Reklama

Maturzyści u Mamy

2019-03-10 22:07

Agnieszka Bugała

Agnieszka Bugała

Po raz 19. maturzyści z całej archidiecezji pielgrzymowali na Jasną Górę, aby poprosić o pomoc na czas egzaminu dojrzałości i wyboru życiowej drogi Tę, która jest Matką Dobrej Rady. Wcześnie rano 8 marca wsiedli do autokarów w swoich parafiach i przed południem dojechali do Częstochowy. W czasie rejestracji uczestników organizatorzy, Diecezjalne Duszpasterstwo Młodzieży, zapisali 818 osób.

W Sali Kordeckiego młodzi pielgrzymi wspólnie z ks. Zbigniewem Kowalem i ks. Bartłomiejem Kotem pochylili się nad fragmentem ewangelii o Kanie Galilejskiej. – Maryja wiedziała – mówił ks. Kot – że gdy braknie wina, impreza nie będzie udana. Jednocześnie, mimo, że Pan Jezus na początku nie zareagował tak, jakby zamierzał pomóc, była tak pewna postawy swojego Syna, że ze stuprocentową pewnością siebie doradziła sługom, że powinni zrobić wszystko, co im powie. To niezwykłe – tłumaczył – jak Matka jest pewna swojego dziecka. Chcielibyśmy tak, prawda? Usłyszeć od mamy, albo od taty, że ufają nam w ciemno, że zrobimy coś najlepiej, jak to możliwe. – Zresztą Pan Jezus usłyszał to zapewnienie już wcześniej, od Ojca. Pamiętacie, jak nad wodami Jordanu otworzyło się niebo? Głos Ojca z nieba był wyraźny i jednoznaczny: To jest mój Syn Umiłowany, jego słuchajcie – mówił ks. Kot.

Spotkanie zakończyły świadectwa studentów z DA Maciejówka, którzy przekonywali maturzystów, że…istnieje życie po maturze i warto dobrze zaplanować najdłuższe w życiu wakacje, które w sumie trwają aż cztery miesiące. Opowiadali o formacji w duszpasterstwach akademickich, do których warto dołączyć i o Obozie Adaptacyjnym w Białym Dunajcu, organizowanym dla studentów pierwszego roku we wrześniu.

Najważniejszym wydarzeniem pielgrzymki była Msza św. w Kaplicy Jasnogórskiej sprawowana przez wszystkich kapłanów, którzy towarzyszyli młodym pielgrzymom. Przewodniczył jej bp Andrzej Siemieniewski.

Reklama

- Maturzyści przychodzą na Jasną Górę po pocieszenie, po światło i po umocnienie – mówił w czasie homilii bp Siemieniewski. – To bardzo piękny, naturalny dla chrześcijanina odruch, aby wtedy, gdy zbliża się czas wymagający, czas próby, czas egzaminów maturalnych, znaleźć się właśnie tu, szukając duchowego pocieszenia. Z całą pewnością też dla chrześcijanina zupełnie naturalny odruch, aby prosić o umocnienie, czyli o moc, aby to wszystko, co stanowi nasze zdolności, nasze przygotowanie, spotkało się także z Bożą mocą. Dlatego usilnie prosimy także i o pomoc, o Boże błogosławieństwo na czas egzaminacyjny. Prosimy też o światło. To światło zostaje nam dziś udzielone przez bardzo szczególny czas, który przeżywamy w Kościele, mianowicie czas wielkopostny – mówił biskup. Ale upomniał się też o postawy, troskę o czystość sumienia i nawrócenie. Pokazał kolejno każdy z grzechów głównych nazywając je bramami, przez które zły wchodzi w nasze życie. – Ulegając pokusom sami otwieramy mu drzwi.

- Wytknij mojemu ludowi jego grzechy – cytował słowa proroka. – Ale czy nie lepiej byłoby mówić o naszych zaletach – pytał młodych zebranych w Kaplicy - Skoro prorok ma wytknąć, tzn., że nie całkiem zdajemy sobie sprawę z naszej grzeszności. A często chorujemy nie zdając sobie z tego sprawy.

Tłumaczył, ze istnieje wiele chorób podstępnych, ukrytych, np. cukrzyca, która rozwija się latami, niewidoczna, ale jednak przez ten czas niszcząca organizm. - Człowiek to nie tylko ciało. Istnieją też podstępne choroby duszy. Zdarza się, że chrześcijanin mówi o sobie: jestem dobrym człowiekiem, jestem z siebie zadowolony. Oczywiście, zdarzają mi się kłótnie, ale to nie moja wina, to nie ja zaczynam. Zdarza się ukrywanie chorób duchowych, gdy mówimy, że to, co złe, to wina innych, ja jestem dobrą osobą –mówił bp Andrzej.

Podkreślał, że w Wielkim Poście Kościół to głos mądrości Bożej, która mówi nam o grzechach i niedoskonałościach, pełniąc posługę proroka i w ten sposób wytyka nasze błędy.

- Tak, jak potrafimy wskazać, że zła dieta, albo brak ruchu powodują choroby ciała, tak też jest pewna grupa postaw duchowych, które zwykle, żeby nie powiedzieć zawsze, powodują choroby duszy. Jest siedem głównych bram, przez które wciska się, jak tylko może, grzech, pokusy i wewnętrzna degeneracja – to siedem grzechów głównych. Wielki Post to dobry czas, aby mówić o tym samemu sobie. Zły duch ma do mnie dostęp przez siedem bram. Pierwsza brama to pycha. Jak się objawia? Przecież się modlę… no tak, ale jeśli moje zamówienia złożone u Pana Boga nie są spełnione, to po co mam się modlić, pytamy, prawda? Bóg ma swoje plany i to właśnie Jego plany są ważniejsze. Lekarstwo na pychę, to post, jałmużna i modlitwa – zapewniał.

- Chciwość jest wtedy, gdy ktoś zapomina o celu ostatecznym i upatruje swoje szczęście tylko w posiadaniu. Nieczystość, kiedy ktoś zapomina, że ludzka seksualność ma się kierować Bożymi prawami, czyli Bożą mądrością. Łakomstwo i zazdrość wtedy, kiedy patrzę na drugiego nie jak na brata, ale z wyrzutem, że jemu się powiodło, a mnie mniej. Gniew, gdy nie umiemy opanować reakcji języka impulsów, gdy inni nas denerwują i lenistwo – kto wie, czy nie bardziej zniechęcenie, gdy tracę wewnętrzny napęd, dynamizm, by wykorzystać życie najpełniej, najbardziej, do czynienia dobra – mówił biskup.

- Musimy sobie przypominać o tych siedmiu bramach, bo nie przypominają nam o tym reklamy – tłumaczył. Zachęcał, by do Jezusa przychodzić. - Jaki jest skutek przyjęcia Bożego światła? Paradoksalnie to radość. Tak, jak wizyta u lekarza polepsza nasze samopoczucie, tak wizyta u Boskiego Lekarza, którym jest Pan Jezus, polepsza naszą kondycję duchową.. Nie potrzebują lekarza zdrowi, ale ci źle się mający. Ta wizyta przynosi radość – zapewniał bp Andrzej.

Po Mszy św. maturzyści dokonali uroczystego zawierzenia czasu matur, wyborów życiowych, nadziei, lęków i obaw Matce Dobrej Rady, Maryi. Już po raz drugi w imieniu wszystkich przygotowujących się do egzaminy dojrzałości uczniów z archidiecezji Akt Zawierzenia odczytali uczniowie z Technikum nr 1 im. Tadeusza Kościuszki w Wołowie, którzy przyjechali na Jasną Górę ze swoim opiekunem, ks. Wojciechem Buźniakiem.

Tagi:
maturzyści

Reklama

Maturzyści na Jasnej Górze

2019-04-24 09:01

Ks. Adam Stachowicz
Edycja sandomierska 17/2019, str. 6-7

Tradycyjnie już maturzyści z całej diecezji w dwóch turach zawierzali się Bogu przez Maryję w Jasnogórskim Sanktuarium. Łącznie do Częstochowy, w zorganizowanych grupach, przybyło ponad 2 tys. maturzystów. Pielgrzymom w pierwszym dniu towarzyszył bp Edward Frankowski, a w drugim bp Krzysztof Nitkiewicz

Archiwum autora
Maturzyści na modlitwę zebrali się w Jasnogórskiej bazylice

W ramach 28. Diecezjalnej Pielgrzymki Maturzystów na Jasną Górę wraz z młodzieżą przybyli księża katecheci, siostry zakonne, rodzice, opiekunowie i nauczyciele. – Każdego dnia do tronu Czarnej Madonny przybywali młodzi z poszczególnych rejonów diecezji. Maturzyści powierzali Maryi czas przygotowań do egzaminu dojrzałości oraz prosili o siły i dary Ducha Świętego na czas matur. Każdego dnia pobyt młodych na Jasnej Górze rozpoczynał się od spotkania maturzystów z ciekawym człowiekiem. W tym roku swoje świadectwo przedstawił Przemysław Janiszewski, prowadzący kanał „Moc w słabości” na Youtube. Następnie w Kaplicy Cudownego Obrazu młodzi modlili się wspólnie modlitwą różańcową – podkreśla ks. Tomasz Lis, rzecznik Kurii.

Przemysław Janiszewski zaznacza: – To, co mnie tak bardzo ujmuje w młodych ludziach, to ich chęć słuchania oraz to, że pozwalają się prowadzić. Przez dwa dni mogłem tego doświadczyć z młodymi z diecezji sandomierskiej. Pracując jako katecheta, doświadczam tego, że młodzież potrzebuje kierownictwa duchowego, ale także tego, by im zaufać i ich wysłuchać. Przez te dwa dni byli wsłuchani i to jest znakiem dla Kościoła. Wiosna Kościoła, którą są młodzi, już się zaczęła, dlatego musimy im zaufać i prowadzić ich do sakramentów świętych.

Centralnym momentem pielgrzymki była Eucharystia w Jasnogórskiej Bazylice. Bp Edward Frankowski w pierwszym dniu, zwracając się do młodzieży podczas homilii, mówił o więzi, jaka powinna łączyć nas nieustannie z Maryją.

Pasterskie słowo do młodych

Drugiego dnia bp Krzysztof Nitkiewicz zauważył w homilii, że głównym motywem pielgrzymki do Jasnogórskiego Sanktuarium Matki Bożej jest egzamin maturalny oraz modlitwa o to, aby można było do niego przystąpić bez żadnych problemów i jak najlepiej zdać. Biskup podkreślił, że pielgrzymka jest wyrazem wiary, pozwalającej wejść w bezpośrednią relację z Bogiem i właściwie patrzeć na świat. Z kolei bez wiary człowiek nie jest w stanie dostrzec i zrozumieć wielu rzeczy, podobnie jak przeciwnicy Pana Jezusa z odczytanej podczas Mszy św. Ewangelii. Odrzucenie przez nich Chrystusa wynikało ze słabości ich wiary.

– Z nami bywa podobnie. Chociaż zostaliśmy hojnie obdarowani przez Boga, również za pośrednictwem Kościoła, nie zawsze potrafimy dostrzec w Nim Zbawiciela czy dobrego Ojca. Odczuwamy samotność, a przecież On nas nigdy nie opuścił. Z Kościołem jest podobnie. Dlaczego modlimy się dzisiaj razem z wami drodzy maturzyści w tym sanktuarium: katecheci, krewni, duchowni, przedstawiciele szkół? Bo was kochamy. Ale, jak dobrze wiecie, szczególnie w ostatnich latach Kościół może się niektórym kojarzyć ze skandalami. Dużo zależy od osobistych doświadczeń, od środowiska rodzinnego, sposobu myślenia, stylu życia, od przyzwyczajeń i oczywiście od naszych grzechów – mówił Biskup.

– Każdy powinien więc zainteresować się kondycją swojej wiary, choć trudno ją zmierzyć i wyliczyć w jednostkach numerycznych. Możemy natomiast, a nawet powinniśmy, stale się o nią troszczyć. Ojciec Święty Benedykt XVI mówi, że w pierwszej kolejności należy uwierzyć, przyjąć, że Bóg istnieje, że On po prostu jest, a następnie żyć z tą świadomością, tak, aby Bóg był fundamentem mojego życia, myślenia, mówienia i działania: „Świat bez Boga jest bowiem światem bez kryterium, w którym zaciera się granica pomiędzy dobrem i złem” – podkreśla papież. Trzeba jednak uważać, żeby nie stworzyć sobie obrazu Boga, którego nie ma, tzn. Boga mającego np. nasze rysy albo stworzonego chociażby przez mass media. Sposobem na uniknięcie pomyłki jest trzymanie się Pisma Świętego, tradycji oraz nauczania Kościoła – wskazywał bp Nitkiewicz.

– Niech dzisiejsza pielgrzymka umocni i ożywi waszą wiarę, gdyż ona jest najcenniejszym skarbem, jaki posiadacie. Niech obce wam będzie myślenie, że wiara lub jej brak niczego nie zmienia, że w życiu można się obejść bez Boga i Kościoła. Jest dokładnie odwrotnie. Choćbyście uciekli na koniec świata, nie uciekniecie od siebie, a Bóg będzie do was mówił w głębi waszej duszy. Wsłuchujcie się w Jego głos. „Wszystkie wasze troski przerzućcie na Niego, gdyż Jemu zależy na was” (1 P 5,7) – podkreślał Ordynariusz Sandomierski.

Głos młodych

Pielgrzymujący na Jasną Górę młodzi podkreślali, jak ważny to dla nich moment w przygotowaniach do egzaminu dojrzałości. – Poprzez uczestnictwo w pielgrzymce chciałem podziękować Matce Bożej za wszystkie lata mojej edukacji szkolnej oraz prosić o błogosławieństwo na czas egzaminu maturalnego. Mszę św. i Komunię św. ofiarowałem również w intencji dobrego rozeznania powołania oraz o Boże błogosławieństwo dla mnie i całej mojej rodziny – zaznacza Paweł Żurawski.

Natomiast Iwona Janiec dodaje: – Podczas pielgrzymki my maturzyści oraz nasi opiekunowie zanosiliśmy prośby oraz dziękczynienia do Matki Bożej o jej wstawiennictwo, pozytywne zdanie egzaminu maturalnego, a także, aby nasz egzamin odbył się bez żadnych przeszkód. Wraz z nami do modlitwy włączył się także bp Krzysztof Nitkiewicz, który przewodniczył Mszy św. Poza oficjalnym programem pielgrzymki mieliśmy możliwość zobaczenia skarbca, Arsenału, muzeum 600-lecia oraz wielu innych ciekawych atrakcji. Taka pielgrzymka jest przeżyciem jedynym w swoim rodzaju. Sama obecność na Jasnej Górze przy Obrazie Matki Bożej daje nam poczucie bliskości z Panem Bogiem, który motywuje nas do dalszego działania, daje nam siłę oraz pogłębia naszą wiarę.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Oświadczenie Kurii Diecezji Radomskiej

2019-07-12 10:00

jwk / Radom (KAI)

Kuria Diecezji Radomskiej wydała oświadczenie ws. informacji obciążającej jednego z księży Diecezji Radomskiej odpowiedzialnością za przestępstwa na szkodę osób małoletnich, do których miało dojść przed ponad dwudziestu laty. Publikujemy treśc przekazanego KAI Oświadczenia.

Senlay/pixabay.com

Oświadczenie

W ostatnich dniach w środkach społecznego przekazu pojawiły się informacje o korespondencji przesłanej przez Kurię Diecezji Radomskiej do Prokuratury Okręgowej w Radomiu. Z uwagi na dalsze zainteresowanie medialne tą sprawą informuję, że:

W dniu 9 lipca bieżącego roku Kuria Diecezji Radomskiej przekazała do wyżej wymienionej Prokuratury pisemne zawiadomienie o korespondencji e-mailowej, która dotarła kilka dni wcześniej na adres Kurii, zawierającej informację obciążającą jednego z księży Diecezji Radomskiej odpowiedzialnością za przestępstwa na szkodę osób małoletnich, do których miało dojść przed ponad dwudziestu laty.

Równocześnie wszczęto postępowanie przewidziane prawem kanonicznym i podjęte zostały czynności oraz decyzje wynikające z norm wewnątrzkościelnych.

Ponieważ przedmiotem postępowań ma być w pierwszej kolejności ustalenie prawdy w zakresie przedstawionych zarzutów oraz – w zależności od tych ustaleń – ochrona dóbr wszystkich osób pokrzywdzonych, do czasu zakończenia przewidzianych prawem czynności i dokonania ostatecznych ustaleń nie jest możliwe szersze informowanie osób postronnych ani o danych osobowych osób związanych ze sprawą, ani o szczegółach sformułowanych zarzutów, ani też o poszczególnych działaniach podejmowanych w związku z zaistniałą sytuacją. Informacja taka zostanie przedstawiona po wyjaśnieniu sprawy – na podstawie dokonanych ustaleń i rozstrzygnięć podjętych w toku postępowania.

Ks. Edward Poniewierski Rzecznik Prasowy Kurii

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Czemu nie uwierzyć w siebie?

2019-07-15 21:42

Anna Majowicz

O przyczajonych tygrysach, dwóch stronach medalu i mocnej relacji z Bogiem – Sylwia Jaśkowiec poruszyła serca uczestników 26. Salwatoriańskiego Forum Młodych w Dobroszycach.

Anna Majowicz
Sylwia Jaśkowiec

- Od szkolnych lat uprawiam sport, a moją wiodącą dyscypliną są biegi narciarskie. W 2010 roku pojechałam na swoje pierwsze Zimowe Igrzyska Olimpijskie do Vancouver. One otworzyły mi drzwi do świata sportu. Miałam potencjał, ludzie mówili o dużym talencie, uzyskiwałam dobre wyniki sportowe. I nagle w moim życiu wydarzyło się coś niesamowitego. Po powrocie z sezonu zimowego do akademika w Katowicach, gdzie studiowałam na Akademii Wychowania Fizycznego, przydzielono mi pokój z dziewczynami, które na co dzień formowały się we Wspólnocie Przymierza Rodzin ,,Mamre”. Dziewczyny namówiły mnie na wyjazd na Mszę św. o uzdrowienie do Częstochowy. I tu muszę wspomnieć, że po powrocie z igrzysk miałam dobry moment sportowy, ale psychicznie czułam, że coś się kończyło, bo dążyłam do tego, aby zakończyć współpracę z trenerem, z którym bardzo dużo osiągnęłam. Wiedziałam, że nasza dalsza współpraca nie podniesie mojego sportowego poziomu, że mnie nie rozwinie. Człowiek miał w sobie ogromne sportowe ambicje, a przede wszystkim marzył nie tylko o igrzyskach, ale i o medalu mistrzostw świata i medalu olimpijskim. Te moje marzenia powodowały, że muszę iść dalej, wziąć sprawy w swoje ręce. Na tej Mszy św. stało się coś niesamowitego - pierwszy raz w życiu doświadczyłam żywego Pana Boga. Ten żywy Bóg powiedział mi ostre słowa.

Mała retrospekcja z dzieciństwa. W mojej rodzinie nie działo się dobrze. Nie doświadczyłam ojcowskiej miłości, tata nadużywał alkoholu. Moje serce było podziurawione, poranione, a braki miłości odcisnęły na mnie piętno. Byłam pogubiona, wrażliwa i nie potrafiłam poradzić sobie z emocjami. Dzisiaj mówimy o tym, czemu nie uwierzyć w siebie? Ja tej pewności siebie, wysokiej samooceny i poczucia własnej wartości nie zdobyłam w domu. Ale dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych. Bóg dał mi sport jako narzędzie, w którym rozpoczęłam budowanie swojej samooceny.

Mój sportowy potencjał objawił się we wczesnych latach szkoły podstawowej. Chwała Bogu za człowieka, którego postawił na mej drodze – wuefistę Stanisława Gubałę. To był człowiek ogromnej pasji, ogromnego serca, a przede wszystkim ogromnej miłości. Od pierwszych zawodów do kolejnych okazało się, że jestem dobrą biegaczką i potrafię dobrze grać w zespołach drużynowych. Moje serce podbiły biegi narciarskie. Ten sport faktycznie dawał mi poczucie spełnienia, ale przede wszystkim motywował mnie do tego, że jest to moja szansa w życiu na bycie kimś, żeby uwierzyć w siebie, swoje możliwości i na wydobycie z siebie tego, co we mnie najlepsze. Wymagało to ode mnie ciężkiej pracy, wytrwałości, niezłomności, częstych upadków, ale i powstawania z tych upadków. Sport stał się dla mnie najważniejszą rzeczą w życiu. Niestety, przez emocjonalne braki w miłości rzuciłam się całkowicie w wir pracy. To był mój mechanizm obronny. To było kosztem wielu wyrzeczeń, ale i też niestety kosztem niezdrowej ambicji sportowej. Doszłam do poziomu, gdzie zaczęłam gardzić słabszymi ode mnie. Wygrywałam z rówieśnikami z dużą przewagą, co powodowało, że rosła we mnie wartość samej siebie. Wiedziałam, że dochodzę do tego własną pracą, własną siłą, własnym psychicznym zaangażowaniem, upartością i niezłomnością. Jak możecie zauważyć nie było w tym wszystkim Boga, bo byłam ja. Moje budowanie wartości opierało się tylko i wyłącznie na tym, że to jest efekt mojej ciężkiej pracy. To było coś, co później Pan Bóg w sposób sobie właściwy wyciągnął, uświadomił mi, że moje serce było przepełnione pychą i egoizmem.

Kiedy dochodzi się do szczytu sportu wyczynowego, kiedy startuje się w mistrzostwach świata i igrzyskach olimpijskich, to ma się świadomość, że jest się obserwowanym, ale i ty cały czas obserwujesz to, jak wygląda konkurencja, jaki poziom prezentuje, jak się odżywia, itd. Cały czas byliśmy jak takie przyczajone tygrysy, obserwujące się nawzajem. To prowadziło do skrajności. Bo w sporcie niestety występuje doping, anoreksja, bulimia – tylko dlatego, by być doskonałym w tym co się robi. To ciemne strony sportu, ale tak to już jest w życiu, że są dwie strony medalu. Wybór należy do nas. Ja niestety, w tym pierwszym okresie dążenia do perfekcji wycięłam z życia Pana Boga.

Punktem zwrotnym w moim życiu był wyjazd do Częstochowy. Pojechałam na Mszę św. i moje serce zostało zalane Bożą miłością. Usłyszałam, że może nie było ze mną ziemskiego ojca, ale Pan Bóg był cały czas obecny w moim życiu, że Jego obecność była nieustanna i On się cały czas o mnie troszczył. Usłyszałam od Boga, że wszyscy mogą o mnie zapomnieć, ale nie On, bo oddał za mnie życie na krzyżu.

Przyjęłam do swojego życia Pana i Zbawiciela i to jest cudowne. To był najważniejszy wybór w moim życiu. Wybór, który obrócił moje życie do góry nogami!

Posłuchaj całego wystąpienia:

https://drive.google.com/file/d/1Q333Es_IerOrY9adtMYx4V-A89ww6hMN/view?usp=sharing

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem