Reklama

Niedziela Lubelska

Trzeba pomagać

Stowarzyszenie „Bezpieczna Lubelszczyzna” organizuje konwoje z pomocą humanitarną dla mieszkańców walczącej o wolność Ukrainy.

Niedziela lubelska 14/2022, str. VI

[ TEMATY ]

pomoc dla Ukrainy

Archiwum

Dobiesław Taras i Robert Persona (z lewej) systematycznie dostarczają pomoc do Lwowa

Dobiesław Taras i Robert Persona (z lewej) systematycznie dostarczają pomoc do Lwowa

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Powstałe ponad 10 lat temu stowarzyszenie gromadzi grupę pasjonatów podejmujących liczne działania na rzecz bezpieczeństwa w Lublinie i regionie. Jako jedna z organizacji pozarządowych, „Bezpieczna Lubelszczyzna” ruszyła na pomoc Ukrainie tuż po wybuchu wojny. Konwoje z ciepłą odzieżą, żywnością i lekami dla uchodźców najpierw docierały na zasypane śniegiem przejście graniczne w Krościenku w Bieszczadach. Wkrótce wypakowane darami busy zaczęły regularnie pokonywać trasę z Lublina do Lwowa. – Będziemy pomagać tak długo, jak trzeba – zapewnia Robert Persona, założyciel i prezes stowarzyszenia.

Z potrzeby serca

Decyzja o niesieniu pomocy Ukrainie została podjęta jednomyślnie. – Taka jest potrzeba, by nieść pomoc Ukraińcom walczącym na froncie, jak i uchodźcom, którzy przebywają na terenie naszego kraju – mówi Robert Persona. Jak wyjaśnia, „Bezpieczna Lubelszczyzna” ściśle współpracuje z parafią św. Andrzeja Boboli w Lublinie oraz z siostrami Kapucynkami Najświętszego Serca Jezusa, które w Wąwolnicy budują „Dom dla dzieciaków”. – Na te nasze wyprawy dostałem od sióstr różaniec, z którym się nie rozstaję. Daje mi siłę i bezpieczeństwo; jest ogromnym duchowym wsparciem – mówi mężczyzna. Czarny, pleciony różaniec, wyjęty pewnym ruchem z kieszeni przez chwilę leży w otwartej dłoni. Jest bronią potężniejszą niż karabin.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Reklama

Dzięki współpracy z proboszczem ks. Mirosławem Ładniakiem i menagerem Markiem Brodackim, w parafialnych budynkach „Bobolanum” na Czechowie znajduje się punkt zbiórki darów. – Zaczęło się tak, że najpierw woziliśmy je na granicę. Tam okazało się, że o ile uchodźcy po polskiej stronie mają pomoc, to po ukraińskiej są w bardzo trudnej sytuacji. W Krościenku udało nam się przewieźć żywność i ciepłą odzież tam, gdzie była bardzo potrzebna. Gdy okazało się, że zachodnia część Ukrainy jest w miarę bezpieczna, wybraliśmy się dalej. Zatrzymaliśmy się we Lwowie, gdzie znajduje się centrum logistyczne, które dystrybuuje pomoc w głąb ogarniętego wojną kraju. Zarządza nim nasz przyjaciel, z którym od dawna współpracujemy – opowiada Robert Persona. Transporty z Lublina docierają także do Filharmonii Lwowskiej, gdzie działa Symfoniczna Orkiestra INSO Lviv. – Muzycy to również nasi przyjaciele. Niektórzy z nich walczą na froncie, obcokrajowcy rozjechali się do swoich domów, ale dyrekcja została na miejscu i prowadzi punkt pomocy humanitarnej. Tam również trafiają dary z Lublina – wyjaśnia prezes.

Busy pełne nadziei

Reklama

Na początku samochody jadące do Lwowa wypełnione były dosłownie wszystkim. Oprócz żywności i leków było sporo odzieży. Jednak czas zweryfikował rzeczywiste potrzeby i możliwości. – Rynek nasycił się już ubraniami, ale też we Lwowie jest kłopot z ich magazynowaniem. Zwyczajnie brakuje miejsc, gdzie można je składować. W naszej ocenie, po licznych kursach na Ukrainę, widzimy, że bardzo potrzebne są leki, bandaże i różne medykamenty, a także środki ochrony osobistej. Zawsze potrzebna jest żywność o długim terminie ważności – mówi Robert Persona. Jest jedną z tych osób, które jeżdżą za wschodnią granicę z każdym transportem. Drugim filarem konwojów humanitarnych jest Dobiesław Taras, w stowarzyszeniu przewodniczący komisji rewizyjnej. – Niewiele się u nas o tym mówi, ale na Ukrainie bardzo potrzebne jest mleko dla niemowląt. Wskutek stresu kobiety potraciły pokarm i małe dzieci głodują. Każda ilość mleka w proszku jest tam bardzo potrzebna – dopowiada. Kompletując kolejny transport, mężczyźni starają się zabierać takie produkty, które aktualnie są najpotrzebniejsze. – Ostatnio dowiedzieliśmy się, że Ukraińcom przydałyby się stare, większe samochody. Takie, które będą mogli szybko przerobić na karetki. Potrzebne są też samochody terenowe, które po uzbrojeniu sprawdzą się na terenach objętych działaniami wojennymi. Mamy nadzieję, że wkrótce uda nam się pozyskać i takie dary – mówi R. Persona. Dodaje, że na Ukrainie wciąż potrzebne są duże ilości środków ochrony osobistej (kamizelki i hełmy kuloodporne), ale w transportach humanitarnych nie można ich przewozić. W miarę możliwości stowarzyszenie pomaga i w tej kwestii, pośrednicząc w rozmowach z firmami, które mają na to koncesję.

W szponach wojny

Jeden z wyjazdów na wschód przypadł na dzień, w którym Rosjanie zbombardowali okolice Lwowa. – Przywitały nas rakiety. Akurat wtedy, gdy przekraczaliśmy granicę, bomby spadały na Jaworów, 20 km od nas. Pogranicznicy pytali nas, po co jedziemy. Dało nam to do myślenia, ale się nie zawahaliśmy. Nikt z nas nie powiedział, że zawracamy. Ktoś, kto jedzie z takim transportem, musi mieć odpowiednią motywację. Trzeba naprawdę chcieć pomóc, a nie np. popisywać się w mediach społecznościowych. Tylko człowiek, który ma wszystko poukładane, znajdzie w sobie siłę, by przekraczać granice i nieść pomoc – mówi Dobiesław Taras. Zwłaszcza, że po drugiej stronie nic nie jest takie samo, jak przed wojną.

– Do samego Lwowa każdy odcinek drogi jest zmilitaryzowany; każdy zjazd z głównej drogi jest obstawiony posterunkami i punktami kontrolnymi. Również w samym Lwowie ciężko się poruszać, samochody są często sprawdzane. Na każdym kroku są uzbrojeni funkcjonariusze: wojsko, policja, obrona terytorialna. Na każdym większym skrzyżowaniu znajdują się barykady. Wszędzie czuć złego ducha wojny. To nie jest ten sam Lwów, który pamiętamy z poprzednich wyjazdów. Miasto ciężko poznać – opowiada pan Dobiesław. – Ale wobec wojny, ludobójstwa, śmierci kobiet i dzieci, wobec ogromu nieszczęścia nie można przejść obojętnie. Trzeba pomóc. Brak pomocy byłby ciężkim grzechem – podkreśla. Mówi również o tym, że Ukraina broni swoich granic, ale strzeże też bezpieczeństwa Polaków. – Wojny toczyły się zawsze na ziemiach polskich. Trzeba zrobić wszystko, żeby ta wojna do nas nie dotarła. Wygrana Ukrainy to jest być albo nie być dla Polski. Jak upadnie Ukraina, za kilka lat przyjdzie czas na nas – przestrzega.

Tak długo, jak trzeba

Stowarzyszenie zajmuje się szeroko pojętym bezpieczeństwem, również w aspekcie edukacyjnym i wychowawczym, a także usługami społecznymi. W Bełżycach prowadzi pilotażowy program, w ramach którego w Centrum Usług Społecznych świadczy pomoc w zakresie terapii uzależnień, psychologii, psychiatrii i dietetyki; prowadzi również działania związane z opieką nad osobami niepełnosprawnymi. – Sytuacja związana z epidemią koronawirusa pokazała, jak w trudnych sytuacjach ważne jest wsparcie psychologiczne. Taka pomoc będzie jeszcze bardziej potrzebna uchodźcom, wśród których wiele osób doświadczyło traumatycznych przeżyć. Chcemy wyjść im naprzeciw, dlatego pozyskując i wożąc dary na Ukrainę, już myślimy o projektach skierowanych do uchodźców znajdujących się w Lublinie i naszym regionie – mówi Robert Persona. W jego domu schronienie znalazła mama z dwójką dzieci w wieku szkolnym. Jak się okazało, jedno z nich potrzebuje pomocy terapeuty. – Pomoc psychologiczna, ale też kursy języka polskiego to te obszary, w których wkrótce zaproponujemy konkretne rozwiązania dla dorosłych i dla dzieci. Szczególnie, że mamy do wykorzystania doskonałą bazę lokalową w zaprzyjaźnionej parafii św. Andrzeja Boboli – zapowiada prezes. – Mamy nadzieję, że siła pomocy wśród nas nie osłabnie, że wciąż będą darczyńcy gotowi dzielić się pieniędzmi i konkretnymi rzeczami, które będziemy przekazywać mieszkańcom Ukrainy. Tak długo, jak trzeba – zapewnia Dobiesław Taras.

Informacje o stowarzyszeniu na www.bezpiecznalubelszczyzna.pl

2022-03-29 12:29

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Pomagamy Ukrainie

Niedziela przemyska 16/2022, str. IV

[ TEMATY ]

wywiad

abp Adam Szal

pomoc dla Ukrainy

Ks. Maciej Flader

Abp Adam Szal z kard. Konradem Krajewskim na Dworcu Głównym w Przemyślu

Abp Adam Szal z kard. Konradem Krajewskim na Dworcu Głównym w Przemyślu

W świątecznej atmosferze, z abp. Adamem Szalem rozmawia ks. Zbigniew Suchy.

Ks. Zbigniew Suchy: W ramach naszych rozważań na temat drogi pokoju, chciałbym na ten świąteczny czas poprosić o podzielenie się wrażeniami. Pierwsze moje pytanie dotyczy wizyt Księdza Arcybiskupa u uchodźców; jakie wrażenia, jakie przeżycia temu towarzyszyły? Abp Adam Szal: Normalny tok pracy duszpasterskiej, związany z wizytacją, którą przeprowadziłem w dekanacie brzozowskim, został jakby powiększony o te niezwykłe wydarzenia związane z wojną, która ma miejsce na Ukrainie. Cała nasza Ojczyzna, także i nasze Podkarpacie stanęło przed trudnym wyzwaniem, jakim jest pojawienie się tych, którzy uciekają ratując swoje życie. Na terenie naszej archidiecezji są trzy przejścia graniczne, gdzie przyjmujemy uchodźców i przekierowujemy w większości w głąb Polski czy na Zachód, do innych państw. Od samego początku władze lokalne korzystały z pomocy wolontariuszy, tych, którzy są wolontariuszami niejako z urzędu, to znaczy straż pożarna, ratownicy, ale także wolontariuszy, którzy z dobrego serca przyjechali nie tylko z terenu archidiecezji przemyskiej, ale i z całej Ojczyzny, a nawet i spoza Polski. Chciałbym podkreślić, że Kościół stara się być obecny na szlaku tych udręczonych ludzi. Szczególną rolę odgrywa tu Caritas Archidiecezji Przemyskiej, jak i Caritas Polska, bo żeby taka działalność była sensowna, musi być skoordynowana. Kilkakrotnie byłem na przejściu granicznym czy też na dworcu kolejowym. Często odbywało się to w takich ważnych okolicznościach, na przykład przy obecności kard. Konrada Krajewskiego czy też kard. Gerharda Müllera. Obaj byli otwarci na tę wizytę i taki był też cel ich przyjazdu do Przemyśla. Byłem także wtedy, kiedy trzeba było zobaczyć jak wygląda przejście w Korczowej, w noclegowni w Młynach, czy też w miejscach, gdzie zatrzymywali się uciekinierzy w parafii w Korczowej. Byłem także w Medyce na przejściu granicznym już w tym okresie późniejszym, kiedy ta główna fala uchodźców minęła. Jakie jest moje wrażenie? Jest oczywiście przejmujące, choćby dlatego, że w więcej niż w 90% są to matki z dziećmi, jak to fachowcy oszacowali – połowa z nich to bezbronne dzieci. To wielkie wyzwanie także dla służb publicznych, dla szkół, dla szpitali, dla tych, którzy się opiekują uciekinierami. Drugie spostrzeżenie to jest piękny odzew ludzi, którzy pospieszyli z pomocą potrzebującym. Chciałbym przy tej okazji podziękować tym wszystkim, którzy pospieszyli z pomocą, a więc rodzinom, bo wiele rodzin, nawet z własnej inicjatywy szukało tych uchodźców, żeby ich przyjąć. W jednej z parafii wizytowanej przeze mnie okazało się, że uczennica ze szkoły podstawowej niejako wymogła na rodzicach, żeby poszukali kogoś, kto potrzebuje pomocy i przyprowadzili do domu, bo jak mówiła: „u nas jest tyle pomieszczeń i można kogoś przyjąć”. Bardzo też dziękuję tym wolontariuszom, którzy pełnią służbę na dworcu czy na przejściach granicznych. Dziękuje także tym wszystkim, którzy przygotowują posiłki. To są wzruszające sytuacje, jak choćby dowiedziałem się od duszpasterza w Medyce, że połowa parafii robi kanapki. To było takie budujące, że ludzie nie odwrócili się od tych, którzy przybywają. Wiemy też, że jest wiele darów, które są przekazywane przez Caritas na Ukrainę przy pomocy zorganizowanego transportu z Leżajska czy z Przemyśla do Lwowa. Caritas zorganizowała przejazd ponad dwustu tirów. Oczywiście to są różne rzeczy docierające do nas z głębi Polski, ale trzeba je odpowiednio przepakować i przesłać. Trzeba też wspomnieć o takiej inicjatywie, że Caritas funduje paliwo do tirów, które jadą z Leżajska do Lwowa i tam są przez Caritas Lwowską przejmowane. Należy też wspomnieć o wrażliwości Ojca Świętego, który przekazał pewne środki na Ukrainę. Z tych środków zostały zakupione agregaty prądotwórcze. Te środki zostały przekazane przez pośrednictwo kard. Konrada Krajewskiego. Także kard. Gerhard Müller przekazał darowiznę dla Caritas po to, żeby wesprzeć tych, którzy tej pomocy potrzebują. Cieszę się też z otwartości poszczególnych parafii, ale też naszego Seminarium. Jeszcze raz podkreślam wielką życzliwość sióstr zakonnych, które przyjmowały uchodźców. Przykładowo wspomnę choćby te w Przemyślu Siostry Służebniczki czy Siostry Sługi Jezusa. Te ostatnie pomogły studentom z Ekwadoru, którzy uciekali z tą pierwszą falą. Pomogły tak, że przyjmowały do swojego domu, ale także dopomogły dostać się do Warszawy, skąd studenci odlecieli do swojej ojczyzny. Takich sposobów pomocy jest dużo, warto o tym pisać i mówić, żeby pokazać to otwarte serce dla potrzebujących. To doświadczenie pokazuje wielką solidarność mieszkańców Podkarpacia z tymi, którzy uciekają przed wojną.
CZYTAJ DALEJ

Nowenna do św. Agaty, dziewicy i męczennicy

[ TEMATY ]

modlitwa

nowenna

św. Agata

Agata Kowalska

Św. Agata, Katania

Św. Agata, Katania

Zapraszamy do wspólnej modlitwy nowenną przed wspomnieniem św. Agaty (27 stycznia - 4 lutego).

CZYTAJ DALEJ

Nigeria: nie ustają prześladowania chrześcijan

2026-02-03 20:26

[ TEMATY ]

Nigeria

prześladowania chrześcijan

nie ustają

Adobe Stock

Nie ustają prześladowania chrześcijan w Nigerii

Nie ustają prześladowania chrześcijan w Nigerii

Kolejne porwania, ataki na świątynie i rosnąca niepewność mieszkańców północnej Nigerii pokazują skalę kryzysu bezpieczeństwa w kraju. W Agwarze spalono kościół metodystyczny i zaatakowano posterunek policji, w innych regionach trwają działania zbrojne przeciwko ugrupowaniom dżihadystycznym. Katoliccy biskupi ostrzegają, że bez odpowiedzialności politycznej i wzmocnienia instytucji państwo nie wyjdzie z spirali przemocy.

Atak w Agwarze
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję