Reklama

Wiara

Religia internetowa

Czy internet stanie się dla chrześcijaństwa takim sprzymierzeńcem jak wynalezienie druku? Niewątpliwie jest on szansą jako narzędzie ewangelizacji. Czy jednak nie niesie ze sobą także zagrożenia? Czy nie przyczyni się do powstania tzw. religii internetowej i przeniesienia życia duchowego tylko do przestrzeni wirtualnej?

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Większość z nas nie potrafi sobie wyobrazić życia bez dostępu do internetu. Co więcej, ostatni czas pandemii pokazał, że dzięki internetowi mogliśmy w miarę normalnie funkcjonować – w pracy, szkole, ale także w życiu religijnym. Dziś przestrzenią życia stają się nie tylko realne i osobiste relacje międzyludzkie, ale również – i to nie tylko wśród ludzi młodych – świat wirtualnych kontaktów i wirtualnego zaspokajania wielu naturalnych potrzeb człowieka. Wśród nich – potrzeby życia wiarą i potrzeby rozwoju duchowego. Staliśmy się wielką globalną wioską, jesteśmy bliżej siebie. Czy jednak jesteśmy dzięki temu bliżej nieba?

Czy istnieje tzw. religia internetowa?

Reklama

Obserwacja form życia Kościoła w ostatnich latach pozwala na postawienie takiego pytania. Raczej nie da się odpowiedzieć na nie twierdząco w sensie powstania nowej religii. Z całą pewnością natomiast można mówić o fakcie realizacji potrzeb duchowych w wirtualnej sferze internetu. Widzimy różnorodny wpływ mediów internetowych na realizację życia wiary wśród chrześcijan. Z jednej strony – ludzie o mocnej, klarownej tożsamości chrześcijańskiej traktują je jako pomoc w życiu wiarą. Praktykują wiarę w środowisku Kościoła, żyją sakramentami, a internet stanowi dla nich uzupełnienie poznawcze (treści pogłębiające rozumienie prawd wiary) i przeżyciowe (homilie i katechezy głoszone przez internet). Z drugiej strony – nie brak tzw. katolików letnich, dla których wręcz wyczynem duchowym staje się obejrzenie niedzielnej transmisji Mszy św., w trakcie której podczas kazania można np. podgotować obiad.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Przeniesienie realizacji potrzeb duchowych do internetu nie jest zjawiskiem, które można nazwać „owocem pandemii”. Owszem, czas pandemii je uwypuklił, ukazując pozytywne walory mediów internetowych, ale też mocno wyartykułował płynące z tego niebezpieczeństwa. Okresowe restrykcje w udziale wiernych w nabożeństwach pokazały możliwość wspólnej modlitwy dzięki transmisjom Mszy św. w wymiarze nie tylko ogólnopolskim, ale również poszczególnych parafii, które zorganizowały dla swoich wiernych transmisje Eucharystii z ich kościoła parafialnego. Pozwoliło to chętnym utrzymać kontakt ze swoją rodzimą wspólnotą. Nie wolno jednak zapominać, że u niektórych wywołało to mechanizm przyzwyczajenia, który stan wyjątkowy rozszerzył na codzienność, a udział w transmisjach zrównał z bezpośrednim, osobowym udziałem w liturgii.

Internet – szansą czy przeszkodą w życiu wiarą?

Na to pytanie trudno dać jednoznaczną odpowiedź. To jedno z narzędzi, które może być pożyteczne, ponieważ daje możliwości większego zaangażowania w życie Kościoła ludzi świeckich – mogą oni się stać ewangelizatorami w szerszym kręgu odbiorców – ale również może wyrządzić dużo złego w przekazie prawd wiary i życiu jej treścią. Zło wynika nie tylko z nieumiejętnego korzystania z tego narzędzia, ale również z tego, że jest ono podstępnie i perfidnie wykorzystywane przez tych, którzy inspirowani złym duchem walczą z religią, wiarą i Kościołem.

Intelektualny rozwój wiary

Reklama

Wiara ciągle szuka zrozumienia, a rozum jest niezbędnym elementem jej przeżywania. Nie oznacza to jednak nadawania swojemu rozumowi ostatecznego autorytetu w tej dziedzinie. Powszechność występowania w internecie jakiegoś zjawiska czy opinii na temat wiary nie oznacza automatycznie jej dogmatycznej poprawności. To, że jakaś opinia w kwestii dotyczącej wiary otrzyma dużo wejść czy polubień, nie gwarantuje jeszcze występowania w tym przypadku sensus fidei, czyli nadprzyrodzonego zmysłu wiary ludzi wierzących. Demokratyzacja współczesnego świata prowadzi do zredukowania Kościoła do instytucji społecznej, w której zasady ustala się na prawie większości. Przestrzegał przed tym św. Jan Paweł II, gdy pisał: „Nadprzyrodzony zmysł wiary nie polega jednak wyłącznie i koniecznie na wspólnym odczuciu wiernych. Kościół, idąc za Chrystusem, naucza prawdy, która nie zawsze jest zgodna z opinią większości. (...) Docenia badania socjologiczne i statystyczne, o ile okazują się pożyteczne dla uchwycenia kontekstu historycznego, w którym ma on rozwijać działalność pasterską, i dla lepszego poznania prawdy; badania te nie mogą jednak być uważane za wyraz zmysłu wiary” (Familiaris consortio, 5).

Takie zagrożenie widać na różnych forach dyskusyjnych, gdzie ktoś stawia pytanie/problem i prosi innych o komentarz: co sądzicie o...? Pojawiają się dziesiątki różnych odpowiedzi, nie zawsze spójnych i prowadzących do prawdy. Niekiedy są one poprawne semantycznie, ale błędne teologicznie, jedynie sprawiają wrażenie zgodnych z wiarą Kościoła. Zapomina się, że pewność wiary wynika nie z możliwości pojmowania ludzkiego rozumu, lecz z tego, iż jest oparta na samym słowie Boga, który nie może kłamać (por. KKK 157).

Treści „internetowych kaznodziejów”

Reklama

Wśród „grzechów” tego przekazu trzeba podkreślić instrumentalną często egzegezę słowa Bożego. Z dowolnego doboru tekstów biblijnych wyprowadzane są „dziwne” wnioski, często sprzeczne z prawdami wiary katolickiej. Ich negatywny wpływ na rozwój wiary potęgowany bywa przez sposób przekazu, który sugeruje absolutną zgodność z oficjalnym nauczaniem Kościoła. Kolejny błąd to zrównanie różnych objawień prywatnych, zatwierdzonych i niezatwierdzonych, z jedynym Objawieniem. Brak za to odwołania do katechizmu czy dokumentów ostatnich papieży. Do nauki o skuteczności modlitwy wmieszane są elementy magii (koniecznie taki, a nie inny różaniec czy medalik). Sprawia to wrażenie posiadania i szerzenia jakiejś wiedzy tajemnej. Próba aktualizacji orędzia zbawczego (pandemia, wojna) ujawniła tendencje manichejskiego podziału świata, głoszenie katastrofizmu apokaliptycznego, co prowadzi jedynie do pogłębiania się w ludziach lęków wywołanych tymi zjawiskami.

Być może dzieje się tak dlatego, że w „religii internetowej” pojawiają się tematy, których nie słychać z parafialnych ambon. Chodzi np. o: eschatologię chrześcijańską (rzeczy ostateczne), istnienie zła osobowego i możliwości zniewolenia przez złego ducha, istnienie i naturę grzechu, konieczność nawracania się. Wszystko zależy od tego, w jakim kontekście są one ukazywane i jaki obraz Boga przekazywany jest w tych treściach.

Autorytet

Pojawia się tu kolejny problem – autorytetu prawdy. Prawdy wiary mają pewność opartą na autorytecie Chrystusa i Kościoła. W internecie wszyscy przypisują sobie taki sam autorytet. Krótkie formy przekazu grożą uproszczeniem prawd wiary. Podobnie – posługiwanie się systemem obrazkowym tylko pozornie ułatwia wyjaśnienie i pogłębienie tych prawd; ewentualnie może pomóc w zastosowaniu ich treści w życiu chrześcijańskim. Jedynym autorytetem prawdy dla człowieka wiary powinien być zawsze i niezmiennie Jezus Chrystus. Do Jego nauki mam dostosować swoje życie. Z Jego wydarzeniem (słowa + czyny) mam konfrontować swoją egzystencję.

Celebryci „religii internetowej”

Reklama

Niewątpliwie internet umożliwia szybkie dotarcie do szerokiego kręgu odbiorców. Może więc stać się narzędziem ewangelizacji, pomocy ludziom w znalezieniu prawdziwej relacji wiary, w jej pogłębieniu. Jak pokazuje doświadczenie, nie wszyscy „internetowi głosiciele” o tym pamiętają. Nierzadko zdarza się, że głównym ich celem (może nie do końca świadomym?) stają się promocja własnej osoby i zdobycie jak największej liczby odbiorców, a niekoniecznie jakość głoszonych treści (im więcej lajków, tym większy zysk?). Można odnieść wrażenie, że jest to retoryka oparta na zasadach skutecznej komercji: elementy socjotechniki przełożone na przepowiadanie. Zauważa to również młodzież. Z badań prowadzonych wśród młodych ludzi wynika, że najczęściej oczekują oni od księdza autentycznej postawy, w której otwartość na drugą osobę połączona z życzliwością i gotowością do wsparcia i pomocy są elementami najbardziej przez nią postulowanymi. Młodzież wskazywała nie tyle na potrzebę zmiany instytucji, ile na potrzebę autentyzmu w postawie księży.

W religii internetowej wielu kaznodziejów staje się „bezdyskusyjnymi guru”. Zapominają, że misja prorocka w Kościele oznacza głoszenie prawd wiary zawartych w depositum fidei (depozycie wiary zawartym w Piśmie Świętym i Tradycji). Często dochodzi do radykalizacji postaw ludzi zebranych wokół „internetowych kaznodziejów”. Dokonuje się pewnego rodzaju absolutyzacja takiego kaznodziei (zarówno kapłanów, jak i świeckich). Jego słuchacze gotowi są bronić za wszelką cenę jego osoby i nauczania, a próba ukazania pewnych aspektów nie do końca zgodnych z nauczaniem Kościoła kończy się odbiciem od głuchej ściany. Tworzy się zatem grupa hermetycznie zamknięta, co w efekcie grozi przeobrażeniem się jej w rodzaj sekty (np. ks. Piotr Natanek, Czatachowa). Problem nie jest nowy, borykał się z tym już św. Paweł – wystarczy przypomnieć słowa napomnienia skierowane przez niego do Kościoła w Koryncie (por. 1 Kor 3, 4-7).

Potrzeba wspólnoty

Reklama

„Religia internetowa” ujawnia bardzo wyraźnie, że w każdym zdrowo rozwijającym się człowieku jest pragnienie wzrastania we wspólnocie, również w obszarze wiary. Tworzą się swoiste „wspólnoty on-line”. Czy jednak w pełni odpowiadają one naturze człowieka? Takie wspólnoty „duchowe” są często a-eklezjalne, unikają hierarchii, tworząc znany z historii rodzaj tzw. Kościoła duchowego. Ponadto często brak im waloru formacyjnego, najczęściej łączącym je spoiwem staje się aspekt przeżyciowy, powierzchowny. To może prowadzić do powstawania wiary a-personalnej, bez realnego spotkania osób.

Przeżywanie wiary za pomocą internetu sprawia, że staje się ona coraz bardziej anonimowa, a fundamentalna relacja z Bogiem przechodzi w relację wirtualną, która nie przynosi człowiekowi pełnego rozwoju wiary, czyli nie wpływa na jego życie. Pozorna anonimowość niesie ze sobą niebezpieczeństwo kształtowania się takich zachowań i postaw, które nie tylko nie potwierdzają życia prawdami wiary, lecz stają się tego wyraźnym zaprzeczeniem. Dlatego internet nie może być ostatecznym środowiskiem osobowego i wspólnotowego przeżywania wiary. Niestety, dla wielu „religia internetowa” stała się drugim, trochę bezrefleksyjnym przyzwyczajeniem, a może nawet uzależnieniem. Zdarza im się oglądać Mszę św. raczej bez świątecznego zaangażowania. Udają wtedy, że w ten sposób spełniają niedzielny obowiązek świętowania. Niewątpliwie to pozostałość popandemiczna, i nie wchodząc w dyskusję, ile w tym winy również naszych pasterzy – skutek jest widoczny.

Media internetowe mogą być dobrym narzędziem, aby zaprosić odbiorcę do osobistego spotkania z Jezusem w liturgii Kościoła. Przykładem może być nagrany ostatnio przez kleryków warszawskiego seminarium krótki filmik promujący Mszę św. w języku łacińskim z chorałem gregoriańskim. Spot Jest takie miejsce zyskał w ciągu jednego dnia prawie 10 tys. wyświetleń.

Jak korzystać z internetu dla rozwoju wiary?

Reklama

Brak formacji religijnej sprawia, że przeciętny odbiorca mediów internetowych traktuje „religię internetową” jako wielki „kiosk z towarami religijnymi”. Bezrefleksyjne ufanie tym treściom prowadzi do tego, że wszystko stawiane jest na tej samej płaszyźnie domniemanej prawdziwości. Korzystanie z internetu przypomina wtedy trochę chodzenie po sklepie samoobsługowym i wybieranie towarów do koszyka. Prowadzi to do wybierania tego, co atrakcyjne, co odpowiada przyjemnej wizji życia. W takiej religii to człowiek staje w centrum, ale wizja człowieka jest bardzo fragmentaryczna i niespójna.

Wydaje sie też, że „religia internetowa” potwierdza zmianę w pojmowaniu sacrum. Niektóre formy religijności wirtualnej stają się przejawami jakiegoś „oswojenia” sacrum, traktowania Pana Boga nie w realności i bliskiej obecności Jego Osoby, lecz jako partnera w zaspokajaniu potrzeb duchowych. Warto np. zapytać: czy religijność internetowa prowadzi do Eucharystii z Komunią św., a więc do realnego i substancjalnego spotkania z Chrystusem, na żywo? Poprzestawanie na transmisjach lub słuchanie tylko YouTube’a grozi pozostaniem w sferze „wyrobów czekoladopodnych”, jak to było w czasach PRL, a nawet uznaniem, że modlitwa jest jedynie wirtualnym spotkaniem z Bogiem. A przecież z racji Wcielenia chrześcijaństwo jest religią realnej i substancjalnej obecności Osoby. Dlatego nie ma możliwości przyjęcia Komunii św. czy otrzymania rozgrzeszenia przez internet.

Podsumowanie

Gdy mówi się o tzw. religii internetowej, trzeba zauważyć złożoność tego zjawiska, ale absolutnie nie wolno go demonizować. Patrząc od strony pozytywnej, trzeba zauważyć możliwość takiego wykorzystania internetu, aby stał się środkiem pomocnym w pogłębianiu treści religijnych, zwłaszcza zmuszającym do myślenia. Daje to możliwość dyskusji, zadawania pytań obcym osobom prowadzącym (duchownym, teologom świeckim). Jednym z elementów właściwej religijności jest uczenie się korzystania z internetu jako pomocniczego narzędzia w życiu wiary. Może też pojawić się postulat opracowania jakiegoś vademecum właściwego korzystania z internetu w rozwoju życia duchowego. Niezależnie od tego każdy z nas, stając wobec tego zjawiska, powinien ciągle zadawać sobie fundamentalne pytanie: czy moja wiara jest oparta na autorytecie Chrystusa i Kościoła?

Ks. Janusz Lekan - dogmatyk, profesor KUL, redaktor naczelny Teologia w Polsce

2022-05-11 07:24

Oceń: +5 -1

Reklama

Wybrane dla Ciebie

CBOS: religijność sprzyja dobroczynności

[ TEMATY ]

religia

badania

religijność

Artur Stelmasiak

W 2015 roku prawie 80 proc. Polaków starała się pomagać potrzebującym Wyższe wykształcenie, lepsza pozycja zawodowa i finansowa oraz większe zaangażowanie religijne to cechy sprzyjające angażowaniu się w różne formy dobroczynności. Takie wnioski przynosi najnowszy raport Centrum badania Opinii Społecznej (CBOS).

Prawie dwie trzecie (64%) co najmniej raz przekazało pieniądze na cele dobroczynne, ponad połowa (58%) udzieliła pomocy rzeczowej, np. przekazując potrzebującym ubrania lub książki, a mniej więcej co szósty dorosły Polak (16%) przynajmniej raz bezinteresownie przeznaczył na cele charytatywne własną pracę lub usługi.
CZYTAJ DALEJ

Reguły języka katolika. Ortografia słownictwa religijnego

[ TEMATY ]

język polski

Andrzej Sosnowski

Adobe Stock

Język religijny to ważna część polskiego dziedzictwa kulturowego. Choć jest obecny w codziennym życiu wierzących, wielu z nas ma trudności z poprawnym zapisem terminów związanych z chrześcijaństwem. Pisownia słownictwa religijnego opiera się na kilku prostych zasadach, które warto znać, by unikać błędów. Jednym z kluczowych elementów jest stosowanie wielkich i małych liter. Norma jest stosunkowo prosta: co do zasady wielką literą piszemy to, co odnosi się bezpośrednio do Boga, osoby Jezusa Chrystusa lub innych świętych postaci. O szczegółach i wyjątkach chrześcijańskiej lingwistyki poniżej.

Słownictwo religijne obejmuje sferę sacrum. Nic więc dziwnego, że wielokrotnie użytkownicy języka, by wyrazić szacunek dla wartości duchowych, które stoją za religijnymi terminami czy nazwami, stosują wielkie litery. Często są to jednak nieuzasadnione zachowania. Normy stosowania określonych form reguluje bowiem państwowa instytucja – Rada Języka Polskiego. To kolegialne ciało złożone z wybitnych polskich językoznawców, którzy ujednolicili pisownię słownictwa religijnego. Za pożądane uznali ograniczenie użycia wielkiej litery, jednak z zachowaniem możliwości jej zastosowania ze względów grzecznościowych, emocjonalnych lub dla podkreślenia szczególnej ważności. Eksperci w dziedzinie normy ortograficznej konsultowali swoje propozycje rozstrzygnięć z Radą Naukową Konferencji Episkopatu Polski oraz z Komisją ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów Episkopatu Polski.
CZYTAJ DALEJ

Kard. Dziwisz w Cascii: św. Rita poważnie traktowała przykazanie miłości bliźniego

2026-05-22 12:33

[ TEMATY ]

św. Rita

Cascia

Kard. Dziwisz

Vatican Media

W sercu Rity nigdy nie było miejsca dla nienawiści i pragnienia zemsty. Sama doświadczyła wielkiego zła i cierpienia - powiedział w homilii metropolita senior archidiecezji krakowskiej kard. Stanisław Dziwisz, który 22 maja przewodniczył uroczystej Mszy św. w sanktuarium św. Rity w Cascii, w dniu jej wspomnienia. Podkreślił, że święta stawiając Boga na pierwszy miejscu w sposób heroiczny wprowadzała w życie przykazanie miłości bliźniego, które traktowała bardzo poważnie - relacjonuje Vatican News.

Na początku homilii kard. Dziwisz podziękował abp. Renato Boccardo, metropolicie archidiecezji Spoleto-Norcia, za zaproszenie na uroczystość ku czci św. Rity. Przypomniał, że abp Boccardo był bliskim współpracownikiem św. Jana Pawła II, m.in. jako organizator Światowych Dni Młodzieży oraz papieskich podróży apostolskich. „Ojciec Święty bardzo cenił jego kompetentną i gorliwą posługę” - podkreślił metropolita krakowski senior.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję