Reklama

Aspekty

Modlitwa z serca Matki

Wizerunek Matki Bożej Rokitniańskiej zna każdy wierny na Ziemi Lubuskiej. Jest na nim jeden mały szczegół, który widziało jednak niewielu.

Niedziela zielonogórsko-gorzowska 24/2020, str. VI

[ TEMATY ]

Rokitno

Matka Boża Rokitniańska

Kalwaria Rokitniańska

Archiwum Aspektów

Biały orzeł z rokitniańskiego wizerunku

Biały orzeł z rokitniańskiego wizerunku

Obraz Matki Bożej ozdobiony jest luną, do której przymocowany jest Biały Orzeł. Na nim zaś wygrawerowane są po łacinie słowa prostej modlitwy. A że orzeł umieszczony jest na wysokości klatki piersiowej, to można powiedzieć, że jest to modlitwa z serca Matki.

Jak się tam znalazł?

Orzeł nie jest częścią samego malowidła. Jak więc się tam znalazł? Wizerunek Matki Bożej od 1669 r. znajdował się w kościele parafialnym w Rokitnie. Król Michał I Korybut Wiśniowiecki dowiedziawszy się o łaskach i cudach, jakie działy się za przyczyną Maryi z Rokitna, polecił sprowadzić obraz do Warszawy. Gdy pod koniec 1670 lub na początku 1671 r. wizerunek dotarł do stolicy, król wraz z całym dworem wyszedł na jego spotkanie.

Reklama

W tym czasie nie działo się za dobrze w naszej ojczyźnie. Nowo wybrany król miał bardzo dużą grupę przeciwników. W sytuacji ciągłego zagrożenia ze strony Turcji i niepokojów na Ukrainie Rzeczpospolita potrzebowała wewnętrznego pokoju. Michał Korybut musiał uporać się z buntami. Wyprawił się pod Lublin, aby tam zaprowadzić pokój. Jako człowiek bardzo pobożny szukał wsparcia u Matki Bożej. Dlatego na wyprawę zabrał ze sobą obraz z Rokitna. Wizerunek obnoszono po obozie rycerskim i przed nim modlono się, prosząc o zgodę i pojednanie w Ojczyźnie. Rokosz udało się opanować, a uproszenie daru pokoju przypisano właśnie Matce Bożej Rokitniańskiej. Wdzięczne wojsko ufundowało ryngraf Białego Orła z kości słoniowej. Na nim wypisano po łacinie: Da pacem Domine in diebus nostris (Daj Panie pokój dniom naszym). Król zaś ufundował srebrną sukienkę wysadzaną drogimi kamieniami. Na nią przypięto wizerunek Orła Białego.

Co to za słowa?

Da pacem, Domine, in diebus nostris. To pierwsze słowa pieśni rycerskiej. W tłumaczeniu na język polski brzmi ona mniej więcej tak:

Daj, Panie, pokój w dniach naszego życia (naszym czasom),
bowiem nie ma innych, Panie, którzy walczyli by o nas.
Zmiłuj się nade mną, Boże, w swojej łaskawości,
w ogromie swego miłosierdzia wymaż moją nieprawość!
Obmyj mnie zupełnie z mojej winy i oczyść mnie z grzechu mojego!
Uznaję bowiem moją nieprawość, a grzech mój jest zawsze przede mną.

Reklama

Pieśń Da pacem, Domine... inspirowana jest Psalmem 51, a utrzymana jest w formie indywidualnej pieśni błagalnej i pokutnej. Zwracamy się w niej pokornie do Boga, prosząc o ratunek w chwili, gdy znikąd już nie mamy pomocy. Znając swoje położenie i prawdę o sobie, uznajemy jednocześnie naszą grzeszność przed Panem.

Autor

Autorem pieśni jest Melchior Franck urodzony ok. 1580 w Zittau. Był to niemiecki kompozytor ewangelicki przełomu późnego renesansu i wczesnego baroku. Przypuszczalnie był uczniem Christopha Demantiusa. W 1603 objął posadę nadwornego kapelmistrza na dworze księcia Jana Kazimierza Wittelsbacha w Coburgu, którą zajmował do końca życia. Po wielu problemach życiowych, jak śmierć jego dzieci i żony, trudny okres wojny trzydziestoletniej, śmierć księcia Jana Kazimierza, Franck zmarł w biedzie 1 czerwca 1639 r. w Coburgu. Znany jest nam wszystkim bardziej z tekstu pieśni świątecznej O Tannenbaum.

Pieśń jest nagrana i można ją odsłuchać w Internecie, do czego bardzo serdecznie zachęcam. (tłum. Paweł Piotrowski)

2020-06-10 12:19

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Matka Boża z Rokitna Królową Polski

[ TEMATY ]

Matka Boża Rokitniańska

Archiwum Aspektów

Zwyczaj koronowania obrazów Maryi zrodził się pod koniec XVI wieku w Italii. Wiąże się to z działalnością włoskiego kapucyna o. Hieronima Paolucci di Camboli z Orli (+1620). W swoich kazaniach zachęcał on wiernych do zbierania drogich kamieni, złota i srebra na koronę dla Maryi.

Do tego pomysłu przekonał również księcia Aleksandra Sforzę Pallavicino. Tenże stworzył specjalny fundusz, z którego był fundowane korony dla obrazów Matki Bożej. Środkami miała zarządzać Kapituła św. Piotra na Watykanie. Dzięki temu dokonano licznych koronacji obrazów Maryi, najpierw w Rzymie, a później w całym Kościele. Pierwszym koronowanym wizerunkiem był obraz Matki Bożej delle Febbre z zakrystii watykańskiej, który ozdobił diademem papież Urban VIII 27 sierpnia 1631. Z czasem zwyczaj ten bardzo się rozpowszechnił w Kościele. Za pontyfikatu Piusa IX dokonano ponad 100 koronacji, za Leona XIII ponad 200, zaś za Piusa XII już 244 koronacji. W XVII wieku opracowano reguły, które należało przestrzegać przy koronacji obrazów a także same ryty tego obrzędu. Dokonywano go autorytetem Stolicy Apostolskiej, a godności tej mógł dostąpić tylko obraz od dawna otaczany czcią i dodatkowo słynący łaskami.

Inną formą oddawania czci Najświętszej Maryi Pannie było ofiarowywanie jej korony. Koronę składano w darze jako wotum za okazaną łaskę czy też wyproszone dary. Pierwszym znanym w historii Kościoła wotum ofiarowanym w tej formie Matce Bożej był złoty diadem, który papież Grzegorz III ufundował w roku 732 dla obrazu Matki Bożej w oratorium św. Piotra w Rzymie.

W kontekście tych zwyczajów należy odczytywać pojawienie się na skroni rokitniańskiego wizerunku pierwszej korony.

Pierwsza korona

Pierwszy raz korona na obliczu Najświętszej Maryi Panny z Rokitna pojawiła się w już XVII wieku. Wiązało się to z coraz większa sławą, jaką cieszył się wizerunek Matki Bożej, który od 1669 roku znajdował się w kościele parafialnym w Rokitnie. Król Polski i Wielki Książę Litewski Michał I Korybut Wiśniowiecki dowiedziawszy się o łaskach i cudach, jakie działy się za przyczyną Maryi z Rokitna polecił sprowadzić obraz do Warszawy. Gdy pod koniec 1670 lub na początku 1671 roku wizerunek dotarł do stolicy król wraz z całym dworem wyszedł na jego spotkanie. Witając go Michał Korybut, powiedział: „O vere vas insigne devotionis” (O prawdziwe naczynie niezwykłej pobożności). Obraz został umieszczony na Zamku Królewskim. Przed nim sam władca jak i cała królewska rodzina szukali oparcia i orędownictwa.

W tym czasie nie działo się za dobrze w naszej Ojczyźnie. Nowo wybrany król miał bardzo dużą grupę przeciwników, którzy otwarcie występowali przeciwko niemu. W sytuacji ciągłego zagrożenia ze strony Turcji i niepokojów na Ukrainie Rzeczpospolita potrzebowała wewnętrznego pokoju. Michał Korybut musiał uporać się z buntami na południowo-wschodnich rubieżach Korony Królestwa Polskiego. Wyprawił się więc do Lublina, aby tam zaprowadzić pokój. Wiśniowiecki, jako człowiek bardzo pobożny, szukał wsparcia u Matki Bożej i dlatego na wyprawę zabrał ze sobą obraz Maryi z Rokitna. Obraz obnoszono po obozie rycerskim i przed nim modlono się prosząc o zgodę i pojednanie w Ojczyźnie. Rokosz udało się opanować, a uproszenie daru pokoju przypisano Matce Bożej Rokitniańskiej. Wdzięczne wojsko ufundowało ryngraf Białego Orła z kości słoniowej. Na nim wypisano po łacinie „Da pacem Domine in diebus nostris” (Daj Panie pokój dniom naszym). Król zaś ufundował srebrną sukienkę wysadzaną drogimi kamieniami. Na nią przypięto wizerunek Orła Białego. Wówczas także obraz po raz pierwszy został ozdobiony koroną. Ufundował ją król, a wykonana była ze szczerego srebra i złocona, zwieńczona krzyżem ozdobionym 22 brylantami. Korona miała kształt książęcej mitry. Koronę podtrzymywały dwa aniołki również wykonane ze srebra. Niestety nie wiemy kiedy dokładnie ta pierwsza korona została nałożona i jaki charakter miała ta uroczystość. Być może wydarzenie to nawiązywało do aktu, który miał miejsce w stolicy kilkanaście lat wcześniej. W 1651 roku abp Jan de Torres, nuncjusz papieża Innocentego X przywiózł z Rzymu i ofiarował królowi Janowi Kazimierzowi Wazie obraz Najświętszej Maryi Panny. Obraz przedstawia Maryję trzymającą w dłoniach połamane strzały gniewu Bożego. Warto podkreślić, że obraz trafił do Rzeczypospolitej przededniu bitwy pod Beresteczkiem. Król dar ten przekazał warszawskim pijarom. Obraz od samego początku odbierał w stolicy szczególną cześć. Jego sława znacznie wzrosła po wielkiej wiktorii pod Beresteczkiem. Aktem dopełniającym ówczesną radość była intronizacja i koronacja tegoż wizerunku. 24 marca 1651 roku nuncjusz pobłogosławił ufundowaną przez mieszkańców Warszawy złotą koronę wysadzana perłami i włożył ją na głowę Maryi z wizerunku ojców pijarów. Akt ten dokonany został bez odpowiedniego pisma Stolicy Apostolskiej. Niemniej była to pierwsza znana nam koronacja obrazu Matki Bożej na ziemiach polskich. Gdy w 1664 roku Warszawę nawiedziło „morowe powietrze” mieszkańcy stolicy uciekali się pod ochronę pijarskiej Matki Bożej. Obraz ze czcią obnoszono w procesjach, a samą Maryję z tegoż obrazu obwołano patronką miasta. Być może nałożenie korony na wizerunek NMP z Rokitna wpisuje się także w tę tradycję miasta stołecznego? Byłaby to zatem kolejna koronacja wizerunku, tym razem jednak koroną ofiarowaną przez króla Michała I.

Ogłoszenie Pani Rokitniańskiej Królową

Powrót cudownego obrazu z Warszawy do Rokitna był prawdziwym pochodem triumfalnym. Bp Stefan Wierzbowski w specjalnie na tę okoliczność wydanym liście pasterskim pisał: „Zaiste ta Najświętsza nieba i ziemi Królowa ogłosiła w ten czas, że jest Królową ziem polskich, gdy tylko swoim łaskawym, w tym obrazie spojrzeniem, Królestwo i dwór zechciała pokrzepić. A to, że jest Matką dała poznać nie tylko w jednym miejscu, siła bowiem dobrodziejstw na Jej oddanych za Tejże przyczyną spłynęła na rozległych obszarach Wielkopolski i im sąsiedniego Śląska, a i Księstwo Mazowieckie nimi uraczyła”. Również ks. Wojciech Dobrzelewski, oficjał generalny diecezji poznańskiej w piśmie z 13 października 1670 roku podkreślił królewską godność NMP z Rokitna: „Tę wielką niezmierzonej tajemnicy Rodzicielkę witały bowiem żarliwe pragnienia królewskie, by obecnością swą korony i tron królewski utwierdziła Ta, która sama jest Władczynią głów koronowanych, i głowy one koronującą. Jej właśnie Najczcigodniejszy Ojciec Opat, by wypełnić się mogły pragnienia i śluby Najjaśniejszych Władców, stawił przed obliczem Króla i innych głów koronowanych celem adoracji. Gdy znalazła się w pałacowych wnętrzach, jakoby gościnnie, szczęśnie napełniła swoim Majestatem żarliwie Najjaśniej Panujących pragnienia, pobożne westchnienia, zbożne czułością pocałunki. Pozostawiła wszędy ślady swoich dobrodziejstw, tak na dworze, jak i w królestwie”.

CZYTAJ DALEJ

Świat nienawidzi chrześcijan

2020-09-16 11:30

Niedziela Ogólnopolska 38/2020, str. 16-18

[ TEMATY ]

prześladowania

chrześcijanin

Adobe.Stock.pl

„Jeżeli Mnie prześladowali, to i was będą prześladować” (J 15, 20). Te Jezusowe słowa zapowiadają i wyjaśniają występujące na przestrzeni wieków zjawisko prześladowania chrześcijan. Dziś technicznie nazywa się to fobią antychrześcijańską, chrystianofobią. Gdzieniegdzie, np. w Wielkiej Brytanii, sugeruje się, aby – ze względu na skalę zjawiska – karać przejawy chrystianofobii na równi z aktami antysemityzmu czy islamofobii.

Przy okazji Wielkiego Jubileuszu Roku 2000 podkreślano, że liczba ofiar prześladowań z czasów rzymskich jest nieporównywalna z liczbą chrześcijan eksterminowanych w XX wieku. To prawdziwy „wielki tłum, którego nie mógł nikt policzyć, z każdego narodu i wszystkich pokoleń, ludów i języków” (Ap 7, 9), co podkreślił w swojej książce Stulecie męczenników. Świadkowie wiary XX wieku prof. Andrea Riccardi. Wyczulony był na to św. Jan Paweł II, świadek dwóch systemów, które w XX wieku miały najwięcej krwi chrześcijan na rękach: niemieckiego nazizmu i sowieckiego komunizmu. Od 2000 r. minęło już 20 lat. Nic nie wskazuje, żeby gehenna chrześcijan miała się skończyć. Globalne „polowanie” na wyznawców Chrystusa trwa w najlepsze, a ponieważ w zglobalizowanym świecie terytorium jakby się skurczyło, naganiacze są coraz bliżej nas. Także w starych chrześcijańskich krajach, w tym w Polsce, narasta zjawisko chrystianofobii. Przybiera ono różne formy, a o większości zdarzeń w ogóle się nie dowiadujemy. Może nawet nie dlatego, że są skrywane, ale że jest ich tak wiele. Po prostu spowszedniały.

Pełzająca nienawiść

Na stronie Obserwatorium Nietolerancji i Dyskryminacji Chrześcijan w Europie – niezależnej austriackiej organizacji zajmującej się monitorowaniem nietolerancji wobec chrześcijan w Europie – czytamy o najświeższych przypadkach chrystianofobii na Starym Kontynencie. W niemieckim Durlangen w Badenii-Wirtembergii ktoś, raczej nie dla żartu, obciął głowę Jezusa z pasyjki. W nadreńskim miasteczku Velbert, znanym z produkcji zamków i okuć, inny sprawca pomalował czerwonym sprayem znajdującą się na frontonie kościoła św. Józefa figurę Chrystusa. We włoskim Pavignano złoczyńca napadł na plebanię. Zdemolował, co tylko się dało, i skradł wartościowe rzeczy, w tym obraz Matki Bożej. W leżącej przy granicy z Portugalią hiszpańskiej Plasencji ktoś podpalił najstarszy w mieście kościół. Ogień był duży, ale na szczęście szybka interwencja strażaków ograniczyła straty. W nadmorskim włoskim Baia Verde komuś przeszkadzały z kolei kropielnice przy ołtarzu polowym. W tym samym dniu „zapalił się” kościół w Wülfrath w Niemczech. Jako przykład nietolerancji austriackie obserwatorium wymienia również wywieszenie tęczowej flagi na figurze Chrystusa w Warszawie.

W ostatnim z raportów wspomnianej organizacji, podsumowującym 2018 r. w Europie, wymienia się ponad 325 udokumentowanych przypadków nienawiści do chrześcijan w ich codziennym życiu. Przypadki te są różne: od łamania wolności wyznania i sumienia (czym jest choćby zmuszanie chrześcijańskich lekarzy oraz pielęgniarek do wykonywania aborcji), przez barbarzyńskie ataki na kościoły czy cmentarze, aż po fizyczną napaść na duchownych i świeckich chrześcijan. Raport zastrzega, że to tylko wycinek, który w 100% nie przedstawia całej opresji wobec chrześcijaństwa na Starym Kontynencie. Nie opisuje, bo trudno to uchwycić w faktach, wydarzeń mających charakter systematyczny, swego rodzaju procesu, np.: że chrześcijanom przeszkadza się w działalności gospodarczej właśnie dlatego, iż są chrześcijanami; że przez stosowanie różnych zakazów nie pozwala się publicznie manifestować swoich przekonań moralnych, bo klasyfikuje się je jako tzw. mowę nienawiści, że w różny sposób sekuje się przyznających się do tradycyjnych wartości profesorów na uniwersytetach, a nawet, w niby tak wrażliwym na imigrantów świecie zachodnim, odmawia się azylu uciekinierom właśnie dlatego, iż są chrześcijanami. Paradoksalnie, w rzekomo chrześcijańskim świecie chrześcijańscy uciekinierzy z Syrii, Iraku czy z innych miejsc już na starcie mają „pod górkę”. O nastawieniu świata wobec tego, co kościelne i chrześcijańskie mówi morze antychrześcijańskiego hejtu, którym wypełniony jest internet.

Obudźmy się!

Przypadków nietolerancji wobec chrześcijan, antychrześcijańskiego uprzedzenia i chrystianofobii jest dziś na Starym Kontynencie oraz w świecie zachodnim znacznie więcej niż było 20 czy 30 lat temu. Raport niemieckiej policji za 2017 r. wzbudził niepokój konserwatywnych polityków. Wskazał bowiem na blisko 100 przestępstw motywowanych niechęcią wobec chrześcijaństwa i chrześcijan. W Szkocji, według wspomnianej austriackiej organizacji non-profit, już na początku XXI wieku 95% wszystkich przestępstw motywowanych niechęcią do religii było wymierzonych w chrześcijan. We Francji aż 85 aktów wandalizmu wymierzonych zostało w miejsca kultu chrześcijańskiego, choć samych chrześcijan jest już nad Sekwaną nieco ponad 50%. Zresztą na terytorium „najstarszej córy Kościoła” liczba przestępstw godzących w katolików wzrasta. Według danych Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, w 2019 r. zanotowano 1052 przypadki antychrześcijańskich przestępstw. Czynów karalnych motywowanych antysemityzmem było 2 razy mniej, a przypadków islamofobii aż 10 razy mniej. To pokazuje, kto jest najbardziej prześladowaną grupą religijną nad Sekwaną, i tłumaczy, dlaczego francuscy katolicy nie czują się we Francji jak u siebie w domu, a milczenie opinii publicznej na dotykającą ich krzywdę budzi prawdziwy niepokój. Najświeższe ostrzeżenie o wzrastającej agresji wobec chrześcijan pochodzi z Irlandii Północnej. Według policyjnych statystyk, w ciągu ostatnich 5 lat w tym niewielkim kraju odnotowano aż 601 aktów napaści na budynki sakralne i parafialne oraz cmentarze. Najczęściej na kościoły katolickie.

Porównanie twardych, oficjalnych danych z badaniem opinii na ten sam temat pokazuje, że opinia publiczna nie dostrzega problemu pełzającej chrystianofobii. Według danych ze Stanów Zjednoczonych za 2018 r., przestępstwa motywowane niechęcią do chrześcijaństwa były na podobnym poziomie do tych popełnionych przeciw muzułmanom, podczas gdy opinia publiczna (badanie Pew Research Center z 2019 r.) jest przekonana, że to muzułmanie są najbardziej dyskryminowaną grupą religijną. Społeczeństwa zachodu żyją w oparach złudzeń i częściej traktują chrześcijan jako opresorów niż ofiary. Fakty jednak pokazują, że jest odwrotnie. Sytuacja jest zła na całym świecie, a w niektórych częściach już bardzo zła.

Milczenie świata

Według oficjalnego raportu zleconego przez brytyjskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych w 2019 r., w niektórych częściach globu (szczególnie często wymienia się tam Bliski Wschód), prześladowanie chrześcijan wypełnia międzynarodową definicję ludobójstwa. I co? I nic! Politycy oraz sądy ignorują problem chrystianofobii. Winę za to ponosi kanon politycznej poprawności, swoisty kodeks postępowania, który sugeruje, aby nie widzieć, że czarne jest czarne, a białe jest białe. – To, o czym zapomnieliśmy w atmosferze politycznej poprawności, to fakt, że prześladowani chrześcijanie należą do najbiedniejszych ludzi na ziemi – przyznał szczerze, poruszony wynikami raportu, brytyjski minister spraw zagranicznych Jeremy Hunt. – Następny Holokaust będzie chrześcijański – powiedział rok temu podczas jednej z konferencji filipiński odpowiednik Teodoro Lopez Locsin, a gehennę wyznawców Chrystusa na Bliskim Wschodzie nazwał obrazowo ofiarą wotywną złożoną przez Zachód na ołtarzu bogatego w ropę regionu. Szef węgierskiego MSZ Péter Szijjártó stwierdził wprost, że chrystianofobia jest dziś jedyną akceptowalną formą dyskryminacji, i to globalnie. W mainstreamie panuje na to ciche przyzwolenie. Międzynarodowa wspólnota nie jest wrażliwa na prześladowania chrześcijan. Dlaczego? Jednym z wytłumaczeń jest to, że dzieje się tak, bo żyjemy w społeczeństwach postchrześcijańskich, w których chrześcijaństwo z natury nie jest respektowane. Eksperci są zgodni. Tylko zdecydowana i silna odpowiedź większości podmiotów oraz osób indywidualnych jest w stanie postawić tamę nasilającej się agresji wobec chrześcijaństwa w Europie i na świecie.

Nasza chata nie jest z kraja

Podobną sytuację obserwujemy w Polsce. Kościół, ludzie Kościoła, szczególnie duchowni, ale także własność kościelna padały ofiarą przestępstw od dawna. Wcześniej jednak, to znaczy przed 15, 20 laty, przestępstwa były motywowane rabunkowo. Kościół był przedstawiany przez niechętne mu media jako instytucja majętna, co wprost zachęcało pospolitych rabusiów do napadów na plebanie czy kościelne puszki. Nie pamiętam jednak jakiegoś skoku stulecia, w którym złodzieje „obłowiliby się”, bo dużych pieniędzy Kościół, wbrew opinii, nie miał i nie ma. Łupem padały niewielkie sumy pieniędzy, ale zdarzało się, że przy okazji bito i torturowano księży. Dziś te napady praktycznie zniknęły. Pojawiły się natomiast motywowane nienawiścią do Kościoła i katolików akty wandalizmu, napaści fizyczne czy bluźniercze ataki na symbole religijne. Tylko w ostatnich dniach byliśmy świadkami ataku na kościół w Przemyślu, na pomnik św. Jana Pawła II w Gdańsku czy zbezczeszczenia ołtarza w Tyńcu. Kolejna obraza Matki Bożej przez rozpowszechnianą w internecie grafikę czy niedawny atak na figurę Chrystusa na Krakowskim Przedmieściu... Ataki fizyczne? Przypomnijmy tylko wydarzenia z ostatnich 2 lat: zaatakowani zostali księża we Wrocławiu, Szczecinie, Łodzi czy w wielkopolskim Turku. W Berlinie 61-letni ksiądz odprawiał niedzielną Mszę św., gdy nagle jeden z wiernych wstał z ławki, splunął na podłogę kościoła, podszedł do księdza i zadał mu potężny cios. Czarno na białym widać, że fizyczne ataki na obrońców życia mają już charakter zorganizowanej działalności, podobnie jak zorganizowane jest nękanie abp. Marka Jędraszewskiego. Milczenie w tych sprawach jest zachętą do kolejnych ataków.

CZYTAJ DALEJ

GDOŚ: pozytywna decyzja środowiskowa ws. przekopu Mierzei Wiślanej utrzymana w mocy

2020-09-22 17:01

[ TEMATY ]

Mierzeja Wiślana

wikipedia.pl

Pozytywna decyzja środowiskowa dotycząca budowy nowej drogi wodnej łączącej Zatokę Gdańską z Zalewem Wiślanym została utrzymana w mocy - podała we wtorek w komunikacie Generalna Dyrekcja Ochrony Środowiska. Rozpatrywała ona odwołania samorządu woj. pomorskiego oraz organizacji ekologicznych.

Pozytywną decyzję dla przekopu Mierzei Wiślanej wydała 5 grudnia 2018 roku Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska w Olsztynie. Zgodziła się na tę inwestycję z lokalizacją w Nowym Świecie, jednak w decyzji określono kilkadziesiąt warunków korzystania ze środowiska w fazie realizacji i eksploatacji inwestycji, ze szczególnym uwzględnieniem konieczności ochrony cennych wartości przyrodniczych.

Decyzję tę zaskarżyły do Generalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska: samorząd woj. pomorskiego oraz organizacje ekologiczne. Po postępowaniu GDOŚ poinformowała we wtorek, że "pozytywna decyzja środowiskowa wydana przez Regionalną Dyrekcję Ochrony Środowiska w Olsztynie została utrzymana w mocy", jednak - jak wskazano - wprowadzono modyfikację "brzmienia szeregu warunków realizacji inwestycji minimalizujących jej wpływ na środowisko".

Od prawie roku w miejscu planowanego przekopu trwały początkowo prace przygotowawcze, a obecnie - zaawansowane prace budowlane. Jak informował inwestor, Urząd Morski w Gdyni, całkowita długość nowej drogi wodnej wyniesie blisko 23 kilometry. Samo przejście przez Zalew Wiślany to nieco ponad 10 kilometrów, po rzece Elbląg - także ponad 10 kilometrów, a pozostałe ok. 2,5 km to odcinek, na który złożą się śluza i port zewnętrzny oraz stanowisko postojowe. Kanał ma mieć 5 m głębokości.

Docelowo nowa droga wodna między Zatoką Gdańską a Zalewem Wiślanym ma umożliwić wpływanie do portu w Elblągu jednostek o długości do 100 metrów oraz do 20 metrów szerokości. Budowa kanału na Mierzei Wiślanej ma zakończyć się w 2022 r. Inwestorem jest Urząd Morski w Gdyni, a wykonawcą przekopu - konsorcjum firm NDI i Besix.(PAP)

autor: Agnieszka Libudzka

ali/ pad/

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję