Reklama

Niedziela Wrocławska

List Rektorów na Święto św. Szczepana Męczennika

wikipedia

Publikujemy pełny tekst Listu Rektorów Papieskiego Wydziału Teologicznego i Metropolitalnego Wyższego Seminarium Duchownego we Wrocławiu na Święto św. Szczepana Męczennika w dniu 26 grudnia 2018 r., który tradycyjnie już będzie dziś odczytany podczas wszystkich Mszy Świętych w kościołach i kaplicach Archidiecezji Wrocławskiej.


LIST REKTORA PAPIESKIEGO WYDZIAŁU TEOLOGICZNEGO I REKTORA METROPOLITALNEGO WYŻSZEGO

Reklama

SEMINARIUM DUCHOWNEGO WE WROCŁAWIU

NA ŚWIĘTO SZCZEPANA MĘCZENNIKA W DNIU 26 GRUDNIA 2018 ROKU

DRODZY SIOSTRY I BRACIA W CHRYSTUSIE PANU!



Świętowanie Bożego Narodzenia skłania nas do pochylenia się nad tajemnicą życia

i prowokuje do przyjrzenia się własnemu życiu pod kątem jego wartości. W tym liście

chcemy podzielić się kilkoma myślami o ludzkim życiu.

Wartość życia nie tkwi w długości dni, ale w użytku, jaki z nich czynimy; ktoś może

żyć długo, a jednak niewiele.

Życie Syna Bożego na ziemi nie trwało długo. Od chwili narodzenia w Betlejem aż po

oddanie życia na Golgocie żył On około trzydziestu trzech lat. A jednak to stosunkowo

krótkie życie przyniosło nam największe dobro – zbawienie i życie wieczne. Podobnie

życie św. Szczepana, które zostało tragicznie przerwane przez męczeńską śmierć,

przyniosło wiele dobra.

Tylko życie przeżyte dla innych warte jest życia.

Już niemal do rangi sloganu urasta wartościowanie człowieka ze względu na jego czyny

wobec innych. Częste powtarzanie tych i podobnych słów potwierdza, że życie oddane

innym zyskuje na wartości. Syn Boży, który staje się człowiekiem i żyje całkowicie dla

innych, dowodzi swojej miłości ofiarnej. Dlatego też człowiek, który żyje dla innych,

staje się podobny do Boga. Przykładem jest św. Szczepan, który potrafił miłować nawet

swoich prześladowców. Dał temu wyraz, kiedy modlił się za nich w chwili konania:

„Panie, nie poczytaj im tego grzechu!” Tylko żyjąc w miłości do Boga i bliźniego możemy

odnaleźć pełny sens życia. Życie przeżyte z miłości dla innych jest pełnią życia

i przekracza naszą teraźniejszość, stając się życiem wiecznym w Bogu, który jest

miłością.

Czynić rzeczy użyteczne, mówić odważnie o rzeczach ważnych, kontemplować

rzeczy piękne: oto, co wystarczy życiu człowieka.

Słowo „wystarczy” użyte w tej sentencji jest nieco przewrotne, ponieważ

kontemplowanie piękna, mówienie odważnie o rzeczach ważnych i robienie rzeczy

użytecznych nie zawsze okazuje się proste i łatwe. Niestety, mamy skłonność do

marnowania czasu i talentów. Często zajmujemy się rzeczami niepotrzebnymi. Dajemy

się zwodzić złemu duchowi i gubimy to, co istotne i ważne. W dzisiejszym Psalmie

responsoryjnym modliliśmy się słowami: „Wyrwij mnie z ręki mych wrogów

i prześladowców!” (Ps 31,16). Można powiedzieć, że wrogami i prześladowcami

w naszym życiu są rzeczy, które niszczą piękno naszego życia, nie pozwalają rozwinąć

się naszemu życiu i nie prowadzą do jego pełni.

Tajemnica ludzkiego istnienia nie tkwi tylko w samym życiu, ale także w wiedzy

o sensie życia.

Nie możemy zapominać, że nasze życie jest związane bezpośrednio z głoszeniem

prawdy o zbawieniu. Wiąże się to z wartością piękna, odwagi i użyteczności w życiu.

I jeśli w dzisiejszych realiach codzienności nieraz gubimy jego sens, to przyjście Syna

Bożego na ziemię i spotkanie z Nim podczas liturgii Bożego Narodzenia jest ogromną

szansą na odnalezienie na nowo wartości życia.

Po tej krótkiej refleksji pragniemy złożyć nasze podziękowania i życzenia. Papieski

Wydział Teologiczny i Wyższe Seminarium Duchowne we Wrocławiu nie tylko kształcą

młodych ludzi w naukowych dyscyplinach: filozofii, naukach teologicznych i pedagogice,

ale także pomagają odnaleźć pełny sens i piękno życia. Wierzymy, że jest to dzieło Boże,

a nasza praca wpisuje się w misję ewangelizacyjną całego Kościoła. Dlatego dziękujemy

księżom proboszczom, księżom wikarym, siostrom zakonnym, katechetom i wszystkim

wiernym za modlitwę w intencji naszej akademickiej wspólnoty – szczególnie w dniu

dzisiejszym – i za każdą inną formę braterskiej pomocy, także tę materialną w postaci

dzisiejszej ofiary na tacę. Dziękując z serca, pragniemy jeszcze dołączyć

najserdeczniejsze życzenia. Życzymy głębokiego i mocnego przylgnięcia do Słowa, które

stało się ciałem - do naszego Pana Jezusa Chrystusa, który mówi: Ja jestem Życiem,

Życiem, które jest Miłością! Niech doświadczenie bliskości Boga w tych dniach

świątecznych pomaga odkrywać piękno i sens życia – każdego ludzkiego życia, także

życia naznaczonego cierpieniem i starością. Życzymy także doświadczenia życzliwości,

serdeczności i miłości osób bliskich, krewnych i przyjaciół, bo w życiu liczy się jedynie

miłość i tylko ona pozostaje na zawsze.

ks. dr Kacper Radzki, ks. prof. dr hab. Włodzimierz Wołyniec

Rektor Metropolitalnego Wyższego Seminarium

Rektor Papieskiego Wydziału Teologicznego Duchownego we Wrocławiu we Wrocławiu

2018-12-26 10:45

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Cud z Auschwitz

2020-01-21 09:37

Niedziela Ogólnopolska 4/2020, str. 62-63

[ TEMATY ]

Auschwitz

obóz

Adobe.stock.pl

Stefania i Jan Wernikowie mieszkają w Osieku k. Olkusza. Ich dzieciństwo to tematy na dwa osobne filmy o tragedii Polaków w czasie II wojny światowej

Na czarno-białej fotografii z 1962 r. piękna dziewczyna. Delikatne rysy twarzy, mocne kreski brwi, wyraźne usta. Uroda modelki, twarz z żurnala. I tylko oczy patrzą daleko poza ściany atelier fotografa. To Stefania Piekarz. Ma 18 lat i robi zdjęcie do pierwszego dowodu. Urodziła się w Auschwitz.

Nazywam się Stefania Wernik, po mężu, bo z domu Piekarz. Urodziłam się w piekle, tzn. w Auschwitz. Bóg uczynił cud i przeżyłam. Wiem, że to On mnie ocalił, bo po ludzku nie da się wytłumaczyć tego, co tam się stało. Mama trafiła do obozu, gdy była w drugim miesiącu ciąży. Na początku to ukrywała, ale gdy w sierpniu Niemcy chcieli ją wywieźć do Ravensbrück, współwięźniarka namówiła ją, żeby się przyznała. I mama, już w ciężarówce do transportu, powiedziała. Niemka kazała jej zejść na dół i wrócić do obozu. Wtedy przenieśli ją z baraku 11. do 15., dostawała tam nawet zupę z zabielanej wody, a nie wywar z cuchnącej, zgniłej brukwi – wspomina pani Stefania, która cztery miesiące później przyjdzie na świat. Siedzimy przy rodzinnym stole w domu państwa Werników. Ściany pełne fotografii uśmiechniętych dzieci, wnuków i prawnuków. – Razem jest nas trzydzieścioro czworo – mówi pan Jan, a jego niebieskie oczy, pełne łagodnego spokoju, spotykają mój wzrok.

– Żona zaraz wszystko opowie, ale niech Pani spróbuje babki, to wnuczka upiekła. U nas wszystko robi się razem i dla innych. Jak jednemu dzieje się bieda, to robimy rodzinną naradę i zastanawiamy się, jak pomóc. Rodzina jest najważniejsza. My z żoną już 57 lat jesteśmy razem, a łatwo nie było...

Stukamy talerzykami, brzęczą łyżeczki. Wybieram sypaną kawę z mlekiem, ale słucham i zapominam, że przede mną stoi filiżanka, i beżowy płyn szybko stygnie. Historia, która słowo po słowie kapie z ust pani Stefanii, paraliżuje mnie i tracę smak. Po chwili próbuję ukryć płynące po policzkach łzy. Niepotrzebnie. Pan Jan też ma mokre oczy.

Wyjdziesz przez komin

Był maj 1944 r., Anna Piekarz oczekiwała na narodziny pierwszego dziecka. W wojennej biedzie co rusz czegoś brakowało i – ulegając ciążowej zachciance – wybrała się do rodziców, którzy mieszkali w Osieku k. Olkusza. Z Czubrowic, gdzie mieszkała z mężem, do rodzinnego domu było prawie 10 km, ale pokonywała tę trasę wielokrotnie, więc wyruszyła bez obaw. Tyle że Osiek należał do Rzeszy, a Czubrowice do Generalnej Guberni. By odwiedzić rodziców, Anna musiała przekroczyć granicę. – Złapali ją w czasie obławy na szmuglerki i razem z nimi aresztowano. Mama nic przy sobie nie miała, ale dla Niemców to było bez znaczenia – opowiada pani Stefania. Złapane kobiety zawieźli do Olkusza, stamtąd, po jednodniowym uwięzieniu, pojechały do Auschwitz. Nikt w ciężarówce nie wiedział, że Anna boi się za dwie osoby i drżą w niej ze strachu dwa serca. Kiedy dojechały, na rampie czekała Niemka: „Wiecie, gdzie trafiłyście, zugangi?! Tu jest obóz śmierci! Stąd możecie wyjść tylko przez komin!”. Potem wzięli je do łaźni, ogolili i kazali włożyć pasiaki. – Woda cuchnęła, ubranie było sztywne od brudu, drewniane chodaki raniły gołe stopy i były ciężkie – mówiła mi mama. Ale przecież to był dopiero początek... – pani Stefania zawiesza głos. W dokumentach obozu zapisano: Piekarz Anna, numer 79414, urodzona 13 lipca 1918 r. Do KL Auschwitz przybyła 14 maja 1944 r.

A właściwie: przybyły, bo przecież obie. Maleńka Stefcia, ukryta pod serem mamy, przekroczyła koszmarną bramę z napisem: „Arbeit macht frei” razem z nią.

Nie pytaj, żyj

Zaczęła się dramatyczna walka o przetrwanie. Najpierw szok, potem próba ratowania resztek nadziei. I ciągły lęk o dziecko. – Mama nie chciała mówić o obozie. Byłyśmy tam razem dwa razy, ale niewiele opowiadała. Dopiero niedługo przed śmiercią, gdy traciła kontakt z rzeczywistością, często krzyczała przez sen: że stoi po kolana w wodzie, że oni idą, że strasznie bolą ją nogi, że jest zimno, że on zabierze jej Stefcię... – mówi pani Stefania. – Kto? Kto miał panią zabrać? – ośmielam się zapytać.

– Mengele. Po urodzeniu zabierał mnie na swoje eksperymenty, ale na szczęście niczego nie pamiętam. Mama mówiła, że gdy mnie stamtąd przynosili, to płakałam przez wiele godzin i nikt nie mógł mnie uspokoić – szepcze. Pani Anna miała do końca życia numer wytatuowany na lewej ręce, poniżej łokcia. Stefci wytatuowano numer na udzie, ale teraz pozostał tylko siniak. – Mama bardzo płakała, gdy mnie przynieśli z tym numerem – dodaje. Stefania Piekarz, numer obozowy 89136. Cała dokumentacja dotycząca jej narodzin i pobytu w obozie spłonęła.

Narodziny w piekle

Poród trwał 3 dni. Anna była tak słaba, że nie miała siły rodzić. Żeby przeć i wydać dziecko na świat, trzeba mieć siłę oddychać, napinać mięśnie i walczyć z bólem. A ona nie miała! Trawiona głodem od wielu miesięcy, wychudzona i zziębnięta leżała w obozowym szpitalu. Nie pamiętała, by ktoś przy niej był. Nie pamiętała ani tego, co myślała, ani tego, co czuła. Panicznie bała się, jak każda matka, o los dziecka. Czy się modliła? Co czuła w jednej z najważniejszych chwil w życiu kobiety? Urodzić dziecko w obozie koncentracyjnym i nie oszaleć, nie stracić nadziei, nie rzucić się na druty z bezsilności... „Do maja 1943 r. dzieci urodzone w obozie były w okrutny sposób mordowane: topiono je w beczułce. Po każdym porodzie (...) dochodził do uszu położnic głośny bulgot i długo się niekiedy utrzymujący plusk wody. Wkrótce po tym matka mogła ujrzeć ciało swojego dziecka rzucone przed blok i szarpane przez szczury” – zanotowała w Raporcie położnej z Oświęcimia obozowa położna Stanisława Leszczyńska. Nie było pieluch, środków opatrunkowych, przeciwbólowych ani dezynfekujących. Nie było nawet wody. Stanisława Leszczyńska podaje, że zbierała z kubków niewypite przez więźniarki resztki gorzkich ziół i w tych resztkach obmywała noworodki, a pępowinę odcinała zardzewiałymi nożyczkami.

Z dostępnych dokumentów wiemy, że w obozie Auschwitz-Birkenau urodziło się co najmniej 700 dzieci.

„Zamiast opatrunków miałam brudny koc, który aż trząsł się od wszy. Kobiety suszyły pieluszki na brzuchu lub udach – wieszanie ich w baraku karane było śmiercią”. Co zrobiła po porodzie Anna? – Mama chorowała 2 tygodnie, miała dużo mleka, choć nie wiadomo dlaczego, bo ważyła tylko 28 kg – mówi pani Stefania. – Więźniarki uszyły dla mnie jakieś ubranka z pasiaków. Gdy przyszło wyzwolenie obozu, mama wyniosła mnie, ukrytą w taborecie, który ciągnęła po śniegu, aż do Libiąża, a tam jacyś dobrzy ludzie udzielili nam schronienia. Potem ktoś zawiadomił tatę, ale on nie uwierzył! Wreszcie przyjechał i zabrał nas do domu. Zlecieli się wszyscy z okolicy, jakby jakiś cud się wydarzył... – mówi pani Stefania, a w jej oczach zapala się światło i rozjaśnia mroczne wspomnienia duszy, których nie sposób słuchać, a co dopiero nosić wdrukowane w ciało, serce i duszę. Patrzę na nią – żywy cud z Auschwitz. Leciutko drżą jej usta, a ja już nie wstydzę się płakać.

CZYTAJ DALEJ

Trybunał Konstytucyjny zawiesza uchwałę Sądu Najwyższego.

2020-01-29 20:23

[ TEMATY ]

sąd

uchwała

Trybunał Konstytucyjny

Sąd Najwyższy

Archiwum

Trybunał Konstytucyjny nie ma wątpliwości. Powołując się na prerogatywę prezydencką i zapisy o TK zawiesił ubiegłotygodniową uchwałę Sądu Najwyższego.

Kompetencja do orzekania przez sędziego powołanego przez prezydenta na wniosek obecnej KRS nie może być ograniczana; orzeczenia wydane przez składy orzekające, w których zasiadali tacy sędziowie, mają moc obowiązującą. Do czasu rozstrzygnięcia wniosku marszałek Sejmu ws. sporu kompetencyjnego - wstrzymane jest stosowanie uchwały połączonych izb Sądu Najwyższego z 23 stycznia - począwszy od dnia jej wydania.– informuje Trybunał Konstytucyjny

Co oznacza decyzja Trybunału Konstytucyjnego? Postanowił do czasu rozstrzygnięcia sprawy (sygn. Kpt 1/20) wstrzymać wykonywanie przez Sąd Najwyższy kompetencji do wydawania uchwał, „jeżeli miałyby dotyczyć zgodności z prawem krajowym, międzynarodowym oraz orzecznictwem sądów międzynarodowych”: składu KRS, trybu przedstawiania Prezydentowi RP kandydatów na sędziego, konstytucyjnego prawa prezydenta do powoływania sędziów oraz ich kompetencji do pełnienia urzędu na stanowisku sędziego. Orzeczenie zapadło zdecydowaną większością głosów.

W ubiegłym tygodniu marszałek Sejmu Elżbieta Witek skierowała do Trybunału Konstytucyjnego wniosek o rozstrzygnięcie sporu kompetencyjnego między Sejmem i prezydentem a Sądem Najwyższym. Chodzi m.in. o przepisy konstytucji odnoszące się do podziału władz i powoływania sędziów.

W związku z tym wnioskiem TK wydał postanowienie, że wstrzymuje stosowanie, od dnia jej wydania, uchwały składu połączonych Izb: Cywilnej, Karnej oraz Pracy i Ubezpieczeń Społecznych Sądu Najwyższego z 23 stycznia 2020 r.

Jak wskazano oznacza to, że niedopuszczalne jest stosowanie przepisów Kodeksu postępowania karnego oraz Kodeksu postępowania cywilnego w rozumieniu przyjętym w uchwale SN. Trybunał uznał również, że kompetencja do orzekania przez sędziego powołanego przez prezydenta na wniosek obecnej KRS nie może być ograniczana, a orzeczenia wydane przez składy orzekające, w których zasiadali tacy sędziowie, mają moc obowiązującą.

Postanowienie zostało podjęte w składzie 14 obecnych sędziów TK, większością głosów. Zdania odrębne złożyło trzech z nich: Piotr Pszczółkowski, Leon Kieres oraz Jarosław Wyrembak.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję