Reklama

My - dzieci ulicy

Niedziela kielecka 7/2005

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Dramat w liczbach

Kim są dzieci ulicy? W przeważającej mierze to sieroty, które w wyniku długotrwałych konfliktów zbrojnych, toczących się na terenie ich ojczyzny, straciły oboje rodziców. To również dzieci opuszczone, pozbawione opieki rodzicielskiej, zmuszane do pracy zarobkowej, wyrzucone z domu (np. za czary - to bardzo częste przypadki w Afryce).
Dane statystyczne są zatrważające. W Ameryce Łacińskiej żyje ich 40 mln, w Ameryce Północnej 3-5 mln, w Azji - 32 mln, w Europie - 3 mln, w Afryce - 10 mln, w Australii i Oceanii - 1,5 mln. Przerażająca jest też sytuacja ok. 40 mln niemowląt na świecie, które po narodzinach nie trafiają do żadnego rejestru. Bezimienne dzieci, bez metryki, nie mają praw nawet do bezpłatnej szczepionki. Na świecie rocznie umiera też ok. 12 mln dzieci pozbawionych podstawowej opieki medycznej. Dzieci ulicy, których liczbę w 2004 r. różne organizacje (w tym UNESCO) szacowały na ponad 100 mln, to ogromne wyzwanie dla świata.

Błędne koło

Reklama

Przyczyny dramatu dzieci ulicy są wielorakie. Z jednej strony rozpad więzi rodzinnych, bezrobocie, kataklizmy, wojny. Z drugiej - głód, epidemia AIDS, brak dostępu do opieki medycznej, brak szans na normalną edukację powodują marginalizację już na samym starcie. Co więcej, dziedzicząc biedę swoich rodziców, najprawdopodobniej jako bezdomni analfabeci, bez środków do życia, przekażą ją swojemu potomstwu. Taka dziedziczona bieda hamuje rozwój państwa, powodując ogólne zacofanie.
Poprawić sytuację może tylko zaradzenie konfliktom zbrojnym, zmiana polityki socjalnej tych państw, w których dzieci ulicy stanowią poważną grupę oraz zastąpienie dziecięcej siły roboczej dorosłymi. Czy ktoś jednak wystarczająco głośno wypowie się w imieniu tych pokrzywdzonych? Na razie większość akcji to papierowe deklaracje. Również próby socjalizacji dzieci ulicy podejmowane do tej pory przez poszczególne rządy nie przynoszą widocznych efektów.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Ich życie

Reklama

Los dzieci ulicy dobrze znają polscy pallotyni, którzy pracują od lat 70. XX w. w Wenezueli, Kolumbii, Rwandzie i na Wybrzeżu Kości Słoniowej.
W Rwandzie codziennie dziesiątki dzieci wychodzą do pracy na roli z narzędziami czasem większymi od nich samych. Patrząc na ich sytuację, należy podkreślić ich chęć walki o przetrwanie i godność. Głodne, umęczone całodziennym wysiłkiem, przychodzą po zapłatę, którą często jest jedynie garść fasoli. Dzielą się nią z młodszym rodzeństwem. W ciągu dnia wypasają bydło. Pozbawione rodziców, niejednokrotnie przytulają się do krowy jak do mamy - opowiadał jeden z misjonarzy. Najtrudniej jest patrzeć na śmierć tych najmłodszych, dziesiątkowanych przez malarię. Umierają, bo nie mają nawet 1 dolara na chininę.
Podobnie dzieci w Wenezueli - w kraju kontrastów, bogaczy i ubogich, gdzie 80% ludności żyje w nędzy. W Karakas - stolicy Wenezueli, dzielnice biedy ze slumsami zajmują ogromne powierzchnie. Szczególnie trudna jest sytuacja nieletnich dziewcząt, często zarabiających prostytucją. „Najgorsze jest to, że trudno jest odwieść je od tego procederu, ponieważ ich dzienny zarobek stanowi 10 % zarobku miesięcznego dorosłego” - tłumaczy pallotyn ks. Czesław Kolasa, pracujący przez 4 lata w Wenezueli. Tam również misjonarze próbują pomóc. W 2002 r. w Guarenas, po żmudnych procedurach, pallotyni polscy zarejestrowali Ognisko Domowe, gdzie obecnie mieszka 15 dzieci. Mogą się one tam uczyć i bawić. To ich szansa na normalne dzieciństwo i lepszą przyszłość. W Ognisku misjonarze zapewniają dzieciom opiekę medyczną, psychologiczną i wyżywienie. Pomagają im miejscowi wolontariusze.
Nie inaczej jest w Kolumbii. Od 40 lat trwa tam wojna. Dzieci ulicy zmuszane są do pracy od najmłodszych lat. Podejmują się różnych zajęć. Za resztki pożywienia czy możliwość opróżnienia pozostałości ze śmietników, czyszczą buty, sprzedają drobne artykuły. Starsze pilnują czy myją samochody, sprzedają artykuły, ale też kradną. Często zmuszane są do prostytucji czy do służby wojskowej, będąc tanim „mięsem armatnim”. Obcujący od najmłodszych lat ze śmiercią i okrucieństwem wojny, ci mali ludzie do końca życia mają okaleczoną psychikę.
W Bello, k. Medellin, pallotynom udało się otworzyć drugi po Wenezueli dom dla dzieci ulicy. Tam uczą się normalnie żyć w rodzinnej atmosferze. Utrzymanie jednego dziecka to koszt 2 dolarów dziennie. Dla nas może niewiele, ale nie dla rodziców tych dzieci. Stawką jest tu życie dziecka. Dlatego tak ważna jest każda, nawet najmniejsza pomoc.

Światełko nadziei

„Bardzo kochana mamo! Twój list sprawił mi tak wielką radość, że nie mogę jej wyrazić. Bardzo się ucieszyłem, widząc w Tobie moich rodziców. Sprawiło mi radość także Twoje bardzo piękne zdjęcie. Zachwyciła mnie pomoc, którą mi posłaliście. Dano mi ubrania, motykę, nakrycia, barana i pomoc w budowie domu (…)” - tak pisze 15-letni Manizabayo. Comiesięczna pomoc finansowa i duchowe wsparcie przybranej mamy lub taty odmienia jego los. Manizabayo może ukończyć szkołę i podjąć pracę, nie będzie żył w biedzie jak jego rodzice, może też pomóc młodszemu rodzeństwu. Taką szansę mogą mieć inne dzieci, jeśli tylko znajdą się chętni do adopcji serca. W Polsce wielu ludzi włączyło już się w to dzieło pomocy.

Śpiewem rozpalali serca

Księża pallotyni od kilku lat organizują koncerty charytatywne w różnych miastach Polski z udziałem znanych wykonawców i chórów. Przyszła pora również na Kielce. Organizatorem koncertu charytatywnego pt.: Nie było miejsca dla Ciebie był pallotyn ks. Andrzej Jasiński z Ząbek k. Warszawy.
22 stycznia br., w bazylice katedralnej w Kielcach, dla dzieci ulicy z Rwandy, Wenezueli i Kolumbii zaśpiewali trzej niezwykli artyści, występujący w kraju i za granicą: jezuita ks. Rafał Kobyliński - nauczyciel śpiewu oraz emisji głosu na Papieskim Wydziale Teologicznym w Warszawie, ks. Robert Kaczorowski - obecnie adiunkt w Katedrze Dyrygentury Chóralnej i Muzyki Kościelnej w Akademii Muzycznej w Gdańsku oraz absolwent WSD w Kielcach ks. Paweł Sobierajski - dr nauk pedagogiczno-teologicznych oraz dr sztuk muzycznych, laureat głównych nagród międzynarodowych konkursów wokalnych.
Niezwykłego koncertu, którego patronem honorowym był bp Kazimierz Ryczan, wysłuchało setki osób. Księdza Biskupa, artystów i zgromadzonych słuchaczy powitał proboszcz ks. prałat Stanisław Kowalski.
Wspaniały repertuar kolęd i arii operowych, znakomite głosy wykonawców, akompaniament wybitnego organisty prof. Jerzego Rosińskiego dostarczyły słuchaczom wielu wzruszeń i radości. Kolejne części koncertu przeplatały opowieści misjonarzy palotynów na co dzień pracujących wśród dzieci ulicy.
Trudno było się rozstać z artystami, którzy po wielkich owacjach jeszcze dwukrotnie zaśpiewali publiczności na bis. W pięknych tekstach tradycyjnych polskich kolęd przewijał się często motyw biedy, opuszczenia i osamotnienia Nowonarodzonego Dziecięcia, Boga-Człowieka. W Jego losie chyba każdy bez trudu odnalazł tragedię ponad stu milionów dzieci ulicy. W tym dniu Kielczanie byli z nimi solidarni. Po koncercie hojnie wsparli pallotyńskie dzieło.

2005-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

UKSW będzie współpracował z amerykańskimi uczelniami

2026-10-03 23:01

[ TEMATY ]

UKSW

Ks. prof. Ryszard Czekalski

UKSW

Przed gmachem Lincoln Center w północnym Manhattanie od lewej: prof. David Gibson, dyrektor Centrum Religii i Kultury Fordham University w Nowym Jorku oraz ks. prof. Ryszard Czekalski, rektor UKSW

Przed gmachem Lincoln Center w północnym Manhattanie od lewej: prof. David Gibson, dyrektor Centrum Religii i Kultury Fordham University w Nowym Jorku oraz ks. prof. Ryszard Czekalski, rektor UKSW

– Budujemy silne partnerstwa transatlantyckie, które mają przynieść konkretne korzyści naszej społeczności akademickiej: nowe możliwości wymiany, wspólne projekty badawcze i perspektywę tworzenia wspólnych programów studiów – podkreślił ks. prof. Ryszard Czekalski, rektor Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, w czasie wizyty w Stanach Zjednoczonych.

Zainicjowana współpraca łączy perspektywę prowadzenia badań w międzynarodowych zespołach z rozwojem oferty dydaktycznej i tworzeniem nowych możliwości zdobywania doświadczeń akademickich. Jej fundamentem są wspólne zainteresowania naukowe oraz potencjał uczelni, których dorobek pozwala podejmować przedsięwzięcia obejmujące nauki humanistyczne, społeczne, ścisłe, przyrodnicze, nauki o zdrowiu oraz nauki medyczne. Rozwijanie relacji z amerykańskimi uczelniami stanowi istotny krok w umiędzynarodowieniu UKSW.
CZYTAJ DALEJ

Panie! Daj nam sił, byśmy przynosili owoce naszego nawracania się na miłość!

2026-10-01 08:11

[ TEMATY ]

rozważania

O. prof. Zdzisław Kijas

pixabay.com

Bóg oczekuje jedynie od człowieka, aby przynosił owoce nawrócenia, owoce miłości i pracy, owoce przyjaźni i modlitwy, by był pracowity w swoim życiu. To najważniejsze, czego oczekuje od człowieka Bóg. Daje mu wiele, obdarza go swoją łaską, przychodzi mu z pomocą w każdej sytuacji, czekając w zamian na – nawet minimalne – owoce jego działań.

Jezus powiedział do arcykapłanów i starszych ludu: «Posłuchajcie innej przypowieści. Był pewien gospodarz, który założył winnicę. Otoczył ją murem, wykopał w niej tłocznie, zbudował wieżę, w końcu oddał ją w dzierżawę rolnikom i wyjechał. Gdy nadszedł czas zbiorów, posłał swoje sługi do rolników, by odebrali plon jemu należny. Ale rolnicy chwycili jego sługi i jednego obili, drugiego zabili, trzeciego zaś ukamienowali. Wtedy posłał inne sługi, więcej niż za pierwszym razem, lecz i z nimi tak samo postąpili. W końcu posłał do nich swego syna, tak sobie myśląc: Uszanują mojego syna. Lecz rolnicy, zobaczywszy syna, mówili do siebie: „To jest dziedzic; chodźcie, zabijmy go, a posiądziemy jego dziedzictwo”. Chwyciwszy go, wyrzucili z winnicy i zabili. Kiedy więc przybędzie właściciel winnicy, co uczyni z owymi rolnikami?» Rzekli Mu: «Nędzników marnie wytraci, a winnicę odda w dzierżawę innym rolnikom, takim, którzy mu będą oddawali plon we właściwej porze». Jezus im rzekł: «Czy nigdy nie czytaliście w Piśmie: „Ten właśnie kamień, który odrzucili budujący, stał się głowicą węgła. Pan to sprawił, i jest cudem w naszych oczach”. Dlatego powiadam wam: Królestwo Boże będzie wam zabrane, a dane narodowi, który wyda jego owoce». Wtedy Jezus rzekł do nich: «Zaprawdę, powiadam wam: Celnicy i nierządnice wchodzą przed wami do królestwa niebieskiego. Przyszedł bowiem do was Jan drogą sprawiedliwości, a wy mu nie uwierzyliście. Uwierzyli mu zaś celnicy i nierządnice. Wy patrzyliście na to, ale nawet później nie opamiętaliście się, żeby mu uwierzyć».
CZYTAJ DALEJ

Radom: nabożeństwo ekspiacyjne z powodu profanacji kapliczek

2026-10-04 20:35

[ TEMATY ]

Radom

ekspiacja

R. Mizera/diecezja radomska

Wierni z parafii pw. Najświętszego Serca Jezusowego w Radomiu wzięli udział w nabożeństwie ekspiacyjnym, w czasie którego odśpiewali suplikację. W ten sposób przepraszali Boga za sprofanowanie kilkunastu kapliczek i miejsc świętych w Radomiu.

Jedna z zabytkowych kapliczek została sprofanowana we wrześniu. Znajduje się ona przy zbiegu ulic Kwiatkowskiego i Białej. Grupa wiernych odnowiła obiekt. - Wstawiliśmy wzmocnioną szybę i kratę. Mam nadzieję, że wszyscy są teraz zadowoleni z jej wyglądu - powiedział Adam Lachowicz.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję