Reklama

Wiara

Dlaczego wierzącym jest łatwiej?

Jak sprawdzić, czy to „ten jedyny/ta jedyna”? – oto pytanie, które dręczy niejedną „pannę na wydaniu” i niejednego „kawalera do wzięcia”.

2020-07-14 09:42

Niedziela Ogólnopolska 29/2020, str. 12-13

[ TEMATY ]

wiara

świadectwo

Adobe Stock

Podejrzewam, że ile osób, tyle odpowiedzi, ale do mnie bardzo mocno przemówiła rada ks. Piotra Pawlukiewicza: „Sprawdź, czy twój chłopak/twoja dziewczyna boi się Boga”. Ów wspaniały, zmarły niedawno kapłan tak to uzasadnił: „Nie macie pojęcia, jacy będziecie za dwadzieścia lat. Nie macie pojęcia... Marzenia, ideały – to wszystko się zmienia. Psychika się zmienia, nerwy się zmieniają, co zrobić... Otóż istnieje jeden sprawdzian. Sprawdź, czy twój chłopak, twoja dziewczyna boi się Boga. (...) Jeżeli twój narzeczony nie boi się Boga, to twoje małżeństwo będzie grą w loterię. Nie wiesz, co nim zawładnie. Wędkarstwo, pieniądze, sąsiadka, pies, loty w kosmos – nie wiadomo... Jeśli się boi Boga, to wyjdzie z domu, będzie chodził trzy razy dookoła budynku, na złość ci się upije, ale wróci i powie: «Przepraszam». A «przepraszam» jest najważniejszym słowem w miłości. Nie «kocham cię», tylko właśnie «przepraszam»”.

Bój się Boga, czyli...?

Bać się Boga... Cóż to znaczy? Być jak ten złodziej, który chciałby ukraść, ale boi się, że zostanie złapany? Mieć chrapkę na grzech, ale powstrzymywać się ze strachu, że Pan Bóg wszystko i tak widzi, więc pewnie ciężko ukarze? Wypełniać przykazania bez radości, bo takie ciężkie i nieżyciowe, ale nie ma innego wyjścia, skoro się chce dostać do nieba? Stop! To są religijne kłamstwa, podszepty złego ducha! „Bać się Boga” to zupełnie inna bajka. To znaczy liczyć się z Jego zdaniem. Ufać Mu w każdej sytuacji w przekonaniu, że On na pewno się nie myli i chce dla mnie dobrze. Uczynić Go swoim najwyższym Autorytetem, uwierzyć we wszystko, co obiecuje, obwieszcza, zapowiada. W Nim pokładać nadzieję wtedy, gdy wszystko inne zawiodło. Traktować nie jak ostatnią, tylko jak pierwszą deskę ratunku.

Kiedy przy ołtarzu wzajemną miłość ślubuje sobie dwoje ludzi myślących i postępujących w ten sposób, można być spokojnym o los ich małżeństwa. Przyjdą (oj, z pewnością przyjdą...) huragany, gradobicia i burze, które uderzą w ich dom rodzinny, ale on to przetrzyma – bo jest osadzony na Skale.

Reklama

Czerpać siły z sakramentu małżeństwa

A dlaczego przetrzyma? Bo będą czerpali siły z łaski sakramentu małżeństwa – przyjętego świadomie, a nie potraktowanego jako magiczny zabieg, mający bez wysiłku z ich strony, bez „wkładu własnego”, przy pomocy ryżu rozsypanego przed kościołem, zapewnić im „zdrówko”, „pieniążki” i powodzenie. Bo z Bożą pomocą, naśladując Jezusa Chrystusa, opanują jakże trudną sztukę przebaczania sobie nawzajem tyle razy, ile będzie trzeba – nawet jeśli nie wiadomo jak mocno się pokłócą, poranią czy poróżnią. Bo potraktują poważnie Chrystusowe słowa o nierozerwalności małżeństwa i nie w głowie im będą flirty, podrywy, „skoki w bok”, nieczyste spojrzenie na kobietę, kokietowanie kolegów w pracy. Bo z jednej strony pieniądz nie będzie ich bożkiem, lecz środkiem zapewniającym to, co niezbędne do życia, i narzędziem czynienia dobra, a z drugiej – będą twórczo, pracowicie szli za Bożym nakazem, by „czynić sobie ziemię poddaną”. Bo oboje naprawdę „opuszczą ojca i matkę” (choć nadal będą ich czcić), i „staną się jednym ciałem”. Bo z zaufaniem w Opatrzność przyjmą każde dziecko, które Bóg im da jako owoc ich miłości. Bo nie będą się trząść ze strachu przed cierpieniem, chorobą, a ostatecznie przed śmiercią, widząc w niej nie koniec wszystkiego, lecz przejście do życia na „pełnej petardzie” – wiecznego, w niebie.

Dla dzieci – same korzyści!

Mają dobrze poukładaną hierarchię wartości, w której wszystko jest na swoim miejscu. Na pierwszym – Pan Bóg i Jego wola odczytywana w codziennej modlitwie, rozważaniu słowa Bożego, podczas Eucharystii, w rachunku sumienia, w regularnej, częstej spowiedzi (stan łaski uświęcającej jako norma, a nie „stan wyjątkowy”!). Na drugim – mąż (dla żony) i żona (dla męża). Służą sobie nawzajem, wspierają się, szanują. Nie popełniają powszechnego błędu polegającego na tym, że po „miodowym miesiącu” ich małżeństwo wchodzi na równię pochyłą, a głównym łącznikiem między nimi stają się dzieci (no, może jeszcze kredyt hipoteczny...). Na co dzień tak dbają o jakość wzajemnej relacji, że zdarza się cud: mijają lata, a ich miłość jest większa niż w dniu ślubu! I to właśnie stanowi najważniejszy i najpiękniejszy prezent, który ofiarowują swoim dzieciom: dają im stabilność i poczucie bezpieczeństwa oraz bezpłatne wieloletnie „korepetycje” z miłości, służby i odpowiedzialności. Takim małżonkom niestraszny potem syndrom „pustego gniazda”...

W wierzącej rodzinie dziecko zajmuje „dopiero” trzecie miejsce w hierarchii wartości. Nie „rządzi”, nie „rozstawia rodziców po kątach”. Zna swoje miejsce, ma jasno postawione granice i – właśnie dzięki temu! – czuje się bezpiecznie. Takie dziecko nie potrzebuje długich, umoralniających kazań: ono niezauważalnie nasiąka wartościami, o których może i dużo się nie mówi, ale za to praktykuje się je na co dzień. Wierzący rodzice traktują swoje dziecko jako dar i zadanie, a nie jak własność, która ma zaspokajać ich ambicje i marzenia. Nie wytyczają mu jedynie słusznej ścieżki kariery, a uważnie obserwują jego uzdolnienia, nie stawiając wymagań ponad siły; wspierają w pasjach, cieszą się z sukcesów, pomagają się dźwigać po porażkach.

Reklama

Dziecku wierzących rodziców nie grozi, że zostanie złożone na ołtarzu ich karier zawodowych. Nie musi żebrać o ich czas, uwagę, zainteresowanie, ponieważ praca jest dla nich numerem cztery w hierarchii wartości. Jest bardzo ważna, ale nie najważniejsza. Stanowi źródło utrzymania, pole samorealizacji i służby na rzecz społeczeństwa – aż tyle i... tylko tyle. Poczuciu bezpieczeństwa dziecka nie są też w stanie zagrozić pasje rodziców, gdyż – jako ostatni element przytoczonej hierarchii wartości – są utrzymane w rozsądnych ramach.

Niewierzący, ale praktykujący

Oddajmy raz jeszcze głos ks. Pawlukiewiczowi: „Trzeba jeszcze powiedzieć, że ktoś może być pobożny: latać codziennie do kościoła, lecz Boga się nie bać. Sprawdź więc, czy twój partner boi się Boga. Jak się nie boi, to będzie loteria. Jak zatem sprawić, żeby się bał? Do tego jest długa droga. Naprawdę, długa droga jest do takiego zewangelizowania. Zachęcić do biegania z gitarą, śpiewania, jeżdżenia na Taizé jest prosto. Lecz stąd daleka jeszcze droga do takiej postawy, w której gdy ktoś straci Chrystusa i popełni poważny grzech, to blednie. Ale ja znam takich ludzi. Oni przychodzą – chłopak z dziewczyną – i są po prostu bladzi. Rozgrzeszam ich natychmiast. Na ulicy, w parku, gdzie tylko przyjdą. Oni nie mogą żyć bez Chrystusa. To jest bojaźń Boża”.

Tak. Bojaźń Boża nie jest tożsama ze spełnianiem aktów pobożności. Długie modlitwy, wymagające posty, uczestnictwo w nabożeństwach, procesjach, pielgrzymkach, czuwaniach, rekolekcjach mogą być wyrazem bojaźni, ale mogą też być sposobem ucieczki od twardych wymogów codzienności: od ugotowania obiadu na czas, od wyremontowania mieszkania, od pomocy dziecku w odrobieniu lekcji, od wysłuchania jego problemów, od szczerej rozmowy ze współmałżonkiem.

Dawniej dużo mówiono o problemie – nadal aktualnym – tzw. wierzących niepraktykujących. Dziś pora zwrócić uwagę na inną kategorię katolików – „niewierzących praktykujących”, których wiara nie rodzi skutków widocznych dla otoczenia. Ale to już temat na inne rozważania.

Zacytowane fragmenty pochodzą z książki ks. Piotra Pawlukiewicza pt. Seks – poezja czy rzemiosło.

Ocena: +8 -3

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Druga szansa

2020-07-28 08:21

Niedziela Ogólnopolska 31/2020, str. 48-49

[ TEMATY ]

świadectwo

Archiwum Grzegorza Czerwickiego

Proces przemiany Grzegorza zaczął się podczas drugiej odsiadki

Grzegorz Czerwicki spędził 12 lat w więziennej celi. Podczas drugiej odsiadki spotkał Chrystusa. Dziś w szkołach i parafiach zachęca ludzi, aby odwrócili się od grzechu i powiedzieli Bogu „tak”.

Wciąż uciekałem. Najpierw z domu, przed przemocą i alkoholowymi libacjami. Później w kradzież, po to, by zdobyć uznanie kolegów. Dalej w narkotyki, aby się znieczulić – tak swoją opowieść rozpoczyna Grzegorz Czerwicki, 36-latek z Krakowa, który otrzymał od Boga drugą szansę.

CZYTAJ DALEJ

W sprawie drugiego ślubu Jacka Kurskiego

2020-07-28 12:29

[ TEMATY ]

komentarz

ślub

opinie

PAP

Niedawno w mediach pojawiła się informacja o ślubie kościelnym Pana Jacka Kurskiego. Chciałbym choć ogólnie odnieść się do niektórych zarzutów, które pojawiły się po tym fakcie, a do napisania tego artykułu skłoniły mnie rozmowy z ludźmi, którzy wyrażali swój niepokój, a także pewne prasowe tytuły, między innymi takie jak: „Być jak Jacek Kurski. Jak unieważnić ślub kościelny”.

Oczywiście z różnych komentarzy możemy się dowiedzieć, jakie ekspresowe tempo przybrał sam proces, a także jakie znajomości i ile pieniędzy trzeba mieć, aby uzyskać stwierdzenie nieważności małżeństwa. Mam świadomość, że nie da się w krótkim tekście opisać całej procedury kanonicznej, ale kilka jej wątków może rozwiać niektóre wątpliwości, które rodzą się także w ludziach wierzących. Moim moralnym obowiązkiem jest trzymanie się faktów, a więc od początku…

Pierwszą sprawą jest terminologia. Świeccy dziennikarze zachowali pewną dozę przyzwoitości, ujmując w cudzysłów sformułowanie „rozwód kościelny”. Ostatecznie czytelnik dowie się, że w Kościele nie ma rozwodów, ale pojęcie „unieważnienia małżeństwa” jest nagminnie nadużywane.

Prawda jest taka, że biskupi nie „unieważniają małżeństwa”, a sam proces dotyczy ewentualnego stwierdzenia nieważności małżeństwa, czyli czy zaistniała ważna umowa małżeńska, czy też na skutek jakiejś przyczyny lub przyczyn małżeństwo od samego początku nie było ważnie zawarte.

Biskup diecezjalny jest oczywiście pierwszym sędzią, ale w praktyce rzadko korzysta z tego przywileju i to kolegium sędziowskie zwane składem czy turnusem, po przeprowadzeniu całego dochodzenia, wydaje decyzję w postaci wyroku.

Sprawy o stwierdzenie nieważności małżeństwa zastrzeżone są dla kolegium składającego się z trzech sędziów (czasami są wyjątki od tej zasady: jeżeli w diecezji lub sąsiednim trybunale nie ma możliwości ustanowienia trybunału kolegialnego może orzekać sędzia jednoosobowy, będący duchownym, który jednak winien sobie dobrać dwóch asesorów; w Rocie Rzymskiej zdarza się, że sądzenie spraw o nieważność małżeństwa powierzone jest kolegium składającemu się z pięciu sędziów). Rozwodów kościelnych więc nie ma, nie istnieje pojęcie „unieważnienia” małżeństwa, ale każdy z małżonków po rozpadzie związku ma prawo do procesu i do zbadania ewentualnej nieważności małżeństwa.

Czas postępowania, czyli ile trwa proces?

Nie wiem na ile fakty mieszały się z plotkami w przekazach medialnych dotyczących Pana Kurskiego, ale w jednej relacji pisano o 2-letnim procesie, w innych o trochę krótszym.

Okraszone było to czasami obraźliwymi komentarzami, ile i komu trzeba zapłacić za przyśpieszenie procesu. Nie wiem czy 2 lata procesu to jest ekspresowe tempo. Jak powinno być i ile powinien trwać proces? Prawodawca kościelny podpowiada, aby „sprawy w trybunale pierwszej instancji nie przeciągały się powyżej roku”, sędziowie i trybunały mają zatem starać się jak najszybciej, ale z zachowaniem sprawiedliwości, zakończyć sprawy. Wiadomo, że wskazany czas to pewien ideał i od obsady personalnej sądu, ilości spraw w konkretnym trybunale, miejsca przebywania stron i świadków zależy, czy da się w tym czasie przeprowadzić cały proces, ale znam sądy kościelne, które spokojnie radzą sobie z przeprowadzeniem instrukcji dowodowej i wydaniem wyroku w przeciągu roku od złożenia skargi powodowej. Zupełnie inny czas postępowania przewidziany jest na przeprowadzenie tzw. procesu skróconego, ale jest to proces rzadki, w którym nieważność małżeństwa wydaje się oczywista. Taka forma procesu zastrzeżona jest dla biskupa diecezjalnego (biskupa stojącego na czele kościoła partykularnego). Rozumiem, że czasami wierni porównują swój czas oczekiwania na wyrok czy dekret, ale proszę pamiętać, że przed wejściem w życiu dokumentu Mitis Iudex Dominus Iesus postępowanie w przypadku decyzji pozytywnej było dwuinstancyjne, a czasami sprawa trafiała do trybunału trzeciego stopnia postępowania, natomiast po reformie papieża Franciszka wyrok stwierdzający po raz pierwszy nieważność małżeństwa może stać się wykonalny (gdy strony i obrońca węzła małżeńskiego rezygnują ze złożenia apelacji) i taki sposób niewątpliwie przyczynił się do skrócenia całej procedury. Nie da się zatem jeden do jednego porównać i przełożyć procesów przed 2015 rokiem i po tym czasie.

Meritum procesu, czyli przyczyna nieważności

Tak naprawdę nie wiemy, jaka była przyczyna nieważności małżeństwa w przypadku Pana Jacka Kurskiego, a także jakie argumenty i okoliczności zostały wskazane i zebrane w instrukcji dowodowej. Fakt jest taki, że kolegium sędziowskie uznało z moralną pewnością, że wspomniane małżeństwo zostało zawarte w sposób nieważny. Nie będę wymieniał przyczyn nieważności małżeństwa, ale dotyczą one zarówno przeszkód do zawarcia małżeństwa, braku przepisanej prawem formy kanonicznej i wreszcie wad zgody małżeńskiej. Przyczyn jest sporo, ale nie oznacza to automatycznie, że dla każdego coś się trafi. Niektórzy, zaskarżając swoje małżeństwo, wskazują w skardze powodowej prawie wszystkie przyczyny wymienione w Kodeksie prawa kanonicznego, ale działa to bardziej według metody „na chybił trafił” i niekoniecznie ma przełożenie na pozytywny wyrok. Adwokaci kościelni, którzy pomagają stronom w redakcji skargi powodowej, wiedzą, że należy „dobrać” jeden lub kilka najbardziej prawdopodobnych tytułów ewentualnej nieważności, odpowiadających historii poznania się stron, kojarzenia się małżeństwa i przebiegu życia małżeńskiego. Czas trwania małżeństwa, posiadanie dzieci, błogosławieństwo papieskie nie mają aż tak wielkiego znaczenia (są to tylko okoliczności, które mogą, ale nie muszą potwierdzać domniemanie o ważności związku małżeńskiego). Należy pamiętać, że generalnie małżeństwo cieszy się przychylnością prawa i uznaje się je za ważne, dopóki nie udowodni się czegoś przeciwnego.

Zamiast zakończenia

Nie ma wątpliwości, że Pan Jacek Kurski jest osobą publiczną i w stosunku do niego łatwiej formułować zarzuty niż do wielu wiernych, którzy uzyskali pozytywny wyrok stwierdzający nieważność małżeństwa. Im nikt nie wypomina, w jakim kościele i z udziałem ilu gości brali ślub kościelny. Wydaje mi się, że nie ma co spekulować czy obligować Kościół do wypowiedzenia się w tej sprawie. Rokrocznie sądy kościelne w Polsce wydają kilka tysięcy decyzji i nie trzeba się tłumaczyć z poszczególnych wyroków. Sędziowie i współpracownicy trybunału są zobligowani do zachowania tajemnicy urzędowej i nie ma podstawy, aby formułować wnioski w stosunku do określonego sądu kościelnego, aby publicznie wypowiadał się o przebiegu tego konkretnego postępowania. Natura spraw o nieważność małżeństwa dotyczy bardzo często delikatnych i intymnych spraw, których nie powinno się ujawniać na forum publicznym.

CZYTAJ DALEJ

Watykańskie dementi: stan zdrowia Benedykta XVI nie budzi niepokoju

2020-08-03 20:18

[ TEMATY ]

zdrowie

Benedykt XVI

Grzegorz Gałązka

Stan zdrowia Benedykta XVI nie budzi szczególnego niepokoju. Tymi słowami jego osobisty sekretarz abp Georg Gänswein zdementował podawane dziś w mediach informacje o poważnej chorobie papieża seniora.

Watykańskie biuro prasowe rozpowszechniło oświadczenie abp Gänsweina, w którym uspokaja, że 93-letni Benedykt XVI „przechodzi fazę nasilenia bolesnej, ale nie poważnej choroby”. Nie podaje jednak na co konkretnie cierpi były biskup Rzymu.

Źródłem wiadomości o chorobie Benedykta XVI był niemiecki dziennik „Passauer Neue Presse”, powołujący się na papieskiego biografa Petera Seewalda, który w minionych dniach był w Watykanie. Miał on powiedzieć że podczas spotkania Benedykt XVI był „optymistą pomimo choroby”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję