Reklama

Historia

Cała prawda o Wandzie

Nasza historia, szczególnie ta najstarsza, jest utkana ze splotu prawdziwych wydarzeń i narodowych mitów. Te ostatnie mają czasem nawet większe znaczenie.

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Nie ma chyba Polaka, który na sam dźwięk imienia „Wanda” nie dodałby w myślach: „co nie chciała Niemca”. Każdy zna historię nieszczęśliwej królewny, która wolała wybrać samobójczą śmierć niż wyjść za wroga. Jest to jeden ze stereotypów najbardziej utrwalonych w narodowej mitologii i jednocześnie najbardziej oddalonych od prawdy historycznej.

Dziewczyna, której nie było

Reklama

Pierwszy raz postać Wandy pojawia się w Kronice polskiej mistrza Wincentego zwanego Kadłubkiem. Miała być piękną i mądrą córką legendarnego króla Kraka i objąć władzę w Krakowie za zgodą senatu i ludu po nieudolnych rządach brata. I w tym właśnie momencie pojawił się nieznany z imienia „lemański tyran”. Ale „skoro tylko wojsko jego ujrzało naprzeciw królowę, nagle rażone zostało jakby jakimś promieniem słońca: wszyscy jakoby na jakiś rozkaz bóstwa wyzbywszy się wrogich uczuć odstąpili od walki”. A ich wódz „na miecz dobyty rzuciwszy się ducha wyzionął”. Wanda zaś, „ponieważ nie chciała nikogo poślubić, a nawet dziewictwo wyżej stawiała od małżeństwa, bez następcy zeszła ze świata. I jeszcze długo po niej chwiało się państwo bez króla”. Kadłubek pisał swoje dzieło w oczywistym dla XII wieku nurcie wzbogacania tradycji narodowych o dzieje bajeczne, lub zmyślone. Opisując więc to pierwsze w naszej historii starcie z Niemcami, których niezbyt lubił i uważał za wrogów, powołał do życia Wandę, żeby ich jeszcze bardziej upokorzyć jako pokonanych przez kobietę. Jej zwycięstwo miało też na wieki wyznaczyć porządek rzeczy, w którym zwycięzcami byli Polacy.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Dla autora Kroniki wielkopolskiej z XIII wieku nie wszystko było jednak jasne. Uzupełnił więc historię o wyjaśnienie imienia Wandy. Miała być tak porażająco piękna, że wszystkich „pociągała do miłowania, stąd zaczęto nazywać ją «wąda», czyli wędka”. „Pociągnęła do miłowania” także „króla Alemanów”. Ten najpierw próbował ją nakłonić do małżeństwa, a po odrzuceniu zalotów najechał jej ziemie. W tej wersji, podobnie jak u Kadłubka, przebił się mieczem, a Wanda w podzięce za zwycięstwo ofiarowała siebie bogom: „Za tak wielką chwałę i pomyślne wyniki, dobrowolnie skoczyła do Wisły”.

Reklama

Dociekliwy kronikarz Jan Długosz dwa wieki później niemieckiemu królowi przypisał imię Rytygier – od jednego z bohaterów Pieśni o Nibelungach. „Odnalazł” także grób legendarnej polskiej władczyni w jednej z miejscowości pod Krakowem, nad rzeką Dłubnią, która nie dość, że nazywała się Mogiła, to jeszcze był tam usypany kopiec grobowy, w domyśle Wandy. Legenda o niej stała się z czasem jednym z mitów założycielskich sarmackiej Polski. Pisali o Wandzie renesansowi poeci, m.in. Stanisław Hozjusz, Jan Kochanowski czy Łukasz Górnicki. Ale dopiero w XIX wieku dominująca stała się wersja, w której Wanda woli samobójstwo w Wiśle niż ślub z niemieckim władcą. Bohaterska królowa dawała tym samym przykład patriotycznej postawy dla młodych Polaków wychowywanych pod zaborami. Odwoływali się do niej najwięksi twórcy: Juliusz Słowacki, Zygmunt Krasiński, Cyprian Kamil Norwid. Maria Konopnica napisała: „Wanda leży w naszej ziemi, że nie chciała Niemca. Lepiej zawsze mieć rodaka, niźli cudzoziemca”.

Wanda po niemiecku

Reklama

Łacińską elegię Kochanowskiego na temat Wandy przetłumaczono w XVI wieku na francuski, a później francuskie adaptacje – na niemiecki. Zmieniła się przy tym zasadniczo treść legendy. W XVII-wiecznym dziele Johannesa Micraeliusa – niemieckiego teologa z Koszalina – Wanda utopiła się, ale... z żalu po śmierci niemieckiego rycerza, którego pokochała. Ta opowieść dla Polaków była nie do przyjęcia, ale Niemców zachwyciła. Pomysł rozwinął na początku XIX wieku mieszkający w Królewcu Zacharias Werner. Jego trzecia żona była Polką, więc temat musiał mu być bliski. Dramat Wanda, królowa Sarmatów był pomyślany jako wychowawczy program pojednania między narodami. Heroiczna Polka przebija w nim Rytygiera na jego prośbę sztyletem, a zaraz potem siebie, wołając: „Ludy, patrząc na mnie, zjednoczcie się...”. Czytelników niemieckich w Wandzie interesował przede wszystkim konflikt między obowiązkiem i uczuciem, a przemoc skierowana w tradycyjnej legendzie wobec zewnętrznego wroga coraz bardziej kierowana była do wewnątrz, przeciwko własnym uczuciom. A w dodatku Niemcy bali się Polek. Friedrich von Hellwald napisał o nich: „Podbijając wszystkie serca swoją syrenią uprzejmością, potrafią one czasami zaimponować męskim, wręcz amazonkowym zachowaniem, budząc strach swoją niepohamowaną namiętnością i surowością”. Tak też była z czasem przedstawiana Wanda, niekiedy wręcz groteskowo, jak w dziele Achima von Arnim, w którym jej zwłoki miejscowi księża wyławiają z Wisły i reanimują ją za pomocą dziwacznej maszyny. Powoli znikają także Kraków i Polska jako miejsce akcji – fabuła pojawia się w nieoczekiwanych miejscach, takich jak Malbork czy Pomorze, a sama Wanda staje się sfiksowaną kobietą, która nie potrafi zapanować nad własnymi uczuciami. Jedynym pozytywem jest fakt, że dzięki tej literaturze od XIX wieku imię Wanda staje się niezwykle popularne nie tylko w Polsce, ale i w krajach niemiecko- i anglojęzycznych.

A może Róża?

Legenda Wandy, mimo że ona sama nie istniała naprawdę, odegrała ogromną rolę w tworzeniu się polskiej tożsamości narodowej, a w czasie zaborów była wzorcem zachowania się wobec obcych. Podobną rolę odegrała inna legendarna dziewczyna, tym razem w tożsamości narodowej Łotyszów.

Janis Rainis – łotewski wieszcz narodowy opublikował w 1927 r. dramat Miłość silniejsza niż śmierć. Opowiedział w nim zmyśloną historię Róży z Turaidy, będącej przedmiotem niechcianych zalotów ze strony polskiego szlachcica Adama Jakubowskiego – tak prymitywnego, topornego i brzydkiego, a przy tym bezwzględnego, że dziewczyna wybrała sprowokowaną przez siebie śmierć. Historia tak się spodobała Łotyszom, że z legendarnej Róży wykreowano z czasem bohaterkę narodową. Legenda trwała w najlepsze w czasach ZSRR, a po 1990 r. w turaidzkim parku pojawił się nawet „grób Róży”, skomponowano operę, nakręcono film i wystawiano jej pomniki. Atrakcyjność tej historii jest dla Łotyszów, zwłaszcza dla młodzieży szkolnej masowo odwiedzającej Turaidę, bardzo duża.

W przeciwieństwie do Łotwy i jej legendarnej Róży w Polsce w czasach współczesnych legenda o Wandzie, co nie chciała Niemca, nieco przygasła. Z roku na rok zmniejsza się też liczba nowo narodzonych dziewczynek o tym imieniu, choć Wand mieszka w naszym kraju jeszcze nieco ponad 90 tys. Ale i Niemiec nie jest już taki straszny, bo w końcu to nasz sojusznik z NATO i partner w Unii Europejskiej.

2025-09-30 11:27

Ocena: +1 -1

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Bogu i Ojczyźnie wierny do końca

Niedziela przemyska 50/2014, str. 4-5

[ TEMATY ]

historia

wspomnienia

Ze zbiorów M.J. Kryczko

Ks. Michał Pilipiec z kpt. Józefem Lutakiem

Ks. Michał Pilipiec z kpt. Józefem Lutakiem

70 lat temu, 8 grudnia 1944 r., komuniści dokonali egzekucji na ks. Michale Pilipcu, wikariuszu z parafii Błażowa, kapelanie Obwodu Armii Krajowej Rzeszów, oraz na jego współtowarzyszach: Dominiku Sobczyku i Józefie Batorze, działających w placówce AK „Buk” w Błażowej

Ksiądz kpt. Michał Pilipiec urodził się 28 listopada 1912 r. w Tarnawcach. Po ukończeniu gimnazjum i liceum w Przemyślu, wstąpił do Seminarium Duchownego. Święcenia kapłańskie przyjął z rąk bp. Francisz­ka Bardy 21 czerwca 1936 r. Posługę duszpasterską pełnił jako wikariusz w Pniowie, w Futomie, a od 1939 r. w Błażowej. Jako kapelan Armii Krajowej od 1940 r. służył w placówce ZWZ-AK Błażowa, potem w Podobwodzie AK Rzeszów Południe i w Obwodzie AK Rzeszów.
CZYTAJ DALEJ

Droga prowadzi przez cichość, miłosierdzie i wytrwałość

2026-01-12 12:10

[ TEMATY ]

Ks. Krzysztof Młotek

Glossa Marginalia

Adobe Stock

Prorok Sofoniasz przemawia w Jerozolimie za panowania Jozjasza (So 1,1). W tle stoi „dzień Pana”, czas sądu, który obnaża pychę i przemoc. W tej księdze padają twarde słowa o tych, którzy czują się bezpieczni dzięki pozycji i bogactwu. Na tym tle wybrzmiewa wezwanie skierowane do małych.
CZYTAJ DALEJ

Fatima: sanktuarium bazą dla ratowników usuwających skutki orkanu Kristin

2026-02-01 13:45

[ TEMATY ]

Fatima

sanktuarium

azą dla ratowników

orkan Kristin

PAP

Skutki orkanu Kristin

Skutki orkanu Kristin

Sanktuarium Matki Bożej Różańcowej w Fatimie, na środkowym zachodzie Portugalii, stało się bazą dla kilkuset ratowników walczących ze skutkami orkanu Kristin, jaki nawiedził od środy do piątku Portugalię. Kataklizm doprowadził w sumie do ośmiu zgonów oraz zranienia ponad 400 osób, w większości mieszkańców diecezji Leiria-Fatima.

Władze sanktuarium przekazały, że od piątku na terenie tego miejsca kultu maryjnego stacjonuje ponad 100 strażaków z ekip usuwających skutki żywiołu, który doprowadził do największych zniszczeń w dystryktach Leira i Coimbra. Zamieszkali oni na terenie ośrodka przeznaczonego do przyjmowania pielgrzymów. Na terenie portugalskiego sanktuarium zorganizowano też zbiórki żywności, środków higieny oraz odzieży dla osób poszkodowanych przez orkan Kristin.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję