Uroczystości pogrzebowe zgromadziły w świątyniach w Chodlu i Wierzchowiskach k. Janowa Lubelskiego, gdzie zmarły został pochowany w rodzinnej ziemi, dziesiątki kapłanów i rzeszę wiernych świeckich. – Był człowiekiem i kapłanem dobrym, całkowicie oddanym sprawie Bożej i ludziom – powiedział o swoim młodszym rodaku arcybiskup senior Stanisław Wielgus. – Znałem go od dziecka. Obserwowałem jego życie, jego osiągnięcia i trudy; to wszystko, czym się kierował, realizując swoją misję duszpasterską. On nie miał innego życia, jak tylko życie kapłańskie z wszystkimi jego stronami. Był człowiekiem wrażliwym, oddanym Panu Bogu, Kościołowi, parafianom i bardzo wielu ludziom, którym pomagał i wspierał, których prowadził do zbawienia – zaświadczył abp Wielgus.
Jak w żałobnej homilii przypomniał ks. Ryszard Jurak, śp. ks. Ryszard Sowa przyszedł na świat w rodzinie bardzo związanej z Kościołem (jego ojciec, a później starszy brat byli kościelnymi w rodzinnej parafii), dlatego od dziecka wzrastał w wierze i miłości do Pana Boga. Po ukończeniu liceum w Zaklikowie zapukał do lubelskiego seminarium, a po latach nauki i formacji przyjął w Lublinie święcenia kapłańskie. Jako wikariusz pracował w różnych stronach diecezji: w Piotrawinie, Teratynie, Puchaczowie, Kamieniu i Bychawce.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Mając niewiele ponad 10 lat kapłaństwa, został administratorem parafii w Bożej Woli, a w 1985 r. proboszczem w Chodlu. Z tą miejscowością związał się niemal do końca życia, pozostając 30 lat proboszczem, a później duszpastersko aktywnym seniorem. – Ksiądz Ryszard od zawsze miał łatwość nawiązywania kontaktu z parafianami wszystkich stanów, a także odznaczał się wyjątkowym talentem organizacyjnym. Te cechy dostrzegł bp Bolesław Pylak, posyłając go w młodym wieku najpierw do Bożej Woli, a wkrótce do Chodla z misją zbudowania nowej plebanii. Gdy tu przyszedł, porwał wiernych i w krótkim czasie z ogromnym zaangażowaniem całej wspólnoty, która mu zaufała, wybudował dom parafialny – przypomniał ks. Jurak. – Życie religijne i duszpasterskie szło utartym już torem, ustawionym przez poprzedników, natomiast życie gospodarcze bardzo ożyło. W czasie jego pobytu został odrestaurowany kościół, odnowiono ołtarze, położono nową posadzkę, urządzono plac różańcowy, zadbano o otoczenie zespołu sakralnego, zbudowano kaplicę na cmentarzu – wyliczał kaznodzieja. Jak podkreślił, tej działalności towarzyszyły dobre relacje z ludźmi. – Był bezpośredni; parafianie nie krępowali się chodzić do niego z różnymi sprawami. I tu okazało się nie tylko jego kapłaństwo, które spełniał bardzo gorliwie, ale człowieczeństwo i jego wrażliwość na różne potrzeby parafian, szczególnie na sprawy związane ze zdrowiem – powiedział ks. Jurak. Wskazał też na rozwój kultury, zwłaszcza muzycznej, i organizowane przez śp. ks. Sowę koncerty, jak i na sprowadzenie do parafii wyjątkowych organów. – Dziękujemy Opatrzności Bożej za jego kapłańska posługę, a przede wszystkim za jego człowieczeństwo charakteryzujące się piękną wrażliwością wobec powierzonych mu parafian – powiedział kaznodzieja.
Żegnając zasłużonego proboszcza, Agnieszka Meksuła z Rady Duszpasterskiej zaświadczyła, że był gorliwym kapłanem i cudownym człowiekiem. – Znał wszystkich swoich parafian; z każdym porozmawiał, każdemu pomógł. Z jednej strony był twardym człowiekiem, bardzo dobrze zorganizowanym, a z drugiej był niezwykle ciepły, z wielkim sercem otwartym na potrzeby bliźnich. Miał wielki wpływ na ludzi. Bardzo go szanowaliśmy i ceniliśmy. Wszystko nam go przypomina. Pozostanie w naszej pamięci i w sercach – powiedziała z wdzięcznością Agnieszka Meksuła.
