W ostatnich miesiącach o Radzie Języka Polskiego było głośno za sprawą reformy ortografii. Tematem tym zajmowaliśmy się również na łamach Niedzieli. Pierwsza od 90 lat tak duża zmiana zasad pisowni, obejmująca kilkanaście zagadnień, weszła w życie 1 stycznia 2026 r. Trwają prace nad nowymi wydaniami słowników ortograficznych.
Co ma do tego Rada? Bardzo wiele. Ustalanie zasad ortografii i interpunkcji języka polskiego to jedno z zadań, które powierza Radzie Języka ustawa o języku polskim z 1999 r. Ten nieduży akt prawny dotyczy ochrony języka polskiego i używania go w działalności publicznej.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Być może pamiętamy, że kiedy dwadzieścia kilka lat temu ustawa wchodziła w życie, toczyły się dyskusje, czy odtąd będziemy musieli wszystko i wszędzie wyrażać w języku polskim, przekładać na polski wszelkie zagraniczne nazwy. Niektóre żartobliwe przykłady, takie jak Jerzy Krzak (George Bush) czy Jaś Wędrowniczek (Johnny Walker), funkcjonują po dziś dzień.
Reklama
Nic takiego jednak na masową skalę i w majestacie prawa się nie stało. Zgodnie z ustawą co prawda „napisy i informacje w urzędach i instytucjach użyteczności publicznej, a także przeznaczone do odbioru publicznego oraz w środkach transportu publicznego sporządza się w języku polskim”. Chodzi tu np. o instrukcje i opisy na opakowaniach (stąd czasem polskojęzyczne naklejki na zagranicznych produktach). Nie dotyczy to nazw własnych czy znaków towarowych.
Ta sama ustawa określa zadania Rady Języka Polskiego. Zapyta ktoś: skąd jubileusz 30-lecia, skoro ustawa pochodzi z 1999 r.? Rada zyskała dzięki ustawie umocowanie formalne i prawne, ale istniała już wcześniej. Została powołana jako komitet problemowy przy Prezydium Polskiej Akademii Nauk. Uchwała w tej sprawie weszła w życie 9 września 1996 r.
Wróćmy jednak do ustawy. Rada otrzymała kompetencje do tego, aby wydawać opinie o używaniu języka polskiego w działalności publicznej i obrocie prawnym oraz – jako się rzekło – ustalać zasady ortografii i interpunkcji. Powinna też co 2 lata przedstawiać Sejmowi i Senatowi sprawozdania o stanie ochrony języka polskiego.
Ustawa ujmuje to elegancko – że Rada jest „instytucją opiniodawczo-doradczą w sprawach używania języka polskiego”. Skoro tak, to powinna wydawać opinie i doradzać, a nie – jak chcą tego niektórzy – być językową policją. Rada nie ma uprawnień, aby wprowadzać do języka nowe słowa czy też usuwać elementy niepożądane. Nie może wydać dekretu, w którym dopuści formy takie jak *poszłem czy *na dworzu.
Rada Języka Polskiego otrzymuje też co jakiś czas postulaty, aby ujednolicić polską pisownię – np. zrobić jedno „ż”, jedno „u” i jedno „ch”. Przecież zgodnie z ustawą to Rada „ustala zasady ortografii i interpunkcji języka polskiego”. Zapis ten wymaga pewnego uściślenia.
Reklama
Współczesna polska ortografia opiera się na różnych zasadach. Część z nich ma charakter fonetyczny (piszemy tak jak słychać), inne wynikają z przesłanek historycznych. Piszemy Bóg czy wół, bo kiedyś „ó” było samogłoską pośrednią między „o” i „u”, dziś wymowa „ó” i „u” się ujednoliciła. Wiele zasad dotyczy morfologii, czyli struktury poszczególnych słów oraz ich powiązań w rodzinie wyrazowej. Piszemy krówka, bo wymienia się na krowa, muszka – bo mucha, mędrzec – bo mądry itd.
Jeślibyśmy naruszyli ten zawiły, ale jednak dość logiczny system, byłoby z tego więcej szkody niż pożytku. Dlatego uprawnienia Rady ograniczają się do wpływu na zasady konwencjonalne ortografii. Dotyczą one pisowni razem i osobno oraz wielką i małą literą. I tylko do tych obszarów ogranicza się niedawna reforma ortografii.
A dlaczego Rada nie nakaże lub nie zakaże używania pewnych słów? Te sprawy reguluje sam język, a konkretnie: jego użytkownicy. To my wszyscy posługujący się polszczyzną mamy wpływ na to, jakiego języka używamy i co w nim się znajduje. Potrzeba nazewnicza każe czasem stworzyć nowe słowo, innym razem zmienić znaczenie istniejącego, a czasem – jakiś wyraz przestać stosować, bo np. wyszło z użycia to, co nazywał.
Radę Języka Polskiego przywołuje się jeszcze w kontekście nadawania imion. Zdarza się, że rodzice mają pomysł na imię spoza kanonu. Urzędnik mający wątpliwości, czy np. zatwierdzić imię Hosanna, Opieniek czy Yoda, może zwrócić się do Rady z prośbą o opinię. Ostateczna decyzja o tym, czy dane imię odrzucić, czy przyjąć, należy do kierownika urzędu stanu cywilnego.
Czego jeszcze nie robi Rada Języka Polskiego? Nie ściga błędów, nie nakłada kar, nie prowadzi indeksu słów czy imion zakazanych. Daje natomiast drogowskazy w świecie, który zmienia się szybciej niż kiedykolwiek. I przypomina – głosem profesorów, ale także samym swoim istnieniem – że język jest ważny.
