Reklama

Aspekty

W poszukiwaniu siebie

Pielgrzymka to czas poszukiwania siebie w świecie, w którym wszystko dzieje się szybko – w tym także relaks i wypoczynek. W czasie pielgrzymki wszystko się uspokaja. Idąc potrafimy na nowo odkrywać to, co na co dzień w pośpiechu szybko mijamy – mówi ks. Krzysztof Kocz

Niedziela zielonogórsko-gorzowska 28/2019, str. VI

[ TEMATY ]

pilegrzymka

Karolina Krasowska

Ks. Krzysztof Kocz jest przewodnikiem zielonogórskiej pielgrzymki na Jasną Górę

Ks. Krzysztof Kocz jest przewodnikiem zielonogórskiej pielgrzymki na Jasną Górę

Kamil Krasowski: – Wakacje to taki czas, w którym szczególnie myślimy o wypoczynku. Jedni wyjeżdżają nad morze, drudzy w góry, a jeszcze inni spędzają te kilkanaście dni na pielgrzymce. Dlaczego warto dołączyć do tych ostatnich i wyruszyć na Jasną Górę?

Ks. Krzysztof Kocz: – Na co dzień mamy wiele okazji, żeby wypocząć w różnej formule. Natomiast czas pielgrzymki to czas wakacji, gdzie zbiera się konkretna grupa ludzi, którzy decydują się nie tylko na taką formę przeżywania czasu wolnego, ale na coś więcej – spotykanie się z ludźmi, którzy wyruszyli na Jasną Górę, z ludźmi, których spotyka się w czasie drogi, ale przede wszystkim pielgrzymka jest to czas poszukiwania siebie w tym świecie, w którym wszystko dzieje się szybko – w tym także relaks i wypoczynek. Idąc potrafimy na nowo odkrywać to, co na co dzień w pośpiechu szybko mijamy, poczynając od świata zewnętrznego, po kilku dniach pielgrzymowania przechodząc do świata wewnętrznego, który jest w nas. Okazuje się, że jest w nas ogromne bogactwo, które ze swojej natury jest przeznaczone dla ludzi, z którymi żyjemy, a więc dla żony, męża, dzieci, dla księdza, współpracowników. To znaczy, że mamy w sobie pewne wartości, które zagubiliśmy, których nie potrafimy odkryć, bo po prostu biegamy. Natomiast pielgrzymka jest to czas, w którym odnajdujemy w sobie na nowo takie odruchy czysto ludzkie.

– Pod jakim hasłem odbędzie się tegoroczna 37. Piesza Pielgrzymka Diecezji Zielonogórsko-Gorzowskiej, która 2 sierpnia wyruszy z Zielonej Góry na Jasną Górę?

– W tym roku hasłem są słowa: „Otwarci na Ducha Świętego”. To znaczy, że jesteśmy nieustannie otwarci na działanie Ducha Świętego, co w czasie tegorocznej pielgrzymki będziemy starali się ukazać pielgrzymom i przez nich tym, z którymi będziemy się spotykali. W czasie konferencji będziemy podkreślać, że bycie w Kościele to ciągłe otwarcie się na Ducha Świętego w miejscu pracy, a także w miejscu rozrywki i wypoczynku. A więc będziemy chcieli pokazać zarówno młodym, jak i starszym, że trzeba wyjść z „katakumb” i że trzeba być otwartym na działanie Ducha Świętego w każdym miejscu, w którym się przebywa.

– Kto jest zaproszony do udziału w pielgrzymce?

– Zaproszeni są wszyscy, czasem trudno jest wygospodarować 12 dni na pielgrzymkę. W tym roku w ciągu tych kilkunastu dni pielgrzymowania są 2 weekendy, a więc 6 dni, czyli praktycznie połowa pielgrzymki, kiedy – pomimo pracy – można wziąć w niej udział. Chcemy pokazać szczególnie ludziom młodym, że Kościół to nie jest jakaś skostniała struktura, ale to jest zabawa, taniec, modlitwa, uśmiech i pomoc, a także aktywne włączenie się w to wszystko, co od strony wewnętrznej tworzy pielgrzymkę. Kościół to my, a więc nie możemy być tymi, którzy ciągle czegoś oczekują, a nic w zamian nie dają. Będziemy mieli tyle, ile każdy z nas da. Jeżeli włączymy w to młodzież, rodziny, to myślę, że może wyjść z tego dobra robota ewangelizacyjna.

– Jakie grupy wyruszą w tym roku w zielonogórskiej pielgrzymce na Jasną Górę?

– Wyruszy grupa z Krosna Odrzańskiego, a także grupy z Zielonej Góry: z parafii św. Józefa, z parafii Ducha Świętego, św. Franciszka, a także grupa z parafii św. Mikołaja w Raculi, którą reaktywuje tamtejszy nowy proboszcz. Próbujemy także zebrać nową grupę w Nowej Soli, jednak zobaczymy, czy się uda.

– Gdzie można zapisywać się na pielgrzymkę?

– Do wszystkich parafii zielonogórskich i okolicznych dekanatów zostały rozwiezione plakaty z informacją, gdzie można się zapisywać. Zasadniczo wyznaczyliśmy w Zielonej Górze cztery punkty, w których można to zrobić, w parafiach, o których mówiłem wcześniej. Ale oczywiście każdy pielgrzym może wybrać sobie grupę, z którą chce pielgrzymować i tam się zapisać.

– Jakie są formy pielgrzymowania oprócz czynnego udziału w pielgrzymce?

– Przez lata została stworzona grupa duchowych pielgrzymów, którzy ze względu na różne trudności nie mogą wyruszyć w pieszej pielgrzymce. Mogą jednak pozostając na miejscu przez modlitwę łączyć się z tymi, którzy będą pielgrzymować, a my w zamian będziemy się za nich modlić dziesiątką Różańca. Duchowi pielgrzymi mogą, ale nie muszą każdego dnia pielgrzymki gromadzić się w jednym z kościołów zielonogórskich i tam jako grupa przeżywać Eucharystię. Jest to oczywiście propozycja dla tych, którzy mogą. Niektóre parafie stworzyły trzecią możliwość pielgrzymowania. 11 sierpnia ok. godz. 23.00 wyruszają autobusy do ostatniego naszego miejsca noclegowego, czyli do Kłobucka. Ci, którzy dojadą, mogą przejść ten ostatni etap z pielgrzymami albo jechać dalej i oczekiwać na pozostałych na Jasnej Górze. Oczywiście zapraszam wszystkich do udziału w pielgrzymce i przeżycia tego szczególnego czasu razem z nami.

2019-07-10 09:42

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Pierwsi pielgrzymi wyszli z Warszawy na Jasną Górę

[ TEMATY ]

pilegrzymka

Bp Marek Solarczyk

37. Piesza Praska Pielgrzymka Rodzin Diecezji Warszawsko-Praskiej wyruszyła

37. Piesza Praska Pielgrzymka Rodzin Diecezji Warszawsko-Praskiej wyruszyła

W formie sztafety i duchowo – tak z powodu epidemii będą w tym roku pielgrzymować na Jasną Górę pątnicy ze stolicy. Pierwsi wyszli w środę z sanktuarium Matki Bożej Ostrobramskiej w Warszawie reprezentanci 37. Praskiej Pielgrzymki Rodzin na czele z bp Markiem Solarczykiem.

W czwartek 6 sierpnia wyjdą również tylko delegacje 309. Warszawskiej Pielgrzymki Pieszej oraz 309. Warszawskiej Pielgrzymki Pieszej Akademickich Grup "17".

Ci, którzy zostali na miejscu zaproszeni zostali do pielgrzymowania duchowego. Na tę formę w całości zdecydowali się np. uczestnicy 40. Warszawskiej Akademickiej Pielgrzymki Metropolitalnej, która na pątniczy szlak ruszała 5 sierpnia. Zaproponowali oni pątnikom wydarzenia stacjonarne w stołecznym kościele akademickim św. Anny.

"Pielgrzymka to wyjątkowy, rodzaj rekolekcji w drodze, kiedy człowiek zostawia dotychczasowe przyzwyczajenie, luksus, pozwalając się prowadzić Bogu i Jego opatrzności" – powiedział PAP biskup pomocniczy diecezji warszawsko-praskiej Marek Solarczyk, który w tym roku idzie już po raz piętnasty. Przyznał, że tegoroczne pielgrzymowanie będzie zupełnie inne. "Nie będzie śpiewów, wołania bracie czy siostro. Będziemy iść samotnie w milczeniu. Będzie to okazja do osobistej refleksji i modlitwy" – powiedział hierarcha.

W ramach 37. Praskiej Pielgrzymki Rodzin wraz z biskupem na Jasną Górę będzie szło jeszcze czterech księży. Codziennie będą się wymieniać pokonując po dwóch przeznaczony na dany dzień odcinek trasy.

W ocenie biskupa tegoroczna sytuacja związana z epidemią jest w jakiejś mierze podobna do tej sprzed stu lat, kiedy w tych sierpniowych dniach Warszawa przygotowywała się do obrony przed nacierającą armią bolszewicką.

"Na front nie poszli wszyscy, którzy chcieli, ale tylko mężczyźni w sile wielu oraz młodzież. Natomiast ogromna rzesza ludzi została w swoich domach, co nie znaczy, że im nie zależało. Łączyli się duchowo modląc się w świątyniach, po domach, przygotowując zaopatrzenie dla polskich żołnierzy, opatrując rannych, tych, którzy wracali z pola bitew" – zwrócił uwagę bp Solarczyk.

Zapewnił, że przemierzając kolejne kilometry w drodze na Jasną Górę będzie niósł wraz innymi kapłanami intencje wszystkich, którzy gdyby nie epidemia, podążyliby wraz z nimi. "Będziemy także w modlitwie pamiętali o tych, którzy co roku witali nas po drodze, wspierali, dzielili się tym, co mieli" – powiedział biskup.

Ze względu na bezpieczeństwo sanitarne również trasa 37. Praskiej Pielgrzymki Rodzin została zmieniona. Będą omijane miejsca, gdzie w ostatnim czasie notowano zakażenia. "Codzienne msze święte będziemy odprawiali na trasie, nie wchodząc do kościołów, ani żadnych kaplic" – poinformował bp Solarczyk.

Resztę pątników zaproszono do duchowego pielgrzymowania. "Jedną z from może być nawiedzanie tzw. kościołów nowennowych w diecezji warszawsko-praskiej, w których codziennie będzie msza święta celebrowane przez któregoś z biskupów, adoracja Najświętszego Sakramentu oraz Apel Jasnogórski – wszystko w ramach przygotowań do setnej rocznicy Bitwy Warszawskiej nazywanej Cudem nad Wisłą" – powiedział hierarcha.

Dla tych, którzy potrzebują nieco wysiłku fizycznego zdaniem bp. Solarczyka pewną formą może być pielgrzymowanie piesze do miejscowych sanktuariów. "Na terenie Warszawy jest na przykład konkatedra Matki Bożej Zwycięskiej, stołeczne sanktuarium Matki Bożej Łaskawej, Matki Bożej z Lourdes. W Sulejówku jest sanktuarium Matki Bożej Pocieszenia, w Loretto koło Wyszkowa - Matki Bożej Loretańskiej, czy w Mińsku Mazowieckim - Matki Bożej Anielskiej nazywanej Hallerowską" – zauważył duchowny.

W ramach duchowego wędrowania uczestnicy 40. WAPM każdego dnia w kościele akademickim św. Anny w Warszawie będą mogli spotykać się na mszach św. o godz. 20. Następnie oprawę do pielgrzymkowego Apelu Jasnogórskiego zapewnią poszczególne grupy pielgrzymkowe – np.: 5 sierpnia grupa czarno-biała, 6 sierpnia - czerwona, a ostatniego dnia (14 sierpnia) - grupa biało-zielona.

"Wszystkim uczestnikom pielgrzymki zostaną zapewnione +Przewodniki duchowe+ oraz inne materiały, które pomogą duchowo przeżyć ten czas" – zapewnił przewodnik i rektor kościoła akademickiego św. Anny ks. Krzysztof Siwek. Dodał, że oprócz transmitowania wydarzeń stacjonarnych każdego dnia będą internetowe transmitowane na żywo, m.in. godzinki, konferencje, różaniec i koronka do miłosierdzia Bożego.

Specjalny program duchowy przygotowała także Warszawska 309. Warszawska Pielgrzymka Piesza zwana paulińską. W dniach 6-14 sierpnia, pielgrzymi będą łączyć się na codziennej mszy św. w kościele Świętego Ducha w Warszawie. Liturgie z konkretnym przesłaniem na dany dzień będą celebrowane o godz. 9 i 17. Myślą przewodnią rekolekcji, które poprowadzi paulin o. Zbigniew Ptak, będą słowa - "Jak rozkochać się w mszy świętej".

W ramach 309. Warszawskiej Pielgrzymki Pieszej Akademickich Grup "17" 6 sierpnia "fizycznie w drogę wyruszą jedynie przewodnicy grup. "Codzienne msz święte w kościołach i sanktuariach na trasie będą transmitowane dla pątników duchowych za pośrednictwem radia PallottiFM oraz w telewizji internetowej PallottiTV" - powiedział przewodnik pallotyn ks. Wojciech Świderski SAC.

Co roku pątnicy idą na Jasną Górę na przypadającą 15 sierpnia uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny. (PAP)

CZYTAJ DALEJ

Dziś święto Archaniołów Michała, Gabriela i Rafała

2020-09-29 09:04

[ TEMATY ]

archaniołowie

W końcu września obchodzimy święto Archaniołów Michała, Gabriela i Rafała. Dzień im poświęcony – 29 września – istnieje w naszym kościelnym kalendarzu dopiero od 1969 r. – od czasów reformy liturgicznej. Papież Bonifacy I w V w. poświęcił św. Michałowi bazylikę w Rzymie i nakazał corocznie, właśnie 29 września, obchodzić rocznicę tego faktu.

Do czasów wspomnianej reformy obchodzono ich święta osobno: św. Gabriela 24 marca, a św. Rafała 24 października. Po reformie wspominamy ich już razem.

Imię Michał, wzięte z hebrajskiego, znaczy „Któż jak Bóg”. Św. Michał w Piśmie Świętym wymieniany jest pięć razy. W najbardziej wymowny sposób czyni to autor ostatniej księgi Pisma Świętego, czyli Apokalipsy – św. Jan Apostoł.

Imię Gabriel znaczy: „Mąż Boży”. Z tym imieniem spotykamy się w Starym Testamencie w księdze proroka Daniela, a Ewangelista Łukasz opisuje najpiękniejszą misję, jaką spełnił św. Gabriel – zwiastowanie Najświętszej Maryi Pannie narodzenia Pana Jezusa – Syna Bożego, oraz zwiastowanie Zachariaszowi w świątyni w Jerozolimie narodzenia syna – św. Jana Chrzciciela.

Hebrajskie imię Rafał znaczy: „Bóg uleczył”. Jest ono związane z biblijną opowieścią o Tobiaszu. W tej opowieści św. Rafał mówi sam o sobie: „Ja jestem Rafał, jeden z siedmiu aniołów, którzy stoją w pogotowiu i wchodzą przed majestat Pański”.

Kim są Archaniołowie?

Św. Grzegorz Wielki w swoich homiliach określił to w taki sposób: „Powiedzieliśmy, iż jest dziewięć chórów anielskich, a mianowicie wiemy z Pisma Świętego, iż są aniołowie, archaniołowie, moce, potęgi, księstwa, panowania, trony, cherubini i serafini” (za: Grzegorz Wielki, „Homilie na Ewangelie”, Warszawa 1970). Najwięcej o tych duchach niebieskich pisał św. Tomasz z Akwinu, zwany często Doktorem Anielskim. Warto poczytać jego „Sumę teologiczną” w części poświęconej istotom niebieskim.

Niestety dzisiejsza moda na różne „aniołki” zbanalizowała naszą relację do nich i choć modlitwa „Aniele, stróżu mój” jest często pierwszą modlitwą, jakiej się uczymy na pamięć, to im jesteśmy starsi, tym szybciej zapominamy o tej „dziecięcej” wierze. Tymczasem aniołowie, a więc i archaniołowie istnieją i wciąż są posłańcami Boga wobec ludzi. Na szczęście ich istnienie nie jest zależne od naszej wiary.

Warto pamiętać o tych istotach w naszych codziennych modlitwach i prosić ich o wstawiennictwo w różnych intencjach. Bardzo możliwe, że popularność imion: Michał i Rafał świadczy o naszej mniej lub bardziej świadomej tęsknocie za nimi.

Święci Archaniołowie są dziś szczególnie potrzebni Kościołowi. Czy dzisiejsza „nowoczesna” kultura nie propaguje postawy przeciwnej do hasła „któż jak Bóg”? Czy „mąż Boży” nie jest synonimem staromodnego konserwatysty w opozycji do nowoczesnego liberała? „Bóg uzdrawia” to także zaprzeczenie dzisiejszej mentalności. Przecież to nauka uzdrawia, nasze zdrowie jest w naszych rękach – „cudowne uzdrowienia” nie istnieją wcale, a w najlepszym przypadku są naturalne, tyle że z „nieznanych przyczyn”.

Wśród różnych stowarzyszeń i zgromadzeń poświęconych właśnie archaniołom, chyba najbardziej znani są michalici – Zgromadzenie św. Michała Archanioła (CSMA), wspólnota kapłanów i braci zakonnych założona na początku XX wieku przez bł. księdza Bronisława Markiewicza. Patronem Zgromadzenia jest św. Michał Archanioł. Przypomnijmy, że właśnie michalitą był zmarły tragicznie w 2001 r. bp Jan Chrapek organizator ostatnich podróży św. Jana Pawła II do Polski. Jest też żeńska gałąź tego zgromadzenia – siostry michalitki (CSSMA).

Święci Archaniołowie Michale, Gabrielu i Rafale, módlcie się za nami!

CZYTAJ DALEJ

Ameryka: polowanie na policję

2020-09-29 15:27

[ TEMATY ]

Stany Zjednoczone

justasc/Fotolia.com

O ile w przypadku feralnego zatrzymania George'a Floyda, które zakończyło się śmiercią podejrzanego, policjanci najprawdopodobniej faktycznie złamali prawo i przekroczyli swoje uprawnienia, o tyle wobec wielu innych interwencji, po których również wybuchały masowe uliczne protesty, takie zarzuty są już całkowicie nieuprawnione. Komu zależy, by na amerykańskich ulicach panował chaos i niepokoje społeczne?

Po tragicznej w skutkach akcji funkcjonariuszy z departamentu policji w Minneapolis w stanie Minnesota, w wyniku której śmierć poniósł czarnoskóry mężczyzna i były przestępca George Floyd, Ameryka stanęła w płomieniach. Na ulice największych tutejszych metropolii - od Nowego Jorku przez Chicago, aż po Los Angeles - wyszły tłumy ludzi protestujących przeciwko zjawisku rzekomego rasizmu instytucjonalnego, który ich zdaniem cały czas istnieje po drugiej stronie Atlantyku w szeregach amerykańskiej policji. Obszernie opisywałem to na łamach “Niedzieli” w dostępnym w Internecie artykule pt. “Śmierć, która podpaliła Amerykę”.

Po drugiej stronie Atlantyku istnieje pojęcie “cienkiej, niebieskiej linii” - namalowana na czarnym tle stanowi nieoficjalny symbol policji. Często przedstawiana jest na czarno-białej fladze USA i oznacza oficerów policji, którzy oddzielają społeczeństwo od przestępców, stanowiąc swoistą tarczę między dobrem a złem. Noszona jest nie tylko przez aktywnych i były funkcjonariuszy, lecz równie często przez cywilów okazujących przy jej pomocy swoją wdzięczność i szacunek dla służb mundurowych. W odpowiedzi na nieprzychylny wobec policji ruch “Black Lives Matter” powstał drugi slogan: “Blue Lives Matter” (ang. “Niebieskie życie ma znaczenie”). Hasło odnosi się do przedstawicieli policji, którzy każdego dnia narażają własne zdrowie i życie, by chronić społeczeństwo. Jako wieloletni i baczny obserwator amerykańskiej kultury i stylu życia, podziwiałem to niezwykle pozytywne nastawienie zwykłych obywateli do tamtejszej policji, niespotykane w takim stopniu nigdzie indziej w świecie. Cechował je ogromny szacunek i wdzięczność za poświęcenie oficerów. “Ktoś musi narażać swoje życie, by ktoś inny mógł spać spokojnie” - mówiło wielu Amerykanów. Mówią nadal, choć w ostatnich latach takich głosów niestety ubywa. Ogromna i masowa niechęć do policji, która coraz częściej staje się udziałem środowisk kojarzonych z amerykańską lewicą, stanowi całkowite zaprzeczenie tej prawidłowości, będącej przez lata nieodzownym elementem amerykańskiego patriotyzmu i tutejszego stylu życia.

Krytycy amerykańskiej policji zarzucają jej m.in. nadmierną brutalność oraz rzekomą skłonność do nader częstego sięgania po broń palną. Aby zrozumieć zachowanie funkcjonariuszy po drugiej stronie Atlantyku, należy zrozumieć realia w jakich muszą oni funkcjonować oraz wyzwania, z którymi codziennie mierzą się tocząc trudną walkę z przestępczością. W wielu rejonach kraju aktywność kryminalistów jest na bardzo wysokim poziomie, stąd praca amerykańskiego gliniarza jest często dużo bardziej niebezpieczna, niż jego europejskich kolegów. Amerykański bandyta także na ogół różni się od swojego europejskiego odpowiednika pod tym względem, że zdecydowanie częściej uzbrojony jest w nielegalnie posiadaną broń palną.

“Kultura gangów i masowa proliferacja broni w społeczeństwie sprawiają, że amerykańska policja jest wystawiona na ogromne ryzyko. Policjanci obawiają się o swoje bezpieczeństwo, gdyż w Ameryce mają znacznie więcej kontaktu z przemocą, niż w jakimkolwiek innym państwie na świecie.” - mówi “Niedzieli” doktor Gregory Brown, były kanadyjski policjant, obecnie wykładowca kryminalistyki na uniwersytecie Carleton w Ottawie oraz badacz amerykańskiej policji.

“Jest takie powszechne przekonanie na świecie, że kanadyjscy gliniarze i amerykańscy gliniarze są zupełnie inni. Tak naprawdę są niemal identyczni. Prowadziłem badania w amerykańskich departamentach policji, obserwowałem tamtych funkcjonariuszy i oni byli dokładnie tacy, jak moi funkcjonariusze w Kanadzie. Mieli to samo podejście, ten sam poziom wykształcenia, wyglądali tak samo, zachowywali się tak samo. Różnica jest taka, że amerykańscy policjanci mają znacznie więcej interwencji, w trakcie których zostaje użyta przemoc. To moim zdaniem tłumaczy tą diametralną przepaść w ilości osób zastrzelonych przez policję.” - dodaje

Politycy partii demokratycznej akcentując ten problem często sugerują konieczność ograniczenia prawa do posiadania broni praworządnym obywatelom, jako rzekome panaceum na niepokojące statystyki kryminalne. Takie rozwiązanie jest jednak całkowicie błędną koncepcją, ponieważ problemem nie jest legalnie pozyskana broń w rękach uczciwych i przestrzegających prawa Amerykanów, a nielegalne pistolety i karabiny, którymi dysponuje amerykański półświatek. Proponowane przez tutejszą lewicę zmiany legislacyjne w tej kwestii zakładają przeważnie rozbrojenie jedynie praworządnych obywateli, ułatwiając tym samym “pracę” wszelakiej maści przestępcom. Amerykańscy policjanci, jako ta grupa społeczna, która ma w tej kwestii najwięcej do powiedzenia, w zdecydowanej większości popierają prawo do posiadania broni przez praworządnych obywateli, podkreślając że zwiększa ono poziom bezpieczeństwa w społeczeństwie.

Amerykańska firma Lexipol zajmująca się definiowaniem zagrożeń i problemów dotyczących bezpieczeństwa, a także badaniem, szkoleniem oraz analizą potrzeb amerykańskich służb mundurowych, przeprowadziła zakrojone na szeroką skalę badanie opinii policjantów w USA w temacie posiadania broni palnej przez zwykłych obywateli. Ponad 91 proc. ankietowanych funkcjonariuszy wyraziło przekonanie, że postulowany przez liberałów zakaz karabinków samopowtarzalnych, często błędnie określanych w Ameryce tzw. “bronią szturmową” (m.in. modele AR-15 oraz cywilne wersje karabinków AK), albo nie będzie miał żadnego wpływu na przestępczość z użyciem przemocy, albo będzie on wręcz negatywny. Tyle samo policjantów odpowiedziało, że popiera prawo do ukrytego noszenia broni palnej przez niekaranych i zdrowych na umyśle obywateli. Wielu z nich stwierdziło, że uzbrojeni obywatele to ważny atut w ograniczaniu rozlewu krwii w trakcie strzelanin. W tej samej ankiecie aż 86 proc. policjantów stwierdziło, że liczba ofiar w analizowanych przez nich masowych strzelaninach byłaby albo zmniejszona, albo zredukowana do zera, gdyby na miejscu zdarzenia znajdowali się uzbrojeni w broń palną, praworządni obywatele. Wśród nich 80 proc. uważała, że pozwoliłoby to ograniczyć liczbę ofiar śmiertelnych, natomiast 60 proc. była zdania, że dzięki temu całkowicie udałoby się ich uniknąć. Ankietę przeprowadzono w kwietniu 2013 roku na próbie ponad 15 tys. amerykańskich policjantów.

Polowanie na policję

Wspierając obecną wśród części społeczeństwa silną niechęć do policji, coraz częściej przeradzającą się w jawną i otwartą nienawiść, politycy partii demokratycznej stąpają po bardzo cienkim lodzie. W ten sposób podważają ład prawny po drugiej stronie Atlantyku, zagrażając praworządności w Stanach Zjednoczonych. Na groźne skutki takiego działania, tej bezpardonowej nagonki na policję, nie trzeba było długo czekać. W Chicago, głównym ośrodku polonijnym w USA, rozpoczęło się prawdziwe polowanie na funkcjonariuszy służb mundurowych. Pod koniec sierpnia FBI ostrzegła departament policji z Chicago o niebezpiecznym sojuszu przeciwko chicagowskiej policji, jaki miał zostać zawiązany pomiędzy lokalnymi gangami. Gangsterski pakt ma zakładać strzelanie do każdego policjanta w mundurze Chicago Police Department, który zostanie przez bandytów dostrzeżony na ulicy z wyciągniętą bronią. Według informatora federalnego biura śledczego bandyci mają wyszukiwać funkcjonariuszy na służbie, nagrywać ich, gdy Ci mają dobytą swoją broń, a następnie strzelać do nich próbując zabić ich na wizji. W ten sposób gangi chcą przyciągnąć uwagę amerykańskich mediów. W raporcie FBI mowa o możliwym sojuszu pomiędzy 36 różnymi gangami. W rozmowie z konserwatywną telewizją “Fox News”, rzecznik prasowy chicagowskiej policji potwierdził, że jego departament otrzymał takie ostrzeżenia oraz dodał, że są one traktowane bardzo poważnie, a policja z Chicago dołoży wszelkich starań, by zapewnić bezpieczeństwo swoim funkcjonariuszom.

“We wszystkich strzelaninach gangów w 2020 roku najbardziej ucierpiały dzieci w wieku szkolnym. To one i niewinni ludzie płacą życiem w lokalnych wojnach gangów.” - mówi w rozmowie z “Niedzielą” polski jutuber i dokumentalista Mikołaj “Vonsky” Teperek, twórca kanału na YouTube pt. “Niepoprawny Dyplomata” oraz autor filmu dokumentalnego o pracy chicagowskiego policjanta pt. “Hello officer, how are you?”, który udostępniamy do obejrzenia na dole artykułu.

“Amerykańscy policjanci nie zasłużyli sobie na bycie celem, ponieważ to właśnie oni najczęściej stają między napastnikiem a niewinną ofiarą.” - dodaje Mikołaj Teperek.

Jak podał dziennik “Chicago Sun-Times”, w ostatni weekend sierpnia w trakcie przeprowadzania kontroli drogowej dwóch chicagowskich policjantów zostało postrzelonych na służbie, w tym jeden ciężko. Nie wiadomo, czy miało to związek z paktem pomiędzy gangami, o którym niedługo później rozpisała się amerykańska prasa. Wiadomo natomiast, że na South Side w Chicago ofiarą gangsterów padła listonoszka. Kobieta została z zimną krwią czterokrotnie postrzelona w brzuch. Dlaczego? Bandyci pomylili jej uniform U.S. Postal Service z mundurem policyjnym. To miała być egzekucja na przypadkowej policjantce.

W trakcie tego samego weekendu odnotowano także wzmożone ataki na policjantów w innych częściach kraju. Pięciu funkcjonariuszy zostało rannych w Waszyngtonie, stolicy USA oraz dwóch, w tym jeden śmiertelnie, w Saint Louis w stanie Missouri. Ponadto do postrzeleń policjantów doszło również w Dallas w Teksasie, Oakland w Kalifornii, Daytona Beach na Florydzie oraz Middletown w stanie Nowy Jork.

Cytowany przez konserwatywny dziennik “New York Post” David Brown, szef departamentu policji z Chicago, stwierdził na konferencji prasowej, że ludzie próbują atakować policjantów i “jest to coś więcej, niż sugestia”. Brown przywołał niepokojącą statystykę, według której tylko w tym roku 10 chicagowskich policjantów zostało postrzelonych, a 41 kolejnych znalazło się pod ostrzałem, choć szczęśliwie zostali ominięci przez wystrzelone w ich kierunku kule. Jak podkreślił, liczby te są kilkukrotnie większe, niż w jakimkolwiek innym roku w historii miasta Chicago, co oznacza, że wielu ludzi naprawdę obrało funkcjonariuszy na celownik i chce wyrządzić im krzywdę.

Kolejne dni przyniosły więcej ataków na przedstawicieli amerykańskich służb mundurowych. W połowie września w położonym w kalifornijskim hrabstwie Los Angeles mieście Compton, niezidentyfikowany bandyta poważnie postrzelili dwóch zastępców szeryfa z biura szeryfa hrabstwa Los Angeles - największej tego typu instytucji w Stanach Zjednoczonych. Do strzelaniny doszło w sobotni wieczór 12 września. Funkcjonariusze przebywali na służbie znajdując się w swoim radiowozie, kiedy od tyłu zaszedł ich ubrany na czarno mężczyzna. Przez szybę samochodu oddał z bliskiej odległości kilka strzałów w kierunku pracowników biura szeryfa, a następnie oddalił się z miejsca zdarzenia. Poszkodowani to 31-latka oraz 25-latek, oboje ciężko ranni trafili do szpitala Św. Franciszka w miejscowości Lynwood w hrabstwie Los Angeles, gdzie lekarze stoczyli walkę o ich życie. Bandyta odpowiedzialny za atak na funkcjonariuszy biura szeryfa jest poszukiwany przez amerykańską policję. W całej sprawie przeraża fakt, że pod szpitalem, do którego trafili ranni zastępcy szeryfa zgromadziła się grupa protestujących, którzy próbowali blokować przejazd karetek pogotowia ratunkowego.

Przemawiając na swoim wiecu wyborczym w Las Vegas w stanie Nevada, prezydent Donald Trump stwierdził wprost, że mordercy policjantów powinni być skazywani na karę śmierci.

Fałszywa teza

Teza stawiana przez protestujących zakłada, że przypadki niezgodnego z prawem i procedurami zachowania pojedynczych funkcjonariuszy, to nie uprzedzenia rasowe czy brak profesjonalizmu tych konkretnych policjantów, a większy instytucjonalny problem sugerujący rasizm obecny w całych departamentach amerykańskiej policji oraz fakt przyzwolenia na taki stan rzeczy wśród przełożonych. To całkowicie kłamliwa narracja, która nie znajduje odzwierciedlania w rzeczywistości. Owszem, do patologicznych i skrajnie karygodnych interwencji co jakiś czas w Ameryce dochodzi, trudno jednak za pojedyncze przypadki obwiniać całą społeczność policyjną, a to właśnie robią działacze BLM i im podobni protestujący. Jest rzeczą wielce niepokojąca, że na tym cynicznym kłamstwie kapitał polityczny próbują zyskiwać czołowi politycy partii demokratycznej.

Pod koniec sierpnia na ulicach miasta Kenosha w stanie Wisconsin doszło do interwencji funkcjonariuszy lokalnego departamentu policji, w wyniku której poważnie ranny został czarnoskóry mężczyzna Jacob Blake. Chociaż w tym wypadku użycie przez policjantów broni palnej wydawało się działaniem w pełni usprawiedliwionym, na mundurowych spadła fala krytyki ze strony lewicy i aktywistów “Black Lives Matter”. Interwencja stała się motorem napędowym dla kolejnej fali protestów przeciwko rzekomej brutalności i rasizmowi policji, która ponownie przetoczyła się przez Amerykę siejąc chaos, zniszczenie, liczne społeczne niepokoje, a także doprowadzając do rozlewu krwii i śmiertelnych postrzeleń.

“Ten człowiek był poszukiwany, zgwałcił swoją żonę, ukradł jej samochód, gdy policja próbowała go zatrzymać, opierał się. Funkcjonariusze użyli paralizatora, ale ten na niego nie zadziałał. Mężczyzna zaczął odchodzić od policjantów, próbował dostać się do samochodu, w którym były dzieci. Jestem pewien, że policjanci byli przekonani, że zamierza znowu ukraść samochód i zabrać dzieci ze sobą. Teraz są dowody na to, że na podłodze przy siedzeniu kierowcy znajdował się nóż. Może funkcjonariusze widzieli, że sięga po nóż, może bali się, że skrzywdzi dzieci, albo siebie, albo policjantów.” - zwraca uwagę doktor Gregory Brown.

Zaledwie po tygodniu protestów na ulicach położonego w stanie Wisconsin, niegdyś spokojnego i cichego miasteczka Kenosha, Shelly Billingsley - dyrektorka departamentu robót publicznych w miejskim ratuszu - oszacowała straty z tytułu zniszczonego mienia publicznego na kwotę ponad 2 milionów dolarów. Do tego należy jednak doliczyć jeszcze zdewastowane mienie prywatne - zniszczone sklepy, spalone samochody. Bilans strat finansowych jest zatem znacznie większy. Nie sposób przełożyć jednak na pieniądze fizycznych krzywd wyrządzonych Amerykanom brutalnie atakowanym przez bojówkarzy. Nienawiść na tle politycznym jeden ze zwolenników prezydenta Trumpa przypłacił własnym życiem - został zamordowany na ulicach miasta Portland przez jednego z członków Antify.

Biden - cyniczny sędzia

Do postrzelenia 29-cio letniego, czarnoskórego Jacoba Blake doszło w niedzielę 23 sierpnia. Już następnego dnia Joe Biden, kandydat partii demokratycznej w wyborach prezydenckich 2020, wypowiedział się w tej sprawie zajmując jasne stanowisko, w którym odpowiedzialnością za postrzelenie mężczyzny obarczył policjantów biorących udział w akcji. Polityk nie czekał na dochodzenie i wyniki śledztwa, zamiast tego z góry założył winę funkcjonariuszy. Dlaczego? Swoją narracją chciał wpisać się w trwającą na amerykańskiej lewicy nagonkę na policję i tym samym przypodobać się protestującym aktywistom z ruchu “Black Lives Matter” oraz sympatykom skrajnej lewicy. W tych grupach bowiem Biden upatruje swój potencjalny elektorat. Kandydat demokratów stwierdził, że policjantów należy pociągnąć do odpowiedzialności. Jednocześnie zupełnie przemilczał ewentualną winę podejrzanego, który w agresywny sposób stawiał opór funkcjonariuszom, nie reagował na wydawane mu polecenia, swoim zachowaniem stanowiąc realne i bezpośrednie zagrożenie życia i zdrowia - nie tylko dla policjantów, lecz także dla osób postronnych, w tym dla jego własnych dzieci, które w tym czasie siedziały w samochodzie. Czy tak zachowuje się osoba aspirująca do roli lidera Ameryki?

Przemawiając na odbywającej się w Białym Domu konwencji wyborczej partii republikańskiej, prezydent Donald Trump nazwał zbliżające się wybory najważniejszymi w historii Stanów Zjednoczonych. Nigdy wcześniej, jak stwierdził, Amerykanie nie mieli tak wyraźnego wyboru pomiędzy dwiema zupełnie różnymi wizjami filozoficzno-politycznymi. Prezydent Trump podkreślił, że nadchodzące wybory zadecydują o tym, czy uda się obronić amerykański styl życia i wartości wyrażone w koncepcji “amerykańskiego snu”, czy też pozwolimy, by socjaliści ze swoją agendą zrujnowali umiłowane przeznaczenie Ameryki. Nie zabrakło także odwołań do szkodliwej zdaniem prezydenta działalności partii demokratycznej, która wspiera i podgrzewa niepokoje społeczne, antagonizuje społeczeństwo próbując nastawić wyborców przeciwko policji.

“Na konwencji partii demokratycznej Joe Biden i jego partia stale atakowali Amerykę, jako kraj rasowej, ekonomicznej i socjalnej niesprawiedliwości. Więc dziś zapytam prostym pytaniem: jak może partia demokratów prosić, by przewodzić naszemu krajowi, kiedy spędza tak wiele czasu niszcząc go?” - pytał Trump. Słowa te publiczność przyjęła owacjami na stojąco.

Aktywiści ruchu “Black Lives Matter” sugerują, że w identycznej sytuacji wobec białego podejrzanego oficerowie zachowywaliby się inaczej - w domyśle łagodniej oraz w bardziej wyrozumiały sposób. Mieliby rzekomo nie stosować tak poważnych środków przymusu bezpośredniego np. użycia broni palnej. Problem w tym, że analizując tego typu przypadki, takiej narracji po prostu nie da się obronić.

William Barr, prokurator generalny USA w wywiadzie udzielonym liberalnej telewizji CNN stwierdził, że instytucjonalny rasizm nie występuje w amerykańskiej policji. Z kolei prezydent Trump oraz liczni republikańscy politycy i konserwatywni komentatorzy zarzucali kandydatowi demokratów Joemu Bidenowi, że ten nie potępił przemocy, do której dochodziło w trakcie protestów w USA. Ostatecznie kandydat lewicy zdobył się na takie oświadczenie, jednak zdaniem wielu zrobił to zbyt późno i w niewystarczający sposób.

Terroryści z Antify

Spontaniczne protesty oraz te organizowane przez potężny lobbingowo ruch “Black Lives Matter” i jemu podobne organizacje, szybko przeradzają się w pełne przemocy uliczne zamieszki, również dlatego, że są podsycane przez skrajnie lewicowych zadymiarzy m.in. związanych z niezwykle groźną Antifą. W maju b.r. prezydent Donald Trump zapowiedział uznać ją za organizację terrorystyczną. Za pośrednictwem swojego konta na Twitterze pisał wówczas: “Stany Zjednoczone uznają ANTIFĘ za organizację terrorystyczną”. Obecny gospodarz Białego Domu podnosił jednak ten temat już wcześniej. Latem 2019 roku na ulicach amerykańskiego miasta Portland położonego w stanie Oregon na zachodnim wybrzeżu USA, doszło do serii starć między skrajnie prawicowymi i skrajnie lewicowymi manifestacjami. Odkąd republikanin Donald Trump wygrał wybory prezydenckie w listopadzie 2016 roku aktywności ekstremistów z lewicowych bojówek działających pod auspicjami m.in. Antify znacznie przybrała na sile, podobnie jak starcia pomiędzy zwolennikami i przeciwnikami urzędującego prezydenta. Do tego typu konfrontacji w skali całego kraju dochodziło jednak już wcześniej, a iskrą wywołującą zapłon bywały różne wydarzenia począwszy od postrzeleń czarnoskórych obywateli przez policję, po kontrowersje związane z obalaniem pomników Konfederacji, na wyborczym zwycięstwie Donalda Trumpa kończąc.

Wielu komentatorów podkreśla, że niepokoje społeczne i przemoc na ulicach amerykański miast, a także podgrzewająca je antypolicyjna narracja partii demokratycznej zwiększają szansę na reelekcję prezydenta Donalda Trumpa. Niechęć do amerykańskiej policji, liczne ataki na funkcjonariuszy i chaos na protestach “Black Lives Matter” to kolejne wyzwanie, przed którym stoi Ameryka Anno Domini 2020.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję