Reklama

Wiara

Ludzkie historie

Warto żyć mimo wszystko

Marcin Ryng – ofiara leku Contergan, który tysiącom dzieci odebrał szansę na normalność. Choć żyje bez rąk i nóg, tworzy niezwykłe grafiki.

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

W swojej komórce pokazuje grafikę, zatytułowaną Abtreibung (aborcja – zdjęcie obok). Pyzaty niemowlak leży na łóżku, nad nim pochyla się diabeł, który wygląda tak, jakby wyszedł ze średniowiecznego fresku. Marcin stworzył tę grafikę w ubiegłym roku. – Mogłem być takim niemowlakiem – mówi. – Urodziłem się w 1984 r. Gdyby w tamtych latach wykonywano badania prenatalne równie często i dokładnie jak obecnie, moja wada rozwojowa (tetramelia, czyli brak rąk i nóg) byłaby wykryta podczas pierwszego badania USG. Takie uszkodzenie łatwo można uznać za ciężką i nieodwracalną wadę rozwojową uzasadniającą dokonanie aborcji. Przypuszczam jednak, że moi rodzice nigdy by się na to nie zdecydowali. Żyję. Dlatego uważam, że aborcja to ofiara złożona szatanowi.

Rozmawiamy we trójkę – obok Marcina siedzi Małgorzata. W jednej osobie jego opiekunka, asystentka, kierowca, sekretarka, a od prawie ośmiu lat również żona. Co kilka minut delikatnym ruchem podnosi filiżankę z herbatą i przybliża ją do ust męża. – Pochodzę spod Oławy – mówi Małgorzata. – Z kolei Marcin z Ząbkowic Śląskich. Ale poznaliśmy się już w Niemczech, gdzie szukałam pracy jako opiekunka. Marcin właśnie takiej pomocy potrzebował. Przypadek, który zadecydował o całym naszym życiu.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Na samych piątkach

Reklama

Ojciec Marcina był stolarzem, matka pracowała jako fizjoterapeutka. Ciocia, katechetka, utrzymywała kontakty z różnymi organizacjami charytatywnymi. Z Niemiec nadchodziło dużo paczek, w niektórych były lekarstwa. Małe pastylki o nazwie Contergan doskonale likwidowały nieprzyjemne objawy w pierwszych tygodniach ciąży. Tym większe było zaskoczenie, gdy Marcin przyszedł na świat bez rąk i bez nóg. Niektórzy znajomi pocieszali, że z tym można żyć.

Pierwsze lata życia Marcin spędził w domu. Doskonale pamięta zażenowanie rodziców, gdy wychodzili z nim na spacer. Nie pomagało przykrywanie dziecka kocykami. Zawsze znalazła się wścibska kumoszka, która pytała, co się stało dziecku. Szczęściem w nieszczęściu okazał się fakt, że szczątkowe dłonie, wyrastające mu bezpośrednio z ramion, mają po cztery chwytne palce. Marcin nie miał jeszcze trzech lat, gdy chwytał nimi kredkę lub ołówek i niezmordowanie, całymi godzinami pokrywał papier rysunkami. Wyglądało na to, że ma talent.

Gdy skończył 6 lat, rodzice oddali go na kilka lat do zakładu opiekuńczo-wychowawczego prowadzonego przez siostry zakonne. Dziś to zupełnie inne miejsce. Marcin opowiada, że za jego czasów opieka była taka, na jaką było stać państwo z rozpadającą się gospodarką. Ale szkoła działała bez zarzutu, a Marcin uczył się na samych piątkach.

Chłopiec często chorował, zaraził się też lamblią, co było właściwie nieuniknione w dużych grupach. Któregoś dnia opiekunka zagapiła się, nie zabezpieczyła należycie ubikacji i Marcin spadł na kamienną posadzkę. Złamał obojczyk. Przyjechał ojciec, zobaczył sińce, zrobił wielką awanturę i zadecydował, że zabiera Marcina do domu. Chłopiec był wtedy w piątej klasie.

Reklama

Po powrocie do domu rodzice postawili na nauczanie domowe. W ten sposób Marcin doszedł do matury. Cały czas na piątkach. Pojawiło się pytanie, co dalej. Chłopak chciał iść na studia, ale przeszkodą były wszechobecne schody. W końcu okazało się, że Uniwersytet w Zielonej Górze jest najlepiej przystosowany do potrzeb osób na wózkach. Marcin zaliczył tam pierwszy rok socjologii. I właśnie wtedy, latem 2004 r., przyszło zaproszenie z Niemiec.

Na własnym utrzymaniu

Dzięki stowarzyszeniu KFD (Katolickie Kobiety Niemiec) w 2001 r. Marcin został zaproszony do Furth k. Norymbergi, aby wziąć udział w zjeździe osób poszkodowanych przez talidomid. Stowarzyszenie prowadziło zbiórkę pieniędzy na cele charytatywne. Podczas zjazdu Marcin poznał przedstawicieli niemieckiej fundacji Delfin, którzy podjęli się zorganizowania dla niego dłuższego pobytu za naszą zachodnią granicą. W ten sposób we wrześniu 2004 r. ojciec zawiózł Marcina do Bielefeld, gdzie wszystko było przygotowane na jego przyjęcie.

Reklama

W odróżnieniu od Polski, tam już od wielu lat państwo pokrywa koszty związane z zaangażowaniem asystenta lub przystosowaniem mieszkania do potrzeb osoby niepełnosprawnej. Ale niemieckie państwo jest oszczędne: jako singiel Marcin otrzymywał 1200 euro zasiłku. Po opłaceniu czynszu i energii zostawało mu 500-600 euro. Za mało, aby przeżyć. Powinien, jak wielu innych, dorabiać. Ale w jaki sposób – bez rąk i nóg? Zaczął się ogłaszać w sieci jako grafik komputerowy. Projektował wizytówki, firmowe loga, strony internetowe. Zgłosił się również do urzędu zatrudnienia i regularnie meldował się tam na rozmowy, ale ani razu nie otrzymał oferty uwzględniającej jego niepełnosprawność. „Pośredniak” miał uprawnienia do kontrolowania jego finansów. Na koncie nie mogło być więcej niż 150 euro ponad kwotę zasiłku. W końcu Marcin zrezygnował z zasiłku i otworzył własną działalność gospodarczą.

– Jeździliśmy od miasta do miasta – wspomina Małgorzata – i sprzedawaliśmy obrazki na ulicy. Najtańsze kosztowały 2 euro. To była jedyna możliwość: z powodu pandemii COVID-19 w Niemczech przez parę lat nie organizowano żadnych wystaw. Drukowaliśmy grafiki na kolorowej drukarce. Ja przycinałam je nożyczkami, Marcin obsługiwał komputer. To były typowe „niedzielne obrazki” (Sonntagsbilder), jak o nich mówią Niemcy. Czyli – widoki polskich i niemieckich miast, kwiaty i zwierzęta, zabytkowe budowle. Sporo sprzedawaliśmy przez internet.

– Wyglądało na to – dodaje Marcin – że znaleźliśmy lukę rynkową. Obecnie mam w komputerze ok. 1200 grafik i obrazów o najróżniejszej tematyce.

Tu warto zaznaczyć, że prace Marcina zostały wystawione na wielkiej wystawie malarstwa i grafiki w chińskim Chongqing. Dziesięć jego grafik znalazło się wśród kilkuset tam wystawionych.

Nie będzie odszkodowania

Reklama

Marcin Ryng miał nadzieję, że kiedy wyjedzie do Niemiec, przybliży to możliwość uzyskania przez niego odszkodowania od firmy Grünenthal, producenta Conterganu. W RFN już od kilkunastu lat ofiary tego leku walczyły o rekompensatę w sądach. Wiadomo było, że odszkodowania są wypłacane w postaci comiesięcznej renty, której wysokość zależy od stopnia uszkodzenia. W Bielefeld przekonał się jednak, że w jego sytuacji wygranie sprawy sądowej z potężnym koncernem może się okazać niemożliwe. Przede wszystkim z powodu kosztów postępowania. Możliwy koszt honorariów adwokatów, usług tłumaczy, opłat sądowych to dziesiątki tysięcy euro.

Owszem, jeździł na konsultacje do najlepszych specjalistów zajmujących się badaniem i kwalifikacją poszkodowanych. W 2009 r. był w Norymberdze u dr. Graffa. W 2013 r. badał go dr Horn w berlińskiej klinice Charité, gdzie wykonano bardzo kosztowne, sekwencyjne badanie genetyczne. Wykazało ono, że brak kończyn u Marcina nie jest spowodowany wadą genetyczną, tylko powstał we wczesnym okresie ciąży pod wpływem uszkodzenia płodu przez Contergan. W 2024 r. Marcin zgłosił się w Hamburgu na kolejną konsultację u dr. Beyera w Schön Klinik, który zajmował się m.in. przypadkami odrzuconych roszczeń.

Reklama

– Uszkodzenia płodu – opowiada Marcin – spowodowane stosowaniem Conterganu nie ograniczały się do skrócenia czy braku kończyn. Rodziły się dzieci bez oczu i uszu, z uszkodzeniami lub brakiem narządów wewnętrznych, często w ogóle niezdolne do życia. W tym właśnie czasie głośna stała się sprawa Amerykanki Sherri Finkbine, która również zażywała Contergan we wczesnym okresie ciąży i domagała się jej usunięcia. Gazety na całym świecie cytowały jej słowa, że „nie chce urodzić potwora”. Zgodnie z obowiązującym prawem Sherri Finkbine odmówiono aborcji w USA, ale udało jej się przeprowadzić zabieg w Szwecji. Podobnych przypadków wymuszonej aborcji było dużo. Dopiero po wielu latach specjaliści ustalili, że talidomid zabił na całym świecie ok. 80 tys. dzieci i ok. 20 tys. w różnym stopniu okaleczył. Tylko w RFN zarejestrowano kilka tysięcy ofiar talidomidu, z których około połowy zmarło we wczesnym dzieciństwie. Wielki koncern miał dość pieniędzy, aby wynająć najlepszych adwokatów. Nawet gdy sąd wydał już wyrok, koncern Grünenthal odwoływał się przez całe lata do wyższych instancji. Niektórzy z poszkodowanych brali udział w strajkach głodowych, inni protestowali na ulicach niemieckich miast. Wstrząsający był widok demonstrantów, którzy nieśli transparenty przymocowane sznurkami do pleców, ponieważ nie mieli rąk...

Mała stabilizacja

W 2018 r., po 14 latach pobytu w Niemczech, Marcin Ryng wystąpił o przyznanie obywatelstwa. Aby je uzyskać, należało złożyć oświadczenie, że rezygnuje z pomocy socjalnej. Musiał też zaliczyć test z wiedzy o RFN oraz wykazać się znajomością języka niemieckiego w mowie i piśmie. Test obejmuje 100 pytań i jest dość trudny. Teraz razem z żoną mieszkają w Bielefeld. Mała stabilizacja: trzypokojowe mieszkanie na I piętrze, duża winda, żadnych schodów. W łazience zamiast wanny – brodzik na płaskiej podłodze. Takie drobne szczegóły są jednak bardzo ważne dla osoby, która ze wszystkich zabiegów toaletowych samodzielnie może tylko umyć zęby. Niedawno Marcin kupił nowoczesny akumulatorowy wózek inwalidzki ze szkieletem wykonanym z lekkich włókien węglowych. Kosztował 2 tys. euro (refundowane przez Krankenkasse), a waży tylko 14 kg! Wózek ma joystick podprowadzony wysoko pod prawą dłoń Marcina. Takie proste rozwiązanie umożliwia mu samodzielne poruszanie się po mieście.

Skoro już mowa o technice, Marcin przyznaje, że ma ciche marzenie – chciałby uzyskać prawo jazdy i samodzielnie prowadzić samochód. Aktualnie jeździ Volkswagenem Arteon. Kredyt będzie spłacany jeszcze przez dwa lata, ale potem wszelkie przeróbki będą już dozwolone. Mrzonka? Wcale nie. Taka przeróbka kosztowałaby ok. 70 tys. euro. Choć nie mrzonka, to na razie sprawa jest nierealna ze względu na koszty. Ale niekoniecznie: może znajdzie się bogaty sponsor? Może jakaś firma samochodowa w celach reklamowych przedstawi Marcinowi taką ofertę? W jego życiu zdarzyło się już tak wiele nieoczekiwanych sytuacji, że wcale by go to nie zaskoczyło. „Ważne są dni, których jeszcze nie znamy” – Marcin cytuje Marka Grechutę na zakończenie naszej rozmowy.

Contergan (talidomid) – lek o działaniu przeciwwymiotnym, przeciwbólowym i uspokajającym. W latach 1957-61 sprzedawano go bez recepty, w większych dawkach stosowano jako lek przeciwbólowy u kobiet, których ciąża przebiegała z powikłaniami. Miał być bezpieczny. Okazało się jednak, że w wyniku jego stosowania tysiące dzieci urodziło się z poważnymi deformacjami: skróconymi ramionami, szczątkowymi dłońmi wyrastającymi z barków, brakiem nóg, wadami serca, nerek, słuchu i wzroku. Około 3 tys. ofiar talidomidu nie przeżyło roku.

2026-03-24 14:46

Oceń: +1 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Nawrócony morderca

Jezus słowami: „Zaprawdę, powiadam ci, dziś ze Mną będziesz w raju”, Dobremu Łotrowi otworzył niebo. Dziś też zdarzają się powroty do Boga w ostatnich chwilach życia...

Za pięć godzin zobaczę Jezusa” – napisał dwa miesiące przed śmiercią w swoim dzienniku Jacques Fesch. Mężczyzna został skazany na karę śmierci po tym, jak postanowił obrabować drobnego bankiera i podczas ucieczki śmiertelnie postrzelił policjanta. Ponad 3,5 roku spędzone w więziennej celi stało się dla niego czasem nawrócenia i nawiązania nowej relacji z Bogiem.
CZYTAJ DALEJ

Kolumbia: sąd nakazał prezydentowi wystosowanie publicznych przeprosin za słowa „Niech żyje Chrystus Król!”

2026-08-31 07:12

[ TEMATY ]

Kolumbia

PAP/EPA/Mario Baos

Abelardo de la Espriella

Abelardo de la Espriella

Kolumbijski sąd nakazał prezydentowi Abelardo de la Esprielli wystosowanie przeprosin za religijną symbolikę obecną podczas inauguracji jego rządów. Zdaniem sądu, przywódca miał naruszyć zasadę neutralności religijnej państwa.

Niedawno wybrany prezydent Kolumbii, Abelardo de la Espriella, otwarcie deklaruje się jako katolik. Dlatego też w czasie inauguracji jego rządów 7 sierpnia pojawiła się symbolika religijna, w tym wizerunek Matki Bożej Fatimskiej. W programie uroczystości była też międzywyznaniowa modlitwa z udziałem trzech duchownych – księdza katolickiego, protestanckiego pastora i żydowskiego rabina.
CZYTAJ DALEJ

Kościelny na medal

2026-09-05 17:35

[ TEMATY ]

diecezja opolska

Diecezja Opolska

Gerard Tomala z żoną, córkami i synem – ks. Gabrielem, oraz bp. Rudolfem Pierskałą, ks. prał. Hubertem Sklorzem, ojcem duchownym WSD w Opolu (pierwszy z lewej) i ks. Joachimem Bombą, proboszczem parafii Św. Rodziny w Zawadzkiem (pierwszy z prawej).

Gerard Tomala z żoną, córkami i synem – ks. Gabrielem, oraz bp. Rudolfem Pierskałą, ks. prał. Hubertem Sklorzem, ojcem duchownym WSD w Opolu (pierwszy z lewej) i ks. Joachimem Bombą, proboszczem parafii Św. Rodziny w Zawadzkiem (pierwszy z prawej).

Biskup Rudolf Pierskała, biskup pomocniczy Diecezji Opolskiej, wręczył dziś krzyż „Pro Ecclesia et Pontifice” Gerardowi Tomali, wieloletniemu kościelnemu Parafii Św. Rodziny w Zawadzkiem.

Wręczenie wysokiego odznaczenia Stolicy Apostolskiej („Dla Kościoła i Papieża”) odbyło się w czasie Eucharystii sprawowanej w Kościele Św. Rodziny, w którym Gerard Tomala posługę rozpoczął mając 7 lat - najpierw jako ministrant, później opiekun Liturgicznej Służby Ołtarza, następnie od 1991 r. nadzwyczajny szafarz Komunii św. i od 1999 r. kościelny. Odznaczony posługiwał także ks. Janowi Sigmundowi, zasłużonemu proboszczowi zawadczańskiej parafii, gdy ten przeszedł na emeryturę w 1986 r., aż do jego śmierci w 1994 r. (służył mu do Mszy św., którą odprawiał w kaplicy szpitalnej oraz w domu).
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję