Joanna, spodziewając się kolejnego dziecka, stanęła wobec sytuacji ekstremalnej, w której wybór był zero-jedynkowy: albo jej życie, albo życie dziecka. Nie zawahała się przy podejmowaniu tej trudnej decyzji.
Minęło 100 lat od narodzin i 60 lat od śmierci św. Joanny Beretty Molli. Życie i śmierć tej włoskiej żony, matki czworga dzieci, rzuca wyjątkowo jasne światło na współczesne spory, w których prawo nienarodzonego dziecka do życia ściera się z „prawem” kobiet do aborcji.
Wybór Joanny
Szczęśliwa żona (jej listy do narzeczonego, a później męża aż kipią od uczuć i oddania), matka, kobieta wykształcona, radosna, spełniona, o nieprzeciętnej urodzie, którą lubiła podkreślać zręcznym, delikatnym makijażem, kochająca podróże, wędrówki po górach, dbająca o modne stroje, bywalczyni teatrów i filharmonii... Jakże daleko jej do stereotypowych wyobrażeń o świętości zgrzebnej, poważnej, surowej, w tonacji szaro-czarnej, stroniącej od przyjemności, skupionej na wyrzeczeniach... Należy w tym miejscu wspomnieć o tym, że jednocześnie była ona kobietą codziennie uczestniczącą we Mszy św., przystępującą do Komunii św., i właśnie stąd czerpiącą siły do tego, by znajdować szczęście w byciu dla innych. Była wspaniałą lekarką ze specjalizacją z pediatrii, znaną z tego, że jeśli pacjenta nie było stać na wykupienie leków, to dołączała do recepty... odpowiednią kwotę pieniędzy. Nietypową, ponieważ z całą powagą twierdziła, że na zdrowie człowieka składa się również stan jego duszy (czy my, współcześni bywalcy gabinetów, przychodni i szpitali w ogóle jesteśmy w stanie wyobrazić sobie takie holistyczne podejście lekarza do pacjenta?). No właśnie – lekarka... A zatem musiała być w pełni świadoma konsekwencji swojego wyboru, kiedy usłyszała od kolegów po fachu: „Twoje życie albo życie twojego dziecka”...
Życie jest wartością szczególną, dlatego odebranie komuś lub sobie życia jest zawsze czynem moralnie złym.
Moralne zło to nie tylko czyny, ale zdolność do takich czynów. Jeśli będziemy przekonani, że dokonywanie zabójczych czynów wobec niewinnego dziecka jest czymś dobrym, to nawet jeśli własnego dziecka nie zabijemy, bo nie ma takiej okazji, to z nami nie jest dobrze – powiedział dr hab. Marek Czachorowski podczas konferencji „Świętość w ofierze życia za dziecko” zorganizowanej przez parafię św. Antoniego w Toruniu oraz Fundację „S.O.S. Rodzinie” im. św. Gianny Beretty Molli.
„Marność nad marnościami - wszystko jest marnością”. Hebrajskie hebel oznacza dosłownie tchnienie, obłok pary, coś, czego nie da się uchwycić w dłoń. Wulgata utrwaliła przekład vanitas vanitatum. Kohelet jest mędrcem, który postanowił zmierzyć życie „pod słońcem” samym doświadczeniem, bez sięgania po obietnice, i uczciwie zapisał wynik pomiaru. Zysku brak. „Cóż przyjdzie człowiekowi z całego trudu, jaki zadaje sobie pod słońcem?” Wielka pieśń o kołowrocie natury, pokolenia przychodzą i odchodzą, słońce wschodzi i zachodzi, wiatr kołuje, rzeki płyną do morza, które nie może się napełnić, ma w sobie hipnotyczny rytm i celowo prowadzi donikąd. Wszystko się porusza, nic nie dochodzi do celu. Nawet pamięć zawodzi: „nie ma pamięci o tych, co dawniej żyli”. Starożytność pogańska znała ten zawrót głowy wiecznego powrotu. Kohelet wypowiada go wewnątrz Izraela, jakby chciał doprowadzić czytelnika do ściany, za którą może być już tylko Bóg. Kościół czyta Koheleta po to, by przejść jego szkołę odwyku od iluzji. Hieronim, który tej księdze poświęcił osobny komentarz, wspomina, że czytał ją z uczennicą Blezyllą właśnie po to, by nauczyć ją pogardy dla świata przemijającego. „Marność” nie jest ostatnim słowem Objawienia, ale jest słowem koniecznym. Dopóki człowiek liczy na to, że „coś pod słońcem” go nasyci, dopóty nie zapyta o to, co ponad słońcem. Vanitas jest przedsionkiem Ewangelii.
Paryż to pierwszy przystanek podczas intensywnej podróży apostolskiej Leona XIV do Francji. Już pierwszego dnia Ojciec Święty ponowił apel o poszanowanie ludzkiego życia, odbył historyczną wizytę w siedzibie UNESCO, modlił się jako pierwszy papież w odnowionej katedrze Notre-Dame i rozmawiał z 80 tys. młodych na stadionie Stade de France, których nazwał „świętymi Francji".
Papież na paryskim lotnisku Orly wylądował o 9.56, serdecznie przywitany przez licznie zgromadzonych Francuzów, z prezydentem Macronem na czele. Papieża powitał również nuncjusz apostolski we Francji abp. Celestino Migliore. Jeszcze więcej osób zgromadziło się na ulicach Paryża, które pozdrawiały przejeżdżającego papamobile Ojca Świętego.
W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.