludności było analfabetami. Dawni właściciele podarowali ten teren Opus Dei. Guadalupe widziała w tej ruinie wielką szansę, by stworzyć ośrodek formacyjny i edukacyjny, który służyłby miejscowej ludności. To marzenie dość szybko się ziściło – powstał tam ośrodek rekolekcyjny, potem szkoła rolnicza i kilka innych typów szkół, które istnieją do dziś.

Waleczne serce

Rozwój Montefalco Guadalupe mogła śledzić już zza oceanu, gdyż ks. Josemaría poprosił ją, by w Rzymie zajęła się razem z innymi kobietami zarządzaniem Opus Dei na poziomie centralnym. Przystała na tę propozycję, widząc w tym wolę Bożą, choć Meksyk bardzo pokochała. Jednak wtedy ujawniły się jej problemy z sercem, dlatego po ciężkiej operacji wróciła do rodzinnego Madrytu. Mimo że choroba odbiła się mocno na jej stanie zdrowia, nie zmniejszyła swojej aktywności. Znowu podjęła pracę nauczycielki oraz studia doktoranckie, a jednocześnie kierowała ośrodkami Opus Dei. Nieraz zajmowała się pracą, leżąc chora w łóżku, z rozłożonymi książkami. Doktorat zatytułowany „Izolacja materiałów ogniotrwałych w popiele z łusek z ryżu” obroniła i otrzymała najwyższą ocenę, a technologia ta została opatentowana. Przez 11 lat uczyła w żeńskiej szkole przemysłowej. Ponadto współtworzyła Centrum Studiów i Badań nad Gospodarstwem Domowym – szkołę, która miała za zadanie podnieść wartość i jakość prac domowych – i tam uczyła chemii tkanin.

Stan zdrowia Guadalupe uległ pogorszeniu w 1975 r. Lekarze postanowili wykonać kolejną ciężką operację. Zdając sobie sprawę z ryzyka, przyjmowała tę sytuację z całkowitym poddaniem się woli Bożej. Operacja przebiegła pomyślnie, jednak wkrótce nastąpiło załamanie i Guadalupe Ortiz de Landázuri zmarła 16 lipca 1975 r.

Sekret życia

Źródłem wszelkich podejmowanych inicjatyw Guadalupe były jej silna wiara i wielka miłość do Boga. Poza tym, że codziennie uczestniczyła we Mszy św., przyszła błogosławiona każdego dnia spędzała godzinę na osobistej modlitwie, odmawiała Różaniec i czytała fragment duchowej lektury. W maju wybierała się na prywatne pielgrzymki do różnych miejsc kultu maryjnego. Z sakramentów i relacji z Bogiem czerpała siłę do codziennej pracy i służby innym. Nie była doskonała – kłopot sprawiało jej np. utrzymanie porządku. Jednak co dnia walczyła, by wzrastać w miłości do Boga oraz w ludzkich i chrześcijańskich cnotach. Jej pobożność i aktywność były ściśle ze sobą powiązane. Realizowała to, co mówił Sobór Watykański II o kapłańskiej misji świeckich: „Wszystkie bowiem ich uczynki, modlitwy i apostolskie przedsięwzięcia, życie małżeńskie i rodzinne, codzienna praca, wypoczynek ducha i ciała, jeśli odbywają się w Duchu, a nawet utrapienia życia, jeśli cierpliwie są znoszone, stają się duchowymi ofiarami, miłymi Bogu przez Jezusa Chrystusa” („Lumen gentium”, 34).

Guadalupe Ortiz de Landázuri może być dla współczesnych ludzi przykładem doskonałego łączenia życia rodzinnego i zawodowego. Dla niej prawdziwą rodziną, wymagającą dużo czasu i poświęcenia, były osoby należące do Opus Dei oraz korzystające z formacji duchowej udzielanej przez tę instytucję Kościoła. A obok tego prowadziła aktywne życie zawodowe w dziedzinie edukacji i nauki. Ponadto jest przykładem kobiecej duchowości – połączenia delikatności i czułości oraz hojnego poświęcenia się na rzecz innych aż do zapomnienia o sobie z odwagą i wytrwałością niecofającą się przed trudnymi wyzwaniami.

Wielkie dzieła Boże

Gdy rozpoczyna się proces kanonizacyjny, Kościół bada tzw. heroiczność cnót, co nie oznacza, że dana osoba wykazuje ponadludzkie cechy, ale że w jej życiu wyraźne objawiła się moc Boża, która przekracza ludzkie słabości. Tak też stało się w życiu przyszłej błogosławionej – wokół niej i przez jej życie pojawiło się wiele duchowych owoców. Również po jej śmierci napłynęło wiele informacji o łaskach otrzymanych za jej wstawiennictwem. Do beatyfikacji został uznany cud uzdrowienia Antonia Sedana, który miał raka skóry w okolicy oka.

Beatyfikacja Guadalupe Ortiz de Landázuri odbędzie się 18 maja br. w Madrycie. Wokół tego wydarzenia powstają różne ciekawe inicjatywy. Ponieważ przyszła błogosławiona całe życie troszczyła się o edukację, zwłaszcza kobiet, powstał fundusz stypendialny, dzięki któremu 100 kobiet z Afryki będzie mogło prowadzić prace badawcze na uniwersytetach w Afryce i Hiszpanii. Taki „żywy pomnik” z pewnością ucieszyłby Guadalupe.

* * *

Źródła:
• Cristina Abad Cadenas, „Wybrać miłość. Historia Guadalupe Ortiz de Landázuri”, Warszawa, Cor Unum, 2019, tłum. Agnieszka Wardak.
• María Del Rincón, María Teresa Escobar, „Listy do świętego. Listy Guadalupe Ortiz de Landázuri do św. Josemaríi Escrivy”, Biuro informacyjne Opus Dei, 2018.
• Mercedes Eguíbar Galarza, „Guadalupe Ortiz de Landázuri”, Madryt, Palabra, 2007.

https://opusdei.org/es-es/

https://opusdei.org/pl-pl

2019-05-15 08:05

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Watykan: wkrótce beatyfikacja założyciela salwatorianów

2020-06-19 20:25

[ TEMATY ]

beatyfikacja

salwatorianie

papież Franciszek

PAP

Ojciec Święty przyjął dziś na audiencji prefekta Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych, kard. Angelo Becciu i upoważnił tę dykasterię do ogłaszania dekretów dotyczących 5 Sług Bożych, w tym 3 o cudzie za ich przyczyną, jeden o męczeństwie oraz jeden o heroiczności cnót. Jeden z dekretów o cudzie dotyczy założyciela salwatorianów, Jana Chrzciciela Jordana (1848-1918).

Ks. Jan Chrzciciel Jordan, założyciel salwatorianów urodził się 16 czerwca 1848 r- w wiosce Gurtweil, w południowo-zachodniej Badenii, kilka kilometrów od miasta okręgowego Waldshut, niedaleko granicy ze Szwajcarią. Następnego dnia został ochrzczony w kościele parafialnym, otrzymując imię Jana Chrzciciela.

Wychowując się w ubogiej rodzinie, nie był w stanie zrealizować swojego marzenia o zostaniu kapłanem, chociaż już jako dziecko, w dniu Pierwszej Komunii Św., uświadomił sobie swoje powołanie. Po ukończeniu szkoły podstawowej pracował jako robotnik i malarz-dekorator, podróżując po terenie ówczesnych Niemiec. Zauważył trudną sytuację duchową swojej ojczyzny i innych krajów Europy. Ludzie odwracali się od Boga i porzucali wiarę, a Kościół był bardzo ograniczany przez państwo w realizacji swojej misji (Kulturkampf). Doświadczenia te umocniły wiarę Jordana, a jego powołanie do kapłaństwa stało się dla niego jeszcze lepiej odczuwalne. Ostatecznie zdecydował się na realizację Bożego wezwania i na rozpoczęcie studiów teologicznych. Najpierw, w 1869 r., rozpoczął prywatne lekcje u swoich przyjaciół – księży w Waldshut, a później uczył się w gimnazjum w Konstancji. Musiał wkładać wiele wysiłku w naukę, ale jednocześnie, pomimo trudności z opanowaniem przedmiotów ścisłych, rozwinął swoje talenty językowe. Podczas egzaminu końcowego przedstawił jedno wypracowanie w ośmiu językach europejskich, a drugie w czterech innych.

W 1874 r. Jan Chrzciciel rozpoczął studia teologii i filologii na Uniwersytecie Ludwika Alberta we Fryburgu w Bryzgowii. Po pomyślnym ich ukończeniu rozpoczął przygotowanie do kapłaństwa w seminarium św. Piotra, niedaleko Fryburga. Czas studiów poświęcił na pogłębienie swojej wiary i duchowości. Nadal, zgodnie ze zwyczajem zapoczątkowanym w dzieciństwie, regularnie przystępował do sakramentów i poświęcał wiele czasu na modlitwę. Rozpoczął również pisanie swojego dziennika duchowego, w którym aż do śmierci będzie notował najważniejsze myśli. Dziennik ten stał się niezwykle cennym źródłem, dzięki któremu możemy poznać osobowość i duchową sylwetkę Założyciela salwatorianów.

W dniu 21 lipca 1878 r. Jordan przyjął święcenia kapłańskie, a następnie, zgodnie z poleceniem swojego biskupa, wyjechał do Rzymu, aby studiować języki orientalne: syryjski, aramejski, koptyjski, arabski, a także hebrajski i grecki.

Od czasu studiów teologicznych rozwijało się w nim przekonanie, że Bóg wzywa go do założenia w Kościele nowego dzieła apostolskiego, którego członkowie mieliby bronić wiary i przyczyniać się do jej ożywienia, poprzez głoszenie wszystkim ludziom, że Jezus Chrystus jest jedynym Zbawicielem. To przekonanie o powołaniu założycielskim jeszcze się umocniło w czasie podróży na Bliski Wschód w 1880 r. Po powrocie do Rzymu Jordan rozpoczął realizację swojego planu założenia wspólnoty osób zakonnych i świeckich, którzy realizowaliby wspomniany cel apostolski. Dzieło Jordana miało być podzielone na trzy grupy, zwane stopniami: w pierwszym byliby zgromadzeni ci wszyscy, którzy na wzór Apostołów opuściliby wszystko, aby podjąć życie we wspólnocie i całkowicie się poświęcić głoszeniu Dobrej Nowiny; w drugim stopniu znaleźliby się naukowcy, których zadaniem byłoby szerzenie prawd Bożych poprzez publikacje. Trzeci stopień obejmować miał świeckich, którzy głosiliby w swojej zwykłej codzienności Zbawiciela przede wszystkim poprzez świadectwo dobrego, chrześcijańskiego życia.

Dzieło ks. Jordana otrzymało nazwę Apostolskie Towarzystwo Nauczania, a jego pierwszy stopień został oficjalnie zainaugurowany w Rzymie, przy Piazza Farnese 96, w dniu 8 grudnia 1881 r. Rok później nazwę zmieniono na Katolickie Towarzystwo Nauczania, a w listopadzie 1882 rozrastająca się wspólnota ks. Jordana przeniosła się do budynku przy Borgo Vecchio 165, który stał się Domem Macierzystym. Kilka miesięcy później dzieło zostało przekształcone w dwa zgromadzenia zakonne: męskie i żeńskie. Kilka lat później gałąź żeńska odłączyła się od ks. Jordana i stała się Zgromadzeniem Sióstr Matki Bożej Bolesnej. W 1893 r. wspólnota męska otrzymała swoją obecną nazwę: Towarzystwo Boskiego Zbawiciela. Ks. Jordan poświęcił się całkowicie rozwijaniu swojego instytutu, jako jego założyciel, przewodnik duchowy i przełożony generalny. To zadanie wymagało od niego wielkiego wysiłku, szczególnie kiedy musiał się zmagać z różnymi trudnościami: organizacyjnymi, finansowymi i personalnymi. Równocześnie jednak dawało mu to wszystko głęboką wewnętrzną radość, opartą na niezachwianym zaufaniu w Bożą Opatrzność i na głębokim przekonaniu, że w ten sposób właśnie realizuje swoje założycielskie powołanie i przyczynia się do zbawienia dusz.

Dzięki swej wielkiej determinacji, w 1888 r., wspólnie z Teresą von Wuellenweber (bł. Marią od Apostołów), Jordan założył drugie zgromadzenie żeńskie – Kongregację Sióstr Boskiego Zbawiciela. Innym istotnym elementem rozwoju było podjęcie misji w Assam w Indiach, jak również założenie nowych placówek Towarzystwa w wielu krajach Europy i świata. Poprzez wszystkie te doświadczenia ks. Jordan dojrzewał jako osoba ludzka, jako zakonnik i jako kapłan – założyciel, rozwijając swoją osobowość i wzrastając duchowo. Fundamentem jego duchowego wzrostu była głęboka miłość Boga i bliźniego, ufność w Opatrzność Bożą, jak również jego pokora, odważne przyjęcie Krzyża oraz wierność Kościołowi. Z biegiem czasu O. Jordan zaczął być uważany za człowieka, który prowadzi święte życie, zarówno przez członków swojej wspólnoty, jak i przez osoby z zewnątrz. Jednocześnie był świadkiem zauważalnego rozwoju swojego dzieła zarówno pod względem geograficznym, jak i liczebnym.

W 1915, ze względu na trwającą I Wojnę Światową, zarząd Towarzystwa, wraz z Założycielem, był zmuszony do opuszczenia Rzymu i udania się do neutralnej Szwajcarii. Po wycofaniu się z aktywnego zarządzania swoim instytutem w czasie kapituły generalnej w 1915 r., ks. Jordan spędził ostatnie trzy lata życia we Fryburgu Szwajcarskim. Zmarł w małym domu opieki w Tafers koło Fryburga w dniu 8 września 1918 r. i został pochowany w miejscowym kościele parafialnym. W 1956 r. jego doczesne szczątki zostały przeniesione do Rzymu i złożone w Domu Generalnym Towarzystwa. Jego proces beatyfikacyjny rozpoczął się w 1942 r, a w roku 2011 został ogłoszony Dekret o heroiczności cnót ks. Jordana. Obecnie dekret o cudzie za jego przyczyną otwiera możliwość beatyfikacji założyciela salwatorianów.

Drugi dekret o cudzie (do beatyfikacji) dotyczy Czcigodnego Sługi Bożego Mamerta Esquiú z Zakonu Braci Mniejszych, biskupa Córdoby (Argentyna). Urodził się on 11 maja 1826 roku w San José de Piedra Blanca (Argentyna) i zmarł 10 stycznia 1883 roku w La Posta de El Suncho (Argentyna). Do franciszkanów wstąpił w klasztorze w San Fernando del Valle de Catamarca 31 maja 1836. Śluby zakonne złożył 14 lipca 1842. Został wyświęcony na kapłana 18 października 1848. Następnie pracował jako nauczyciel. Po wojnie urugwajskiej 9 lipca 1849 Mamert Esquiú wygłosił kazanie, nawołujące do jedności wszystkich Argentyńczyków. Papież Leon XIII 27 lutego 1880 mianował go biskupem Córdoby. Sakra biskupia miała miejsce 12 grudnia 1880. Esquiú objął swą stolicę biskupią 17 stycznia 1881. Zmarł 10 stycznia 1883.

Trzeci dekret o cudzie (do beatyfikacji) dotyczy Wenezuelczyka, świeckiego Józefa Grzegorza Hernándeza Cisnerosa, urodzonego 26 października 1864 r. w Isnotú (Wenezuela) i zmarłego 29 czerwca 1919 r. w Caracas (Wenezuela). Był wybitnie wykształconym lekarzem- społecznikiem, leczył ubogich za darmo, a nawet kupował im leki za własne pieniądze. Pewnego dnia w 1919 roku, kiedy Hernández przyniósł lekarstwa do domu jednego ze swoich pacjentów w Caracas, został potrącony przez samochód i zabity. Pragnął zostać kapłanem, ale wątłe zdrowie na to nie pozwoliło.

Kolejny dekret (do beatyfikacji) dotyczy męczeństwa Służebnicy Bożej Marii Laury Mainetti, zakonnicy ze Zgromadzenia Córek Krzyża, Sióstr św. Andrzeja. Urodziła się w Colico (Włochy) 20 sierpnia 1939 r. i została zabita w Chiavenna (Włochy), z nienawiści do wiary, 6 czerwca 2000 r. Była dziesiątym dzieckiem Stefano Mainetti i Marceliny Gusmeroli. Była zakonnicą, a także pracowała jako nauczycielka w szkole Córek Krzyża. W dniu 6 czerwca 2000 roku odebrała telefon z prośbą, aby przyszła do młodej dziewczyny w ciąży, jednak nie było to prawdą. Wyszła z klasztoru, tam czekały na nią trzy dziewczyny Ambra, Veronica i Milena. Została wtedy zaatakowana nożami i zadano jej 19 ciosów. W dniu 25 października 2005 roku rozpoczął się jej proces beatyfikacyjny na szczeblu diecezjalnym, a w 2008 roku Stolica Apostolska zatwierdziła wniosek o rozpoczęcie procesu beatyfikacyjnego.

Piąty dekret dotyczy heroiczności cnót Służebnicy Bożej Glorii Marii od Jezusa Elizondo García, przełożonej generalnej Zgromadzenia Katechetek Misjonarek Ubogich; urodzonej 26 sierpnia 1908 roku w Durango (Meksyk) i zmarłej 8 grudnia 1966 roku w Monterrey (Meksyk).

CZYTAJ DALEJ

O dobrym spowiedniku

2020-07-15 09:52

[ TEMATY ]

spowiedź

sakramenty

cykl o sakramentach

Katolicki Toruń

Udzielając sakramentu pokuty, kapłan wypełnia posługę Dobrego Pasterza, który szuka zagubionej owcy; posługę dobrego Samarytanina, który opatruje rany; Ojca, który czeka na syna marnotrawnego i przyjmuje go, gdy powraca; sprawiedliwego Sędziego, który nie ma względu na osobę i którego sąd jest sprawiedliwy, a równocześnie miłosierny. Krótko mówiąc, kapłan jest znakiem i narzędziem miłosiernej miłości Boga względem grzesznika. (Katechizm Kościoła Katolickiego, 1465)

Katechizm Kościoła Katolickiego bardzo wyraźnie wskazuje na cechy, jakie powinien posiadać dobry spowiednik, Kogo w swojej posłudze reprezentuje, a zatem Kogo powinien naśladować.

Osoba podchodząca do konfesjonału powinna kierować się przede wszystkim wiarą w Bożą obecność, w to, że za chwilę ma stanąć nie przed człowiekiem, który zresztą jest tak samo grzeszny i słaby jak ona, ale przed miłosiernym Bogiem. Ważność tego sakramentu, jak każdego innego, nie zależy ani od wyglądu, ani od charakteru, ani od tego, czy lubimy lub nie tego księdza.

Z drugiej strony nikt nie może narzucić nam spowiednika. Jeżeli nie chcemy spowiadać się u danego księdza, nikt nie może nas do tego zmusić.

Jakie cechy powinien posiadać dobry spowiednik? Czym powinniśmy kierować się szukając swojego spowiednika?

Najpierw powinien być to człowiek wiary i głębokiego życia duchowego, bo to stawia go blisko Boga i czyni go wrażliwym na działanie Ducha Świętego. Dobry spowiednik jest świadomy, że "Chrystus jest tak pokorny, że słucha spowiedzi jednego grzesznika poprzez innego grzesznika". Powinien więc być człowiekiem pokornym, który wie, że tak naprawdę tym, który działa w sakramencie pojednania i który przemienia serce człowieka, jest Bóg. Jeżeli ten człowiek stanął przed konfesjonałem, to Bóg dał mu tę łaskę.

Dalej spowiednik powinien być cierpliwy, mądry, łagodny i delikatny w rozmowie i zadawaniu pytań. Powinien być dobrym słuchaczem, nie śpieszącym się i nie przerywającym nam w połowie zdania, lecz umiejącym wysłuchać tego, co mamy do powiedzenia, nie tylko naszych grzechów, ale także wątpliwości. Powinien być to człowiek, dla którego penitent w momencie spowiedzi staje się najważniejszy na świecie, jemu poświęca całą uwagę – bo przyszedł prosić o miłosierdzie, przyszedł do Ojca, który czekał na niego z utęsknieniem, "a gdy go zobaczył, wybiegł mu na spotkanie".

Spowiednik powinien też być osobą stanowczą, potrafiącą stawiać wymagania i oceniać nasze postępy bez względu na to, kim jesteśmy (tak w ogóle i dla niego).

Na koniec dobry spowiednik musi sam często korzystać z sakramentu pokuty i pojednania, musi mieć w sobie niegasnącą tęsknotę za dialogiem miłości z Bogiem, którego miejscem jest także konfesjonał. Jeżeli więc widzimy kapłana czy biskupa często klękającego do konfesjonału, nie dziwmy się temu. To dobry znak! Ten człowiek zna wartość tego sakramentu, sam doświadcza łaski, której staje się szafarzem, siadając z drugiej strony.

CZYTAJ DALEJ

Ukazało się watykańskie vademecum nt. walki z nadużyciami seksualnymi

2020-07-16 15:34

[ TEMATY ]

Watykan

Adobe Stock

Kongregacja Nauki Wiary wydała vademecum nt. walki z nadużyciami wobec nieletnich. Nie wprowadza ono żadnych nowych norm, tylko w przejrzysty sposób systematyzuje dotychczasowe zasady.

„To swoisty podręcznik, który krok po kroku wyjaśnia, jak biskupi i przełożeni zakonni mają postępować, gdy otrzymają zgłoszenie” – podkreśla abp Giacomo Morandi, sekretarz tej watykańskiej kongregacji, w gestii której leżą najcięższe przestępstwa, w tym przypadki nadużyć duchownych wobec nieletnich.

O przygotowanie tego swoistego podręcznika biskupi całego świata prosili w czasie nadzwyczajnego szczytu w sprawie przeciwdziałania nadużyciom, jaki w ubiegłym roku zwołał Papież Franciszek, zapraszając do Watykanu przewodniczących episkopatów z całego świata. Mówiono wówczas, że brakuje przejrzystego dokumentu systematyzującego wszystkie wprowadzone przez Kościół procedury nt. walki z nadużyciami. Obecne vademecum wychodzi naprzeciw tym oczekiwaniom.

30-stronnicowy tekst zawiera odpowiedzi na najczęściej pojawiające się pytania i wyznacza konkretne zasady działania praktycznie od momentu otrzymania zgłoszenia o nadużyciu do zakończenia procesu. Vademecum przypomina o konieczności skrupulatnego i dokładnego zweryfikowania każdego potencjalnego przypadku nadużycia ze strony duchownych, nawet jeśli pojawił się on wyłącznie w mediach, sieciach społecznościowych czy zgłoszenie napłynęło z anonimowego źródła.

„Jest to kolejne ważne narzędzie na drodze zdecydowanej walki z nadużyciami w Kościele. Przypomina, że musimy kierować się prawdą i sprawiedliwością, ale jednocześnie trzeba stawiać na odpowiednią formację i prewencję” – podkreśla abp Morandi. Sekretarz watykańskiej Kongregacji Nauki Wiary wskazuje, że wademekum będzie systematycznie aktualizowane o wszelkie nowe normy i zasady walki z nadużyciami, jakie będą się pojawiały w Kościele. Wszystko po to, by winni zostali pociągnięci do odpowiedzialności, a w przyszłości takie przestępstwa nigdy więcej nie miały już miejsca.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję