Reklama

Wiadomości

Zapewnimy bezpieczeństwo pątnikom

Służba w Policji – zawód czy misja? Jak dziś szkoli się policjantów, by sprostali wymogom swojej służby? – insp. Dariusza Atłasika, komendanta miejskiego policji w Częstochowie, pyta ks. Jarosław Grabowski, redaktor naczelny Niedzieli.

Niedziela Ogólnopolska 28/2020, str. 48-49

[ TEMATY ]

policja

Rzecznik prasowy Komendy Miejskiej Policji w Częstochowie

Insp. Dariusz Atłasik kieruje zespołem składającym się z blisko 800 policjantów, wśród nich jest też patrol konny Zdjęcia

Insp. Dariusz Atłasik kieruje zespołem składającym się z blisko 800 policjantów, wśród nich jest też patrol konny
Zdjęcia

Ks. Jarosław Grabowski: Panie Komendancie, bycie policjantem to zawód czy służba? Pytam o to na wstępie, bo praca policjanta uważana jest za niezwykle wymagającą i kojarzona z interwencjami w zdarzeniach trudnych, czasem dramatycznych. Zmieniło się też postrzeganie policji – rośnie społeczne zaufanie do tej grupy zawodowej.

Insp. Dariusz Atłasik: Myślę, że ten zawód zawsze był i powinien być służbą na rzecz społeczeństwa. Często nie mamy ustalonych godzin pracy – pomagamy zawsze, kiedy jesteśmy potrzebni. Trzeba umieć dopasować życie prywatne do dobra służby i obywateli. O tym powinien wiedzieć każdy młody człowiek, który chce służyć w naszej formacji. Moim zdaniem, zaufanie społeczne do policji wynika z tego, że ludzie wiedzą i czują, iż jesteśmy dla nich i ich dobra.

Czy ta pozytywna ocena policjantów przez społeczeństwo to efekt większych obecnie wymogów stawianych kandydatom do zawodu?

Schemat kształcenia oraz wymogi, którym musi sprostać adept, są niezmienne. To przede wszystkim warunki formalne: polskie obywatelstwo, minimum średnie wykształcenie czy nieposzlakowana opinia. Testy psychologiczne kandydata, weryfikacja jego sprawności fizycznej oraz zdrowia przyczyniają się do oceny przydatności danej osoby do służby. Wzrost zaufania zatem to kwestia raczej dostosowania standardów kierowania naszą formacją oraz sposobu pełnienia służby do potrzeb społeczeństwa niż kryteriów doboru funkcjonariuszy.

Dziś młodzi ludzie to zazwyczaj indywidualiści, a ci mają kłopot z posłuszeństwem, słuchaniem rozkazów.

To jest służba, w której realizacja poleceń i rozkazów jest podstawą funkcjonowania. Każdy z kandydatów od pierwszego dnia szkolenia aż do końca pełnienia służby musi się tego uczyć i o tym pamiętać. Jesteśmy formacją zhierarchizowaną. Indywidualizm jest mile widziany i często potrzebny w realizacji poszczególnych zadań służbowych, jednak konieczne i niezbędne w prawidłowym funkcjonowaniu policji jest realizowanie poleceń.

Policjanci po ukończeniu szkoły policyjnej trafiają do komisariatów. Czy komendant takiego posterunku też wychowuje, uczy młodego człowieka, czy już tylko wydaje rozkazy?

Oczywiście, że uczy. Młody funkcjonariusz, który trafia np. do zespołu patrolowo-interwencyjnego, ma nad sobą kierownika, który jest nie tylko przełożonym, ale przede wszystkim wsparciem i wzorem, szczególnie na początku drogi młodego policjanta. Podległość jest układana schodowo, więc kierownik ma nad sobą komendanta, na wsparcie którego młody policjant również może liczyć. Taka forma zarządzania powoduje, że prawie 100% policjantów, którzy trafiają do służby, zostaje w niej na stałe.

Policjanci stykają się w swojej pracy z ogromnymi problemami, często ludzkimi tragediami. Widzą wypadki, śmierć, trudne zdarzenia rodzinne... Jak sobie z tym radzą?

Podejmowane interwencje są zazwyczaj związane z dużym stresem i odpowiedzialnością. Nasze grupy psychologów, które pracują w komendach wojewódzkich, pomagają policjantom uporać się z traumą spowodowaną stykaniem się ze zbrodnią i ludzkimi tragediami. Wielu z nas, aby odreagować codzienny stres związany ze służbą, spełnia się w różnych pasjach. Część policjantów uprawia różnego rodzaju sporty czy ekstremalne hobby, a inni odreagowują przez szukanie spokoju w ciszy lub na łonie natury.

Czy zdarza się, że ktoś po kilku latach uznaje, iż nie daje sobie z tym rady, i odchodzi?

Tak, ale jest to marginalne zjawisko. Dużo zależy od charakteru funkcjonariusza i pracy nad nim. Również od przełożonych i ich wsparcia dla tych, którzy są niepewni swej decyzji. Ktoś, kto przejdzie policyjną szkołę i rozpocznie służbę, radzi sobie na ogół bardzo dobrze. Kiedyś część funkcjonariuszy odchodziła ze względów materialnych. Dziś jednak policjanci są bardziej doceniani przez swoich przełożonych.

Jednym z filarów Waszej służby jest profilaktyka, czyli zapobieganie niepożądanym zjawiskom. Czemu najczęściej trzeba zapobiegać?

Tych zjawisk jest bardzo wiele. Dbamy o bezpieczeństwo i porządek publiczny. Musimy tak dostosowywać swoje działania w tej dziedzinie, aby wychodzić naprzeciw bieżącym zagrożeniom i potrzebom obywateli. Dziś największe zagrożenia występują w zakresie m.in. bezpieczeństwa dzieci i młodzieży, osób starszych, dotyczą cyberprzestępczości, handlu ludźmi, są to też zagrożenia wynikające ze stosowania narkotyków i dopalaczy. Przykładem takiego dostosowania do bieżących zagrożeń jest wsparcie dzieci i młodzieży w dobie epidemii przez przygotowaną grę Policyjny pościg – aby umilić im trudny czas izolacji, ale również kształcić je z zasad bezpieczeństwa. Kolejnym przykładem jest stworzenie profilaktycznego programu Życie jest przed Tobą, nie w smartfonie, który jest naszą reakcją na nowe zagrożenia wynikające ze złego korzystania z dóbr dzisiejszych czasów, takich jak smartfony.

Więcej czasu poświęcacie na profilaktykę czy na interwencje?

Nie da się tego obliczyć. Często interwencje są połączone z działaniem profilaktycznym, jak np. w przypadku przemocy domowej, w czym dużą rolę odgrywa procedura Niebieskiej karty – czyli pomoc w tym, by przeprowadzić kogoś przez niebezpieczny czas i pozwolić mu powrócić do normalności. Najważniejsze, by zapobiegać niepożądanym zjawiskom i je ograniczyć, tak aby interwencji było jak najmniej.

Czy konieczność tak wielu działań policji w sferze np. rodzinnej wynika, Pańskim zdaniem, z kryzysu w społeczeństwie?

Czasy się zmieniają. Zagrożenia, z którymi spotyka się dziś społeczeństwo, są różne, często inne niż dawniej. Wszystko zależy od wychowania młodego pokolenia – najpierw przez rodziców, a później przez szkołę i środowisko. Nasza rola polega na współpracy ze wszystkimi możliwymi podmiotami, tak aby zapobiegać demoralizacji i innym negatywnym zjawiskom społecznym.

Komendanta miejskiego policji w Częstochowie nie można nie zapytać o sposób, w jaki Wasza formacja chce zapewnić bezpieczeństwo tegorocznym pielgrzymom.

Na pewno podejmiemy wszelkie działania, by minimalizować zagrożenia związane z koronawirusem. Nad dopuszczalnymi sposobami poruszania się pielgrzymów pracują powołane do tego osoby, m.in. w Głównym Inspektoracie Sanitarnym, a nasza formacja zrealizuje te zalecenia. Ponadto, jak co roku, będziemy realizować działania prewencyjno-porządkowe.

Jesteście przygotowani na każdą liczbę pielgrzymów?

Jesteśmy przygotowani na wszelkie działania. W razie potrzeby wsparcia udzielą nam zawsze Komenda Wojewódzka Policji i inne jednostki w garnizonie śląskim. Mogę zapewnić, że pielgrzymi i turyści przybywający do Częstochowy są i będą bezpieczni.

Insp. mgr inż. Dariusz Atłasik jest absolwentem Wyższej Szkoły Policji w Szczytnie. Służbę w policji rozpoczął w 1991 r. w ówczesnej Komendzie Rejonowej Policji w Częstochowie. Od marca 1994 r. pracował w wydziale ds. walki z przestępczością gospodarczą częstochowskiej policji. W latach 2015-17 był zastępcą komendanta powiatowego w Zawierciu, później komendantem powiatowym w Kłobucku, od września 2017 r. pełni funkcję komendanta miejskiego policji w Częstochowie.

2020-07-08 08:40

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Papież przyjął policjantów dbających o bezpieczeństwo na placu św. Piotra i w okolicach Watykanu

2020-09-28 17:19

[ TEMATY ]

Watykan

policja

Franciszek

Vatican News

Papież przyjął na audiencji przedstawicieli włoskiego rządu i policji z okazji 75. rocznicy ustanowienia posterunku policji, który dba o bezpieczeństwo na placu św. Piotra i w okolicach Watykanu. Franciszek przypomniał, że jego ustanowienie było owocem Traktatów Laterańskich, które przewidywały specjalny status dla placu św. Piotra, umożliwiając wolny dostęp dla pielgrzymów i turystów, pod nadzorem władz włoskich.

Papież zauważył, że działalność tego posterunku jest świadectwem owocnej współpracy między Włochami i Watykanem. Przypomniał jednak o trudnych chwilach, związanych z niemiecką okupacją.

„Okupacja Rzymu przez wojska niemieckie w 1943 r. spowodowała niemało trudności i niepokojów - przypomniał Franciszek. - Problemem było przestrzeganie przez niemieckich żołnierzy neutralności i suwerenności Państwa Watykańskiego, jak również samej osoby papieża. Przez 9 miesięcy granica między państwem włoskim i Watykanem, wytyczona na placu św. Piotra, była miejscem napięć i lęków. Wierni nie mieli swobodnego dostępu do Bazyliki na modlitwę, co dla wielu było zniechęcające. W końcu jednak, 4 czerwca 1944 r. Rzym został wyzwolony, ale wojna pozostawiła głębokie rany w sumieniach, ruiny na ulicach, ubóstwo i cierpienia w rodzinach. Takie są owoce wojny. Rzymianie i pielgrzymi, którzy mogli dotrzeć do stolicy, coraz liczniej przybywali do bazyliki św. Piotra, również po to, by wyrazić wdzięczność papieżowi Piusowi XII, który został ogłoszony defensor civitatis – obrońcą miasta”.

Zwracając się do włoskich policjantów, którzy pełnią służbę w Watykanie, Franciszek życzył im, aby ożywiała ich zawsze chrześcijańska wiara. „Ona - jak zaznaczył - jest najcenniejszym skarbem duchowym, które powierzyły wam wasze rodziny i którą wy macie przekazać waszym dzieciom”.

CZYTAJ DALEJ

Wszystko było inne niż się spodziewałam. Renata Czerwicka o kulisach autobiografii ks. Pawlukiewicza

2020-09-24 07:22

[ TEMATY ]

ks. Piotr Pawlukiewicz

Renata Czerwicka /RTCK

Czwartek 24 września 2020 r. to data wyjątkowa. To właśnie dziś swoją premierę ma, stworzona tuż przed śmiercią ks. Piotra Pawlukiewicza - jedyna na świecie - autobiografia tego wielkiego kaznodziei pt. "Z braku rodzi się lepsze". Książka ma formę rozmowy. O historii, wierze, tajemnicach i nieznanych faktach z ks. Piotrem rozmawiała Renata Czerwicka, redaktor naczelna Wydawnictwa RTCK. W specjalnym wywiadzie dla „Niedzieli” p. Renata zdradza kulisy postawania wyczekiwanej autobiografii.

Damian Krawczykowski: Jak zaznacza Pani na początku książki – kilka lat musiało minąć, aby ks. Pawlukiewicz zgodził się na tę autobiograficzną rozmowę.. Co nareszcie przekonało ks. Piotra aby się przed Panią otworzyć?

Renata Czerwicka: Nie znam tego jednego konkretnego powodu i już się nie dowiem. Myślę, że ten temat pracował w księdzu Piotrze od dłuższego czasu. Może pogarszający się stan zdrowia dawał mu znaki, że warto w końcu się zdecydować… bo nie wiadomo, jak będzie? Na pewno duży wpływ miała płyta Krzyśka Antkowiaka z tekstami ks. Piotra, która miała wyjść razem z książką, a ksiądz Piotr bardzo czekał na tę płytę. A może uznał, że nie wytrzyma już dłużej moich namów i uległ (uśmiech) Znamy się od kilku lat i naprawdę się lubiliśmy.

Czy „wywiad-strumyk” jak nazwał Waszą książkę sam ks. Pawlukiewicz układał się wg Pani planu? Odpowiedzi, których udzielił ks. Piotr, były takie jakich Pani oczekiwała?

Wszystko podczas tego wywiadu było inne niż się spodziewałam. Wszystko. Ksiądz Piotr po pierwsze był w trudnej sytuacji zdrowotnej, poruszał się na wózku, wiele czynności sprawiało mu ból, co w oczywisty sposób odbiło się na rozmowie, podczas której musieliśmy robić liczne przerwy. Nie dało się też rozmawiać długo, rozłożyliśmy nasz wywiad na 5 dni. Rozmowa jednak ewoluowała i to widać w książce, że dość zachowawcze odpowiedzi na początku później stają się o wiele bardziej otwarte, dotykamy głębszych spraw, o których ks. Piotr mówi więcej. Bardzo mnie te pięć dni rozmów zaskoczyło swoją nieoczywistością, notatki przygotowywane przez kilka tygodni okazały się prawie bezużyteczne. To było spotkanie z człowiekiem, takim prawdziwym z krwi i kości, takim z wadami i zaletami, silnym i słabym... I z pewnością ta rozmowa zaskoczy czytelnika, który zna ks. Piotra głównie jako legendę i wspaniałego kaznodzieję.

Czuła Pani, że przy pracach nad książką ks. Piotr uchyla rąbka tajemnicy swojego życia? Z książki możemy dowiedzieć się dotąd nieznanych faktów o „legendzie polskiego kaznodziejstwa”?

„Uchyla” rąbka tajemnicy to dobre określenie, bo tylko czasami, jakby niechcący mówił więcej, niż tylko trochę. To nie przypadek, że ks. Piotr nie wypowiadał się wcześniej o sobie. Na początku rozmowy widać było, że to jest dla niego trudne i że nie jest do tego przyzwyczajony. Każdego dnia pytał mnie, czy to na pewno dobry pomysł, aby robić ten wywiad. Zastanawiał się, czy ludzi chcą go poznać takiego, jakim naprawdę jest, zamiast żyć jego legendą…Na końcu jednak przyznał, że był to dla niego rodzaj terapii, coś, co bardzo dużo mu dało.

Prawda jest taka, że najwięcej o księdzu Piotrze dowiemy się z książki „Z braku rodzi się lepsze…” czytając między wierszami, czytając sercem, z dużą wrażliwością. On był niezwykle wrażliwym i głębokim człowiekiem, choć z drugiej strony, tak bardzo zwyczajnym.

Co Panią najbardziej zaskoczyło w tym wywiadzie? Jakiś szczególny fragment, historia?

Wiedziałam, że muzyka jest dla niego ważna, ale nie wiedziałam, że aż tak. Duża część naszych rozmów łączyła się ze wspólnym słuchaniem jego ulubionych piosenek. Kiedy włączałam piosenki SBB albo Grechuty, całkiem się zmieniał. Dosłownie, fizycznie. Twarz mu promieniała, prostował się na kanapie, uśmiechał. Kiedy słuchał muzyki, zatapiał się w nią, jednoczył wręcz. Coś niezwykłego. Chyba nigdy nie spotkałam kogoś, kto tak przeżywałby muzykę… Jak o tym myślę teraz, to chyba jednak wizja powstania płyty muzycznej z jego tekstami była dla niego dużą motywacją do tego wywiadu. Nie zdążył posłuchać całej płyty Krzyśka „Zostanie mi muzyka…”, ale na pewno bardzo by się nią cieszył. Na pewno. Marzył, aby ktoś zrobił taką płytę. Sądzę, że bardzo warto sięgnąć po jego biografię właśnie razem z tą płytą, bo w jego tekstach i kompozycjach Krzyśka Antkowiaka można odnaleźć jeszcze więcej księdza Piotra.

A jaki był Ksiądz Piotr podczas tworzenia tej książki? Wiemy, że było to na niedługo przed śmiercią. Czy znane mu poczucie humoru nadal mu towarzyszyło? Widać było że jego wiara wraz z rozwojem choroby się zmienia? Pogłębia, pogarsza?

I znów nie mogę odpowiedzieć w prosty sposób. Myślę, że dla samego księdza Piotra jego stan ducha był zagadką i wyzwaniem. Relacja z Chrystusem i to jak ją przeżywał była dynamiczna, zmieniała się, tak o tym mówił, choć nie dosłownie. Jak sam przyznał, Parkinson nie przymnożył mu wiary, ale powiększył pole do przemyśleń. To co mnie zaskoczyło, to że ani razu nie próbował Boga nazwać prosto, opisać jednym zdaniem i zamknąć w krótkiej definicji. Uderzało to, jak bardzo zachwycał się Jego majestatem. W jednym miejscu powiedział:

„Teraz szykuję sprytny manewr. Jak już wrócę na ambonę, mam ochotę powiedzieć: Ludzie, Pan Bóg jest tak inny, tak fanta­stycznie przerastający nasze pojmowanie, że… nie ma o czym gadać. Co tu gadać…? Nie możemy ogarnąć rozumem ko­mórek nowotworowych, a Boga chcemy zrozumieć?!”

Poczucie humoru, z którym ksiądz Piotr jest tak bardzo kojarzony oczywiście się nie zmieniło, ale tym razem znacznie więcej było wzruszeń, poważnych min i wspólnego milczenia, niż śmiechu.

Moją rolą w tym wywiadzie, oprócz zadawania pytań i rozmowy w dużej mierze było także uszanowanie granic księdza Piotra. Tego o czym chciał mówić i o czym nie chciał. Wiele wątków nie dokończyliśmy, niektóre przerwaliśmy... Kiedy odszedł, nie wiedziałam, jak ogarnąć temat nad tekstem. Ale wyszło naturalnie… Co niedopowiedziane, zostało niedopowiedziane. I to dobrze, bo człowiek nie jest prostym zbiorem pytań i odpowiedzi, ale najbardziej skomplikowanym stworzeniem na ziemi. I zawsze jest i pozostaje jakąś tajemnicą… Ja osobiście czułam, że podczas tej rozmowy miejscami obcowałam z pewną mistyką, czymś, co mnie przerastało. Nigdy tej rozmowy nie zapomnę… Nigdy.

Na koniec krótko: Ks. Piotr Pawlukiewicz jest dla mnie….

Tajemnicą… Inspiracją.

Dziś tytuł książki „Z braku rodzi się lepsze…” nabiera zupełnie nowego wymiaru. W książce widać, że wszystko co najlepsze w życiu ks. Piotra, rodziło się z jakiejś słabości, jakiegoś braku… Dziś brak księdza Piotra. Co lepszego się tego urodzi?... Bardzo jestem ciekawa. A że tak będzie – nie mam wątpliwości.

_____________________________________________________

Ks. Pawlukiewicz /fragmenty z autobiografii:

Czy jest coś, co chciałby Ksiądz powiedzieć teraz ludziom, którzy będą czytać tę książkę?

(Zamyśla się..)

Chciałbym powiedzieć: Trzymajcie się swoich księży w para­fiach. Trzymajcie się tradycyjnego duszpasterstwa i uważajcie na takich księży, jak Pawlukiewicz. Bo tu łatwo o chęć błysku i popisu.

______________________

Przede wszystkim trzeba kochać. Kocham człowieka, jeśli za­leży mi na tym, żeby on poszedł do Nieba. Myślę sobie, że przed każdymi rekolekcjami ksiądz powinienem usiąść i skon­centrować się, czy chce, żeby te zakonnice czy ci księża, czy ci świeccy poszli do Nieba. Czy zależy mu na nich, czy na tym, żeby zabłysnąć.

Zachwycić ludzi można dość łatwo. Można skleić z Ewangelii jakiś tekścik całkiem tęgi intelektualnie, ale czy ja chcę, żeby ci moi słuchacze poszli do Nieba?

Ktoś przyjeżdża z głoszenia rekolekcji i mówi: „Ale miałem rekolekcje! Tysiące ludzi przychodziło”. Ale czy ty, brachu, chciałeś, żeby oni poszli do Nieba, czy tylko chciałeś ich przekonać o nieomylności Kościoła albo potrzebie głębokiej modlitwy? No właśnie. Nie szarżuj. Nie szarżuj, bo możesz zagubić główny cel nauczania, jakim jest doprowadzenie ludzi do bram Nieba.

_______________________________

Więcej o książce: Zobacz

RTCK

CZYTAJ DALEJ

Aleksandrów Łódzki: "Odpust u Archaniołów"

2020-09-29 12:57

[ TEMATY ]

archidiecezja łódzka

aleksandrów łódzki

Chris Curry

Wszystko zaczęło się w 1816 r., kiedy właściciel i założyciel miasta Aleksandrowa, Rafał Bratoszewski, postanowił rozpocząć budowę kościoła katolickiego, który został wzniesiony jako murowana, klasycystyczna świątynia. Nietrudno zauważyć, że wezwanie parafii nadano z uwagi na imię fundatora kościoła.

Pierwszy patron parafii aleksandrowskiej należy do chórów anielskich, o których wspomina Pismo Święte Starego i Nowego Testamentu. Archanioł Rafał jest opisany jako najbardziej typowy przykład Anioła Stróża. Mówi o nim Księga Tobiasza, która opowiada historię życia Tobiasza i roli anioła Rafała chroniącego go w podróży i różnych wydarzeniach życia. Jeśli chodzi o księgi pozabiblijne, to święty Rafała jest wymieniany jako jeden z siedmiu najwyższych aniołów. Kult św. Rafała najpierw rozwijał się na Wschodzie, a dopiero w VII w. w Wenecji powstał pierwszy kościół ku jego czci na Zachodzie. Jednocześnie w tym samym czasie w Kordobie w Hiszpanii zaczęto obchodzić specjalne święto ku czci archanioła i obchodzi się je do chwili obecnej, prosząc o jego wstawiennictwo. 

Św. Rafał Archanioł coraz częściej kojarzony jest i czczony jako patron podróżujących i chorych. Na obrazach archanioł przedstawiany jest jako wędrowiec z Tobiaszem, a jego atrybuty to ryba, kij pielgrzymi i pies. Imię Rafał z hebrajskiego oznacza „Bóg uzdrawia” i dlatego modlitwy ku czci Rafała Archanioła zawierają prośby o uzdrowienie oraz opiekę.

Historia aleksandrowskiej parafii toczyła się dalej. W latach 1988-1993 z inicjatywy ks. Norberta Ruckiego nastąpiła przebudowa kościoła. W czerwcu 1983 r. w Częstochowie papież Jan Paweł II poświęcił kamień węgielny świątyni, która zyskała duże prezbiterium i dwie kaplice: Miłosierdzia Bożego i Eucharystyczną. Wtedy również do wezwania dołączono drugiego z Archaniołów - św. Michała. Imię Michał jest imieniem biblijnym i oznacza „któż jak Bóg”. Archanioł Michał jest potężnym obrońcą i patronem kościoła, wodzem wojsk niebieskich o szczególnej sile i Aniołem Pokoju. W ikonografii najczęściej jest przedstawiany w zbroi, kiedy walczy ze smokiem. Jego atrybuty to miecz, włócznia, tarcza i waga, na której odmierza dobre i złe uczynki ludzi. Wzywany jest często w czasie burzy i groźnych zjawisk pogody. Kult św. Michała Archanioła jest datowany już w starożytności. Jemu poświęcone jest sanktuarium na Górze Gargano w południowych Włoszech oraz Zamek w Rzymie, stanowiący votum za ocalenie mieszkańców od zarazy za czasów św. Grzegorza Wielkiego, papieża.

Czasy współczesne przenoszą nam kolejne zmiany w parafii aleksandrowskiej. 19 lipca br. podczas Mszy św. abp Grzegorz Ryś, na podstawie dekretu Kongregacji Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów, ogłosi nowe wezwanie dla parafii, uzupełnione o trzeciego Archanioła - Gabriela. Zmiana wezwania spotkała się z dużą aprobatą ze strony parafian. Tym bardziej, że Archanioł Gabriel, jako kolejny anioł znany z imienia, jest dopełnieniem wezwania aleksandrowskiej parafii.

Imię Archanioła oznacza „Bóg jest moją siłą”. Jest on orędownikiem zwiastowania i pojawia się w Starym i Nowym Testamencie, np. w Ewangelii Łukasza dwukrotnie: przy zwiastowaniu w świątyni żydowskiej, kiedy przekazuje Zachariaszowi nowinę o narodzinach jego syna, św. Jana Chrzciciela, oraz kiedy zwiastuje Maryi Pannie o narodzinach Jezusa. To anioł zmartwychwstania, miłosierdzia, kary, śmierci i objawienia. Jako posłaniec Boży do ludzi jest patronem radia i telewizji. Jego atrybutami są globus, krzyż, laska, lanca, miecz, oszczep, puklerz i tarcza. Metropolita Łódzki, objaśniając znaczenie imion trzech archaniołów, zwrócił uwagę, że w każdym odpowiedniku hebrajskim tych imion znajduje się element el, czyli Bóg. Jest to szczególna cecha, która podkreśla wielkość i wagę potrójnej opieki dla parafii w Aleksandrowie Łódzkim. 

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję