Reklama

Świat

Nie mamy nic. Pebas walczy z pandemią

„Prewencja i modlitwa to nasza broń na koronawirusa” – mówi ks. Paweł Sprusiński, misjonarz w Peru. Dziś również w Amazonii wirus wywraca życie do góry nogami. Były piękne misyjne plany, dziś jest walka o każdy następny tydzień. Brakuje wszystkiego.

Pebas to miejscowość w północno-wschodnim Peru, która ma 5 tys. mieszkańców. Położona jest na specyficznym terenie początkowego odcinka Amazonki, czyli w kompletnej dziczy. Próba wyznaczenia trasy dojazdu z Pebas do jakiegokolwiek miejsca w Peru kończy się fiaskiem. Tam nie ma dojazdu, można jedynie dopłynąć, i jest to charakterystyczna cecha wszystkich miejscowości w tym rejonie – nawet oddalonego o 140 km Iquitos, które jest siedzibą wikariatu apostolskiego.

Plany przed pandemią

Ksiądz Paweł Sprusiński z diecezji płockiej stoi na czele parafii, do której należą 54 wioski i która w Polsce objęłaby swoim zasięgiem prawie całe województwo świętokrzyskie. Jest z nim kilka sióstr zakonnych i misjonarzy świeckich. Plany pomocy tej placówce jeszcze przed pandemią COVID-19 mieli członkowie wolontariatu misyjnego z Duszpasterstwa Akademickiego „Piątka” w Łodzi. – Po konsultacji z ks. Pawłem chcieliśmy zabrać ze sobą nie tyle jakieś środki materialne, ile wiedzę. Planowaliśmy kurs ratownictwa medycznego, profilaktyki uzależnień, warsztaty językowe i komputerowe – mówi Sylwia Mańczuk. Organizatorom zbiórki zależało nie na tym, by prowadzić w Pebas wykłady, ale by przekazywać miejscowym umiejętności, które dałyby im nowy sposób myślenia i poszerzyły perspektywy.

Reklama

Niestety, częstym sposobem zarobku jest tam tzw. seksturystyka. – Wiele kobiet stara się w taki sposób poprawić swój byt, a nawet celowo zajść z kimś bogatszym z zewnątrz w ciążę, by wyjechać lub mieć stały dochód na miejscu. Tym bardziej zależało nam na tym, by pomóc miejscowej ludności w dostrzeżeniu, że można inaczej, że poszanowanie swojego ciała ma wielką wartość – opowiada Sylwia.

Wirus zdecydował

Obecnie jednak wolontariusze byliby w Pebas obciążeniem. Pandemia również w Peru wywróciła wszystko do góry nogami. – Granice są zamknięte, na ulicach jest wojsko. Nastawienie do białych jest raczej nieprzyjazne, bo Peruwiańczycy uważają, że to właśnie biali przynieśli im koronawirusa – mówi s. Justyna Rosińska, pasjonistka, która miała już okazję pracować w Pebas. – Naszym celem było i jest 10 tys. zł. Myśleliśmy o zakupie materiałów do pracy wolontariackiej, ale dziś wiemy, że ilekolwiek uda się zebrać, w całości zostanie to przelane na konto misji w Pebas – dodaje.

Zbiórkę członków łódzkiego wolontariatu misyjnego można znaleźć pod linkiem: www.zrzutka.pl/vuxktg lub wpisując w wyszukiwarce: „Misja w Peru – Pebas”. Oczywiście, nie jest to jedyna możliwość wsparcia misji w środku peruwiańskiej dżungli. Dla całego wikariatu apostolskiego Iquitos trwa obecnie duża zbiórka na sprzęt medyczny pod hasłem „COVID-19 dusi dżunglę” w serwisie: Pomagam.pl .

Reklama

– Opiekę medyczną w parafii Pebas obecnie sprawują jeden lekarz i szesnaście pielęgniarek. Pieniądze, które są zbierane, uratują wiele istnień ludzkich. U nas trudno zrozumieć takie przełożenie, bo mamy większą odporność na COVID-19 niż Latynosi i warunki do tego, by koronawirus nie był przenoszony. Trzeba sobie uświadomić, że oni mieszkają w strasznym ścisku, po pięć-sześć osób w jednym pomieszczeniu. Może się wydawać, że takie Pebas na końcu świata nie powinno się obawiać, ale wystarczyło, że rodzina z sąsiedniej wioski, niczego nieświadoma, przywiozła koronawirusa, uciekając przed tą chorobą. Tak się zaczęło – opowiada s. Justyna.

Sytuacja „od środka”

Ksiądz Paweł Sprusiński, z którym rozmawiałem 29 maja, relacjonuje, że w szpitaliku w Pebas nie ma nic, co pomagałoby w zwalczaniu skutków koronawirusa. Pierwsze przypadki w Pebas były stwierdzone 9 maja. Na dzień, w którym rozmawiałem z misjonarzem, jeden z pacjentów był wspomagany przez aparat tlenowy. Bez tego by nie przeżył. Pomoc państwa okazywała się tylko deklaratywna. Mimo czterdziestu osób chorych na COVID-19 nie przekazano żadnego obiecanego wsparcia. – Żyjemy dzięki Opatrzności Bożej, z dnia na dzień, z tygodnia na tydzień. Najpilniejszą potrzebą są lekarstwa i aparaty tlenowe – urządzenia, które kosztują prawie 2 tys. dol. Nie potrzeba przy nich butli z tlenem. Jest to najlepsze rozwiązanie dla miejscowości położonych w głębi Amazonii, oddalonych od miast – bez szpitali i respiratorów.

Jeden komplet stroju ochronnego to 20 dol. Koszty najpilniejszych lekarstw wynoszą od 29 dol. za zastrzyk przeciwzakrzepowy do aż 176 dol. za 100 tabletek antybiotyku. – Wiążę w tym kontekście duże nadzieje ze zbiórką „COVID-19 dusi dżunglę”. Ta akcja i plan zakupów są duże i ambitne i dotyczą pomocy dla wszystkich szesnastu misji znajdujących się na terenie Wikariatu Apostolskiego św. Józefa w Puszczy Amazońskiej – mówi ks. Sprusiński.

Za cud uważa się fakt, że nikt z misjonarzy dotychczas się nie zaraził, choć czterdzieścioro z nich (w tym ks. Paweł) było w marcu na spotkaniu z miejscowym biskupem José Javierem Travieso Martínem, u którego tydzień później wykryto koronawirusa. Każdy przeszedł kwarantannę, a testy zrobione niektórym na szczęście dały wynik negatywny.

Broń na koronawirusa

Misjonarz nie zapomina w tym wszystkim o duchowym wymiarze pandemii. – Od 9 do 10 rano i od 6.30 do 8 wieczorem jesteśmy niedostępni. Mamy spotkanie z Jezusem i Jego Mamą. Dzięki tym spotkaniom widzimy, jak Bóg się o nas troszczy i błogosławi naszym działaniom – mówi kapłan. Od początku ogólnokrajowej kwarantanny odprawia Msze św. tylko w gronie współpracowników. Codzienną Eucharystię i Różaniec transmitują przez głośniki umieszczone na wieży kościelnej. W maju łączyli się telefonicznie z rodzinami i wspólnie modlili Różańcem w ich intencjach. Rano przez głośniki prowadzona jest też półgodzinna katecheza dla różnych grup wiekowych. – Prewencja i modlitwa to nasza broń na koronawirusa. Tłumaczę ludziom, że wszystko jest łaską, nawet kwarantanna. Bóg wzywa nas do nawrócenia i przewartościowania naszego życia, do tego, by rodziny wzmocniły więzi, stały się miejscem modlitwy. Przepięknym doświadczeniem są dla mnie procesje z Najświętszym Sakramentem ulicami Pebas (były już trzy, m.in. w Wielkanoc). W obstawie dwóch żołnierzy poszedłem z Jezusem, aby pobłogosławić rodziny, które czekały w oknach i progach swoich domów. Gdy wychodzę z kościoła po wieczornej Mszy św., czasami podchodzą żołnierze i proszą o błogosławieństwo, zanim ruszą na nocny patrol ulicami miasteczka. Przez pandemię widoczne jest większe zainteresowanie Biblią i modlitwą. Najbardziej sugestywnym przykładem jest dla mnie miejscowy dziennikarz Felisandro, który oświadczył publicznie, że był ateistą, ale uwierzył dzięki pandemii. Dziś na antenie jedynego dostępnego tu radia cytuje Biblię i żegna słuchaczy słowami: „Niech Bóg was błogosławi” – opowiada ks. Paweł.

Oto cuda, które już się dzieją. Teraz czas na nas i nasze wsparcie modlitewne i materialne, by Pebas sobie poradziło.

2020-06-17 11:08

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Misjonarz z Rwandy: Słowo Boże daje potężny potencjał

2020-09-16 08:18

[ TEMATY ]

misje

misjonarz

Materiał prasowy

Telewizja Polska przygotowała wyjątkowy cykl reportaży o misjach w Rwandzie, które od 13 września ukazują się w TVP1. O tym jak wygląda praca polskich misjonarzy, posługujących w samym sercu Afryki, dlaczego Rwanda to kraj tak wielkich różnic, a także jak pandemia wpływa na wiarę w Afryce, specjalnie dla „Niedzieli” opowiada misjonarz Ks. Leszek Czeluśniak MIC.

  • Rwanda należy do o ile się nie mylę pierwszej trzydziestki najuboższych krajów świata, gdzie 85 % ludności musi żyć za 2 dolary na osobę na dzień. Czyli przeliczając to na nasze polskie realia – jest to ok. 8 zł na dzień..
  • My jako kapłani, zakonnicy, jesteśmy tam i naszym głównym zadaniem jest ewangelizacja, jest głoszenie Dobrej Nowiny. Jest pomaganie ludziom we wzroście duchowym
  • Mamy już pięciu księży, czterech diakonów, i ponad dziesięciu kleryków rwandyjskich. W Rwandzie jest coraz mniej misjonarzy, Kościół przejmują rodzimi i to jest zasługa właśnie tej pracy, ewangelizacji
„Rwanda 2020 – misje na wzgórzach” w TVP1 w każdą niedzielę ok. godz. 12:45, po programie Między Ziemią a Niebem. Cykl reportaży ukazuje się pod patronatem „Niedzieli”.

Więcej o cyklu reportaży: Zobacz

Damian Krawczykowski: Rwanda to kraj ogromnych różnic. Z jednej strony drogie, luksusowe auta, z drugiej rejony olbrzymiej biedy. Skąd biorą się te różnice?

Ks. Leszek Czeluśniak MIC: Wydaje mi się, że możemy tu powiedzieć o całej Afryce. Jest to bardzo duży kontynent i praktycznie w każdym kraju zarysowane są te olbrzymie kontrasty. Z jednej strony kontynent afrykański wiadomo – należy do najuboższych terenów świata. Rwanda należy do o ile się nie mylę pierwszej trzydziestki najuboższych krajów świata, gdzie 85 % ludności musi żyć za 2 dolary na osobę na dzień. Czyli przeliczając to na nasze polskie realia – jest to ok. 8 zł na dzień..

Jak sobie to uświadomimy, to zauważamy jaka jest to tragiczna sytuacja.

Materiał prasowy

Ks. Leszek Czeluśniak MIC

Ks. Leszek Czeluśniak MIC

Z drugiej strony, do tego ubóstwa i tego tż bardzo prymitywnego życia wchodzi świat współczesny. Stolica Rwandy – Kigali, jest naprawdę pięknym miastem. Jest jednym z najczystszych miast na świecie. Powstało około setki wieżowców, nawet 18-piętrowych. Zaczęto produkować telefony komórkowe, samochody elektryczne. Kigali nazywany jest Singapurem Afryki.

Czyli z jednej strony ludzie którzy żyją na tych wioskach, jak ja to mówię tak jak Pan Bóg stworzył świat. Bez prądu, wody, na klepiskach, bez mebli. Tak żyje naprawdę 80% ludności. I nagle jest ten wielki kontrast, gdy wjeżdża się do stolicy. W Afryce łatwo z jednego miasta zrobić taką oazę, ale nie dotyczy to całości kraju, zupełnie.

Jako mariańscy misjonarze jesteście w Rwandzie, aby właśnie tej biednej, wykluczonej społeczności pomagać. Na czym skupiacie się w Waszej posłudze?

My jako kapłani, zakonnicy, jesteśmy tam i naszym głównym zadaniem jest ewangelizacja, jest głoszenie Dobrej Nowiny. Jest pomaganie ludziom we wzroście duchowym. Bo naprawdę wzrost ekonomiczny sprawia, że ludzie stają się bardzo rządni pieniędzy, rozwoju. Reklamy też robią swoje. Dawniej tego nie było, teraz praktycznie wszystkie dzieci widząc białego człowieka krzyczą: „Give me money, give me money”. Nie pozdrowi, ale „daj mi pieniądze”. Robią się takie odruchy tego pragnienia pieniędzy.

Zawsze chcemy pokazać, że jeśli ukierunkuje się tylko na rozwój, to człowiek faktycznie zupełnie zapomina o Bogu. A trzeba powiedzieć, czego jestem bardzo świadomy, że to Ewangelia rozwija. Trzeba pamiętać, że kraje europejskie budowane na kulturze chrześcijańskiej dokonały wielkiego rozwoju. Biblia i Słowo Boże daje potężny potencjał.

Jako misjonarze wchodzimy także w strukturę typowych misji. Pomagamy w edukacji, jest to bardzo ważna dziedzina. Wybudowaliśmy szkołę. Początkowo miała być na 250 dzieci, teraz jest w niej 750 dzieci. Zrobiliśmy też taki dom kultury, żeby dzieci uczyć angielskiego po lekcjach. Pokazać im kolorowe kredki, tutaj dzieci nie mają w szkołach zobaczyć takich rzeczy, wszystko jest czarno - białe. Do nas przyjdą mają pędzelek, mogą coś namalować. To bardzo rozwija dzieci. Jest także muzyka. Mamy nawet dwa komplety skrzypcy, oni nawet nie wiedzieli co to są skrzypce. Pokazujemy to, bo wierzymy, że każde dziecko może się rozwinąć. Jeśli ma możliwość, potencjał zawsze pójdzie do przodu.

Trzeci aspekt to także pomoc materialna, dożywianie dzieci. Już od wielu lat dożywiamy ponad tysiąc dzieci w szkole. Jest to olbrzymi wysiłek. Proszę sobie wyobrazić zrobić, dać tysiącu dzieciom po dwie bułki, pięć razy w tygodniu. To są olbrzymie koszty, bo to jest ponad 100 tys. polskich zł na rok. Udaje się to zdobyć. To jest olbrzymia pomoc, Boża łaska.

Wybudowaliśmy piekarnię i ona służy właśnie tej pomocy.

A czy odczuwacie skutki pandemii w Waszej posłudze? Czy ma to też wpływ na aspekt wiary?

Jak widać obejmujemy całościową osobowość człowieka. Rozwój duchowy, rozwój przyszłościowy, edukacyjny. Dla nas przede wszystkim największą wartością jest ta wartość duchowa. Ją jest bardzo łatwo zrujnować. Tera ta pandemia, ona bardzo uderzyła w wiarę. Bardzo.

Sprowadziła ją prawie do podziemi, ponieważ od 7 miesięcy są praktycznie zamknięte kościoły. Jedynie od połowy lipca niektóre parafie mają Msze św. w niedziele. Poza tym dzieci nie chodzą do szkoły, także nie mają też katechezy. Widzimy jakie są skutki tego. Dzieci bez szkoły, bez religii, bez możliwości zajęć, zabaw.. jest to bardzo duży uszczerbek. Tego nie da się tak łatwo nadrobić.

Mimo wszystko staracie się „siać ziarna wiary”. Czy mieszkańcy Rwandy są otwarci na te ziarna Dobrej Nowiny?

Oczywiście. Sama ta ewangelizacja dla mnie, w ciągu tych 30 lat pobytu w Rwandzie wydała naprawdę wiele owoców. W pewnym sensie „przeszczepiliśmy” nasze zgromadzenie Marianów do Rwandy. Mamy już pięciu księży, czterech diakonów, i ponad dziesięciu kleryków rwandyjskich. W Rwandzie jest coraz mniej misjonarzy, Kościół przejmują rodzimi i to jest zasługa właśnie tej pracy, ewangelizacji.

Mieszkańcy krajów Afrykańskich, oni z natury są religijni. Dla nich pójście do kościoła w niedzielę jest dużym wydarzeniem. Z jednej strony nic innego się nie dzieje na takich wioskach, a oni lubią się modlić i być razem. Lubią śpiewać i daje im to też takie naturalne zadowolenie. Jest to poczucie Boga, rzeczy wyższych. Ale to wszystko właśnie wymaga pewnej pracy, dobrej formacji.

Dlatego my pracujemy nad naszym takim ostatnim dużym projektem w tym miejscu gdzie pracuję, czyli bardzo duży Dom Słowa. Aby wyjaśnić Biblię. Będzie w nim też pięć dużych sal, aby przybliżyć całą historię naszego życia chrześcijańskiego, pokazać taką katechezę. To nie jest powiedzmy muzeum czy wystawa, tylko taki audiowizualny budynek katechetyczny. Który pomoże im to wszystko poznać, zobaczyć, zachwycić się w pewnym sensie.

W jaki sposób my, będąc tu w Polsce możemy Wam pomóc, wesprzeć Waszą służbę?

Oczywiście, zawsze trochę prosimy o wsparcie, bo my jako misjonarze, daliśmy nasze życie. Ci którzy tu są pracują ofiarnie. Natomiast praca misyjna jest wspomagana właśnie przez ludzi dobrej woli. Rwanda tak jak mówiłem to kraj kontrastów. Z jednej strony ktoś może zobaczyć bogate auto, a 80% ludzi może nie mieć roweru. Dzięki wspierającym misje pomagamy, dożywiamy, głosimy.

Ostatnio pracuję nad tym, aby wydać w rodzimym języku mieszkańców Rwandy chociaż jedną Ewangelię, żeby każda rodzina miała w Rwandzie Ewangelię. Tutaj prawie nikt nie ma Biblii, Biblia jest droga, brakuje jej.

Prosimy o pomoc, aby Ewangelia trafiła do mieszkańców Rwandy. Dla mnie, ponieważ kocham Biblię i żyję tym, jest to danie Pana Jezusa, danie Boga do rodziny. To na pewno będzie dużo zmieniać.

________________________________

Działania misjonarzy w Rwandzie można wesprzeć kontaktując się z warszawskim Stowarzyszeniem pomocników Mariańskich: Zobacz

CZYTAJ DALEJ

Święty Mateusz - Apostoł i Ewangelista

Niedziela szczecińsko-kamieńska 37/2002

[ TEMATY ]

święty

Arkadiusz Bednarczyk

21 września obchodzimy święto św. Mateusza, jednego z dwunastu Apostołów, autora pierwszej Ewangelii. Imię Mateusz jest odtworzeniem imienia Matthaios z hebrajskiej formy matthai, pochodzącej od Mattanjahu albo martanja (por. Ezdr 10, 33; 1 Krn 9, 15) i znaczy "dar Boga" . W Ewangelii św. Marka Mateusz - celnik nosi też drugie semickie imię Lewi, syn Alfeusza (Mk 2, 14-17), podobnie w Ewangelii św. Łukasza ( Łk 5, 27 32). Imię Lewi było znane w Starym Testamencie, ponieważ tak nazywał się syn Jakuba i Lei (Rdz 29, 34; 49, 5).

Mateusz był celnikiem galilejskim pracującym w Kafarnaum. Do jego obowiązków należało pobieranie cła i podatków za przejazd i przewóz towarów przez jezioro Genezaret. Jako celnik, był znienawidzony przez współziomków, ponieważ ściągał pieniądze od swych rodaków na rzecz okupantów - w ówczesnym czasie - Rzymian. Celnicy znani byli z tego, że nieuczciwie czerpali korzyści z zajmowanego stanowiska, Traktowano ich na równi z grzesznikami i poganami, a ten, kto z nimi przebywał, stawał się nieczysty i musiał poddać się obmyciom rytualnym.

Tymczasem został powołany przez Chrystusa z grona najmniej szanowanej warstwy ówczesnego społeczeństwa żydowskiego, wprost od jego "warsztatu pracy" w Kafarnaum. Pewnego razu Pan Jezus, przechodząc nad jeziorem Genezaret, "zobaczył celnika imieniem Lewi, siedzącego w komorze celnej. Rzekł do niego: ´Pójdź za Mną!´. On zostawił wszystko, wstał i poszedł za Nim" (Łk 5, 27-28). Mateusz nawrócony i uszczęśliwiony przygotował w swoim domu ucztę dla Mistrza i Jego uczniów. Zaprosił na nią również celników i współpracowników. "Na to szemrali faryzeusze i uczeni ich w Piśmie i mówili do Jego uczniów: ´Dlaczego jecie i pijecie z celnikami i grzesznikami?´ Lecz Jezus im odpowiedział: ´Nie potrzebują lekarza zdrowi, ale ci, którzy się źle mają. Nie przyszedłem wezwać do nawrócenia sprawiedliwych lecz grzeszników´" ( Łk 5, 29-32, por. Mt 9, 9-13).

Według tradycji, po Wniebowstąpieniu Chrystusa Mateusz pozostał przez jakiś czas w Palestynie. Napisał Ewangelię, która jako jedyna księga Nowego Testamentu została napisana po aramejsku, a nie w języku greckim. Napisał ją dla Żydów, aby poznali naukę Chrystusa. Starał się wykazać, że Jezus Chrystus jest Mesjaszem - Zbawicielem, na co wskazują proroctwa mesjańskie Starego Testamentu. Czas jej powstania nie jest pewny. Mogło to mieć miejsce między 50 a 60 r. Nie wiadomo, kto i kiedy przetłumaczył Ewangelię wg św. Mateusza na język grecki. Nie zachowały się ślady oryginału.

Istnieje wiele często przeciwstawnych sobie wersji dalszych losów Ewangelisty - po Zmartwychwstaniu Pana Jezusa i Zesłaniu Ducha Świętego. Ojcowie Kościoła nie są zgodni co do tego, gdzie znajdowało się nowe miejsce pracy. Wyliczają Etiopię, Pont, Persję, Syrię, Macedonię. Jednak najwięcej argumentów przemawia za Etiopią.

Nie wiadomo dokładnie, czy św. Mateusz zmarł śmiercią naturalną, czy też otrzymał koronę męczeństwa. Według historycznej tradycji chrześcijańskiej, poniósł śmierć męczeńską w Etiopii. Okoliczności śmierci nie są znane. Jego relikwie od X w. znajdują się w Salerno w pobliżu Neapolu, we Włoszech.

Św. Mateusz jest patronem celników, poborców, komorników, księgowych, urzędników finansowych, bankowców.

Ikonografia najczęściej przedstawia św. Mateusza z księgą Ewangelii w ręku, w towarzystwie uskrzydlonej postaci ludzkiej - jest to nawiązanie do wizji proroka Ezechiela i Apokalipsy (Ez 1, 1-14; Ap 4, 6-8). Przedstawia się go także z halabardą, z torbą podróżną, czasami z mieczem w ręku, ponieważ według podania miał ponieść śmierć od miecza.

Niech słowa modlitwy z dnia naszego Patrona dodadzą nam wiary i siły do przemiany życia: "Boże, Ty w niewysłowionym miłosierdziu wybrałeś celnika Mateusza na apostoła, spraw za jego wstawiennictwem, abyśmy jak on szli za Chrystusem i wiernie przy Nim trwali" (kolekta) .

CZYTAJ DALEJ

Śląski Rembrandt

2020-09-22 15:30

[ TEMATY ]

kultura

Muzeum Archidiecezji Warszawskiej

Materiały prasowe

Muzeum Archidiecezji Warszawskiej zaprasza w środę na wykład dr Ewy Korpysz pt. „W pracowni Michaela Willmanna. Barokowe opactwo cystersów w Lubiążu”.

Michael Willmann to jeden z najwybitniejszych niemieckich malarzy okresu baroku. Pochodził z Królewca, ale żył i tworzył w Lubiążu, gdzie znajdowało się jedno z największych opactw cysterskich w Europie. Gotycki pierwotnie klasztor, składający się z ogromnego kościoła, zabudowań konwentualnych i obiektów gospodarczych został z rozmachem przebudowany w epoce późnego baroku. Dzięki temu zyskał wygląd rezydencji, w której architektura, malarstwo i rzeźba łączą się ze sobą w jednym dziele sztuki. Nad wystrojem pracował zespół wybitnych artystów, w tym Michael Willmann. To właśnie w jego klasztornej pracowni powstawały gigantyczne sceny figuralne ze świętymi. Zawisły one w długiej nawie opackiego kościoła dopełniając wystroju wnętrza.

Zawirowania historyczne spowodowały, że Lubiąż od lat przechodzi powolną renowację a monumentalne prace malarskie Michaela Willmanna można znaleźć w wielu warszawskich kościołach, w muzeach zaś wiele innych wspaniałych dzieł Śląskiego Rembrandta.

Wykład „W pracowni Michaela Willmanna. Barokowe opactwo cystersów w Lubiążu” odbędzie się 23 września w MAW (ul. Dziekania 1). Prelekcja dr Ewy Korpysz rozpocznie się o godz. 16.30.Wstęp wolny. Uczestników obowiązuje zakrywanie nosa i ust, dezynfekcja rąk, będą także proszeni o podanie danych kontaktowych na wypadek zakażenia.

Spotkanie realizowane jest w ramach 24. Festiwalu Nauki w Warszawie.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję