Renata Jochymek: - Ojciec jest kierownikiem tego obozu. Jak to się stało, że stypendystami są także studenci?
O. Grzegorz Mielniczuk: - Fundacja rozpoczęła swoją działalność w 1990 r. jako owoc pielgrzymki Jana Pawła II do Polski. Wówczas zaczęło się budowanie pomnika Papieża Polaka, a są tym pomnikiem młodzi ludzie: zdolni, pochodzący z małych miejscowości, z wiosek i z ubogich rodzin. Ci stypendyści przez wiele lat wzrastali w gimnazjum, w liceum a teraz już niektórzy są studentami. Ponieważ życie studenckie jest nieco inne niż gimnazjalne czy licealne, postanowiliśmy w tym roku zaproponować im spotkanie formacyjne w ich własnym gronie.
- Każdy obóz dla stypendystów ma swoje przesłanie...
- Postanowiliśmy zorganizować obóz pod hasłem: „Idź!”. Jest ono zaczerpnięte z Ewangelii według św. Jana (15,16): „Nie wyście mnie wybrali, ale Ja was wybrałem i przeznaczyłem was na to, abyście szli i owoc przynosili”. To też myśl przewodnia całego obozu.
- To ludzie dorośli, jednak każdemu potrzebny jest przewodnik...
Reklama
- Podczas tego spotkania podzieliliśmy się na 14 grup - to największe ośrodki akademickie w Polsce. Najważniejszym celem jest chęć, by młodzi ludzie odkryli swoje powołanie, które Pan Bóg dla nich przeznaczył, w które mają wpisane swoje talenty, zdolności... Aby odkrywali to powołanie jako chęć czynienia w życiu dobra, do czego się przygotowują studiując.
- Gimnazjaliści i licealiści są już bardzo zgraną grupą. Nie myślał Ojciec o tym, by studenci stali się taką awangardą młodzieży, która będzie pokazywała innym nastolatkom, co dobre, jak żyć?
- To drugi cel przyświecający organizatorom. Zintegrować środowisko akademickie Fundacji, bo stypendyści przyjeżdżają do miasta akademickiego z różnych diecezji i nawet nie wiedzą, że jest jeszcze jakiś stypendysta, że studiują razem w jednym mieście. Pragniemy, aby w każdym takim mieście studenckim w przyszłym roku powstała wspólnota studencka Fundacji, która będzie w ciągu roku się spotykała, formowała i realizowała program Fundacji.
- To na wycieczki nie chodzicie? Beskidy są takie piękne...
Reklama
- To trzeci cel: pokazać piękno tej ziemi. Naszej ziemi. Zresztą obóz jest współfinansowany przez Narodowe Centrum Kultury w ramach programu operacyjnego „Patriotyzm Jutra”. Element patriotyczny, nawet patriotyzmu lokalnego, jest niezwykle istotny! Młodzież pragnęła, ale też i my chcieliśmy, by poznali góry! Niektórzy są tutaj po raz pierwszy. Jeden z dni przeznaczyliśmy na opowiedzenie sobie o ich miejscowościach, rodzinach. Żywy pomnik Jana Pawła II to ludzie z różnych stron naszej Ojczyzny. Oni mieli za zadanie przygotować sobie opowieść o swojej małej ojczyźnie, bowiem właśnie tam, w ich małych miejscowościach też jest coś ciekawego, wspaniałego. Chcemy im pokazywać piękno naszej ziemi, by oni właśnie tu chcieli być, chcemy, by czuli się odpowiedzialni za ten kraj. Nie chcieli stąd wyjeżdżać.
- A osobista satysfakcja?
- Rozwijanie osobowości, talentów, to kolejny cel, dla którego tu jesteśmy, bowiem każdy z nich jest kimś niepowtarzalnym. I każdy dzień ma swój temat: np. pierwszy dzień nosił nazwę Gaude Mater Polonia - właśnie o tym już opowiadałem, chodziło o prezentację piękna rodzinnej ziemi. Drugi miał na celu budzenie u studentów odpowiedzialności za Polskę. Ostatni „A jutro...?” będzie przygotowywał do tworzenia akademickich ośrodków. Wyłonimy animatorów programu formacyjnego i postaramy się stworzyć sieć łączącą wszystkich stypendystów-studentów w Polsce. Oni mają świadomość, że korzystają z ludzkiej dobroci. Niech będą widoczni. Niech ludzie widzą, jak pięknie się rozwijają dla dobra Ojczyzny, dla dobra nas wszystkich.
Od 15 października przez kilka kolejnych tygodni relikwie Świętej Kołyski będą umieszczone w miejscu bardziej dostępnym dla pielgrzymów w Bazylice Matki Bożej Większej (Santa Maria Maggiore). Pozwoli to na możliwość kontemplowania z bliska relikwii przechowującej pamięć o Narodzeniu Chrystusa.
Relikwie przechowywane dziś w Bazylice Matki Bożej Większej składają się z pięciu cienkich elementów wykonanych z drewna sykomory, tradycyjnie utożsamianych z fragmentami żłóbka, w którym – według relacji ewangelicznej – Maryja złożyła Jezusa po Jego narodzeniu.
O św. Teresie od Dzieciątka Jezus i Najświętszego Oblicza, karmelitance z Lisieux we Francji, powstały już opasłe tomy rozpraw teologicznych. W tym skromnym artykule pragnę zachęcić
czytelników do przyjaźni z tą wielką świętą końca XIX w., która także dziś może stać się dla wielu ludzi przewodniczką na krętych drogach życia. Może także pomóc w zweryfikowaniu własnego stosunku
do Pana Boga, relacji z Nim, Jego obrazu, który nosimy w sobie.
Życie św. Teresy daje się streścić w jednym słowie: miłość. Miłość była jej głównym posłannictwem, treścią i celem jej życia. Według św. Teresy, najważniejsze to wiedzieć, że jest się kochanym,
i kochać. Prawda to, jak może się wydawać, banalna, ale aby dojść do takiego wniosku, trzeba w pełni zaakceptować siebie. Św. Teresie wcale nie było łatwo tego dokonać. Miała niesforny charakter.
Była bardzo uparta, przewrażliwiona na swoim punkcie i spragniona uznania, łatwo ulegała emocjom. Wiedziała jednak, że tylko Bóg może dokonać w niej uzdrowienia, bo tylko On kocha miłością bez
warunków. Dlatego zaufała Mu i pozwoliła się prowadzić, a to zaowocowało wyzwoleniem się od wszelkich trosk o samą siebie i uwierzeniem, że jest kochana taką, jaka jest.
Miłość to dla św. Teresy "mała droga", jak zwykło się nazywać jej duchowy system przekonań, "droga zaufania małego dziecka, które bez obawy zasypia w ramionach Ojca". Św. Teresa ufała bowiem
w miłość Boga i zdała się całkowicie na Niego. Chciała się stawać "mała" i wiedziała, że Bogu to się podoba, że On kocha jej słabości.
Ona wskazała, na przekór panującemu długo i obecnemu często i dziś przekonaniu, że świętość nie jest dostępna jedynie dla wybranych, dla tych, którzy dokonują heroicznych czynów, ale jest
w zasięgu wszystkich, nawet najmniejszych dusz kochających Boga i pragnących spełniać Jego wolę. Św. Teresa była przekonana, że to miłosierdzie Boga, a nie religijne zasługi, zaprowadzi
ją do nieba. Św. Teresa chciała być aktywna nie w ćwiczeniu się w doskonałości, ale w sprawianiu Bogu przyjemności. Pragnęła robić wszystko nie dla zasług, ale po to, by Jemu było miło
i dlatego mówiła: "Dzieci nie pracują, by zdobyć stanowisko, a jeżeli są grzeczne, to dla rozradowania rodziców; również nie trzeba pracować po to, by zostać świętym, ale aby sprawiać radość
Panu Bogu".
Św. Teresa przekonuje w ten sposób, że najważniejsze to wykonywać wszystko z miłości do Pana Boga. Taki stosunek trzeba mieć przede wszystkim do swoich codziennych obowiązków, które często
są trudne, niepozorne i przesiąknięte rutyną. Nie jest jednak ważne, co robimy, ale czy wykonujemy to z miłością. Teresa mówiła, że "Jezus nie interesuje się wielkością naszych czynów ani nawet
stopniem ich trudności, co miłością, która nas do nich przynagla".
Przykład św. Teresy wskazuje na to, że usilne dążenie do doskonałości i przekonywanie innych, a zwłaszcza samego siebie, o swoich zasługach jest bezcelowe. Nigdy bowiem nie uda się
nam dokonać takich czynów, które sprawią, że będziemy w pełni z siebie zadowoleni, jeśli nie przekonamy się, że Bóg nas kocha i akceptuje nasze słabości. Trzeba zgodzić się na swoją małość,
bo to pozwoli Bogu działać w nas i przemieniać nasze życie. Św. Teresa chciała być słaba, bo wiedziała, że "moc w słabości się doskonali".
Ta wielka święta, Doktor Kościoła, udowodniła, że można patrzeć na Boga jak na czułego, kochającego Ojca. Jednak trwanie w takim przekonaniu nie przyszło jej łatwo. Przeżywała wiele trudności
w wierze, nieobce były jej niepokoje i wątpliwości, znała poczucie oddalenia od Boga. Dzięki temu może być nam, ludziom słabym, bardzo bliska. Jest także dowodem na to, że niepowodzenia i trudności
są wpisane w życie każdego człowieka, nikt bowiem nie rodzi się święty, ale świętość wypracowuje się przez walkę z samym sobą, współpracę z łaską Bożą, wypełnianie woli Stwórcy.
Teresa zrozumiała najgłębszą prawdę o Bogu zawartą w Biblii - że jest On miłością - i dlatego spośród licznych powołań, które odczuwała, wybrała jedno, mówiąc: "Moim powołaniem jest
miłość", a w innym miejscu: "W sercu Kościoła, mojej Matki, będę miłością".
Aktywistki aborcyjne uruchomiły - jak same się chwalą na swojej stronie internetowej - "pierwszy na świecie system paczkomatowy stworzony specjalnie w celu wydawania tabletek aborcyjnych". Abortomat - bo tak eufemistycznie nazwano przerażające urządzenie, mające wspierać odbieranie życia nienarodzonym dzieciom - stanął 29 września w Warszawie. Już dziś wywołało to szereg kontrowersji i pytanie, czy aktywistki w sposób bezczelny nie łamią polskiego prawa.
Kiedy czytamy komunikaty wypuszczane przez "aborcjonistki", przeraża, jak bardzo banalizują one stosowanie nie tylko tabletek aborcyjnych, ale i samego - jak to nazywają - "zabiegu", którego konsekwencją jest zabicie życia rozwijającego się w łonie matki.
W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.