Reklama

Świat

Szansa na pokój

Po 40 dniach ataków Izraela i USA na Iran postanowiono o czasowym zawieszeniu broni oraz rozpoczęciu negocjacji pokojowych. Zarówno w Waszyngtonie, jak i w Teheranie ogłoszono zwycięstwo.

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Prezydent USA Donald Trump już od dłuższego czasu szukał sposobu, by wycofać się z wojny z Iranem. Reżim w Teheranie został mocno osłabiony militarnie, a dalsza eskalacja konfliktu byłaby zbyt kosztowna dla administracji Białego Domu. Lądowa interwencja w Iranie mogłaby kosztować długie lata bardzo ciężkiej wojny, której finał byłby niezwykle trudny do przewidzenia, a dane sondażowe z marca i kwietnia 2026 r. pokazują, że większość amerykańskiego społeczeństwa sprzeciwia się działaniom militarnym w Iranie. – USA nie uwzględniły w pełni zdolności Iranu do asymetrycznego odwetu. Co więcej, Stany Zjednoczone zużywają uzbrojenie w tempie i na skalę, których niewielu w administracji się spodziewało – podkreśla amerykański ekspert ds. bezpieczeństwa i politolog prof. Andrew Michta.

Reklama

Do przesilenia doszło po kolejnym ultimatum Białego Domu wobec Teheranu, ale także dzięki zaangażowaniu Pakistanu, Turcji, Egiptu i przede wszystkim Chin. Dotychczasowi negocjatorzy ze strony USA zostali odsunięci od rozmów, bo na finiszu ustaleń pałeczkę przejął wiceprezydent J.D. Vance, co podniosło rangę negocjacji. W efekcie ustalono kilkunastodniowy i kruchy rozejm, by dalej negocjować. Niestety, sytuację komplikuje postawa Izraela, który nadal chce prowadzić wojnę. – Irańczykom bardzo zależało na tym, by już nie rozmawiać z niepoważnym Steve’em Witkoffem i Jaredem Kushnerem. Teheran ma nadzieję, że J.D. Vance w przyszłości będzie ważnym amerykańskim politykiem albo nawet prezydentem i ustalenia z nim będą długo obowiązywały. Jeżeli negocjacje się powiodą i Iran ułoży swoje relacje z USA, to będzie wielki sukces J.D. Vance’a – uważa Paweł Rakowski, znawca polityki bliskowschodniej oraz autor książki Wielka wojna Izraela.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Optymizm na rynkach

USA i Iran dały sobie 2 tygodnie zawieszenia broni, by dopiąć dalsze ustalenia pokojowe. W tym czasie mają być powstrzymane amerykańskie ataki na Iran, a Teheran ma zaprzestać ostrzeliwania państw arabskich w regionie oraz obiecał odblokowanie cieśniny Ormuz, ale pod warunkiem, że Izrael przestanie atakować Liban. To bardzo ważne dla świata, bo przez to wąskie gardło Zatoki Perskiej płynie 20% światowych zasobów ropy naftowej oraz 25% gazu. Wystarczyła więc kilkutygodniowa blokada, by ceny surowców na rynkach podrożały o 100%, a przeciągający się konflikt groził kryzysem paliwowym i finansowym na całym świecie. Odblokowanie cieśniny Ormuz jest bardzo ważne również dla Polski, bo sprowadzamy gaz skroplony z Kataru. Na całkowitą stabilizację cen ropy i gazu trzeba będzie jednak jeszcze poczekać, bo na rynkach wciąż brakuje surowców, a przecież wiele instalacji naftowych i gazowych na Bliskim Wschodzie trzeba odbudować po wojennych zniszczeniach. Choć pełne przywrócenie regularnych dostaw statkami może zająć wiele tygodni, to jednak już w najbliższych dniach można się spodziewać zatrzymania wzrostu cen hurtowych paliw, a później ich stopniowego spadku.

Reklama

Ewentualny pokój na Bliskim Wschodzie to dobre wieści dla światowej i polskiej gospodarki. Przedłużający się konflikt miałby wpływ na wzrost cen paliw, transportu, przemysłu chemicznego oraz produkcję rolną. Już teraz Grupa Azoty jest na granicy upadłości, co może skutkować brakiem produkcji nawozów sztucznych dla rolnictwa. – Każda eskalacja napięcia w regionie Zatoki Perskiej niemal natychmiast przekłada się nie tylko na notowania paliw, lecz także na koszty wytwarzania całych grup produktów chemicznych i przemysłowych. Produkcja nawozów azotowych opiera się na gazie ziemnym. Amoniak, będący podstawą wielu nawozów, wytwarza się właśnie z gazu. To oznacza, że nawet jeśli sam fizyczny import nawozów z regionu Zatoki Perskiej nie ma dla Polski kluczowego znaczenia, to wzrost cen gazu i napięcia na rynku LNG przekładają się na koszty krajowej produkcji – tłumaczy dr Tomasz Zieliński, prezes Zarządu Polskiej Izby Przemysłu Chemicznego.

Rosja nie skorzystała

Przed wojną w Iranie Moskwa musiała sprzedawać ropę naftową po cenie prawie o połowę niższej, niż zapisano w rosyjskim budżecie. Analitycy przewidywali, że w połowie 2026 r. ta sytuacja doprowadzi do wielkiego kryzysu finansowego w Rosji, a więc pieniądze na dalsze prowadzenie wojny i wypłaty dla żołnierzy kontraktowych będą się kurczyć w zastraszającym tempie. Dlatego też wybuch konfliktu na Bliskim Wschodzie można było odczytywać jako nagły ratunek dla finansów Władimira Putina, bo ceny ropy wystrzeliły do poziomu dwa razy wyższego, niż zapisano w rosyjskim budżecie. Według szacunków Instytutu Kijowskiej Szkoły Ekonomicznej (KSE), kraj rządzony przez Putina mógł zarabiać nawet 760 mln dol. dziennie na sprzedaży rosyjskich surowców. Sprzedaż ropy i gazu przez Rosję niemal mogła się podwoić z 12 mld do 24 mld dol.

Reklama

Największym zagrożeniem dla wschodniej flanki NATO i Polski była obawa przed odmrożeniem sankcji na surowce z Rosji oraz stałym wzrostem cen, po którym Moskwa mogła sprzedawać gaz i ropę naftową. Jeśli teraz sytuacja na Bliskim Wschodzie ustabilizuje się i spadną ceny ropy, to Rosja powróci na kurs zapaści finansowej. Dotychczas bowiem praktycznie nie skorzystała z krótkoterminowych wzrostów cen ropy i gazu, bo Ukraińskie Siły Zbrojne bardzo skutecznie raziły rosyjską infrastrukturę naftową i porty nad Morzem Bałtyckim, co znacznie ograniczyło możliwości wydobycia surowców, ich rafinacji oraz eksportu. – Ukraińcy prowadzą systematyczne uderzenia na bałtycką infrastrukturę portową w Rosji. Te porty płoną już od dłuższego czasu, co oznacza, że ok. 40% zdolności eksportowej jest zablokowane, a więc Ukraińcy skutecznie pilnują, by Rosja nie zarobiła na obecnej sytuacji rynkowej – zaznacza Marek Budzisz, ekspert ds. geopolityki ze Strategy&Future.

Sukces Iranu

Mimo ogromnych strat w wojskowej infrastrukturze Irańczycy czują się zwycięzcami wojny z USA i Izraelem. Na ulicach Teheranu wybuchła radość, że 40-dniowa wojna z największym mocarstwem świata została wygrana. Teheran dobrze przygotował się do tego konfliktu, a atak na państwa naftowe regionu oraz blokada cieśniny Ormuz były dobrze przygotowanym wojskowym planem. – Iran odniósł podobny sukces jak Ukraina, broniąc się przed agresją Rosji. Też miała być kilkudniowa operacja i zmiana władzy, a Iran nadal trwa i się broni. Sytuacja mogła się przerodzić w podobny konflikt jak w Wietnamie, gdzie Amerykanie nie przegrali żadnej bitwy, ale przegrali wojnę – uważa dr Bogdan Pliszka z Polskiego Towarzystwa Geopolitycznego.

Druga strona konfliktu natomiast nie miała tak jasno wytyczonych celów strategicznych i politycznych. Przywódca reżimu Ali Chamenei został zabity w wieku prawie 90 lat, ale następcą został jego syn. Trudno więc mówić o obaleniu reżimu i realnych zmianach w Iranie. Wojna jednak się przedłużała, a dalsza eskalacja nie miała już dla Amerykanów większego sensu, bo była prostą drogą do pogłębiającego się kryzysu paliwowego. – Można powiedzieć, że Donald Trump musiał też zmierzyć się z buntem w amerykańskich Siłach Zbrojnych. Wielu generałów podało się do dymisji, bo nie zgadzało się z decyzjami politycznymi, ale też twierdziło, że magazyny zapasów broni są puste. Okazało się, że USA nie mają czym prowadzić długotrwałego konfliktu na tak dużą skalę – mówi dr Bogdan Pliszka.

Efekt 40-dniowej wojny na Bliskim Wschodzie to utrata wiarygodności USA jako gwaranta bezpieczeństwa w całym regionie. Państwa arabskie proszą Ukraińców o pomoc w walce z dronami i zapowiadają zakupy systemów obrony z Ukrainy, a nie tylko bardzo drogich zestawów Patriot z USA. Ameryka może stopniowo tracić wpływy w Zatoce Perskiej, bo wszyscy widzą coraz większe wpływy Chin zarówno w Iranie, jak i państwach arabskich w tym regionie. Z kolei Europa była całkowicie bierna i zupełnie nieobecna. Już nikt nie pytał europejskich stolic o ich stanowisko w tym konflikcie.

2026-04-14 11:20

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Izrael: Lotnictwo przeprowadziło ataki na cele w środkowym i zachodnim Iranie

[ TEMATY ]

Izrael

Iran

PAP/EPA/ALAA BADARNEH

Izraelskie siły powietrzne przeprowadziły w poniedziałek nad ranem ataki na cele wojskowe w środkowym i zachodnim Iranie - podało izraelskie wojsko (IDF). Był to odwet za irański ostrzał Izraela, a doszło do niego godziny po tym, jak prezydent USA Donald Trump wzywał Izrael do powstrzymania się od uderzenia.

„Chwilę temu izraelskie siły powietrzne uderzyły w cele wojskowe należące do irańskiego reżimu terrorystycznego w zachodnim i centralnym Iranie” - napisało konto IDF na platformie X w lakonicznym komunikacie, nie podając dalszych szczegółów.
CZYTAJ DALEJ

Święta, która "całuje" kopułę Bazyliki św. Piotra. To ona przekonywała papieża, by wrócił do Rzymu

2026-09-13 08:59

[ TEMATY ]

papież

Rzym

św. Katarzyna ze Sieny

Awinion

Grzegorz XI

Vatican Media

Pomnik św. Katarzyny w Rzymie. Wygląda tak, jakby święta całowała kopułę Bazyliki św. Piotra

Pomnik św. Katarzyny w Rzymie. Wygląda tak,  jakby święta całowała kopułę Bazyliki św. Piotra

Dokładnie 650 lat temu, 13 września 1376 r., Grzegorz XI opuścił Awinion i rozpoczął podróż, która miała przywrócić papieża Rzymowi. Do podjęcia tej historycznej decyzji przekonywała go młoda kobieta bez urzędu i politycznej władzy: Katarzyna ze Sieny. Dziś jej pomnik w Rzymie znów przyciąga uwagę. Turyści fotografują go z perspektywy, z której święta wygląda, jakby całowała kopułę Bazyliki św. Piotra.

13 września 1376 r. Grzegorz XI wyruszył z Awinionu. Był ostatnim papieżem okresu, który przeszedł do historii jako niewola awiniońska. Od początku XIV wieku kolejni następcy św. Piotra rezydowali bowiem nie w Rzymie, ale nad Rodanem.
CZYTAJ DALEJ

Wielki jubileusz w Górzycy

2026-09-13 21:00

[ TEMATY ]

jubileusz

Zielona Góra

Górzyca

Ośno lubuskie

biskupstwo lubuskie

ks. Czesław Grzelak

Górzyca

Górzyca

W Górzycy, która dawniej była stolicą diecezji lubuskiej, odbędą się w dniach 26–27 września uroczystości związane z jubileuszem 750-lecia przeniesienia siedziby biskupstwa lubuskiego z Lebus do Górzycy.

Wydarzenie pod hasłem „Śladami biskupów lubuskich – 750 lat historii pogranicza” rozpocznie się w sobotę 26 września 2026 o godz. 12:00 festiwalem historyczno-kulturalnym na placu przy kościele w Górzycy. O godz. 15:00 będzie sprawowana uroczysta Msza św. z poświęceniem kościoła. Na godz. 18.00 zaplanowano blok artystyczno-muzyczny. O godz. 19:00 uczestnicy będą mogli zobaczyć prezentację „Twarze, które skrywał czas”, poświęconą antropologii w służbie pamięci metodą 3D. O godz. 19:30 rozpocznie się koncert „Modlitwa pokoleń – głos, który trwa”. Pierwszy dzień jubileuszowych obchodów zakończy się Apelem Maryjnym o godz. 21:00.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję