Witam,
niedawno wpadł mi w rękę stary numer pisma „Niedziela”
(45/9 listopada 2025), ale dwa zamieszczone tam artykuły bardzo mnie
poruszyły. Jeden dotyczył depresji, drugi – snu. Piszę z perspektywy
osoby zdrowej, która jednak ma dużo doświadczeń z okresu opieki nad chorym
na depresję. Po pierwsze, objawem depresji nie zawsze są postępujący
smutek, obniżenie nastroju, niechęć do jakiejkolwiek aktywności. Często
jedynym objawem jest bezsenność – uporczywy brak snu. Chory próbuje
sobie z tym poradzić, jak umie, nawet zwiększoną aktywnością fizyczną,
sportem, spacerami – i nic nie pomaga. Następuje coraz większe wyczerpanie,
wycieńczenie organizmu, które w końcu może doprowadzić do poczucia, że się
umiera. Często nawet bliska rodzina nie zdaje sobie z tego sprawy albo wręcz
wypiera ze świadomości myśl, że np. syn czy córka zachowują się zupełnie
nieadekwatnie do sytuacji. To ich przerasta. Po ludzku trzeba dać z siebie
wszystko i w cichości liczyć także na dodatkową pomoc... gdy o nią poprosimy.
Dla siebie i dla innych.
Chciałabym zwrócić uwagę na trudne zadanie osoby towarzyszącej
cierpiącemu na depresję. Bywa ciężko, bo chory odtrąca, odpędza i często
rani osobę pomagającą. Obrywa się jej za troskę i włożone dobro. Moja
rada: nie zniechęcać się i poszukać wsparcia dla siebie. Warto, a nawet
trzeba skorzystać z oferty stowarzyszeń niosących pomoc. Wiem, że to
naprawdę pomaga. Nie do przecenienia jest wsparcie bliskich osób w różnych
okolicznościach życiowych, m.in. w tym, żeby radzić sobie z leczeniem
przy mocno kulejącej dziś służbie zdrowia. My, wierzący w głębszy wymiar
rzeczywistości, doceniamy też rolę wiary i modlitwy w procesie zdrowienia,
choć zwykle nie jest to „deus ex machina” – nagłe niewytłumaczalne
uzdrowienie.
Na koniec – dziękuję Redakcji za podejmowanie ważnych społecznie
tematów, w szczególności red. Wojciechowi Dudkiewiczowi za wywiad
z ks. Przemysławem Wysoglądem „W ciemnej dolinie” i red. Andrzejowi
Tarwidowi za artykuł „Bezsenność nad Wisłą”.
Pozdrawiam – Ewa
Pomóż w rozwoju naszego portalu
