Reklama

Głos z Torunia

Miłośnik Eucharystii

We wrześniu parafianie z Gostkowa spotkali się na wspólnej modlitwie w intencji ofiar II wojny światowej.

Niedziela toruńska 39/2021, str. I

[ TEMATY ]

rocznica

sługa Boży

II wojna światowa

Archiwum Teresy Mylke

Sługa Boży ks. Prabucki troszczył się o dobrą formację swoich parafian

Sługa Boży ks. Prabucki troszczył się o dobrą formację swoich parafian

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Spotkanie było wyjątkową okazją do odkrycia na nowo postaci proboszcza z okresu wojny – sługi Bożego ks. Pawła Prabuckiego, który został aresztowany przez Niemców w pierwszych dniach okupacji i zginął w obozie koncentracyjnym w Dachau 30 sierpnia 1942 r. Po Mszy św. zgromadzeni wysłuchali wykładu dk. prof. Waldemara Rozynkowskiego, który przybliżył sylwetkę proboszcza.

Uczestnicy spotkania odkryli, że był kapłanem, dla którego formacja dorosłych oraz kult eucharystyczny były centrum posługi duszpasterskiej. Nie brakowało mu przy tym poczucia humoru i wielkiej troski o potrzebujących. Nie skorzystał z możliwości ocalenia życia i odzyskania wolności, lecz pozostał wierny Kościołowi i Ojczyźnie. Po pierwszym aresztowaniu i zwolnieniu nie ukrywał się, lecz ponownie z odwagą podjął zadania proboszcza, troszcząc się przede wszystkim o rodziny, które pozostały bez mężów i ojców. Wkrótce został ponownie aresztowany i resztę swego życia spędził w obozach.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Reklama

Wspomnienia kapłanów, którzy przeżyli gehennę obozu oraz listy bł. ks. Frelichowskiego pisane do najbliższych, rysują przed nami postać człowieka, który z wielką odwagą zabiegał o możliwość sprawowania Eucharystii w obozowych warunkach oraz z wielką pobożnością ją celebrował. To właśnie Eucharystia była centrum jego życia i podtrzymywała nadzieję. Krystyna Podlaszewska, autorka książki o bł. ks. Frelichowskim, opisując posługę ks. Prabuckiego w obozie, napisała, że dzięki niemu „każdego dnia wczesnym rankiem Chrystus zstępował do tego przedpiekla, do tego miejsca pogardy człowieczeństwa i godności ludzkiej”. Sługa Boży zginął w obozie w Dachau razem ze swoimi dwoma braćmi, także kapłanami – Alojzym i Bolesławem.

Po wykładzie wszyscy udali się pod tablicę upamiętniającą tego bohaterskiego kapłana, by pomodlić o się o łaski za jego wstawiennictwem.

Jego proces beatyfikacyjny toczy się od 1994 r. i jest już na etapie rzymskim. Parafianie z Gostkowa ufają, że wkrótce będą mogli cieszyć się wyniesieniem go do chwały błogosławionych.

2021-09-22 07:48

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Jan Tyranowski – mistrz przyszłego Papieża

Każdy, kto choć trochę interesował się biografią Karola Wojtyły – późniejszego papieża Jana Pawła II, zetknął się z nazwiskiem Jana Tyranowskiego. Jawi się on jako postać, która miała znaczący wpływ na życie duchowe przyszłego Ojca Świętego. Niewiele jednak o nim wiadomo

Większość świadków życia sługi Bożego Jana Tyranowskiego już nie żyje, nie zachowało się zbyt wiele wspomnień. Ale pamięć o skromnym krawcu jest do tego stopnia trwała, że w 1997 r., 50 lat po jego śmierci, ówczesny metropolita krakowski kard. Franciszek Macharski otworzył jego proces beatyfikacyjny.
CZYTAJ DALEJ

O. Marcin Ciechanowski: Sama wizyta w sanktuarium nie wystarczy; ważniejsze jest, żeby Jezus był we wnętrzu serca

2026-07-13 13:43

[ TEMATY ]

o. Marcin Ciechanowski

Karol Porwich/Niedziela

O. Marcin Ciechanowski

O. Marcin Ciechanowski

Sama wizyta w kościele czy sanktuarium nie wystarczy, bo ważniejsze jest, żeby Jezus był we wnętrzu mojego serca – podkreśla o. dr Marcin Ciechanowski, nowy dyrektor Biura Prasowego Jasnej Góry i rzecznik jasnogórskiego sanktuarium.

Ojciec Ciechanowski od 30 lat jest paulinem i pełnił w zakonie różne funkcje. Zajmował się duszpasterstwem: akademickim, dzieci i młodzieży. W ostatnich latach posługiwał w klasztorze jako podprzeor i nadal pełni posługę egzorcysty archidiecezjalnego. Jest wielkim pasjonatem Biblii i Kościoła, a Częstochowianom i pielgrzymom dał się poznać ze specyficznego poczucia humoru, które nie raz powodowało salwy śmiechu wśród przybywających do Sanktuarium na Jasnej Górze ludzi.
CZYTAJ DALEJ

Pieszo do Asyżu - część 6

2026-07-13 16:58

Ks. Łukasz Romańczuk

W drodze do Asyżu

W drodze do Asyżu

Szósty dzień zapowiadał się na bardzo intensywny. Widać było, że na pielgrzymów czeka trudny odcinek drogi. Rzeczywistość okazała się prawie inna, a na końcu padały słowa: “Jak było pięknie”.

Pierwsza część drogi przebiegała przez trzy miejscowości połączone ze sobą. W Gubbio znajduje się wiele kościołów, ale na trasie był tylko jeden, taki przy wejściu do parku. Widać, że miał swoją piękną historię, a jest także odwiedzany przez pielgrzymujących do Asyżu, o czym świadczą wpisy w księdze pamiątkowej. Zasadniczo mapa wskazywała, że nic szczególnego w tej części drogi nie miało być. W zasadzie nie było, oprócz tego, że na jednym wzniesieniu obok drzewa wisiała kartka w języku angielskim, aby w razie chęci na kawę, czy wodę zadzwonić w dzwonek. Mając świadomość drogi i dalszej leśnej drogi, nie było lepszej opcji jak skorzystać. Młody Włoch, prowadzący w tym miejscu dom agroturystyczny, z radością przygotował kawę, która dodała energii na dalszą drogę- ostro w górę. Na trasie, już poza cywilizacją, znajdował się Erem San Pietro in Vigneto. To było na 16 km. Bardzo piękne i gościnne miejsce, gdzie służbę dla pielgrzymów odbywają wolontariusze. Szef, pan Benedetto, na starcie częstuje zimną wodą i espresso. A w tym miejscu odpoczynku można było spotkać innych pielgrzymów m.in. z Chorwacji. Zaskoczyło mnie bardzo, gdy usłyszałem łamany język polski. Była to siostra zakonna, która wraz z grupą włoską podąża także do Asyżu. (Jeżeli dobrze zrozumiałem). Po krótkim odpoczynku przyszła pora na ostatni etap. Najtrudniejszy, ale bardzo malowniczy. Jezioro di Valfabbrica dodawało uroku pięknym, górskim widokom. Minusem było to, że ¾ tego etapu szło się ostro w górę. Pod koniec drogi czekała mnie miła niespodzianka. Wyczerpany kilkoma kilometrami w górę, nagle dotarłem do zabudowań. Starsze małżeństwo zaczęło machać do mnie, żebym usiadł i odpoczął. Skorzystałem z tego zaproszenia. Niestety niefortunnie promienie słoneczne, a było w tym momencie tylko 31 stopni, zaczęły nagrzewać moją sutannę, lecz udało mi się wygospodarować kawałek cienia pod parasolem. Pani gospodyni zaproponowała tradycyjną włoską kawę, z domu słychać było intro “Mody na sukces”, gospodarz wskazał mi źródełko z chłodną wodą dla pielgrzymów. Dowiedziałem się, że w ich parafii posługuje ksiądz z Polski, ksiądz Krzysztof i, że bardzo tego kapłana szanują, wręcz kochają. Miło słyszeć takie słowa. Nie można też nadużywać gościnności, więc po wypiciu kawy i krótkiej rozmowie poszedłem dalej, w górę, kończąc ten etap drogi. Na zakończenie dnia Eucharystia. Asyż coraz bliżej.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję