Reklama

Historia

Skrywane skarby polskości

Trzeba było wielu lat zmian mentalnościowych, by obok Piłsudskiego wśród twórców Niepodległej przedstawić w podręcznikach szkolnych Dmowskiego czy Paderewskiego – podkreśla prof. Jan Żaryn.

Mateusz Wyrwich: Jest wreszcie pierwszy tego typu instytut – Instytut Dziedzictwa Myśli Narodowej im. Romana Dmowskiego i Ignacego Jana Paderewskiego. Późno. Minęło 30 lat od czasu powrotu wolnej Polski, a wiedza naszego społeczeństwa o myśli politycznej prawicy jest bardzo zaniedbana. Traktowano ją – ba, do dzisiaj tak traktuje tę myśl lewica – jako wiedzę narodową, a więc niebezpieczną, bo... nacjonalistyczną. Z czego to wynika?

Prof. Jan Żaryn: Z kilku powodów. Po pierwsze, w latach II wojny światowej i po niej, w warunkach PRL, mordowano zarówno fizycznie, jak i duchowo w przestrzeni publicznej polską prawicę, jej dokonania i przedstawicieli. Zagrzebano ją w stereotypach i pomówieniach. Została tylko wiedza płynąca z Kościoła katolickiego. Miejsce prawicy, szczególnie w edukacji szkolnej i uniwersyteckiej, np. w historii literatury polskiej, niemal w stu procentach wypełniły utwory pisarzy wprost komunistycznych, komunistycznopodobnych, jak „pryszczaci” czy Broniewscy, albo lewicowych, jak Dąbrowska i Nałkowska. Polacy nie odkrywali świata za pośrednictwem systemu wartości prezentowanego przez dramatopisarza Karola Huberta Rostworowskiego, przez wrażliwość Wojciecha Bąka czy nawet Jana Kasprowicza, narodowca, zepchniętego, jak Cyprian Kamil Norwid czy Zygmunt Krasiński, do narożnika „klerykalizmu polskiego”. Przez wiele dziesięcioleci nie uczyli się ekonomii narodowej Romana Rybarskiego ze Stronnictwa Narodowego, za to musieli wkuwać definicje marksistowskie tworzące zręby pseudonauki, czyli ekonomii politycznej państw socjalistycznych. To samo można powiedzieć o polskich fundamentach innych nauk, reprezentowanych w wiekach XIX i XX przez przedstawicieli katolicyzmu społecznego. Cały dorobek KUL, którego przedstawicielem był np. powszechnie nieznany prof. Czesław Strzeszewski, czy obóz narodowy; dzieła jednego z najzdolniejszych filozofów młodego pokolenia II RP – ks. prof. Jana Salamuchy z UJ, członka Organizacji Polskiej, czyli środowiska ONR. Te treści nie są powszechnie znane. Oczywiście, nie byliśmy aż tak szczelnie odizolowani od własnej tożsamości. Elity, szczególnie od końca lat 70. ubiegłego wieku, wychowywały się i kształciły równolegle na dorobku emigracyjnym, który niestety, dość wybiórczo do nas trafiał, głównie via Kultura paryska i jej liberalne, antyklerykalne osiągnięcia. Z kolei po odzyskaniu niepodległości te same elity – z nagłówkiem: „Solidarność” – nie zamierzały się odwoływać do dorobku II RP, w tym do obozu narodowego czy chadeckiego, a szerzej – katolicyzmu społecznego. Pamiętam, że gdy w latach 90. redagowałem wraz z grupą kombatantów NSZ pismo Szaniec Chrobrego, to nie mogliśmy sobie nawet wyobrazić, by miało ono prawo znaleźć się w kioskach, w miejscach publicznych. Atmosfera niszowej i wstydliwej pamięci o polskiej prawicy zabijała jakąkolwiek refleksję, która dopuszczałaby do równego traktowania polskiego dziedzictwa. Trzeba było wielu lat zmian mentalnościowych, by obok Piłsudskiego wśród twórców Niepodległej przedstawić w podręcznikach szkolnych Dmowskiego czy Paderewskiego – zamiast Daszyńskiego i jego rządu lubelskiego. Skład Ligi Narodowej czy choćby Komitetu Narodowego Polskiego do dziś jest nieznany, a jeśli ktoś słyszał o Maurycym Zamoyskim, to dlatego, że przegrał on w wyborach prezydenckich w 1922 r. Tymczasem polityk ten był m.in. twórcą, po gen. Pawle Chrzanowskim, szkoły im. Jana Zamoyskiego, która istnieje do dziś, członkiem KNP, ministrem w rządach, wielkim darczyńcą na rzecz odzyskania niepodległości. Nie ma pewnie Polaka – oprócz Paderewskiego – który by oddał więcej swoich dóbr na cele niepodległościowe. I co? I nic.

Myśl katolicka, nauka społeczna Kościoła zostały sprowadzone do elitarnych ław niektórych szkół wyższych, przede wszystkim seminariów duchownych i uczelni katolickich. Mało też powstaje na ten temat prac magisterskich, doktorskich, niewiele wydaje się książek. Jak to wygląda na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego, gdzie jest Pan profesorem? Czy jest katedra o takim profilu?

Oczywiście, nauka społeczna Kościoła jest znana i pogłębiana na Wydziale Teologicznym UKSW, jest olbrzymi dorobek KUL w tym zakresie. Profesura KUL, w tym historycy, z prof. Ryszardem Benderem czy ks. prof. Zygmuntem Zielińskim, uczynili wiele, bym m.in. i ja mógł się wychować na tradycjach katolicyzmu społecznego, które na ziemiach polskich sięgają XIX wieku. Ale czy to są tak znani historycy jak np. profesorowie: Henryk Samsonowicz, Bronisław Geremek czy Andrzej Garlicki – ewidentni beneficjenci PRL, skądinąd też zdolni i inteligentni?

Reklama

Skąd pomysł łączenia dwóch polityków – Romana Dmowskiego i Ignacego Jana Paderewskiego w nazwie instytutu?

Szukałem ikon, które mogą wypełnić najszerzej te dwa obozy ideowe, a nie tylko polityczno-partyjne, czyli obóz narodowy i obóz katolicyzmu społecznego. Jednocześnie są to ludzie kultur: Dmowski był wybitnym pisarzem, Paderewski – kompozytorem, pianistą i człowiekiem czynu politycznego, jakże ważnego, który doprowadził nas do odrodzonej Polski. Paderewski nadto współcześnie otwiera Polaków na świat zachodni i USA, gdzie także dominuje lewicowo-liberalny przekaz o narodzie, patriotyzmie i chrześcijaństwie. Wpisanie się z polskim dorobkiem chrześcijańsko-narodowym w przestrzeń kulturową Zachodu może być atrakcją dla, porównywalnych do mojego, środowisk intelektualnych, uniwersyteckich i konserwatywnych. Przecież celem elit jest budowanie na wartościach przestrzeni publicznej. Pytanie tylko, jakie wartości mają wygrać. Czy jedynie lewicowe prawa człowieka w interpretacji zmiennego Rozumu?

Będzie Pan Profesor propagował pracę Wielkich Zapomnianych, w tym też prace ks. Marcelego Nowakowskiego, notabene zamordowanego przez Niemców w Palmirach, autora publikacji Strzeż się żydów i bolszewików! Od razu zostanie Pan przez lewicę ogłoszony antysemitą...

Funkcjonuję w życiu publicznym od wielu lat i wielekroć usłyszałem na swój temat różne inwektywy, ale nie robią one na mnie większego wrażenia. Relacje polsko-żydowskie, w tym racje obozu narodowego przed 1939 r., warto zaprezentować, co nie znaczy, że trzeba im dziś sprzyjać. Ksiądz Nowakowski, m.in. poseł na Sejm Ustawodawczy, przez wiele lat proboszcz parafii Najświętszego Zbawiciela w Warszawie, twórca domu kultury katolickiej, w którego siedzibie mieści się dziś Teatr Współczesny, i wielu innych inicjatyw, męczennik za wiarę i Polskę, zamordowany przez Niemców, winien mieć ulicę w swoim mieście, a jego świętość – miejmy nadzieję – zostanie dostrzeżona oczami ludzkimi.

Od Pana Profesora zależą kształt i przyszłość instytutu. Co będzie fundamentem i jakie są ramy tej nowej instytucji w naszym kraju?

Moim zastępcą będzie dr hab. Paweł Skibiński, wybitny historyk młodszego pokolenia. Wśród pracowników znajdą się także inni znani badacze i ludzie pióra, np. dr Krzysztof Kawęcki i dr Rafał Łatka, którzy również reprezentują inne pokolenia. Będzie też młodzież, która dopiero wstępuje na wyżyny historii. Wśród zadań, jakie sobie stawiamy – a jest ich wiele – chciałbym podkreślić tylko jedno, które łączy się także z apelem. Jesteśmy przygotowani do zbierania, opracowywania i udostępniania spuścizn po działaczach obozu narodowego i katolicyzmu społecznego, w tym polskiej chadecji. Apeluję do polskich rodzin rozsianych po świecie, także do Polonii. Ja sam mam w swoim domu kilka takich niepełnych kolekcji, które odziedziczyłem po narodowcach, np. Mieczysławie Harusewiczu, Tadeuszu Hoblerze czy Bożysławie Kurowskim. Już zgłaszają się rodziny, a nawet całe instytucje, które chętnie wydobędą na światło dzienne skrywane skarby polskości. Myślę więc, że nasz instytut był potrzebny. Teraz trzeba udowodnić, że jest wiarygodny, a jego ludzie – pracowici!

2020-05-20 11:37

Ocena: 0 -1

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Prof. Andrzej Nowak: „Między nieładem a niewolą”. Musimy mieć coś, co określa naszą wspólnotę, nie może to być tylko interes

2020-11-25 15:30

[ TEMATY ]

historia

książka

Wydawnictwo Biały Kruk /materiał prasowy

Właśnie światło dzienne ujrzała najnowsza książka prof. Andrzeja Nowaka "Między nieładem a niewolą", która ukazała się nakładem wydawnictwa Biały Kruk.

„W mojej książce ‘Między nieładem a niewolą’ zastanawiam się również nad polską myślą polityczną, w której dwiema najważniejszymi kwestiami są wolność i niepodległość. Chodzi tu o wolność jednostki, a więc obywatela Rzeczypospolitej, oraz o niepodległość polskiej wspólnoty od zewnętrznego nacisku. Warto w tym miejscu podkreślić, że to Polak – mistrz Wincenty, ułożył zupełnie wyjątkową w myśli europejskiej sentencję, że ‘tożsamość jest matką wspólnoty’. Musimy mieć coś, co określa naszą wspólnotę i tym czymś nie może być tylko interes. Może nim być za to kultura czy wspólne doświadczenie dziedziczone z pokolenia na pokolenie”, mówi prof. Andrzej Nowak.

Jak każde dzieło prof. Andrzeja Nowaka tak również i ta jego książka jest zarówno literacką ucztą, jak i ucztą dla ducha. W pozycji tej uderza ponadto jej aktualność. Książka nosi podtytuł „Krótka historia myśli politycznej” i przedstawia dzieje ludzkiego dorobku od starożytnych myślicieli chińskich oraz filozofów greckich, przez świętych Augustyna i Tomasza, przez renesansowych humanistów, zachodnich filozofów baroku i oświecenia, po myślicieli polskich (np. Mistrz Wincenty, Paweł Włodkowic, Józef Piłsudski).

Ta wędrówka prowadzi nas aż do czasów współczesnych, jednak refleksje nad współczesnością odnajdujemy na każdym kroku, niemal od pierwszej stronicy. Zauważamy przy tym rzecz zupełnie niezwykłą – otóż pojęcia, o które spieramy się dziś, pytania, na które poszukujemy odpowiedzi, towarzyszyły myśli ludzkiej od tysiącleci. Choćby tylko te: Jak daleko może sięgać prawo i czym jest praworządność? Gdzie kończy się wolność, a zaczyna swawola? Czy demokracja jest dobrym ustrojem politycznym? Czy ważniejsze są prawa jednostki czy interes wspólnoty? Czy warto w ogóle angażować się w życie publiczne?

Najwięksi myśliciele starają się odpowiedzieć na te pytania od początku istnienia ludzkiej kultury. Do ich grona dołącza teraz prof. Andrzej Nowak, jeden z największych uczonych współczesnej cywilizacji zachodniej. Wielkim walorem książki jest fakt, że Andrzej Nowak nie zatrzymuje się na płaszczyźnie historycznej, nie opowiada tylko o tym, co było. Wręcz przeciwnie, daje wskazówki na dziś i pomaga lepiej zrozumieć otaczającą nas rzeczywistość. Autor dowodzi, że człowiek pogubił się w rozumieniu świata, polityki, prawa, wojny, pokoju, a także siebie samego. To efekt koncepcji uznających Boga za przeszkodę w realizacji ziemskich celów, a rzekomo tylko te mają sens. „Jeżeli przyjmiemy, że ludzie są tak różni, to jak zatem człowiek może być miarą wszystkiego? – pyta prof. Andrzej Nowak. –Oznaczałoby to tyle miar, ile ludzi, a więc zanikłaby jakakolwiek możliwość zbudowania w stosunkach między ludźmi obiektywnego ładu”.

„Między nieładem a niewolą” to napisana barwnym, literackim językiem, znakomicie ilustrowana książka jednego z najwybitniejszych intelektualistów europejskich. Dzięki swej przystępności jest lekturą tyleż pouczającą, co pasjonującą. A także bardzo potrzebną.

Prof. Andrzej Nowak: „Między nieładem a niewolą. Krótka historia myśli politycznej”, wyd. Biały Kruk, 384 str., 165 x 235 mm. Partnerem publikacji jest Enea.

Książka wkrótce dostępna w księgarni "Niedziela".

Zapraszamy również do obejrzenia krótkiej wypowiedzi prof. Andrzeja Nowaka, w której udziela odpowiedzi na pytanie, czy istnieje wolność bez tożsamości:

CZYTAJ DALEJ

Analiza prawna w obronie kard. Stanisława Dziwisza

2020-11-26 17:57

[ TEMATY ]

kard. Stanisław Dziwisz

Karol Porwich

W swojej analizie pt. „Raport McCarricka - Komentarz do 'sensacyjnych' zarzutów medialnych wobec Kardynała Dziwisza” dr Michał Skwarzyński z KUL odpiera zarzuty wobec papieskiego sekretarza zawarte w filmach red. Marcina Gutowskiego.

Zdaniem autora, atak na sekretarza papieskiego jest „damnatio memoriae” („potępieniem pamięci” - przyp. red.) świętego Jana Pawła II, które umożliwi dyskredytację jego dorobku i nauczania. W opinii dr. Skwarzyńskiego dziennikarze, podeszli do sprawy w sposób nierzetelny, z góry zakładając winę kard. Dziwisza oraz skupując się na „sensacyjności” tematu, zamiast na dochodzeniu prawdy.

Autor podkreśla na wstępie, że kard. Dziwisz jako metropolita krakowski nie miał obowiązku zawiadomienia Stolicy Apostolskiej o zaniechaniach biskupa z innej diecezji, w tym wypadku chodzi o bp. Tadeusza Rakoczego, biskupa bielsko-żywieckiego i sprawę Janusza Szymika. Przepisy uprawniające metropolitę do wszczęcia postępowania wobec biskupa z innej diecezji, aczkolwiek wchodzącej w skład metropolii, weszły w życie dopiero od dnia 1 czerwca 2019 r. na mocy motu proprio "Vos estis lux mundi".

Metropolita krakowski przed 2019 r. mógł co najwyżej poprosić biskupa bielsko-żywieckiego o interwencję w sprawie księdza z jego diecezji, nie miał przy tym żadnego innego wpływu. Obecnie może on zawiadomić Rzym, jeśli biskup rzeczywiście pozostaje w sytuacji zaniechania czy braku działania – czytamy w analizie.

Autor zauważył, że w filmie brakuje informacji o tym, że w 1993 roku prokuratura umorzyła postępowanie wobec ks. W., więc w sprawie dla ustaleń faktycznych konieczny był proces kanoniczny, gdyż w obiegu prawnym obowiazywała prawomocna decyzja o umorzeniu postępowania przez prokuraturę. Metropolita krakowski nie mógł przy tym zweryfikować tych zarzutów. Ksiądz W. to ksiądz innej diecezji (bielsko-żywieckiej) i metropolita czy Sąd Metropolitalny w Krakowie nie mógł prowadzić sprawy, jako własnej w I instancji.

„Natomiast jeśli chodzi o ks. D. to ustalenia dziennikarzy w filmie są rażąco sprzeczne z faktami w sprawie. W latach 2005 – 2016, więc w czasach gdy Stanisław Kardynał Dziwisz był Metropolitą Krakowskim było 7 spraw księży, którzy popełnili przestępstwo pedofilii w rozumieniu prawa kanonicznego (granica 18 lat) i wszystkie 7 spraw przekazano Kurii Rzymskiej – Kongregacji Nauki Wiary. Inaczej ujmując Stanisław Dziwisz przekazał każdą sprawę do Rzymu, dotyczącą księdza, nad którym miał władzę, a którego dotyczyło postępowanie o takie przestępstwo kanoniczne” - podkreślił dr Skwarzyński, dodając, że z sam fakt, że pokrzywdzony nie otrzymał orzeczenia nie obciąża metropolity, a sąd orzekający.

Ponadto w powyżej sprawie nie zaznawał sam poszkodowany, ale jego rodzice, będący świadkami w sprawie, a świadkowie z zasady nie otrzymują decyzji procesowych w prawie publicznym.

Drugim istotnym argumentem na rzecz kardynała jest brak zamieszczenia w filmie odpowiedzi na pytania skierowane do duchownego. „Dziennikarz zadał kilka grup pytań Kardynałowi, w filmie podano ich liczbę, a także to, że Kardynał się nie odniósł do każdego z nich. Otóż z nieopublikowanej, a pokazanej w filmie nieczytelnej formie odpowiedzi jasno wynika, że abp Stanisław Kardynał Dziwisz, w trzech punktach wskazał pytającemu materiały, z jakimi powinien się zapoznać, bo z pytań wynika, że miał dostęp tylko do części z nich, które mają charakter fragmentaryczny„ - wyjaśnia autor analizy.

Podkreśla również, że redaktor nie ponowił pytań, wskazując na zapoznanie się ze źródłami, podanymi przez kard. Dziwisza. „Trudno mieć zatem pretensję, że Kardynał nie chciał się spotkać z dziennikarzem, który nie słuchał wyjaśnień” - ocenił. Natomiast były metropolita krakowski wskazywał Gutowskiemu na konieczność zapoznania się z szeregiem dokumentów w sprawie, ponieważ zadawane pytania sugerowały oparcie się na jednostronnych źródłach. Pytający jednak tego nie zrobił.

W materiale TVN24 brakuje też wzmianki, że w 1993 r. umorzono postępowanie prokuratorskie wobec ks. W. W opinii dr. Skwarzyńskiego nie ma także rzetelnej analizy faktograficznej dotyczącej zarzutów związanych z kontaktami z założycielem Legionistów Chrystusa Marcialem Macielem Degollado, czy Theodorem McCarrickiem, a film opiera się w istocie o plotki bez podania rzetelnych źródeł.

Kolejną sprawą, do której odnosi się autor analizy jest wyznanie ks. Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego, który podkreśla, że dokumenty w sprawie ks. W. przekazał bezpośrednio na ręce kard. Dziwisza. Tu również doktor zauważa problem z datami, duchowny bowiem początkowo podaje, że stało się to 21 kwietnia 2012 roku, kiedy to kard. Dziwisz przebywał w Ziemi Świętej.

„Do tej daty szukano Listu od ks. T. Isakowicza-Zaleskiego w Archiwum Diecezjalnym (…) Ksiądz Isakowicz-Zaleski w swoim blogu wskazał ten list, ale ma on datę 24 kwietnia 2012 r. i rzeczywiście po tej dacie taki list jest zarejestrowany w archiwum Kurii Krakowskiej, tyle że do oświadczenia do artykułu w Onet.pl tego nie sprawdzano” - czytamy w analizie.

Dr Skwarzyński przyznał, że z rozmowy z kard. Dziwiszem wie, że po odnalezieniu listu przypomniał sobie tę sytuację. Przyznał, że list ks. Isakowicza-Zaleskiego zawierał szereg punktów dotyczących księży krakowskich i to interesowało kardynała, jako kwestie podlegające jego władzy. Natomiast sprawa księdza z sąsiedniej diecezji została przekazana właściwemu biskupowi.

„W 2014 r. pokrzywdzony zgłasza sprawę ks. W. oficjalną drogą obecnemu biskupowi bielsko-żywieckiemu Romanowi Pindlowi i ks. W. jest praktycznie natychmiast usunięty z parafii, zaczyna się wobec niego proces kanoniczny. Na jakie zatem zaniechania miał reagować Kardynał?” - stwierdził ekspert Ordo Iuris.

Nadmienił, że film jest zmontowany w sposób, który utrudnia zorientowanie się chronologiczne co po czym nastąpiło, a także powiela nieprawdziwe tezy o obowiązkach prawnych metropolity. Autor tekstu obnaża także okoliczności wywiadu z red. Piotrem Kraśką.

Dalej ekspert Ordo Iuris rozprawia się z tezą dotyczącą powiązań kard. Dziwisza ze sprawami krycia przestępców seksualnych Marciala Maciela Degollado i Theodora McCarricka. Autor podkreśla, że z dokumentacji sekretarza Jana Pawła II wynika, że sprawami tymi zajmowały się Kongregacje Kurii Rzymskiej, a nie Prywatny Sekretariat Papieża.

„Dokument w postaci Raportu McCarricka jest sprawnym pozorowaniem rzeczywistego śledztwa i ma służyć ukryciu kto miał możliwości wylansowania tego kandydata na Arcybiskupa Waszyngtonu. Metodologicznie poprawnie przygotowujący Raport powinni wyjść od odpowiedzi na pytanie kto miał interes, aby czynnego homoseksualistę wypromować na arcybiskupa Waszyngtonu?” - ocenił autor analizy.

Ekspert dziwi się, że media w Polsce, nie dostrzegają analogii do przypadków pojawiających się w Polsce, kiedy to Służba Bezpieczeństwa PRL zbierała informacje o homoseksualizmie księży, a potem pomagała im w awansach, by „mieć haki” na tychże duchownych, móc nimi manipulować i wykorzystywać ich pozycje.

„Jeśli chodzi o T. McCarricka (…) niemożliwym jest dostrzeżenie, że służby specjalne USA musiały wiedzieć o homoseksualizmie T. McCarricka; że amerykańskie służby specjalne miały interes w tym, aby arcybiskupem Waszyngtonu był ktoś na kogo mają wpływ i mogą go szantażować” - ocenił.

Dodał również, że przejęcie przez służby amerykańskiego arcybiskupa Waszyngtonu pozwalało w doskonały sposób zyskać agenta, który pod watykańską flagą będzie działał na rzecz interesów USA. „Historia życia McCarricka to przecież potwierdza – zaangażowanie w Rosji i Chinach. Zakres działalności McCarricka i jego wpływy w USA tłumaczy właśnie osłona jaką zapewniały służby. Jego wieloletnią bezkarność za przestępstwa seksualne wobec dorosłych a potem dzieci na gruncie prawa amerykańskiego również to tłumaczy” - podkreśla autor.

Niejako przy okazji udało się zrzucić winę na kard. Dziwisza, oczerniając i dyskredytując przy tym Jana Pawła II.

Autor analizuje także rolę, w całym tym procesie, sekretarza stanu kard. Angelo Sodano, który wg niego był „jedynym rozgrywającym, który sprawę mógł rozegrać logistycznie”, ponieważ „to rolą Kurii było sprawdzanie kandydatów, papież i prywatny sekretariat nie miał takiej logistycznej możliwości”.

Podsumowując ekspert Ordo Iuris podkreśla, że kard. Dziwisz ma problem z udowodnieniem swojej niewinności m.in. z uwagi na podeszły wiek, a także ze względu na fakt, że z obroną pozostał on właściwie sam. Zarówno urzędnicy w kurii w Krakowie, jak i „dawni przyjaciele” utrudniają mu dostęp do jakichkolwiek dokumentów umożliwiających przedstawienie rzeczywistości, takiej jaka była.

Na zakończenie autor przedstawia propozycje koniecznych zmian w prawie kanonicznym lub/i praktyce stosowania prawa kanonicznego na poziomie krajowym i Kurii Rzymskiej.

Tekst powstał w oparciu o informacje i dokumenty przekazane przez kard. Dziwisza, a także informacje ujawnione przez media, materiały publicznie znane z publikatorów Watykanu. Rozmowy osobistej w sprawie odmówił ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski.

Całość tekstu można przeczytać na stronie:

https://ordoiuris.pl/dzialalnosc-instytutu/raport-mccarricka-komentarz-do-sensacyjnych-zarzutow-medialnych-wobec

CZYTAJ DALEJ

Diecezja zielonogórsko-gorzowska ma swój herb

2020-11-26 22:09

[ TEMATY ]

herb

diecezja zielonogórsko ‑ gorzowska

Archiwum Kurii Biskupiej w Zielonej Górze

W tym roku mija 75. lat od utworzenia Administracji Apostolskiej Kamieńskiej, Lubuskiej i Prałatury Pilskiej z siedzibą w Gorzowie Wielkopolskim. Pandemia nie pozwoliła na zorganizowanie uroczystości upamiętniającej to wydarzenie. Z tej okazji został jednak ustanowiony herb diecezji. Dekret biskupa zielonogórsko-gorzowskiego Tadeusza Lityńskiego wchodzi w życie w I Niedzielę Adwentu.

Dekret ustanowienia herbu Diecezji Zielonogórsko-Gorzowskiej

Kościół na Środkowym Nadodrzu, którego życie religijne koncentruje się wokół takich ośrodków jak Gorzów Wielkopolski, Zielona Góra i Głogów oraz wielu mniejszych miast i miejscowości, dawnych klasztorów i sanktuariów, sięga swoimi korzeniami początków misji chrystianizacyjnej pierwszych Piastów. Na dziedzictwo wiary tych ziem składają się życie i męczeńska śmierć Pierwszych Męczenników Polski w roku 1003 w okolicach Międzyrzecza, apostolska działalność duchownych, osób konsekrowanych i świeckich Diecezji Lubuskiej utworzonej w roku 1124, misje realizowane przez zakony rycerskie oraz cystersów, a także łaski i cuda zdziałane za wstawiennictwem Matki Bożej z jej obrazu w Rokitnie. Powojenna organizacja kościelna nad środkową Odrą i dolną Wartą wyrasta jednak bezpośrednio z powstałej w roku 1945 Administracji Apostolskiej Kamieńskiej, Lubuskiej i Prałatury Pilskiej, która nosiła następnie nazwę Ordynariatu Gorzowskiego, by w roku 1967 zostać podniesioną do rangi Administracji Apostolskiej Gorzowskiej „ad nutum Sanctae Sedis”. Dnia 28 czerwca 1972 r. na mocy bulli papieża Pawła VI Episcoporum Poloniae coetus powstała Diecezja Gorzowska, która 25 marca 1992 r. bullą Jana Pawła II Totus Tuus Poloniae populus została zreorganizowana i przemianowana na Zielonogórsko-Gorzowska. Od kilku lat pojawiały się głosy, aby dla Diecezji Zielonogórsko-Gorzowskiej opracować własny herb, który nawiązując do historii Kościoła na Środkowym Nadodrzu, będzie znakiem wyrażającym jej tożsamość. W latach 2017-2020, po licznych konsultacjach, opracowano projekt herbu, który uzyskał pozytywne opinie. Po odpowiednim namyśle, niniejszym zatwierdzam herb dla Diecezji Zielonogórsko-Gorzowskiej według podanego poniżej opisu, który stanowi wyłączną jej własność. Herbu należy używać na okrągłych pieczęciach tych instytucji diecezjalnych, które mają prawo nią się posługiwać. Można go także umieszczać na budynkach będących siedzibami instytucji diecezjalnych oraz stanowiących własność diecezji. Opis herbu Herb Diecezji Zielonogórsko-Gorzowskiej utworzony został z herbu dawnego biskupstwa lubuskiego oraz patrocinium, czyli patronatu katedry w Gorzowie Wielkopolskim, która dedykowana została Najświętszej Maryi Pannie Wniebowziętej. Herb tworzy tarcza dzielona w słup. Na polu prawym barwy czerwonej, nawiązującym do herbu dawnego biskupstwa lubuskiego, znajdują się dwa skrzyżowane srebrne bosaki oraz powyżej sześciopromienna złota gwiazda. Na lewym polu barwy błękitnej znajduje się srebrna lilia heraldyczna. Tarcza położona jest na złoty krzyż oraz złoty pastorał krzywaśnią na zewnątrz, a u góry ozdobiona jest złotą infułą w dawnym stylu z opadającymi dwiema taśmami. U dołu znajduje się stylizowana srebrna wstęga o wywiniętych końcach, zawierająca dewizę zapisaną majuskułą: „Da pacem Domine in diebus nostris” (Daj, Panie, pokój dniom naszym).

Niniejszy dekret wchodzi w życie w I Niedzielę Adwentu – 29 listopada 2020 r. – w 75. rocznicę utworzenia Administracji Apostolskiej Kamieńskiej, Lubuskiej i Prałatury Pilskiej z siedzibą w Gorzowie Wielkopolskim.

+Tadeusz Lityński

Biskup Zielonogórsko-Gorzowski


CZYTAJ DALEJ

Reklama

Przejdź teraz
REKLAMA: Artykuł wyświetli się za 15 sekund

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję