Reklama

Relikwie męczenników w Głębowicach

2019-03-07 10:47

Anna Majowicz

br. Jan Hruszowiec OFM

W pierwszą niedzielę marca w parafii p.w. Najświętszej Maryi Panny z Góry Karmel w Głębowicach dokonano instalacji relikwii błogosławionych męczenników franciszkańskich - bł. Zbigniewa Strzałkowskiego i bł. Michała Tomaszka.

Relikwie przekazał wspólnocie o. Zdzisław Gogola oraz br. Jan Hruszowiec z Krakowa, którzy podczas Eucharystii przybliżyli postaci pierwszych błogosławionych polskich misjonarzy. Franciszkanie nie tylko wskazali na ich życiorys i drogę powołania, ale mówili także o tym, jak odczytywać ich działalność i męczeńską śmierć. Po Mszy św. wierni mieli możliwość ucałowania relikwii pierwszego stopnia, czyli fragmentów kości męczenników. Natomiast przy wyjściu z kościoła każdy otrzymał obrazek z relikwiami drugiego stopnia – fragmenty ubrań. Można było także nabyć różańce oraz książki poświęcone męczennikom, z których dochód przeznaczony został na wsparcie franciszkańskich misji. – To wspaniałe świadectwo heroicznej wiary i drogowskaz dla nas, w przededniu Wielkiego Postu. Przykład nie tylko dla dorosłych, ale także dla dzieci i młodzieży, dla których święci i błogosławieni, to już nie tylko historyczne, odległe i mało znane postaci, ale osoby, które żyły w latach 90 XX wieku, które żyły wśród nas – mówi parafianka Anna Lis.

Parafia pw. NMP z Góry Karmel w Głębowicach jest kolejną w Polsce, a 325 na świecie, w której zainstalowano relikwie błogosławionych męczenników franciszkańskich.

Reklama

Dania ma swoje drzewo w Yad Vashem

2018-02-16 08:31

Sonia Janiec

Archiwum
Duńskie drzewo pamięci w Yad Vashem

Raz po raz pada publicznie idea, aby Polska jako „jedyna” miał swoje drzewo zasadzone w Gaju Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata na terenie kompleksu Instytutu Pamięci Yad Vashem w Jerozolimie.
Jak powszechnie wiadomo, choć jak się okazuje nie wszystkim, jako jedyna ma swoje drzewo w tym miejscu i od wielu lat – Dania.
Naród duński uznany został „in gremio” za sprawiedliwy wśród narodów świata.

Za co?

W sierpniu 1943 roku, w związku z nasileniem działalności ruchu oporu, namiestnik III Rzeszy Obergruppenfuhrer Werner Best wydał polecenie kolaboracyjnemu rządowi Danii polecenie wprowadzenie stanu wyjątkowego nakładającego na społeczeństwo szereg restrykcji. Zostaje wprowadzona kara śmierci za ich nieprzestrzeganie. Zarówno rząd jak i król Danii Chrystian X odmawiają. Sędziwy monarcha, przejdzie do historii, jako ten, który w geście solidarności z Żydami każe sobie naszyć na mundur, w którym chodzi, żółtą Gwiazdę Dawida.

Uczą się o tym w szkołach dzieci nie tylko w Danii.

29 września rabin Marcus Melchior dowiaduje się o zakończeniu tajnych przygotowań do masowej akcji deportacji Żydów do obozów śmierci. Natychmiast to ogłasza. Reakcja Duńczyków jest natychmiastowa. Rusza akcja wywożenia kutrami i łodziami Żydów do neutralnej Szwecji. Z prawie 50 portów i przystani na wybrzeżu duńskim na ponad trzystu jednostkach pływających zostanie wywiezionych 7220 Żydów i prawie siedmiuset ich nieżydowskich współmałżonków. Przeciętnie każda jednostka odbędzie trzy kursu pomiędzy Danią i Szwecją. W dziesięć dni nie ma już w kraju żadnego zagrożonego wywiezieniem do obozu Żyda.

Muzeum Narodowe Danii
Nawet takimi łodziami Duńczycy wywozili Żydów do Szwecji

Wśród przykładów ludzkiej solidarności wymieniani są m.in. luterańscy pastorzy zaciągający pożyczki na finansowanie operacji przerzutowej, dzielni rybacy czy zwykli ludzie posiadający łodzie i jachty.

Używając opisu statystycznego, licząca w 1943 roku 3,95 miliona ludności Dania uratowała z Holocaustu 7,92 tysiąca istnień ludzkich.

Yad Vashem uhonorował ten ogólnonarodowy akt duńskiej solidarności drzewem dla całego narodu – People of Denmark.
Warto o tym wiedzieć.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Czemu nie uwierzyć w siebie?

2019-07-15 21:42

Anna Majowicz

O przyczajonych tygrysach, dwóch stronach medalu i mocnej relacji z Bogiem – Sylwia Jaśkowiec poruszyła serca uczestników 26. Salwatoriańskiego Forum Młodych w Dobroszycach.

Anna Majowicz
Sylwia Jaśkowiec

- Od szkolnych lat uprawiam sport, a moją wiodącą dyscypliną są biegi narciarskie. W 2010 roku pojechałam na swoje pierwsze Zimowe Igrzyska Olimpijskie do Vancouver. One otworzyły mi drzwi do świata sportu. Miałam potencjał, ludzie mówili o dużym talencie, uzyskiwałam dobre wyniki sportowe. I nagle w moim życiu wydarzyło się coś niesamowitego. Po powrocie z sezonu zimowego do akademika w Katowicach, gdzie studiowałam na Akademii Wychowania Fizycznego, przydzielono mi pokój z dziewczynami, które na co dzień formowały się we Wspólnocie Przymierza Rodzin ,,Mamre”. Dziewczyny namówiły mnie na wyjazd na Mszę św. o uzdrowienie do Częstochowy. I tu muszę wspomnieć, że po powrocie z igrzysk miałam dobry moment sportowy, ale psychicznie czułam, że coś się kończyło, bo dążyłam do tego, aby zakończyć współpracę z trenerem, z którym bardzo dużo osiągnęłam. Wiedziałam, że nasza dalsza współpraca nie podniesie mojego sportowego poziomu, że mnie nie rozwinie. Człowiek miał w sobie ogromne sportowe ambicje, a przede wszystkim marzył nie tylko o igrzyskach, ale i o medalu mistrzostw świata i medalu olimpijskim. Te moje marzenia powodowały, że muszę iść dalej, wziąć sprawy w swoje ręce. Na tej Mszy św. stało się coś niesamowitego - pierwszy raz w życiu doświadczyłam żywego Pana Boga. Ten żywy Bóg powiedział mi ostre słowa.

Mała retrospekcja z dzieciństwa. W mojej rodzinie nie działo się dobrze. Nie doświadczyłam ojcowskiej miłości, tata nadużywał alkoholu. Moje serce było podziurawione, poranione, a braki miłości odcisnęły na mnie piętno. Byłam pogubiona, wrażliwa i nie potrafiłam poradzić sobie z emocjami. Dzisiaj mówimy o tym, czemu nie uwierzyć w siebie? Ja tej pewności siebie, wysokiej samooceny i poczucia własnej wartości nie zdobyłam w domu. Ale dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych. Bóg dał mi sport jako narzędzie, w którym rozpoczęłam budowanie swojej samooceny.

Mój sportowy potencjał objawił się we wczesnych latach szkoły podstawowej. Chwała Bogu za człowieka, którego postawił na mej drodze – wuefistę Stanisława Gubałę. To był człowiek ogromnej pasji, ogromnego serca, a przede wszystkim ogromnej miłości. Od pierwszych zawodów do kolejnych okazało się, że jestem dobrą biegaczką i potrafię dobrze grać w zespołach drużynowych. Moje serce podbiły biegi narciarskie. Ten sport faktycznie dawał mi poczucie spełnienia, ale przede wszystkim motywował mnie do tego, że jest to moja szansa w życiu na bycie kimś, żeby uwierzyć w siebie, swoje możliwości i na wydobycie z siebie tego, co we mnie najlepsze. Wymagało to ode mnie ciężkiej pracy, wytrwałości, niezłomności, częstych upadków, ale i powstawania z tych upadków. Sport stał się dla mnie najważniejszą rzeczą w życiu. Niestety, przez emocjonalne braki w miłości rzuciłam się całkowicie w wir pracy. To był mój mechanizm obronny. To było kosztem wielu wyrzeczeń, ale i też niestety kosztem niezdrowej ambicji sportowej. Doszłam do poziomu, gdzie zaczęłam gardzić słabszymi ode mnie. Wygrywałam z rówieśnikami z dużą przewagą, co powodowało, że rosła we mnie wartość samej siebie. Wiedziałam, że dochodzę do tego własną pracą, własną siłą, własnym psychicznym zaangażowaniem, upartością i niezłomnością. Jak możecie zauważyć nie było w tym wszystkim Boga, bo byłam ja. Moje budowanie wartości opierało się tylko i wyłącznie na tym, że to jest efekt mojej ciężkiej pracy. To było coś, co później Pan Bóg w sposób sobie właściwy wyciągnął, uświadomił mi, że moje serce było przepełnione pychą i egoizmem.

Kiedy dochodzi się do szczytu sportu wyczynowego, kiedy startuje się w mistrzostwach świata i igrzyskach olimpijskich, to ma się świadomość, że jest się obserwowanym, ale i ty cały czas obserwujesz to, jak wygląda konkurencja, jaki poziom prezentuje, jak się odżywia, itd. Cały czas byliśmy jak takie przyczajone tygrysy, obserwujące się nawzajem. To prowadziło do skrajności. Bo w sporcie niestety występuje doping, anoreksja, bulimia – tylko dlatego, by być doskonałym w tym co się robi. To ciemne strony sportu, ale tak to już jest w życiu, że są dwie strony medalu. Wybór należy do nas. Ja niestety, w tym pierwszym okresie dążenia do perfekcji wycięłam z życia Pana Boga.

Punktem zwrotnym w moim życiu był wyjazd do Częstochowy. Pojechałam na Mszę św. i moje serce zostało zalane Bożą miłością. Usłyszałam, że może nie było ze mną ziemskiego ojca, ale Pan Bóg był cały czas obecny w moim życiu, że Jego obecność była nieustanna i On się cały czas o mnie troszczył. Usłyszałam od Boga, że wszyscy mogą o mnie zapomnieć, ale nie On, bo oddał za mnie życie na krzyżu.

Przyjęłam do swojego życia Pana i Zbawiciela i to jest cudowne. To był najważniejszy wybór w moim życiu. Wybór, który obrócił moje życie do góry nogami!

Posłuchaj całego wystąpienia:

https://drive.google.com/file/d/1Q333Es_IerOrY9adtMYx4V-A89ww6hMN/view?usp=sharing

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem