Reklama

Duszpasterstwo osób niewidomych

Zamknięte oczy

Zamykasz oczy i próbujesz przejść kilka kroków po omacku. Niepewnie i pomału ruszasz do przodu, machinalnie kulisz się, bojąc się uderzenia o napotkane po drodze przedmioty. Czujesz się zagubiony. A to tylko chwila. Małe ćwiczenie. W Polsce żyje ponad 500 tys. osób niewidomych lub mających znacznie osłabiony wzrok, mimo to potrafią cieszyć się życiem i normalnie funkcjonować w społeczeństwie. Na spotkanie w Bytomiu Odrz. u ks. kan. Tadeusza Szewczyka, diecezjalnego duszpasterza niewidomych, przyszło małżeństwo Irena i Ryszard Stankiewiczowie. Ona jest słabowidząca, on niewidomy.

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Historia moich oczu

Reklama

Według badań 85-90% informacji z otoczenia odbieramy przy pomocy wzroku. Niemal wszystko, co człowiek stworzył i czym się posługuje, wymaga wzroku: środki transportu, znaki drogowe, pismo, telewizja... W jaki sposób niewidomi równoważą czy zastępują brak wzroku w zdobywaniu i weryfikowaniu informacji? W jaki sposób wchodzą w rzeczywistość wiary, skoro język liturgii i sakramentów posługuje się znakami i symbolami? Państwo Stankiewiczowie krok po kroku wytłumaczyli mi, jak żyje się, mając zamknięte oczy.
„Pozostaje nam zmysł słuchu, dotyku i intuicja” - pada pierwsza odpowiedź. Ale zanim nauczy się człowiek nimi posługiwać, mija trochę czasu, trzeba przejść długą drogę. Ryszard Stankiewicz stracił wzrok już jako dorosły człowiek. Pani Irena, można powiedzieć, miała lżej, bo swego niedowidzenia uczyła się od urodzenia. „Od zupełnie widzącego, prowadzącego samodzielnie gospodarstwo rolne z matką, stałem się człowiekiem potrzebującym opieki, a w końcu całkowicie niewidzącym. Musiałem zmierzyć się z tym, co mnie spotkało. Wyjechałem do Bytomia, bo tu był zakład pracy chronionej dla ociemniałych, przy którym działał internat. Żona skończyła szkołę dla dzieci niedowidzących w Bydgoszczy i także przyjechała tu do pracy. To jest tak. Traci się jedno, a zyskuje inne. Towarzyszyła mi wielka obawa, jak sobie poradzę, jak będę żył? Wziąłem laskę do ręki i pomału uczyłem się chodzić samodzielnie. Na początku się wstydziłem. W Żarach chowałem laskę, bo tu mnie ludzie znali, i szedłem na wyczucie” - mówi R. Stankiewicz.

Widzący inaczej

Reklama

Nagle ociemniali, tak jak pan Ryszard, początkowo zdani są na pomoc innych, z czasem coraz bardziej ufają swojemu słuchowi i dotykowi. Coraz pewniej poruszają się i są w stanie samodzielnie funkcjonować. Jak mówią, szczegóły na drodze pomagają trafić w odpowiednie miejsce. Jednym razem będzie to drzewo, innym wysoki krawężnik lub jakaś wyrwa w chodniku. Pamięć wszystko to rejestruje i przypomina, gdy jest potrzebne. „Czasami można się pogubić, gdy człowiek jest rozkojarzony. Trzeba być cały czas skupionym na tym, gdzie się idzie i co się mija” - mówi pan Ryszard, który obecnie jest w stanie samodzielnie poruszać się po całym Bytomiu Odrz. Małżonkowie śmieją się, że czasami pomaga w uzyskaniu samodzielności konieczność. „Gdy żona miała na pierwszą zmianę do pracy, to ja musiałem ubrać, nakarmić i zaprowadzić do przedszkola syna. Mimo, że nie widziałem, nigdy nie zabłądziliśmy” - mówi pan Ryszard. Pani Irena, będąc w szkole dla ociemniałych, widziała, jak trudno było zaakceptować swój nowy stan osobom, które nagle straciły wzrok. „W Bydgoszczy działa jedyny już chyba w Polsce ośrodek dla niewidomych i słabowidzących, który przygotowuje te osoby do życia. Najtrudniej jest osobom, które nagle tracą wzrok. Dla mnie to wszystko nie było szokiem i nowością, bo ja słabo widziałam od urodzenia. Skończyłam szkołę dla takich dzieci i nauczyłam się od maleńkości z tym żyć” - mówi pani Irena.
Ks. kan. Tadeusz Szewczyk nie ukrywa, że zawsze zaskakuje go w domach osób niewidomych niesłychany porządek. Państwo Stankiewiczowie odpowiadają na to, że porządek ułatwia im życie. Wszystko ma swoje stałe miejsca, co pozwala z łatwością trafić na szukany przedmiot, zaparzyć kawę, ugotować obiad i wykonywać wiele innych czynności domowych.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Codzienność

Reklama

By w pełni żyć i funkcjonować w społeczeństwie, ociemniali potrzebują wyjść na zewnątrz. W pewnych sytuacjach niestety sami nie są w stanie sobie poradzić. Dlatego też ważna jest dla nich życzliwość innych osób. Jak dotąd, państwo Stankiewiczowie na ludziach się nie zawiedli. Robiąc zakupy w sklepie, gdy nie są pewni informacji o danym produkcie, pytają sprzedawcę. „Gdy chcę coś kupić, czy tu czy w Nowej Soli, proszę sprzedawcę o podanie mi potrzebnej rzeczy i zawsze spotykam się ze zrozumieniem” - mówi pani Irena, a pan Ryszard dodaje: „Jeszcze nikt mnie w czasie płacenia czy wydawania nie oszukał”.
Codzienność to także życie rodzinne i wychowywanie dzieci. Tu także czasem potrzebna jest fachowa pomoc innych. Swojemu synowi, który urodził się bez wady wzroku, a obecnie jest studentem wydziału automatyko-robotyki w Szczecinie, pomagali w nauce, w czym mogli. A w pierwszych latach szkoły zatrudnili lektora, który czuwał nad nauką poprawnej pisowni. Jak opowiadają, dzieci dostosowują się do stylu życia rodziców. „Gdy syn chciał, żebym mu coś kupiła, a ja odpowiadałam, że nie widzę, jaka jest cena, to on, choć nie znał się na tym, czytał mi po kolei cyfry z metki i wszystko już było jasne” - wspomina pani Irena.
Codzienność to także rozrywka. Ociemniali w Bytomiu tworzą własny zespół gry w piłkę toczoną. Mają za sobą już pierwsze sukcesy i to te najwyższe - mistrzostwo Polski.

Szansa pracy

Jeden za drugim zamykana są zakłady pracy chronionej, choć dla wielu ociemniałych i innych niepełnosprawnych byłyby one szansą na normalne życie. Taką szansę mieli zarówno Irena, jak i Ryszard. Ona przyjechała tu przed 30 laty, dwa lata po niej przyjechał Ryszard. Poznali się i pobrali. Dziś są 22 lata po ślubie. Spółdzielnia Niewidomych „Nadodrze”, w której pracują do dziś, istnieje już 43 lata. Wcześniej działała jako filia zakładu w Poznaniu. Początkowo produkowano pinezki, przewody hamulcowe i paliwowe do samochodów. Od jakiegoś czasu zakład współpracuje z firmami produkującymi sprzęt AGD. Po chwilowym kryzysie spółdzielnia zaczyna się znów rozwijać i przyjmować do pracy nowych pracowników. W zakładzie jest też punkt biblioteczny, który sprowadza książki z działu książki mówionej Wojewódzkiej i Miejskiej Biblioteki Publicznej w Zielonej Górze. Wielu z pracowników zakładu należy do Polskiego Związku Niewidomych.

Duszpasterstwo

Ks. kan. Tadeusz Szewczyk ma bardzo dobry kontakt z parafianami, którzy są niewidomi. „Są niekiedy bardziej gorliwi i religijni niż osoby, które widzą” - podkreśla. Jeździ z nimi na ogólnopolskie konferencje dla duszpasterzy niewidomych, pielgrzymki czy spotkania z Ojcem Świętym. Byli w Skoczowie i w Gorzowie Wlkp. Po ostatniej konferencji przysłano im do Bytomia modlitewniki pisane brajlem, czyli alfabetem dla niewidomych opartym na układzie sześciu wypukłych punktów, odczytywanych za pomocą dotyku. Ks. Tadeusz wypożycza niewidzącym śpiewniki, modlitewniki i Pismo Święte pisane brajlem.
„W przeżywaniu liturgii bazuję na wspomnieniu tego, co widziałem, kiedy jeszcze posługiwałem się wzrokiem. Kiedyś byłem ministrantem. Tu działa wyobraźnia. Gdy jestem w nowym miejscu i w nieznanym mi kościele, odruchowo kieruję się nie w stronę ołtarza, ale w stronę głośnika. Ci, którzy byli w szkołach dla niewidomych, w sposób dostosowany do nich uczyli się religii. Za pomocą dotyku próbuje się im przekazać np. symbole religijne. Oni naprawdę orientują się w tej tematyce” - mówi pan Ryszard.

Wykorzystać szansę

Wydaje się, że tak niewiele trzeba, by ułatwić życie niewidomym, zwłaszcza tym z większych miast. Jaka logika kryje się za tym, że w niektórych autobusach są urządzenia głośno mówiące nazwę ulicy i przystanku, a w niektórych nie? Podobnie jest z przejściami dla pieszych. A do tego schody i stopnie utrudniających życie w miejscach publicznych. Wymieniam te wszystkie niedogodności, a państwo Stankiewiczowie z wrodzoną chyba sobie pogodą ducha komentują: „I tak jest coraz więcej urządzeń pomagających nam normalnie funkcjonować. Choćby taki termometr, który podaje na głos zmierzoną temperaturę, zegarek, który mówi godzinę, a nakładka na szklankę nie pozwoli rozlać nalewanego płynu. Kiedyś częściej trzeba było pukać o pomoc do sąsiada. Chociaż w tym też był jakiś urok”. Państwo Stankiewiczowie żyją twórczo może bardziej niż przeciętny zdrowy człowiek. Założyli rodzinę, pracują, angażują się w życie parafii, mają wielu przyjaciół i znajomych. Wykorzystali szansę, którą dała im rodzina, szkoła, zakład pracy i Kościół.

2003-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Jak rozmawiać o wierze z dorosłymi dziećmi, które przestały chodzić do Kościoła?

2026-08-07 21:15

[ TEMATY ]

Kościół

dziecko

rodzice

UPJPII

Adobe Stock

Są zdania, które w rodzinie bolą bardziej niż kłótnia o pieniądze, wybór studiów czy decyzja o wyjeździe za granicę: nie chodzę już do kościoła”, „nie wierzę tak jak wy”, „Kościół mnie nie przekonuje”, „nie chcę o tym rozmawiać”….

Dla wierzących rodziców takie słowa nie są jedynie informacją o zmianie poglądów, ale dotykają one samego rdzenia religijnego życia: chrztu, modlitwy przy łóżku dziecka, pierwszej komunii, rodzinnych świat, niedzielnej eucharystii, pacierza, krzyża na ścianie czy też w końcu nadziei zbawienia.
CZYTAJ DALEJ

Archidiecezja częstochowska: Dyspensa od obowiązku wstrzemięźliwości od pokarmów mięsnych na 14 sierpnia

2026-08-10 12:05

[ TEMATY ]

archidiecezja częstochowska

wstrzemięźliwość

Archidiecezja częstochowska

Mając na uwadze dobro duchowe Pielgrzymów przybywających do Sanktuarium Jasnogórskiego oraz przebywających na terenie Jasnej Góry oraz w Domu Pielgrzyma a także uwzględniając szczególne okoliczności duszpasterskie związane z ich pielgrzymowaniem, Arcybiskup Wacław Depo, Metropolita Częstochowski, na podstawie kan. 87 § 1 Kodeksu Prawa Kanonicznego, udzielił wszystkim Pielgrzymom przebywającym w wyżej wymienionych miejscach oraz na terenie Archidiecezji w dniu 14 sierpnia 2026 r. dyspensy od obowiązku zachowania wstrzemięźliwości od pokarmów mięsnych, o której mowa w kan. 1251 Kodeksu Prawa Kanonicznego.
CZYTAJ DALEJ

Papież przypomniał o dramacie Sudanu: dwie trzecie populacji zagrożone głodem

2026-08-10 15:47

smahel/pixabay.com

Niedzielne spotkania papieża z pielgrzymami na Anioł Pański, to nie tylko okazja do rozważania Ewangelii i wspólnej modlitwy. Leon XIV często korzysta z okazji, gdy na oknie papieskim skupia się uwaga mediów, do zwrócenia uwagi na największe rany świata i zapomniane konflikty. Wczoraj przypomniał o dramacie Sudanu, wykrwawianego niekończącym się konfliktem wewnętrznym i milionach ludzi cierpiących z powodu braku żywności, wody pitnej i podstawowych lekarstw.

Ponad trzy lata po wybuchu wojny, która rozpoczęła się w kwietniu 2023 roku, Sudan pozostaje podzielony między sudańską armię rządową (SAF) a Siły Szybkiego Reagowania (RSF), które walczą o władzę. W Kordofanie nadal trwają krwawe starcia, w których wykorzystywana jest najnowocześniejsza broń, w tym drony. Według ONZ działania zbrojne zmusiły około 14 mln ludzi do opuszczenia domów, a 33 mln Sudańczyków (dwie trzecie populacji) zagrożonych jest głodem. Organizacja określa trwającą tam sytuację jako najgorszy kryzys humanitarny na świecie.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję