Zaledwie 24% Polaków uważa, że formacja Morawieckiego wejdzie do parlamentu (zdecydowanie tak mówi jedynie 6%). Aż 62% nie ma w tej sprawie zdania. Zacznijmy od PiS. Skoro blisko połowa jego wyborców rozważa przerzucenie głosu na formację Morawieckiego, oznacza to, że rozłam okazał się istotnym wydarzeniem. Były premier jest przez nich postrzegany jako polityk z interesującą ofertą programową i pozytywnie oceniają oni okres jego blisko 6-letnich rządów. Nie działa na nich krytyka ze strony polityków dawnej Suwerennej Polski, Konfederacji czy Korony dotycząca Zielonego Ładu, polityki migracyjnej czy covidowej. Dla tych Polaków zapewne liczą się realizowane wtedy programy społeczne, zainicjowanie lub rozwijanie wielkich inwestycji, takich jak Centralny Port Komunikacyjny, Gazoport w Świnoujściu czy energetyka atomowa, równoważenie budżetu, a poza tym propolska polityka historyczna i próby asertywnych działań w UE. Oceniają, że to w głównej mierze efekty działania premiera Morawieckiego. Dostrzegają też dynamikę związaną z zapowiedziami programowymi Rozwoju Plus, stowarzyszenia byłego premiera, choćby propozycje masowej akcji repatriacyjnej i innych działań, których celem ma być poprawa sytuacji ludnościowej.
Oczywiście, rozważanie oddania głosu nie jest równoznaczne z finalną decyzją. Jest jednak na pewno sygnałem, że PiS przechodzi okres zastoju ideowego. Kampanie rozgrywają się w dużej mierze w sferze emocji – trzeba przekonać potencjalnych wyborców, że po wyborach nastąpi nowy początek. Przykładowo – Polacy dzięki śmiałym projektom infrastrukturalnym zyskają tysiące dobrze płatnych miejsc pracy, staniemy się hubem transportowym, przestaniemy się zadłużać, nowe ubezpieczenia zapewnią godną opiekę zdrowotną, a nowy traktat europejski uczyni z Polski głównego gracza. Że są nierealne? Ważne, że polityk ma śmiałe zamierzenia. Wynik sondażu Europion Polska należy interpretować w taki sposób, że połowa wyborców PiS dostrzega, iż Mateuszowi Morawieckiemu się chce, ma energię i potrafi przedstawić plan rozwoju Polski. A wypowiedzi liderów PiS można odczytywać w taki sposób: lata 2015-23 były mlekiem i miodem płynące, zdarzały się nieistotne błędy, więc po wyborach wrócimy do przeszłości. A przecież panta rei. Po 4 latach do kolejnych wyborów pójdą roczniki naznaczone rewolucją technologiczną, AI, z innymi marzeniami i obawami. Albo PiS będzie potrafił dokonać nowego otwarcia, albo pogrąży się w wojnach personalnych, ugrzęźnie na poziomie kilkunastu procent, a może nawet utraci pozycję lidera na prawicy na rzecz Konfederacji. Bazowanie na samej lojalności wiernego od lat bastionu wyborców może się okazać zwodnicze. Na pytanie: „dlaczego PiS zamiast nowej partii Morawieckiego?”, skierowane do wszystkich respondentów, zaledwie 5% wskazało na lojalność wobec Jarosława Kaczyńskiego, a 13% uzasadniło odpowiedź osiągnięciami z okresu rządów. Tylko 9% odpowiedziało, że „podzielona prawica odda władzę Tuskowi”, a 13% zadeklarowało brak zaufania do Mateusza Morawieckiego.
Były premier nie ma jednak powodów do euforii. Aż 62% Polaków nie potrafi przewidzieć losu nowej partii, a 13% ocenia, że szansa jej wejścia do Sejmu to mission impossible. Na rok przed wyborami jest nadal sporo niewiadomych. Wielu wyborców prawicy oczekuje wejścia do gry prezydenta Karola Nawrockiego i zbudowania przezeń jednej listy przynajmniej trzech ugrupowań – PiS, Konfederacji i nowej formacji Morawieckiego. Pytanie: czy w takiej sytuacji zwyciężą dojrzałość polityczna i chłodny pragmatyzm liderów czy względy ambicjonalne i personalne? System przeliczania głosów na mandaty w Sejmie (od nazwiska jego autora D’Hondta) bezwzględnie premiuje ugrupowania, które procentowo uzyskują najwięcej głosów. Dlatego 30% głosów na jedną listę da zdecydowanie więcej posłów w Sejmie niż trzy razy po 10% na trzy listy. Rozczłonkowana prawica dostawała już w III RP lanie. Wie to Donald Tusk, dlatego przymierza się do jednej listy Centrolewu. Czy ogra prawicę?
Pomóż w rozwoju naszego portalu
