Reklama

Bieszczadzkie refleksje

Z widokiem na niebo

Bieszczadzkie połoniny to miejsce bez mała magiczne. Gdzie nie spojrzeć, rozciągają się szczyty gór. Nie widać żadnych domów, osad ani miejsc znaczonych obecnością człowieka. Połoniny wynoszą ponad codzienną rzeczywistość. Upływ czasu, troski materialne, codzienne problemy zyskują tu zupełnie inny wymiar. Na wagę złota jest łyk czystej wody, a najczęściej wypowiadanymi słowami: „dzień dobry” lub „cześć” - którymi wita się mijanych po drodze piechurów. Stojąc na szczycie Połoniny Caryńskiej, trudno oprzeć się wrażeniu, że jest to miejsce z widokiem na niebo.

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Po 12-godzinnej jeździe

docieramy na miejsce. Camping Bieszczadzkiego Parku Narodowego w Górnej Wetlinie. Rozbijamy namiot (wybraliśmy się tu czteroosobową ekipą). Wieczorem udajemy się do położonej 4,5 km od campingu Wetliny. Jutro uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny. Chcemy sprawdzić, o której jest Msza św. w miejscowym kościele. Zaopatrujemy się też w prowiant na następne dni.
Bieszczady witają nas deszczem. W nocy, skuleni w ciepłych śpiworach, nasłuchujemy, jak krople deszczu uderzają o namiot. Rano, pełni obaw co do możliwości wyjścia w góry, idziemy najpierw do kościoła. Parafią w Wetlinie opiekują się ojcowie bernardyni. Mimo mżawki nie wszyscy wierni mieszczą się w niewielkim kościółku pw. Miłosierdzia Bożego.
Pierwsze słowa homilii wytrącają mnie z zamyślania. Proboszcz cytuje fragment Konstytucji Dogmatycznej o Kościele mówiący o Wniebowzięciu Najświętszej Maryi Panny. Potem „idzie” nauka Ojców Kościoła o zbawieniu. Jest też lżejszy akcent. Proboszcz przypomina słowa jednej z piosenek Roberta Kasprzyckiego: „Niebo do wynajęcia, niebo z widokiem na raj” i pyta: Czy jest niebo w Twoim sercu? Ile nieba i ile piekła w nim jest? Choć homilia biegnie dalej, ja zatrzymuję się przy tych pytaniach. Niebo w moim sercu...?

Tymczasem niebo

Reklama

- to nad nami - zaczęło się przejaśniać. Postanawiamy więc wyjść w góry. Na początek wybieramy - zdawało nam się - niezbyt trudną i niezbyt długą trasę. W połowie taką się okazuje. Pierwsze dwie godziny idzie nam się świetnie. Szeroka droga umiarkowanie wznosi nas w górę. Po jej obu stronach maliny, jeżyny i piękne widoki.
Przysłowiowe schody zaczynają się wraz z wejściem na czarny szlak. Od razu strome podejście, po którym nie dane jest nawet złapać oddechu na kawałku prostej drogi i znów trzeba wspinać się do góry. I tak przez godzinę. Pot spływa ze mnie strumieniami. Momentami trudno mi opanować z wysiłku drżenie nóg. No tak, człowiek zza biurka przeniósł się w góry i od razu czuje to we wszystkich mięśniach. Błogosławię zachmurzone niebo i lekko chłodny wiatr. Przy upalnie świecącym słońcu wysiadłabym dużo wcześniej. Za nami tą samą trasą wspina się troje młodych ludzi ze stelażami na plecach. Idą równym tempem, nieco może wolniej od nas, ale robią o wiele mniej postojów. Podziwiam ich. U mnie lata już nie te i kondycja nie ta. Starość nie radość... - rzecze mądrość ludowa.
Wieczorem rozpalamy ognisko. Zmęczenie jednak szybko bierze górę nad nocnymi rozmowami. Jutro znów wyruszamy w trasę.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Wspinamy się

na Połoninę Wetlińską. Pierwszy etap znów wiedzie czarnym szlakiem. Dziś jednak wydaje się on bułką z masłem. Po wczorajszym nic nie będzie już ponad siły. Wiem, że może być jeszcze gorzej i że stać mnie na o wiele większy wysiłek. Długo siedzimy pod schroniskiem „Chatka Puchatka”. Wygrzewamy twarze na słońcu. Reszta ciepło poubierana, bo nieźle wieje. Przydaje się nawet koc, który z poświęceniem dźwigałam. Idąc połoniną w kierunku Wetliny, nie spieszymy się. Rozglądamy się w prawo i w lewo, przed siebie i w tył. Przypominają mi się słowa cytowanej wczoraj przez Proboszcza piosenki: Niebo do wynajęcia, niebo z widokiem na raj... Czy właśnie to miejsce miał na myśli?
W dole widać „nasze” pole namiotowe. Z 1253 m n.p.m. bez trudu dostrzegamy nawet nasz namiot. Jego pomarańczowy tropik jest wyraźnie widoczny. Czeka na nasz powrót. Przy schodzeniu zdecydowanie mniej się męczę. Trzeba jednak dużo bardziej uważać, gdzie stawia się kroki, gdyż łatwo nadziać się na wystający kamień, skręcić nogę czy wylądować na ziemi. Wracamy cali i zdrowi, choć trochę zmęczeni.

Na campingu

tłum ludzi. Dziś odbywają się tu bowiem III Spotkania ze Sztuką „Bieszczadzkie Anioły”, którym patronuje Stare Dobre Małżeństwo. Obowiązkowo idziemy na ich koncert. Tłum ludzi. Od kilkutygodniowych dzieci po tych, co dawno trapery zamienili na samochód, a żar ogniska na dym grilla. Piosenek SDM słuchają dziadkowie, dzieci i wnuki. I wszyscy oni bawią się przy nich jednakowo dobrze.
W niedzielę uciekamy przed biwakowym tłumem i zaraz po Mszy św. (tym razem było o badaniach słuchu, ślubach i nowym asfalcie) ruszamy nad Jezioro Solińskie. Dziś dzień wypoczynku. Długo studiowaliśmy mapę, by znaleźć miejsce z kawałkiem swobodnego dojścia do jeziora, a nie opanowanego przez żądnych słońca i wody turystów. Udaje się. Jest nawet niewielka brzoza wyrastająca ze skarpy, która udziela nam pożądanego cienia. Wracamy przez Czarną Górę i Ustrzyki Górne, skąd spoglądamy na Tarnicę, Krzemień, Szeroki Wierch. Tam nie dojdziemy...

Ostatniego dnia

pełni zapału udajemy się w kierunku Berehów, by stamtąd wspiąć się na Połoninę Caryńską. Po dojściu na Kruhły Wierch (1297) padamy ze zmęczenia na zbocze. Wydaje nam się, że odpoczywać będziemy ze dwa lata. Okazuje się to niemożliwe. Od zachodu nadciąga ciemna chmura. Będzie padać. Szybko idziemy przed siebie. Trochę żałujemy, że jest tak słaba widoczność. Może dałoby się dostrzec stąd Tatry? Przed burzą nie uciekliśmy. Dogoniła nas, gdy schodziliśmy do Ustrzyk. Przemoknięci zasiadamy w jakimś barze. Nikogo tu nie dziwi nasz wygląd. Zresztą, większość tak wygląda. Jemy coś ciepłego i zastanawiamy się co dalej. Chcieliśmy jeszcze wejść na Wielką Rawkę, lecz deszcz pokrzyżował nam plany. Choć po godzinie przestało padać, decydujemy się na powrót. I tak mamy jeszcze kawałek drogi przed sobą.
Bieszczady żegnają nas tak, jak przywitały - deszczem. Może to i dobrze. Mniejszy żal wyjeżdżać. Zresztą z górami się jeszcze nie rozstajemy. Postanawiamy bowiem - po drodze - zahaczyć o Tylmanową i Krościenko. Jedziemy wzdłuż Dunajca, snując opowieści, kto gdzie i kiedy łapał stopa w czasie oazy, jak maszerowało się na piechotę na Dzień Wspólnoty... W Krościenku kierujemy się na Kopią Górkę - Centrum Ruchu Światło-Życie. Potem odwiedzamy ks. Romana Litwińczuka, który akurat prowadzi KAMUZO dla rodzin. Potem jeszcze obowiązkowe lody i czas wracać do domu.

2003-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Warszawa: 21-latka zaatakowała nożem trzy osoby w szkole

2026-10-10 14:37

[ TEMATY ]

Warszawa

policja

atak nożem

PAP/Marcin Kmieciński

Przy ul. Mińskiej w Warszawie 21-latka zaatakowała nożem trzy osoby; 17-latka trafiła do szpitala - powiedział PAP rzecznik prasowy Komendy Stołecznej Policji kom. Jacek Wiśniewski. 

Do zdarzenia doszło w zespole szkół dla dorosłych przy ul. Mińskiej w Warszawie. 
CZYTAJ DALEJ

Nowenna do św. Teresy od Jezusa

[ TEMATY ]

nowenna

Święta Teresa od Jezusa

François Gerard PD

Święta Teresa od Jezusa, dziewica i doktor Kościoła

Święta Teresa od Jezusa, dziewica i doktor Kościoła

Rozpoczynamy nowennę przed uroczystością św. Teresy od Jezusa. Poniżej przedstawiamy tekst na każdy dzień nowenny, zaczerpnięty z modlitewnika „Nowenna do św. Teresy od Jezusa – o łaskę o mądrej miłości” opracowanego przez o. Krzysztofa Piskorza OCD. Do odmawiania między 6 a 14 października lub w dowolnym terminie.

Miłosierdzie i nędza. To zestawienie słów skupia w sobie całą doktrynę św. Teresy, która widziała się zanurzoną w rzeczywistość wskazywaną przez te dwa słowa. Jej życie krążyło pomiędzy tymi dwoma biegunami i Teresa jest przekonana, że dzieje się tak w życiu wszystkich ludzi. Dlatego przez wstawiennictwo tej, która była i jest wielką nauczycielką modlitwy i życia duchowego, chcemy z ufnością prosić Boga o łaski potrzebne do życia prawdziwie chrześcijańskiego, opartego na zaufaniu Temu, który swoim miłosierdziem czyni nas świętymi.
CZYTAJ DALEJ

Papież wobec choroby. Jan Paweł II: to dar konieczny

2026-10-11 19:45

[ TEMATY ]

zdrowie

Jan Paweł II

Leon XIV

Vatican Media

Zamach na Jana Pawła II

Zamach na Jana Pawła II

Choroba zmienia papieski kalendarz, ale może też stać się częścią papieskiej misji. Gdy Leon XIV przygotowuje się do pobytu w szpitalu, powracają niezwykłe słowa Jana Pawła II wypowiedziane po czterech tygodniach spędzonych w Poliklinice Gemelli: „Zrozumiałem, że jest to dar konieczny”. Papież Polak był przekonany, że Kościół w trzecie tysiąclecie ma wprowadzić nie tylko modlitwą i działaniem. „To nie wystarczy: trzeba było wprowadzić go cierpieniem” - wyznał.

12 lipca 1992 r. Jan Paweł II podczas modlitwy Anioł Pański podzielił się z wiernymi osobistą wiadomością. Tego samego wieczoru miał udać się do Polikliniki Gemelli na badania diagnostyczne.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję