Reklama

Kościół

Gorliwość w służbie

Dla Maryi i prymasa

Wielka Nowenna, peregrynacja jasnogórskiego wizerunku, program obchodów milenium chrztu Polski… Prymas decyduje się na zorganizowanie środowiska, które podejmie trud budowania polskiej drogi maryjnej.

Niedziela Ogólnopolska 18/2020, str. 18-20

[ TEMATY ]

kard. Stefan Wyszyński

prymas Polski

beatyfikacja kard. Wyszyńskiego

Maryjne drogi kard. Wyszyńskiego

Archiwum Instytutu Prymasowskiego Stefana Kardynała Wyszyńskiego

Kard. Stefan Wyszyński z Marią Okońską oraz członkiniami Instytutu na audiencji prywatnej u papieża Jana Pawła II, 1979 r.

Kard. Stefan Wyszyński z Marią
Okońską oraz członkiniami Instytutu
na audiencji prywatnej u papieża
Jana Pawła II, 1979 r.

Ten szlak jest nieprzetarty, wszystko trzeba budować od początku, a warunki do pracy są trudne. Rządy sprawują w kraju komuniści, w których programie jest unicestwienie Kościoła. Tymczasem kard. Stefan Wyszyński chce Kościół umocnić i rozwinąć!

To, co zaplanował, wymaga wiele pracy. To dlatego decyduje się na powołanie przy Episkopacie Polski specjalnej komórki – Komisji Maryjnej.

Reklama

Minął zaledwie miesiąc od powrotu z Komańczy. Jest 3 grudnia 1956 r., w maryjnym kalendarium widnieje wspomnienie Matki Bożej Zwycięskiej. To dobra data, by zorganizować na Jasnej Górze spotkanie sześciu osób i omówić prymasowską ideę powołania do życia zespołu odpowiedzialnego za realizację Ślubów Narodu.

Jasnogórskie ślubowania muszą mieć swój ciąg dalszy – mają wpisać w codzienność narodu ewangeliczne cnoty.

Nie dziwi zatem, że kardynał decyduje się nadać temu zespołowi najwyższą rangę. Staje się on „Komisją Maryjną do spraw realizacji Ślubów Narodu”, działającą przy Episkopacie Polski. (Z czasem nazwa komisji zostanie skrócona do pierwszych dwóch słów).

Reklama

W protokole z pierwszego spotkania zanotowano: „Trzeba przygotować cały naród do ponowienia Jasnogórskich Ślubów w dniu 5 maja 1957 r. Aby pracy tej nadać charakter jednolity i bardziej intensywny, prymas powołuje do pomocy Komisję Maryjną...”.

Żyć ślubami

Prymas Wyszyński chce, aby cały naród świadomie wszedł na drogę naśladowania Maryi i czerpania duchowych mocy z Jej Niepokalanego Serca. Dlatego proponuje, by w pierwszą niedzielę po uroczystości Matki Bożej Królowej Polski we wszystkich parafiach została raz jeszcze odmówiona rota Ślubów Jasnogórskich. Zgromadzeni pod Jasną Górą w sierpniu 1956 r., wypowiadający Śluby Jasnogórskie, to tylko przedstawiciele narodu. Nie wszyscy Polacy wypowiedzieli słowa przyrzeczeń. Teraz mają ku temu sposobność. Cała Polska w dniu swej Królowej ma do Niej zawołać: „Przyrzekamy!”.

Na tym osobistym ślubowaniu będzie można budować maryjną świętość narodu.

„I patrzymy spokojnie w przyszłość. Chociażby się poruszyły niebiosa i ziemia, nic to, Najmilsi, gdy Ona, «obleczona w słońce», włada światem, gdy Ona zwycięża i ściera głowę węża. Moc Polski katolickiej jest w tej chwili w Niej, bo Bóg tak chce. To jest nasza nadzieja” – woła prymas.

Wie, że ludzi trzeba przygotować do tej drogi, więc Komisja Maryjna otrzymuje pierwsze polecenie: opracowanie listu pasterskiego, który podpiszą wszyscy biskupi. Będzie on odczytany we wszystkich parafiach przed niedzielą odnowienia ślubowań. Zostanie w nim wytłumaczona ranga wypowiadanych słów – znaczenie maryjnego ślubowania.

Budować nową pobożność

Komisja ma się zająć sprawą najważniejszą dla prymasa – umacnianiem nowej formy pobożności maryjnej w Polsce. Właściwie nie należy mówić o czymś nowym, bo ta forma maryjności zawsze była obecna w Kościele i historii Polski. Charakteryzowała jednak nie tyle zwykłych katolików, ile ludzi świętych. Teraz prymas pragnie, by Maryja stała się bliska każdemu członkowi Kościoła w Polsce.

Po sierpniu 1956 r. tradycyjny kult maryjny, skupiający się na celebrowaniu nabożeństw i odprawianiu modlitw, na uciekaniu się do Maryi i śpiewaniu Jej pieśni dziękczynnych, ma zostać utwierdzony naśladowaniem Maryi. Naśladowanie życia Matki Bożej nie jest dla prymasa uzupełnieniem czy dodatkiem do tradycyjnej pobożności, wyrażającej się w procesjach i nabożeństwach. To jest jego priorytet – on wie, że prawdziwa pobożność, która owocuje świętością i przemienia świat, nie polega na czymś zewnętrznym, ale jest sprawą serca: polega na naśladowaniu Maryi – najdoskonalszej uczennicy Jezusa.

Teologowie powiedzieliby, że „maryjność do” ma nie zniknąć, lecz stać się owocem „maryjności jak”. Przede wszystkim staramy się żyć tak jak Ona, zaś owo „do” ma dawać ludziom siłę do wytrwania w cnotach Matki Najświętszej. Jesteśmy zatem wezwani do tego, by naśladować Maryję, a potrzeba bliskości z Nią właśnie z takiej chęci wynika. I odwrotnie – ta bliskość daje siłę do wytrwania w naśladowaniu Maryi.

W ten sposób naród Polski, nie rezygnując z tego, co stanowi jego wielowiekowe dziedzictwo, ma się stać narodem doskonałych uczniów Zbawiciela.

Wyszyński zresztą mocno podkreśla znaczenie tradycyjnej pobożności. Członkom komisji wyjaśnia, że polska maryjność „musi być serdeczna i mieć te wszystkie cechy, które miała dotychczas”. Dodaje: „To jest niezmiernie ważne zadanie dla Komisji Maryjnej, aby uchronić się od racjonalizmu, od przesadnego obiektywizmu w naszej czci do Matki Chrystusowej...”. Wie, że naśladować można tylko kogoś, kogo się kocha.

Niejednego dziwi, że komisji, która promuje „nowe nabożeństwo”, prymas poleca stać po stronie ludowej pobożności. Przypomina: „Ponieważ mamy przed sobą Matkę Chrystusa i Matkę Kościoła, odnosimy się do Niej nie tylko w aspekcie dogmatyczno-teologicznym, lecz także, przede wszystkim, jako do Matki. Nasza religijność maryjna musi więc być także uczuciowa”.

Ukazać drogę

Kardynałowi Wyszyńskiemu marzy się naród „na obraz i podobieństwo” Matki Najświętszej. „Maryja jest – twierdzi z przekonaniem – polskim charyzmatem, i to na Niej trzeba budować przyszłość Ojczyzny”. Wpisana w dzieje, przekazywana z pokolenia na pokolenie, stała się częścią narodowego krwiobiegu. Nie będzie szukał obcych metod ewangelizacyjnych, bo naród ma Jasną Górę. To dlatego niektórzy będą go nazywać konserwatystą i „hamulcowym”. Prymas wie, że budowanie w polskim ludzie świętości „jak Maryja” jest możliwe, bo człowiek w głębi swego serca tęskni za świętością. Trzeba mu jednak pomóc, ktoś musi mu wskazać drogę, podać dłoń, pokazać, skąd można zaczerpnąć łaskę. Tu rola Maryi jest nie do przecenienia! „I moja nadzieja jest w Niej” – mówi. „Cały spokój, z jakim prowadzimy sprawy Kościoła świętego, z Niej wypływa. To jest Królowa pokoju naszych serc, Ona jest źródłem naszych nadziei” – dodaje.

Zadania

Prymas zleca Komisji Maryjnej kilka zadań. Wśród nich są nie tylko organizacja i koordynowanie Wielkiej Nowenny i – za chwilę – nawiedzenia cudownego wizerunku. Rolą komisji jest też budowanie nowej teologii maryjnej, która – prosta i zrozumiała dla wszystkich – pomoże ludziom poznać nową drogę i się nią zachwycić. Na jej końcu znajduje się święty naród, żyjący złożonymi przyrzeczeniami. Naród, z pewnością, zwycięski.

Kardynał Wyszyński wierzy w prawdziwość proroctwa, które wygłosił w ostatnich chwilach życia jego poprzednik na stolicy prymasowskiej kard. August Hlond: „Zwycięstwo przyjdzie przez Maryję”. Wie jednak, że to zwycięstwo my sami musimy przywołać – wielką pracą, heroicznym oddaniem, bezgranicznym zaufaniem Bogu. Czy nie tak należy rozumieć dalsze słowa kard. Hlonda, który mawiał: „Pod opieką Matki Bożej pracujcie”?

Ten proces nie miał być podobny do podniesienia się wysokiej fali, która zresztą zazwyczaj opada tak samo szybko, jak się wznosi. Kardynał Wyszyński wiedział, że osiągnięcie tego celu wymaga czasu, cierpliwości, ogromnego wsparcia Kościoła i... skupienia się najpierw na elitach.

Kształtowanie elit

Tym samym pojawiają się dwa nurty pracy komisji. Pierwszym z nich jest opracowanie w szczegółach programu nowenny i przygotowanie do niej koniecznych materiałów. Drugim jest kształtowanie elit. Stąd kierowane do ludzi zaproszenie do udziału w Społecznej Krucjacie Miłości i ruchu Pomocników Maryi Matki Kościoła. To już będą apele adresowane do kształtującej się elity maryjnego narodu. Komisja otrzyma też zadanie wyjaśnienia treści i znaczenia ogłoszonego przez papieża Pawła VI nowego tytułu Maryi: Matka Kościoła. To też sposób na kształtowanie nowej katolickiej elity, nie tylko zaangażowanej w działalność Kościoła, lecz także świadomej swojej wiary.

Podsycanie płomienia

Kardynał Wyszyński widzi rolę Komisji Maryjnej jasno – ma ona być gwarantem, że naród, rok po roku, kroczy drogą Ślubów Jasnogórskich. Oto, co podkreśli wiele lat później, podczas obrad komisji w 1974 r.: „Chciałbym poruszyć sprawę Jasnogórskich Ślubów Narodu. Pamiętajmy, że do nich doprowadziliśmy, że jest to zobowiązanie trwałe, to program, który nie może się zdezaktualizować, pomimo że już liczy sobie sporo lat. Ten program nadal żyje, dlatego przed Komisją Maryjną leży troska o upowszechnienie ślubów na nowo”.

By promocja prawdziwej pobożności była poprawna, Komisja Maryjna staje się również miejscem nieustannego dokształcania jej członków. Oni sami staną się niebawem ekspertami na skalę światową. Skutecznie wesprą kardynałów Wyszyńskiego i Wojtyłę w opracowaniu prośby skierowanej do papieża, by podczas trwającego soboru ogłosił Maryję Matką Kościoła.

Bezimienne wsparcie

Zmieńmy na chwilę perspektywę patrzenia na historię. Czas spojrzeć na nią z zupełnie innej strony i dostrzec to, co zostało napisane na rewersie dziejotwórczych wydarzeń związanych z „epoką Wyszyńskiego” – na ukrytej nieco stronie dziejów, na której znajdują się opowieści widoczne dla niewielu. Bóg nie pisze księgi życia jednym piórem. Nie sam Wyszyński wiedzie historię w stronę zaplanowaną przez Pana dziejów. Są też inni i jest ich naprawdę wielu.

Na tej długiej liście znajduje się garstka anonimowych ludzi, od pewnego momentu bezpośrednio wpisanych w posługę prymasa. Ich życiem Bóg zapisuje dzieje Kościoła i Polski na liniach sąsiadujących z tą, na której historię pisze Wyszyński.

O kim mowa? O „żeńskiej elicie”, już gotowej do podjęcia prymasowskich idei. Jest nią grupa kobiet, przez lata żyjąca ideą stworzenia w Polsce Miasta Dziewcząt – wielkiego ośrodka, który stawia sobie za cel formację młodych dziewcząt. Miejsca, w którym zadba się o ich rozwój duchowy, moralny i intelektualny w taki sposób, by miały one w przyszłości wpływ na rozwój chrześcijańskiej Polski. Idea zrodziła się w niewielkim gronie dziewcząt jeszcze podczas wojny, a ks. Wyszyński ujrzał w niej jeden z filarów powstającej nowej, lepszej ojczyzny. Szybko został opiekunem i duchowym przewodnikiem grupy.

Niestety, w sytuacji powojennej zbudowanie Miasta Dziewcząt okazuje się niemożliwe. Wówczas grupa ta podejmuje stałą służbę w sanktuarium jasnogórskim, by wesprzeć prace mające na celu przemianę całego polskiego narodu. Podczas Wielkiej Nowenny i nawiedzenia jasnogórskiego wizerunku wspiera wysiłki Komisji Maryjnej. Praca grupy dokonuje się w tle, poza areną wydarzeń, w ramach powołanego przez prymasa Wyszyńskiego Instytutu Prymasowskiego Ślubów Narodu na Jasnej Górze.

Wyspa wierności

Ich główna rola? Największą troską kard. Wyszyńskiego było zachowanie przez naród Ślubów Jasnogórskich z 1956 r. Służyły temu Wielka Nowenna, peregrynacja obrazu, uroczystości związane z milenium i akcje duszpasterskie dotyczące Soboru Watykańskiego II. Kardynał wiedział, że Polacy nie dochowują w pełni wierności przysięgom. Miał jednak grupę osób, która pozostała do końca wierna złożonym ślubowaniom i podejmowała wszelkie działania, by przypominać o nich rodakom, ukazywać ich piękno, mówić o nich jako o recepcie na jasną przyszłość ojczyzny i szczęście Polaków. Tą „resztą Polski” jest wspólnota, która obecnie, z nadania papieża Jana Pawła II, nosi nazwę: Instytut Prymasa Wyszyńskiego i trwa w wierności Bogu, Kościołowi i ojczyźnie.

Najważniejsze jest w tle

Pewnie zdziwimy się, czytając kiedyś Boże zapiski z tamtych lat, bowiem może się okazać, że ważne i „epokowe” wydarzenia zewnętrzne będą się tam znajdować w innym miejscu, niż oczekiwaliśmy. Ujrzymy je zaledwie w tle obrazu. Co znajdzie się w jego centrum? Maryjna, ukryta, anonimowa służba, ofiarowanie, rezygnacja z własnych planów, mówienie Bogu trudnego „tak”. Stwórca patrzy w serce, bo to ono w niewidoczny dla oka sposób zmienia świat. Najważniejsze mogą się okazać pozornie najmniej istotne nazwiska...

2020-04-28 12:23

Ocena: +2 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Jasna Góra: kolejne spotkanie z cyklu "Prymas Jasnogórski"

2020-09-24 16:17

[ TEMATY ]

Jasna Góra

prymas Polski

Bożena Sztajner/Niedziela

27 września 2020 r. JASNOGÓRSKI INSTYTUT MARYJNY zaprasza na spotkanie z cyklu: PRYMAS JASNOGÓRSKI. KRÓLEWSKA PIEŚŃ NARODU. Historia zapisana słowami i muzyką

Spotkanie z twórcami ORATORIUM o kardynale Stefanie Wyszyńskim SOLI DEO PER MARIAM - Hubertem Kowalskim i Piotrem Pałką oraz nowym dyrektorem JASNOGÓRSKIEGO INSTYTUTU MARYJNEGO - o. Grzegorzem Prusem.

Zapraszają o. Mariusz Tabulski i Małgorzata Bartas-Witan

SALA PAPIESKA 27.09.2020 GODZ 19.30 NA JASNEJ GÓRZE

W programie:

– godz. 19.30 – spotkanie w Sali papieskiej na Jasnej Górze (transmisja Radia Jasna Góra i przez kanał YouTube jasnagora.pl)

– godz. 21.00 – Apel jasnogórski

– godz. 21.30 -24.00 – Czuwanie modlitewne w kaplicy Cudownego Obrazu Matki Bożej, w intencji dobrego przygotowania do beatyfikacji Czcigodnego Sługi Bożego Stefana Kardynała Wyszyńskiego. Przez wstawiennictwo Prymasa Tysiąclecia będziemy również błagać Boga za Ojczyznę i o ustanie epidemii w Polsce i na świecie.

– godz. 24.00 – Msza św. w intencji dobrego przygotowania do beatyfikacji Prymasa Wyszyńskiego.

/ o. Mariusz Tabulski

Jasnogórski Instytut Maryjny

CZYTAJ DALEJ

Wszystko było inne niż się spodziewałam. Renata Czerwicka o kulisach autobiografii ks. Pawlukiewicza

2020-09-24 07:22

[ TEMATY ]

ks. Piotr Pawlukiewicz

Renata Czerwicka /RTCK

Czwartek 24 września 2020 r. to data wyjątkowa. To właśnie dziś swoją premierę ma, stworzona tuż przed śmiercią ks. Piotra Pawlukiewicza - jedyna na świecie - autobiografia tego wielkiego kaznodziei pt. "Z braku rodzi się lepsze". Książka ma formę rozmowy. O historii, wierze, tajemnicach i nieznanych faktach z ks. Piotrem rozmawiała Renata Czerwicka, redaktor naczelna Wydawnictwa RTCK. W specjalnym wywiadzie dla „Niedzieli” p. Renata zdradza kulisy postawania wyczekiwanej autobiografii.

Damian Krawczykowski: Jak zaznacza Pani na początku książki – kilka lat musiało minąć, aby ks. Pawlukiewicz zgodził się na tę autobiograficzną rozmowę.. Co nareszcie przekonało ks. Piotra aby się przed Panią otworzyć?

Renata Czerwicka: Nie znam tego jednego konkretnego powodu i już się nie dowiem. Myślę, że ten temat pracował w księdzu Piotrze od dłuższego czasu. Może pogarszający się stan zdrowia dawał mu znaki, że warto w końcu się zdecydować… bo nie wiadomo, jak będzie? Na pewno duży wpływ miała płyta Krzyśka Antkowiaka z tekstami ks. Piotra, która miała wyjść razem z książką, a ksiądz Piotr bardzo czekał na tę płytę. A może uznał, że nie wytrzyma już dłużej moich namów i uległ (uśmiech) Znamy się od kilku lat i naprawdę się lubiliśmy.

Czy „wywiad-strumyk” jak nazwał Waszą książkę sam ks. Pawlukiewicz układał się wg Pani planu? Odpowiedzi, których udzielił ks. Piotr, były takie jakich Pani oczekiwała?

Wszystko podczas tego wywiadu było inne niż się spodziewałam. Wszystko. Ksiądz Piotr po pierwsze był w trudnej sytuacji zdrowotnej, poruszał się na wózku, wiele czynności sprawiało mu ból, co w oczywisty sposób odbiło się na rozmowie, podczas której musieliśmy robić liczne przerwy. Nie dało się też rozmawiać długo, rozłożyliśmy nasz wywiad na 5 dni. Rozmowa jednak ewoluowała i to widać w książce, że dość zachowawcze odpowiedzi na początku później stają się o wiele bardziej otwarte, dotykamy głębszych spraw, o których ks. Piotr mówi więcej. Bardzo mnie te pięć dni rozmów zaskoczyło swoją nieoczywistością, notatki przygotowywane przez kilka tygodni okazały się prawie bezużyteczne. To było spotkanie z człowiekiem, takim prawdziwym z krwi i kości, takim z wadami i zaletami, silnym i słabym... I z pewnością ta rozmowa zaskoczy czytelnika, który zna ks. Piotra głównie jako legendę i wspaniałego kaznodzieję.

Czuła Pani, że przy pracach nad książką ks. Piotr uchyla rąbka tajemnicy swojego życia? Z książki możemy dowiedzieć się dotąd nieznanych faktów o „legendzie polskiego kaznodziejstwa”?

„Uchyla” rąbka tajemnicy to dobre określenie, bo tylko czasami, jakby niechcący mówił więcej, niż tylko trochę. To nie przypadek, że ks. Piotr nie wypowiadał się wcześniej o sobie. Na początku rozmowy widać było, że to jest dla niego trudne i że nie jest do tego przyzwyczajony. Każdego dnia pytał mnie, czy to na pewno dobry pomysł, aby robić ten wywiad. Zastanawiał się, czy ludzi chcą go poznać takiego, jakim naprawdę jest, zamiast żyć jego legendą…Na końcu jednak przyznał, że był to dla niego rodzaj terapii, coś, co bardzo dużo mu dało.

Prawda jest taka, że najwięcej o księdzu Piotrze dowiemy się z książki „Z braku rodzi się lepsze…” czytając między wierszami, czytając sercem, z dużą wrażliwością. On był niezwykle wrażliwym i głębokim człowiekiem, choć z drugiej strony, tak bardzo zwyczajnym.

Co Panią najbardziej zaskoczyło w tym wywiadzie? Jakiś szczególny fragment, historia?

Wiedziałam, że muzyka jest dla niego ważna, ale nie wiedziałam, że aż tak. Duża część naszych rozmów łączyła się ze wspólnym słuchaniem jego ulubionych piosenek. Kiedy włączałam piosenki SBB albo Grechuty, całkiem się zmieniał. Dosłownie, fizycznie. Twarz mu promieniała, prostował się na kanapie, uśmiechał. Kiedy słuchał muzyki, zatapiał się w nią, jednoczył wręcz. Coś niezwykłego. Chyba nigdy nie spotkałam kogoś, kto tak przeżywałby muzykę… Jak o tym myślę teraz, to chyba jednak wizja powstania płyty muzycznej z jego tekstami była dla niego dużą motywacją do tego wywiadu. Nie zdążył posłuchać całej płyty Krzyśka „Zostanie mi muzyka…”, ale na pewno bardzo by się nią cieszył. Na pewno. Marzył, aby ktoś zrobił taką płytę. Sądzę, że bardzo warto sięgnąć po jego biografię właśnie razem z tą płytą, bo w jego tekstach i kompozycjach Krzyśka Antkowiaka można odnaleźć jeszcze więcej księdza Piotra.

A jaki był Ksiądz Piotr podczas tworzenia tej książki? Wiemy, że było to na niedługo przed śmiercią. Czy znane mu poczucie humoru nadal mu towarzyszyło? Widać było że jego wiara wraz z rozwojem choroby się zmienia? Pogłębia, pogarsza?

I znów nie mogę odpowiedzieć w prosty sposób. Myślę, że dla samego księdza Piotra jego stan ducha był zagadką i wyzwaniem. Relacja z Chrystusem i to jak ją przeżywał była dynamiczna, zmieniała się, tak o tym mówił, choć nie dosłownie. Jak sam przyznał, Parkinson nie przymnożył mu wiary, ale powiększył pole do przemyśleń. To co mnie zaskoczyło, to że ani razu nie próbował Boga nazwać prosto, opisać jednym zdaniem i zamknąć w krótkiej definicji. Uderzało to, jak bardzo zachwycał się Jego majestatem. W jednym miejscu powiedział:

„Teraz szykuję sprytny manewr. Jak już wrócę na ambonę, mam ochotę powiedzieć: Ludzie, Pan Bóg jest tak inny, tak fanta­stycznie przerastający nasze pojmowanie, że… nie ma o czym gadać. Co tu gadać…? Nie możemy ogarnąć rozumem ko­mórek nowotworowych, a Boga chcemy zrozumieć?!”

Poczucie humoru, z którym ksiądz Piotr jest tak bardzo kojarzony oczywiście się nie zmieniło, ale tym razem znacznie więcej było wzruszeń, poważnych min i wspólnego milczenia, niż śmiechu.

Moją rolą w tym wywiadzie, oprócz zadawania pytań i rozmowy w dużej mierze było także uszanowanie granic księdza Piotra. Tego o czym chciał mówić i o czym nie chciał. Wiele wątków nie dokończyliśmy, niektóre przerwaliśmy... Kiedy odszedł, nie wiedziałam, jak ogarnąć temat nad tekstem. Ale wyszło naturalnie… Co niedopowiedziane, zostało niedopowiedziane. I to dobrze, bo człowiek nie jest prostym zbiorem pytań i odpowiedzi, ale najbardziej skomplikowanym stworzeniem na ziemi. I zawsze jest i pozostaje jakąś tajemnicą… Ja osobiście czułam, że podczas tej rozmowy miejscami obcowałam z pewną mistyką, czymś, co mnie przerastało. Nigdy tej rozmowy nie zapomnę… Nigdy.

Na koniec krótko: Ks. Piotr Pawlukiewicz jest dla mnie….

Tajemnicą… Inspiracją.

Dziś tytuł książki „Z braku rodzi się lepsze…” nabiera zupełnie nowego wymiaru. W książce widać, że wszystko co najlepsze w życiu ks. Piotra, rodziło się z jakiejś słabości, jakiegoś braku… Dziś brak księdza Piotra. Co lepszego się tego urodzi?... Bardzo jestem ciekawa. A że tak będzie – nie mam wątpliwości.

_____________________________________________________

Ks. Pawlukiewicz /fragmenty z autobiografii:

Czy jest coś, co chciałby Ksiądz powiedzieć teraz ludziom, którzy będą czytać tę książkę?

(Zamyśla się..)

Chciałbym powiedzieć: Trzymajcie się swoich księży w para­fiach. Trzymajcie się tradycyjnego duszpasterstwa i uważajcie na takich księży, jak Pawlukiewicz. Bo tu łatwo o chęć błysku i popisu.

______________________

Przede wszystkim trzeba kochać. Kocham człowieka, jeśli za­leży mi na tym, żeby on poszedł do Nieba. Myślę sobie, że przed każdymi rekolekcjami ksiądz powinienem usiąść i skon­centrować się, czy chce, żeby te zakonnice czy ci księża, czy ci świeccy poszli do Nieba. Czy zależy mu na nich, czy na tym, żeby zabłysnąć.

Zachwycić ludzi można dość łatwo. Można skleić z Ewangelii jakiś tekścik całkiem tęgi intelektualnie, ale czy ja chcę, żeby ci moi słuchacze poszli do Nieba?

Ktoś przyjeżdża z głoszenia rekolekcji i mówi: „Ale miałem rekolekcje! Tysiące ludzi przychodziło”. Ale czy ty, brachu, chciałeś, żeby oni poszli do Nieba, czy tylko chciałeś ich przekonać o nieomylności Kościoła albo potrzebie głębokiej modlitwy? No właśnie. Nie szarżuj. Nie szarżuj, bo możesz zagubić główny cel nauczania, jakim jest doprowadzenie ludzi do bram Nieba.

_______________________________

Więcej o książce: Zobacz

RTCK

CZYTAJ DALEJ

Zakończyła się kolejna tura rozmów liderów PiS ws. przyszłości Zjednoczonej Prawicy

2020-09-24 20:34

[ TEMATY ]

polityka

Adobe.Stock.pl

W czwartek po godz. 20 zakończyło się kolejne posiedzenie kierownictwa PiS w sprawie przyszłości Zjednoczonej Prawicy.

Dotyczyło ono oceny osiągniętego porozumienia w ramach Zjednoczonej Prawicy. Istotą tego porozumienia jest wola wspólnej i solidarnej pracy dla Polski - poinformowała w czwartek rzeczniczka PiS Anita Czerwińska.

W spotkaniu, które trwało ok. 3 godzin, uczestniczyli prezes PiS Jarosław Kaczyński, premier Mateusz Morawiecki, wicepremier minister kultury Piotr Gliński, szef MON Mariusz Błaszczak, szef MSWiA Mariusz Kamiński, szef klubu PiS Ryszard Terlecki, wiceprezesi PiS Adam Lipiński oraz Antoni Macierewicz, b. marszałek Sejmu Marek Kuchciński.

Wiceminister obrony Marcin Ociepa z Porozumienia poinformował w czwartek w RMF FM, że członkowie Zjednoczonej Prawicy umówili się, żeby kontynuować rozmowy koalicyjne w piątek. (PAP)

ipa/ brw/ par/

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję